SYCZ!!

Sycz

kiedy nadepną ci na ogon

Jezioro przykryła gruba warstwa mgły bo nocą nadciągnął zimny front . Życie lasu i jeziora toczyło się swoim rytmem. Dzięcioł zastukał. Sroczka zaskrzeczała. Choinki pokryły się pajęczynami. Po mchu przemknął zaskroniec. Nie czułem się intruzem. Wyniosłem z samochodu termos z kawą i kanapki. Siedząc wygodnie i posilając się czekałem na wschód słońca. Pojawiło się około ósmej –  wysoko nad horyzontem. Mgła ustępowała powoli. Skojarzyłem  mgłę z myślami zalegającymi od lat w głowie a słońce z mocą i mądrością człowieka poznającego siebie.

Wielokrotnie, gdy ktoś „atakował mnie” machałem ręką i „przechodziłem na drugą stronę ulicy” gdy go spotykałem. W myślach tłumaczyłem sobie: ” ..pewnie ma chłop problemy domowe .. z żona, dziećmi, lub z szefem w pracy” . Ale to było bardzo dawno. Oduczyły mnie takiej stradegii  spotkania podwodne. Otóż, gdy rekin atakuje trzeba przełamać strach i zdecydowanie płynąć w jego kierunku. Nie wolno ani przez chwilę okazać lęku, nie wolno odwrócić się  i uciekać…

Zza leżacego na ziemi drzewa wysunął się półtorametrowy zaskroniec. Zastygł w bezruchu nieopodal mojej stopy. Rzuciłem mu kawałki chleba. Nie skorzystał. Z królewską dostojnościa w tanecznych skretach , bezszelestnie zniknął wsród traw.

 

Otworzyłem książkę T. Terzaniego na takiej to anegdotce:

Terzani opowiada:

„…Spędzałem godziny przed świecą, próbując uspokoić wodę zmąconą wokół problemu „Ja”. Pewnego dnia zapytałem Starca, co myśli o tych praktykach, których celem jest zniszczenie owego „Ja” – czasem z katastrofalnym skutkiem.
Jak zwykle odpowiedź przybrała formę historii. Tej używał sam Ramakryszna, aby odpowiedzieć właśnie na pytanie dotyczące „Ja”.
Tuż za wioską żyje straszliwy wąż, który atakuje i kąsa każdego, kto się do niego zbliży, a nawet z daleka terroryzuje ludzi swoim sykiem. W wiosce nie wiedzą, co robić. Na szczęście pewnego dnia przechodzi tamtędy sadhu, proszą go więc o interwencję. Sadhu idzie do węża i bardzo grzecznie do niego przemawia.
– Musisz zostawić tych chłopów w spokoju. Nie są twoim pożywieniem. Nie zagrażają ci. Dlaczego więc ty im grozisz? – mówi sadhu. – Rozumiem, że musisz jeść myszy i małe zwierzęta z lasu, ale czemu straszysz tych biednych wieśniaków? Zrób to dla mnie: przestań.
Wzruszony wąż się zgadza.
Rok później sadhu przechodzi podczas swoich wędrówek w pobliżu wioski i spotyka węża. Jest naprawdę w opłakanym stanie: jedno oko dynda mu na głowie, krwawi z pyska, a całe ciało ma pokryte ranami.
Co ci się stało? – pyta sadhu.
Twoje słowa, Mistrzu, naprawdę mnie zmieniły. Uczyniłem dokładnie to, o co prosiłeś, i teraz wszyscy przychodzą mnie okładać. Nawet dzieci zabawiają się rzucaniem
we mnie kamieniami. Ale ja, Mistrzu, wciąż postępuję tak, jak powiedziałeś.
– Kretyn! – wybuchnął sadhu. – Przecież nie powiedziałem, żebyś przestał też syczeć!
Ramakryszna chciał przez to powiedzieć – zakończył Starzec – że „Ja” może być też pożyteczne. Potem dodał od siebie:
– Lepiej uczynić, by dojrzało, niż je niszczyć. Żeby żyć na świecie, odrobina „Ja” jest niezbędna do obrony. Wystarczy tylko, żeby „Ja” nie brało się zbyt na serio, a ty musisz wiedzieć, że to tylko maska…”
Zacząłem się smiać kojarząc słowo „Solidarni” ze słowem „Syczący”. Ruch społeczny „Syczących”. Słyszał ktoś o takim ruchu? Wspaniale!! Kombinowałem dalej…Jesli już syczeć to na rządzących za mafijność, bylejakość, pazerstwo i głupotę to..

Ale!!! PRZED a NIE PO  … kryzysie.

Zacząłem głosno syczeć…  a wy sssss… Dobrze mi to chyba szło bo zaskroniec znów się pojawił. Ale już słońce wschodziło, więc zabrałem się do „pstrykania” fotek. Trzeba z czegoś życ.

Wieczorem pogawędziłem o wężach z przyjacielem. Wyszło, że też z chęcią „posyczy”. W domu mu się „nie przelewa”.

Kto do nas dołączy? Są chętni do RUCHU SYCZĄCYCH?

Już zasypiając otworzyłem Małą Książeczkę Tao

Jeśli więc chcesz skutecznie władać ludźmi,
Musisz przemawiać tak, jakbyś od nich zależał.
Jeśli chcesz rządzie dobrze,
Musisz podążać za nimi.
Dlatego kiedy Mędrzec obejmuje władzę,
Ludzie nie czują się uciskani.
A kiedy Mędrzec przewodzi,
Ludzie nie myślą, że stoi im na drodze.
Cały świat radośnie go wychwala,
I nie jest nim zmęczony.
Świat nie wadzi się z nim,
Gdyż on odmawia walki.

Niegdyś lud tylko przeczuwał istnienie władcy.
Później najlepszy był ten, kogo sławił naród.
Jeszcze później władca budził strach.
Najgorszym władcą bywa ten, kim pogardzano.
Jeśli władca nie pokłada wiary w swym ludzie,
nie cieszy się jego zaufaniem.
Doskonały władca ceni słowa i mówi niewiele,
Toteż gdy jego dzieło jest ukończone.
Ludzie powiadają: „Osiągnęliśmy to sami!”

Tao Te Ching

W liczącej dwadzieścia pięć wieków historii Księgi Tao i Te opublikowano setki przekładów i komentarzy, co sprawia, że jest ona drugą po Biblii najczęściej na świecie tłumaczoną książką. Znajduje czytelników w każdym pokoleniu i zdaje się nigdy nie tracić prowokującej wartości intelektualnej. W bieżącej dekadzie Księgę odkryli fizycy, dostrzegający w niej istotne korelacje z ich teoriami wszechświata. Co więcej, sięgają po nią psycholodzy i biznesmeni, mając nadzieję na zrozumienie tych właściwości orientalnego umysłu, które sprawiają, że jest on tak bardzo skoncentrowany na sprawach świata i gospodarki
oraz tak dobrze je pojmuje. Księga rzuca urok na wszystkich, którzy ją kontemplują, i jest magnesem dla umysłów mających odpowiedni potencjał, by wywierać wpływ na społeczeństwo. Bo właśnie o wpływaniu na społeczeństwo traktuje w istocie Księga Tao i Te.

Według legendy napisał ją niemal dwadzieścia sześć wieków temu wszechstronny uczony Lao Tzu, który był kustoszem archiwów cesarstwa za panowania dynastii Chou. Żył w czasach politycznych niepokojów, podobnie jak my dzisiaj. Jego świat był podzielony na setki prowincji, rządzonych przez różnych przywódców i mających odmienne prawa. Obserwował rozwój armii i narastanie wrogości, kiedy poszczególne prowincje rywalizowały o polityczną dominację. Każdy akt agresji spotykał się z jeszcze większą wrogością i agresją, dopóki rozdarci wojną mieszkańcy Chin nie zaczęli zdawać sobie sprawy z tego, że stoją na krawędzi totalnej destrukcji, a ich świat może się obrócić w perzynę. Rozumiejąc beznadziejność czasów, w których żył, oraz rozkręcającej się spirali politycznej wrogości, Lao Tzu zrezygnował ze stanowiska i postanowił na zawsze opuścić cywilizowany świat. Zanim pozwolono mu przekroczyć bramę stolicy i wyruszyć w nieodległe góry, musiał spisać swoją wiedzę na użytek tych, których porzucał. Napisał więc Księgę Tao i Te, adresując ją do osób zajmujących odpowiednią pozycję, by przewodzić ludziom – książąt i polityków, pracodawców i nauczycieli.

Fragmenty z internetu i książkek T.Terzaniego „Nic nie zdarza sie przypadkiem” oraz „Mała Księga Tao Te Ching”(przełożył z języka chińskiego John R. Mabry przełożył z jeżyka angielskiego Marek Obarski)

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 28 września 2012, in Uncategorized and tagged , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: