Kobieto trzymaj nogi razem

Kobieto! Trzymaj nogi razem

Gdy się wynurzyłem z wody, przez szkło maski nurkowej zobaczyłem ciemną chmurę o kształcie kowadła. Kowadło nadciągało na czarnym, postrzępionym spodku z chmur. Postrach żeglarzy, kowadło grozy – Cumulonimbus – rozświetlane co chwila błyskami – za chwilę potężnym szkwałem miało uderzyć w nasz jacht zakotwiczony na środku jeziora.

W zderzeniu z niebezpieczeństwem poszerza się nasza świadomość.

Odmienność fizycznych warunków Głębi zmusza nasze zmysły do intensywnej pracy. Nasze ciało i psychika, po niewielkim treningu, znakomicie radzą sobie pod wodą z nieważkością, odmiennością w widzeniu, dotykaniu i słyszeniu. Czy to nie dowód, że jesteśmy w głębi swego jestestwa kosmitami o podróżujemy po Kosmosie odwiedzając to tu, to tam jakąś ciekawą planetę? Może, tak jak twierdzą delfiny, przybyliśmy razem z nimi na Ziemię z gwiazdozbioru Syriusza?  Oddychanie sprężonym powietrzem zmieniając parametry życiodajnej krwi wywołuje niecodzienne stany umysłu.

Nad jachtem Ziemia (na końcu mapka)

 

 Dzień zaczął się milo i w słonecznej pogodzie. Kasia i Piotrek przyjechali na nurkowy egzamin. Gdy załadowaliśmy na jacht sprzęt i gotowi byliśmy do wyruszenia, na kei pojawiła się dwójka wczasowiczów. Zgodziliśmy się ich zabrać. Pani była dostojną, piękną kobietą a pan poważnym i budzącym szacunek gentlemanem.

Zakotwiczyliśmy jacht na głębinie i zrzuciliśmy linę zejściową na głębokość około 30m . Piotrek zdawał na wyższy stopień. Zamocowałem jego aparat karabinkiem do liny na 12 metrach głębokości. Miał zejść bez aparatu na tą głębokość i założyć prawidłowo go na plecy. Zrobił to wyśmienicie, więc gdy zapiął wszystkie pasy, uścisnąłem mu dłoń i poszybowaliśmy obaj w dół bawiąc się nieważkością. Były fikołki , tańce i pogaduszki migowe a na 30 metrach wspaniała ciemność, i spokój, i oczy wpatrzone w pełnym zaufaniu. Jako instruktor kocham ten moment – wpatrzone i pełne ufności oczy. Czysta radość dwóch dusz. 
Odprowadziłem Piotra na powierzchnię a sam poszybowałem jeszcze raz w dół… by pomyśleć na dnie, w samotności, o pewnym kobiecym duszku – rusałce, która błąkała się na dnie jeziora i nie dawała mi od dłuższego czasu spokoju.
Teraz, po latach, myślę, ze to właśnie ta ciekawość duchowego świata mogła być jedną z przyczyn pojawienia się szkwału.
– Nic nie zdarza się przypadkiem – a światy wyższe bronią swych tajemnic przed ignorantami. Według teorii chaosu ruch skrzydeł motyla może spowodować huragan. Jakie więc spustoszenie i trwogę w duszy może dokonać wtargniecie do świata rusałek?
Gdy po dekompresji wynurzyłem się na powierzchni panował spokój przed burzą. Powietrze było parne i ciężkie jak w oku cyklonu. Chmura w kształcie kowadła wyciągała już do nas swoje macki. Czarna jak smoła jej podstawa była tuż przy nas. Wdrapując się na jacht krzyknąłem by Kasia i dostojna pani schowały się do kabiny. Z Piotrkiem zajęliśmy się wyciąganiem nurkowej liny zejściowej i sprzętem nurkowym a ja pokrzykując instruowałem jak postawić żagle, poważnego pana i jak wyciągnąć kotwicę.
“ Niech pan weźmie tę linkę , ten kolorowy sznurek i ciągnie … i zwiąże jak pan potrafi i proszę się schować w kabinie bo na pokładzie będzie niebezpiecznie podczas szkwału!.”
Po chwili nadleciał wyjąc szkwał. Złapałem za ster. Zatrzeszczał maszt, zawyło w wantach. Na pełnych żaglach lecieliśmy w szalonym pędzie – w ślizgu. Z niskich, czarnych, chmur sypnęło gradem. Za nami piorun uderzył w wodę. Po chwili rozpętała się kanonada – pioruny biły w brzeg i obok w wodę.
– Może uderzyć w maszt – pomyślałem. Uchyliłem klapę zejściówki i zobaczyłem, ze dostojna pani leży na koi i ma na sobie naszyjnik na łańcuszku i na rękach pierścionki. Pomyslałem o zabezpieczeniu się przed  uderzeniem pioruna – o napięciu krokowym znanym wszystkim wspinaczom i żeglarzom.

– Proszę siąść i nogi trzymać razem i … zdjąć z siebie wszystko co… – krzyknąłem.
Nie dokończyłem bo blisko w wodę uderzył piorun. Byliśmy już przy kei. Udało mi się wykonać manewr zwrot przez rufę i jacht zastygł przy pomoście. Żagle poszły w dół, cumy na keję i w podmuchach wichru , mokrzy, w skafandrach, wskoczyliśmy z Piotrkiem do ciepłej kabiny.

Gdy wszystko się uspokoiło poważny pan zaprosił mnie do pobliskiego baru na piwo i powiedział z uśmiechem, że od lat jest kapitanem jachtowym i bardzo bawiły go moje polecenia: ” Weź pan ten sznurek.” Był zachwycony przygodą. 
A dostojna pani? Zaprzyjaźniła się z nami nurkami i wieczorem urządziła wielkie przyjęcie. Były to zaślubiny z duchem jeziora, rusałkami i ich braciszkiem szkwałem – który podróżuje na kowadle z chmur. Gdy zostaliśmy sami, pani z prowokacyjnym uśmieszkiem zapytała : 
– Wytłumacz mi, nie bardzo rozumiem… dlaczego to miałam trzymać nogi razem i zdjąć wszystko?

– Wybacz, nie odpowiem, bo tkwi w tym odwieczny problem kobiet… i wieczna zachłanność mężczyzn. – roześmiałem się.
Nagle jacht otuliła gęsta mgła. Koło dostojnej pani ukazała się, jakby utkana ze światła i kropel wody, postać dziewczyny – rusałki. Dziewczyna nie była widoczna dla dostojnej pani. Dziewczyna wpatrywała się we mnie z zagatkowym uśmieszkiem. W Głębi jej zielonych oczy rozpoznałem pytanie: 
– Czy jesteś pewien?

Fotka z zasobów internetu

Rusałki – zwane też boginkami, to w mitologii słowiańskiej demoniczne istoty zamieszkujące lasy, pola i zbiorniki wodne.

Ukazywały się zazwyczaj jako piękne, nagie dziewczęta z rozpuszczonymi zielonymi włosami, rzadziej jako stare i odrażające kobiety. Rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Rusałki pojawiały się w czasie nowiu i wabiły do siebie młodzieńców, których zabijały poprzez łaskotanie[1] lub opętańczy taniec.

Termin rusałka pochodzi od łacińskiego rosalia (święto róż). Poprzez Bałkany dotarła na Ruś. W Polsce rusałka występowała jedynie jako termin książkowy, zamiast niego używano terminu boginka. Nazwa rusałka szybko upowszechniła się i objęła swoim zasięgiem różne rodzaje demonów, m.in. brzeginie.

Na Rusi w okolicach Zielonych Świątek obchodzono rusałczy tydzień, podczas którego składano rusałkom w ofierze chleb i urządzano uczty.

Wilkipedia

 

 

 

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: