Ona i Życie – Prolog

——————-

“W zderzeniu z niebezpieczeństwem poszerza się nasza świadomość. Odmienność fizycznych warunków podwodnej głębi zmusza nasze zmysły do intensywnej pracy. Nasze ciało i psychika, po niewielkim treningu, znakomicie radzą sobie pod wodą z nieważkością, odmiennością w widzeniu, dotykaniu i słyszeniu. Taka elastyczność – nas ludzi; czy to nie jest jeden z dowodów, że jesteśmy w głębi swego jestestwa kosmitami i podróżujemy po całym nieboskłonie odwiedzając to tu, to tam ciekawe planety? Może jest tak, jak twierdzą delfiny, że przybyliśmy razem z nimi na Ziemię z gwiazdozbioru Syriusza? Oddychanie sprężonym powietrzem, zmieniając parametry życiodajnej krwi, wywołuje niecodzienne stany umysłu. Z podświadomości, w głębinach wód, w kosmosie, w niezwykłych fizycznych i psychicznych warunkach, jak z worka Pandory, wynurzają się lęki, i wtedy przejmują władze nad nami przerażające senne straszydła. Po powrocie do domu uważajcie na swoje sny kochani.” – pół serio pół żartem powiedziałem na pożegnanie.
“Lubię przyglądać się burzy. Odwiozę ich i wrócę. Opiekuj się kotem!” – szepcze do mnie żona, kiedy całuję ją w policzek i odprowadzam do czekających w samochodzie uczestników nurkowego kursu.
Nad jeziorem i okolicznymi terenami zalegają ciemne, zwaliste, burzowe chmury. Zachodzi słońce. Robię kilka pożegnalnych zdjęć. Skończyło się szkolenie nurkowe. Macham ręką na pożegnanie. Zostaje sam na leśnej polanie. Schodząc po schodach do przystani zauważam pajęczynę rozwieszoną pomiędzy konarem sosny a wyschniętą gałęzią. Obchodzę drzewo kilka razy by znaleźć dobrą pozycję do wykonania zdjęcia. W kroplach deszczu, tkwiących w śmiercionośnej sieci, udaje mi się odnaleźć tęczowe odbicie zachodzącego słońca. Podczas krzątaniny wielki pająk zajmujący centralne miejsce w sieci zastyga w bezruchu.


“Na ofiarę czekasz? Czekasz na tylko sobie znane drgnięcie?” – mówię na glos lekko naciskając palcem delikatną sieć. Ustawiam kadr i robię zdjęcie. Wsiadam do pontonu. Już w strugach deszczu cumuje do burty jachtu. Szarość wieczoru przechodzi w ciemność nocy. Jachtem rzuca na fali. Wiatr wzmaga się. W kajucie wita mnie szary perski kot Peri. Mruczy i wtula się w moją szyję kiedy kładę się w koi. Obaj przeczuwamy zbliżającą się nawałnicę.
“Na rubieżach zanikają utarte drogi, a na krańcach poznania myślenie zawodzi.” – jak na ekranie komputera pojawia się napis w mojej wyobraźni.
Przenikam przez pomarańczowe źrenice szeroko otwartych kocich oczu i jestem w ezoterycznej sieci wiecznego życia – w Matrix.
“Czyżbym odnalazł bramę do spokojniejszego świata? Gdzie naprawdę jest mój dom, bo przecież nie na tym rozhuśtanym falami jeziorze? Duchu jeziora! Oświeć mnie. Odpowiedz, proszę, kim jestem i co tu robię. Chcę znać prawdę. Gubię się. ” – zasypiając, w świat snu, wysyłam pytania.
„Wdarłeś się oczami kota do świata snu. Kot ci wszystko wyjaśni po swojemu.” – słyszę szept.
Usypiając czuje ciepło kociego ciałka. Peri wtula się w moją szyję i tak do mnie cichutko mruczy:
„Posłuchaj człowieku o ludziach i ich lękach i bezsensownych działaniach w poszukiwaniu Prawdy.
Otóż, diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować.
Człowieku! Prawda jest krainą bez dróg i że nie można zbliżyć się do niej po żadnej drodze, nie zbliża do niej żadna religia, żadna sekta. Prawda, będąc nie ograniczoną, nie uwarunkowaną, nieosiągalną na jakiejkolwiek drodze, nie może zostać zinstytucjonalizowana. Tworzenie organizacji, która by wiodła, czy siłą prowadziła ludzi po pewnej drodze – jest skazane na niepowodzenie i wyrządza wielu ludziom krzywdę.

Kocie! Chce wierzyć tak jak wielu ludzi…
Człowieku! Puchu marny! Wierzysz, że w proch się obrócisz? Wierzysz w zbawienie zbawiciela? Wierzysz, że jesteś jedynie chwilowym kaprysem Stwórcy?

 Mój drogi! Wiara jest sprawą czysto osobistą. Jeśli się ją zinstytucjonalizuje to umiera ona i ulega stagnacji. Staje się wyznaniem, sektą, religią, którą narzuca się innym. Tak czynią wybrane , przez samych siebie a nie przez Stwórcę ,  grupy oświeconych zbawicieli na całym świecie. Zawężaja  oni prawdę i czynią z niej zabawkę dla ludzi słabych, dla tych, którzy są chwilowo niezadowoleni. Prawdy nie da się sprowadzić w dół, to raczej jednostka zdobyć się musi na wysiłek, by się do niej wznieść. Nie można sprowadzić szczytu góry w dolinę. Jeśli chce się zdobyć szczyt góry, trzeba przejść przez dolinę i wspiąć się na zbocza nie lękając się niebezpiecznych przepaści.
Wybacz człowieku! Prawdy nie można obniżyć. To przede wszystkim organizacje podtrzymują zainteresowanie ideami, ale organizacje te budzą jedynie zainteresowanie zewnętrzne. Zainteresowanie, które nie jest zrodzone z miłości do Prawdy dla niej samej, a jedynie wzbudzone przez organizację, jest bezwartościowe. Organizacja staje się szkieletem, do którego jej członkowie mogą się wygodnie dopasować. Oni nie pożądają już Prawdy, czy szczytu góry, ale raczej wyszukują sobie wygodne miejsce lub pozwalają, by umieściła ich tam organizacja i uważają, że organizacja ta będzie w ten sposób wiodła ich do Prawdy.

I najważniejsze!

To nie my znajdujemy Prawdę. To Prawda znajduje nas. Musimy się tylko przygotować. Czy można zaprosić gościa, którego się nie zna? Nie. Ale można wysprzątać dom tak, że kiedy ten przyjdzie, będziemy gotowi przyjąć go i poznać.
Gdy się jest cierpliwym dostrzega się Prawdę – przez chwilę gdy przemawia Głos. Ale owa chwila wystarcza, aby mieć pewność, że nie pochodziła ona z wiary, a z doświadczenia. Nie z doświadczenia innych, a własnego. To owa pewność podtrzymuje poszukiwania i rozwój.
Człowieku. Tam ci kilka rad. Przede wszystkim trzeba uspokoić umysł. Rozluźnić wszystkie mięśnie tak jak to my koty potrafimy. Tylko wtedy będziesz mógł słuchać Głosu, który jest w każdej stworzonej istocie. Nie można być niecierpliwym, gdyż intuicja, która otwiera świadomość, przychodzi rzadko. Może to być tylko kropla, ale kiedy się pojawia, jest jak ocean. Głos, który wtedy przemówi do ciebie, to głos wewnętrznego Człowieka, Człowieka Kosmicznego, głos Ja. Nazwać go można dowolnie Umiłowanym, jak czynią to sufiowie; kamieniem fi-lozoficznym, jak alchemicy; Bogiem, Buddą; nazwać go można On albo Ona. Ale ten Głos, istnieje. Jest Tym prawdziwym, ponieważ Ty i To nie jesteście osobno. Ty jesteś Tym. Jesteś w relacji ze Stwórca jak promień ze Słońcem.”

Krótki błysk światła i suchy wystrzał pioruna przywracają mi świadomość. Głęboko oddycham. Wyciągam kota spod koszuli. Wbił się pazurkami w moje ciało. Jego pomarańczowe oczy żarzą się. Słyszę łomot skrzydeł, wielki plusk, i pojękiwania podobne podniesionemu, wściekłemu, starczemu gderaniu. Wystawiam głowę z zejściówki mesy. Na zewnątrz panuje upiorna ciemność. Po oczach zacina deszcz. Twarz oblepiają mokre liście. Obrywam w głowę skrzydłem. W świetle błyskawicy spostrzegam ptaka, przypominającego kształtem dzioba sępa. Obok trzepoczą inne. “Harpie!” – błyska w głowie. “Zgadza się, to Hades!”- ironicznie chichocze Intelekt. Umysł uwikłany w senne wizje znajduje w końcu racjonalne wyjaśnienie. Na jacht zwaliła się wysoka, nachylona nad wodą brzoza z siedzącym na niej stadem kormoranów. Słyszę uderzenia o wodę skrzydeł startujących do lotu ptaków. Spycham drzewo za burtę. W błysku pioruna widzę nisko pędzące chmury. Dookoła pobłyskują białą pianą jeziorne grzywacze. Burza przetacza swe cielsko nad jeziorem. Jest groźna, ale i piękna. “Na zimne dmuchaj” a i “Licho nie śpi” – mówią ludowe przysłowia. Nie lękam się burzy  i bardzo się mylę. Myśląc o żonie, tęczy, domu, nie odczytałem ostrzeżenia, przegapiłem pajęczynowy sygnał. Przegapiłem go omamiony myślą o czekających mnie przyjemnościach nowożeńca. Straciłem jasność osądu, wolność wyboru, przestałem być kowalem swego losu, i niepomny przestrodze:
“Nie podlegaj gwiazdom, sam układaj je w szczęśliwe konstelacje” –
niebezpiecznie zbliżyłem się do nieznanych mi węzłów w sieci zdarzeń – w pajęczynie życia. Uderzenia fal o burtę jachtu nie dają mi zasnąć. Mam dość hałasów.
“Przed spotkaniem z małzonką przyda mi się chwila spokoju.” – myślę.
W kajucie odnajduję i zakładam na siebie suchy nurkowy skafander. Wciskam kota głęboko w koję i otulam wełnianym kocem. Na chwilę kładę się przy nim. A on zaczyna mruczando – pełną tajemnej mocy kołysankę, wymyśloną zapewne przez jego egipskich przodków i nieustannie tworzoną i poprawianą przez wszystkie koty świata. To mruczando jest kluczem do ezoterycznego świata. Potulnie przekręcam klucz i otwieram Bramę Wyobraźni.
Na pokładzie zakładam resztę nurkowego wyposażenia. Otwieram zawory butli, napełniam kamizelkę powietrzem, ustnik oddechowego automatu zaciskam w zębach, naciągam maskę na twarz, przytraczam podwodną lampę do przegubu ręki i skaczę do wody. Dopływam do pomarańczowej boi wskazującej miejsce zanurzonego pod nią podwodnego pomostu. Trzymając się boi, przez szkło maski i zacinający deszcz, ledwo dostrzegam zapalone światła w kabinie jachtu. Rozglądam się dookoła. To co widzę zapiera dech w piersiach. Tak mogłoby wyglądać piekło; Hades – szaleństwo natury, omamy narkotycznej wyobraźni. Żywioły zwarły się w śmiertelnym uścisku.
“Co na dole to na górze… Żarty?”
Na górze: czarne strzępy porozrywanych wichurą chmur gnają bezrozumnie ku zderzeniu i zagładzie. Na dole: chaotyczne, uderzenia porywistego wiatru wściekłe smagają wypiętrzone grzywacze.
“A w Niebie tak jak i na Ziemi… Żarty?”.
W Niebie: chmury pełne krwistej czerwieni i zimnego fioletu rozżarzane od wewnątrz przez przerażające fajerwerki splątanych z sobą błyskawic. A na Ziemi: grzywacze upiornie migoczące srebrem, wzbijane ku niebu porywami wiatru i splątane pasmami piany poskręcanymi w warkocze.
Mam dość tego widoku. Zapalam lampę. Wypuszczam unoszące mnie na powierzchni powietrze z kamizelki i zanurzam się. Nurkuje wzdłuż liny kotwiczącej boje. Po chwili opadam na podwodny pomost i siadam wygodnie w fotelu.

Ogarnia mnie cisza i spokój. Mam nadzieję, że jak zwykle, w Głębi, odnajdę odpoczynek, przeczekam atak burzy, uwolnię umysł od chaosu myśli, poczuje istotną samotność, odkryje i odnajdę siebie. W tym podwodnym Domu czuję się bezpieczny. Pomost zakotwiczony jest w toni, na piętnastu metrach głębokości. Umieszczony na nim jest stolik, cztery fotele oraz skrzynia do chowania przeróżnych przyborów do ćwiczeń. Otwieram wieko skrzyni i odnajduje pudełko z szachami. Rozstawiam pionki i figury i zaczynam grę.
Gdzieś nade mną gromowładną rapsodią straszy Monstrum z otchłani snu. A tu w głębinie, oddzielony kilkunasto metrową warstwą wody, odczuwam kosmiczną ciszę i błogi spokój. Wygaszam w sobie emocje. Odprężam ciało. Kładę zapaloną lampę na stole oświetlając szachowe figury. W półcieniu, w fotelu na wprost mnie, zasiada Jasna Postać – Intuicja. Gra w szachy to gra wyobraźni. Intelekt docieka, przewiduje, stawia hipotezy, weryfikuje je, wraca do źródeł, przegląda, sprawdza, modeluje, stymuluje, symuluje. A Intuicja zna prawdę – posiada dar bezpośredniego poznania. Trafne wybory dokonuje bez wahania.
Gramy. Jak obłoki płyną myśli: Czy warto z samym sobą grać? W świecie prawości, harmonii i jedności nie ma sensu ani wygrana, ani przegrana.

Co na to Intuicja?: To, czego faktycznie pragniesz, to bezpieczeństwa, prawda? Dlatego więc chcesz być innym, sprytniejszym, bardziej bystrym i pomysłowym. Dlaczego zależy ci właśnie na trwałym bezpieczeństwie? Czy coś takiego w ogóle istnieje? Otóż, bezpieczeństwa nie znajdziesz we wzajemnych związkach, w wierze, w działaniach , ale ponieważ go wciąż szukasz, tak jak inni – wywołujesz w świecie chaos. Uwierz! To myśli stwarzają chaos na Ziemi. Zauważ, że każda myśl dzieli! Ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje, gdy chaos zanika. To w ciszy rozkwita kwiat, to w ciszy słyszy się podszept Boga.

A Intelekt? Intelekt swoje dociekanie stawia wyżej od bezpośredniego poznania. Teraz z natarczywością godną mistrzów reklamy odpowiada: Wiem. Jest tak od zarania: “Najlepszy wygrywa a zwycięzca bierze wszystko.”- I nagle skoczkiem atakuje białą królową.
A co na to Intuicja: Prawo przyczynowości, tak jak prawo grawitacji, jest boskim prawem. Zasiałeś niepokój, zbierzesz gromy. Atakując czyjąś królowa narażasz na niebezpieczeństwo własną…. Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada, znasz to przysłowie?
Przed moim wewnętrznym wzrokiem wyświetla się krótki film:
Unoszę się ponad lasem. Zawisam nad skrzyżowaniem szosy z leśną drogą prowadzącą do bazy nurkowej. Deszcz przemienia się w ulewę. Przenoszę się do wnętrza samochodu którym wraca żona. Właśnie, wypatrując zjazdu w leśną drogę, przybliża głowę do przedniej szyby. Za ścianą deszczu migoczą światła. Przenoszę się do nadjeżdżającego z przeciwka ciężarowego samochodu. Na podłogę kabiny, z ręki kierowcy, wypada kaseta magnetofonowa. Kierowca nie patrząc na drogę schyla się i nieświadomie pokręca kierownicą. Na głowie ma czapkę z daszkiem i napisem: “KOCHAJCIE MNIE” . Dwa samochody, nieubłaganie, zbliżają się do siebie. Ciężarowy zjeżdża ze swego pasa…
“Ratuj ją! Ratuj!” – wrzeszczę nie wiadomo do kogo.
Przerażony kot jednym susem przeskakuje z koi na nawigacyjny stolik. Mój wzrok pada na umieszczony tam radiotelefon. Włączam go i krzyczę: “ Tu baza. Odezwij się!”
W głośniku – cisza. Przysiadam na stołku przy stoliku. Jestem w nurkowym skafandrze. Przespałem w nim całą noc. Z głupim wyrazem twarzy spoglądam na kota. Nastaje nowy dzień. Przez szybę okna wpadają promienie wschodzącego słońca układając się na wodzie w roziskrzoną gwiazdami konstelacje. Zdejmuję skafander, odsuwam klapę zejściówki i oddycham głęboko rześkim rannym powietrzem. Lekki powiew wiatru wpada do kabiny i przegania nocne, senne koszmary. Przymykam oczy i żarliwie modlę się:
“Boże! Jesteś Wszechmocny. Nie mam pojęcia co się stało, ale uratuj ją. Jest taka młoda i piękna. Wysyłam jej miłość, radość, szczęście i oddaje jej wszystko co we mnie najcenniejsze, najlepsze. Uratuj ją. Proszę”.

“Hej tam na jachcie! –  grzmi kobiecy głos.
Wyskakuje na pokład. Wsiadam do pontonu, uruchamiam silnik i ruszam pełnym gazem. Kobieta macha do mnie z pomostu. Kiedy jestem już blisko pomostu zauważam, że w dłoni kobieta  trzyma czapkę z daszkiem. Znam tę czapkę!- błyska mi myśl. “KOCHAJCIE MNIE”- ta sama co… u….
Ponton nagle hamuje. Kątem oka zauważam, że zderzył się z dryfującym drzewem. Wylatuję jak z procy w powietrze. Wpadam do wody. Uderzam głową o konar. Tracę przytomność. Znów ląduje  w jakimś dziwnym i nieznanym mi wewnętrznym świecie. Słyszę nieznośny chichot i docierają do mnie słowa – nie z tego świata:
“Jej Los wziąłeś w swoje ręce, ale w Ostateczności wszystko musi się zgadzać.”
Kim jesteś?– śle w ciemność pytanie.
“Niebawem się dowiesz. Szach i mat. Stawiam ci mata Królu” – naigrywa się głos.
Ogarnia mnie przerażająca Cisza, otacza bezdenna Ciemność, osacza bez nadziei Samotność. Ale jak zwykle w tym pełnym zagadek wewnętrznym świecie, to jeszcze nie koniec utrapień. Z Ciszy – wydobywają się słowa radosnej kołysanki. Z Ciemności – napływają tęczowych kolorów obrazy. Nie jestem już sam. Na kładce przerzuconej przez rzeczkę siedzi Wróżka w słomkowym kapeluszu i kwiecistej powiewnej sukni. Moczy nogi w bystrym strumieniu. Obok niej, na kładce, leżą sandały uplecione z rzemyków. Znam dobrze to miejsce. To rzeczka płynąca niedaleko jeziora. Do wartko płynącej wody opadają kolejne listki zrywane z brzozowej gałązki. “Kocha, lubi, szanuje. Nie chce, nie dba, żartuje.” – i pac! – palec Wróżki trafia we mnie.
– Ty jesteś Odys!
– Tak trochę, lubię podróżować – jąkam się zaskoczony.
– Twoją żoną będzie Penelopa!
– Mam już żonę – wyjaśniam.
– Mylisz się. Będziesz miał drugą!
– Ale, nie jestem pewien czy chce – zaczynam, ale ona przerywa.
– Bez żadnego ale.
Wraca mi świadomość. Czuje jak jakaś ręka brutalnie łapie mnie za włosy i ciągnie na powierzchnie . Patrzę w ciemną twarz kobiety ze snu. Mówi coś do mnie. Nie rozpoznaje słów. Wiem, że….

Ciąg dalszy nastąpi…

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 20 stycznia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. 8 Komentarzy.

  1. Piękna jest acz i delikatna jest sieć pajęcza ….” Świat jest jak bańka mydlana i jak sieć pajęcza, jak osad w brudnym dzbanie; trzeba nieustannie strzec czystości swojego umysłu …aby …unikać wszelkiego zła, czynić dobro oraz zachować tę czystość umysłu …:)

    • marcinsznajder

      Hi Gamko. Ale jest też pociesznie. Bez jakiejkolwiek naszej komóreczki, nie mówiac juz o naszej Istocie i jej niesmiertelnosci, ten Wszechswiat nie mógłby istnieć. Jestesmy bardzo wazni bo jesteśmy na podobieństwo…Nie wiadomo Kogo, ale…
      W górę więc serca i radość niech się wlewa w nas niekończącym wartkim strumieniem… Caluski

  2. Prawda czeka na nas cierpliwie za rogiem, tylko my ciągle zmieniamy kierunki marszu. Tyle spokoju i delikatności jest w twoich opowiadaniach.:-)

  3. Czy mam się spodziewać lawiny na Orlej Perci:-)

  4. Chcę żyć w tym świecie, który opisujesz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: