Twórczy stres

Twórczy stres

„Czasami to, co się dzieje jest tak trudne, ze zasłania wszystko inne, a kamień na sercu tak ciężki, ze nie można oddychać. A ponieważ praca w moim przypadku przenika się z życiem osobistym, wiec próby wyciszenia w jednym obszarze są nieskuteczne całościowo. Jak już sobie przemyśle, co i jak, to może zwrócę się o pomoc z Góry – modląc się i medytując.
Wydaje mi się jednak, ze Góra pomaga nam wtedy, kiedy spełnione są jednocześnie dwa warunki: sami dobrze wiemy, czego chcemy oraz to, o co prosimy, jest w porządku wobec innych. I w tym cały szkopuł, bo nawet jak wiemy, co byłoby najlepsze dla nas, to często nie wiemy, czy (to) najlepsze dla nas, uratuje, czy tez zgubi tych, którzy są w ten, czy inny sposób z nami związani. „
Przeczytałem w miłym liściku do mnie.

 

Tamtego dnia Ducha Okolicy dopadł twórczy stres. Podległe mu duchy wzięły się do pracy. I jak to się zwykle dzieje w ciasnocie i tłumie, w harmonie zdarzeń wkradł się Chaos. Nocą zapaliły się pokłady torfu w dolinie rzeki Biebrzy. Wiatrem przygnany dym popiołem opadał na las i jezioro Studzieniczne. Kiedy się obudziłem o świcie, po szybie okna spływał szary deszcz. Ponad lasem wschodziło słońce. Parowała woda po chłodnej nocy i jej kropelki osiadały na drobinkach dymu. Promienie z wielkim trudem przebijały wysycane dymem powietrze. Wodna zawiesina wchłonęła czerwoną i pomarańczową barwę światłą. Dookoła było szaro-niebiesko. Zszedłem schodkami nad jezioro i usiadłem na pomoście. Panowała cisza. Wiatr ustał. Milczały ptaki. Widoczne poprzez trzciny odbicie w wodzie wschodzącego słońca rozsypało się w gwiezdną konstelację. Trzciny wyglądały jak więzienne kraty. Ustawiłem kadr i zrobiłem zdjęcie. Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Była przyjemnie ciepła. Płynąc przez gwiezdną konstelację wśród kłębów mgły w kierunku fioletowego Słońca poczułem się istotą innej planety, innego Słońca. Wszedłem w Kosmiczną Medytacje.
W stanie zauroczenia fioletowym światem moja głowa wypełniła się zupełnie nieznanymi mi myślami. Czułem, że Ktoś podrzuca mi te myśli jako „kukułcze jajka”. I co się z tych jajo – myśli wylęgło?

„Kochamy mózgiem, nie sercem. Intelekt może się zmieniać i dopasowywać, ale nie miłość. Intelekt może stać się nieprzystępny i niewrażliwy na cierpienie, ale miłość tego nie zdoła; intelekt potrafił zawsze wycofać się i zabezpieczyć; może być wyłączny, zaborczy, osobisty, lub bez osobisty. A miłości nie można do niczego przystosować, nie da się jej zamknąć w żadne opłotki i niczym zabezpieczyć. Smutek naszego życia polega na tym że nazywamy miłością to, co właściwie należy do intelektu. Przepełniamy serce tym, co pochodzi z dziedziny myśli więc serca nasze są wciąż puste i głodne.
To intelekt rodzi zaborczość i zazdrość, to on chwyta, trzyma, zagarnia, i on też niszczy i pustoszy. Życiem naszym rządzą intelekt i nerwy. Pragniemy wciąż aby nas kochano; a nie znamy miłości która niczego nie żąda; dajemy tylko po to, aby coś w zamian otrzymać, a to jest hojnością typowo intelektualną, nic z sercem nie mającą wspólnego. Myśl wciąż szuka pewności i zabezpieczenia się, a czyż można upewnić się myślą w miłości? Czy może intelekt, którego podłożem jest pamięć, jest czas, pochwycić miłość która jest sama w sobie wiecznością?”

„Myśl, z całą swą emocjonalną zawartością, to nie miłość. Myśl nieodmiennie miłości zaprzecza, gdyż podstawą jej jest pamięć, a miłość nie ma nic z pamięcią wspólnego. Gdy myślimy o kimś kochanym, owa myśl nie jest miłością. Możemy sobie przypominać przyzwyczajenia, ruchy, sposób bycia, upodobania czy antypatie przyjaciela, i myśleć o miłych lub smutnych chwilach czy zdarzeniach w naszym wzajemnym stosunku, ale obrazy, które nam pamięć podsuwa, to nie miłość. Myśl z samej swej natury zawsze dzieli i wyodrębnia. Poczucie czasu i przestrzeni, rozłąki i bólu rodzę się wszystkie z myślowego procesu, a miłość może istnieć tylko tam, gdzie len proces ustaje.”

„Medytacja rozkwita w czystości i ogromnej przestrzeni. Bez przestrzeni nie ma czystości. Czystość nie jest niedojrzałością. Można być fizycznie dojrzałym, ale ta ogromna przestrzeń, pojawiająca się wraz z miłością, nie jest dostępna, jeśli umysł nie uwolnił się od licznych śladów pozostałych po przeżytych doznaniach. To te blizny niweczą czystość. Uwolnienie umysłu od tej nieustannej presji doznań jest medytacją. W miarę jak słońce zachodzi, pojawia się ta przedziwna cisza i uczucie, że wszystko wokół ciebie znikło, choć samochody jadą dalej, a zgiełk nadal trwa. To Poczucie oddalenia wydaje się przenikać cały wszechświat. Zapewne i wy to kiedyś odczuliście. Często pojawia się zupełnie nieoczekiwanie; przedziwny spokój i cisza zdają się spływać z nieba i okrywać ziemię. To jest błogosławieństwo, a sprawia ono, że piękno wieczoru staje się bezgraniczne.”

Czy medytując o miłości stajemy się lepsi, dojrzalsi i pomocni? Oczywiście tak.

W tekście wykorzystałem fragmenty – rozważania J.Krishnamurti

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: