BUNT W PRZEDSIONKU

Jadąc pociagiem do Warszawy świadomie zapadłem w sen w śnie by wyrzucić myśli śmieciowe i zastapić je mądrzejszymi – rzecz jasna przy pomocy Opiekuna z wyzszego wymiaru.  – SAMOINCEPCJA WSPOMAGANA. Ale, dlaczego mam wyrzucić cudowne ostatnie zdarzenia – zapytał intelekt? Ustąpiłem mu z ulgą Jeszcze raz postanowiłem miłe zdarzenia, w błysku  olśnienia i przy cenzurze Mistrza, prześledzić wydobywając je jak skarby z pamięci.

Sorki Mistrzu, przyznaje: jestem buntownikiem. Nie mam autorytetów wśród współplemieńców ale gnębie w sobie Panią – pychę bo to ona skutecznie odgradza od StwórcyI Nie zawsze mi się to udaje. Mądrze się…udając, ze zartuję. W śmiech zamieniam mądrości odwieczne. To ryzykowne. Pycha to wijacy piskorz zmysłów. Intelekt, wiedza, nauka tylko ją kamuflują i wzmacniają. Wiedzieć coś więcej od kogokolwiek – beznadziejna sprawa!

Wiem, wiem Mistrzu! Bzdurnym zajęciem jest zmieniać , polepszać swiat i ludzi , to beznadzieja i zostawmy to tym, którzy ambitni i dążą do władzy. Oni się przez cierpienie uczą. To opłacani przez Naród gladiatorzy. Naród płaci i żąda. Macie WALCZYĆ między sobą. Chcemy igrzysk. Władza niech prosi nas o glosy, niech tańczy przed nami, niech kłamie, banialuki opowiada, obiecuje gruszki na wierzbie i niech CIERPI pogardę i odrzucenie i zależność od wielu. Nieszczęśnicy ci nie odrobili wielu lekcji w żywotach. Unieszczęśliwiają swoich najbliższych. Jest jedna tylko mądra mozliwość polepszenia świata:

ZMIENIĆ SIEBIE NA LEPSZĄ ISTOTĘ. BO ZMIENIAJĄC SIEBIE, ZMIENIASZ ŚWIAT.

To takie oczywiste a jednak…

Zmienianie innych to agresja – wynikająca z braku rozwoju, egoizmu i lęków.

W śnie znalazłem się przed  drzwiami z napisem:

„Nic nie zdarza sie przypadkiem”

Nagle, usłyszałem kroki za zamkniętymi drzwiami pustelni. Blisko mnie ktoś głosno
westchnął i usłyszałem:

Witaj Marcinie! Wiem, że masz wielki problem ze zdrowiem. Prawda?
Tak to prawda – odpowiedziałem – z chorobą o nazwie nostalgia, i z tym, ze nic nie zdarza się przypadkiem. A ja nie mogę się z tym pogodzić. Buntuje się. Chce panować nad łańcuchem własnych zdarzeń. Chce przestawiać gwiazdy w horoskopie, chce zmieniać jak rękawiczki osobowości – kameleonować jak się patrzy.

Leżałem kiedyś kilka dni na podłodze z okropnym bólem kręgosłupa po upadku z wysokości dziesięciu metrów. Błagałem Boga by mnie uwolnił z tego bólu i zabrał do siebie. Po kilku dniach moja narzeczona  ściągnęła do domu swojego przyjaciela lekarza, który wbił mi miedzy kręgi długą igłę. Zawyłem jak zwierze. Jestem pewny, ze wtedy wbrew umysłowi, intelektowi, które się już dawno poddały i wybrały „zejście z tego świata”, ten straszny ból ukłucia, obudził w mojej podświadomości „Najlepszego Lekarza”, który natychmiast wykorzystał „Najlepszą Aptekę” i wybrał z tego co znajdowało się w moim ciele –„Najlepsze Lekarstwa.”

Nie uwierzysz! Wstałem wtedy błyskawicznie i chciałem pobić tego lekarza. Jak ochłonąłem i wrócił mi rozum do głowy – padłem na kolana i mu długo dziękowałem. Dopiero później, po miesiącach i latach czytania przeróżnych książek o niekonwencjonalnej medycynie, o uzdrowieniu duchowym, empatycznym, powoli do mnie dochodziło, że: naszym ciałem, a tym samym naszym zdrowiem, rządzi Podświadomość a my jej nie potrafimy kontrolować bo jest poza naszym umysłowym zasięgiem , poza intelektem. Ona to właśnie prawdopodobnie rozporządza tymi 80% umysłu – a w nim programami, o których ani my ani naukowcy nie mamy jeszcze pojęcia co robią. W tych 80 % znajduje się i „zgoda” na jakąkolwiek chorobę, ale i na szczęście dla nas, programy i procedury, które chorobę usuwają. Gdy to zrozumiałem, cały swój
wysiłek – z konieczności, ciekawości, dla własnego rozwoju, i ze strachu żeby nigdy mi się nie zdarzył taki okropny ból – skierowałem by poznać własną Podświadomość.

Marcinie!Żeby poznać i ujarzmić Podświadomość, uwierz mi, musiałem zrezygnować z wielu przyjemności, zmienić całe moje życie, cały wachlarz poglądów, mnóstwo przyzwyczajeń – zostałem pustelnikiem. W pewnym momencie poczułem , ze jestem panem we własnym domu a moje własne ciało polubiło mnie i współdziałało. To co było Podświadomością – zwierzakiem we mnie – uznało,że na tyle go potrafię kochać, że poczęło mnie się słuchać a nie lękać i uciekać po kątach – w choroby. Miłość do siebie to jest stały proces, który trzeba kontynuować przez całe życie – i który można nazwać Pokochaniem Siebie. Pokochałem własne ciało z jego wszystkimi ułomnościami – nawet kiedy wkradała się cichaczem jakaś choroba. Nauczyłem się, że trafniej jest stwierdzać, że jest się chorobą a nie, że ma się chorobę. To zasadnicza różnica w podejściu do swojego ciała. Ale zaczęło się od przeczytania pewnej książki i zrozumienia jej do głębi. Proszę przeczytaj uważnie jej zaznaczony fragment.

Drzwi pustelni się lekko uchyliły. Grubaśna książka, z włożoną w środek złotą tasiemką zaznaczającą fragment do przeczytania, wylądowała obok mnie na deskach podłogi sieni. Podziękowałem grzecznie i zapytałem czy mogę go poczęstować kawą z termosu i kanapką. Przyjął poczęstunek z radością i zamknął drzwi. Zabrałem się do czytania.

” Tiger, jak się czuje twój przyjaciel? – zapytał.
Myślałem, że mówi o myszy, więc zacząłem mówić, że doszliśmy do porozumienia, ale on dodał:
– Czy wciąż myślisz o jakimś leczeniu? Zrozumiałem, że odnosi się do mojego raka.
– Musisz dojść do punktu, w którym terapia nie będzie już tym, czego pragniesz, ponieważ zrozumiesz, że istnieje dużogłębsze leczenie, nie za pomocą lekarstw. Gdybyś mógł wejść w kontakt z jednością życia, wtedy poczułbyś, że nic ono nie znaczy – powiedział. – Widzisz, są dwa rodzaje zdrowia. Zdrowie niskie,polega na tym, żeby mieć formę atlety; oraz zdrowiewysokie, oznaczające zintegrowanie z chorobą.
Szliśmy jeszcze jakiś czas bez słowa, ale on najwyraźniej kontynuował w duchu swoje rozważania, ponieważ w pewnej chwiliprzystanął i zapytał:- Czy odkryłeś, kto umiera, kiedy się umiera?Powiedziałem, że słowami mogłem udzielić wszelkich słusznych odpowiedzi, ponieważ ostatnio bardzo wiele czytałem i
rozmyślałem na ten temat. Interesowały mnie ćwiczenia podpowiadane przez różne tradycje, żeby przygotować się do „umierania żyjąc”, na sposób sufich, ale szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy to wszystko zmieniło coś we mnie. Dla mojej głowy było jasne, że przy narodzinach zaczyna się żyć, ale też i umierać. Życie i śmierć są przejawami tego samego istnienia. Intelektualnie rozumiałem, że wraz ze śmiercią umiera też wszystko, z czym się identyfikujemy: ciało, myśli, nasze związkimiędzyludzkie, doświadczenie i  owo „Ja”, któremu przypisujemy tak wielkie znaczenie. Dlatego każdego dnia należy sobie
powtarzać: „Ja tym nie jestem. Ja jestem świadomością”, i ćwiczyć tym samym, by nie przywiązywać się zbytnio do tego, czymnie jesteśmy. Ale czy to wszystko wystarczało, żeby uwolnić mnie od strachu przed śmiercią?
– A czy on nigdy nie odczuwał tego strachu?
Tak, w młodości – powiedział. Ale teraz już nie. Przeciwnie, jest raczej ciekaw śmierci. Powiedział też, że mam rację: nie chodzi o to, żeby zrozumieć ją głową. Jedynym sposobem poznania jej naprawdę było umrzeć.
Szliśmy dalej wolnym krokiem, wciąż z tym samym tematem w głowie. Powiedziałem, że jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakieostatnio przeczytałem, była Katha-upaniszada, ta, w której młody Naciketas idzie do Śmierci, siada przed jej domem i przez trzy dni błaga, żeby nauczyła go, czym jest Prawda. Śmierć nie chce o tym słyszeć, chowa się. Potem, żeby pozbyć się
chłopaka, oferuje mu złoto i bogactwa. Proponuje mu nawet królestwo i bardzo długie życie, ale Naciketas wszystko odrzuca. Chce tylko tego, co jest poza zasięgiem samej Śmierci.
Śmierć jest tym poruszona. Zgadza się przyjąć Naciketasa na ucznia i – zostając jego guru – uczy młodzieńca tego, co raz poznane, „rozwiązuje wszystkie węzły w sercu i czyni zbędnym jakiekolwiek inne poznanie”. Jest to ta sama lekcja, jaką znajdujemy we wszystkich innych upaniszadach i w Gicie. To lekcja wedanty:wszystko, co się rodzi, umiera, wszystko, coumiera, się odradza. Pozostaje
ttylko Dusza, czysta świadomość, która nigdy się nie narodziła i jest poza czasem. Pamiętałem wersy tej upaniszady i zadeklamowałem je:
Jak ziarno Człowiek dojrzewa,
Jak ziarno On na powrót się rodzi.
Starzec był rozbawiony. Katha była ulubioną upaniszadą także jego dawnego guru, Krishny Prema.
– Widzisz? Śmierć nie jest negatywna. Może być Wielką Nauczycielką. W istocie, dzięki niej zadajemy sobie wielkie pytania na temat życia – powiedział. – A jeśli dobrze się zastanowisz… to właśnie ona nas tu przywiodła.”

Miał rację.
Spojrzałem na okładkę książki i ujrzałem na niej uśmiechniętą twarz wspaniałego , włoskiego dziennikarza Tiziano Terzaniego.
Książka nosiła tytuł: „Nic nie zdarza sie przypadkiem”.

I co o tym myślisz? – zapytal zza drzwi pustelnik.
O raku Terzaniego? – zapytałem
Och! Nie! – zasmiał się – O tym, że nic nie zdarza sie przypadkiem. – i dodał – Nie jestes tu przypadkiem Marcinie…  i ta rozmowa też…..  Zostaniesz pustelnikiem i polubisz nostalgię – usłyszałem jeszcze gasnący gdzieś w oddali głos pustelnika i otoczyła

mnie
ciemność z której wyłoniła się moja Gwiazda Narodzeniowa.
Poczułem, że jest bardzo zagniewana, wręcz wściekła… jak nigdy od czasu kiedy mnie urodziła.

Więc zostanę pustelnikiem wbrew  planom mojej Gwiazdy? – pomyślałem – Zrobie jej na złość?

Tak uczynie! – wykrzyczałem – w Himalajach, rzecz jasna i przybędzie tam piękna i młoda kobieta i namaluje jej piękny obraz Pierwszej Wieczerzy i w miłosnym zapale „zmaluje” przy okazji … bliźniaczki. A co mi tam… dwie rozkoszne bobaski -dziewczynki, rzecz jasna.

I to będzie MÓJ PRZYPADEK…nie kontrolowany i pośmieje się z Gwiazdy, która jak się okazuje ciągle szybciej niż powinna ucieka razem z rozszerzajacym się w szaleńczym pędzie Wszechświatem.

Tak to sobie gaworzyłem idąc leśną dróżka. A na to Pustelnik, który milczkiem szedł koło mnie w czapce niewidce wybuchnął gromkim śmiechem.

„Planując – rozbawiasz Bogów.” – powiedział i dodał anegdotkę:

Dwóch mnichów patrzyło na flagę powiewającą na budynku. Jeden stwierdza: widzisz, flaga sie rusza. Na to drugi: to wiatr się porusza. A przechodzacy Mistrz dodaje: to nie flaga, nie wiatr ale umysł się porusza.

Czyżby to oznaczało, że im szybciej myślimy tym Wszechswiat bardziej pędzi? – zapytałem rozbawiony

Udowodnij to a za sto lat dostaniesz Nobla – odpowiedziało echo za  pustelnika…

Uch…

 Po Uch… jakaś moc zamieniła mnie w smutnego, białego pieska ze znikajacym ogonem. Super…

I zawyłem do księżyca…

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 2 stycznia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: