Weź to serce i nie pytaj cz.3

Weź to serce i nie pytaj dlaczego

 

Pod oknami domu rosły róże i malwy. Wnętrze było przestronne i zalane strumieniami światła – padającego z dużych, otwartych okien. Meble jadalni były masywne – dębowe. Rzucał się w oczy ogromny stół nakryty białym obrusem i wielki oszklony kredens. Wszędzie w doniczkach rosły, a w wazonach stały, leśne kwiaty. Ale dominującym zapachem jadalni był zapach poziomek. Szklany dzban pełen poziomek stał na wysuniętym blacie kredensu.

Obmyliśmy ręce i siedliśmy do stołu. Potrawy były proste i wybornie smakowały – biały ser, masło, miód, pomidory, ciemny chleb. Ale zaczęliśmy ucztę od jajecznicy usmażonej na cebulce i posypanej drobno pokrajanym szczypiorkiem. Jedliśmy z apetytem i w milczeniu – popijając delikatną nalewką. Jeden tylko moment tego przyjęcia był dla mnie zaskakujący; dziewczyna, która siedziała na wprost mnie, nagle, dotknęła mojej stopy swoją bosą stopą i patrząc zalotnie w moje oczy przesunęła stopę ku górze. 
– Jakie to filmowe – pomyślałem – tak to sobie wymarzyłem? 
Uśmiechnąłem się do niej przyzwalająco. Po śniadaniu siedliśmy przed domem w przewiewnej pergoli – w cieniu liści winogron obrastających jej ściany i sufit . Dziewczyna przyniosła ze sobą dzban nalewki, w porcelanowych filiżankach kawę a w dzbanuszku śmietankę do niej. Dookoła pergoli rosły firletki.

– Jeżeli staniesz się ekspertem znającym się na firletkach, zrozumiesz świat – powiedziała – widocznie zauważając, że piękno pola firletek zrobiło na mnie duże wrażenie.
– Gdy oddajesz się temu, co robisz, z poświęceniem i miłością, i godzinami skupiasz się, niezależnie od tego nad czym, w końcu zrozumiesz świat – kontynuowała – Możesz zobaczyć świat w ziarnku piasku, a wieczność w mgnieniu oka. Możesz też ujrzeć naszą przyszłość jeśli bardzo się postarasz. Często w śnie objawiają mi się wizje. Chcesz jedna z nich posłuchać?
Dziewczyna przyniosła poduszkę i ułożyła ją pod moimi plecami. Siadła obok mnie na fotelu i położyła rękę tak, że dotykała mojej. Miała piękne dłonie z długimi palcami – osoby często grającej na pianinie. Dotyk jej dłoni hipnotyzował. Wielkie pragnienie spełnienia zawładnęło mną. Chciałem dotykać ją i pieścić jej dłonie ale… Usnąłem. I był to sen w śnie…

Leżeliśmy spleceni, jakby połączeni na wieczność. Zacząłem przeglądać w głowie wszystkie zdarzenia dzisiejszego dnia. Czy znalazłem klucz do niebiańskiego świata? Czy Ona jest tym kluczem? Jest moją miłością i moim przeznaczeniem? Moim spełnieniem? Moim marzeniem? Leżałem na mchu i patrzyłem w wierzchołki sosen. Po domu, pergoli, firletkach nie było śladu. 
– Ciii, śpij kochany, odpocznij. – wyszeptała. – Kocham ciebie. Jesteś mój na wieczność. Proszę, zabierz mnie z sobą w twój świat.
Przeciągnąłem ręką po jej nagim ciele. Zadrżała. Wsparłem się na łokciu. Spojrzałem w jej oczy i powiedziałem: 
– Kocham Ciebie – to dotyk miłości. Zostać z tobą na wieczność – to jedność ciał, uczuć, myślenia.

– A co wtedy z naszymi duszami? – zapytała wtulajac się we mnie.
– Tańczą wtedy taniec radości na Plaży Szczęścia, w dźwiękach przypływów i odpływów Oceanu Pojednania. – odpowiedziałem śmiejąc się .

– Wariat! – szepnęła.

Nasze ciała przylgnęły ciasno do siebie.

Nagle – z oddali nadleciał odgłos grzmotu. Błyskawicznie – niebo zaniosło się burzowymi, ciemnymi chmurami. Słońce przygasło. Nieoczekiwanie –  potężne uderzenia wichury łamały drzewa i wyrywały je z korzeniami. Zapanowała ciemność. Nie do opisania wycie wiatru ogłuszyło nas. Kobieta z całej siły wtuliła się we mnie. Staliśmy się jednościa. Kiedy jej usta dotknęły mojego ucha usłyszałem strzępy słów: 
– Kochany!… Ratuj mnie!… Ratuj nas!.. Kocham cię… na wieczność..

Potężny wir – wessał nas w nieprzeniknioną otchłań otwierającej się ciemności. Straciłem przytomność. 

Obudziłem się w samochodzie. Na zewnątrz szalała burza. Odczułem potworne zmęczenie i strach. Obrazy ze snu wirowały w mojej głowie. Jak na ekranie wyświetlało mi się pulsując czerwienią pytanie: 
– Co stało się z nią? Jak oszalały, nie zważając na strumienie gradu i potężne podmuchy wiatru, wysiadłem z samochodu i pobiegłem ścieżką do sosny pod która spotkałem moją ukochaną. Ale jej tam nie znalazłem. Krzycząc z rozpaczy biegałem wśród drzew. Potężny huk pioruna i rozdzierająca przestrzeń błyskawica osadziła mnie na miejscu. Piorun uderzył w sosnę pod która tak niedawno kochaliśmy się. Nagle – na mchu, gdzie leżeliśmy, ujrzałem wynurzający się dzbanek pełen poziomek. Podniosłem dzbanek i przyciskając go do piersi pobiegłem do samochodu. Gdy byłem już w środku ujrzałem jak uderzeniem pioruna złamana sosna wali się na ziemię- tarasując przejazd ścieżką.
Przekręciłem kluczyk w samochodzie i silnik zapalił. Włączyłem tylny bieg. Po chwili byłem na drodze leśnej z której zboczyłem widząc na rozstajach krzak dzikiej róży. Zawierucha ucichła. Las tonął w porannych mgłach.

W lesie panował spokój. Usłyszałem odległy szum samochodów jadących szosą gdzieś za lasem. Wyjąłem z za siedzenia termos i nalałem pełen kubek kawy. 
– Rozkosz!! Rozkosz!” – mówiłem do siebie po każdym łyku. Byłem w takim stanie psychiki, w którym oczywistością jest głośne mówienie do siebie. 
– Tylko kawa daje rozkosz. Żadna kobieta, nawet ta wyśniona, dobrze zaparzonej kawie w smaku nie dorówna. Kawa to dopiero Tao. To co się zdarzyło to był tylko sen i Chwała Bogu. Nikogo nie skrzywdziłem, dziewczyny nie uwiodłem – bo jej nie było, nie ma i nie będzie. Ha! Ha! Logicznie myślę i nie istnieją inne światy. Jestem zdrów na umyśle i czuje się wspaniale – tak sobie na głos gaworzyłem popijając kawę łyk po łyku i rozkoszując się jej ciepłem i smakiem.

(od autora) Gdyby wtedy Marcin wiedział jaki z niego GŁUPEK!! Rzecz jasna, zapomniał, że wiezie w samochodzie tajemniczy dzban pełen poziomek. A poziomki to przecież pokarm Aniołów. A Anioły, tak jak Mały Książe, nigdy nie opuszczają w potrzebie i nie odpuszczają swemu winowajcy – podopiecznemu. Ale Marcin nic, ale to nic, nie kapował.

Dla wygłupu , chyba dla odreagowania , podszedłem do róży, by się jej pokłonić. A Ona? Ku mojemu zaskoczeniu, głosem mojej ukochanej tak szeptała:

– To ja. Ochroń mnie przed tymi wstrętnymi żuczkami. Zobacz co jeden taki robi mojej sąsiadce. Drapie po jej listkach pazurkami i wgryza się w sam jej środek.

Rzeczywiście obok na różyczce z rozłożonymi listkami, żuczek żarłoczne harcował. Pomyślałem, że Stwórca chyba eksperymentuje z zapłodnieniem. A mogło to by być tak: siadamy na wprost siebie, patrzymy z miłością w swoje oczy, dotykamy się wyciągniętymi dłońmi i wtedy… gdy Stwórca pozwoli… między naszymi dłońmi, jak w kołysce, pojawia się to wymarzone – dzieciątko.

– Marcinie! Pamiętaj! Gdy Stwórca nie daje sobie rady z mężczyzną – wysyła do niego kobietę. Mój drogi! To po każdej burzy najpiękniej rozkwitają róże. Ona wróci do ciebie. Posłuchaj: Kobiety są jak kwiaty, nieświadomie, lecz całą duszą rwą się ku górze. Ale swoją duszę powinny otwierać temu co Wieczne. Bo wzrost mocy i piękna, tylko Wieczne powinno wywoływać, a nie pożądanie wzrostu ani tym bardziej pożądanie jakiegokolwiek mężczyzny. Raduj się więc jak najczęściej widokiem każdej niewiasty ale dbaj też o wesołość swoich podopiecznych – rodziny, przyjaciół. Gdy wszyscy będziemy się częściej uśmiechali, zdrowie do nas zawita na stałe, prawość zapanuje w naszych sercach, harmonia w rodzinach, spokój w narodach i pokój na Ziemi. I niech tak się stanie, po trzykroć, rzecz jasna. 
Powiem ci na zakończenie: zrzuciłeś kajdany niewoli. Przed tobą wolność wyboru, cud przyjaźni i prawda – ta krainą bez dróg. Poszukiwanie piękna i prawdy to wspaniałe wyzwanie dla poszukiwacza przygód. Nie doceniamy tych skarbów wikłając się w poszukiwania swojej drugiej połówki. Gdy nie trafimy dobrze, uważamy, że nas skrzywdzono, zapominając, że sami tę połówkę wybraliśmy. Chwała Bogu , że po opamiętaniu się, po męczarniach wynikających z przyzwyczajeń i nawyków , zauważmy , że świat cały, tak jak za młodych lat, leży przed nami otwarty, tętni życiem i jest cudem. Cudem spotkań z innymi ludźmi, cudem przyrody, cudem rozwoju. I wtedy , gdzieś tam z oddali Ojciec- Stwórca się do nas uśmiechnie a Anioł Stróż , który ciągle przy nas wzdychał i przewracał oczami ze smutku, otrzepie skrzydła i zabawi się z nami pod łukiem tęczy – puszczając bańki mydlane w strumieniach jasnego światła i może nawet zatańczy z nami na łące, gdzie chłodna rosa popieści nam gołe stopy.

Nie do wiary – ale przysięgam na wszystkie świętości – wszystko to opowiedziała mi róża – Dzika Róża. Wierzycie? Więc jak jej na imię?

 
Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 30 sierpnia 2012, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: