Na rozdrożach

Na Rozdrożach

 

Dziwne, ale w sytuacjach zagrożenia własna głowa płata najczęściej figle. Najpierw umiera się ze strachu by po chwili śmiać się z siebie, do siebie, do przyjaciół, do całego świata. Może to ta najwyższa w człowieku istota, znająca przyszłość, „wewnetrznie” uśmiecha się do nieszczęśnika? Moze w sytuacjach zagrożenia, w przyśpieszonym tempie, nasza osobowość uczy się cierpliwości, ufności do Stwórcy? Może uczy się miłości?

Wiele lat temu kiedy sprzęt do nurkowania był jeszcze nie doskonały, na czterdziestu metrach głębokości, w zimnej i ciemnej wodzie jeziora, dziewczynie zabrakło powietrza. Wpadła w panikę. Rzuciła się na mnie strącając mi maskę z twarzy. Podałem jej własny ustnik automatu oddechowego ale ona juz straciła przytomność. Nie bez trudności wydostałem ją i siebie na powierzchnię. Takie dramatyczne zdarzenia mocno wpływaja na naszą psychikę.

Tej nocy śniło mi się, że jakąś kobieta przemawia do mnie. Mówiła wolno, wyraźnie – ciepłym i pełnym miłości głosem.

Mówiła:

Warto pomagać, kochać, bo to wzmacnia obie strony i promieniuje na zewnątrz, naprawia i wzbogaca nasze relacje z innymi, daje siłę do wykonania tego, co jest niekoniecznie miłe, ale jest konieczne do zrobienia, no i daje zachętę do aktywności – nas rozwijającej. Warto kochać, bo „nigdy nic nie wiadomo”, bo „wszystko może się zdarzyć”. Warto kochać niezależnie od tego ile mamy lat i w jakim punkcie życia jesteśmy. Przeświadczenie, że „nigdy nic nie wiadomo” lub „wszystko może się zdarzyć” wzmacnia wewnętrzne przekonanie, że warto nie ustawać w pracy nad sobą, nad swoją psychiką, duszą i ciałem, nad tym, żeby pokonać w sobie wewnętrznego lenia – destruktora, który pojawia się wtedy, gdy uznajemy, że zawsze już będzie to samo i tak samo, albo i gorzej….a więc, że nie warto się starać. Miłość i wynikająca z niej wiara w „nigdy nic nie wiadomo” lub „wszystko moze sie zdarzyć” nie tylko wzbogaca „Tu i Teraz”, ale utrzymuje duszę w stanie mlodości.

Mój kochany – mówiła dalej ta kobieta – A więc niech żyje miłość. Popatrz na mnie. Robię to dla ciebie. Przeistaczam się w postać pięknej, młodej, wrażliwej kobietki, która wie o twoim ukrywanym marzeniu. Od zawsze chciałeś być pustelnikmiem, prawda? Nic przede mną nie ukryjesz. Nosisz mnie w sobie przez całe życie.

Chce ci wyznać, tu w tych zdumiewających dla ciebie okolicznościach i w chwili głębokiego snu: uwierz mi, że ta podwodna przygoda nie była przypadkowa, tak jak wszystko w twoim życiu. Od lat ciebie obserwuje. Zastanawiam się czy wesprzeć cię w twojej decyzji poświecenia się Stwórcy i ludziom przez służbę w zakonie. Domyślasz się o jakim zakonie mówie? Wysłuchaj mnie uważnie.  Śnij a ja tymczasem opowiem ci o sobie.

Uwierz, pokonam z łatwością, jako wymarzona przez ciebie kobietka lęk i nieśmiałość i zacznę sama odkrywać przed tobą nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice, niepewności, słabości.  Liczę na to, że i ty odpowiesz mi tym samym. Maski muszą opaść, musi objawić się prawda i piękno. Zrozum, już nic nie będzie takie same, jak przedtem, a ta relacja, spotkanie ze mną, stanie się dla ciebie ważniejsza niż inne sprawy, którymi żyłeś dotąd. Zastanawiasz się do czego doprowadzi ciebie i mnie ta droga? To zrozumiała ciekawość. Ale najmilszy na litość boską nie próbuj mnie namówić do wstąpienia do zakonu. Sprawisz mi tym ból. Domyślasz się już kim jestem?

Kiedyś zniknąłeś i nikt nie wiedział, co się zdarzyło. A ona, ta kobieta, która tak bardzo cię kochała umierała z niepewności, z lęku o ciebie. Przyznaj się, uciekałeś przed nią, czy przed sobą? Przypomnij sobie swoją wybrankę. Zdradzę ci teraz jej myślenie.

Otóż, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważała, ze to przez nią zniknąłeś na długie lata, że może cos nie tak powiedziała, cos nie tak zrobiła, że ją karzesz bo nie potrafiła się wznieść tak jak ty, albo dlatego, że odczytałeś jej uczucia. Ale ty, wiesz przecież, że rzeczywistość była zupełnie inna. Mroczna tajemnica twojego życia, jedyna, o której jej nie powiedziałeś, upomniała się o ciebie. Wiesz już o jakiej tajemnicy mówię?

To nie jej najmilszy, a mnie jesteś przeznaczony. To do mnie się modliłeś o wybaczenie. To ja jestem twoją Królową. Tu czekam na ciebie. Czekam w Głebinie. Nie oddam cię już żadnej śmiertelniczce. Jesteś mój. Tylko mój. To mnie przez całe życie służyłeś i teraz służysz na klęczkach. Jesteś w moim zakonie. Obiecuje ci – będziesz tu leżał latami plackiem i prosił o powrót do normalnego życia.

Obudziłem się zlany potem. Co stało się w rzeczywistosci na tych czterdziestu metrach głębokości? Jak te dramatyczne chwile zmieniły mnie? Kim jest ta kobieta tak wyraźna w moim śnie? – zadawałem sobie pytania.

Postanowiłem to sprawdzić by zrozumieć. Musiałem wrócic do źródła. Popłynąłem łodzią do miejsca zdarzenia. Światło księzyca roziskrzało tafle wody. Czułem, że w łodzi nie jestem sam. Że ona płynie ze mną. Po linie zejsciowej spłynąłem na dno. Otoczyła mnie nieprzenikniona ciemność.

Po chwili usłyszałem znów ten sam głos – kobiecy głos. Ale tym razem zabrzmiała w nim nutka ironii.

Jestem Królową Życia i Śmierci. Mogę was ludzi łączyć lub rozdzielać na wieki. Podlegasz tylko mnie…

Czułem, jak wstrząsa mną płacz. Płacz trudny do opanowania, głęboki: w rozpaczy, w poczuciu winy i bezsilności. Uciekając od niewoli stałem się niewolnikiem!

Samotne życie – znów usłyszałem ten ironiczny kobiecy głos – skupione na sobie, oświetlone radością przebywania na łonie przyrody, ma swój ciemny aspekt – halucynacje. Pamiętasz? Pojawiły się u ciebie pewnej nocy. Siedziałeś przed świecą, wykonując to samo ćwiczenie co zwykle. Miało ono na celu uspokojenie umysłu i beznamiętne obserwowanie myśli w całkowitej ciszy. Nagle usłyszałeś Głos. I nie był to głos kogoś, kogo znałeś, a głos, który nie dochodził z żadnego konkretnego miejsca, a który powiedział:

„ Zostaniesz moim uczniem. Powiem ci co to jest prawda, pokażę ci piękno” – Pamiętasz?

Nie poruszyłem się. Czekałem, aż kobieta jeszcze coś powie, ale mój umysł już się rozkojarzył. Uśmiechnąłem się i zapaliłem lampę. Zatoczyłem nia okrąg. Byłem w kuli światłości. 
Pomyślałem – Przecież święci słyszą głos Pana, natomiast opętani głos Diabła. Nie wydawało mi się, by w moim przypadku chodziło o Pana. Głos Kobiety nie był głosem wewnętrznej najwyższej mojej istoty ponieważ tamten nie mówił; tamten pozwalał tylko słyszeć.

Postanowiłem rozważyć sprawę dokładnie i bez pośpiechu. Otóż, ów Głos – pomyślałem – oczywiście musiał wynikać z sytuacji, w jakiej się znalazłem.

Wczesnym rankiem obudziłem dziewczynę i zaproponowałem jej wspólny powrót na czterdzieści metrów głębokości. Po raz któryś udało nam się razem wrócić do normalności. Głos Kobiety w moich snach zamilkł. Trochę szkoda – mam tak wiele do niej pytań. Być może kiedyś spotkam ją na ulicy , tuż za rogiem. Moze na rozstajach dróg? Kto to wie?

Samotność wytwarza pustkę, która w sensie psychologicznym przyprawia o zawroty głowy. Pozbawiony dodatkowych bodźców umysł koncentruje się, staje się szkłem powiększającym, w którym małe rzeczy ogromnieją. Umysł ma wówczas wrażenie, że wszystko rozumie, że widzi wszystko jaśniej i doświadcza czegoś, co normalnie pozostaje poza doświadczeniem.

Istnieje zewnętrzny świat, który odbieramy naszymi zmysłami. Ale co z tym wewnętrznym – uczuć i myśli?

Być może kiedyś ten nasz świat wewnętrzny  mysli i uczuć stanie się dla nas  zewnętrznym? Warto juz rozwijać odpowiednie zmysły. W jakich wtedy będziemy ciałach? Anielskich? Świetlistych? Kto to wie?

PS

W zderzeniu z niebezpieczeństwem poszerza się nasza świadomość. Odmienność fizycznych warunków Głębi zmusza nasze zmysły do intensywnej pracy. Nasze ciało i psychika, po niewielkim treningu, znakomicie radzą sobie pod wodą z nieważkością, odmiennością w widzeniu, dotykaniu i słyszeniu. Taka elastyczność – nas ludzi; czy to nie jest jeden z dowodów, że jesteśmy w głębi swego jestestwa kosmitami i podróżujemy po całym Nieboskłonie odwiedzając to tu, to tam ciekawe planety? Może jest tak, jak twierdzą delfiny, że przybyliśmy razem z nimi na Ziemię z gwiazdozbioru Syriusza? Każdy duży stres, oddychanie sprężonym powietrzem zmieniając parametry życiodajnej krwi, wywołuje niecodzienne stany umysłu. Z podświadomości, w głębinach wód, w kosmosie, w niezwykłych fizycznych i psychicznych warunkach, jak z worka Pandory, wynurzają się lęki, i wtedy przejmują władzę nad nami przerażające senne straszydła. Po powrocie do domu po „stresowej przygodzie” uważajcie na swoje sny kochani. 

 
Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: