Lęk samotności

Lęk samotności

 

 

 

Jiddu KRISHNAMURTI

 LĘK WEWNĘTRZNEJ SAMOTNOŚCI

Jakże bardzo potrzeba nam umierać każdego dnia, każdej godziny, dla wszystkiego, dla wielu “wczoraj”, jak i dla chwili, która tylko co minęła. Bez śmierci nie ma odnowienia, nie ma twórczości. Ciężar przeszłości rodzi swą własną ciągłość, a troski “wczoraj” nadają nowe życie troskom naszego dziś. Wczoraj przedłuża się w dziś, a jutro jest jeszcze wciąż wczorajszym dniem. I nie masz innego oswobodzenia się od tej ciągłości jak w śmierci. W takim umieraniu jest radość. Ten nowy poranek, świeży i jasny, jest wolny od świateł i cieni wczorajszego dnia; śpiew tego ptaka opodal dochodzi po raz pierwszy, jak i dobiegający gwar dziecinnych głosów; nie należą one do “wczoraj”. Wciąż dźwigamy pamięć ubiegłych “wczoraj”, i pod ich cieniem mrocznieje nasza istota. Dopóki umysł jest mechanicznie działającą maszyną pamięci, nie może zaznać spokoju, spoczynku, ani ciszy. To, co jest ciche może się odrodzić, ale to, co jest w nieustającym działaniu zużywa się, stępia i staje się bezużyteczne. Źródło wystrzela gdy się coś kończy, a śmierć jest równie bliska jak życie.

Mówiła, iż studiowała przez wiele lat pod kierunkiem psychologa, poddała się nawet jego psychoanalizie, co dość długo trwało. Choć była wychowana w chrześcijaństwie, studiowała także filozofię Indii i znała jej mistrzów; nigdy nie należała do jakiejś wyznaniowej grupy i nie przyjęła żadnego filozoficznego systemu. Trwało w niej od dawna ciągłe niezadowolenie; odrzuciła nawet psychoanalizę, a obecnie oddawała się jakiejś pracy społecznej. Była zamężna i znała dobrze wszystkie udręki rodzinnego życia, jak i jego radości. Szukała ostoi w różnych rzeczach: w społecznym stanowisku i wpływie, w pracy, w dostatku, i w pięknie tego kraju nad błękitnym morzem. Zmartwienia mnożyły się, jednak mogła im zawsze podołać; ale nie udawało się jej nigdy sięgnąć głębiej, poza pewną granicę, a ta nie była od powierzchni odległa. Płytkie jest prawie wszystko i prędko się wyczerpuje, by zacząć się znów w następnej płyciźnie. To, co jest niewyczerpalne, nie da się odkryć żadną pracą myśli.

 

“Rzucałam się z jednej działalności w drugą, szłam od jednego niepowodzenia w drugie, zawsze unoszona falą, wciąż za czymś goniąc. Teraz, gdy doszłam do końca jednego dążenia, a zanim pójdę za drugim, które znów mnie pochłonie na szereg lat, usłuchałam silniejszego impulsu i oto jestem tutaj. Mogę powiedzieć iż życie dobrze mi się układało, było bogate i wesołe. Interesowałam się wielu rzeczami, a niektóre przedmioty studiowałam dość wszechstronnie; ale jakoś po tylu latach wciąż znajduję się na powierzchni wszelkich spraw, jakby nie stać mnie było na przekroczenie pewnego punktu; chce iść głębiej, a nie potrafię. Mówią mi, iż to, co robię, robię dobrze, i właśnie to “robienie dobrze” mnie ogranicza. Moje zacieśnienia są dobroczynnego rodzaju: pomaganie potrzebującym, uczynność, szczodrość i tym podobne; ale mnie to wiąże jak każde inne uzależnianie się. A chcę być wolna, nie tylko od tego rodzaju zależności, ale od wszystkich i sięgnąć chcę poza nie. Stało się to w tej chwili narzucającą się koniecznością, nie tylko jako skutek słuchania waszych wykładów, ale i moich własnych doświadczeń i obserwacji. Na razie oddaliłam się od mej społecznej pracy, czy ją podejmę na nowo, czy nie, zdecyduje się później.”

 

Czemu pani nie spytała siebie już dawniej, co jest pobudką do tych wszystkich działalności?” 

 

“Nie przyszło mi nigdy na myśl spytać siebie dlaczego tkwię w społecznej pracy. Zawsze chciałam pomagać i robić ludziom dobrze, a nie był to wcale próżny sentymentalizm. Przekonałam się, że ludzie z którymi przebywam nie są prawdziwi, że są tylko maskami; a ci którzy potrzebują pomocy są prawdziwi. Żyć z tymi w maskach jest nieznośne i ogłupiające; ale z tymi drugimi pojawiają się tarcia i ból.”

Dlaczego oddaje się pani pracy społecznej lub jakiejkolwiek innej?

“Przypuszczam, że po prostu dlatego aby trwać i ciągnąć dalej. Trzeba żyć i działać, a moim ograniczeniem było działanie jak najbardziej godziwe. Nigdy nie zadawałam sobie pytania, czemu robię to wszystko; ale teraz chcę to odkryć. Ale zanim pójdziemy dalej w naszej rozmowie, muszę powiedzieć że jestem człowiekiem samotnym; choć spotykam wielu ludzi, czuję się sama, i lubię to. Jest coś wspaniałego w takim czuciu się samą.”

Być w prawdziwej samotności, w najwyższym tego słowa znaczeniu, jest rzeczą doniosłą; ale rodzaj samotności płynącej z oddzielania się od innych, daje wprawdzie poczucie siły, władzy i niedostępności, ale jest po prostu wyodrębnianiem się, jest rodzajem ucieczki i chronienia się. Ale czyż nie jest ważne by znaleźć odpowiedź na poprzednie pytanie: czemu pani nigdy siebie nie spytała co panią skłania do tych wszystkich – przypuśćmy dobrych – działalności? Czy nie należałoby w to wniknąć?

“Tak, spróbujmy. Sądzę, że lęk wewnętrznej samotności był u podłoża wszystkiego co robiłam”.

Dlaczego używa pani słowa “lęk” w zastosowaniu do wewnętrznej samotności? Wszak nic pani nie ma przeciwko samotności zewnętrznej, a od wewnętrznej pani się cofa. Dlaczego? Lęk, strach, nie jest abstrakcją, istnieje tylko w stosunku do czegoś; nie może istnieć sam przez się, oczywiście istnieje jako słowo, ale jest odczuwany tylko w kontakcie z czymś innym. Przed czym jest ta obawa?

“Przed ową wewnętrzna, samotnością.”

Lęk istnieje tylko w stosunku do czegoś innego. Nie może pani obawiać się wewnętrznej samotności, gdyż w nią pani nie spojrzała; ocenia ją pani w tej chwili porównując z czymś już znanym. Zna pani swą wartość… jeśli można się tak wyrazić – jako matki, jako pracowniczki społecznej, jako zdolnej i sprawnej jednostki… i zna też pani wartość swej zewnętrznej samotności. Więc w stosunku do tego wszystkiego mierzy pani, lub podchodzi do zagadnienia samotności wewnętrznej; zna pani to co było, ale nie zna pani tego co jest. Znane patrząc w twarz nieznanego wywołuje lęk; właśnie to działanie znanego stwarza strach.

“Tak, to prawda. Porównuję samotność wewnętrzną do tego, co znam przez doświadczenie. l właśnie to stwarza lęk przed czymś, czego dotąd nie doświadczyłam.”

Więc pani lęk nie dotyczy w istocie samotności wewnętrznej; to przeszłość obawia się czegoś co nie jest jej znane, czego jeszcze nie doznała. Przeszłość chce wchłonąć to nowe, uczynić zeń doświadczenie. Ale czy może przeszłość – którą pani sama jest – doznać nowego, czyli tego co jest nieznane? Znane jest w stanie doświadczyć tylko tego, co jest tej samej co ono natury, ale nigdy tego, co jest nowe i zgoła nieznane. Nadając temu nieznanemu pewne miano, nazywając je “samotność wewnętrzna”, przyjęła je pani tylko słownie i nazwa zastępuje doznanie, bowiem słowo przysłania lęk. Nazwa “samotność wewnętrzna” przykrywa fakt, to, co jest, i samo słowo wywołuje lęk.

“Ale jakoś się tak dzieje. że nie jestem w stanie w to spojrzeć”.

Trzeba najpierw zrozumieć, dlaczego nie jesteśmy w stanie patrzyć na fakt – na to, co jest; co nam przeszkadza być odbiorczo czujnym i obserwującym. Niech się pani nie stara spojrzeć w to w tej chwili, raczej proszę wsłuchać się spokojnie w to, co się mówi.
Znane, doświadczone w przeszłości, usiłuje wchłonąć to co nazywa “samotnością wewnętrzną”; ale nie potrafi tego przeżyć, gdyż nie wie, co to jest, zna tylko samą nazwę, ale nie to, co się poza nią ukrywa. Nie można doświadczyć nieznanego, Możemy o nim myśleć, lub spekulować, albo się go obawiać; ale myśl nie może go ogarnąć będąc sama wytworem znanego, wynikiem doświadczeń. Nie mogąc poznać nieznanego obawia się go. I ten lęk będzie trwał dopóki umysł pragnie doświadczać i pojąć nieznane.

“Więc co…?”

Proszę posłuchać. Jeśli pani rzetelnie się wsłucha, prawda całego tego procesu odsłoni się sama, a wówczas prawda będzie jedynym działaniem. Każda postawa jaką myśl zajmie w stosunku do wewnętrznej samotności będzie wymknięciem się, ucieczką w unikaniu tego, co jest. A przez unikanie tego co jest myśl stwarza swe własne uzależnienie, które staje się przeszkodą w wejściu w nowe i nieznane. Lęk jest jedyną odpowiedzią umysłu na nieznane; myśl może to nazywać rożnymi terminami, ale będzie to zawsze lęk. Proszę uważnie spojrzeć, a przekona się pani że myśl nie może mieć żadnego stosunku do tego co jest nieznane, co się ukrywa pod nazwą “samotność wewnętrzna”. Dopiero gdy myśl ucicha, to co jest rozchyla się, a jest niewyczerpalne.
Chciałbym dodać rade – niech pani teraz o tym nie myśli, słyszała pani i niech to działa samo. Zawisnąć w ciszy po dokonaniu orki i siejby to wywołać twórczość.

 

 Otóz to: plecak spakowany. Turyści opuścili Pólnocną Krainę. Można ruszać w drogę…

 

 

 

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 września 2012, in Uncategorized and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: