Różowe kwiatki i niebieskie ważki

Rózowe kwiatki i niebieskie ważki

„Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem, możemy latać wtedy, gdy obejmujemy drugiego człowieka”. (Gamka)

 Rzeka:

 Różowe małe kwiatki ścielą się na wodzie. Prąd wody niesie kajak po kwiecistym dywanie. Dookoła fruwają gromady niebieskich ważek. Niebieskie wazki i różowe kwiatki. Niebieska jedność pojednania i różowy oddech miłości. Ty rzeko uspokajasz pięknem, szemrzesz cichutko i nie oceniasz…Posłuchaj rzeko:
 Słońce głosi cud dnia, cud życia. Jak co dzień, w tajemniczej spirali istnienia wszystko wraca do życia. Trwa wieczne Teraz łańcuch przyczyn i skutków splatając w Czas. W buncie, żeby jeszcze chwilę być z Przyjacielem, pędzę w wyobraźni, w jego świat obrazów, w beztroski świat wspomnień.

 

Jezioro:

Słoneczny ranek karmi życiem wszystkie istoty – budzi je i uzdrawia. Pękają pąki i nasiona. Płyną soki i radośnie szemrze woda. Spływam swobodnie coraz głębiej i głębiej. Samotny siadam na dnie. Topię w wodzie łzy i żałość. Nie ma go. Nie obejmie, nie przytuli. Odszedł ten o którym z podziwem i z szacunkiem medytowałem w głębinach zawieszony w stanie cudownej nieważkości. Przegrałem wyścig. Ciąży mi ciało. Chcę mu towarzyszyć ale wiem, że to jest nie możliwe. Z ciepłem promieni słonecznych napływa olśnienie. Znikają smutne wyobrażenia. Uwalniam się od myśli. Z pustki po nich wynurza się rzeczywistość. Czuję wielką jedność z wszystkimi istotami. Głos szepcze:
„Niebieskie ważki i różowe kwiatki. Niebieska jedność pojednania i różowy oddech miłości…” 

 

Kilka lat wcześniej…

Mija upalny dzień. Późne popołudnie zastaje mnie siedzącego na pomoście i wpatrzonego w drobne fale jednostajnie i niezmordowanie atakujące piaszczysty brzeg. Intensywny zapach róż z proboszczowego kwietnika budzi we mnie nostalgiczne refleksje. 
Wpatrzony w wodę widzę odbicia falujących i przesuwających się chmur. Obserwuje myśli pojawiające się i zanikających w moim umyśli: o róży Małego Księcia, o sensie życia, przemijaniu i przeznaczeniu, o rozwoju, łańcuchach przyczyn i skutków, o mocy i głębi marzeń, o olśnieniu, zauroczeniu, spełnieniu i Aniołach.

Z zadumy wyrywa mnie odgłos grzmotu. Nad jezioro, z zachodu, wtaczają się groźnie wyglądające chmury. Chmury te płoną ciemnoczerwonym żarem, a kilka z nich sprawia wrażenie jakby jarzyły się od wewnątrz. Tak jak przepływające przez umysł myśli nie są istotnością bo są zapożyczeniem, chmury nie tworzą przestrzeni, one w niej istnieją. Chmury jak i myśli sprawiają wrażenie, że ciągną się od wieczności w wieczność.
Odbicie w wodzie przyjmuje kształt tornada. Wyjmuje fotograficzny aparat, ustalam kadr i robię zdjęcie.

Do jachtu przycumowanego do pomostu wrzucam suszący się sprzęt do nurkowania, torbę ze sprzętem fotograficznym i nie czekając na pierwsze krople deszczu, skrywam się w oszklonej werandzie plebani.

W wiklinowym bujanym fotelu drzemie proboszcz, wystawiając twarz do padających przez szybę promieni zachodzącego słońca. Wiele lat temu, kiedy z młodzieńczą arogancją paplałem trzy po trzy na temat autentyczności życiorysu Chrystusa, spojrzał na mnie surowo i powiedział: „Mój drogi. Jeśli chodzi o Boga, to ma się go w sercu, albo nie.” Zamilkłem i poczułem się najbiedniejszym człowiekiem na świecie. 
Długo przeszukiwałem własne serce. Znalazłem tam i groźne pouczenie „Zanim dusza stanie przed Nauczycielem obmyć się musi we krwi swojego serca.” i cudowną opowieść o tym jak magowie pragnąc ukryć szczęście przed ludzką zachłannością, ukryli je w ludzkich sercach, mądrze przewidując, że ludzie kojarząc raczej szczęście z władzą, sławą i pieniędzmi łatwo nie odnajdą takiej kryjówki – w zakamarkach własnych serc.
„Nie za zimno wam pod tą wodą? Podziwiam, że panu jeszcze się chce nurkować. Nie szkoda to zdrowia?”- proboszcz z rozbawieniem zerka na mnie spod krzaczastych, siwiutkich brwi. 
W głębinach można spotkać Anioły. To one mnie pociągają. Lubię z nimi pogadać.”- odpowiadam prowokująco.
” Bądź ostrożny mój drogi. Anioły to eteryczne istoty. Inaczej czują i myślą niż my. Pomagają nam, ale nie są na naszych usługach. Proszę poczytać…. z Biblii dowie się pan więcej o Anielskich zwyczajach.” – odpowiada sięgając po Biblie.

Bezpieczni, osłonięci przed deszczem i wiatrem przez okna werandy obserwujemy burzę. 
Nadciąga czerwono – krwistym kowadłem. Gna przed sobą skłębione, czarne i poszarpane chmury. Jezioro zmusza do wrzenia. Swą mocą podrywa wodę. Pianą przybiela grzywy stromych fal. Czarne cienie chmur wbija w głębinę. Grozą gasi słońce. Wypiętrzonym w niebo zachłannym kowadłem wchłania jeziorną wilgoć, i po chwili pionowym kołowrotem wichrów przemienić ją w lodowe odłamki, i z pasją zrzucić strumieniami zmarzlin na jezioro. Bębni gradem po dachu plebani. Spadającym z nieba wichrem przeoruje powierzchnię wody pasmami białej piany. W górę unosi jęzory zawiesiny wodnej, tworzy zaczątki wirujących pępowin tornad, i po chwili w szalonej rotacji łączy otchłań jeziora z opuszczającą się podstawą chmur. Błyskami, grzmotami, gradem i wyciem wiatru atakuje przycupniętą na brzegu wioskę.
„Jak sens ma ten gniew Natury, składający się ze swoistego łańcucha burzliwych zdarzeń? Czy ten nieokiełznany wybuch żywiołów ma służyć oczyszczeniu, skrusze człowieczej? Jest karą? Kto tu zawinił i kto tu kogo i za co karze?” – pytam siebie.
I nagle, czy to dla otuchy, czy też z pychy, w kościółku odzywają się dzwony zwołując wiernych na wieczorną mszę.
„Lepiej by było, żeby z mszą zaczekać jak skończy się burza. ” -mówię. Ale księdza już na werandzie nie ma. 
Docieram do kościółka w strugach deszczu, w zgiełku piorunów, w scenerii rozgniewanego nieba co chwila rozdartego błyskawicami. Kierowany niezrozumiałym impulsem, zamiast wejść do przytulnego, skąpanego w świetle zapalonych świec wnętrza kościółka i w skupieniu i spokoju wysłuchać kazania proboszcza, omijam kościółek i idę dalej brzozową alejką w kierunku kaplicy Matki Boskiej Studzieniczańskiej. Przysiadam nad wodą obok kamiennej figurki św. Jana Nepomucena.

„Strzeż nas od nie sławy w życiu i wieczności”- czytam, nie wiedząc czemu na głos, słowa wyryte na postumencie. 
Nagle, czuję jak włosy na głowie stają mi dęba, i widzę jak figurka świętego pokrywa się siecią fioletowych iskierek. Obok mnie, w drzewo, uderza piorun. Błysk i grzmot zlewają się w jedność Olśnienia. Przestrzeń i czas rozrywa się. Wpadam w nicość. Odchodzę coraz dalej, i dalej. 
Opadam. Otacza mnie świecąca mgła, otula uczucie bezpieczeństwa. Czuję delikatne, pełne matczynej miłości dotknięcie. Ze środka wirującej tęczowymi kolorami spirali wypływa jasna postać. Wpatrując się we mnie z rozbawieniem. 
„Znam cię całą wieczność. Jam twój Anioł Stróż.”- przenika mnie myśl.
Ujmujemy się za dłonie. Obejmujemy czule i wtulamy w siebie. Przenikamy się i stajemy się jednością. Delikatnie wirując schodzimy coraz głębiej, i głębiej. 

 

Tego dnia dziewczyna wypadła z kajaka i utonęła – w dzień swoich osiemnastych urodzin. Nie widziała na wodzie różowych kwiatków i siadających na nich niebieskich ważek. Nie dostrzegała cudów przyrody. Może nawet nie lękała się nadciągającej nawałnicy. Emocje odcięły ją od samozachowawczego instynktu, zawładnęły jej duszą i ciałem. Od kilku dni oczy jej tonęły w łzach. W dzień i w nocy dręczyły ją pytania: „Dlaczego uciekłam z domu? Dlaczego nie mogę być z moim chłopcem? Dlaczego nie mogę otwarcie go kochać?

Po pewnym czasie od tego tragicznego zdarzenia, znajomy leśniczy przyprowadził do mnie rodziców dziewczyny. Byli zrozpaczeni, bo urzędowi nurkowie nie odnaleźli ciała. Pokazali mi mapę na której jasnowidz z Olsztyna wyrysował prawdopodobne miejsca które należało by jeszcze raz przeszukać. Zgodziłem się.
Wtajemniczałem wtedy w arkana nurkowania przesympatyczną czwórkę aktorów – studentów. Dzień po dniu, po zajęciach, schodziłem na dno by przeszukać jakiś niewielki obszar dna – była słaba widoczność, głębokość do 30 metrów i gruba warstwa mułu. Szansę na odnalezienie ciała prawie żadne.
Przyszedł dzień końcowych zaliczeń. Moi podopieczni spisali się znakomicie. Zakotwiczyliśmy jacht na głębinie. Było słoneczne popołudnie ale potężnie wiało. Tak jak tamtego pamiętnego dnia kiedy dziewczyna utonęła. W kajucie jachtu nurkowie przygotowali pożegnalne przyjęcie. Byłem jeszcze w wodzie i poprosiłem by podano mi podwodną lampę. Chciałem jeszcze raz zejść i poszukać. Przyjaciel nachylił się do mnie z jachtu i znieruchomiał. Powiedział: “ Słuchaj, na twojej głowie siedzą dwie ważki”
Zapytałem: “Jakiego koloru?” Odpowiedział: “Jedna niebieska a druga różowa”. Nie miałem wątpliwości – był to sygnał , że wszystko jest w jak najlepszym porządku…

Kilka lat później…

Ku mojemu zaskoczeniu na drewnianym pomoście, na którym często w samotności medytowałem wpatrując się w świty i zachody słońca, ktoś czekał na mnie. Jakiś mężczyzna siedział ze skrzyżowanymi nogami w pozycji lotosu. Jego ubranie leżało obok. Był nagi. Siadłem obok w milczeniu i przymknąłem oczy. Słońce dotykało już czubków ściany drzew na przeciwległym brzegu jeziora.
Powiało chłodem. Zerwał się wieczorny wiatr. Nad jezioro napłynęły ciemne chmury. Z oddali nadleciał odgłos grzmotu. Fale uniosły się i zaczęły zalewać pomost. Nieznajomy podniósł ręce w górę i przemówił
„Boże! Czemu uczyniłeś mnie tym kim jestem? Proszę pozwól mi przekazać dar, którym mnie obdarzyłeś…”
Nie dosłyszałem o jakim darze on mówił i komu chciał go przekazać, bo podniosły głos nieznajomego nagle zagłuszyło przejmujące wycie wiatru spadającego z wysokiej skarpy za naszymi plecami. Suchy trzask pioruna poderwał do lotu i żałosnych pojękiwań stado kormoranów koczujących na pobliskich drzewach. Dookoła wszystko wyło i jęczało. Nagle też pojawiła się olbrzymia fala, wielokrotnie większa od tej przysłowiowej dziewiątej, i cisnęła mną jak piórkiem z pomostu na brzeg. Uderzyłem głową o konar stojącej tuż nad wodą brzozy i straciłem przytomność. Trwałem w tym zadziwiającym stanie świadomości, pół śnie pół jawie do około północy, Gdy się ocknąłem powierzchnia jeziora zalana była jasnym światłem księżyca. Stał nad horyzontem wysoko i był w pełni, Zauważyłem dookoła siebie rozrzucone deski pomostu rozbitego impetem fali. Z góry, gdzieś z polany na skarpie dobiegał do moich uszu kobiecy śpiew. Powlokłem się tam schodami obijając stopy o porozrzucane uderzeniem wiatru deski pomostu. Gdy moja głowa znalazła się na poziomie polany, ze zdumienia otworzyłem oczy. Wśród drzew płonęło wielkie ognisko a dookoła niego w roztańczonym korowodzie przesuwały się pół nagie kobiety. Wesoła muzyka, w tak której tańczono, dobiegała gdzieś z góry, z pośród koron drzew. Koncentrując wzrok na gałęziach rozłożystego jaworu, ujrzałem grajków. Były to również roznegliżowane kobiety. Tuż przy ognisku, w środku korowodu z rękoma wzniesionymi do góry obracał się jedyny mężczyzna w tym towarzystwie. Był brodaty, nagi i był to nieznajomy – człowiek z pomostu. Jeszcze nie zdążyłem ochłonąć ze zdumienia, kiedy za sobą usłyszałem delikatny plusk i ciche stąpnięcia. Od strony jeziora, w moim kierunku szła cudownej urody młoda, skąpo odziana niewiasta. Zbliżała się błyskając tęczowymi odbiciami księżycowego światła w kroplach wody spływającej po jej ciele. Spoglądając z rozbawieniem na mnie objęła mnie obiema rękami przybliżając równocześnie swoje usta do mojego ucha. Powiedziała szeptem:
„Mój drogi. Na ciebie już czas.”
Stałem bez ruchu, zahipnotyzowany jej urodą i dotykiem… „Błagam cię. Błagam cię, nie opuszczaj mnie już nigdy więcej”- wyszeptałem.

 

 

 

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: