Ona i życie cz.4

Pod oknami domu rosły malwy. Wnętrze było przestronne i zalane strumieniami światła – padającego z dużych, otwartych okien. Meble jadalni były masywne – dębowe. Rzucał się w oczy ogromny stół nakryty białym obrusem i wielki oszklony kredens. Wszędzie w doniczkach rosły, a w wazonach stały, leśne kwiaty. Ale dominującym zapachem jadalni był zapach poziomek. Szklany dzban pełen poziomek stał na wysuniętym blacie kredensu.

Marze o takim deserze! O dużej misce poziomek z bitą śmietaną! – pomyślałem i poczułem wielki głód i pragnienie.

Obmyliśmy ręce i siedliśmy do stołu. Potrawy były proste i wybornie smakowały – biały ser, masło, miód, pomidory, ciemny chleb. Ale zaczęliśmy ucztę od jajecznicy usmażonej na cebulce i posypanej drobno pokrajanym szczypiorkiem. Jedliśmy z apetytem i w milczeniu – popijając delikatną nalewką z poziomek. Jeden tylko moment tego przyjęcia był dla mnie zaskakujący; piękność, która siedziała na wprost mnie, nagle, dotknęła mojej stopy swoją bosą stopą i patrząc zalotnie w moje oczy przesunęła stopę ku górze. Pomyślałem o poziomkowym deserze i uśmiechnąłem się do niej przyzwalająco.

Po śniadaniu siedliśmy przed domem w przewiewnej pergoli – w cieniu lisci winogron obrastających jej ściany i sufit . Starzec przyniósł ze sobą dzban nalewki. Gdy rozsiedliśmy się wygodnie w wiklinowych fotelach, piękność przyniosła nam w filiżankach aromatyczną kawę i w dzbanuszku śmietankę do niej. Dookoła pergoli rosły różowe firletki.

Jeżeli staniesz się ekspertem znającym się na firletkach, zrozumiesz świat – powiedział starzec – widocznie zauważajac, że piękno pola firletek zrobiło na mnie duże wrażenie.

Jeżeli oddajesz się temu, co robisz, z poświęceniem i miłością, i godzinami skupiasz się niezależnie od tego nad czym, w końcu zrozumiesz świat – kontynułował zapalając fajkę –  Możesz zobaczyć świat w ziarnku piasku, a wieczność w mgnieniu oka. Możesz też ujrzeć koniec naszej cywilizacji jesli bardzo się postarasz. Opowiem panu moją wizję.

Córka starca przyniosła poduszkę i ułożyła ją pod jego plecami. Siadła obok mnie na fotelu i położyła rekę tak, ze dotykała mojej. I znów z wielkim pragnieniem, wręcz żądzą, pomyślałem o misce pelnej poziomek i bitej śmietany.

Starzec wypuscił z ust kilka kółek dymu i zaczął opowieść.

Kazda cywilizacja musi upaść i rozpłynąć się w nicość jak te fajkowe kółka na wietrze. Wszystko według boskiego prawa musi umrzeć by zacząć życie od nowa. Opowiem panu historię Mistrza Noego a to dlatego, ze pewne przyzwyczajenie łączy mnie z nim – tak uparcie twierdzi moja córka. Starzec mówiąc to zaśmiał się i nalał mi nalewkę do szklanki – do pełna. Sam pociągnął  tęgi łyk prosto z dzbanka

 Otóż, Noe mieszkał samotnie  na maleńkiej wysepce, która była ostoją dzikiej zwierzyny. Pieczołowicie jej doglądał, znał bowiem wszystkie stworzenia i rośliny. Obdarzony wielką mocą magiczną, obeznany był z wszelkimi niemal formami życia, albowiem przeniknął tajemny język przyrody i przestrzegał jej zasad.
Choć nie tęsknił za ludzkim towarzystwem, pozwolił trzem swoim synom wraz z żonami osiedlić się po przeciwnej stronie wyspy, ale rzadko u nich bywał. Pogodzili się oni z jego samotniczym trybem życia i darzyli go za to wielką czcią, a jego wizyty zawsze sprawiały im ogromną przyjemność.

Żona Noego była czarodziejskim widziadłem, kobietą-duchem, i dawno już odeszła do innych światów, a on został sam. Za dnia zajmował się licznymi podopiecznymi, noce zaś spędzał w małej chatce oddając się starożytnej sztuce czarowania i prorokowania przez sen.
Noe żywił szczególną słabość do sfermentowanego soku winogron i co wieczór wychylał szklanicę wieszczego napoju, po czym rozsiadał się wygodnie, by oglądać wizje, jakie podsuwało mu jego wewnętrzne oko.

Pewnego razu, kiedy ułożył się wygodnie na poduszkach i pociągnął zdrowy łyk nektaru, ukazało mu się zjawa i poleciła mu czym prędzej pobudować arkę, zgromadzić po jednej parze wszelkiego stworzenia, żyjącego na lądzie i w przestworzach, i zabrać też ze sobą trzech swoich synów wraz z żonami. Czekała ich długa podróż po wodach, albowiem wkrótce zmyta zostanie z powierzchni ziemi cała jej przeszłość; pełna wojen, nienawisci , rozpaczy i cierpień. Otrzeźwiały nagle Noe nie miał innego wyboru, jak postąpić tak, jak mu nakazano.

W czasie kiedy starzec opowiadal o poczatkach biblijnego Potopu, z trudem  powstrzymywałem ziewnięcia i opadanie powiek. Działała widocznie poziomkowa nalewka.

 Nagle, zaszło słońce i zrobilo się ciemniej. Niebo zaciągnęlo się burzowymi chmurami. Gdzieś za lasem zagrzmialo. Zerwal się silny wiatr i gdy spadły pierwsze krople deszczu przenieśliśmy się do wnętrza domu.

Starzec ziewnął potężnie i przeprosił nas mówiąc, że skończy opowieść przy następnym spotkaniu ale teraz musi odpocząć po nocnej pracy w lesie. Podziękowałem mu z całego serca za gościnę i zapytałem, czy  pozwoli odwiedzić jeszcze raz jego dom w najblizszym czasie. Zgodził się na to z wielką radością i siegnął po dzban z nalewką. Teraz dopiero zauważyłem ze zdziwieniem, że dzban jest znów pełen. Starzec nalal mi pełną szklankę trunku mówiąć:

 Dawno nie rozmawiałem z kimś tak miłym, z kimś kto umie tak cierpliwie słuchać.

Gdy wypiliśmy i starzec odszedł, piękność uśmiechnęła się do mnie:

Przyjechałam tu wczoraj z Paryża, po wielu latach nieobecności. Tata zdziwaczał po odejściu mojej mamy i trudno było z nim wytrzymać. Długie lata topił smutki popijając nalewki. Teraz jest uznanym w okolicy jasnowidzem i uzdrowicielem. Wiele lat żył tu jako pustelnik. Kiedy nadużyje swojego ulubionego trunku, nalewki z winogron, poziomek i z róznych innych owoców.  Wydaje mu się, ze jest potomkiem Noego. Czeka na znak z nieba o mającym nastąpić kataklizmie. Często wieczorami wychodzi do lasu i wraca dopiero rano. Zwołuje tam oswojone przez siebie zwierzęta i ptaki. Rrozmawia z nimi ich językiem. Zbudował  sterowiec w kształcie arki i trzyma go w stodole – na wypadek powtórki Potopu…

Nie dziwię się – przerwałem jej wybuchajac smiechem – Wszystko co było lubi się powtarzać, chociaż w zmienionej formie. Czy jesteśmy na wyspie?  Przechodziliśmy przez mostek…

Ależ tak.  Dom otaczają  dwa jeziora, rzeczka i sztuczny kanał. Miejsce to nazwano Swobodą.

Swobodą? – powtórzyłem nazwę i chciałem coś mądrego dodać o wolności i mądrości ale nagle domem zatrząsł potężny podmuch wiatru a szyby zadźwięczały od uderzeń strumieni gradu.

Dobrze, że pan tu jest. Boję się burzy. Burze są takie nieobliczalne. Pójdę pozmywać po śniadaniu. Proszę, niech pan zostanie aż skończy się zawierucha – powiedziała piękność podchodząc do mnie blisko i zarzucając ręce na moje ramiona. Poczułem intensywny zapach poziomek i zawładnęła mną żądza ich zdobycia. Zerknąłem przez ramie kobiety w stronę kredensu. Dzbanek z poziomkami zniknął.

Kiedy piękność odeszła, przysiadłem na skórzanej kozetce – w alkowie. Było tu przytulnie, kolorowo i pachniało wszelkimi odmianami kwiatów wyrastających z dużych donic ustawionych pod ścianami. Zza jednej z nich dobiegało regularne pochrapywanie starca, a z jadalni – stłumione odgłosy burzy. Ułożyłem się wygodnie i natychmiast zapadłem w głęboki sen.

Śnił mi się Wielki Kataklizm na planecie Ziemia:

Zobaczyłem jak niszczycielskie huragany, tornada, wichury i nawałnice sunęły razem ławą. Widok tych ciemnych, rozszalałych mocy przyrody był przerażający. Posępnie wyjąca ściana wody przetaczała się wraz z huraganami przez wszystkie kraje świata. Wzburzona uderzeniami wichrów i zatapiająca wszystko po swojej drodze powódź, nie dosięgała tylko tych szczytów, które tajemnymi siłami planety wypychane w górę były szybciej niż podnosił się poziom wody. Ale i te szczyty atakowały wściekle gigantyczne fale.

Podczas snu usłyszałem głos przepowiedni :

Pozostaną tylko te istoty, które maja czyste serca i żyją w harmonii z boskimi prawami. Będą przez czterdzieści dni i nocy mieszkać na nie zatopionych szczytach. Potem woda opadnie i odsłoni Raj na Ziemi.

Po chwili, gdy tubalny głos zamilkł razem z odgłosami straszliwego kataklizmu, usłyszałem miauczenie kota:

Mój drogi Marcinie. Przyczyną tego Kataklizmu nie będzie gniew Boga. On przecież jest Miłością. Spowoduje go, jak to często bywało ze światowymi wojnami, globalna ludzka niegodziwość.

Poczułem szarpnięcie za ramię.

Kocie! No tego już za dużo! – wyszeptałem i próbowałem bezskutecznie otworzyc oczy.  Usłyszałem jak przez mgłę:

Odebrał pan w śnie mój przekaz o katakliźmie, prawda? Ten rudy kot, który objawiał się od wielu dni w pana snach jest na moich usługach. Miał pana tu do mnie przyprowadzić. Opierał się pan więc wysłałem po pana moją piękną córkę. Jest pan bardzo dobrym medium. Mamy duzo do nadrobienia. Kiedy doliczę do trzech obudzi się pan i nie będzie pamiętał to co przed chwilą pan usłyszał …

Ciąg dalszy nastąpi..

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 2 Styczeń 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. 2 komentarzy.

  1. Nareszcie odnalazłam swoją łąkę z dzieciństwa (to ta z różowymi kwiatkami), po takich biegałam jako mała dziewczynka…:-)

    • marcinsznajder

      Przemiła Noemi… Warto potańczyc na tej łace. Pamiętam…Ta Łąka jest koło Dolistowa – odrodzi się na wiosnę … firletkami zalotnymi…Całuskami tez..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: