Dieta

Dieta

 

 

Z internetu,

” Patrzyłem na szpitalne łóżko mojej matki, zagubione pośród małych, mrugających światełek i powolnego, nierównego pikania monitora pokazującego pracę jej serca. Była bardzo słaba. W głębi duszy wiedziałem, że to już długo nie potrwa. Spojrzałem w dół na jej pogrążoną we śnie twarz, niegdyś tak pełną życia, a obecne spuchniętą i bladą. W walce z jej nowotworem jelita grubego wykorzystywano naświetlanie i chemioterapię, a także wiele różnych leków – to wszystko utrzymywało ją przy życiu przez ostatnich kilka lat. Jednak cena, jaką zapłaciła za to swoim zdrowiem, była wysoka. Z mocno osłabionym systemem odpornościowym mama była podatna na każde przeziębienie i wirusy grypy, jakie się tylko pojawiały. I tak też trafiła tu po raz kolejny, walcząc z zapaleniem płuc, które stopniowo wypełniały się wodą. Czułem się kompletnie bezsilny. Nie pozostało już do zrobienia nic oprócz modlitwy. 
I wtedy odeszła, tak jakby zaszło słońce mojego życia. Jej cierpienie nareszcie dobiegło końca. Jednak w tych trudnych dniach, które potem nadeszły, musiałem stoczyć moją własną walkę, starając się pogodzić z tym, że mama musiała umrzeć i że tyle wycierpiała. Wiedziałem, że wiele rodzajów nowotworów często okazuje się zabójczymi, ale w głębi duszy nie mogłem otrząsnąć się z uczucia, że to zabiegi, jakim poddali ją lekarze, a nie zaś sam rak, były ostateczną przyczyną jej śmierci. Jedyną moją pociechą była świadomość tego, że w ostatnich dniach swojego życia mama otworzyła się i poprosiła Pana, aby wszedł do jej serca. Dla mnie, jako pastora i kochającego syna, było to prawdziwe błogosławieństwo.
Pochowaliśmy mamę i nasze życie zaczęło się powoli toczyć dalej. Wtedy przydarzyła mi się rzecz nie do pomyślenia – w dolnej lewej części klatki piersiowej odkryłem u siebie twardą wypukłość i w tym samym czasie zaczęło mi doskwierać krwawienie z odbytu. Diagnoza dokonana przez mojego lekarza mroziła krew w żyłach: to był rak.

I to nie jakiś tam rak, ale taki sam, jak ten, który zabił moją matkę – rak jelita grubego. Słowa lekarza bezustannie odbijały się echem w moich uszach. Miałem 42 lata i byłem szczęśliwym człowiekiem, mającym pod swoją opieką rodzinę i udaną, ciągle rosnącą wspólnotę parafialną. Z tygodnia na tydzień Bóg czynił moje życie lepszym. Wszystko wskazywałona to, że znajduję się w szczytowym okresie mojej posługi, a Najwyższy obdarzał swym błogosławieństwem wielu ludzi dookoła. Guz o rozmiarach piłki do baseballu, bez wątpienia, nie znajdował się w obrębie moich planów, za to sprawił, że kompletnie się załamałem – tak jak załamałby się każdy na moim miejscu. Pytałem sam siebie:„Panie, czemu akurat ja?” Po prostu nie mogłem tego zrozumieć. Dniami i nocami prześladowało mnie jedno uporczywe pytanie:

Co mam teraz zrobić?

Zastanawiałem się, czy powinienem poddać moje ciało takim samym zabiegom medycznym, jakie stosowała moja matka. Jednak to, co ona przeszła i co ja obserwowałem, było po prostu straszne. Coś takiego nawet nie wchodziło w grę. Przypadek mamy nie był dla mnie czymś zupełnie nowym. Będąc pastorem od 20 lat, zdarzało mi się czuwać przy łóżkach wielu chorych, obserwować niszczycielskie rezultaty chemioterapii, naświetlania i zabiegów chirurgicznych stosowanych podczas leczenia choróbnowotworowych. Co było jeszcze smutniejsze, prowadziłem również pogrzeby wielu z tych osób.Coś jeszcze nie dawało mi spokoju. W bardzo wielu przypadkach nawet modlitwa zdawała się niczego nie zmieniać. 
Znałem kilku wyjątkowo oddanych chrześcijan, którzy mieli zwyczaj modlić się zarówno sami, jak i uczestniczyć w modlitwach wspólnotowych. Każdy z nich po przejściu przez swoją kurację czuł się znacznie gorzej,a wielu umarło. Co zatem powinienem był zrobić? Miałem rodzinę i posługę w kościele, gdzie byłem potrzebny. Większość z tych ludzi radziła mii zachęcała, abym poddał się operacji i chemioterapii. Bałem się – bałem się raka i tego, przez co przeszła moja matka, odchodząc z tegoświata. I chociaż większość ludzi naciskała na mnie, abym poddał się tradycyjnemu leczeniu, do mnie coraz bardziej przemawiały metody alternatywne. Wszystko, co mogłem zrobić, to modlić się o jakąś wskazówkę.To właśnie w tym niepewnym dla mnie czasie zwróciłem sięo pomoc do Lestera Roloffa, mojego przyjaciela i kaznodziei z Teksasu. Brat Roloff był jednym z tych „maniaków zdrowia” i wszyscy często pieszczotliwie mówiliśmy o nim Marchewkowy Soczek Roloff. Rozpaczliwie potrzebowałem kogoś, z kim mógłbym porozmawiać,kto mógłby znaleźć jakieś rozsądne wyjście z mojej sytuacji. Przyznaję, że w pierwszej chwili jego rada nie wydawała mi się nawet w najmniejszym stopniu sensowna. W rzeczy samej brzmiała ona dosyć dziwacznie. Jednak im dłużej mówił, tym bardziej coś wewnątrz mnie mówiło:
Wszystko się zgadza. Lester odwodził mnie od pomysłu poddania się leczeniu klinicznemu, chemioterapii, naświetlaniu i zabiegom chirurgicznym. Zamiast tego namawiał mnie, abym podjął kurację żywieniową . Doradzał mi prostą zmianę jadłospisu i przejście na surowe owoce i warzywa, a dodatkowo picie dużych ilości świeżego soku warzywnego. Pomyślałem sobie:

No nie! To brzmi zbyt prosto!

Ale z całą pewnością brzmiało to lepiej niż terapia medyczna, której już chyba nie chciałem podejmować. Dlatego też z dnia na dzień przeszedłem z diety człowieka jedzącego przede wszystkim mięso, uwielbiającego pizzę, potrawy gotowane i przetworzone oraz słodkie desery na dietę składającą się wyłącznie z rzeczy podawanych na surowo i mnóstwa soku warzywnego. Przestrzegałem tej diety surówkowej przez około rok. Nie jadłem żadnego gotowanego jedzenia – jedynie surowe owoce, surowe warzywa i od jednego do dwóch litrów świeżo wyciśniętego soku z surowych warzyw dziennie (początkowo był to sok z marchwi z dodatkiem zielonych warzyw liściastych i pnących). Czułem się mocno zmotywowany, ponieważ tkwiło we mnie przekonanie, że jest to jedyna alternatywa mająca dla mnie jakikolwiek sens. Wyniki były naprawdę nadzwyczajne! Niemalże natychmiast zacząłem czuć się dobrze! W czasie krótszym niż rok mój guz zniknął zupełnie. Po prostu malał i malał, aż w końcu go nie było. Ale to nie wszystko! W przeciągu mniej niż jednego roku przestały mi doskwierać również wszystkie inne moje wcześniejsze dolegliwości! Hemoroidy, hipoglikemia, poważne alergie i problemy z zatokami, nadciśnienie, zmęczenie, pryszcze, przeziębienia, grypa – a nawet przykryzapach potu i łupież – zniknęły zupełnie!

Byłem całkowicie uleczony!

To nieco przerażające, że w moim wieku ciągle jeszcze jestem w stanie grać z synami w koszykówkę i softball, z łatwością urządzać sobie biegi na osiem kilometrów, a także mam więcej energii, lepszą kondycję i większą wytrzymałość niż gdy miałem 20 lat.Teraz, gdy poznali już Państwo moją historię, chciałbym podzielićsię tym, w jaki sposób Bóg wykorzystał to doświadczenie dla stworzenia ośrodków zdrowotnych Hallelujah Acres oraz opracowania Diety Alleluja. Od owego pamiętnego dnia w 1976 roku, kiedy oznajmionomi, że mam raka, poświęciłem się badaniom sposobów właściwegoodżywiania i zdrowego stylu życia oraz odniesień biblijnych do tejtematyki. Eksperymentowałem również z moim własnym ciałem,żeby przekonać się, jak zareaguje ono na różne rodzaje żywności. Ponadto słuchałem relacji tysięcy innych ludzi, którzy dokonali podobnych zmian w swoim sposobie odżywiania. Po wszystkich tych latach i doświadczeniach doszedłem do wniosku, że nie musimy chorować! Większość tzw. chorób przewlekłychi innych tego typu problemów zdrowotnych niemal zawsze wynikaz naszej własnej winy! 
Prawie każdy problem natury fizycznej, jakiego doświadczamy (nie licząc wypadków), spowodowany jest niewłaściwą dietą oraz złym stylem życia. Wszystko, co musimy zrobić, abyczuć się dobrze, to jeść i żyć tak, jak to zaplanował Bóg! W ciągu 30 lat, od kiedy mój organizm pokonał raka, jedną z najważniejszych rzeczy, jakich się nauczyłem, było to, że istnieje głęboka różnica pomiędzy drogami, które obiera Bóg, oraz drogami, które obiera człowiek. Mimo iż wielu dobrych chrześcijan pragnie kroczyćdrogami Pana i starają się chronić samych siebie przed grzechem tegoświata, to jednocześnie przyjmują oni światowe poglądy niemalw każdej dziedzinie życia. Dotyczy to zwłaszcza tego, co najbliższe – troski o swoje fizyczne ciała, które są przecież świątyniami Boga. Szczególnie tragiczny tego przykład widać, gdy przyjrzymy się dwóm różnym sposobom podejścia do raka – jednej z najbardziej niszczycielskich i strasznych chorób w historii. Moja matka, aby pozbyć się nowotworu, wybrała sposób zalecany jej przez świat: leczenie oparte wyłącznie na osiągnięciach współczesnej medycyny. Zaakceptowała silne dawki chemioterapii, poważną operację chirurgiczną oraz napromieniowywanie zalecane jej przez lekarzy. Uważam, że to właśnie te zabiegi były ostateczną przyczyną jej śmierci. Ja sam odrzuciłem sposób świata i wybrałem sposób Boży.

Zwróciłem się do Biblii, przyjąłem oryginalną dietę, jaką znalazłem w Księdze Rodzaju 1,29 i pozwoliłem, aby mechanizmy, jakie Bóg stworzył w moim ciele, rozprawiły się z problemami, z którymi się borykałem – łącznie z moim rakiem. Moje doświadczenie nie należy do wyjątków. Moja żona Rhondaw 1991 roku trafiła na prowadzone przeze mnie seminarium zdrowotne. (Pobraliśmy się 11 kwietnia 1992 roku). Nosiła wówczas ubraniaw rozmiarze XXL i była niemal sparaliżowana z powodu zapalenia stawów. W ciągu około roku po zmianie diety i stylu życia straciła ponad 40 kilogramów(!), zaczęła nosić sukienki w rozmiarze M, a problemy związane ze stawami całkowicie zniknęły. Wyleczona została nawet jej zwyrodnieniowa choroba kręgosłupa – rezultat przebytego w wieku lat siedmiu zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych.Dokładnie tak było: zdjęcie rentgenowskie wykazało, że jej kręgosłup zregenerował się całkowicie. Zwyrodnienie ustąpiło w okresie krótszym niż dwa lata, od momentu wprowadzenia zmiany nawyków żywieniowych i stylu życia.

Innym przykładem może być jeden z moich przyjaciół, który w momencie, gdy go poznałem w 1988 roku, chorował na cukrzycę. Stale przyjmował lekarstwa regulujące poziom cukru we krwi. Gdy się poznaliśmy zacząłem namawiać go na zmianę sposobu odżywiania. Jednak bezskutecznie. Dwa lata później lekarz oznajmił mu, że pigułki już nie pomagają i musi zostać przyjęty do szpitala w celu ustabilizowania poziomu cukru we krwi oraz dopasowania dawki insuliny, którą będzie musiał brać w postaci zastrzyków dwa razy dziennie. Ponownie nalegałem, by zmienił swoją dietę, a on znów odmówił.Po kolejnych dwóch latach lekarz oznajmił mu, że konieczniemusi udać się do szpitala w celu amputacji stopy, co jest częstymprzypadkiem wśród cukrzyków leczonych metodami współczesnejmedycyny. Tym razem powiedział: „Nie!”. Zamiast tego pojawił się na jednym z naszych seminariów i bezzwłocznie przeszedł na Dietę Alleluja. W ciągu mniej niż dwóch tygodni odstawił insulinę, a jego poziom cukru powrócił do normalnego poziomu. Do dnia dzisiejszego niebierze on żadnych leków i nadal ma obydwie stopy! Z powodu takich właśnie historii wołam:

Alleluja! Chwalmy Pana!

Na przestrzeni lat otrzymaliśmy tysiące świadectw równie dramatycznych, jak opisane przed chwilą (niektóre nawet poważniejsze) od ludzi, którzy zdecydowali się zamienić swój styl odżywianiai leczenia farmakologicznego… na sposób zaplanowany przez Stwórcę. Mimo że nasza misja duszpastersko-zdrowotna nie zawsze była łatwa (wręcz niejednokrotnie stawaliśmy w obliczu ostrych sprzeciwów i zarzutów), to jednak było i wciąż jest coś, co z roku na rok dajenam energię do działania – poznawanie tych wszystkich wspaniałych świadectw ludzi, którzy odzyskali zdrowie po przejściu na Dietę Alleluja !”

Fragment książki Dieta Alleluja  

 George Malkmus
oraz Peter i Stowe Shockey

 

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: