Duchy i chichotki

Duchy i chichotki

Ej! Ty rudy! Co z tobą?

Rośnij, jak rośnie kwiat, nieświadomie, lecz całą duszą rwący się ku górze. Podobnie i ty dąż naprzód, by swoją duszę otworzyć temu co Wieczne. Lecz wzrost mocy i twojego piękna, tylko Wieczne powinno wywoływać, a nie pożądanie wzrostu. 
……………….

 

Myśli zawsze dążą do zrealizowania się w świecie do którego zostały skierowane. Przebywamy w „Matrix” bezustannego strumienia myśli niosących energie. Ludzie często proszą Stwórcę o rzeczy materialne; o zdrowie dla siebie i najbliższych, ale zdarza się, że proszą o radość, szczęście i poczucie humoru dla swoich bliskich: „smętnych” i zatroskanych sprawami codziennymi.. Moc takiej prośby może być potężna – bo myśl ciągle wzmacniana i powtarzana wielokrotnie, dzień po dniu, w końcu znajduje ujście – w radości i uśmiechu.
Świat wewnętrzny, tak jak i zewnętrzny, jest światem realnym. Przebywamy w nim;  gdy śpimy, podczas medytacji oraz podczas inkarnacji.  Gdy  już długo żyjemy i doświadczamy wielu dramatycznych – ewolucyjnych i rewolucyjnych zdarzeń,  nasze wyższe ciała i zmysły (uczuciowe i mentalne)   coraz lepiej sobie radzą . Przeniesienie świadomości z jednego ciała do drugiego staje się łatwiejsze a i skuteczniejsze staje się operowanie zmysłami astralnymi i mentalnymi.
Żartując – zachodzi pytanie: czy ktoś z Góry lub też z Boku, głównie nocą , kiedy umysł nie może się bronić swoim intelektem – nie wpaja nam w  rozkojarzoną  głowę, zupełnie nieprawdopodobne historie? Osobiście jednego jestem pewien – słyszę po nocach dziwne szmery, szepty i często radosne chichotki. Chichotki bardzo polubiłem. Niektóre przekazuje zatroskanym „naszym podopiecznym” – rzecz jasna podczas snu.
 Z  kotkiem – chichotki.


 

 

Późnym wieczorem rudy kot chwiejnym krokiem szedł wzdłuż ogrodzeń chat wioski. Polowanie na przypływające wzdłuż brzegu ryby- nie powiodło mu się. Zmarzł, przemoczył łapki, był głodny i zły. Od strony kościółka nadchodziło stado gęsi. Prowadził je wielki, tłusty indyk. Kot przykucnął i łakomym wzrokiem śledził apetyczną defiladę.

– Takie słodziutkie i pachnące – pomarzył sobie. Poczuł złość.
– Tłuste dewotki! Gę! Gę! – gęgnął donośnie, westchnął ciężko i powlókł się dalej.
 Brama do zabudowań plebani była otwarta. Z za siatki zerkał na niego pies Bobo.

 

– Ej! Ty rudy! Co z tobą? – zagadnął – Twoja pani organistka czeka na ciebie ze smakowitymi chrupkami. Ale, ale, to nie moja sprawa. Ostatnio dziwna jest jakaś. Zauważyłeś? Krzyczy coś bezsensu przez sen. Biedna ona. Szanuje go tak jak my. Ale gnębi ją jakieś wspomnienie.
– Ej złośliwy tłuściochu!. Wiesz przecież co ze mną proboszcz zrobił! On mi zawsze źle życzył. Odczep się od mojej pani!- miauknął Rudzik. Miał kiepski dzień.
–  Degenerat. – zamyślił się pies Bobo.- Czy ten odpychający rudy stwór bez ogona, mógł kiedyś być człowiekiem? Dziwny ten świat.
Kotek połozył się na trawie proboszczowego ogródka. Ciepło promyków zachodzącego słoneczka grzało jego rude ciałko. Obok kotka wylegiwał się kleszcz.

Świat jednak nie jest doskonały – westchnęliśmy – my astralne, wioskowe duchy. Od wielu miesięcy obserwowaliśmy kotka z zainteresowaniem. 
Miał szpetnie obcięty ogonek tuż przy tułowiu. Był pośmiewiskiem mieszkańców wioski.
– Rudy smakosz! Stracił wędkę! Szczupak mu ogonek odgryzł! Tak kończą kłusownicy! – wołały za nim wioskowe dzieciaki.
– Nie do wiary jak głupi jest ten rudy kocur! – często mawiał proboszcz.
No cóż, pomyślałem, kiepsko na świecie rudemu kotkowi bez ogonka i poszeptałem z innymi astralnymi duchami. Po chwili zrobiło się nam strasznie wesoło. Ustaliliśmy co następuje: w kotkowe sny wprowadzimy wesołość. Przekażemy mu na początek opowiadanko o jego pani  i o proboszczu. 
Nachyliłem się nad śpiącym w słoneczku kotkiem i tak mu wyszeptałem do ucha:

Twoja pani organistka jest podziwiana przez wszystkich parafian za swą dobroć i oddanie sprawom kościoła. Ale kilka dni temu przyszedł do niej proboszcz omówić szczegóły jakiejś kościelnej uroczystości. Twoja pani zaprosiła go do pokoju gościnnego i zaoferowała mu herbatkę. Ksiądz usiadł sobie wygodnie w stylowym fotelu naprzeciw starych organów.
Ku wielkiemu zdziwieniu księdza, na organach tych stała szklanka wypełniona wodą a w niej pływała gumka. Kiedy twoja pani  wróciła z herbatką zaczęła się rozmowa. Ksiądz postanowił zapytać wprost:

– Bardzo byłbym rad, gdyby mi pani to wytłumaczyła – tu wskazał na nieszczęsną szklankę.
– Ooo tak, dobrze, że ksiądz pyta. Czyż to nie wspaniałe ? Szłam sobie raz przykościelnym parkiem parę miesięcy temu i znalazłam małą paczuszkę na ziemi.

Instrukcja na opakowaniu wyraźnie mówiła, że należy to umieścić na organie, zapewnić by było wilgotne i . że to ochroni mnie przed roznoszeniem się chorób. I wie ksiądz co ? Przez całą zimę nie miałam grypy !.

Gdy tylko skończyłem opowiadać, kot radośnie zamiauczał, kleszcz, który podsłuchiwał, wskoczył mu na grzbiet i razem w radosnych podskokach popędzili do psa Bobo. Po chwili trzej przyjaciele pokładali się ze śmiechu…

——————————

Otóż to:
Przyjacielu,
Mam nadzieję, że  wymyślisz może bardziej odpowiedni – radośniejszy –
wierszyk , opowiadanie , anegdotkę dla swoich podopiecznych, takie, które możnaby przekazać w śnie każdemu  kotkowi , czy też pieskowi a nawet kleszczowi by go rozweselić w smutny czas jesienny..  

…………………………..
Bo:
to po burzy  najpiękniej rozkwita róża..
Rozwijaj się więc, jak kwiat, nieświadomie, lecz całą duszą rwący się ku górze. Podobnie i ty dąż naprzód, by swoją duszę otworzyć temu co Wieczne. Lecz wzrost mocy i twojego piękna, tylko Wieczne powinno wywoływać, a nie pożądanie wzrostu.
Raduj się więc jak najczęściej i dbaj o wesołość swoich podopiecznych, rodziny, przyjaciół. Gdy wszyscy będziemy się częściej uśmiechali – zdrowie do nas zawita na stałe,  prawość zapanuje w naszych sercach, harmonia w rodzinach, spokój w narodach i pokój na Ziemi.
I niech tak się stanie …. po trzykroć, rzcz jasna.

 

—————————————————–
Kilka fotek „Późna jesień” 

 

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 11 Grudzień 2011, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: