Monthly Archives: Sierpień 2012

Foto Safari cz.5

Foto Safari – Harmonia

 

” Życie jest tak piękne, kiedy jest dobrze wykorzystywane!… A te kwiaty używają go dobrze, gdyż wydzielają woń, cieszą swym widokiem i zapachem, dają miód pszczołom i motylom, użyczają im złota swych słupków, składają na ich skrzydłach małe topazowe krople, podobne do pereł, i służą im za posłanie w gniazdach… Gdybyś tu był przed chwilą, usłyszałbyś słowika tak słodko wyśpiewującego radość z życia i pochwałę dla Pana. Drogie ptaszki! Jakimże są przykładem dla ludzi! Zadowalają się odrobiną i jedynie tym, co jest dozwolone i święte…” 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/3y61/judasz-kocha-jezusa#post208992#ixzz24s72rSVr

Grażynka z pieskiem

——-

On nic nie posiada. Ale w oczach? Miłość i oddanie… I jak tu spotkanego przy drodze pieska nie pokochać…

——-

„Jeśli zdołasz wyzbyć się wszystkiego, osiągniesz trwały spokój.

Rzeczy powstają a ja patrzę, jak przemijają.

Wszystko rozkwita i rozwija się, a potem wraca do Źródła.

Powrót do Źródła oznacza doskonały spokój.

Nazywam to popwrotem do Życia.

Poznając zasadę niezmienności osiagniesz zrozumienie.

Osiagnąwszy zrozumienie, będziesz działał sprawiedliwie…”

Tao

Niekiedy w wodzie odbija się Kosmos

„Na świecie nie ma nic bardziej uległego od wody.

Ale nawet ci, którzy nie lekają się atakować silnych i nieugiętych, nie mogą jej zwyciężyć.

Gdyż nic nie może jej zranić.

Słabe zwycięża silne.

Miękkie podbija twarde.

Nikt temu nie przeczy.

Jednak nie wiadomo jak wcielić to w życie.”

Tao

Z Małej Książeczki Tao Te Ching

(John R.Mabry)

 

 

 

Foto Safari cz.4

Foto Safari i słoneczne myśli

Około piątej nad ranem 14-go sierpnia Grażynka wsiadła do samochodu. Około siódmej nad ranem wsiadłem do pociagu.

 

Z okna pociągu zrobiłem pierwsze zdjęcie:

W południe spotkaliśmy się na dworcu PKP w Augustowie

Patrząc na piękno wschodów i zachodów Słońca zapomina się o troskach. Piękno przyrody „gasi” chaos i gmatwaninę myśli. Olśnienie potęgą Stwórcy i jego niezwykłym Teatrem budzi i wzmacnia najlepsze uczucia. Troski, lęki dnia codziennego  zanikają. Uzdrawiamy jednocześnie psychikę i ciało. Dlatego fotografie przyrody (cienie rzeczywistych widoków) są znakomitymi remediami Feng Shui. Rozwieszone w pomieszczeniach mogą pozytywnie  wpływać na nastroje osób w nich przebywających.

Grażynka 

 

Ciąg dalszy nastąpi : art. ze zdjęciami  i o Feng Shui – wiedzy wykorzystującej remedia dla rozwoju osobowości.

 

 

Foto Safari cz.3

Foto Safari i mgliste myśli

 

Ostatniego dnia Foto Safari z Grazynką (22 sierpnia) jechałem przed godziną siódmą rano żwirową drogą ze Studzienicznej do Płaskiej (jedzie się przez Czarny Bród). Moje myśli błądziły leniwie. Dookoła panowała Pani Mgła. Jezioro Studzieniczne i lasy zmieniły barwy – na szare. Jesień pajęczynami dała sygnał, że nadchodzi…. 

 W mgle myśli bywają bardzo „mgliste”. Oto one:

 Kilka lat temu  zacząłem pisać wiersze. Wpadłem na taki oto mało twórczy pomysł: przymykałem oczy, przywoływałem w wyobraźni znanych poetów i prosiłem ich o pomóc. Wiersze zaczęły się pojawiać. Były troszkę moje a troszkę nieznanych mi poetów. Pisałem je bez żadnego wysiłku. Nie były specjalnie dobre.  Na poczatku tego eksperymentu  „rymowanie” w nich szło mi jak z płatka. Zauważyłem po pewnym czasie, że wiersze są coraz lepsze. Ot, pomyślałem, zainteresował się mną jakiś sławny poeta, który dawno już odszedł z tego świata i ma wielką chęć przejawić swoją twórczość wśród żyjących rodaków. Nauczyłem się być „kanałem” dla myśli zupełnie nieznanych mi osób. Empatia?

 

 I tak to trwało kika miesięcy. Raz te wiersze były lepsze raz gorsze chociaż styl miały podobny. Doszedłem do wniosku , że na przekazy poetów mogą mieć wpływ moje zmienne emocje.  Pomyślałem, że fizyczna struktura mózgu to coś w rodzaju komputera, a operator – myśliciel to zupełnie inna sprawa.

Otóz, myślimy w sferze mentalnej (w ciele mentalnym) naszej Istoty. Myśl, by przedostać się do fizycznego mózgu, i stamtąd objawić się przez zmysły w świecie fizycznym, musi bez zniekształceń przejść przez naszą strefę uczuciową (ciało astralne). Zauważyliście? Gdy ktoś jest wzburzony – najczęściej mówi od rzeczy a potem nie może uwierzyć , że coś takiego powiedział. Emocje zaburzają myslenie!! Otóż to – są filtrem (zależnym od emocji) pomiędzy umysłem (myślicielem) a mózgiem.

 

 

Jadac wolno po żwirowej drodze do Płaskiej  zauważyłem drzewo i słońce za nim. I wtedy  pomyślałem o genialnym naukowcu, który od lat porusza się na wózku inwalidzkim. Dziwne skojarzenie – prawda?

Eureka!

Siedząc za kierownicą poczułem nagle czyjeś ciepłe ręce na moich ramionach. Jakiś głos szeptał do mojego ucha.

„Stephen  jak każdy naukowiec wierzył i wierzy  w potęgę myślenia, i  w młodości  skupiał się na uczeniu, rozważaniu  – myśleniu. Nie dbał o swoje ciało fizyczne – oddychanie, ruch, pożywienie, i nie dbał o uczucia  – miłość, przyjaźń, współczucie. Naukowiec  musi byc na „topie”. Stephen był i jest na topie. On odrzucił  duchowść i nie specjalnie wierzy w to, że wszechświat to  dzieło Stwórcy. Ale Stwórca nie daje z siebie kpić… Wyrzekanie się Ojca z Niebiesów – ryzykowna to sprawa.

Mózg, dla większości naukowców stał się najważniejszą częścią ciała. A mózg to przecież jeszcze jeden narząd – zmysł wsród innych równie ważnych.  Tak jak każdy z pozostałych zmysłów służy do poznawania zewnętrznego świata. Preferowanie jednego tylko zmysłu – mózgu i utożsamianie z nim osobowości burzy harmonię  naszej Istoty. Reszta ciała wtedy marnieje – bo nie jest specjalnie potrzebna w myśleniu.  Funkcje ciała, za wyjątkiem myślenia, zostają stopniowo odrzucane – ciało przechodzi w stan choroby..Rozwijanie uczuć miłosci, przyjażni jest też w takim przypadku niepotrzebnym obciążeniem – bo odrywa od procesu myślenia. Kiepsko więc  jest ze zdrowiem Stephena..

Filtr astralny pomiedzy umysłem a mózgiem, zakócony myślą „wirusem” –  wielką ambicją bycia najlepszym,  skutecznie blokuje przejście między światem mentalnym a fizycznym. Generowane myśli, rozwiązania, hipotezy, teorie są  jedynie wtedy przestawianiem informacji juz dawno w mózgu zarejestrowanej. W pamięci można wtedy  poskładać stare elementy w nowe teorie, hipotezy. Wyniki takich operacji mogą być i są dla wielu atrakcyjne , a nawet genialne.  Można wtedy twierdzić, że Stwórca nie istnieje a Wszechświat powstał sam z siebie i udawadniać to. Rezultat?  Nastąpuje odcięcie od duchowego świata. Harmonia pomiędzy sferami: fizycznym, uczuciowym i mentalnym zostaje poważnie zakłócona.

W życiu wszystko jest ważne – harmonia miedzy ciałem, uczuciami i myśleniem  jest podstawą do rozwoju w zdrowiu, miłości i mądrości.  Harmonia  ta prowadzi do spokojnego i twórczego życia. Myślenie musi być pod naszą kontrolą bo tylko wtedy jest możliwy rozwój świadomości i objawia się bezpośrednie poznanie – pytasz Stwórcę a On odpowiada. Uczucie miłości do wszystkich istot  skutecznie „oczyszcza” przejście od najwyższego w nas Mysliciela do mózgu. Filtr astralny staje się przezroczysty dla myśli. Dlatego tak ważne jest pokochanie siebie i wszystkich otaczajacych nas Istot. Dlatego też to Miłość prowadząca do Mądrości jest naszym najważniejszym celem  podczs pobytu na Ziemi…”

Troszkę się zgodziłem z szepczącym Głosem a troszkę nie. Czytam z zainteresowaniem książki Stephena Hawkinga i lubie oglądać filmy z jego udziałem.

 

Newsweek Polska

O niezwykłym szczęściu może mówić prof. Philip Low, neurobiolog i założyciel firmy NeuroYigil. Udało mu się zajrzeć w umysł nie byle kogo, lecz samego Stephena Hawkinga, wybitnego brytyjskiego astrofizyka, którego geniusz często jest porównywany do Alberta Einsteina. To Hawking sformułował teorie dotyczące kosmologii kwantowej, tuneli czasoprzestrzennych, czarnych dziur czy supergrawitacji. Profesor Low nie wyczytał w umyśle Hawkinga nowej, nie ogłoszonej jeszcze teorii. Poprosił go jedynie, by wyobraził sobie, jak zaciska pięść. Astrofizyk wykonał polecenie, na co błyskawicznie zareagowała jego kora mózgowa. Zachowała się tak, jakby wciąż zawiadywała ciałem, choć przecież Hawking od wielu lat nie używa dłoni.
Słynny uczony od niemal pół wieku cierpi na stwardnienie zanikowe boczne. Jego potężny umysł uwięziony jest w bezwładnym ciele jak w klatce. Hawking porusza się na wózku inwalidzkim, a z otoczeniem komunikuje się za pomocą komputerowego syntezatora mowy. Mozolnie, litera po literze układa wyrazy, wykonując drobne ruchy mięśniami policzka. „Wypowiedzenie” w ten sposób jednego zdania zajmuje co najmniej kilka minut. Ostatnio ma z tym coraz większe problemy. Choroba postępuje. Profesor zaczyna tracić władzę nad mięśniami policzka. Jego lekarze alarmują, że wkrótce może całkowicie stracić możliwość porozumiewania się ze światem.

Język mózgu

Do czytania w myślach uczonego prof. Low wykorzystał skonstruowany przez siebie iBrain, opaskę służącą do analizowania elektrycznych sygnałów płynących z mózgu. Początkowo tę opinającą głowę nakładkę wyposażoną w mnóstwo czujników chciał wykorzystywać do wykrywania zmian w aktywności kory mózgowej u osób z autyzmem lub depresją. Szybko jednak znalazł nowe zastosowanie dla swego wynalazku. Zamienił iBrain w skaner, nadzieję dla Hawkinga i innych sparaliżowanych osób.
Jak działa iBrain? W teorii bardzo prosto. Kiedy pacjent pomyśli o wykonaniu jakiejś czynności, w jego korze mózgowej pojawiają się ładunki elektryczne. Wówczas czujniki wychwytują te sygnały i wysyłają do komputera. Resztę załatwi oprogramowanie, które odszyfruje wiadomość z mózgu. Dzięki temu Hawking – gdy choroba już całkowicie unieruchomi jego ciało – za pomocą myśli „wyciąganych” bezpośrednio z mózgu będzie mógł porozumiewać się z otoczeniem.
A skoro pierwsze testy z udziałem Hawkinga wypadły znakomicie, prof. Low roz-począł pracę nad stworzeniem katalogu sygnałów płynących z mózgu astrofizyka i odpowiadających im pojęć. Opracowanie tego swoistego języka polega na mozolnym przypisywaniu zarejestrowanej aktywności mózgu do czynności, pojęć lub przedmiotów, o których myśli w danym momencie pacjent. Inny impuls w jego korze mózgowej pojawi się zatem, gdy wyobrazi sobie zaciskanie pięści, inny, gdy zechce podnieść pięść, a jeszcze inny, gdy skupi się wyłącznie na samym obrazie pięści. Dlatego Stephena Hawkinga czeka wiele sesji z głową opiętą opaską iBrain, zanim uda się skatalogować choćby najważniejsze sygnały z mózgu. Jednak prof. Low jest dobrej myśli.

Obrazy z głowy

Nad opracowaniem języka mózgu od niedawna pracują także neurobiolodzy z Uniwersytetu Berkeley w Kalifornii. Robert Knight i Brian Pasley nie zakładają jednak nikomu opasek z elektrodami na głowę. Poszli krok dalej. Elektrody podłączyli bezpośrednio do mózgów pacjentów. Potem polecili badanym, by słuchali różnych słów i sprawdzali aktywność elektryczną ich kory.
Ponieważ różne wyrazy wywoływały w mózgu różne impulsy, naukowcy zaczęli je katalogować. Mają nadzieję, że gdy zgromadzą odpowiednio obszerną bazę sygnałów, uda im się opracować algorytm, który pozwoli zrozumieć, dlaczego dane słowo wywołuje akurat taki, a nie inny impuls. Wtedy możliwe stanie się wyciąganie myśli z umysłu pacjenta. Taką nadzieję ma Brian Pasley. – Percepcja i wyobraźnia działają w mózgu w podobny sposób – przekonuje neurobiolog w rozmowie z „Newsweekiem”. – Jeśli tylko potrafimy wystarczająco trafnie odtworzyć zależności między sygnałami a ich znaczeniem, możemy odczytać myśli – dodaje.
Czy dzięki temu prof. Stephen Hawking będzie mógł porozumiewać się z otoczeniem, wysyłając słowa z mózgu wprost do syntezatora mowy? Potwierdzają to również badania prof. Jacka Gallanta z Uniwersytetu Berkeley, który sprawdzał, jak zmienia się praca mózgu w zależności od tego, co badany ma przed oczami. Ochotnicy godzinami leżeli w maszynie do funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), który pozwala na bieżąco sprawdzać przepływ krwi przez poszczególne obszary mózgu i w ten sposób monitorować ich aktywność. Oglądali wyświetlane przed ich oczami filmiki. W tym czasie komputer analizował przepływ krwi przez ich mózgi, przypisując wyniki do konkretnych obrazów.
Uczeni zgromadzili 18 miłionów jednosekundowych filmów, z których każdy odpowiadał konkretnej aktywności mózgu. Potem przeszli do kolejnego etapu eksperymentu: tłumaczyli aktywność mózgu na obrazy w komputerze. Ochotnik leżący w maszynie do fMRI oglądał film, a komputer wyświetlał obrazy dobrane do aktywności jego mózgu.
Jak przyznaje w rozmowie z „Newsweekiem” prof. Gallant, efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Uzyskane przez niego animacje byty co prawda zamazane, odpowiadały jednak temu. co akurat oglądał badany. – Odpowiednio bogata baza nagrań z przypisanymi do nich danymi z rezonansu pomogłaby w stworzeniu modelu umożliwiającego jeszcze dokładniejsze odczytywanie obrazów z mózgu – nie ma wątpliwości neurobiolog.

Ja, robot

Zanim jednak ludzie unieruchomieni jak Hawking zaczną porozumiewać się z otoczeniem, być może dostaną urządzenia, dzięki którym będą mogli wykonywać proste czynności, np. obsługiwać komputer, kierować wózkiem czy zapalać światło w pokoju.
Pierwsze takie rozwiązanie już kilka tygodni temu zaprezentowali naukowcy z Uniwersytetu Browna i Harvard Medical School. Jest to sterowany myślami chip, który kieruje mechanicznym ramieniem robota. Gęsto pokrytą elektrodami płytkę o rozmiarach 4 na 4 milimetry uczeni wszczepili do mózgu (dokładnie – ośrodka odpowiedzialnego za ruch) 59-letniej Cathy Hutchinson, sparaliżowanej po rozległym udarze. Elektrody podłączyli do komputera, który analizował sygnały płynące z ośrodka ruchu i zawiadywał ra-mieniem robota. Ku zdumieniu osób obserwujących eksperyment mechaniczna ręka drgnęła i zaczęła wykonywać polecenia wydawane myślami przez pacjentkę. Chwyciła stojący na stole bidon z kawą i podsunęła go do ust sparaliżowanej kobiety. Potem odstawiła pojemnik na miejsce.
Stephen Hawking ma nadzieję, że wkrótce uda się zakończyć prace nad sprawnym odczytywaniem myśli. Zapowiedział, że pomoże w tym w miarę swoich możliwości. – Chciałbym asystować w dalszych badaniach, wspierać starania w tym obszarze i, co najważniejsze, dać nadzieję na przyszłość ludziom ze stwardnieniem zanikowym bocznym oraz innymi schorzeniami, które uszkadzają układ nerwowy – oświadczył astrofizyk.
Jest o kogo walczyć, bo – jak szacują neurobiolodzy – ponad połowa pacjentów pozostających w śpiączce, z którymi nie ma żadnego kontaktu, zachowuje świadomość i wie, co się z nimi dzieje.

Autor artykułu
MARIUSZ NOWIK

 

PS Z całego serca współczuje genialnemu fizykowi i życzę mu powrotu do zdrowia. 

PS W Płaskiej, w Gminnej Świetlicy Wiejskiej zjedliśmy z Grazynką smaczne śniadanko i popiliśmy kawą. Zakończyliśmy tym Foto Safari. Moje mgliste myśli dzięki posiłkowi i uśmiechowi Grażynki wróciły do normy. Uważajcie Moi Drodzy na mgły i mgliste myśli tej jesieni. Nie dajcie ich czytać – nikomu!!!

PS Uczucia i myśli niosą energię – są bardzo drobną materią, prawdopodobnie tą którą szukają naukowcy w wielkich Akceleratorach 

Przyrządy do badań naukowych są konstruowane z materii fizycznej i taką materię są w stanie badać. Badanie materii astralnej i mentalnej (uczuć i myśli) przyrzadami z materii fizycznej przypomina oglądanie słynnych cieni ludzkich na ścianach jaskini, w której pali się ognisko. I to przypomina nam Jasnowidza Geniusza – z Grecji.

 

 

Foto Safari cz.2

Foto-Safari i tao

 

Kiedy objawia się piękno

Tao jest wielkie.

Niebo jest wielkie.

Ziemia jest wielka.

Ludzkość jest wielka

Te cztery rzeczy są wielkie we wszechświecie,

A ludzkość jest jedną z nich.

Ludzkość podąża za Ziemią.

Ziemia podąża za Niebem.

Niebo postępuje zgodnie z tao.

A tao po prostu dziala po swojemu

Efekt końcowy. Fotki wschodów i zachodów Słońca sa znakomitymi remediami Feng-Shui

 

Foto Safari cz.1

Foto Safari 

 Hotelik w Wiejskiej Świetlicy w Płaskiej

 

Działaj bez działania.

Pracuj bez wysiłku. 

 

Jedz ze smakiem o każdej porze roku. 

 

Rozpoznaj wielkie w małym. I wielość w odrobinie.

 

Odpłać dobrocią za nienawiść.

Uporaj się z trudnościami, jakby ich nie było.

 

Zaczynaj wielkie dzieła jak małą pracę.

 

Ziemia wykonuje trudną pracę bez wysiłku.

Czyń rzeczy wielkie, rozpoczynając od małych.

Tak i Mędrzec, nie dążąc do wielkości, osiąga je.

Jeśli myślisz, że wszystko jest łatwe,

Napotykasz tylko trudności.

Dlatego Mędrzec wszystko uważa za trudne,

I odkrywa, że nie ma w tym nic trudnego.

 

Z Małej Księgi Tao te Ching

 

Wewnętrzna rewolucja

Wewnętrzna rewolucja

 

Zanim i nasze mózgi zostaną nieodwracalnie zglobalizowane…

 

„…Mogło się to zdarzyć wszędzie. I nie tylko u nas, nie tylko w Europie. Oznaki tej rewolucji, nie politycznej, ale wewnętrznej, która wydaje mi się dzisiaj jedyną możliwą i której chciałbym jeszcze stać się częścią, zdawały mi się objawiać na różne sposoby i wszędzie. Coraz wyraźniej. Objawiają się też w łonie samych zinstytucjonalizowanych religii – nawet w islamie – w ruchach antyglobalistów, w grupach walczących o prawa człowieka, w organizacjach ekologicznych i wolontariacie. Objawiają się wśród młodych, którzy nie  zamierzają rezygnować z marzeń, wśród kobiet zdecydowanych wprowadzić element żeński do zarządzania sprawami ludzi. Jestem przekonany, że wśród najróżniejszych ludzi na całym świecie rozwija się już nowa świadomość tego, co jest niewłaściwe, i tego, co należy robić. Moim zdaniem ta nowa świadomość jest wielkim dobrem naszych czasów. Należy ją pielęgnować.

Stąd, z tej świadomości, a nie z jakiejś nowej religii czy od jakiegoś nowego proroka, dyktatora albo wyzwoliciela, będzie pochodzić duchowe przewodnictwo przyszłości. Rozwiązanie jest w nas, chodzi o to, żeby je znaleźć, robiąc porządek, wyrzucając wszystko, co zbędne, i dochodząc do sedna tego, kim jesteśmy. Bardziej chodzi o stawianie długotrwałego oporu, niż o obleganie bastionów władzy. Trzeba opierać się pokusie dobrobytu, opakowanego szczęścia i zrezygnować z chęci posiadania tylko tego, co sprawia nam przyjemność. Nie należy porzucać rozumu, by oddać się szaleństwu, ale należy też zrozumieć, że rozum ma swoje ograniczenia, że nauka ocala, ale również zabija, i że człowiek nie dokona żadnego prawdziwego postępu, dopóki nie zrezygnuje z przemocy. Nie w słowach, konstytucjach czy prawach, które ignoruje, ale w głębi swojego serca.

Droga do przebycia jest oczywista: musimy żyć w sposób bardziej naturalny, mniej pragnąć, więcej kochać, a wtedy liczba takich schorzeń jak moje też się zmniejszy. Zamiast szukać lekarstw na choroby, spróbujmy żyć tak, żeby nie powstawały. A przede wszystkim: dosyć wojen, dosyć broni! Koniec z „wrogami”! Nawet ten, który powodował szaleństwo moich komórek (Terzani był chory na raka), nie był wrogiem. Chwilowo to my jesteśmy wrogami samych siebie.
Należy przywrócić duchowy wymiar naszemu życiu, uwięzionemu teraz w sidłach materii. Musimy być nie tak egoistyczni, mniej się kierować osobistym interesem, a bardziej poświęcać dobru ogółu. Należy odkryć na nowo sens tego wspaniałego, lapidarnego przesłania na fasadzie katedry w Bardze w dolinie Garfagnanu, które przeczytałem jako chłopiec w czasie wycieczki szkolnej i od tamtej pory wyryło się w mojej pamięci:

„Małe jest moje, wielkie nasze”. 

Fragment z „Nic nie zdarza sie przypadkiem” T.Terzani

Obrazy Mistrzów Malarstwa fotografowałem z książeczki „Najpiękniejsze Modlitwy”

 

 

 

 

Cisza i medytacja

Cisza i medytacja

Pewien Starzec zamiast „zostać” malarzem, chciał „być” sobą samym. Spalił wszystkie swoje obrazy i poświęcił się wyostrzaniu umysłu, „wychodzeniu poza”.  Nie używał słowa „medytacja”. Powiedział jednak, że wstawał każdej nocy, żeby pobyć nieruchomo dwie albo trzy godziny w ciszy, przy zapalonej świeczce. To była  „sztuczka ze świecą”.

Ostatnie słowa Buddy.

Kiedy umierał w otoczeniu ścisłego grona zapłakanych wyznawców, Ananda, jego kuzyn i uczeń, zapytał:
–  A teraz kto nas poprowadzi?
–  Jesteście światłem samych siebie. Schrońcie się w sobie – odparł Budda.

 

„…Siedzieliśmy pod drzewem zwróceni ku rzece. Parę chudych krów pasło się opodal. Obok wznosiła się mała świątyńka; obejście wokół niej było czyściutko zamiecione, a kwieciem osypane, otaczające ją krzewy starannie utrzymane. Ktoś właśnie odprawiał w świątyni obrzęd wieczorny, a głos jego był monotonny i smutny. Woda w ostatnich promieniach słońca jaśniała barwą świeżych pąków kwietnych.

Po chwili ktoś usiadł przy nas i począł mówić o swoich przeżyciach. Opowiadał iż poświecił wiele lat życia szukaniu Boga, praktykował różne umartwienia, wyrzekł się wielu drogich mu rzeczy. Brał również żywy udział w pracy społecznej, pomagał w budowaniu szkoły itp. Interesował się wielu sprawami, ale najgorętszym jego pragnieniem było znaleźć Boga; i oto dopięto teraz, po tylu latach, słyszy Jego głos, który kieruje nim zarówno w wielkich, jak i w drobnych sprawach. Odtąd nie ma własnej woli, idzie zawsze za tym wewnętrznym głosem Boga. Głos ten nigdy go dotąd nie zawiódł, choć zdarzało mu się czasem zmącić jasność odbioru; jedyną jego modlitwą była prośba o czystość naczynia, aby było godne przyjmowania tego głosu.

Czy możemy – wy lub ja – znaleźć Niezmierzone? …”

 

 

„…Reguły, wyrzeczenia, obrzędy, ofiary i praktykowanie choćby najszlachetniejszych cnót – to procesy myślowe, a myśl może się kierować tylko ku określonemu, a więc znanemu celowi. Osiągnięcia jej są zabezpieczaniem się i utwierdzaniem w znanym, dla samoobrony. A szukać schronienia w tym, co jest bezimienne, niewymowne – to temu zaprzeczać. Schronienie które da się znaleźć, będzie tylko projekcją przeszłości, a więc znanym. Myśl – psychika – musi być cicha, cicha do dna; ale tej ciszy nie da się kupić za cenę największych ofiar, nie pomogą też żadne stłumienia ani najwznioślejsze dążenia. Owa cisza przychodzi sama gdy człowiek nic nie trzyma, niczego nie pragnie, gdy nie chce niczym się stawać. Cisza ta nie wzrasta, nie można jej budować i nie da się jej zatrzymywać wysiłkiem ani żadnym ćwiczeniem. Cisza ta musi pozostać dla intelektu równie nieznana jak to, co jest poza czasem, bo jeśli intelekt jest jej świadom, wówczas pojawia się „doznający”, który sam jest wypadkową przeszłych przeżyć i pamięta ubiegłe stany ciszy, a to co już było doznane jest tylko powtórzeniem, a więc projekcją naszego „ja”. Intelekt nie może nigdy doznać nowego, toteż musi zupełnie ucichnąć.

Umysł jest cichy gdy nic nie przeżywa czyli nic nie określa, nie notuje, nie nazywa i nie stara się gromadzić w pamięci. A owo notowanie i określanie jest procesem, który się nieustannie w nas odbywa na różnych poziomach naszej świadomości, a nie tylko w powierzchniowej warstwie intelektu; więc gdy ten ucicha, głębsza świadomość może przyjść do głosu. Ale dopiero gdy cała nasza świadomość jest cicha i uspokojona, wolna od wszelkich dążeń, osiągnięć i stawań się – czyli prosta i bezpośrednia – bezmierne i pozaczasowe może się objawić.

Jednak chęć zatrzymania tej ciszy, tej wolności, zmienia się w ciągłość pamięci „doznającego” człowieka, a to stanowi przeszkodę dla Rzeczywistego. Rzeczywiste nie ma ciągłości; pojawia się z chwili do chwili, wciąż nowe, wciąż świeże. To co trwa, co posiada ciągłość nie jest nigdy twórcze.

Powierzchniowy umysł jest tylko narzędziem do porozumiewania się, nie może mierzyć tego, co jest niewymierne. O Rzeczywistym nie da się mówić; a gdy się o nim mówi, ono już nie jest Rzeczywistym.

I to jest medytacja.”

Fragmenty z J.Krishnamurti ZNANE I NIEZNANE

 

 

 

Lęk samotności

Do bardzo ciekawego Zoe art.  http://www.eioba.pl/a/3xbg/droga-samotnego-wilka   o samotności dokładam –  kamyczek – przemyślenia mojego ulubionego pisarza.

 

 

 

Jiddu KRISHNAMURTI

 LĘK WEWNĘTRZNEJ SAMOTNOŚCI

Jakże bardzo potrzeba nam umierać każdego dnia, każdej godziny, dla wszystkiego, dla wielu „wczoraj”, jak i dla chwili, która tylko co minęła. Bez śmierci nie ma odnowienia, nie ma twórczości. Ciężar przeszłości rodzi swą własną ciągłość, a troski „wczoraj” nadają nowe życie troskom naszego dziś. Wczoraj przedłuża się w dziś, a jutro jest jeszcze wciąż wczorajszym dniem. I nie masz innego oswobodzenia się od tej ciągłości jak w śmierci. W takim umieraniu jest radość. Ten nowy poranek, świeży i jasny, jest wolny od świateł i cieni wczorajszego dnia; śpiew tego ptaka opodal dochodzi po raz pierwszy, jak i dobiegający gwar dziecinnych głosów; nie należą one do „wczoraj”. Wciąż dźwigamy pamięć ubiegłych „wczoraj”, i pod ich cieniem mrocznieje nasza istota. Dopóki umysł jest mechanicznie działającą maszyną pamięci, nie może zaznać spokoju, spoczynku, ani ciszy. To, co jest ciche może się odrodzić, ale to, co jest w nieustającym działaniu zużywa się, stępia i staje się bezużyteczne. Źródło wystrzela gdy się coś kończy, a śmierć jest równie bliska jak życie.

Mówiła, iż studiowała przez wiele lat pod kierunkiem psychologa, poddała się nawet jego psychoanalizie, co dość długo trwało. Choć była wychowana w chrześcijaństwie, studiowała także filozofię Indii i znała jej mistrzów; nigdy nie należała do jakiejś wyznaniowej grupy i nie przyjęła żadnego filozoficznego systemu. Trwało w niej od dawna ciągłe niezadowolenie; odrzuciła nawet psychoanalizę, a obecnie oddawała się jakiejś pracy społecznej. Była zamężna i znała dobrze wszystkie udręki rodzinnego życia, jak i jego radości. Szukała ostoi w różnych rzeczach: w społecznym stanowisku i wpływie, w pracy, w dostatku, i w pięknie tego kraju nad błękitnym morzem. Zmartwienia mnożyły się, jednak mogła im zawsze podołać; ale nie udawało się jej nigdy sięgnąć głębiej, poza pewną granicę, a ta nie była od powierzchni odległa. Płytkie jest prawie wszystko i prędko się wyczerpuje, by zacząć się znów w następnej płyciźnie. To, co jest niewyczerpalne, nie da się odkryć żadną pracą myśli.

 

„Rzucałam się z jednej działalności w drugą, szłam od jednego niepowodzenia w drugie, zawsze unoszona falą, wciąż za czymś goniąc. Teraz, gdy doszłam do końca jednego dążenia, a zanim pójdę za drugim, które znów mnie pochłonie na szereg lat, usłuchałam silniejszego impulsu i oto jestem tutaj. Mogę powiedzieć iż życie dobrze mi się układało, było bogate i wesołe. Interesowałam się wielu rzeczami, a niektóre przedmioty studiowałam dość wszechstronnie; ale jakoś po tylu latach wciąż znajduję się na powierzchni wszelkich spraw, jakby nie stać mnie było na przekroczenie pewnego punktu; chce iść głębiej, a nie potrafię. Mówią mi, iż to, co robię, robię dobrze, i właśnie to „robienie dobrze” mnie ogranicza. Moje zacieśnienia są dobroczynnego rodzaju: pomaganie potrzebującym, uczynność, szczodrość i tym podobne; ale mnie to wiąże jak każde inne uzależnianie się. A chcę być wolna, nie tylko od tego rodzaju zależności, ale od wszystkich i sięgnąć chcę poza nie. Stało się to w tej chwili narzucającą się koniecznością, nie tylko jako skutek słuchania waszych wykładów, ale i moich własnych doświadczeń i obserwacji. Na razie oddaliłam się od mej społecznej pracy, czy ją podejmę na nowo, czy nie, zdecyduje się później.”

 

Czemu pani nie spytała siebie już dawniej, co jest pobudką do tych wszystkich działalności?” 

 

„Nie przyszło mi nigdy na myśl spytać siebie dlaczego tkwię w społecznej pracy. Zawsze chciałam pomagać i robić ludziom dobrze, a nie był to wcale próżny sentymentalizm. Przekonałam się, że ludzie z którymi przebywam nie są prawdziwi, że są tylko maskami; a ci którzy potrzebują pomocy są prawdziwi. Żyć z tymi w maskach jest nieznośne i ogłupiające; ale z tymi drugimi pojawiają się tarcia i ból.”

Dlaczego oddaje się pani pracy społecznej lub jakiejkolwiek innej?

„Przypuszczam, że po prostu dlatego aby trwać i ciągnąć dalej. Trzeba żyć i działać, a moim ograniczeniem było działanie jak najbardziej godziwe. Nigdy nie zadawałam sobie pytania, czemu robię to wszystko; ale teraz chcę to odkryć. Ale zanim pójdziemy dalej w naszej rozmowie, muszę powiedzieć że jestem człowiekiem samotnym; choć spotykam wielu ludzi, czuję się sama, i lubię to. Jest coś wspaniałego w takim czuciu się samą.”

Być w prawdziwej samotności, w najwyższym tego słowa znaczeniu, jest rzeczą doniosłą; ale rodzaj samotności płynącej z oddzielania się od innych, daje wprawdzie poczucie siły, władzy i niedostępności, ale jest po prostu wyodrębnianiem się, jest rodzajem ucieczki i chronienia się. Ale czyż nie jest ważne by znaleźć odpowiedź na poprzednie pytanie: czemu pani nigdy siebie nie spytała co panią skłania do tych wszystkich – przypuśćmy dobrych – działalności? Czy nie należałoby w to wniknąć?

„Tak, spróbujmy. Sądzę, że lęk wewnętrznej samotności był u podłoża wszystkiego co robiłam”.

Dlaczego używa pani słowa „lęk” w zastosowaniu do wewnętrznej samotności? Wszak nic pani nie ma przeciwko samotności zewnętrznej, a od wewnętrznej pani się cofa. Dlaczego? Lęk, strach, nie jest abstrakcją, istnieje tylko w stosunku do czegoś; nie może istnieć sam przez się, oczywiście istnieje jako słowo, ale jest odczuwany tylko w kontakcie z czymś innym. Przed czym jest ta obawa?

„Przed ową wewnętrzna, samotnością.”

Lęk istnieje tylko w stosunku do czegoś innego. Nie może pani obawiać się wewnętrznej samotności, gdyż w nią pani nie spojrzała; ocenia ją pani w tej chwili porównując z czymś już znanym. Zna pani swą wartość… jeśli można się tak wyrazić – jako matki, jako pracowniczki społecznej, jako zdolnej i sprawnej jednostki… i zna też pani wartość swej zewnętrznej samotności. Więc w stosunku do tego wszystkiego mierzy pani, lub podchodzi do zagadnienia samotności wewnętrznej; zna pani to co było, ale nie zna pani tego co jest. Znane patrząc w twarz nieznanego wywołuje lęk; właśnie to działanie znanego stwarza strach.

„Tak, to prawda. Porównuję samotność wewnętrzną do tego, co znam przez doświadczenie. l właśnie to stwarza lęk przed czymś, czego dotąd nie doświadczyłam.”

Więc pani lęk nie dotyczy w istocie samotności wewnętrznej; to przeszłość obawia się czegoś co nie jest jej znane, czego jeszcze nie doznała. Przeszłość chce wchłonąć to nowe, uczynić zeń doświadczenie. Ale czy może przeszłość – którą pani sama jest – doznać nowego, czyli tego co jest nieznane? Znane jest w stanie doświadczyć tylko tego, co jest tej samej co ono natury, ale nigdy tego, co jest nowe i zgoła nieznane. Nadając temu nieznanemu pewne miano, nazywając je „samotność wewnętrzna”, przyjęła je pani tylko słownie i nazwa zastępuje doznanie, bowiem słowo przysłania lęk. Nazwa „samotność wewnętrzna” przykrywa fakt, to, co jest, i samo słowo wywołuje lęk.

„Ale jakoś się tak dzieje. że nie jestem w stanie w to spojrzeć”.

Trzeba najpierw zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy w stanie patrzyć na fakt – na to, co jest; co nam przeszkadza być odbiorczo czujnym i obserwującym. Niech się pani nie stara spojrzeć w to w tej chwili, raczej proszę wsłuchać się spokojnie w to, co się mówi.
Znane, doświadczone w przeszłości, usiłuje wchłonąć to co nazywa „samotnością wewnętrzną”; ale nie potrafi tego przeżyć, gdyż nie wie, co to jest, zna tylko samą nazwę, ale nie to, co się poza nią ukrywa. Nie można doświadczyć nieznanego, Możemy o nim myśleć, lub spekulować, albo się go obawiać; ale myśl nie może go ogarnąć będąc sama wytworem znanego, wynikiem doświadczeń. Nie mogąc poznać nieznanego obawia się go. I ten lęk będzie trwał dopóki umysł pragnie doświadczać i pojąć nieznane.

„Więc co…?”

Proszę posłuchać. Jeśli pani rzetelnie się wsłucha, prawda całego tego procesu odsłoni się sama, a wówczas prawda będzie jedynym działaniem. Każda postawa jaką myśl zajmie w stosunku do wewnętrznej samotności będzie wymknięciem się, ucieczką w unikaniu tego, co jest. A przez unikanie tego co jest myśl stwarza swe własne uzależnienie, które staje się przeszkodą w wejściu w nowe i nieznane. Lęk jest jedyną odpowiedzią umysłu na nieznane; myśl może to nazywać rożnymi terminami, ale będzie to zawsze lęk. Proszę uważnie spojrzeć, a przekona się pani że myśl nie może mieć żadnego stosunku do tego co jest nieznane, co się ukrywa pod nazwą „samotność wewnętrzna”. Dopiero gdy myśl ucicha, to co jest rozchyla się, a jest niewyczerpalne.
Chciałbym dodać rade – niech pani teraz o tym nie myśli, słyszała pani i niech to działa samo. Zawisnąć w ciszy po dokonaniu orki i siejby to wywołać twórczość.

 

 

Manowce intelektu

Manowce intelektu

 

Życie jest ciekawe, fascynujące i daje cudowną możliwość: wszystko możemy zacząć od początku. Ta cudowna możliwość objawia się łańcuchami zdarzeń w świecie zewnętrznym , ale też myśli w świecie wewnętrznym. Okazuje się, że Natura  kocha spirale – stworzyła galaktyki, chromosomy, cykl pór roku i moc innych, równie ważnych spiralek. Oczywiście rzeka płynie i nie wchodzi się do tej samej. Zauważyłem, śledząc swoje życie, że ten „spiralny pomysł” natury dotyczy tez etapów rozwoju świadomości. Otóż, problemy nie rozwiązane  wracają do nas jak po spirali zmuszając nas  do powtórnych działań.

Doświadczamy kolejnych porażek aż do momentu…Właśnie? Czy to nigdy się nie kończy? Zauważyłem też, ze gdy ten sam problem wracał kolejny raz, okazywał się trudniejszym. W końcu doszedłem do wniosku, że te kolejne intelektu zmagania to perełki dzięki którym mozliwy jest rozwój .

Dlaczego?

Otóż, gdy intelekt wielokrotnie zawiedzie warto wypróbować jako narzędzie poznania; intuicję-  „bezpośrednie poznanie”. Żeby tego dokonać trzeba na poczatek nauczyć się panowania nad  własnymi myślami. Trudność polega na tym, ze każda wiedza już nabyta jest „stara” i w z zderzeniu z nowym problemem jest bezużyteczna.  

Przykład? Lęk przed śmiercią jak każdy inny lęk jest myślą, którą można przyjąć lub odrzucić. To my sami decydujemy o tym przyjęciu lub odrzuceniu. Każdy z nas ma podobny, ale nie identyczny, zestaw myśli, które zaakceptował. Każdy lęk zaakceptowany działa na podobieństwo „wirusa” w komputerze. Ogranicza otwarcie na „nowe” – hamuje rozwój, sprowadza także bardzo często chorobę.

 

Dużo lepiej działanie myśli wyjaśnia  J. Krishnamurti.  

 

„Dlaczego myśli są tak natarczywe? Tak niespokojne, tak rozpaczliwie natrętne! Rób co chcesz, nie dasz im rady. Są w ciągłym ruchu, jak te małpy na drzewie, a ten ruch męczy i wyczerpuje. Nie można od nich uciec, zdają się wszędzie nas ścigać. Staramy się je stłumić, a one za chwilę znów podnoszą głowę; i nigdy nie mamy spokoju, nigdy ciszy; analizy, przeglądy, gonitwy i ciągłe samoudręczenie. We śnie, czy na jawie, nie ma różnicy, wir myśli wcale nie ustaje. Chyba nigdy nie spocznę, nigdy się nie uspokoję.”

Czyż myśl może być kiedykolwiek w bezruchu, w spokoju? Można myśleć o spokoju, lub zmuszać się do ciszy, ale czy myśl może być w ogóle sama przez się spokojna? Czyż nieustanna ruchliwość nie stanowi jej właściwej natury? Czy myśl nie jest odpowiedzią na nieustannie, co chwila pojawiające się wyzwania życia? A te nie mogą ustać, bo wszak każdy ruch życia jest wyzwaniem; a jeśli tych wyzwań nie jesteśmy świadomi, jeśli przestajemy je słyszeć i być na nie wrażliwi, oznacza to tylko zanik żywotności w nas, martwotę i śmierć.

Wyzwanie-odpowiedź to ruch samego życia. Ale odpowiedzi dawane przez nas mogą być odpowiednie lub nieodpowiedniea te niewłaściwe, niewspółmierne, jakby rozmijające się z wyzwaniem odpowiedzi, dają początek myślom z całym ich niepokojem.

Wyzwania życia żądają czynów nie słów; nie werbalizacji. Słowo, symbol opóźniają czyn; pojęcie to słowo, pamięć jest słowem również. Nie ma pamięci – wspomnienia – bez słowa, bez symbolu. Pamięć jest słowem, jest myślą; a czyż myśl może dać pełną odpowiedź na wyzwania życia?

Wyzwania to nie pojęcia, nie idee. Wyzwanie jest zawsze nowe, świeże, nieoczekiwane; a myśl-pojęcie czy może kiedykolwiek być nowe? Gdy spotykamy myślą wiecznie nowe, świeże wyzwanie, czyż odpowiedź którą dajemy nie jest wypadkową przeszłości, a więc starego i zwietrzałego?

Gdy starym spotykamy nowe, spotkanie to jest zawsze niewspółmierne, niecałkowite, i owa niecałkowitość jest myślą w jej wiecznie niespokojnym szukaniu pełni. Ale czy myśli i pojęcia mogą w ogóle być pełnią? Wszak jedne i drugie to odpowiedź pamięci, a ta jest zawsze cząstkowa, niepełna.

Przeżycie jest odpowiedzią na wyzwanie, odpowiedzią uwarunkowaną przez przeszłość – przez obrazy wspomnień, lub wyobraźni – więc tylko powiększa nasze ograniczenia.

Przeżycia nie wyzwalają, tylko w nas wzmacniają wierzenia i poglądy, wzbogacają pamięć, i z tej pamięci wychodząc dajemy na wyzwanie odpowiedź; więc przeżycia są także czynnikiem ograniczającym.
„Jakież w takim razie miejsce zajmuje myśl?”….” 

„…Funkcją myśli jest tworzenie wzorów, programów, schematów, wedle których ma się kształtować tzw. czyn; ale to jest zabijaniem żywego, bezpośredniego czynu i o to właśnie wielu ludziom chodzi, chcą oni uniemożliwić bezpośredni czyn, zabić go w jego kolebce; a idee, wierzenia, dogmaty najskuteczniej w tym dopomagają.

Czyn bezpośredni to rzecz niebezpieczna, to otwartość na nieznane; a myśli i przekonania – czyli znane – są świetną przed nieznanym obroną. Myśl nigdy nie zdoła przeniknąć w nieznane; musi całkowicie ucichnąć aby nieznane mogło się objawić. Działanie nieznanego wykracza poza pole funkcjonowania myśli; a czując to, świadomie lub nieświadomie, z całym uporem trzymamy się myślą tego co jest znane. I w rezultacie owo „znane” odpowiada na wyzwania życia, które są zawsze niewiadome i nieoczekiwane; i z tej niewspółmiernej, niewystarczającej odpowiedzi powstaje chaos, zamęt, tarcia i udręki.

Dopiero gdy znane – a więc pojęcia, myśli, idee – całkowicie zniknie, nieznane może począć działać. A jest ono bezgraniczne.”

Jiddu KRISHNAMURTI

WYZWANIE I ODPOWIEDŹ /fragment/

 

Zawyć z bólu

Zawyć z bólu i otrzeźwieć

 

Fotki z planu zdjęciowego „The Wall”

Leżałem kiedyś kilka dni na podłodze z okropnym bólem kręgosłupa po upadku z wysokości dziesięciu metrów. Błagałem Stwórcę by mnie uwolnił z tego bólu i zabrał do siebie. Po kilku dniach moja żona ściągnęła  lekarza, który wbił mi miedzy kręgi długą igłę. Zawyłem jak zwierze.

 

Wtedy, wbrew intelektowi, który się już dawno poddał i wybrał „zejście z tego świata”, ten straszny ból ukłucia, obudził we mnie program rozpaczy z „bazy instynktu samozachowawczego”. Podświadomość zadziałała – obudziła we mnie Najlepszego Lekarza, który natychmiast wykorzystał – Najlepszą Aptekę- i wybrał z tego co znajdowało się w moim ciele – Najlepsze Lekarstwa. Organizm ludzki jest cudowny… Czy jest kochany czy też „dźgany” daje z siebie wszystko by przeżyć. Ale jakże często intelekt jest ciała naszego wrogiem.
Wstałem wtedy błyskawicznie i chciałem pobić tego lekarza. Kiedy ochłonąłem i wrócił mi rozum do głowy – długo lekarzowi dziękowałem.
Później, po miesiącach i latach czytania i praktykowania wiedzy zaczerpniętej z przeróżnych książek o niekonwencjonalnej medycynie, o uzdrowieniu duchowym, empatycznym, doszło do mnie, że:
Naszym ciałem, a tym samym naszym zdrowiem, rządzi Podświadomość a my jej Świadomością nie potrafimy kontrolować. Ona to – Podświadomość- prawdopodobnie rozporządza tymi 80% umysłu – a w nim programami, o których ani naukowcy ani my nie mamy jeszcze pojęcia co robią. W tych 80 % znajduje się i „zgoda” na jakąkolwiek chorobę, ale i na szczęście dla nas, programy i procedury, które chorobę usuwają.
Cały swój wysiłek – z konieczności, ciekawości, dla własnego rozwoju, i ze strachu żeby nigdy mi się nie zdarzył taki okropny ból – skierowałem by poznać własną Podświadomość.

 

Ale żeby poznać Podświadomość trzeba zrezygnować z wielu przyjemności, zmienić całe życie – poglądy, mnóstwo przyzwyczajeń. W pewnym momencie poczułem , ze jestem panem we własnym domu a moje własne ciało polubiło mnie i zgodziło się współdziałać. To co było Podświadomością – zwierzakiem we mnie – uznało że na tyle go potrafię kochać, że poczęło mnie się słuchać a nie lękać i uciekać po kątach – w choroby. Miłość do Podświadomości to stały proces, który trzeba kontynuować przez całe życie – i który można nazwać Pokochaniem Siebie. Nauczyłem się, że trafniej jest stwierdzać, że jest się chorobą a nie, że ma się chorobę. To zasadnicza różnica w podejściu do swojego ciała.

Czas zmiany:

Poczucie winy, nie dawanie sobie rady w życiu, reprezentowane są w „głowie” odpowiednimi negatywnymi myślami. Każda myśl niosąc energię próbuje się rozładować w świecie zewnętrznym , czyli zrealizować. Poczucie winy (myśl) realizuje się i zamienia się wtedy w karę. Sami siebie karzemy za zupełnie bezsensowne, bo podświadome, poczucie winy.
W tamtym czasie (wypadek) byłem dobrze już po czterdziestce i pracowałem przy realizacji fabularnych filmów jako konsultant do spraw kaskaderów, kaskader, operator podwodnych zdjęć i drugi reżyser. Miałem tej pracy serdecznie dosyć – ciągłe zagrożenie zdrowia i wielka odpowiedzialność za kolegów powodowały ogromny stres. Mój organizm zbuntował się. Najlepszym rozwiązaniem okazało się dla Podświadomości – wykluczenie mnie ze stresowego życia – a więc wypadek. Z deszczu pod rynnę… Zabrakło mi mądrości –
gdy masz problem zmień się. Zmień całe swoje życie. Zmień myślenie i uczucia.
I cóż, porzuciłem film i zająłem się nurkowaniem – uczeniem innych.

 

A gdy i to stało się zbyt stresowe…. zacząłem fotografować podwodny świat i przyrodę północno wschodniej Polski – krajobrazy.

A aktualnie? Postanowiłem otworzyć szkołę – Foto Safari i uczyć innego spojrzenia na życie. Na początek – Przyjaciół. Kto ma ochotę by gonić króliczka? Zapraszam jesienią. Będzie kolorowo , spokojnie i bez stresów. (turyści odjadą a przyroda odetchnie)

 

 

Oto, fragmencik spotkania ze Starcem z Himalajów z T.Terzaniego „Nic nie zdarza sie przypadkiem”

„…Tiger, jak się czuje twój przyjaciel? – zapytał.
Myślałem, że mówi o myszy, więc zacząłem mówić, że doszliśmy do porozumienia, ale on dodał:
– Czy wciąż myślisz o jakimś leczeniu?

Zrozumiałem, że odnosi się do mojego raka.
– Musisz dojść do punktu, w którym terapia nie będzie już tym, czego pragniesz, ponieważ zrozumiesz, że istnieje dużo głębsze leczenie, nie za pomocą lekarstw. Gdybyś mógł wejść w kontakt z jednością życia, wtedy poczułbyś, że nic ono nie znaczy – powiedział. – Widzisz, są dwa rodzaje zdrowia. Zdrowie niskie, polega na tym, żeby mieć formę atlety; oraz zdrowie wysokie, oznaczające zintegrowanie z chorobą…”