Wewnętrzna rewolucja

Wewnętrzna rewolucja

 

Zanim i nasze mózgi zostaną nieodwracalnie zglobalizowane…

 

„…Mogło się to zdarzyć wszędzie. I nie tylko u nas, nie tylko w Europie. Oznaki tej rewolucji, nie politycznej, ale wewnętrznej, która wydaje mi się dzisiaj jedyną możliwą i której chciałbym jeszcze stać się częścią, zdawały mi się objawiać na różne sposoby i wszędzie. Coraz wyraźniej. Objawiają się też w łonie samych zinstytucjonalizowanych religii – nawet w islamie – w ruchach antyglobalistów, w grupach walczących o prawa człowieka, w organizacjach ekologicznych i wolontariacie. Objawiają się wśród młodych, którzy nie  zamierzają rezygnować z marzeń, wśród kobiet zdecydowanych wprowadzić element żeński do zarządzania sprawami ludzi. Jestem przekonany, że wśród najróżniejszych ludzi na całym świecie rozwija się już nowa świadomość tego, co jest niewłaściwe, i tego, co należy robić. Moim zdaniem ta nowa świadomość jest wielkim dobrem naszych czasów. Należy ją pielęgnować.

Stąd, z tej świadomości, a nie z jakiejś nowej religii czy od jakiegoś nowego proroka, dyktatora albo wyzwoliciela, będzie pochodzić duchowe przewodnictwo przyszłości. Rozwiązanie jest w nas, chodzi o to, żeby je znaleźć, robiąc porządek, wyrzucając wszystko, co zbędne, i dochodząc do sedna tego, kim jesteśmy. Bardziej chodzi o stawianie długotrwałego oporu, niż o obleganie bastionów władzy. Trzeba opierać się pokusie dobrobytu, opakowanego szczęścia i zrezygnować z chęci posiadania tylko tego, co sprawia nam przyjemność. Nie należy porzucać rozumu, by oddać się szaleństwu, ale należy też zrozumieć, że rozum ma swoje ograniczenia, że nauka ocala, ale również zabija, i że człowiek nie dokona żadnego prawdziwego postępu, dopóki nie zrezygnuje z przemocy. Nie w słowach, konstytucjach czy prawach, które ignoruje, ale w głębi swojego serca.

Droga do przebycia jest oczywista: musimy żyć w sposób bardziej naturalny, mniej pragnąć, więcej kochać, a wtedy liczba takich schorzeń jak moje też się zmniejszy. Zamiast szukać lekarstw na choroby, spróbujmy żyć tak, żeby nie powstawały. A przede wszystkim: dosyć wojen, dosyć broni! Koniec z „wrogami”! Nawet ten, który powodował szaleństwo moich komórek (Terzani był chory na raka), nie był wrogiem. Chwilowo to my jesteśmy wrogami samych siebie.
Należy przywrócić duchowy wymiar naszemu życiu, uwięzionemu teraz w sidłach materii. Musimy być nie tak egoistyczni, mniej się kierować osobistym interesem, a bardziej poświęcać dobru ogółu. Należy odkryć na nowo sens tego wspaniałego, lapidarnego przesłania na fasadzie katedry w Bardze w dolinie Garfagnanu, które przeczytałem jako chłopiec w czasie wycieczki szkolnej i od tamtej pory wyryło się w mojej pamięci:

„Małe jest moje, wielkie nasze”. 

Fragment z „Nic nie zdarza sie przypadkiem” T.Terzani

Obrazy Mistrzów Malarstwa fotografowałem z książeczki „Najpiękniejsze Modlitwy”

 

 

 

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: