Monthly Archives: Wrzesień 2012

SYCZ!!

Sycz

kiedy nadepną ci na ogon

Jezioro przykryła gruba warstwa mgły bo nocą nadciągnął zimny front . Życie lasu i jeziora toczyło się swoim rytmem. Dzięcioł zastukał. Sroczka zaskrzeczała. Choinki pokryły się pajęczynami. Po mchu przemknął zaskroniec. Nie czułem się intruzem. Wyniosłem z samochodu termos z kawą i kanapki. Siedząc wygodnie i posilając się czekałem na wschód słońca. Pojawiło się około ósmej –  wysoko nad horyzontem. Mgła ustępowała powoli. Skojarzyłem  mgłę z myślami zalegającymi od lat w głowie a słońce z mocą i mądrością człowieka poznającego siebie.

Wielokrotnie, gdy ktoś „atakował mnie” machałem ręką i „przechodziłem na drugą stronę ulicy” gdy go spotykałem. W myślach tłumaczyłem sobie: ” ..pewnie ma chłop problemy domowe .. z żona, dziećmi, lub z szefem w pracy” . Ale to było bardzo dawno. Oduczyły mnie takiej stradegii  spotkania podwodne. Otóż, gdy rekin atakuje trzeba przełamać strach i zdecydowanie płynąć w jego kierunku. Nie wolno ani przez chwilę okazać lęku, nie wolno odwrócić się  i uciekać…

Zza leżacego na ziemi drzewa wysunął się półtorametrowy zaskroniec. Zastygł w bezruchu nieopodal mojej stopy. Rzuciłem mu kawałki chleba. Nie skorzystał. Z królewską dostojnościa w tanecznych skretach , bezszelestnie zniknął wsród traw.

 

Otworzyłem książkę T. Terzaniego na takiej to anegdotce:

Terzani opowiada:

„…Spędzałem godziny przed świecą, próbując uspokoić wodę zmąconą wokół problemu „Ja”. Pewnego dnia zapytałem Starca, co myśli o tych praktykach, których celem jest zniszczenie owego „Ja” – czasem z katastrofalnym skutkiem.
Jak zwykle odpowiedź przybrała formę historii. Tej używał sam Ramakryszna, aby odpowiedzieć właśnie na pytanie dotyczące „Ja”.
Tuż za wioską żyje straszliwy wąż, który atakuje i kąsa każdego, kto się do niego zbliży, a nawet z daleka terroryzuje ludzi swoim sykiem. W wiosce nie wiedzą, co robić. Na szczęście pewnego dnia przechodzi tamtędy sadhu, proszą go więc o interwencję. Sadhu idzie do węża i bardzo grzecznie do niego przemawia.
– Musisz zostawić tych chłopów w spokoju. Nie są twoim pożywieniem. Nie zagrażają ci. Dlaczego więc ty im grozisz? – mówi sadhu. – Rozumiem, że musisz jeść myszy i małe zwierzęta z lasu, ale czemu straszysz tych biednych wieśniaków? Zrób to dla mnie: przestań.
Wzruszony wąż się zgadza.
Rok później sadhu przechodzi podczas swoich wędrówek w pobliżu wioski i spotyka węża. Jest naprawdę w opłakanym stanie: jedno oko dynda mu na głowie, krwawi z pyska, a całe ciało ma pokryte ranami.
Co ci się stało? – pyta sadhu.
Twoje słowa, Mistrzu, naprawdę mnie zmieniły. Uczyniłem dokładnie to, o co prosiłeś, i teraz wszyscy przychodzą mnie okładać. Nawet dzieci zabawiają się rzucaniem
we mnie kamieniami. Ale ja, Mistrzu, wciąż postępuję tak, jak powiedziałeś.
– Kretyn! – wybuchnął sadhu. – Przecież nie powiedziałem, żebyś przestał też syczeć!
Ramakryszna chciał przez to powiedzieć – zakończył Starzec – że „Ja” może być też pożyteczne. Potem dodał od siebie:
– Lepiej uczynić, by dojrzało, niż je niszczyć. Żeby żyć na świecie, odrobina „Ja” jest niezbędna do obrony. Wystarczy tylko, żeby „Ja” nie brało się zbyt na serio, a ty musisz wiedzieć, że to tylko maska…”
Zacząłem się smiać kojarząc słowo „Solidarni” ze słowem „Syczący”. Ruch społeczny „Syczących”. Słyszał ktoś o takim ruchu? Wspaniale!! Kombinowałem dalej…Jesli już syczeć to na rządzących za mafijność, bylejakość, pazerstwo i głupotę to..

Ale!!! PRZED a NIE PO  … kryzysie.

Zacząłem głosno syczeć…  a wy sssss… Dobrze mi to chyba szło bo zaskroniec znów się pojawił. Ale już słońce wschodziło, więc zabrałem się do „pstrykania” fotek. Trzeba z czegoś życ.

Wieczorem pogawędziłem o wężach z przyjacielem. Wyszło, że też z chęcią „posyczy”. W domu mu się „nie przelewa”.

Kto do nas dołączy? Są chętni do RUCHU SYCZĄCYCH?

Już zasypiając otworzyłem Małą Książeczkę Tao

Jeśli więc chcesz skutecznie władać ludźmi,
Musisz przemawiać tak, jakbyś od nich zależał.
Jeśli chcesz rządzie dobrze,
Musisz podążać za nimi.
Dlatego kiedy Mędrzec obejmuje władzę,
Ludzie nie czują się uciskani.
A kiedy Mędrzec przewodzi,
Ludzie nie myślą, że stoi im na drodze.
Cały świat radośnie go wychwala,
I nie jest nim zmęczony.
Świat nie wadzi się z nim,
Gdyż on odmawia walki.

Niegdyś lud tylko przeczuwał istnienie władcy.
Później najlepszy był ten, kogo sławił naród.
Jeszcze później władca budził strach.
Najgorszym władcą bywa ten, kim pogardzano.
Jeśli władca nie pokłada wiary w swym ludzie,
nie cieszy się jego zaufaniem.
Doskonały władca ceni słowa i mówi niewiele,
Toteż gdy jego dzieło jest ukończone.
Ludzie powiadają: „Osiągnęliśmy to sami!”

Tao Te Ching

W liczącej dwadzieścia pięć wieków historii Księgi Tao i Te opublikowano setki przekładów i komentarzy, co sprawia, że jest ona drugą po Biblii najczęściej na świecie tłumaczoną książką. Znajduje czytelników w każdym pokoleniu i zdaje się nigdy nie tracić prowokującej wartości intelektualnej. W bieżącej dekadzie Księgę odkryli fizycy, dostrzegający w niej istotne korelacje z ich teoriami wszechświata. Co więcej, sięgają po nią psycholodzy i biznesmeni, mając nadzieję na zrozumienie tych właściwości orientalnego umysłu, które sprawiają, że jest on tak bardzo skoncentrowany na sprawach świata i gospodarki
oraz tak dobrze je pojmuje. Księga rzuca urok na wszystkich, którzy ją kontemplują, i jest magnesem dla umysłów mających odpowiedni potencjał, by wywierać wpływ na społeczeństwo. Bo właśnie o wpływaniu na społeczeństwo traktuje w istocie Księga Tao i Te.

Według legendy napisał ją niemal dwadzieścia sześć wieków temu wszechstronny uczony Lao Tzu, który był kustoszem archiwów cesarstwa za panowania dynastii Chou. Żył w czasach politycznych niepokojów, podobnie jak my dzisiaj. Jego świat był podzielony na setki prowincji, rządzonych przez różnych przywódców i mających odmienne prawa. Obserwował rozwój armii i narastanie wrogości, kiedy poszczególne prowincje rywalizowały o polityczną dominację. Każdy akt agresji spotykał się z jeszcze większą wrogością i agresją, dopóki rozdarci wojną mieszkańcy Chin nie zaczęli zdawać sobie sprawy z tego, że stoją na krawędzi totalnej destrukcji, a ich świat może się obrócić w perzynę. Rozumiejąc beznadziejność czasów, w których żył, oraz rozkręcającej się spirali politycznej wrogości, Lao Tzu zrezygnował ze stanowiska i postanowił na zawsze opuścić cywilizowany świat. Zanim pozwolono mu przekroczyć bramę stolicy i wyruszyć w nieodległe góry, musiał spisać swoją wiedzę na użytek tych, których porzucał. Napisał więc Księgę Tao i Te, adresując ją do osób zajmujących odpowiednią pozycję, by przewodzić ludziom – książąt i polityków, pracodawców i nauczycieli.

Fragmenty z internetu i książkek T.Terzaniego „Nic nie zdarza sie przypadkiem” oraz „Mała Księga Tao Te Ching”(przełożył z języka chińskiego John R. Mabry przełożył z jeżyka angielskiego Marek Obarski)

Mieszkaj blisko ziemi.

Mieszkaj blisko ziemi.

Bądź otwarty na nowe idee. Bądź przyjazny.

 

Światli ludzie dbają o jedność
I postrzegają świat jako wzorzec postępowania.
Nie robią nic na pokaz,
Dlatego błyszczą wśród innych;
Nie usprawiedliwiają się,
Dlatego stają się znani;
Nie chełpią się swoimi zdolnościami,
Dlatego zyskują uznanie;
Nie pysznią się swoimi sukcesami,
Dlatego mogą wiele znieść;
Nie rywalizują z nikim,
Dlatego nikt nie może z nimi rywalizować.

 

Pewien żebrak od ponad trzydziestu lat siedział przy drodze. Aż tu któregoś dnia nadszedł jakiś nieznajomy.

“Ma pan trochę drobnych?” – wymamrotał żebrak, machinalnie wyciągając rękę, w której trzymał starą czapkę do baseballu.

“Nie mam niczego, co mógłbym ci dać” – odparł przechodzeń, a po chwili spytał – “ Ale na czym ty właściwie siedzisz ? “.

“ Och, to tylko stara skrzynka. Siedzę na niej, odkąd pamiętam “– odpowiedział żebrak.

“ A zajrzałeś kiedyś do środka? “ – zapytał nieznajomy.

“Nie. Po co miąłbym zaglądać ? Tam nic nie ma “ – odrzekł żebrak.

“ Może jednak zajrzyj “ – powiedział przechodzień.

Żebrak zdołał podważyć wieko. Ze zdumieniem, niedowierzaniem i uniesieniem stwierdził, ze skrzynka jest pełna złota.

Jestem właśnie tym nieznajomym, który nie ma ci nic do ofiarowania i radzi sprawdzić, co jest w środku. Nie w żadnej skrzynce, tak jak w przypowieści, lecz jeszcze bliżej : w tobie samym.

“ Ale przecież ja nie jestem żebrakiem “ – odpowiesz

Ci, ktorzy nie odnaleźli swojego prawdziwego bogactwa, czyli promiennej radości Istnienia wraz z towarzyszącym jej glębokim, niewzruszonym spokojem, są żebrakami, nawet jeśli oplywają we wszelkie materialne dostatki. W świecie zewnętrznym rozgladają się za ochlapami przyjemności, spelnienia, potwierdzenia swoich racji, szukają bezpieczeństwa lub milości, a tymczasem we wlasnym wnętrzu noszą skarb, który nie tylko zawiera w sobie komplet wymienionych dobr, lecz jest nieskończenie cenniejszy niż wszystko co świat ma do zaoferowania. “

Eckhart Tolle (filozof współczesny)

 

 

Mieszkaj blisko ziemi.

Bądź otwarty na nowe idee. Bądź przyjazny.
Mów prawdę i bądź wiarygodny.
Sprawując władze, okazuj prawość.
Działaj sprawnie w codziennych rzeczach.
Podejmując działanie, wybierz właściwy czas.
Pozostaniesz nieskazitelny
Nie wywyższając się nad innych.
Jeśli zdołasz wyzbyć się wszystkiego, osiągniesz trwały spokój.
Rzeczy powstają, a ja patrzę, jak przemijają.
Wszystko rozkwita i rozwija się, a potem powraca do Źródła.
Powrót do Źródła oznacza doskonały spokój.
Nazywam to powrotem do Życia.
Poznając zasadę niezmienności, osiągniesz zrozumienie.
Osiągnąwszy zrozumienie, będziesz działał sprawiedliwie
Działając sprawiedliwie, staniesz się szlachetny.
Szlachetny – upodobnisz się do wszechświata.
Będziesz jak wszechświat, a upodobnisz się do

tao.

 

Bajka?

Bajka?

” Synu mój, czego pożądałeś najbardziej, póki byłeś pod wodą.”

Kilka fotek przed wyjazdem …”W Babie Lato”

Pewnego razu – mówi bajka – uczeń przyszedł do mistrza i prosił, aby ten go nauczył wyższych stopni w rozwoju miłości do Boga. Mówił, że niższe stopnie już mu są niepotrzebne, gdyż on już wie, jak kochać. Mistrz uśmiechnął się tylko na słowa młodzieńca. Młodzieniec kilka razy przychodził z tą prośbą i otrzymywał zawsze tą samą odpowiedz – uśmiech. W końcu stracił cierpliwość i zażądał od mistrza, aby ten mu wyjaśnił swe postępowanie. Wówczas mistrz zaprowadził ucznia nad brzeg jeziora – rozkazawszy mu wejść do wody, pogrążył go w falach  i nie pozwolił mu wyjść, z siłą go trzymając pod wodą. Młody człowiek walczył, starając się wydobyć na wierzch, ale nie był w stanie podnieść głowy nad wodę. Na koniec mistrz wydobył go i zapytał:
– Synu mój, czego pożądałeś najbardziej, póki byłeś pod wodą.
– Trochę powietrza – odparł młodzieniec, wdychając pełną piersią.
– Zupełnie słusznie – rzekł mistrz i gdy będziesz pożądał Boga jak pożądałeś powietrza – tylko wtedy będziesz gotowy, do wyższych stopni i wtedy będziesz istotnie umiał kochać.

 

Jeśli nie chcesz zostać złamany, ugnij się.
Jeśli chcesz być wyprostowany.
Przystań na odrobinę krzywizny.
Jeśli chcesz być wypełniony, stań się pusty.
Jeśli chcesz powstać od nowa, bądź użyteczny.
Jeśli chcesz być bogaty, pragnij mniej.
Nadmierne pragnienie prowadzi do szaleństwa!
Dlatego Mędrzec doświadcza jedności,
I staje się wzorem dla świata.
Nie skupiony na sobie, doznaje oświecenia.
Nie przywiązany do swoich racji, daje przykład.
Nie żądając uznania, czyni chwalebne rzeczy.
Nie wychwalany, staje się potężny wewnętrznie.
Dzięki temu świat nigdy go nie pokona.
Czy starożytni wypowiadali puste słowa, mówiąc:
„Jeśli nie chcesz zostać złamany, ugnij się”?

Tao

Życia nie mierzy się ilością oddechów tylko ilością chwil, które nam zapierają dech w piersiach.

Żyć to nie znaczy czekać jak burza przejdzie, ale nauczyć się tańczyć na deszczu.

 

Trzy wiersze Lucyny Jakubiak

Trzy wiersze

Lucyny Jakubiak

Lucyna Jakubiak – poetka, scenarzystka filmowa i  teatralna… piękna kobieta.

Ostatnio wydany jej tomik wierszy nosi tytuł: „Skrzydłem motyla”

——————————-

Jesionowa
Matka Boska

Przycupnęła Matka Boska w dziupli jesionowej
Korę głaszcze, ludzi wita uśmiechem i słowem
Łaskiś pełna Boska Matko
I słońcaś pełna
A nad głowa nieba lazur
Obłoków wełna

Drży jezioro, dąb stareńki
Śpi leśna droga
Pątnik pień twój obejmuje
Szukając Boga

Matko Boska
ze Studzienicznej

Bądź pozdrowiona Matko Boska ze Studzienicznej
I Twoje dobre ręce
Jezioro Cię otacza drobnych fal czułością
A białe ściany kapliczki
Chronią przed żarem

Bądź pozdrowiona w błękitnej sukience
Kiedy patrzysz z miłością
Na te konary stare
Wschody i zachody słońca
I ufne brzozy na grobli

Bądź pozdrowiona za pątników
Którzy bez końca
W szepcie modlitw
Łakną prawdy u Twego źródła

A Ty w otwartą dłoń
Łowisz krople deszczu
Niby paciorki różańca
Matko Boża Studzieniczańska
Chroń!

Święty Franciszek
Szukam Ciebie w świerszcza graniu
I w mniszku
W żab kumkaniu, ryb pluskaniu
Święty Franciszku

Opuszczone, obolałe
U Ciebie – pierwsi
Czteronogie, skrzydłopióre
Ot, bracia mniejsi

Tyś przytulił, Tyś ukochał
Każde stworzenie
Wspomóż radą, jak z rozwagą
Strzec Matkę – Ziemię

Ubożuchny habit mnisi, sznur i sandały
A królestwem Twoim – przestrzeń
I żywioł cały
Taka prawda, że z mokradła szarawa pliszka
Bardziej harda i bogatsza od Franciszka

Bory ciemne , łąki miodne
Jeziora liczne
Już otwarły się ku Tobie
Tu, w Studzienicznej

I pokłoni się dąb stary
Paproć i mięty
Szpaki kołem Cię otoczą
Boś Święty!

Historia Sanktuarium Matki Bożej Studzieniczańskiej – Matki Kościoła

Studzieniczna to Sanktuarium Maryjne z Obrazem słynącym łaskami. Trzy rysy charakterystyczne tego miejsca to: obecność Matki Bożej, piękno przyrody i cisza pustelni sprzyjająca zadumie i refleksji. To specyficzne Sanktuarium Maryjne w Studzienicznej mieści się na tzw. „wyspie” (dziś połączona groblą z lądem), na uboczu komunikacyjnych szlaków, prawie zewsząd otoczone wodą, z rosnącymi wokół wyspy białymi wodnymi liliami. Początki kultu maryjnego związane są z historią klasztoru kamedułów na Wigrach, który to klasztor od 1715 r. był właścicielem tych ziem. Według relacji z XIX w. powstanie Sanktuarium Maryjne w Studzienicznej należy łączyć z osiedleniem się na wyspie pustelnika i obecnością obrazu Matki Bożej. Przypuszczalnie pierwszym, nie znanym z imienia pustelnikiem był ktoś z zakonników kamedułów. Nabożeństwo do Matki Bożej i obecność pustelnika prawdopodobnie zaczęły przyciągać wielu pielgrzymów. Zbudował on na wyspie chatkę i prowadził życie pustelnicze. Mieszkańcy okolicznych osad byli pełni podziwu dla ascetycznego trybu życia pustelnika. Odwiedzali go prosząc o modlitwę, o rady w trudnych sprawach. On budził nadzieję, podnosił na duchu i modlił się wspólnie ze swoimi rozmówcami. Około roku 1728 pustelnik opuścił wyspę. Napływ pielgrzymów mimo to nie zmniejszył się. Miejsce uważane przez ludzi za święte, Obraz za cudowny nadal przyciągał ludzi z otaczającej puszczy i nie tylko. Na prośbę przeora kamedułów o. Cypriana w 1740 r. interweniował biskup wileński powołując komisję. Jej celem było zbadanie podstaw tej pobożności. W 1741r. komisja ta wydaje pozytywną opinię o wydarzeniach na wyspie. Przed rokiem 1770 na wyspie osiadł na stałe drugi pustelnik, znany z imienia i nazwiska Wincenty Morawski. Pochodził z Wilna, gdzie po zabezpieczeniu bytu materialnego rodzinie przybył na wyspę. Wcześniej służył Ojczyźnie jako żołnierz w stopniu pułkownika. Podjął on misję pierwszego pustelnika, o którym pamiętali ciągle okoliczni mieszkańcy. Dzięki bezgranicznej służbie, oddaniu ludziom zyskał uznanie przybywających pielgrzymów. Służył im również m.in. lecząc ich ziołami. W aktach parafii wspomina się go jako „czcigodnego Wincentego eremitę studzienickiego”. Dzieła, których dokonał ukazują nam Wincentego Morawskiego jako człowieka wykształconego i bardzo energicznego. Sam siebie nazywał „bratem pustelnikiem”. W 1770r. z ofiar składanych przez pielgrzymów, ów brat pustelnik zbudował na wyspie kaplicę z drewna, krytą słomą.

W Bożej ekonomii wszystko zmierza ku zbawieniu człowieka, nie jest więc najważniejsze to, by przybywający na wyspę zachwycali się tylko pięknem. Bogu bardziej zależy na obdarowaniu człowieka łaskami, zbliżeniu do Siebie. Kierowany tą Bożą ekonomią, pustelnik Wincenty udał się pieszo do Rzymu. 26 lutego 1782r. wyprosił u Piusa VI cztery odpusty temu miejscu (konkretne łaski przybywającym tutaj w dzień Zesłania Ducha Świętego, św. Anny, św. Jana Nepomucena i św. Tekli). Z Rzymu przyniósł ze sobą trzy obrazy wymienionych świętych. Dwa z tych obrazów zachowały się do dziś i zostały umieszczone w kościele parafialnym, w bocznych ołtarzach (św. Jan Nepomucen i św. Tekla). Wybór tych świętych patronów dla Studzienicznej nie był przypadkowy, np. św. Tekla to patronka pustelników, św. Jan Nepomucen to patron szczerej spowiedzi i dobrej sławy. W późniejszych zapisach źródłowych znajdujemy takie stwierdzenie „prawie każdy jest w intencji odbycia spowiedzi”. W 1873r. miejscowy proboszcz zapisał, iż księża spowiadając pracowali od świtu do zmroku, w największym ścisku i pod gołym niebem. Opieka św. Jana Nepomucena sprowadzała się nie tylko do spowiedzi. Strzegł on mostu łączącego wyspę z lądem i chronił przed powodzią (tak w Kościele został ustanowiony). Do dziś na skraju wyspy, stoi XIX wieczna figurka tego świętego.

Drewniana kapliczka na wyspie nie była w stanie zaspokoić duchowych potrzeb pielgrzymów przybywających ze wszystkich stron. W 1786r. powstaje kościół. Czas jednak szybko go niszczy i w 1847r. miejscowa ludność buduje obecny kościół parafialny. Pierwszy ksiądz zamieszkał tu na stałe w 1795r. Księża zmieniali się tu często. Za udział w powstaniach narodowych zmuszani byli do opuszczenia Studzienicznej, a nawet byli zsyłani na Syberię.
W 1873r. Studzieniczna stała się parafią. Kościół parafialny nosi tytuł Matki Bożej Szkaplerznej (szkaplerz związany jest z Górą Karmel, a ta swego czasu była górą pustelników).
Pielgrzymi przybywali do Matki Bożej Studzieniczańskiej z różnych stron, z Mazowsza, z Litwy, z Białorusi, przybywali też Cyganie. Miejsce to stało się też schronieniem dla prześladowanych unitów. Na cmentarzu znajduje się symboliczny grób księdza, który za pomoc i posługę unitom został skazany na Syberię. Zwykle pielgrzymi dochodzili do kościoła parafialnego, skąd dalej posuwali się w kierunku wyspy na kolanach. Po dojściu tam obchodzili kaplicę na kolanach trzy razy. Biskup Straszyński, biskup sejneński określił liczbę pielgrzymów na „bardzo wielką”. Jeden z księży zanotował, że na odpust Zesłania Ducha Świętego przybyło 20 tysięcy pielgrzymów. Było tak wielu, że świeccy przyjmowali intencje mszalne, bowiem wszyscy księża byli zajęci spowiadaniem.
Obraz Matki Bożej Studzieniczańskiej (kopia Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej) słynący łaskami obecnie znajduje się w kaplicy murowanej. Kaplica ta została zbudowana w 1872r. , w stylu neoklasycznym, u dołu w formie ośmiokąta, osadzona na 64 dębowych palach wbitych w ziemię. Znajdujący się w niej Obraz wykonany został techniką olejną na płótnie przez nieznanego autora , pochodzi z XVIII wieku. Dokonało się tu wiele uzdrowień duchowych i fizycznych. Wyrazem wdzięczności uzdrowionych były zawieszane przy Obrazie wota. Wojny, powstania, a czasem włamania i kradzieże sprawiły, że wiele z cenniejszych pamiątek zostało zrabowanych.
Szczególnym momentem w historii Sanktuarium stał się dzień 17 września 1995r. , kiedy to Obraz Matki Bożej został ukoronowany koronami papieskimi. Uroczystośc odbyła się przy licznie zgromadzonym Episkopacie, duchownych i wielkiej rzeszy pielgrzymów. Obecnie odbywają się tu wszystkie ważniejsze uroczystości diecezjalne.
Innym dniem który zapisuje się w historii Sanktuarium jest 9 czerwca 1999r. Wtedy przybył tu najdostojniejszy pielgrzym, Papież Jan Paweł II. W dzień wolny od swojej pracy, trudu apostolskiego posługiwania przypłynął tu statkiem. Modlił się w kaplicy przy Obrazie Matki Bożej, jak każdy przybywający tu pielgrzym. Wydarzenie to odtwarza pomnik papieża ustawiony na brzegu, na styku jeziora i wyspy. Ojciec Święty z laską w prawej ręce, w lewej trzyma różaniec. Umieszczono też słowa wypowiedziane wtedy przez papieża „Byłem tu wiele razy, ale jako papież po raz pierwszy i chyba ostatni”.
Wyspę, na której znajduje się kaplica początkowo łączył z lądem drewniany mostek, później usypano groblę. Obok kaplicy znajduje się studzienka. Od niej wzięła nazwę miejscowość Studzieniczna, a także pobliskie Jezioro Studzieniczne. W powszechnym przekonaniu pielgrzymów woda z tej studni ma właściwości uzdrawiające, zwłaszcza w przypadku chorób oczu i skóry. Przy alejce prowadzącej z kościoła do kaplicy na wyspie rośnie stary dąb (500 lat) pamiętający obu pustelników, żywy pomnik i świadek tamtych wydarzeń. Sanktuarium w Studzienicznej to cicha obecność Boga w przepięknym krajobrazie połączona z obecnością Matki w Studzieniczańskim Obrazie. Cisza pustelni sprzyja tu modlitwie, refleksji i pogłębieniu osobistych spotkań z Bogiem.

http://www.sanktuarium-studzieniczna.pl/

 

 

 

W drogę

W drogę

Człowiek pewny siebie jest martwą istotą.

 

Im bardziej miękka rzecz na świecie,
Zwycięża najtwardszą.
To, co bezcielesne, może wejść
Nawet tam, gdzie nie ma przestrzeni.
Dlatego znam wartość nie – działania.
Nauczanie bez słów l korzyść bez działania.
Niewielu ludzi na świecie potrafi to uchwycić.
Prawdziwa doskonałość posiada rysę.
Jednak to nie przynosi jej uszczerbku.
Prawdziwa pełnia wydaje się pusta,
Jednak jej użyteczność jest bezgraniczna.
Prawdziwa prostota zdaje się pokrętna.
Wielka zręczność zdaje się nieporadna.
Wielka elokwencja zdaje się jąkaniem.
Chłód pokonuje żar.
Opanowanie zwycięża podniecenie.
Czystość i spokój są powszechnym ideałem.

Tao

 

 

„…Z chwilą gdy coś osiągnęliście, koniec z niewinnością i pokorą; z chwilą gdy doszliście do jakiegoś wniosku lub też gdy zaczynacie badania, opierając się na wiedzy, koniec z prawdą, bo każde żywe pojęcie przekładacie natychmiast na terminy wzięte z przeszłości. Kiedy natomiast nie macie w niczym oparcia, gdyż nie macie pewności i nic nie osiągacie, wtedy właśnie osiągacie wolność patrzenia. Gdy patrzycie na coś wolni, to jest to zawsze nowe. Człowiek pewny siebie jest martwą istotą.

Jakże jednak możemy być wolni, by patrzeć i uczyć się, jeśli umysł nasz od chwili urodzenia aż do śmierci jest urabiany przez określoną kulturę zgodnie z jej ciasnym wzorcem? W ciągu wielu stuleci zostaliśmy uwarunkowani narodowością, kastą, klasą społeczną, tradycją, religią, językiem, wychowaniem, literaturą, sztuką, obyczajem, konwenansem, propagandą wszelkiego rodzaju, ekonomicznym naciskiem, spożywanym pokarmem, klimatem, w jakim żyjemy, naszą rodziną, naszymi przyjaciółmi, naszymi doświadczeniami – jednym słowem wszelkim wpływem, jaki potrafimy wymyślić. Dlatego właśnie nasza odpowiedź na każdy problem jest uwarunkowana.

Czy jesteś świadomy tego, że jesteś uwarunkowany? To jest pierwsze pytanie, jakie powinieneś sobie postawić, zanim spytasz siebie o to, jak uwolnić się od swego uwarunkowania. Może nigdy nie będziesz od tego wolny. Jeżeli ktoś mówi „muszę się od tego uwolnić”, to może wpaść w inną pułapkę, którą będzie stanowić inna forma uwarunkowania. Czy jesteś więc świadom swego uwarunkowania? Czy wiesz, że nawet gdy, patrząc na drzewo, mówisz „to jest dąb” lub „to jest drzewo banianu”, użycie nazwy drzewa należącej do wiedzy botanicznej tak warunkuje twój umysł, że słowo wchodzi pomiędzy ciebie a właśnie widziane drzewo. By wejść w kontakt z drzewem, musisz położyć na nim dłoń, a słowo w tym dotknięciu nic ci nie pomoże.

Skąd wiecie, że jesteście uwarunkowani? Co wam o tym mówi? Skąd wiecie, że jesteście głodni? Nie z teorii, lecz dzięki aktualnemu stanowi głodu. Analogicznie: jak odkrywacie fakt uwarunkowania? Czy nie przez reakcję na jakiś problem, wyzwanie? Na każde wyzwanie odpowiadacie zgodnie ze swym uwarunkowaniem, a ponieważ to uwarunkowanie nie jest wystarczające, reakcja będzie zawsze niewłaściwa.

Czy z chwilą, gdy staniecie się go świadomi, owo uwarunkowanie rasą, religią i kulturą da wam poczucie uwięzienia?

Weźcie pod uwagę jedną tylko formę uwarunkowania – narodowość. Stańcie się go w pełni świadomi. Stwierdźcie, czy lubicie je, czy też buntujecie się przeciw niemu. Jeśli czujecie się zbuntowani, to czy chcecie przedrzeć się przez nie na wolność? Jeśli zaś buntujecie się przeciw temu uwarunkowaniu, to czy chcecie również przebić się przez wszelkie inne uwarunkowania? Jeśli wasze uwarunkowanie sprawia wam zadowolenie, to nie zrobicie nic. Jeśli jednak nie jesteście zeń zadowoleni, to z chwilą, gdy je sobie uświadomicie, przyjdzie zrozumienie, że nigdy nic poza nim nie czynicie. Nigdy! I dlatego zawsze żyjecie w martwej przeszłości.

Do jakiego stopnia jesteście uwarunkowani, będziecie w stanie stwierdzić dopiero wtedy, gdy pojawi się konflikt w trakcie ciągłego doznawania przyjemności lub unikania bólu. Gdy wszystko wokół ciebie układa się szczęśliwie, gdy żona cię kocha, a ty kochasz ją, gdy macie ładny dom, dzieci, dużo pieniędzy – wówczas nie jesteście wcale świadomi swego uwarunkowania. Gdy jednak pojawia się zakłócenie – żona zaczyna oglądać się za kimś innym, tracicie pieniądze, pojawia się zagrożenie wojną, dotyka was ból czy niepokój – wtedy zauważacie, że jesteście uwarunkowani. Gdy zwalczacie jakieś zakłócenie lub bronicie się przeciw jakiemuś zewnętrznemu lub wewnętrznemu zagrożeniu, wtedy widzicie, że jesteście uwarunkowani. A że większość z nas często przeżywa kłopoty, powierzchownie czy głęboko, już one same świadczą, że jesteśmy uwarunkowani. Dopóki rozpieszczamy zwierzę, jego reakcje są łagodne, z chwilą jednak gdy je uderzymy, ujawnia całą gwałtowność swej natury.

Życie, polityka, sytuacja ekonomiczna, strach, brutalność, smutek zarówno świata, jak i własny – wszystko to sprawia nam kłopot, a wskutek tego uświadamiamy sobie, jak bardzo jesteśmy uwarunkowani. I cóż mamy począć? Pogodzić się z kłopotami i niepokojem i żyć z nimi, jak czyni to większość z nas? Przyzwyczaić się do nich tak, jak człowiek przyzwyczaja się do bólu w krzyżu? Znosić je cierpliwie?

W każdym z nas istnieje skłonność do znoszenia cierpliwie trudności, przyzwyczajania się do nich i potępiania za nie okoliczności. „Ach, gdyby sytuacja była normalna, byłbym inny”, powiadamy. Albo mówimy: „Dajcie mi szansę, a pokażę wam, na co mnie stać”. Mówimy także: „Jestem przygnieciony niesprawiedliwością tego wszystkiego”, bowiem zawsze zrzucamy winę za swoje niepowodzenia na innych, na środowisko lub sytuację ekonomiczną.

Jeśli człowiek przyzwyczaja się do kłopotów, znaczy to, że jego umysł stał się przytępiony. Podobnie można przyzwyczaić się do otaczającego piękna w takim stopniu, że się go już nie zauważa. Człowiek staje się obojętny, twardy i gruboskórny, a umysł jego tępieje coraz bardziej. Jeśli przyzwyczailiśmy się do kłopotów, to staramy się chociaż od nich uciec, już to zażywając leki lub narkotyki, już to przystępując do jakiejś grupy politycznej, już to krzycząc, pisząc, udając się na mecz piłki nożnej, do świątyni, już to znajdując sobie jeszcze inną formę spędzenia czasu.

Dlaczego uciekamy przed faktami? Boimy się śmierci – na przykład – i wynajdujemy sobie wszelkiego rodzaju teorie, wierzenia i nadzieje, aby ukryć fakt śmierci, lecz fakt ten nadal istnieje. Aby zrozumieć fakt, musimy mu się przyjrzeć, a nie uciekać od niego. Większość z nas boi się zarówno żyć, jak i umrzeć. Boimy się o swoją rodzinę, obawiamy się opinii publicznej, utraty pracy, lękamy się o swoje bezpieczeństwo. Boimy się jeszcze stu innych rzeczy. Po prostu: boimy się – a nie: boimy się tego czy tamtego. Dlaczego jednak nie możemy stawić czoła temu faktowi? Stawić czoło faktowi można tylko w teraźniejszości. Jeśli nigdy nie pozwalamy mu być obecnym, bo zawsze przed nim uciekamy, tym samym nie możemy stawić mu czoła. Ponieważ zaś wytworzyliśmy całą sieć sposobów uciekania, przeto jesteśmy w niej uwięzieni.

Jeżeli jednak jesteśmy choć trochę wrażliwi i poważni, musimy sobie uświadomić nie tylko swoje uwarunkowania, ale także niebezpieczeństwa, jakie z tego wynikają. Skutkiem tych uwarunkowań jest brutalność i nienawiść. Dlaczego zatem nie działamy, skoro dostrzegamy niebezpieczeństwo swego uwarunkowania? Czy dlatego, że jesteśmy leniwi, a lenistwo jest brakiem energii? A przecież nie zabrakłoby nam energii, gdybyśmy zobaczyli bezpośrednie zagrożenie fizyczne, na przykład węża na ścieżce przed sobą, przepaść lub pożar. Dlaczego więc nie działamy, gdy widzimy niebezpieczeństwo wynikające z uwarunkowania? Czy nie działalibyśmy, gdybyśmy dostrzegli, że zagraża nam nacjonalizm?

Odpowiecie, że nie dostrzegacie niebezpieczeństwa. W rozumowym procesie analizy potraficie dostrzec, że nacjonalizm prowadzi do samozagłady, ale brak w tym spostrzeżeniu ładunku emocjonalnego. Ożywiacie się dopiero wtedy, gdy ten składnik emocjonalny jest obecny.

Skoro dostrzegacie niebezpieczeństwo swego uwarunkowania tylko jako pojęcie intelektualne, nigdy nic przeciw niemu nie zrobicie. Gdy widzi się zagrożenie tylko jako pojęcie, powstaje konflikt między pojęciem a działaniem. Ten konflikt pochłania waszą energię. Będziecie działać tylko wtedy, gdy uwarunkowanie i wynikające z niego zagrożenie będziecie widzieć bezpośrednio, tak jakbyście widzieli przepaść. Bowiem widzieć w ten sposób, to zarazem działać.

Większość z nas idzie przez życie nieuważnie, reagując bezmyślnie, podobnie jak środowisko, w którym się wychowaliśmy. Takie reakcje stwarzają tylko nowe więzy, nowe uwarunkowania. Z chwilą jednak, gdy zwrócimy całą uwagę na swoje uwarunkowania, nagle zobaczymy, że jesteśmy wolni od przeszłości, że odpada ona od nas zupełnie naturalnie…”

Fragmenty z internetu J.Krishnamurti

 

Poznaj siebie

Swoim rytmem

UCZENIE SIĘ SIEBIE

Słowa prawdziwe nie są piękne.
Piękne słowa nie są prawdziwe.
Ludzie dobrzy nie spierają się.
Ludzie kłótliwi nie są dobrzy.

Byłem przed świtem. W mrowisku wytarzał się dzik. Mają rację leśnicy ogradzając mrowiska. Inne  zwierzątko odkopało gniazdo os. Jezioro przykryła gruba warstwa mgły bo nocą nadciągnął zimny front (22 września). Życie lasu i jeziora toczyło się swoim rytmem. Dzięcioł zastukał. Sroczka zaskrzeczała. Choinki pokryły się pajęczynami. Nie czułem się intruzem. Wyniosłem z samochodu stołeczek, termos z kawą i kanapki z pomidorem… Siedząc wygodnie i posilając się czekałem na wschód słońca. Pojawiło się około ósmej –  wysoko nad horyzontem. Mgła ustępowała powoli. Skojarzyłem  mgłę z myślami zalegającymi od lat w głowie a słońce z mocą i mądrością człowieka poznającego siebie.

 

 

UCZENIE SIĘ SIEBIE 

„. ..Jeśli sądzicie, że poznawanie samego siebie jest ważne tylko dlatego, że ja lub ktokolwiek inny powiedział wam, że jest to ważne, to obawiam się, iż kończy się całe nasze wzajemne rozumienie. Jeśli jednak zgadzamy się, że pełne zrozumienie siebie jest sprawą życiowo doniosłą, to możemy podjąć szczęśliwie staranne i inteligentne dociekania, bowiem nasz wzajemny kontakt ma zupełnie inny charakter.

 

Nie wymagam od was wiary; nie występuję jako autorytet. Nie mam niczego do nauczenia: żadnej nowej filozofii, żadnego nowego systemu, żadnej nowej „ścieżki” do rzeczywistości – ścieżki, której nie ma, tak samo jak nie ma ścieżki do prawdy. Wszelki autorytet, jakiegokolwiek byłby rodzaju, szczególnie zaś autorytet w dziedzinie myśli i pojmowania, jest szkodliwy i zły. Nauczyciele niszczą swych uczniów, i odwrotnie, uczniowie swych nauczycieli. Musicie być sami sobie nauczycielami i swymi własnymi uczniami. Musicie stawiać pod znakiem zapytania wszystko, co ludzie przyjmują za wartościowe i niezbędne.

Jeśli nie idziecie za nikim, czujecie się tym samym bardzo samotni. Bądźcie więc samotni. Dlaczego boicie się samotności? Ponieważ zobaczyliście siebie takimi, jakimi jesteście, i stwierdziliście, że jesteście puści, tępi, głupi, źli, winni i niespokojni, że stanowicie małe, tandetne, wybrakowane istoty.

Stawcie czoło temu faktowi; przyjrzyjcie się mu i nie uciekajcie przed nim. Z chwilą gdy zaczynacie uciekać, rodzi się w was strach.

Wnikając badawczo w głąb siebie, nie izolujemy się od reszty świata. I nie jest to wcale niezdrowy proces. Na całym świecie ludzie są zaplątani w te same codzienne problemy, toteż badając samych siebie, nie popadamy wcale w nerwicę, ponieważ nie ma różnicy pomiędzy jednostką a zbiorowością. To jest faktem. Stworzyłem świat taki, jakim ja jestem. Nie dajmy się więc zagubić w tej walce pomiędzy częścią a całością.

Muszę stać się świadomy całego pola swego „ja”, będącego świadomością jednostki i społeczeństwa. Tylko wtedy, gdy umysł wykracza poza indywidualną i społeczną świadomość, mogę być dla siebie światłem, które nigdy nie gaśnie.

W którym więc momencie zaczniemy rozumieć samych siebie? Skoro jestem tutaj, jak mam studiować siebie, obserwować siebie i dostrzegać, co teraz dzieje się wewnątrz mnie? Obserwować siebie mogę tylko w powiązaniu ze światem, gdyż życie jest powiązaniem. Na nic się nie zda siedzenie w kąciku i medytowanie nad sobą. I nie ma sensu. Nie mogę istnieć sam przez się. Istnieję tylko w związkach z ludźmi, rzeczami i pojęciami; studiując swój stosunek zewnętrzny tak do rzeczy i ludzi, jak i do siebie samego, zaczynam rozumieć siebie. Wszelka inna forma rozumienia jest tylko abstrakcją, a nie mogę studiować siebie jako abstrakcji; nie jestem abstrakcją. Dlatego muszę studiować siebie takiego, jakim teraz jestem – jakim jestem, a nie jakim pragnę być.

Rozumienie nie jest intelektualnym procesem. Zdobywanie wiedzy o sobie i uczenie się siebie samego to dwie różne sprawy, gdyż wiedza, którą gromadzicie o sobie, stanowi zawsze przeszłość, a umysł obciążony przeszłością jest smutnym umysłem. Uczenie się samego siebie nie jest podobne do uczenia się języka obcego, technologii czy jakiejś dyscypliny naukowej. Musielibyśmy gromadzić i zapamiętywać informacje, bo niedorzecznością byłoby ciągle zaczynać wszystko od nowa. Psychologicznie rzecz biorąc, uczenie się samego siebie odbywa się zawsze w teraźniejszości, natomiast wiedza dotyczy zawsze przeszłości. Ponieważ większość z nas żyje w przeszłości i zadowala się przeszłością, wiedza nabiera dla nas szczególnej wartości. Dlatego też wielkim szacunkiem obdarzamy erudytów, ludzi bystrych i sprytnych. Jednak gdy będziecie stale się uczyć, jeśli będziecie się uczyć w każdej minucie, jeśli będziecie się uczyć, patrząc i słuchając, patrząc i działając, to stwierdzicie wtedy, że uczenie się jest nieustannym ruchem poza przeszłością.

Jeśli mówicie, że uczycie się siebie samych stopniowo, krok za krokiem, po trochu, to nie badacie wówczas siebie takich, jakimi jesteście, ale za pośrednictwem nagromadzonej wiedzy. Uczenie się implikuje wielką wrażliwość. Nie ma wrażliwości tam, gdzie istnieje jakieś pojęcie dotyczące przeszłości i dominujące nad teraźniejszością. Wówczas umysł nie jest już ani szybki, ani giętki, ani czujny. Większość z nas nie jest wrażliwa nawet fizycznie. Przejadamy się, nie dbamy o racjonalną dietę, nadmiernie palimy i pijemy, tak iż ciała nasze stają się ociężałe i niewrażliwe, a jakość uwagi tępieje w samych organizmach. Jakże bowiem umysł może być rześki, wrażliwy i jasny, jeśli sam organizm jest ociężały i tępy? Możemy być wrażliwi na sprawy, które nas osobiście dotyczą. Jednak aby istniała pełna wrażliwość na wszystko, co wiąże się z życiem, nie może być najmniejszego rozdziału między organizmem a psyche. Zarówno organizm, jak i psyche, muszą być w ciągłym ruchu.

Aby cokolwiek zrozumieć, trzeba tym żyć, trzeba to obserwować, poznać całą treść tego, naturę, strukturę, ruch. Czy próbowaliście kiedykolwiek żyć z sobą? Jeśli tak, to dostrzegliście, że nie jesteście stanem statycznym, lecz raźną, żywą istotą. Aby jednak żyć z żywą istotą, umysł wasz musi być również żywy. A nie dojdzie do tego, póki jest uwięziony w sieci opinii, osądów i wartości. By obserwować ruch własnego umysłu, serca i całej swej istoty, musicie mieć wolny umysł. Nie taki umysł, który się zgadza lub nie zgadza, stając po którejś stronie w sporze czy dyskutując nad nieważnymi słowami, lecz raczej umysł, który kieruje się intencją zrozumienia. Osiągnięcie tego stanu jest bardzo trudne, gdyż większość z nas nie wie, jak patrzeć na własną istotę lub słuchać jej, tak samo jak nie umiemy patrzeć na piękno rzeki lub słuchać podmuchu wiatru wśród drzew.

Gdy coś potępiamy lub usprawiedliwiamy, wówczas nie możemy tego widzieć jasno; nie możemy także, gdy umysł nasz nieustannie mówi. Nie obserwujemy wtedy tego, co jest, lecz oglądamy tylko wyobrażenia, które sami stworzyliśmy. Każdy z nas ma wyobrażenie tego, co myśli lub czym powinien być, i to wyobrażenie, ten obraz, kompletnie uniemożliwia zobaczenie siebie takiego, jakim się jest.

Patrzeć na coś prosto to jedna z najtrudniejszych umiejętności. Ponieważ umysł nasz jest bardzo złożony, przeto utraciliśmy cechę prostoty. Nie mam tu na myśli prostoty ubioru lub pożywienia, noszenia opaski na biodrach, bicia rekordu postu czy jakiejś niedojrzałej niedorzeczności, której oddają się święci asceci. Mam na myśli prostotę, która potrafi patrzeć na rzeczy bezpośrednio, bez lęku, która pozwala nam widzieć siebie samych bez jakichkolwiek zniekształceń, widzieć samych siebie takimi, jakimi teraz właśnie jesteśmy. Oznacza to, że jeżeli właśnie kłamiemy, zarazem widzimy, iż kłamiemy – nie skrywamy tego przed sobą, ani nie uciekamy przed tym faktem.

Aby zrozumieć siebie, potrzeba nam również wiele pokory. Jeśli ktoś powiada „znam siebie”, to już przestał uczyć się samego siebie. Gdy ktoś mówi „nie mam czego uczyć się o sobie, bo jestem tylko kłębkiem wspomnień, pojęć, doświadczeń i tradycji”, również przestał uczyć się samego siebie…”

 

Fragment z internetu J.Krishnamurti

Lęk samotności

Lęk samotności

 

 

 

Jiddu KRISHNAMURTI

 LĘK WEWNĘTRZNEJ SAMOTNOŚCI

Jakże bardzo potrzeba nam umierać każdego dnia, każdej godziny, dla wszystkiego, dla wielu “wczoraj”, jak i dla chwili, która tylko co minęła. Bez śmierci nie ma odnowienia, nie ma twórczości. Ciężar przeszłości rodzi swą własną ciągłość, a troski “wczoraj” nadają nowe życie troskom naszego dziś. Wczoraj przedłuża się w dziś, a jutro jest jeszcze wciąż wczorajszym dniem. I nie masz innego oswobodzenia się od tej ciągłości jak w śmierci. W takim umieraniu jest radość. Ten nowy poranek, świeży i jasny, jest wolny od świateł i cieni wczorajszego dnia; śpiew tego ptaka opodal dochodzi po raz pierwszy, jak i dobiegający gwar dziecinnych głosów; nie należą one do “wczoraj”. Wciąż dźwigamy pamięć ubiegłych “wczoraj”, i pod ich cieniem mrocznieje nasza istota. Dopóki umysł jest mechanicznie działającą maszyną pamięci, nie może zaznać spokoju, spoczynku, ani ciszy. To, co jest ciche może się odrodzić, ale to, co jest w nieustającym działaniu zużywa się, stępia i staje się bezużyteczne. Źródło wystrzela gdy się coś kończy, a śmierć jest równie bliska jak życie.

Mówiła, iż studiowała przez wiele lat pod kierunkiem psychologa, poddała się nawet jego psychoanalizie, co dość długo trwało. Choć była wychowana w chrześcijaństwie, studiowała także filozofię Indii i znała jej mistrzów; nigdy nie należała do jakiejś wyznaniowej grupy i nie przyjęła żadnego filozoficznego systemu. Trwało w niej od dawna ciągłe niezadowolenie; odrzuciła nawet psychoanalizę, a obecnie oddawała się jakiejś pracy społecznej. Była zamężna i znała dobrze wszystkie udręki rodzinnego życia, jak i jego radości. Szukała ostoi w różnych rzeczach: w społecznym stanowisku i wpływie, w pracy, w dostatku, i w pięknie tego kraju nad błękitnym morzem. Zmartwienia mnożyły się, jednak mogła im zawsze podołać; ale nie udawało się jej nigdy sięgnąć głębiej, poza pewną granicę, a ta nie była od powierzchni odległa. Płytkie jest prawie wszystko i prędko się wyczerpuje, by zacząć się znów w następnej płyciźnie. To, co jest niewyczerpalne, nie da się odkryć żadną pracą myśli.

 

“Rzucałam się z jednej działalności w drugą, szłam od jednego niepowodzenia w drugie, zawsze unoszona falą, wciąż za czymś goniąc. Teraz, gdy doszłam do końca jednego dążenia, a zanim pójdę za drugim, które znów mnie pochłonie na szereg lat, usłuchałam silniejszego impulsu i oto jestem tutaj. Mogę powiedzieć iż życie dobrze mi się układało, było bogate i wesołe. Interesowałam się wielu rzeczami, a niektóre przedmioty studiowałam dość wszechstronnie; ale jakoś po tylu latach wciąż znajduję się na powierzchni wszelkich spraw, jakby nie stać mnie było na przekroczenie pewnego punktu; chce iść głębiej, a nie potrafię. Mówią mi, iż to, co robię, robię dobrze, i właśnie to “robienie dobrze” mnie ogranicza. Moje zacieśnienia są dobroczynnego rodzaju: pomaganie potrzebującym, uczynność, szczodrość i tym podobne; ale mnie to wiąże jak każde inne uzależnianie się. A chcę być wolna, nie tylko od tego rodzaju zależności, ale od wszystkich i sięgnąć chcę poza nie. Stało się to w tej chwili narzucającą się koniecznością, nie tylko jako skutek słuchania waszych wykładów, ale i moich własnych doświadczeń i obserwacji. Na razie oddaliłam się od mej społecznej pracy, czy ją podejmę na nowo, czy nie, zdecyduje się później.”

 

Czemu pani nie spytała siebie już dawniej, co jest pobudką do tych wszystkich działalności?” 

 

“Nie przyszło mi nigdy na myśl spytać siebie dlaczego tkwię w społecznej pracy. Zawsze chciałam pomagać i robić ludziom dobrze, a nie był to wcale próżny sentymentalizm. Przekonałam się, że ludzie z którymi przebywam nie są prawdziwi, że są tylko maskami; a ci którzy potrzebują pomocy są prawdziwi. Żyć z tymi w maskach jest nieznośne i ogłupiające; ale z tymi drugimi pojawiają się tarcia i ból.”

Dlaczego oddaje się pani pracy społecznej lub jakiejkolwiek innej?

“Przypuszczam, że po prostu dlatego aby trwać i ciągnąć dalej. Trzeba żyć i działać, a moim ograniczeniem było działanie jak najbardziej godziwe. Nigdy nie zadawałam sobie pytania, czemu robię to wszystko; ale teraz chcę to odkryć. Ale zanim pójdziemy dalej w naszej rozmowie, muszę powiedzieć że jestem człowiekiem samotnym; choć spotykam wielu ludzi, czuję się sama, i lubię to. Jest coś wspaniałego w takim czuciu się samą.”

Być w prawdziwej samotności, w najwyższym tego słowa znaczeniu, jest rzeczą doniosłą; ale rodzaj samotności płynącej z oddzielania się od innych, daje wprawdzie poczucie siły, władzy i niedostępności, ale jest po prostu wyodrębnianiem się, jest rodzajem ucieczki i chronienia się. Ale czyż nie jest ważne by znaleźć odpowiedź na poprzednie pytanie: czemu pani nigdy siebie nie spytała co panią skłania do tych wszystkich – przypuśćmy dobrych – działalności? Czy nie należałoby w to wniknąć?

“Tak, spróbujmy. Sądzę, że lęk wewnętrznej samotności był u podłoża wszystkiego co robiłam”.

Dlaczego używa pani słowa “lęk” w zastosowaniu do wewnętrznej samotności? Wszak nic pani nie ma przeciwko samotności zewnętrznej, a od wewnętrznej pani się cofa. Dlaczego? Lęk, strach, nie jest abstrakcją, istnieje tylko w stosunku do czegoś; nie może istnieć sam przez się, oczywiście istnieje jako słowo, ale jest odczuwany tylko w kontakcie z czymś innym. Przed czym jest ta obawa?

“Przed ową wewnętrzna, samotnością.”

Lęk istnieje tylko w stosunku do czegoś innego. Nie może pani obawiać się wewnętrznej samotności, gdyż w nią pani nie spojrzała; ocenia ją pani w tej chwili porównując z czymś już znanym. Zna pani swą wartość… jeśli można się tak wyrazić – jako matki, jako pracowniczki społecznej, jako zdolnej i sprawnej jednostki… i zna też pani wartość swej zewnętrznej samotności. Więc w stosunku do tego wszystkiego mierzy pani, lub podchodzi do zagadnienia samotności wewnętrznej; zna pani to co było, ale nie zna pani tego co jest. Znane patrząc w twarz nieznanego wywołuje lęk; właśnie to działanie znanego stwarza strach.

“Tak, to prawda. Porównuję samotność wewnętrzną do tego, co znam przez doświadczenie. l właśnie to stwarza lęk przed czymś, czego dotąd nie doświadczyłam.”

Więc pani lęk nie dotyczy w istocie samotności wewnętrznej; to przeszłość obawia się czegoś co nie jest jej znane, czego jeszcze nie doznała. Przeszłość chce wchłonąć to nowe, uczynić zeń doświadczenie. Ale czy może przeszłość – którą pani sama jest – doznać nowego, czyli tego co jest nieznane? Znane jest w stanie doświadczyć tylko tego, co jest tej samej co ono natury, ale nigdy tego, co jest nowe i zgoła nieznane. Nadając temu nieznanemu pewne miano, nazywając je “samotność wewnętrzna”, przyjęła je pani tylko słownie i nazwa zastępuje doznanie, bowiem słowo przysłania lęk. Nazwa “samotność wewnętrzna” przykrywa fakt, to, co jest, i samo słowo wywołuje lęk.

“Ale jakoś się tak dzieje. że nie jestem w stanie w to spojrzeć”.

Trzeba najpierw zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy w stanie patrzyć na fakt – na to, co jest; co nam przeszkadza być odbiorczo czujnym i obserwującym. Niech się pani nie stara spojrzeć w to w tej chwili, raczej proszę wsłuchać się spokojnie w to, co się mówi.
Znane, doświadczone w przeszłości, usiłuje wchłonąć to co nazywa “samotnością wewnętrzną”; ale nie potrafi tego przeżyć, gdyż nie wie, co to jest, zna tylko samą nazwę, ale nie to, co się poza nią ukrywa. Nie można doświadczyć nieznanego, Możemy o nim myśleć, lub spekulować, albo się go obawiać; ale myśl nie może go ogarnąć będąc sama wytworem znanego, wynikiem doświadczeń. Nie mogąc poznać nieznanego obawia się go. I ten lęk będzie trwał dopóki umysł pragnie doświadczać i pojąć nieznane.

“Więc co…?”

Proszę posłuchać. Jeśli pani rzetelnie się wsłucha, prawda całego tego procesu odsłoni się sama, a wówczas prawda będzie jedynym działaniem. Każda postawa jaką myśl zajmie w stosunku do wewnętrznej samotności będzie wymknięciem się, ucieczką w unikaniu tego, co jest. A przez unikanie tego co jest myśl stwarza swe własne uzależnienie, które staje się przeszkodą w wejściu w nowe i nieznane. Lęk jest jedyną odpowiedzią umysłu na nieznane; myśl może to nazywać rożnymi terminami, ale będzie to zawsze lęk. Proszę uważnie spojrzeć, a przekona się pani że myśl nie może mieć żadnego stosunku do tego co jest nieznane, co się ukrywa pod nazwą “samotność wewnętrzna”. Dopiero gdy myśl ucicha, to co jest rozchyla się, a jest niewyczerpalne.
Chciałbym dodać rade – niech pani teraz o tym nie myśli, słyszała pani i niech to działa samo. Zawisnąć w ciszy po dokonaniu orki i siejby to wywołać twórczość.

 

 Otóz to: plecak spakowany. Turyści opuścili Pólnocną Krainę. Można ruszać w drogę…

 

 

 

 

MISTRZ TAO

Mistrz Świstak

 

Mistrz Świstak zadaje mi trudne pytania o istotę Boga.  Kombinuje wieczorową porą nad odpowiedzią zaprzęgając intelekt do ciężkiej pracy i nic …

Może odpowiedzią na pytanie o istotę Boga jest –  milczenie… i wsłuchanie się w Jego szept.

 

 

Oto opowiadanie o Mistrzu Świstaku – znów ku rozpaczy tych którzy czytali – „wklikuje go”. Mam tu problem, wybaczcie – lubie Mistrza i to opowiadanie…

————–.

W śnie stworzyłem wiersz i po przebudzeniu wysłałem do pewnej pani w której bez wzajemności się kochałem. Była Aniołem i marzyła o poznaniu malarza – geniusza, który jej wdzięki rozsławiłby po całym świecie.
Pani przeczytała kilka linijek wiersza;

Na estradach Świata
w domowym zaciszu
w wirach zmysłów
myśli masz – miszu
gdy nucimy
śpiewamy, krzyczymy
nie od razu, powolutku
nie śpiesz się.
są też inni, z nimi tańczę
zmysły tracę…

Pani spieszyła się. Zmięła liścik i wsadziła do kieszeni. Podśpiewując:
“Nie kombinuj miły, nie kombinuj
Nie taki z ciebie kwiat…”

Pani spakowała plecak, wzięła ze sobą wędrowne kijaszki i udała się na stacje kolejową. Wsiadła do pociągu “byle jakiego”, zatłoczonego i nieśpiesznego ale z kupionym biletem. Stojąc na jednej nodze i nudząc się, wyjęła zmięty liścik, nie bez trudności, bo jakiś grubas dociskał ją w korytarzu do okna. Przeczytała następne linijki wiersza.

Po oklaskach i po gwizdach
Kiedy już tak posprawdzamy
Inne, innych; pójdźmy razem
W drogę jasną i świetlistą
W miłość mądrą i rozsądną
W pięknym domku zamieszkajmy
Nad zatoką fal spokojnych
I tam sobie przy kominku

Pani zanuciła: ” …nie od razu miły nie od razu…” i mogła już spokojnie postawić drugą nogę na podłodze, bo Grubas odsunął się spojrzawszy na nią z “gabarytowym” zrozumieniem. Pani była filigranowa.
W miasteczku., u stóp wysokich gór, do których dotarła po wielu przygodach, dołączyła do grupy wędrowców. Po naradzie, zdecydowano się na wspinaczkę na niebotyczną górę – na szczyt szczytów. Ostatnie pionowe ściany i bezdenne urwiska grupa pokonała z przewodnikiem – pustelnikiem, którego nieoczekiwanie spotkała po drodze. Pustelnik siedział na występie skalnym, nad przepaścią, i malował obraz. Zgodził się poprowadzić grupę. Kamienny jego domek stał na szczycie szczytów i od wielu już dni pustelnik pusto miał w spiżarence. Korzystając z chwili odpoczynku, pani odnalazła w kieszeni liścik, i przeczytała następnych kilka linijek wiersza:

Patrząc w ogień pogadajmy
O tej pustce, strachach, lękach
O alchemii życia w mękach
I przekażę Ci bez słów
Że ja z Tobą tak z miłości
Tak w radości i w jedności
Wśród złocistych łanów pójdę
Na bosaka i za ręce
Tak w milczeniu i w powadze
W oczy jasno Ci popatrzę
I zobaczę promień złoty
I tęczową kroplę łzy…

Dla Cudownej Pani Doktor Noemi

 

Pani z trudnością odrzuciła wizję ciepła i złocistych łanów. Mroźne powietrze przenikało przez jej ubranie. Skalne urwiska, połacie śnieżnych pól z podstępnymi szczelinami czekały na nią przed szczytem szczytów.
Pani zebrała się w sobie, i szczekając zębami z zimna zanuciła:
“Nie dokazuj miły… nie dokazuj.”
Usłyszał to nucenie przewodnik i uśmiechnął się promiennie do niej. Pani zrobiło się troszkę cieplej i nowy duch wstąpił w nią, a razem z nim zapał do dalszej wspinaczki.
Teraz było ich razem z przewodnikiem trzynaścioro. Gdy szczęśliwie dotarli do domku na szczycie szczytów, padli ze zmęczenia na podłogę. Pustelnik otulił ich grubymi kocami i rozpalił ogień w kominku. Pani przed zaśnięciem przeczytała do końca wiersz:

I zaproszę Cię na zawsze
W siedem Światów w siedem Sfer
Gdzie Magowie i Prorocy
Z Aniołami i Elfami
Od prawieków spory wiodą
Nie są pewni
Czy być razem, tak z miłości
Tak w jedności, dla radości
Przeznaczeniem jest czy snem.

Pani wybrała sen i zasnęła. Ale przeznaczenie nie zapominało o niej. Następnego dnia już wszyscy wyspani i wypoczęci zjedli skromne śniadanie. Postanowili podzielić się swoimi zapasami z pustelnikiem. Pustelnik zniknął. Grupa rozeszła się po szczycie szczytów by w samotności kontemplować przepiękne widoki. Kiedy pani zeszła w dół po zboczu, zauważyła pustelnika. Kusiło ją żeby porozmawiać z nim. Zrezygnowała widząc w jakim skupieniu maluje obraz. Nurtowały ją dziwne zdarzenia, które zaszły podczas wspinaczki, Otóż, przewodnik milczał całą drogę. Za każdym razem gdy wskazywał im drogę i zachęcał do marszu, na grupę spadał mocny pomocny podmuch – aż świstało w uszach. Ten charakterystyczny świst wszyscy słyszeli. Pomocny podmuch błogosławili bo ich popychał w kierunku szczytu. Ale w żaden sposób nie mogli sobie jego pochodzenia logicznie wytłumaczyć.

Wieczorem zebrali się w kamiennym domku. Siedli przy dużym kamiennym stole na którym pustelnik postawił trzynaście kamiennych czarek. Gdy zapadło milczenie pustelnik wstał i powiedział:

“Kołacze się nasza Dusza w świątyni ciała pijąc ze zmysłami brudzia na uczcie życia.”

Ku zaskoczeniu siedzących, kamienne czarki same wypełniły się złocistym płynem. Wtedy pustelnik dodał:

“Wypijmy za Dusze. To nasza Pierwsza Wieczerza”

Po wypiciu złocistego płynu wszyscy poczuli się szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi ale też bardzo senni. Zasnęli “kamiennym” snem.
Następnego ranka wstali rześcy i wypoczęci. Pustelnik wręczył każdemu obraz – “Pierwsza Wieczerza”- na pamiątkę spotkania.
Na obrazie przedstawiającym wspólną wieczerze przy kamiennym stole, po prawej stronie pustelnika siedziała ta osoba, która obraz otrzymywała. Widocznie gdy wszyscy spali, pustelnik namalował dwanaście różniących się obrazów.

Pani zapytała go: ”Mistrzu! Czego ty uczysz?”

Mistrz Świstak z rozbrajającym uśmiechem odpowiedział:

Milczenia.

Po odprowadzeniu grupy w bezpieczne miejsce pustelnik wrócił do swojego kamiennego domku. Na podłodze znalazł zmięty liścik z wierszem. Przeczytał go. Skojarzył kto mógł go zgubić. Przypomniał sobie filigranową panią i radośnie krzyknął.

” Małe Tao to też Tao.”

i tym sposobem rozwiązał trudny koan o kobietach.

 

 

Pani szczęśliwie wróciła do domu. Obraz pustelnika powiesiła na ścianie swojej sypialni w prawym rogu koło drzwi – znała Feng Shui. Po chwili po obrazie zaczął spływać “miodzik”. Taki sam miodzik spływał po wszystkich dwunastu obrazach. Smakował wybornie i znakomicie ułatwiał zasypianie. Spało się kamiennym snem a po obudzeniu pamiętało się niezwykle kolorowe i radosne krainy w których żyły szlachetne, pełne dobroci i mądre istoty.

Korzystając z uwag Mistrza Świstaka,

namalowałem  obraz, oczywiscie  dla zupełnie innej Pani. Obraz miał przedstawiać Anioła – ale jestem początkującym malarzem, więc wyszło jak wyszło. Ku mojemu najwyższemu zdumieniu jednak po nim coś spływa….

 

 

 

 

W pajęczynie NDE

W Pajęczynie NDE

 

Wpatruje się w oczy kota…

“Na rubieżach zanikają utarte drogi, a na krańcach poznania myślenie zawodzi.” – jak na ekranie komputera pojawia się napis w mojej wyobraźni.
Przenikam przez pomarańczowe źrenice szeroko otwartych kocich oczu i jestem w ezoterycznej sieci wiecznego życia – w Matrix.
Czyżbym odnalazł bramę do spokojniejszego świata? Gdzie naprawdę jest mój dom?  Aniele Stróżu oświeć mnie. Odpowiedz, proszę, kim jestem i co tu robię. Chcę znać prawdę. Gubię się – zasypiając, w świat snu, wysyłam pytania.

“Wdarłeś się oczami kota do świata snu. Kot ci wszystko wyjaśni po swojemu.” – słyszę szept. Usypiając czuje ciepło kociego ciałka. Kot wtula się w moją szyję i tak do mnie cichutko mruczy:

Posłuchaj człowieku o ludziach i ich lękach i bezsensownych działaniach w poszukiwaniu Prawdy.”
Otóż, diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować.
„Człowieku! Prawda jest krainą bez dróg i  nie można zbliżyć się do niej po żadnej drodze. Nie zbliża do niej ani nauka ani żadna religia. Prawdy nauki są jedynie hipotezami. Prawda, będąc nieograniczoną, bezwarunkową, nieosiągalną na jakiejkolwiek drodze, nie może zostać zinstytucjonalizowana. Tworzenie organizacji, która by wiodła, czy siłą prowadziła ludzi po pewnej drodze – jest skazane na niepowodzenie i wyrządza wielu ludziom krzywdę.”

Kocie! Chcę wierzyć tak jak wielu ludzi…

“Człowieku! Wierzysz, że w proch się obrócisz? Wierzysz w zbawienie? Wierzysz, że jesteś jedynie chwilowym kaprysem Stwórcy? Wierzysz, że nauka rozwiąże wszystkie twoje problemy?

To wszystko śmiechu warte. Weźmy wiarę. Jest sprawą czysto osobistą – nie wiemy więc wierzymy. Jeśli się prawdę o Stwórcy zinstytucjonalizuje to umiera ona i ulega stagnacji. Staje się wyznaniem, sektą, religią, którą narzuca się innym. Tak czynią wybrane grupy oświeconych zbawicieli na całym świecie. Zawężają oni prawdę i czynią z niej zabawkę dla ludzi słabych, dla tych, którzy są chwilowo niezadowoleni.

Prawdy nie da się sprowadzić w dół, to raczej jednostka zdobyć się musi na wysiłek, by się do niej wznieść. Nie można sprowadzić szczytu góry w dolinę. Jeśli chce się zdobyć szczyt góry, trzeba przejść przez dolinę i wspiąć się na zbocze nie lękając się niebezpiecznych przepaści.

Prawdy nie można obniżyć. To przede wszystkim organizacje podtrzymują zainteresowanie ideami, ale organizacje te budzą jedynie zainteresowanie zewnętrzne. A zainteresowanie, które nie jest zrodzone z miłości do Prawdy, a jedynie wzbudzone przez organizację – jest bezwartościowe.

Organizacja staje się szkieletem, do którego jej członkowie mogą się wygodnie dopasować. Oni nie pożądają już Prawdy, czy szczytu góry, ale raczej wyszukują sobie wygodne miejsce lub pozwalają, by umieściła ich tam organizacja i uważają, że organizacja ta będzie w ten sposób wiodła ich do Prawdy.

I najważniejsze! To nie my znajdujemy Prawdę – to Prawda znajduje nas. Musimy się tylko przygotować. Czy można zaprosić gościa, którego się nie zna? Nie. Ale można wysprzątać dom tak, że kiedy ten przyjdzie, będziemy gotowi przyjąć go i poznać. Gdy się jest cierpliwym dostrzega się Prawdę – przez chwilę gdy przemawia Głos. Ale owa chwila wystarcza, aby mieć pewność, że nie pochodziła ona z wiary, a z doświadczenia. Nie z doświadczenia innych, a własnego. To owa pewność podtrzymuje poszukiwania i rozwój.”

Kocie! Doświadczyłeś tego wszystkiego o czym opowiadasz?

„Człowieku! Nie rozśmieszaj mnie. Odpowiem ci gdy wypijesz wodę z całego tego jeziora.”
Kocie! Już wypiłem.
„Człowieku! Więc już ci odpowiedziałem.”

„Dam ci kilka rad. Przede wszystkim umysł – uspokój go. Rozluźnij wszystkie mięśnie tak jak to my koty potrafimy. I słuchaj Głosu, który jest w każdej stworzonej istocie. Nie możesz być niecierpliwym, gdyż intuicja, która otwiera wyższą świadomość, przychodzi rzadko. Może to być tylko kropla, ale kiedy się pojawia, jest jak ocean. Głos, który wtedy przemówi do ciebie, to głos wewnętrzny. Nazwać go można dowolnie Umiłowanym, jak czynią to sufiowie; kamieniem filozoficznym, jak alchemicy; Bogiem, Buddą; nazwać go można On albo Ona. Ale ten Głos, istnieje. Jest Tym prawdziwym, ponieważ Ty i To nie jesteście osobno. Ty jesteś Tym. Pamiętaj – jesteś w relacji ze Stwórca jak promień ze Słońcem. Nie jesteś Słońcem, nie jesteś Bogiem – uważaj na pychę.

Zapomnij o „świętości”, odrzuć „wiedze”,
a ludzie skorzystają stokrotnie. 
Odrzuć „ludzkość”, odrzuć „sprawiedliwość”, 
a ludzie powrócą do braterskiej miłości i dobroci.

Zapomnij o „wielkiej sztuce”, odrzuć „korzyść 
a znikną złodzieje.

Te wskazania wydadzą się zapewne błahe. 
Ludzie muszą oprzeć się na czymś trwałym.

Oto prawdziwy fundament:
Bądź naturalny. 
Zachowaj prostotę. 
Nie wynoś się nad innych. 
Nie żądaj wiele.

 

 

Tao Te Ching

Tao Te Ching

CZYM WIĘC JEST TAOIZM?

Prostą i wystarczająca definicję taoizmu podaje Alan Watts w swej wspanialej książce „Tao strumienia”, nazywając go; „sposobem współpracy człowieka z prądem lub nurtem przyrody”. To właśnie to. Nie ma tu duchowych pierwiastków. Nie ma w taoizmie nic takiego, co opierałoby się na jakiejś formie boskiego objawienia, nic, czego wrażliwa ludzka istota nie mogłaby nauczyć się obserwując po prostu przyrodę.
I w tym przejawia się po części jego magia — w prostocie.
Lao-tsy nie był człowiekiem, na którym robiłby wrażenie status polityczny czy stopień wykształcenia. Służące i chłopcy stajenni, którzy zachowali prawdziwą naturę, byli dlań najszlachetniejszymi stworzeniami.
Zarówno z osobistych, jak i ogólnych powodów, z tego powodu, że stanowi pokarm naszych własnych dusz, Tao Te Ching jest nieporównywalnym źródłem inspiracji. Od pierwszych rozdziałów zostałem porwany prostotą i budzącą lęk głębią …Wiele razy obserwowałem ludzi, którzy, głęboko poruszeni, rozwijali się dążąc ku dojrzałości duchowej.
John R.Mabry (autor książki Tao Te Ching – tłumacz z chińskiego na angielski)

Mędrzec nie okazuje uczuć,
Wie, że wszelkie stworzenie musi przeminąć.
Mędrzec wyznacza sobie miejsce na końcu,
I dzięki temu znajduje się przed wszystkimi.
Nie wynosi się nad innych, wiec jest bezpieczny.
Mądry człowiek podobny jest do wody,
Woda przynosi pożytek, nie wadząc się z nikim.
Zbiera się w ustronnych miejscach.
Dzięki temu jest podobna do tao.
Mieszkaj blisko ziemi.
Bądź otwarty na nowe idee. Bądź przyjazny.
Mów prawdę i bądź wiarygodny.
Sprawując władze, okazuj prawość.
Działaj sprawnie w codziennych rzeczach.
Podejmując działanie, wybierz właściwy czas.
Pozostaniesz nieskazitelny
Nie wywyższając się nad innych.
Jeśli zdołasz wyzbyć się wszystkiego, osiągniesz trwały spokój.
Rzeczy powstają, a ja patrzę, jak przemijają.
Wszystko rozkwita i rozwija się, a potem powraca do Źródła.
Powrót do Źródła oznacza doskonały spokój.
Nazywam to powrotem do Życia.
Poznając zasadę niezmienności, osiągniesz zrozumienie.
Osiągnąwszy zrozumienie, będziesz działał sprawiedliwie.
Działając sprawiedliwie, staniesz się szlachetny.
Szlachetny – upodobnisz się do wszechświata.
Będziesz jak wszechświat, a upodobnisz się do tao.
—————————————————————————————————————————–

Niegdyś lud tylko przeczuwał istnienie władcy.
Później najlepszy był ten, kogo sławił naród.
Jeszcze później władca budził strach.
Najgorszym władcą bywa ten, kim pogardzano.
Jeśli władca nie pokłada
wiary w swym ludzie,
nie cieszy się jego zaufaniem.
Doskonały władca ceni słowa i mówi niewiele,
Toteż gdy jego dzieło jest ukończone.
Ludzie powiadają: „Osiągnęliśmy to sami!”
Zapomnij o „świętości”, odrzuć „wiedzę”,
a ludzie skorzystają stokrotnie.
Odrzuć „ludzkość”, odrzuć „sprawiedliwość”,
a ludzie powrócą do braterskiej miłości i dobroci.
Zapomnij o „wielkiej sztuce”, odrzuć „korzyść”
a znikną złodzieje.
Te wskazania wydadzą się zapewne błahe.
Ludzie muszą oprzeć się na czymś trwałym.
Oto prawdziwy fundament:
Bądź naturalny.
Zachowaj prostotę.
Nie wynoś się nad innych.
Nie żądaj wiele.
Jeśli nie chcesz zostać złamany, ugnij się.
Jeśli chcesz być wyprostowany.
Przystań na odrobinę krzywizny.
Jeśli chcesz być wypełniony, stań się pusty.
Jeśli chcesz powstać od nowa, bądź użyteczny.
Jeśli chcesz być bogaty, pragnij mniej.
Nadmierne pragnienie prowadzi do szaleństwa!
Dlatego Mędrzec doświadcza jedności,
I staje się wzorem dla świata.
Nie skupiony na sobie, doznaje oświecenia.
Nie przywiązany do swoich racji, daje przykład.
Nie żądając uznania, czyni chwalebne rzeczy.
Nie wychwalany, staje się potężny wewnętrznie.
Dzięki temu świat nigdy go nie pokona.
Czy starożytni wypowiadali puste słowa, mówiąc:
„Jeśli nie chcesz zostać złamany, ugnij się”?
Kim jest dobry człowiek,
Jeśli nie nauczycielem złego człowieka?
Czyn jest zły człowiek,
Jeśli nie surowcem w rękach dobrego?
Jeśli nie szanujesz swojego nauczyciela,
Lub nie miłujesz swojego tworzywa,
Ogarnie cię zmieszanie, utracisz mądrość.
Nazywam to istotną, lecz subtelną tajemnicą.
————————————————————————————————————————————

Jeżeli pragniesz posiąść świat i ulepszyć go?
Nie sądzę, byś zdołał.
Zrozum, świat jest święty.
Nie może być ulepszony.
Jeśli spróbujesz, zniszczysz go.
Jeśli spróbujesz go posiąść. Stracisz go.
Władca, który postępuje zgodnie z tao.
Nie narzuca swej woli przemocą.
Rozumie, że to może obrócić się przeciwko niemu.
——————————————————————————————————————
Powracanie jest ruchem tao.
Drogą tao jest dawanie.
Im bardziej miękka rzecz na świecie
Zwycięża najtwardszą.
To, co bezcielesne, może wejść
Nawet tam, gdzie nie ma przestrzeni.
Dlatego znam wartość nie – działania.
Nauczanie bez słów l korzyść bez działania.
Niewielu ludzi na świecie potrafi to uchwycić.
Prawdziwa doskonałość posiada rysę.
Jednak to nie przynosi jej uszczerbku.
Prawdziwa pełnia wydaje się pusta,
Jednak jej użyteczność jest bezgraniczna.
Prawdziwa prostota zdaje się pokrętna.
Wielka zręczność zdaje się nieporadna.
Wielka elokwencja zdaje się jąkaniem.
Chłód pokonuje żar.
Opanowanie zwycięża podniecenie.
Czystość i spokój są powszechnym ideałem.
Możesz poznać cały świat,
Nie wychodząc nigdzie.
Nawet nie otwierając okna,
Możesz poznać drogi Nieba.
Zrozum: Im dalej pójdziesz
Tym mniej będziesz wiedział.
Jednakże Mędrzec nie musi
Podróżować, by dowiedzieć się,
Nie musi zobaczyć, by zrozumieć.
Dokonuje nie czyniąc.
By osiągnąć wiedzę, trzeba codziennie się uczyć.
By osiągnąć tao, trzeba codziennie pożądać mniej.
Pożądaj coraz, mniej,
a dojdziesz do nie-działania.
Gdy praktykujesz nie-działanie,
nic nie pozostaje do zrobienia.
Jeśli chcesz posiąść cały świat, nie posiądziesz nic.
Jeśli zawsze jesteś zajęty robieniem czegoś,
Nie możesz cieszyć się światem.
Serce Mędrca nie jest z kamienia.
Jest wrażliwe na uczucia innych jak na własne.
Mówi Mędrzec:
„Dobrym ludziom okazuję dobroć.
Wobec niedobrych także jestem dobry”.
Taka jest prawdziwa dobroć.
„Godnym zaufania, ufam.
Niegodnym ufam również”.
Taka jest prawdziwa ufność.
Mędrzec, który uczy dobrze,
umysły uczniów traktuje jak własny.
Wpatruje się weń pilnie.
Są jak jego własne dzieci.
Pałace prawa są daleko od ludzkich serc.
Pola są pełne chwastów, spichlerze są puste.
Lecz spójrz, oto urzędnicy w bogatych strojach
Z ostrymi mieczami u boku,
Pijący i jedzący aż do przesytu.
Nigdy nie zdołają wykorzystać swoich bogactw.
Nazywam to bezczelną zbrodnią.
To nie jest droga tao.
Ci, którzy wiedzą, nie mówią.
Ci, którzy mówią, nie wiedzą.
Zamknij więc usta,
Panuj nad gniewem,
Strzeż swoich zmysłów,
Rozwikłaj swe sprawy,
Nie staraj się błyszczeć,
Bądź jednym z każdą drobiną,
To jest sekret jedności.
—————————————————————————————-

Przewodzisz ludziom i służysz Niebu,
Nie ma nic lepszego nad umiarkowanie.
W umiarkowaniu postępujemy zgodnie z tao.
Zgoda z tao rodzi obfitość dobroci.
Kiedy dobroć jest w obfitości,
Nie ma nic, co nie mogłoby być pokonane.
Kiedy nie ma już nic, co można by zwyciężyć,
Znikają ograniczenia.
Gdy nie ma ograniczeń, można władać państwem
Jeśli poznasz Wielka Matkę, będziesz władał długi czas
Nazywam to zakorzenieniem i brakiem wahania.
To jest droga długowieczności i wielkiego wglądu.
Dlaczego mędrcy starożytności tak cenili tao?
Ponieważ kiedy szukasz, znajdujesz,
A kiedy grzeszysz, uzyskujesz wybaczenie.
———————————————————————————————————-

Rzeki i morze władają strumieniami setek dolin.
Ponieważ znajdują się niżej,
Strumienie setek dolin ku nim spływają.
Jeśli więc chcesz skutecznie władać ludźmi,
Musisz przemawiać tak, jakbyś od nich zależał.
Jeśli chcesz rządzie dobrze,
Musisz podążać za nimi.
Dlatego kiedy Mędrzec obejmuje władzę,
Ludzie nie czują się uciskani.
A kiedy Mędrzec przewodzi,
Ludzie nie myślą, że stoi im na drodze.
Cały świat radośnie go wychwala
i nie jest nim zmęczony.
Świat nie wadzi się z nim,
Gdyż on odmawia walki.
—————————————————————————————————————
Jeśli nawet jeśli wrogowie się pogodzą,
uprzedzenia pozostaną niezmienne.
Jak można tego uniknąć?
Dlatego Mędrzec czyni dobro przez połowę życia.
I nie żąda niczego od innych.
Człowiek naprawdę dobry dotrzymuje obietnicy.
Zły zagarnie, ile zdoła.
Niebo pozostaje bezstronne.
Tak zawsze postępują dobrzy ludzie.
Niechaj ludzie powrócą do prostoty,do pracy własnymi rękoma.
Potem niech odnajdą radość w jedzeniu,
Piękno w niewyszukanym ubiorze.
Pokój w życiu,
Spełnienie w tradycji
.
Słowa prawdziwe nie są piękne.
Piękne słowa nie są prawdziwe.
Ludzie dobrzy nie spierają się.
Ludzie kłótliwi nie są dobrzy.
Mądrzy niekoniecznie bywają wykształceni.
Wykształceni nie zawsze bywają mądrzy,
Mędrzec nie gromadzi rzeczy,
Im więcej czyni dla innych
Tym więcej dla siebie zyskuje.
Tym więcej odkrywa dla siebie.
Droga Nieba to dawać, nie krzywdzić.
Drogą Mędrca jest praca, nie walka.
Fragmenty z Małej Księgi Tao Te Ching – John R.Mabry (tłumaczenie Marek Obarski z angielskiego)