Monthly Archives: Grudzień 2011

Bajka Jogina

Kilka fotek na pozegnanie …

Pewnego razu – mówi bajka – uczeń przyszedł do mistrza i prosił, aby ten go nauczył wyższych stopni w rozwoju miłości do Stwórcy. Mówił, że niższe stopnie już mu są niepotrzebne, gdyż on już wie, jak kochać. Jogin uśmiechnął się tylko na słowa młodzieńca. Młodzieniec kilka razy przychodził z tą prośbą i otrzymywał zawsze tą samą odpowiedz – uśmiech. W końcu stracił cierpliwość i zażądał od mistrza, aby ten mu wyjaśnił swe postępowanie. Wówczas jogin zaprowadził ucznia nad brzeg jeziora – rozkazawszy mu wejść do wody, pogrążył go w falach  i nie pozwolił mu wyjść, z siłą go trzymając pod wodą. Młody człowiek walczył, starając się wydobyć na wierzch, ale nie był w stanie podnieść głowy nad wodę. Na koniec jogin wydobył go i zapytał:
– Synu mój, czego pożądałeś najbardziej, póki byłeś pod wodą.
– Trochę powietrza – odparł młodzieniec, wdychając pełną piersią.
– Zupełnie słusznie – rzekł mistrz i gdy będziesz pożądał Boga jak pożądałeś powietrza – tylko wtedy będziesz gotowy, do wyższych stopni i wtedy będziesz istotnie umiał kochać.

————–

„W zderzeniu z niebezpieczeństwem poszerza się nasza świadomość. Odmienność fizycznych warunków Głębi zmusza nasze zmysły do intensywnej pracy. Nasze ciało i psychika, po niewielkim treningu, znakomicie radzą sobie pod wodą z nieważkością, odmiennością w widzeniu, dotykaniu i słyszeniu. Taka elastyczność – nas ludzi; czy to nie jest jeden z dowodów, że jesteśmy w głębi swego jestestwa kosmitami i podróżujemy po całym Nieboskłonie odwiedzając to tu, to tam ciekawe planety? Może jest tak, jak twierdzą delfiny, że przybyliśmy razem z nimi na Ziemię z gwiazdozbioru Syriusza? Oddychanie sprężonym powietrzem, zmieniając parametry życiodajnej krwi, wywołuje niecodzienne stany umysłu. Z podświadomości, w głębinach wód, w kosmosie, w niezwykłych fizycznych i psychicznych warunkach, jak z worka Pandory, wynurzają się lęki, i wtedy przejmują władze nad nami przerażające senne straszydła. Po powrocie do domu uważajcie na swoje sny kochani.” – pół serio pół żartem mówie na pożegnanie. „

———————

Kilkanascie lat temu kiedy byłem w gościnie u proboszcza ze Studzienicznej, jego stary przyjaciel  pozazdroscił mi wczesnego przejscia na emeryturę.

Powiedział: „Taki młody a juz nie musi pracować”. Proboszcz usmiechnął się: „Mój drogi, więc dlaczego nie zostałeś kaskaderem jak Marcin?”

Na miły Bóg! Marcinie! – pytam siebie –  A dlaczego to byłeś kilkanaście lat  kaskaderem – i nie mam mądrej odpowiedzi. Długo nie chciałem o tym myśleć. Usunięto mnie z pracy w katedrze z uczelni za „inne” myślenie? Lubię przygodę? Przypadek? Los? Przeznaczenie? Czy to wszystko ważne? Stare śmiecie…Było i odeszło więc raduj się Marcinie. Odszedłem ze środowiska filmowego zrywając wszelkie kontakty – mając nieodparte poczucie, ze ratuje własne życie.. Moi najbliżsi przyjaciele – kaskaderzy Krzysztof Kotowski, Jacek Ryniewicz – odeszli nie ciesząc się spokojnym życiem na emeryturze.  Rzadko opowiadam o  zdarzeniach związanych z tym ryzykownym zajęciem.  Długie lata śniły mi się „incydenty” – w których dech mi zapierało i trzęsły mi się nogi z emocji. Drodzy Przyjaciele: wygląda na to , ze byłem głupcem a co gorsze musiałem widocznie być zatwardziałym grzesznikiem więc nie dziwota, ze „dopadło” mnie prawo karmy. Bo na Boga! Gdyby mi się coś stało ? Ciort ze mną. Ale : Co z  rodziną? Rodzicami? Przepraszać zza tego drugiego brzegu? Za egoizm, głupotę, wybór? Jak? Nie wiem – tam chyba internetu nie mają. Ale jakimś cudem udało mi się. Kłaniam się codziennie nisko Aniołowi i przepraszam za kłopoty. Żyje i cieszę się każdym dniem…

Co może  pasjonatów i zbieraczy mocnych wrażeń usprawiedliwiać? Moze te kilka rad Georga Carlina (100- latka)

Życia nie mierzy się ilością oddechów tylko ilością chwil, które nam zapierają dech w piersiach.

Żyć to nie znaczy czekać jak burza przejdzie, ale nauczyć się tańczyć na deszczu.

A moze to zdanie, które często wypowiadałem i wypowiadam -na pocieszenie – swoim podopiecznym:

W zderzeniu z niebezpieczeństwem poszerza się nasza świadomość

Czy jest to dobry sposób na rozwój? – nie mam pojęcia – ale odradzam świadomie wybrane mocne uderzenia w ciało, uczucia , myśli. Bo o takie uderzenia zadbają Boskie Prawa.

Mam nieodparte wrażenie, ze po chwilach spokoju, Ktoś zanurza  mi głowę pod wodę i gdy tracę oddech pyta:

– Synu mój, czego pożądasz najbardziej.
– Trochę „powietrza” – przestrzeni,wolnosci, przyjaźni, miłosci – odpowiadam oddychając pełną piersią.
– Zupełnie słusznie – gdy będziesz pożądał Boga jak pożądałeś tego „powietrza” – tylko wtedy będziesz gotowy, do wyższych stopni i wtedy będziesz istotnie umiał kochać.

Na pożegnanie starego roku:

Aby osiągnąć zaspokojenie we wszystkim, pragnij posiąść zaspokojenie w niczym. 
Aby posiąść wszystko, pragnij nic nie posiadać. 
Aby stać się wszystkim, pragnij być niczym

DUŻO SZCZĘŚCIA I RAOŚCI W  NOWYM ROKU 2012

Nie otrzymanie tego o czym się marzy może okazać się szczęściem.

A oto ideał spokojnego zycia – pokazał mi go pewien Wspaniały Lesniczy z Przewięźi

Aby miłość mogła zaistnieć, umysł musi ucichnąć

Wejdz. Proszę…

Kochać to przeżywać wszystko; ale przeżywać bez miłości to żyć daremnie. Miłość jest bezbronna, ale przeżywanie bez tej bezbronności tylko zasila pożądanie. A pożądanie nie jest miłością i nigdy nie może jej utrzymać. Pożądanie wypala się rychło; a w jego zaniku tkwi smutek. Pożądania nie można zagasić, powstrzymywanie go wolą, lub innym wymyślonym przez intelekt środkiem, wiedzie do zastoju i cierpienia. Tylko miłość może ujarzmić żądzę, a miłość nie należy do umysłu. Aby miłość mogła zaistnieć, umysł musi ucichnąć.

Miłości nie można kultywować, ani się jej spodziewać; nie można jej kupić za cenę poświęceń i nabożności. Nie istnieją żadne do miłości drogi, ani sposoby jej przywołania. Szukanie sposobów i dróg musi ustać, aby mogła ona zaistnieć. Ludzie bezpośredni poznają piękno miłości, ale gonić za nią to niweczyć wolność.

A tylko ludzie wolni mogą poznać miłość…

Szum lasu , rzeczki szemranie,  brzęczenie pszczół dwóch uli, spiew ptaków… i podszept niewidzialnych Istot...

Prawdziwa medytacja ma dużą wagę, bo oczyszcza umysł. Jeśli nie umie umysł odsuwać myśli i pozostawać pusty, nie może się nigdy odnowić.

To, co nieprzerwanie trwa – więdnie i martwieje. Umysł po prostu wiotczeje i zużywa się przez nieustanne powtarzanie tych samych myśli, przez tarcia przy niewłaściwym jego używaniu, przez pobudliwość wrażeniowo-nerwową, która go stępia i nuży.

Myśl nie jest nigdy drogą do miłości;

Kilka odpowiedzi

 

Nocą kiedy inni śpią:

Gdy medytujesz – spokojnie oddychaj i patrz w jeden punkt  – na przykład w płomyczek zapalonej świeczki

Skupienie wzroku i wolne oddychanie z coraz  dłuzszymi przerwami pozwoli Ci oczyścić z zamętu i chaosu myśli.  W odpowiednim momencie (wyczujesz go)

przenieś wolą – myślenie z głowy do serca.

To serce zasila mózg a nie odwrotnie. Ono jest bliżej Stwórcy.  Z serca pytaj i tam oczekuj na odpowiedzi.

Oto kilka odpowiedzi::

—————————————

Gdy objawia się „intuicja” i „bezpośrednie poznanie”:

Nasze Królestwo, nasz Prawdziwy Dom, gdzie przebywamy w szczęśliwości, mądrości i radości to Niebo. Na Ziemię, na piękną ale trudną do egzystencji planetę, wpadamy tylko na chwilę i tylko po to by sprawdzić na ile jesteśmy doskonali. Wyobraźmy sobie, że pobyt na Ziemi to pobyt w Szkole Stwórcy. W szkole idealnie pomyślanej bo mającej sprawiedliwe i uczciwe reguły przechodzenia z klasy do klasy. Kto nas uczy i promuje? My sami. W innych istotach możemy się przeglądać jak w lustrze. Kto nas osądza i nagradza? My sami. Jesteśmy kowalami swego losu – co zasiejemy to zbierzemy. Jaki jest najdoskonalszy sposób na życie w tej szkole i główny powód przybycia do niej z własnej woli? Rozwój osobisty – przez pomaganie sobie i innym. Jaka jest prosta reguła rozwoju? To co ci się nie podoba w innych – nosisz w sobie. Zmień na Ziemi to co nie godne będzie w Niebie – pozbądź się kiepskich uczuć i głupawych myśli. Zapytaj się kim jesteś i znajdź odpowiedz. Nie jesteś tylko ciałem bo przecież co chwila ono się zmienia. Nie jesteś zbiorem uczuć ani myśli bo możesz sam je zmieniać. Kto jest tym, który to wszystko czyni w tobie? Odpowiedz sobie. Jesteś monadą boską, połączoną tak ze Stwórcą jak promień ze Słońcem.

—————————–

Królestwo Snu to nie Nasz Prawdziwy Dom.

„… Sen odświeża nasze fizyczne ciało. Organy wewnętrzne odnawiają się w tym wypoczynku. Pożądania cichną podczas snu i nie narzucają się organizmowi. Na jawie – gdy organizm jest odświeżony i wypoczęty pragnienia mają nowe, większe możliwości do wyrażania się i ekspansji. Jasne jest, że im mniej się wtrącamy w działanie wewnętrznych organów naszego ciała, tym lepiej. Im mniej myśl chce rządzić ciałem, tym zdrowsze i naturalniejsze są jego funkcje.

Sen ma bezsprzecznie duże znaczenie, ale im pożądania są w nas mocniejsze, tym znaczenie snu jest mniejsze. Pożądania, czy to pozytywne czy negatywne są często zabarwione agresywnością i utwierdzają nasze „ja”, a sen jest czasowym agresywności zawieszeniem. Sen jest stanem, w którym pożądania nie mogą działać. Podczas snu uciszają się „powierzchniowe warstwy” naszej świadomości, a przez to samo stają się otwarte na wpływy warst głębszych.
Jest zupełnie możliwe połączenie wszystkich „warstw” naszej świadomości, tak aby były w ciągłym z sobą kontakcie, zarówno podczas dnia – na jawie , jak i w nocy, podczas snu. Takie połączenie pozbawia intelekt poczucia swej ważności, a tym samym odbiera mu jego dominującą rolę. Wówczas jego tendencje oraz wysiłki ku ekspansji i agresywności znikają całkiem prosto i naturalnie.

Jeszcze coś więcej zachodzi podczas snu: oto nieraz „samoistnie” rozwiązują się nurtujące nas problemy. Gdy świadomy umysł cichnie, staje się zdolny do przyjmowania odpowiedzi na zagadnienia które nas nurtują; a dzieje się to zupełnie prosto.

Ale rzeczą jeszcze ważniejszą i nad wszystko doniosłą jest dokonujące się w nas podczas snu odnowienie, bez żadnego z naszej strony wysiłku. Można rozwijać świadomie jakąś zdolność lub dar natury, można wykorzystywać technikę, czy też dostosowywać swe postępowanie do jakiegoś wzoru, ale nie będzie w tym odnowienia.

Rozwijanie, „wyrabianie” siłą woli czegoś nie jest nigdy twórcze. Odnowienie twórcze dokonuje się samo, gdy nie ma z naszej strony żadnego wysiłku, gdy dobrowolnie odrzucamy wszelki impuls do gromadzenia, zdobywania doświadczeń. Właśnie ten zaborczy i samoobronny impuls uniemożliwia twórcze odnowienie.

Świadomość taka jaka znamy, działa zawsze w czasie, zapamiętuje i gromadzi doświadczenia na różnych swych poziomach; i wszystko, co się w tej świadomości odbywa jest jej własną projekcją, posiada właściwe sobie cechy . Podczas snu ta świadomość albo doznaje rozwoju , albo też zachodzi coś zgoła przeciwnego.

U większości z nas sen wzmacnia nasze dotychczasowe przeżycia, i jest procesem pamiętania i gromadzenia, w ciągu którego dokonuje się ekspansja, ale nie odnowienie. Rozszerzanie swego „ja” – proces ekspansji – daje nam uczucie podniosłego podniecenia, zachwytu własnym osiągnięciem. Jest dokonaniem – jak się nam zdaje – czegoś wielkiego, ale to wszystko nie jest bynajmniej twórczym odnowieniem.

Cały ten proces stawania się i zdobywania musi skończyć się, ale nie po to, by nam ułatwić nowe doświadczenia; musi po prostu samorzutnie się skończyć.

Nieraz podczas snu, a niekiedy i za dnia, gdy troska o własne „rozwijanie sie” całkowicie znika, gdy skutki jakiejś przyczyny przestają działać, rodzi się to, co jest poza czasem, poza obrębem wymiernej przyczynowości.”

—————–

Bogactwo, sława, władza? Ktokolwiek o zdrowych zmysłach i w cokolwiek by nie wierzył, w Boga, Absolut, Ewolucje, Nieodgadnione musi dojść w końcu do wniosku, że wszystkie materialne rzeczy, krzywdzące innych i siebie uczucia, chaotyczne i kiepskie myśli, złe przeczucia nie mają żadnego sensu w świecie do którego każdy chciałby trafić – w świecie o którym każdy z nas po cichu marzy.

Co na górze to na dole – to co w Niebie może być na Ziemi – ma taką szansę. Uczucia i myśli – na Ziemi kiepskie – prawdopodobnie przemieniają się w Niebie w nicość! Istoty, które nie zadbają tu na Ziemi o swój rozwój ukierunkowany na zdrowie, miłość i mądrość trafiają do Nieba jako autystyczne istotki .Trafiają do Królestwa Błogiego Snu – w Niebiański Autyzm.

—————–

Gdy odrzuci się , tak dla prostego eksperymentu i dla ciekawości, wszystkie myśli tworzące nasz intelekt, cudem staje się fakt, że słonce śle nam w swych promykach ciepło oraz światło. Materialne Słońce to przejawienie Wyższej Istoty, która oprócz swiatła i ciepła śle w „kosmos”  w tym na naszą Ziemie  energie życia, uczucia i myśli i …moc Ducha

Słońce? Nic nie musimy czynić by płynęło do nas swiatło i ciepło. Czy nie jest również podobnie z odpowiedziami na wszystkie nasze pytania, które zadajemy podczas swego życia? Być może ten zbiór wszystkich  pytań, które od zarania jako ludzkość ślemy gdzieś w Niebiosa, gdzieś w przestrzeń kosmiczną,  znajdują odpowiedzi, które przekazywane od wieków na Ziemię  stanowią naszą aktualną , globalną wiedzę.
Umiejętność oczyszczenia umysłu, zadania pytania oraz usłyszenia odpowiedzi to domena „geniuszy”. Jedni z nich uzyskują ten twórczy stan świadomie , a inni zupełnie przypadkowo. Zachodzi pytanie: Kto jest Ten, który całą wieczność nam „bez wysiłku” i z cierpliwością Nadzwyczajnego Nauczyciela – odpowiada? Zostawmy odpowiedz na to pytanie – milczmy.
„Przebieranie” w ludzkim zbiorze odpowiedzi, w wiedzy już nabytej przez ludzkość, przypomina przebieranie w „starzyźnie”. Sami się rozwijając ciągle musimy odrzucać „przeżute” już myśli i wciąż zadawać na nowo pytania, stawiac nowe hipotezy. Tak tworzy się nauka.  Nauka to tylko zbiór hipotez! Czekamy na odpowiedzi…. rozwijając zmysły, ucząc się miłosci. Tak jak Słońce nas nie zawiedzie tak i Ten, który odpowiada nie zawodzi. Odpowie na wszystkie pytania.  Najwazniejszą jednak sprawą jest te odpowiedzi  usłyszeć…
W zależnosci od poziomu swiadomości „usłyszymy” odpowiedzi cicho lub głośniej, wyrażniej lub nie zrozumiale.Najczęściej przekaz jest zniekształcony naszym własnym chaotycznym myśleniem. Nasze zmysły, jak wiemy,  są bardzo ograniczone. Widzimy tylko cienie w jaskini prawdy. Wiekszość istniejacych „wibracji” wypełniajacych Kosmos jest dla naszych zmysłów i zbudowanych z materii urzadzeń naukowych kompletnie niedostępna. Ale mozna  rozwijać zmysły.. . i kazdy z nas to swiadomie lub nieswiadomie robi – zyjąc i doswiadczając, uczac się i medytując. Okazuje sie, ze medytacja jest najbardziej skuteczna.
————————-
Warunkiem podstawowym w rozwoju jest przemiana w sobie wszelkich uczuć w Miłość. W miłość do Stwórcy i wszystkich bez wyjątku Istot, które stworzył. To co zmysłami i rozumem (jako dodatkowym zmysłem – narzędziem) odbieramy w swiecie zewnetrznym to tylko Cienie Rzeczywistosci. W  tych cieniach  „jasno- widzący obserwator” zauważy Uśmiechy Duszy kazdej Istoty ludzkiej, kazdego zwierzątka, kazdej roślinki i kazdego atomu. Bo wszystko co stworzone przenika On – Stwórca.

 


W Słońcu i w mgle – fotografie

BRZASK PRZEGONIŁ NOCNE ZJAWY

NIEBIOS ZŁOTEM WZDYCHA ŚWIT

RANEK TĘCZĄ ŚLE ANIOŁY

PROSZE OJCZE,

Z SŁOŃCEM PRZYJDZ

Balowałem około sześciu miesięcy z Leśniczyną i Leśniczym a z Nieba sypał się kurz. Wraz z przyjaciółmi patrząc dzień po dniu na piękno lasów, rzek, jezior skojarzyłem te widoki z radami pewnego szczęśliwca, który w zdrowiu i radości żyje juz ponad sto lat i nie ma tego życia dość…

Oto rady Georga Carlina

Zawsze pamiętaj:

Życia nie mierzy się ilością oddechów tylko ilością chwil, które nam zapierają dech w piersiach,

Żyć to nie znaczy czekać jak burza przejdzie, ale nauczyć się tańczyć na deszczu

Mów ludziom, których kochasz, ze ich kochasz – przy każdej okazji.

Nie żyj z poczuciem winy. Nie pielęgnuj tego uczucia w sobie.

Ciesz się zdrowiem. Jeśli jesteś zdrów dbaj o siebie.
Jeśli cos ci dolega zajmij się tym. Jeśli nie możesz sobie sam pomóc szukaj pomocy u specjalistów.

Otaczaj się tym co kochasz. Czy to rodzina, zwierzątka, przedmioty, zainteresowania, muzyka, rośliny – nie ma znaczenia co to jest. Twój dom jest twoim schronieniem.

Łzy się zdarzają. Popłacz i idź dalej. Jedyną osobą, która jest z nami przez całe życie jesteśmy my sami. Żyj póki żyjesz

Śmiej się często, długo i głośno. Śmiej się do utraty tchu.

Ciesz się z najdrobniejszych rzeczy.

Nie przestawaj się uczyć. Nie pozwól umysłowi na nudę i bezczynność. Leniwy umysł to pracownia diabła. A diabeł ma imię Alzheimer

.Miej tylko radosnych przyjaciół. Marudy wpędza cię w depresję.

Odpędź nonsensowne liczby: wiek, wzrost, wagę. Niech się tym zajmą lekarze. Za to im płacimy.

Zawyłem z uciechy i ukryłem się w szacie białego pieska w Pustelni… na zimę. Bo to duże , ciepłe schronienie i bliżej stąd do Niego.

Pozdrawiam Serdecznie. Dla przyjacół, którzy polubili widoczki z północno- wschodniej Polski wklejam je dziękując za miłe słowa w komentarzach i liscikach na marcin-sznajder@wp.pl

Miłej Noemi chatki i kwiatki, dróżki i okruszki…


Na całej połaci śnieg

Na całej połaci – śnieg

Pomyślałem i dosypałem – bo co to za Święta bez śniegu?

http://www.youtube.com/watch?v=dZ5c3smA3Nk&feature=related

 

Anna Maria Jopek Jeremi Przybora Na Całej Połaci Śnieg

Na całej połaci – śnieg.
W przeróżnej postaci – śnieg.
Na siostry i braci
Zimowy plakacik – śnieg… śnieg.

Na naszą równinę – śnieg.
Na każdą mieścinę – śnieg.
Na tłoczek przed kinem
Na ładną dziewczynę – śnieg… śnieg.

Na pociąg do Jasła
Na wzmiankę, że zgasła
Na zdarte dwa hasła,
Na dobre pobudki,
Na gorsze ich skutki…
Na puste ogródki,
Na dzionek za krótki…

Na w sinej mgle dale – śnieg.
Na kocham cię stale! – śnieg.
Na żale, że wcale i na – tak dalej – tak dalej
Tak dalej – tak dalej
Tak dalej – tak dalej – śnieg

 

 

 

Było w Islandii. Czy będzie i u nas?

 

Narodowa świadomość rośnie – „Lichwiarze” robią z nas głupków…

Mądrzy mówią: „…nie nośmy czyjegoś krzyża..”  Dodają: „… nie spłacajmy długów lichwiarzy bo uznają  nas za głupków i poproszą o więcej…”

 

Islandzka lekcja dla całego świata

Ciekawy i zdecydowanie wart upowszechnienia tekst dotarł do mnie w mailu:
Islandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod dyktando światowej finansjery, by zubożyć islandzki naród zgodnie ze scenariuszem aktualnie „przerabianym” przez Grecję, podał się w komplecie do dymisji!

Główne banki w Islandii zostały znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali jednogłośnie zadeklarować niewypłacalność długu, który został zaciągnięty przez prywatne banki w Wielkiej Brytanii i Holandii.

Doprowadzono też do powołania Zgromadzenia Narodowego w celu ponownego spisania konstytucji. I to wszystko w pokojowy sposób. To prawdziwa rewolucja przeciw władzy, która doprowadziła Islandię do aktualnego załamania.

Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione? Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego pytania. Co by się stało, gdyby reszta europejskich narodów wzięła przykład z Islandii?

Oto krótka chronologia faktów:

  • Wrzesień 2008 roku: nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii,Glitnir Banku, w wyniku czego giełda zawiesza swoje działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju.
  • Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde oraz całego socjaldemokratycznego rządu, a następnie przedterminowe wybory.
Sytuacja ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich
banków) wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent.

W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej rewolucji.

  • Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia referendum w powyższej sprawie.
  • Luty 2010 roku: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe referendum, w którym 93 procent głosujących opowiada się za niespłacaniem tego długu.
W międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić winnych doprowadzenia do zaistniałego kryzysu. Zostają wydane pierwsze nakazy
aresztowania bankowców, którzy przezornie odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii.

W tym kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą nauki z dopiero co „przerobionej lekcji”. W tym celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej spośród 522, którzy stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej „25” – poza nieposiadaniem żadnej książeczki partyjnej – była pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających ich osób). Ta nowa rada konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej przez nią „Magna Carty”.

Czy ktoś słyszał o tym wszystkim w europejskich środkach przekazu?

Czy widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście – NIE!

W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję bezpośredniej demokracji oraz niezależności narodowej i monetarnej całej Europie pokojowo sprzeciwiając
się Systemowi. Minimum tego, co możemy zrobić, to mieć świadomość tego, co się stało, i uczynić z tego „legendę” przekazywaną z ust do ust. Póki co wciąż mamy możliwość obejścia manipulacji medialno informacyjnej służącej interesom ekonomicznym banków i wielkich ponadnarodowych korporacji. Nie straćmy tej szansy i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Źródło: Na podstawie artykułu Marco Pali „Storie di ordinaria rivoluzione.„,

Tekst krąży w sieci w mailach od przyjaciół, nie miałem możliwości spytania autora o zgodę na jego publikację, ale rozumiem, że pośrednio wynika ona ze zdań w ostatnim akapicie, gdzie autor pisze: „Nie straćmy tej szansy i informujmy o tym innych, aby w przyszłości móc podjąć podobne działania, jeśli zajdzie taka potrzeba.”

Przygoda w Turcji

Pieski zawsze mają coś ważnego do powiedzenia – trzeba je tylko wysłuchać.

 

Ogarzyca Kidi – nasz wieloletni  domownik, wierny przyjaciel i wspaniały towarzysz leśnych wycieczek w Augustowskiej Puszczy

 

 

———————————-

 

 

Było to wiele lat temu.

Zatrzymaliśmy się na biwaku tuż przy drodze, która stromymi zakrętami biegła wzdłuż skalistego brzegu morza. Wieczorem odwiedził nas dużych rozmiarów pies. Daliśmy mu miskę jedzenia. Rankiem dookoła naszego, samotnie wśród kilku drzewek stojącego namiotu, leżała cała rodzinka piesków – pies, suczka i siedem szczeniaków. Czekały na jedzenie i je dostały – makaron z konserwami. Gdy poszliśmy nad morze, szczeniaki ze swoją mamą poszły z nami. Tata – pies został przy namiocie w roli stróża. Straszliwie szczekał gdy ktoś szedł po drodze. Następnego dnia nad morze zeszły już same szczeniaki – pies i suczka pilnowały biwaku. I tak było dzień po dniu. Zajęliśmy się karmieniem i leczeniem całego stada. Koczowaliśmy tak wspólnie, my i pieski, aż się skończyły całkowicie  zapasy jedzenia. Gdy po tygodniu, po czułych pożegnaniach, zostawiliśmy stadko z „resztkami” wiktuałów – łzy mieliśmy w oczach. Pieski biegły  kilkaset metrów za samochodem a my popłakiwaliśmy. Żyliśmy tydzień we Wspólnocie – w zgodzie i bez konfliktów. Myślę, że te pieski przekroczyły barierę gatunku. Czuły i myślały – przewidywały zdarzenia. Pracowały i kochały…

Po roku wróciliśmy na to samo miejsce. Przywitał nas pies…

Piszę o tym „porażony” artykułem Hussaira o barbarzyństwie na Ukrainie.

http://www.eioba.pl/a/3ic6/cien-nad-stepem

Pocałunek

 

Seter Portos – współtowarzysz ogarzycy Kidi i nas w  wielu wędrówkach  po Puszczy

Przyjaciele z domu leśniczego w Czarnym Brodzie (Puszcza Augustowska)

Duchy i chichotki

Duchy i chichotki

Ej! Ty rudy! Co z tobą?

Rośnij, jak rośnie kwiat, nieświadomie, lecz całą duszą rwący się ku górze. Podobnie i ty dąż naprzód, by swoją duszę otworzyć temu co Wieczne. Lecz wzrost mocy i twojego piękna, tylko Wieczne powinno wywoływać, a nie pożądanie wzrostu. 
……………….

 

Myśli zawsze dążą do zrealizowania się w świecie do którego zostały skierowane. Przebywamy w „Matrix” bezustannego strumienia myśli niosących energie. Ludzie często proszą Stwórcę o rzeczy materialne; o zdrowie dla siebie i najbliższych, ale zdarza się, że proszą o radość, szczęście i poczucie humoru dla swoich bliskich: „smętnych” i zatroskanych sprawami codziennymi.. Moc takiej prośby może być potężna – bo myśl ciągle wzmacniana i powtarzana wielokrotnie, dzień po dniu, w końcu znajduje ujście – w radości i uśmiechu.
Świat wewnętrzny, tak jak i zewnętrzny, jest światem realnym. Przebywamy w nim;  gdy śpimy, podczas medytacji oraz podczas inkarnacji.  Gdy  już długo żyjemy i doświadczamy wielu dramatycznych – ewolucyjnych i rewolucyjnych zdarzeń,  nasze wyższe ciała i zmysły (uczuciowe i mentalne)   coraz lepiej sobie radzą . Przeniesienie świadomości z jednego ciała do drugiego staje się łatwiejsze a i skuteczniejsze staje się operowanie zmysłami astralnymi i mentalnymi.
Żartując – zachodzi pytanie: czy ktoś z Góry lub też z Boku, głównie nocą , kiedy umysł nie może się bronić swoim intelektem – nie wpaja nam w  rozkojarzoną  głowę, zupełnie nieprawdopodobne historie? Osobiście jednego jestem pewien – słyszę po nocach dziwne szmery, szepty i często radosne chichotki. Chichotki bardzo polubiłem. Niektóre przekazuje zatroskanym „naszym podopiecznym” – rzecz jasna podczas snu.
 Z  kotkiem – chichotki.


 

 

Późnym wieczorem rudy kot chwiejnym krokiem szedł wzdłuż ogrodzeń chat wioski. Polowanie na przypływające wzdłuż brzegu ryby- nie powiodło mu się. Zmarzł, przemoczył łapki, był głodny i zły. Od strony kościółka nadchodziło stado gęsi. Prowadził je wielki, tłusty indyk. Kot przykucnął i łakomym wzrokiem śledził apetyczną defiladę.

– Takie słodziutkie i pachnące – pomarzył sobie. Poczuł złość.
– Tłuste dewotki! Gę! Gę! – gęgnął donośnie, westchnął ciężko i powlókł się dalej.
 Brama do zabudowań plebani była otwarta. Z za siatki zerkał na niego pies Bobo.

 

– Ej! Ty rudy! Co z tobą? – zagadnął – Twoja pani organistka czeka na ciebie ze smakowitymi chrupkami. Ale, ale, to nie moja sprawa. Ostatnio dziwna jest jakaś. Zauważyłeś? Krzyczy coś bezsensu przez sen. Biedna ona. Szanuje go tak jak my. Ale gnębi ją jakieś wspomnienie.
– Ej złośliwy tłuściochu!. Wiesz przecież co ze mną proboszcz zrobił! On mi zawsze źle życzył. Odczep się od mojej pani!- miauknął Rudzik. Miał kiepski dzień.
–  Degenerat. – zamyślił się pies Bobo.- Czy ten odpychający rudy stwór bez ogona, mógł kiedyś być człowiekiem? Dziwny ten świat.
Kotek połozył się na trawie proboszczowego ogródka. Ciepło promyków zachodzącego słoneczka grzało jego rude ciałko. Obok kotka wylegiwał się kleszcz.

Świat jednak nie jest doskonały – westchnęliśmy – my astralne, wioskowe duchy. Od wielu miesięcy obserwowaliśmy kotka z zainteresowaniem. 
Miał szpetnie obcięty ogonek tuż przy tułowiu. Był pośmiewiskiem mieszkańców wioski.
– Rudy smakosz! Stracił wędkę! Szczupak mu ogonek odgryzł! Tak kończą kłusownicy! – wołały za nim wioskowe dzieciaki.
– Nie do wiary jak głupi jest ten rudy kocur! – często mawiał proboszcz.
No cóż, pomyślałem, kiepsko na świecie rudemu kotkowi bez ogonka i poszeptałem z innymi astralnymi duchami. Po chwili zrobiło się nam strasznie wesoło. Ustaliliśmy co następuje: w kotkowe sny wprowadzimy wesołość. Przekażemy mu na początek opowiadanko o jego pani  i o proboszczu. 
Nachyliłem się nad śpiącym w słoneczku kotkiem i tak mu wyszeptałem do ucha:

Twoja pani organistka jest podziwiana przez wszystkich parafian za swą dobroć i oddanie sprawom kościoła. Ale kilka dni temu przyszedł do niej proboszcz omówić szczegóły jakiejś kościelnej uroczystości. Twoja pani zaprosiła go do pokoju gościnnego i zaoferowała mu herbatkę. Ksiądz usiadł sobie wygodnie w stylowym fotelu naprzeciw starych organów.
Ku wielkiemu zdziwieniu księdza, na organach tych stała szklanka wypełniona wodą a w niej pływała gumka. Kiedy twoja pani  wróciła z herbatką zaczęła się rozmowa. Ksiądz postanowił zapytać wprost:

– Bardzo byłbym rad, gdyby mi pani to wytłumaczyła – tu wskazał na nieszczęsną szklankę.
– Ooo tak, dobrze, że ksiądz pyta. Czyż to nie wspaniałe ? Szłam sobie raz przykościelnym parkiem parę miesięcy temu i znalazłam małą paczuszkę na ziemi.

Instrukcja na opakowaniu wyraźnie mówiła, że należy to umieścić na organie, zapewnić by było wilgotne i . że to ochroni mnie przed roznoszeniem się chorób. I wie ksiądz co ? Przez całą zimę nie miałam grypy !.

Gdy tylko skończyłem opowiadać, kot radośnie zamiauczał, kleszcz, który podsłuchiwał, wskoczył mu na grzbiet i razem w radosnych podskokach popędzili do psa Bobo. Po chwili trzej przyjaciele pokładali się ze śmiechu…

——————————

Otóż to:
Przyjacielu,
Mam nadzieję, że  wymyślisz może bardziej odpowiedni – radośniejszy –
wierszyk , opowiadanie , anegdotkę dla swoich podopiecznych, takie, które możnaby przekazać w śnie każdemu  kotkowi , czy też pieskowi a nawet kleszczowi by go rozweselić w smutny czas jesienny..  

…………………………..
Bo:
to po burzy  najpiękniej rozkwita róża..
Rozwijaj się więc, jak kwiat, nieświadomie, lecz całą duszą rwący się ku górze. Podobnie i ty dąż naprzód, by swoją duszę otworzyć temu co Wieczne. Lecz wzrost mocy i twojego piękna, tylko Wieczne powinno wywoływać, a nie pożądanie wzrostu.
Raduj się więc jak najczęściej i dbaj o wesołość swoich podopiecznych, rodziny, przyjaciół. Gdy wszyscy będziemy się częściej uśmiechali – zdrowie do nas zawita na stałe,  prawość zapanuje w naszych sercach, harmonia w rodzinach, spokój w narodach i pokój na Ziemi.
I niech tak się stanie …. po trzykroć, rzcz jasna.

 

—————————————————–
Kilka fotek „Późna jesień” 

 

Myśli niewidzialnych Istot

Przytaczam opowieści chłopca o imieniu Purcio. Urodził się podczas II wojny światowej. Gdy miał kilka lat, łowiąc ryby z balkonu pierwszego piętra,  wypuścił wędkę i skoczył po nią. Opiekunka zastała go siedzącego na kamieniu i uśmiechniętego. Seplenił o Aniołach. Opiekunka pomyślała, że to o niej opowiada. Gdy miał dużo więcej lat obudził się w londyńskim szpitalu po wycięciu wyrostka i zobaczył diabła. Okazało się, że nachylała się nad nim czarna pielęgniarka.  Od dziecka widział różne dziwne istoty. Długo myślał, że widzi je każdy. Doszedł do wniosku, że komuś kto widział piekło i niebo juz  nic nie zagraża na Ziemi. Bardzo się pomylil…

Przekazuje fragmenty opowiadanek Purcia ku przestrodze tym, którzy chcieliby pójść jego śladami.

Życia nie mierzy się ilością oddechów tylko ilością chwil, które nam zapierają dech w piersi.

Posłusznie sięgam po nóż. Spoglądam ku górze i widzę słońce jako rozmytą plamę. Tracę przytomność. Ogarnia mnie błogość. Cichnie umysł. Z tej cichości, z sennego wymiaru, spoza ziemskiego czasu i przestrzeni budzi się nadzieja. Błyska w oddali światełko. Wchodzę w jasność tunelu wewnętrznego słońca. Objawia się

duchowa strona istnienia. Moja najwyższa istotność uaktywnia dawno zapomniane zmysły, włącza do tej pory nieznane świadomości programy. Ktoś, kto jest naprawdę mną emigruje poza ciało. Unosząc się swobodnie Ja – duch obserwuje siebie – ciało. Czuję, myślę i przenikam materie jasnym widzeniem. Przeżywam dramat i jednocześnie obiektywnie obserwuje go bez emocji. Świetlistą drogą nadciąga pełna jasności postać. Wola tej istoty nakazuje dłoniom otwierać kolejne klamry pasków mocujących nurkowy sprzęt do mego ciała. Jestem wolny. Wplątany w linę sprzęt pozostaje we wnętrzu jachtu. Wynurzam się bezwładnie z czeluści jachtu. Żeby wypłynąć na powierzchnię wystarczy zrzucić ołowiany pas balastowy. Dłoń zaciska się na klamrze pasa.
Świetlana postać swymi myślami przenika mnie, ogarnia współczuciem, wszystko wybaczającą miłością. Dociera do mnie pytanie.
“ Zostajesz? Wypływasz?”
Ku własnemu zdziwieniu nie śpieszę się z odpowiedzią. W tym niezwykłym stanie, nie czuję żadnego zagrożenia, czas jakby przestał istnieć, więc mam go bez liku. Ogarnia mnie ciekawość dziecka, radość odkrywcy. Jestem otwarty na wszelkie zdarzenia, wszelkie pytania i odpowiedzi. Objawia mi się zarówno
względność jak i ukryty sens przeszłych pomyłek, porażek, błędów, grzechów. Z radością wybaczam sobie, wybaczam wszystkim. Ten proces nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku. Teraz wiem, że tu na Ziemi przejawiłem się wraz z innymi w wiecznej szkole życia. W szkole w której jest się zarówno uczniem jak
i własnym nauczycielem. W Szkole Kosmicznej, w klasie Ziemia, w której wszyscy uczą się przebaczania i miłości. Nie powstrzymuje ciekawości, i pytam świetlaną postać:
“Jak to jest? Czy to wyuczone treningiem ruchy ratują mi życie? Czy też może, niewidzialny dla normalnego stanu zmysłów świat istnieje realnie, i właśnie tu i teraz w sytuacji pozornie bez wyjścia, mogę poznać Ciebie, realną istotę z nie  mojego świata, która pomaga mi z nieznanych mi pobudek? Kim jesteś? Zjawą generowaną przez przerażony mózg w którym procesowi śmierci, samo-eutanazji towarzyszy podświadoma projekcja znieczulająca cierpienie. Odpowiedz, proszę! Czy wyłącznie jesteś narkotycznym widziadłem zafundowanym mi przez mój mózg jak chce większość naukowców, czy też realnym bytem z którym mogę wejść w związek podobny do ludzkich?”
“ Masz wolną wolę. Sam pytasz, sam odpowiadasz, sam podejmujesz decyzje. Nie lękaj się. Jesteś wieczny.” – przenika mnie myśl.
“Czy ten strumień pojawiających się i odchodzących myśli, pytań i odpowiedzi, to jedynie wspomnienia utartych frazesów, strzępów przeczytanych książek, zasłyszanych opinii, czy też realny z Tobą dialog?- pytam dalej z uporem.
“Gdy uczeń jest gotowy, mistrz zawsze jest gotowy.”- przenika mnie myśl.
“Jesteś więc moim Mistrzem? – pytam.
“Ja Jestem. W “Ja” zawarta jest wieczność, w “Jestem” jedność z całym Istnieniem. W stanie świadomości, w którym się znalazłeś ja jestem tobą a ty jesteś mną. Czas i przestrzeń tak naprawdę to kategorie naszego poznania. Istnieje jedynie chwila obecna. Czas jest czynnością liczenia zdarzeń, kolejnością poznawania, a przestrzeń jest czynnością wskazywania, kierunkiem postrzegania w sieci przeglądanych zdarzeń.”- przenika mnie myśl.
Znika Jasna Postać. Odchodzi Mistrz . Rozpływa się moja Narkotyczna Wizja. Czuję się wolny bez krępującego ruchy podwodnego sprzętu i szczęśliwy bez ciała ograniczającego swobodę poruszania się. Moje myśli uwolnione z fizycznej struktury mózgu nabierają jasności. Jestem w sieci nieskończonej ilości zdarzeń. W ezoterycznym Matrix. W węźle – centrum, z którego rozbiegają się drogi. Widzę je, gdy kieruję na nie uwagę. Skupiam się na najbliższych zdarzeniach. Mogę to z łatwością uczynić. W stanie umysłu w którym się znalazłem jestem jasnowidzem. Ze swobodą poruszam się po łańcuchach zdarzeń. Przewijam swoją przeszłość zdarzenie po zdarzeniu jak taśmę filmową klatka po klatce, aż docieram do chwili obecnej. Mocą woli analizuję zdarzenie najbliższe z możliwych, i oto śledzę jak: zrzucam ołowiany pas, wynurzam się i jestem wśród przyjaciół…
——————————————

Mów ludziom, których kochasz, ze ich kochasz – przy każdej okazji.
Zasypiając przenikam przez źrenice szeroko otwartych kocich oczu i jestem w ezoterycznej sieci wiecznego życia.
„Czyżbym odnalazł bramę do spokojniejszego świata? Gdzie naprawdę jest mój dom, bo przecież nie na tym rozhuśtanym falami jeziorze? Czy kobieta, którą kocham, na pewno przybędzie na spotkanie?” – w świat snu wysyłam pytania.
Krótki błysk światła i suchy wystrzał pioruna przywracają mi świadomość. Wyciągam kota spod koszuli. Wbił się pazurkami w moje ciało. Jego pomarańczowe oczy żarzą się nieprzytomnym lękiem. Słyszę łomot skrzydeł, wielki plusk, i pojękiwania podobne podniesionemu, wściekłemu, starczemu gderaniu. Wystawiam głowę z zejściówki mesy. Na zewnątrz panuje upiorna ciemność. Po oczach zacina deszcz. Twarz oblepiają mokre liście. Obrywam w głowę skrzydłem. W świetle błyskawicy spostrzegam ptaka, przypominającego kształtem dzioba sępa. Obok trzepoczą inne.
„Harpie!” – błyska w głowie.
„Zgadza się, to Hades!”- ironicznie chichocze Intelekt.
Umysł uwikłany w senne wizje znajduje w końcu racjonalne wyjaśnienie. Na jacht zwaliła się wysoka, nachylona nad wodą brzoza z siedzącym na niej stadem kormoranów. Słyszę uderzenia o wodę skrzydeł startujących do lotu ptaków. Spycham drzewo za burtę. W błysku pioruna widzę nisko pędzące chmury. Dookoła pobłyskują białą pianą jeziorne grzywacze. Burza przetacza swe cielsko nad jeziorem. Jest groźna, ale i piękna w swej bezwzględności.
„Na zimne dmuchaj” a i „Licho nie śpi” – mówią ludowe przysłowia.
Nie lękam się burzy i bardzo się mylę. Marząc o kobiecie, domu, nie odczytałem ostrzeżenia, przegapiłem „pajęczynowy sygnał”. Przegapiłem go omamiony myślą o czekających mnie przyjemnościach. Straciłem jasność osądu, wolność wyboru, przestałem być kowalem swego losu.
Wracam do kajuty , wciskam się w ciepłą koję i szybko zasypiam.
Śni mi się:
Zakładam na siebie suchy nurkowy skafander. Kota otulam wełnianym kocem. A on zaczyna mruczando – pełną tajemnej mocy kołysankę, wymyśloną zapewne przez jego egipskich przodków i nieustannie tworzoną i doskonaloną przez wszystkie koty świata. To mruczando jest kluczem do ezoterycznego świata. Przekręcam klucz i otwieram bramę do snu w śnie. Na pokładzie zakładam resztę nurkowego wyposażenia i skaczę do wody. Dopływam do pomarańczowej boi wskazującej miejsce zanurzonego pod nią podwodnego pomostu. Trzymając się boi, przez szkło maski i zacinający deszcz, ledwo dostrzegam zapalone światła w kabinie jachtu. Rozglądam się dookoła. To co widzę zapiera dech w piersiach. Tak mogłoby wyglądać piekło; Hades – szaleństwo natury, omamy narkotycznej wyobraźni. Żywioły zwarły się w śmiertelnym uścisku.
„Co na dole to na górze. – Żart!?”
Na górze: czarne strzępy porozrywanych wichurą chmur gnają bezrozumnie ku zderzeniu i zagładzie.
Na dole: chaotyczne, uderzenia porywistego wiatru wściekłe smagają wypiętrzone grzywacze.
„A w Niebie tak jak i na Ziemi. – Żart!?”.
W Niebie: chmury pełne krwistej czerwieni i zimnego fioletu rozżarzane od wewnątrz przez przerażające fajerwerki splątanych z sobą błyskawic.
Na Ziemi: grzywacze upiornie migoczące srebrem, wzbijane ku niebu porywami wiatru i splątane pasmami piany poskręcanymi w warkocze.
Zapalam lampę. Po chwili opadam na podwodny pomost i siadam wygodnie w fotelu. Ogarnia mnie cisza i spokój. Mam nadzieję, że w głębinie odnajdę odpoczynek, przeczekam atak burzy, uwolnię umysł od chaosu myśli, poczuje istotną samotność, odkryję i odnajdę siebie. W tym podwodnym domu czuję się bezpieczny. Otwieram wieko skrzyni i odnajduje pudełko z szachami. Rozstawiam pionki i figury i zaczynam grę.
Gdzieś nade mną gromowładną rapsodią straszy burza -Monstrum. A tu w głębinie, oddzielony kilkunastometrową warstwą wody, odczuwam kosmiczną ciszę i błogi spokój. Wygaszam w sobie emocje. Odprężam ciało. Kładę zapaloną lampę na stole oświetlając szachowe figury. W półcieniu, w fotelu na wprost mnie, zasiada Jasna Postać – Intuicja. Gra w szachy to gra wyobraźni. Intelekt docieka, przewiduje, stawia hipotezy, weryfikuje je, wraca do źródeł, przegląda, sprawdza, modeluje, stymuluje, symuluje. A Intuicja zna prawdę – posiada dar bezpośredniego poznania. Trafne wybory dokonuje bez wahania.
Gramy.
Intelekt: Czy warto z samym sobą grać? W świecie prawości, harmonii i jedności nie ma sensu ani wygrana, ani przegrana.
Intuicja: To, czego faktycznie pragniesz, to bezpieczeństwa, prawda? Dlatego chcesz być innym, sprytniejszym, bardziej bystrym i pomysłowym. Ale dlaczego zależy ci właśnie na trwałym bezpieczeństwie? Czy coś takiego w ogóle istnieje? Otóż, bezpieczeństwa nie znajdziesz we wzajemnych związkach, w wierze, w działaniach , ale ponieważ go wciąż szukasz, tak jak inni – wywołujesz w świecie chaos. Uwierz! To myśli stwarzają chaos na Ziemi. Zauważ, że każda myśl dzieli! Ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje, gdy chaos zanika. To w ciszy rozkwita kwiat, to w ciszy słyszy się podszept Boga.
Intelekt: Braciszku. Swoje dociekania stawiam wyżej od twego bezpośredniego poznania. Wiesz przecież, że jest tak od zarania:  Ewolucja wymaga, żeby silniejszy zniewolił słabszego, żeby zwycięzca wziął wszystko. Trzeba myśleć, żeby wygrywać. Patrz jak to się robi! Ucz się! Atakuję skoczkiem twoją białą królową.
Intuicja: Przyjacielu. Prawo przyczynowości, tak jak prawo grawitacji, jest boskim prawem. Zasiałeś niepokój, zbierzesz gromy. Atakując moją królową narażasz na niebezpieczeństwo własną. Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada, znasz to przysłowie? Popatrz , proszę.
Wyobraźnia przenosi mnie do wnętrza samochodu którym jedzie do mnie ukochana kobieta. Na głowie ma czapkę z napisem: KOCHAJ MNIE. Za ścianą deszczu migoczą światła. Z przeciwka nadjeżdża ciężarowy samochód. Z ręki jego kierowcy wypada tlący się papieros. Kierowca nie patrząc na drogę schyla się i nieświadomie pokręca kierownicą.
„Ratuj ją! Ratuj!” – budząc się ze snu, wrzeszczę nie wiadomo do kogo.
Przerażony kot jednym susem przeskakuje z koi na nawigacyjny stolik. Przysiadam na stołku przy stoliku. Z głupim wyrazem twarzy spoglądam na kota. Przez szybę okna wpadają promienie wschodzącego słońca układając się na wodzie w roziskrzoną gwiazdami konstelacje. Odsuwam klapę zejściówki i oddycham głęboko rześkim rannym powietrzem. Lekki powiew wiatru wpada do kabiny i przegania nocne, senne koszmary. Przymykam oczy i żarliwie modlę się:
„Boże! Jesteś Wszechmocny. Nie mam pojęcia co się stało, ale uratuj ją. Jest taka młoda i piękna. Zrobię dla niej wszystko. Oddam życie”
“Ahoj!”- słyszę głos nawołujący z brzegu.
Wyskakuje na pokład. Wsiadam do pontonu, uruchamiam silnik i ruszam pełnym gazem. Ukochana macha do mnie. Ponton zderza się z dryfującym drzewem. Wylatuję jak z procy w powietrze. Wpadam do wody i uderzam głową o konar. Tracę przytomność. Słyszę nieznośny chichot i docierają do mnie słowa.
„Jej Los wziąłeś w swoje ręce, ale w Ostateczności wszystko musi się zgadzać.”
Kim jesteś?- śle w ciemność pytanie.
„Niebawem się dowiesz. Szach i mat. Stawiam ci mata Królu” – naigrywa się głos.
Ogarnia mnie przerażająca Cisza, otacza bezdenna Ciemność, osacza bez nadziei Samotność. Ale jak zwykle w tym pełnym zagadek wewnętrznym świecie, to jeszcze nie koniec utrapień. Z Ciszy – wydobywają się słowa radosnej kołysanki. Z Ciemności – napływają tęczowych kolorów obrazy. Nie jestem już sam. Na kładce przerzuconej przez rzeczkę siedzi Wróżka w słomkowym kapeluszu i kwiecistej powiewnej sukni. Moczy nogi w bystrym strumieniu. Obok niej, na kładce, leżą sandały uplecione z rzemyków. Do wartko płynącej wody opadają kolejne listki zrywane z brzozowej gałązki.
„Kocha, lubi, szanuje. Nie chce, nie dba, żartuje.” – i pac! – palec Wróżki trafia we mnie.
„Ty jesteś Odys!”
Lubię podróże – jąkam się zaskoczony.
” Twoją żoną będzie ta kobieta i będziecie mieli córkę!”
Nie jestem pewien czy chcę… – zaczynam, ale ona przerywa.
„Bez żadnego ale! Weź się w garść. Nic już nie kombinuj bo zginiesz marnie. To dar od Ateny.”
Wraca mi świadomość. Czuje jak jakaś ręka brutalnie łapie mnie za włosy i ciągnie na powierzchnię. Przez warstwę wody widzę ukochaną twarz i napis na czapce KOCHAJ MNIE. Gdy już mam usta nad powierzchnią wody wrzeszczę:
“Kochanie! Wyjdziesz za mnie!?”

bo… przed nią bieży baranek a nad nią fruwa motylek…
————————-
Otaczaj się tym co kochasz. Czy to rodzina, zwierzątka, przedmioty, zainteresowania, muzyka, rośliny – nie ma znaczenia co to jest. Twój dom jest twoim schronieniem

Czuję jak moje ciało rozkłada się na komórki. Szybuję w tęczowym tunelu. Barwy wirują z oszalałą prędkością. Jestem w jakiejś gigantycznej pępowinie. Dokąd ona prowadzi? Czy Delfin jest przy mnie? We mnie? Stapiam się z nim? Gdzie ja jestem? Chryste! Razem wpadamy w jasność pulsującą złotem. Stapiamy się w jedność. Nasze komórki wchłania gigantyczny wir. Zapada ciemność. Tracę przytomność. Budzę się czując nieznaną mi błogość i lekkość. Leżę na powierzchni wody. Widzę odległy brzeg. Chcę koniecznie dopłynąć do brzegu. Próbuję ruszyć rękami, potem nogami. Nie mogę. Nie mam ich. Obok wybucha radosny ludzki śmiech. Przede mną pojawia się człowiek. Przyglądam mu się uważnie. Podpływam do niego. Na miły Bóg ! Przecież TO JESTEM JA SAM. Na wprost mnie nurkuje MOJE CIAŁO, a gość zamieszkujący w nim uśmiecha się do mnie radośnie. Powoli kojarzę, przypuszczam, dociera do mnie, już wiem. Nastąpiła wymiana ciał.
JESTEM w CIELE DELFINA!
Siup, chlup i jeszcze raz! Skok, obrót ,plusk, i jeszcze raz! O rany!! I w dół, i w górę, i do słońca, i trzask bokiem o wodę, i mach, mach płetwami i pach, pach ogonem. Wolny! Wolny! Szczęśliwy! Beztroski! Ha! Ha! i duży wydech i pac w górę i w dół strumieniem wody.
Podpływam do swojego ludzkiego ciała, a ten ktoś w nim znów się uśmiecha. Klepie mnie po delfiniej twarzy. Łbie? Pokazuje OK! Oczekiwałem właśnie takiego zachowania! Nie jestem zaskoczony. Zdaję sobie sprawę, że wiem dokładnie co któryś z nas zrobi i powie za chwilę.
“ Ktoś ty?” – pytam.
“ Ja to ty, a ty to ja.” – odpowiada on, czyli ja.
Chryste! – myślę. Moja jaźń się rozdwoiła. Piękny kąsek dla psychiatrii. Mnie – człowieka zamkną u czubków, mnie – delfina złapią w sieć.
“ Jacquez! Ty cholerny żartownisiu! Gdzie jesteś?” – wołam.
I nagle w mojej głowie, i ludzkiej, i delfiniej pojawia się On – Mayol. Prawdziwy z dziada, pradziada Grek. Smukła sylwetka, gęste siwe włosy zaczesane do tyłu i siwy wąs. Śmiech Zorby i błyski w oczach.
“ Mam cię!” – mówi wyraźnie rozbawiony. “Umówmy się. Zawrzyjmy układ…” – dodaje.
Puf! Uff! Zdążyłem. Jestem przy brzegu. Instruktorzy znoszą sprzęt z polany i układają na pomoście. Są w specjalnych suchych skafandrach koloru pomarańczowego. Wyglądają kosmicznie. Za nimi po schodkach nadchodzą w czarnych piankowych skafandrach ich uczniowie. Delfinie serce mi zamiera. Schowany w krzakach z niepokojem obserwuję jak na pomoście Jacquez w MOIM CIELE przyjacielsko klepie po ramionach adeptów z korporacji. Słyszę jak mówi:
“Kochani! To takie łatwe! Cud i odlot! Zanurkujcie, a świat zmieni się na lepszy”.
Jestem przerażony. Co on kombinuje? Czy zamieni ich w delfiny?
I nagle jasne światło błyska w mojej głowie. I widzę stado delfinów skaczących po falach oceanu. Widzę jak z radością wyskakują wysoko ponad powierzchnię. A może i ponad przeciętność? – przychodzi mi do głowy. Duży Biały Delfin , widocznie przywódca stada, podpływa do mnie i śmieje się.
“Kochany! Nie miej żadnych złudzeń! Jacques zrobi z nich gatunek HOMO DOLPHINUS!”
Ma racje. Po chwili otacza mnie stado delfinów. Wyskakuje nad powierzchnię i płynę w kierunku Tajemniczej Wyspy jako przewodnik stada, rzecz jasna. Słyszę chóralne , śpiewne popiskiwanie:
Przyjacielu – człowieku
Nie zabijaj delfina nawet we śnie.
Słońce nie zajdzie – ty nie zaśniesz.
Nie zabijaj!
Trzepot płetw huragan zrodzi.
Oś Ziemi zmieni.
Słońce nie zajdzie – ty nie zaśniesz.
Nie zabijaj!

———————————————————————

Nie żyj z poczuciem winy. Nie pielęgnuj tego uczucia w sobie.

Resztki szowinizmu męskiego, zwane często odwagą, dają znać o sobie więc żeby dodać trochę tego eliksiru młodości podśpiewuję.
„Duchy Czerwonych Bagien! Przybywajcie!”
Śpiewając podryguje wesoło w rytm krakowiaka, bo wiem, że nic mi nie grozi na tym pustkowiu.
Kładę się na trawie. Zamykam oczy. Zgodnie z zaleceniami mojego guru, uwalniam napięcia każdej części ciała i powtarzam w rytmie karabinu maszynowego:
Ja – jestem spokojny i radosny. Ja tu i teraz – jestem zdrów na ciele i umyśle. Ale… na wszelki wypadek dodaje. Ja – uwalniam umysł od denerwujących i natrętnych myśli i otwieram się na zdrowie. Po chwili monotonie cicho gaworzę: Przybywaj zdrowie! Przybywajcie myśli pełne przebaczenia, miłości, szczęścia, radości, spokoju, mądrości.
Nagle słyszę głośne, choć niewyraźne:„Jestem twoja. Och!”
Przez przymrużone oczy obserwuję, nie bez lęku, jak obok z gęstej mgły wyłania się istota o ludzkim kształcie. Jest ulepiona z kropel mgły. Od środka rozświetla ją wielobarwne, lekko pulsujące światło.
“Duch? Zjawa? Omam? Rusałka? Elf? Coś?”
Ciało tej Istoty tworzą kłęby świecącej mgły i to jedynie odróżnia ją od szarego mglistego otoczenia. O przynależności do jakiegoś gatunku ziemskiego mógłby przemawiać fakt, że posiada oczy. Są owalne, pomarańczowe z trójkątną czarną źrenicą w środku. Oczy te ciągle zmieniają położenie, wielkość i rozstawienie. A rozszerzające się źrenice zdają się wchłaniać wszystko co pojawia się w ich polu widzenia. Teraz wchłaniają mnie.
Mgła, która wchłania!? Czy mgła to czy z krwi i kości kobieta? Masz okazję jak nikt na świecie. Weź ją!.- z uporem maniaka mąci myśli głowa, przerywając rytm medytacji.
Istota wlepia we mnie te swoje tańcujące oczy i mówi:
„Jestem twoja. Weź mnie!”.
Na litość Boska! Ona czyta moje myśli!
“OK!”. – odpowiadam spontanicznie.
Liczę na to, co dyktuje zdrowy rozsądek, że mglista zjawa, nie skrzywdzi mnie seksualnie lub też w żaden inny sposób bo jest jedynie wymysłem mojej trawionej gorączką głowy. Ale Zjawa w odpowiedzi na moją zgodę krztusi się z radości i bulgocząc mokrym:
“Tak! Tak!” – drga podniecająco swoimi kłębami ciała, chichocze, podryguje zalotnie i namiętnie szepcze:
“Jesteś mój! Mój!.” – i rzuca się na mnie, otacza mnie, wnika, wtapia się we mnie, zniewala rozkoszną wibracją delikatnego dotyku, i omamia chwilowymi impulsami ciepła wschodzącego właśnie słońca. Czuje jakbym wylądował w ciepłym łóżeczku a ktoś kochający karmił mnie podtykając do ust łyżeczka za łyżeczką syrop pachnący sosnowym lasem. Otwieram szeroko oczy i widzę wszystkie kobiety z przeszłości. Owe kobiety kolejno wynurzają się z wibrującego delikatnym tęczowym światłem ciała Zjawy, wtapiają się we mnie biorąc mnie w posiadanie. Przerażony rychłą klęską wynikającą z mnogości wyzwań ciała i ducha krzyczę :
A Kysz! A kysz! – i zaczynam strzelać palcami stosując powszechnie znaną i osobiście wypróbowaną, i skuteczną metodę na uwalnianie się od duchów. W sferze mentalnej podejmuje równocześnie błagalną medytacje: “Protestuję w imię Stwórcy. A kysz zjawy! A ty Zjawo Czerwonych Bagien kimkolwiek jesteś zlituj się i oddal swoje służki. A kysz! A kysz! Znikajcie! Mam grypę. Przecież widzicie. Nie jestem już taki młody i jurny jak kiedyś.”
Na to one zawłaszczając moim ciałem odpowiadają chórem, raz to gaworząc jak niemowlęta, chichocząc jak nastolatki, śmiejąc się dziewczęco, nucąc jak staruszki:
“Znasz nas przecież dobrze. Pieściłeś każdą naszą cząsteczkę, znasz każdy pieprzyk, każdą naszą słodkość. Nie lękaj się. Kochaj się z nami wszystkimi. W świecie mgieł czas nie istnieje. Tu moce masz nieograniczone. Ciała przecież mamy z mgły. Nie ma tu grawitacji. Nie ma śmierci. Jest tylko życie, radość, szczęście, rozkosz.”
Szamoczę się. Próbuję się uwolnić i krzyczę: “ Wypuście mnie na litość Boską! Chcę do łóżka. Mam katar. Kicham. A to może być niezdrowe dla waszej mglistej urody.”
Ale one nie dają za wygraną. Drżę, drżę całym ciąłem. Mam gęsią skórkę. Szczekam zębami. Zimno mi i już nie wiem czy to uniesienie, czy zwykłe zapalenie płuc. A tuląca mnie mgła gęstnieje, staje się groźna i namiętna. A w niej coraz więcej kobiecych mgielnych ciał.
Koszmar! O co tu chodzi? O bezwstydną prokreację czy wieczna miłość w jedności?
A one odpowiadają: O obie. O biedaku najdroższy! Jesteś potrzebny. Na chwilkę. Niezbędny na jeden moment. Wolność wyboru jest dla mądrych. Ty go nie masz. Wybacz, ale sam widzisz , że w mgle kobiet jesteś ślepcem. I teraz, i tu, i z tobą… chociaż nie stworzyliśmy nowego życia to jednak uratowałyśmy piękne istotki, uchroniliśmy je przed tobą, przed bezsensowną zagładą. Ale ty nic nie zauważyłeś.
„Ale ty nic z tego nie rozumiesz.”
Miały racje. Kiedy tak leżałem w trawie opodal żwirowej drogi, słonce nieśmiałymi promyczkami przebiło się w końcu przez kłęby mgły. I wtedy Zjawa zamilkła. Pomogła mi się podnieść. A gdy minęliśmy przód samochodu pokazała mi tuż przed kołami rodzinkę bawiących się jeżyków. Rodzinkę stanowiły, o ile się znam na jeżach, mama i dwa maluchy. Maluchy zabawiały się beztrosko. Ich błyszczące oczka mówiły to samo co wszystkie oczka dzieciaków.
“Kochamy się bawić. Kochamy życie. To nasz świat i nic nam tu nie grozi. Bo mama jest przy nas. Mama, mamusia, maminka, matuś. Ochroni, nakarmi, nauczy, ogrzeje, pocieszy, rozbawi.”
A tata? Gdzie ich tata? – zapytałem Zjawę.
“ Odszedł. Nie był już potrzebny. Nic nie kapujesz? Czy zadałeś sobie trud, zajęty myślami o sobie, o swojej grypie, tęsknocie za łóżkiem, by pojąć dlaczego wrzasnęłam do ciebie: „Weź mnie ?” Chciałaś mieć przyjemność? – zapytałem. Ale ona nagle stała się nieprzyjemnie mokra. “Głupcze!” – powiedziała z uśmiechem przenikniętym odwieczną mądrością wiedźm, wróżek, rusałek, nimf i kobiet.
“Mój kochany głuptasie!” – poprawiła się.
“Gdybyśmy się nie kochali, jak znam życie, wsiadłbyś do samochodu i rozjechał rodzinę jeżyków.” A po chwili dodała:
“W mgle i w miłości wy ludzie bywacie ślepi. A wy mężczyźni przodujecie w tej ślepocie.”
I kiedy to rzekła, rozpłynęła się. Nie od razu. Zrobiła to powolutku. Ciągle się uśmiechając tym tęczowym uśmiechem. A jej oczy? Tez się rozpłynęły w czerwono – pomarańczowym świcie i tylko sobie znanym tajemniczym sposobem nie uległy budzącemu się dniu. Połączyły się ze swoim Bóstwem – wtopiły się w Słońce

Jedyną osobą, która jest z nami przez całe życie jesteśmy my sami. Żyj póki żyjesz

Śmiej się często, długo i głośno. Śmiej się do utraty tchu.

Ciesz się z najdrobniejszych rzeczy

Nie pozwól umysłowi na nudę i bezczynność. Leniwy umysł to pracownia diabła.

Miej tylko radosnych przyjaciół. Marudy wpędzą cię w depresję.


Czy Purcio żyje według długowiecznych uwag Georga Carlina? 

Kto to wie?


Myśli Jasnowidza

Idzie słota i zimnica i kryzysem wojennym nas straszą. Gdy przychodzi  jesienna nostalgia wpatruje się w fotki i wracają wspomnienia wiosny i lata. Robi się cieplej na ciele i radośniej w duszy. 


  O Jasnowidzącym Starcu


Zakotwiczyliśmy na środku jeziora. Ryby zupełnie nie brały. Wydawało mi sie nawet, że starcowi na tym zupełnie nie zależało. Na haczykach nie było żadnej przynęty. Zapytałem o to. Starzec zaśmiał się. 

Wie pan, wędkarze z wystawionymi za burtę wędkami to święte krowy. Nikt nam nie będzie więc przeszkadzał. 

Oto, co zapamiętałem z wypowiedzi starca łowiącego ryby na niby:

Dobroć

Gdyby jakiś Ojciec dobry i mądry uczestniczył przy stwarzaniu i rozwoju dziecka, musiałby rozumować następująco;
Słaba Istota, która rozwijając się stanie się Człowiekiem, narażona będzie na wszelkie niebezpieczeństwa. Cierpieć będzie od zatknięcia się z podobnymi do siebie. Zazdrość i złośliwość sprawiać jej będą cierpienia w walce o byt. Słabych pokonają i zdepczą silni. Narażona na pastwą ciągłych zniechęceń, straci wiarę w przyszłość. Potrzeba jej będzie towarzysza podróży, któryby jej życie rozjaśniał najłagodniejszym światłem – pełnym ciepła i spokoju. Trzeba jej będzie radości, szczęścia, miłości i ciepła domowego ogniska, by przy nim uzdrawiać nękaną lękami i cierpieniami świadomość. Trzeba będzie jej spokoju mędrca, by w zawieruchach życia rozwijać się w harmonii- w zdrowiu, miłości i mądrości.

Jak zaopatrzyć wędrowca na czas pobytu na Ziemi? Jakiego towarzysza podróży mu wybrać? Może dobroć?

Otóż to, dobroć będzie niezmordowaną towarzyszką jego radości i smutków i nigdy go nie opuści. Dziecko czy dorosły człowiek dojrzały czy wiekowy mogą bez ograniczeń czerpać z tej boskiej mocy. Intelekt wskazuje, że ludzkość zawdzięcza dobroci to co najlepsze w przeszłości i teraźniejszości. Intuicja podpowiada, że przyszłość zawdzięczać jej będzie więcej, niż czasy minione. A jednak nigdy nie przestawano oczerniać jej czynów, wyszydzać jej pobudek, ośmieszać jej wysiłków.
Dostępna dla wszystkich dobroć w zarodku tkwi w każdym człowieku. Jak Słońce, zawiera ona w sobie niewyczerpaną energię. Jak Słońce, świeci dla wszystkich. Nadaje królewskość najpokorniejszemu biedakowi. Czynami swymi upiększa duszę, w której się rodzi. Co więcej, upiększa tego, który ją przygarnia.

Gdy dobroć opanuje świadomość jednostki to czyni z niej królową królów, ale jej władanie jest dyskretne. Pozostaje w ukryciu. Wystarcza jednak znaleźć się w jej pobliżu, aby odczuć jej boski wdzięk.
I tak już od zarania…Wśród ciemnej nocy zmęczony wędrowiec spostrzega skromny domek. Światło padające z okien, ciepło szerzące się z tego przybytku ludzkiego napełniają jego serce rozkoszą. Jakaś słodycz wstępuje w jego duszę zanim jeszcze zdąży się zbliżyć do oddalonego mieszkania. Domyśla się tylko, iż ma przed sobą przytułek, w którym jest dobroć, i radosna nadzieja przenika jego serce.

Geniuszami są tylko wyjątkowe istoty. Bogactwo często nie wybiera swych wybrańców: sztuka złota nieraz spada niespodzianie na stertę nawozu. Przywileje urodzenia stają się udziałem jednostek przeznaczonych ku temu przez ślepy przypadek. Jedyna tylko dobroć wyciąga swe braterskie ramiona do wszystkich ludzi. Nie czyni różnicy między wielkimi a maluczkimi, między różnymi wierzeniami, płciami, wiekami, między bogaczami albo biedakami, ludźmi zdolnymi albo geniuszami.
Wszyscy mogą oddawać dobroci jej cześć. Największy nędzarz albo najnieszczęśliwszy człowiek zachowuje przywilej pozostawania dobrym i praktykowania dobroci. Jej wyznawcy, skądkolwiek pochodzą, są jej jednakowo drodzy.

Cud nad cudami. Rozrzucaj dobroć na zewnątrz a ona urośnie w twojej duszy.

Dobroć, zająwszy kącik naszej świadomości, wnet przenika ją całą. Widok dobroci rozjaśnia twarz. Dobroć udziela sił słabym, nadziei zrozpaczonym. Drobna dawka dobroci wystarcza, jak ów dobry ewangeliczny chleb, na ukojenie cierpienia całego tłumu. Dobroć działa jak Opatrzność. Stwarza z niczego wiele. Promienie rozsiewane przez dobroć wracając do swego źródła doprowadzają do niego słodycz uzbieraną po drodze. Tym sposobem wytwarza się wokoło siebie dobrą atmosferę i wypełnia własną jaźń boską treścią.
Geniusz wymaga podziwu. Talent wymaga uznania. Bogactwo wymaga zazdrości. Wymagają również hołdów, jedynych wskaźników ich wartości. Dobroć niczego od nikogo nie wymaga. Wystarcza sama sobie. Znajduje swą nagrodę w swej własnej królewskości.

Nadejdzie czas gdy każdy inteligentny człowiek będzie zaznajomiony z „chemią duchową” by umieć dla każdej formy zatrucia duchowego znaleźć odpowiedni środek neutralizujący. Zrozumiemy, że równie łatwo jest przeciwdziałać myślom przykrym, dręczącym za pomocą myśli przeciwnych – jak chłodzić wrzącą wodę przez dodanie do niej zimnej. Czując, że umysł nasz unosi się gniewem powinniśmy zwrócić go do miłości i harmonii a płomień gniewu natychmiast zostanie unicestwiony.
Innymi słowy jest rzeczą zupełnie możliwą, a nawet niezbyt trudną, zbadać dokładnie istotę naszych myśli. Posiąść nad nimi władzę a następnie regulować stan naszego usposobienia i zachować równowagę spokój i pogodę nawet wśród najtrudniejszych okoliczności. Żaden fizyczny wysiłek, żadna namiętność czy przykrość – nie potrafią wytrącić z równowagi człowieka przyszłości – nie potrafią zakłócić jego dostojnego spokoju.

 Myślenie jest zwodnicze. Każda myśl dzieli i każda myśl jest stara. Zwierzęta myślą, ale człowiek – w rozwoju wyżej stojący – posiada dar samoświadomości. Ten poziom świadomości pozwala mu na świadome zmienianie siebie. Jesteśmy kowalami swego losu. Ponad samoświadomością istnieją wyższe poziomy – najbliższy nam można by nazwać poznaniem bezpośrednim. Przy takim poziomie świadomości – jest się jasnowidzem.

Czy chce pan ten poziom osiągnąć? – zapytał starzec

PS

Same kłopoty… są z jasnowidzeniem. Przekleństwo to czy boski dar? Nie mam pojęcia…