Nie dręczmy zmarłych

Nie dręczmy zmarłych

„A kiedy umarli powstaną, żywymi zapełnią sie trumny…”

W odróżnieniu od nas żywych, zmarli żyją nieskrępowaną fizycznym ciałem pełnią uczuć i myśli. Oto bardzo kontrowersyjna hipoteza wielu mędrców! Gdyby jednak to ci mędrcy mieli rację, to każde święto w atmosferze niezgody i kłótni mogłoby wywołać święte oburzenie i gniew zmarłych.
„A kiedy umarli powstaną, żywymi zapełnią sie trumny…” ( fragment przepowiedni z filmu „Sherlock Holmes”) Nie dręczmy zmarłych w ich drodze do Nieba!!!

Wspomnienie

Czekałem na nią o umówionej godzinie. Zadzwoniła, że spóźni się. Był wczesny mroźny ranek. Zszedłem nad jezioro po oblodzonej ścieżce. Siadłem na ławeczce przymocowanej do pomostu i wystawiłem twarz do wschodzącego słońca. Zrobiło mi się ciepło. Przysnąłem. Poczułem, ze koło mnie ktoś siada. Zapadłem w głębszy sen. Usłyszałem szept…

Czekasz na nią… na ulubienicę? Posłuchaj…Otóż, pewien wieśniak wracał nocą do domu. Popił tęgo w przydrożnej knajpie. Jego koń znał znakomicie drogę do domu, często nią woził swego pana. Jechali przez las podczas śnieżycy, gdy nagle koń stanął. Obudziło wieśniaka jego rżenie. Do wozu zbliżył się mężczyzna. Ubrany był w czarny garnitur, lakierki a do klapy marynarki wpięty miał kotylion. Wieśniak wybałuszył oczy ze zdziwienia.

Mężczyzna ze śmiechem wyjaśnił, że na chwilkę wyszedł z wesela by się ochłodzić. Powiedział tez, ze żeni się z panną, którą pokochał od pierwszego wejrzenia. Po chwili rozmowy okazało się, że nieznajomy żeni się z dorodną córką sąsiada wieśniaka. Pan młody nalegał zapraszając wieśniaka na wesele. Po chwili byli już na miejscu. Dwór był pełen dostojnych gości. Pan młody przedstawił wieśniaka swoim rodzicom – właścicielom dworu. Wszyscy biesiadnicy bawili się świetnie, trunki lały się obwicie w szklanice, mięsiwo było wyborne a pan młody tańczył ze swoją roześmianą ulubienicą. Wieśniak siedział, patrzył, popijał i dziwował się.. jaki to szczęściarz z sąsiada.

Rano wieśniak obudził się w swoim łożu z wielkim kacem. Myśli mu się rwały, wspomnienia dręczyły. Za nic nie mógł sobie przypomnieć jak trafił do domu i męczyło go pytanie – wspomnienie o pięknym dworze, którego nigdy w tych okolicach nie widział i o panu młodym, jego rodzicach i ulubienicy, którą znał od dziecka. Zanurzył głowę w miednicy pełnej zimnej wody, ubrał się w odświętny garnitur, po namyśle w kopertę włożył kilka tysięcy złotych i udał się do domu sąsiada. Sąsiad był zdziwiony jego ranną wizytą i opowieścią o weselu. Żeby przekonać wieśniaka, że żadnego ślubu nie było, sąsiad zaproponował by obaj udali się do pokoju gdzie spała córka. Gdy po pukaniu nie odpowiadała, weszli do środka…..


Obudziłem się i zerwałem z ławki na równe nogi. To co zobaczyłem w śnie było przerażające. Ten konopny sznur tak precyzyjnie zawiązany na szyi. Brrr.. Ciarki mi przeszły po plecach. Spojrzałem na ławkę. Obok wgłębienia w śniegu , które zostawiłem siedząc, było drugie…

Do kości zmarznięty udałem się na drogę. Moja znajoma już na mnie czekała w ciepłym samochodzie. Pojechaliśmy drogą przez las. Opowiedziałem jej o śnie.

„Mój drogi za kilka dni jest Święto Zmarłych” – powiedziała ze śmiechem – „Należy ci się coś na rozgrzewkę. Moi znajomi prowadzą tu niedaleko restaurację. Opowiesz mi wszystko dokładnie. Lubię słuchać takich z dreszczykiem opowieści siedząc z kieliszkiem nalewki przy kominku. Moich przyjaciół też zaciekawisz. Wpadniemy do nich. Poznasz ich, to wspaniali ludzie.”

Po chwili zaparkowaliśmy przed pięknym dworkiem. Poznałem go natychmiast. Był z mojego snu. W wejściowych drzwiach stali gospodarze i uśmiechali się przyjaźnie. Poznałem ich…

„…Jeżeli stworzeni jesteśmy do władzy, to nie powinniśmy się lękać żadnych fizycznych żywiołów. W miarę zaś jak dochodzimy do świadomości tej wrodzonej nam władzy, stajemy się panami położenia i możemy zacząć mu rozkazywać. Budujemy z materiałów, tkwiących w nas: wewnętrznej Jaźni i na mocy fizycznego prawa przyciągamy do niej odpowiednie pierwiastki. Wszystko w życiu ludzkim jest przyczyną i skutkiem; nic nie jest dziełem trafu ani przypadku.

Jesteśmy niezadowoleni z tego co mam daje życie?

Nie traćmy czasu na sarkanie i narzekanie na to co ludzie błędnie zwą losem i przeznaczeniem, ale sięgnijmy w głąb siebie, zmieńmy przyczyny, pracujące wewnątrz nas a tym sposobem utorujemy drogę powodzeniu. To twierdzenie odnosi się nie tylko do fizycznego organizmu ale do wszystkich warunków i okoliczności życia. Świadomie i nieświadomie przyciągamy do siebie to wszystko, co przychodzi nam i co nas spotyka na drogach życia. Na razie wydaje się to trudne do uwierzenia: ale w miarę, jak szczerze i otwarcie, badamy i wnikamy w milczące acz subtelne działania potęgi Myśli – Sił, prawda ta ujawnia się przed nami w całej pełni.

Wszystko, co nas spotyka, zależne jest co do rezultatów, od umysłowej postawy, jaką przybieramy względem tego zdarzenia.

Ta lub owa okoliczność wywołuje u ciebie przykrość i niezadowolenie?

Jeżeli tak, twój spokój jest zakłócony dlatego tylko, że na to pozwalasz. Zrodzony jesteś aby mieć zupełna kontrolę nad sobą i tym co cię otacza, ale jeżeli na chwilę wypuścisz z rak tę władzę, z pana stajesz się poddanym niewolnikiem. Aby żyć w spokoju, niezachwianym zewnętrznymi okolicznościami, musisz przede wszystkim odnaleźć swoje centrum i utwierdzić się w nim a światu rozkazywać z wewnątrz.

Ten, który nie kieruje zewnętrznymi warunkami, daje się im kierować. Kto nie ma siły iść, będzie wleczony. Nie rezygnuj nigdy z władzy, jaką posiadasz, na korzyść drugich. W miarę, jak utwierdzać się będziesz w tej władzy, twoja potęga wzrastać będzie z każdym dniem.

Ale jak odnaleźć to centrum?

Przez zrozumienie, że stanowisz cząstkę Powszechnego Życia i przez ciągle zasilanie się u jego źródeł.
Jeżeli zaś dopuścisz do tego, że zewnętrzne warunki mogą ci przynieść zło, przykrość lub krzywdę, poddaj im się biernie, ale przestań narzekać przeciw Wieczystej Dobroci i Nieskończonemu Dobru Wszechrzeczy.

Jeżeli „okna twojej duszy” są brudne i zakurzone, świat, na który patrzysz wyda ci się brudnym śmietniskiem i chaotycznym bezładem – przestań sarkać i użalać się nad samym sobą. Umyj swoje okna, a zamiast tęsknić do innego świata, przekonasz się, że ten na którym żyjesz, jest pełen piękna i harmonii, a jeżeli ich i wtedy nie dostrzeżesz, to znaczy, że nigdzie ich już nie znajdziesz.

Shakespeare w usta jednego ze swoich bohaterów włożył następującą myśl:

„Wina tego co nas spotyka, drogi Brutusie tkwi nie w naszych gwiazdach, ale w tym, że jesteśmy słabego Ducha. Zwątpienie jest zdrajcą i przyprawia nas o utratę dobra, które moglibyśmy posiąść, gdybyśmy się nie lękali śmiało sięgnąć po nie”.

Nie ma ic zdradliwszego nad strach. Nie powinniśmy się niczego lękać. Kiedy poznamy siły naszego Ducha, strach nie będzie miał nigdy dostępu do naszego serca. Strach jest brakiem wiary. Przez strach i niepokój przyciągamy do siebie to czego się lękamy: wtedy gdy przez męstwo i wiarę przyswajamy sobie wpływy i pomyślne warunki tego czego pożądamy. Strach paraliżuje wszystkie mięśnie ciała, utrudnia krążenie krwi i tym samym swobodny napływ sił żywotnych do organizmu. Ze strachu ciało może zesztywnieć, skostnieć i zostać zupełnie obezwładnione. Nie tylko przyciągamy rzeczy, których się lękamy, ale pomagamy w przyciąganiu ich ku tym o których się lękamy, a to w miarę, jak subtelnie i wrażliwie są oni zorganizowani, mniej lub więcej odporni na świadomy napływ naszych myśli.
Strach paraliżuje zdrowe siły żywotne, a troska i niepokój wszelkiego rodzaju musi w końcu zużyć ciało. Długo podsycany smutek nad poniesioną stratą, sprowadza nieuniknioną chorobę, jak również i umiarkowana chciwość, skąpstwo i samolubstwo, gniew, zazdrość, ciągle krytykowanie i lubieżność zawsze wywierają osłabiające następstwa…”

Uzyłem fragmenty z książki Paul Burtona „Przebudzenie Boga”

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 2 listopada 2012, in Uncategorized and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: