Monthly Archives: Czerwiec 2013

Protest

Protest

Od  Noemi

„…Falująca łąka, jest arcydziełem natury, jest zbiorem różnorodności, gdzie nawet chwasty wyglądają na niej jak królowe, ale też nie mają szans rozpanoszyć się, nie pozwolą im na to inne rośliny. Łąka to miejsce spotkania kwiatów, ziół, traw, owadów, ptaków i ssaków. Wszystkie są dzikie i magiczne, pulsuje w nich życie od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni, emanują niesamowitą energią, oszałamiają kolorami, zapachami i dźwiękami, fascynują swoim bogactwem, zapachem, tkliwym wspomnieniem dzieciństwa. W naturze nie ma przypadków, wszystko ma swój sens, swoją wewnętrzną logikę. Ziołolecznictwa nie traktuje się jako metody leczniczej w rozumieniu powszechnym, gdzie na każdą przypadłość jest określona tabletka. Zioła to raczej sposób na życie, to pewna filozofia życia oparta na zdrowych zasadach. Zioła łączą w sobie świat materialny i duchowy, potrafią więc od początku zestroić to, co zostało rozstrojone w niezwykle delikatnych i subtelnych energiach naszego ciała i ducha. Dopóki człowiek nie otworzy się na miłość i harmonię Natury, będzie twórcą cywilizacji śmierci. Pozdrawiam Marcinie, petycje oczywiście podpisałam:-) (NOEMI)

 

Od Noemi. Tekst przysłany pocztą mailową: http://iozn.pl/petycja/petycja.html

„Wyobraź sobie, że Twoje dziecko albo Twój mąż lub Twoja żona ciężko choruje. Istnieje naturalny lek – bezpieczny i nie powodujący skutków ubocznych – który mógłby wyleczyć chorobę. Tymczasem Unia Europejska zakazuje jego stosowania. Co gorsza, władze zmuszają Cię do podawania choremu leków syntetycznych o potencjalnie niebezpiecznych skutkach ubocznych.W takiej sytuacji nie masz wyboru: jesteś w pułapce.Takie i podobne sytuacje mogą wkrótce stać się rzeczywistością w Polsce, odbijając się na wszystkich jej mieszkańcach, a przede wszystkim na Tobie i na mnie.Po latach lobbingu, międzynarodowe koncerny farmaceutyczne są już bliskie osiągnięcia swojego celu. Nowe, drakońskie rozporządzenie Unii Europejskiej zagraża tysiącom naturalnych środków leczniczych stosowanych od wieków, które nie mają skutków ubocznych, jakie występują przy zażywaniu zwykłych, chemicznych leków.

Dotyczy to setek naturalnych produktów, n.p.
na serce
układ krążenia
stawy
układ kostny
pamięć
trawienie
depresję
przemęczenie
regulujących poziom cukru we krwi nasennych
poprawiających widzenie, itp.

Chodzi o rozporządzenie 1924/2006/WE w sprawie oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych dotyczących produktów medycyny naturalnej.
Rozporządzenie nakłada na sprzedawców naturalnych produktów medycznych obowiązek uzyskania specjalnego zezwolenia Brukseli, aby móc informować konsumentów – pisemnie lub ustnie – o właściwościach terapeutycznych oferowanych produktów naturalnych.
Takie zezwolenie wydaje Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA, European Food Safety Authority).
Problem w tym, że urząd ten potrzebuje od 3 do 5 lat na wydanie decyzji. Co więcej, na blisko 44.000 wniosków złożonych od 2008 r., Urząd wydał jak dotąd zaledwie 241 zezwoleń!!!
Jest to bezprecedensowy zamach na nasze prawo do alternatywnych metod leczenia.A cel tych obostrzeń jest ewidentny: Chodzi o zabezpieczenie miliardowych zysków przemysłu farmaceutycznego w nadchodzących latach, poprzez odebranie nam alternatywy i zmuszenie nas do sięgania po drogie, chemiczne leki.Jest jednak światełko w tunelu: Pewne stowarzyszenie z Anglii, bardzo aktywne na szczeblu europejskim, Stowarzyszenie Zdrowia Naturalnego (Alliance for Natural Health), organizuje protesty i zasypuje eurodeputowanych listami w tej sprawie. Z kolei brukselski Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego (IPSN, Insitut pour la Protection de la Santé Naturelle), już zgromadził we Francji, Belgii i Luksemburgu ponad 300 000 podpisów pod protestem. W Polsce jeszcze nie powstała w tej sprawie żadna inicjatywa na dużą skalę.

Zebrała się jednak grupa polskich lekarzy i pacjentów, którzy postanowili założyć komitet protestacyjny i właśnie tego dotyczy nasz gorący apel. Ja nazywam się Krzysztof i sam jestem częścią tej inicjatywy, dlatego zwracam się z serdeczną prośbą:

Wykonaj znaczący i symboliczny gest dobrej woli, podpisując dołączoną petycję skierowaną przeciwko rozporządzeniu 1924/2006/WE i broniącą medycynę naturalną w Europie.Choć nikt rozsądny nie wpadłby na pomysł, by podważać swobodny przepływ naturalnych suplementów diety, biurokraci w Brukseli właśnie to próbują zrobić. Postanowili zmusić producentów do zbierania ekspertyz, przedstawiania wyników badań klinicznych i bardzo kosztownego gromadzenia najróżniejszej dokumentacji, także w przypadku środków, które bez żadnych komplikacji stosuje się od setek lat! Mówi się tu o kwotach od 430 000 do 740 000 złotych na jeden suplement diety. Wszystko to oczywiście robione jest pod pretekstem „ochrony pacjentów”, ale jedynym wymiernym skutkiem tych działań będzie zniknięcie z rynku setek naturalnych produktów stosowanych dotąd bez najmniejszego zagrożenia dla zdrowia! Co gorsza, właściwe organy działają tak wolno, że narażają na upadłość tysiące drobnych producentów.Można by wręcz pomyśleć, że robią to celowo: Augustin de Livois, Prezydent Instytutu Obrony Zdrowia Naturalnego w Brukseli, relacjonuje:
„ Potrzeba było dwóch lat pracy kilkudziesięciu ekspertów z 27 państw – od 23 listopada 2005 r. do 7 września 2007r. – aby komisja HMPC1 (The Committee on Herbal Medicinal Products) stwierdziła, że nasiona kopru włoskiego (foeniculum vulgare L. ssp.) działają przeciwskurczowo, wykrztuśnie i wspomagająco na trawienie, choć właściwości te są od wieków znane w medycynie ludowej w Europie, basenie Morza Śródziemnego i w Chinach.
Przypadek liści winorośli właściwej (Vitis vinifera L. ssp.) potrzebował aż 3 lat: zajęto się nim 31 października 2007 r., a zakończono prace dopiero 15 lipca 2010 r. ”
A przecież od dziesiątek lat wiadomo, że winorośl poprawia krążenie. Jej skuteczność i nieszkodliwość w tym zastosowaniu potwierdzono w kilkudziesięciu badaniach naukowych.
Eurodeputowana Michèle Rivasi zauważa:
„ Do dnia dzisiejszego 95% wniosków dotyczących produktów na bazie roślin zostało rozpatrzonych negatywnie przez EFSA.
Urząd EFSA działa zbyt rygorystycznie, stosuje restrykcyjne procedury jak dla leków, podejmuje decyzje, opierając się na fragmentarycznych danych i odrzuca oświadczenia dotyczące właściwości produktu, mimo że wiele państw europejskich je dopuściło ”.
Rzeczywiście, rozporządzenie 1924/2006/WE to największy jak dotąd zamach na prawo pacjentów do informacji.
Skąd przeciętny Polak miałby się dowiedzieć, że :
kwas alfa liponowy to przeciwutleniacz o wielu zastosowaniach, który jest nieoceniony dla cukrzyków, osób z objawami przedcukrzycowymi i cierpiących na neuropatię (w tym także nerwobóle)?
koenzym Q10 i karnityna są bardzo ważne dla zdrowia układu krążenia, zwłaszcza u osób zażywających statyny (leki obniżające poziom cholesterolu)?
glukozamina i chondroityna pomagają milionom ludzi cierpiącym na bóle stawów?
rybonukleotydy przyjmowane przez osoby o osłabionym układzie odpornościowym wspomagają naturalną ochronę organizmu i przywracają równowagę w układzie pokarmowym?
Odpowiedź jest prosta: niebawem możesz się nie dowiedzieć o tych cechach i prawdopodobnie nie będziesz miał innego wyjścia, jak tylko zastosować drogie leki chemiczne wyprodukowane przez koncerny farmaceutyczne.
Mamy do czynienia ze skandalem na wielką skalę. W dodatku – zdaniem niektórych – również moment forsowania tego rozporządzenia nie jest przypadkowy.
Daje się zauważyć pewien pośpiech…
Rozporządzenie jest pilnie potrzebne przemysłowi farmaceutycznemu, aby poprawić wyjątkowo niskie ostatnio wyniki finansowe.
Wiarygodność branży podważyły ostatnie skandale z lekami Vioxx i Avandia w rolach głównych.

Specjaliści mówią o dziesiątkach i setkach toksycznych leków, które należałoby wycofać. Ponadto aktualny kryzys gospodarczy i ograniczenie refundacji leków sprawiają, że Polacy masowo sięgają po środki naturalne, które są znacznie tańsze, a często równie skuteczne i w wielu przypadkach nie powodują skutków ubocznych.
Dlatego koncernom farmaceutycznym tak się spieszy, by odebrać nam wszelkie alternatywy – tu chodzi o ich pieniądze.
Nowe rozporządzenie europejskie jest dla nich jak kura znosząca złote jaja, która na wiele lat zapewni im dziesiątki miliardów złotych zysku rocznie!!!
Podpisując poniżej petycję masz wpływ na zmianę sytuacji!
W Polsce kolejne rządy od dziesięcioleci pozostawiają Unii Europejskiej wolną rękę w narzucaniu nam przepisów, które nijak się mają do naszego życia.
Zwykle nic z tego nie wynikało, jednak tym razem jest inaczej – sytuacja robi się naprawdę niepokojąca:

Pewne europejskie stowarzyszenie było ścigane przez organy państwa i postawione przed sądem za „nielegalną sprzedaż” nasion pomidora oraz innych owoców i warzyw…(nasiona dawnych odmian, zachowane, opisane i dystrybuowane przez sieć Kokopelli).
Pewien ogrodnik we Francji, został objęty nakazem rewizji i skonfiskowano mu komputer, ponieważ dopuścił promocji gnojówki z pokrzyw jako nawozu do ogrodu…
Inną firmę skazano za sprzedaż skrzypu polnego bez zezwolenia Unii Europejskiej, Ekologiczni rolnicy zostali oskarżeni o zachwalanie „zakazanego pestycydu”, za jaki uznano olej z miodli indyjskiej (olej neem), od wieków stosowany przez Indian jako środek przeciwko pasożytom.
Nawet leki tak proste jak czosnek w kapsułkach, czy wyciągi z rozmarynu, żurawin, chondroityna, olej z wiesiołka mogą okazać się nielegalnymi w sprzedaży w takiej formie jak obecnie.
To absurd nie do opisania, który ogranicza prawa pacjentów i zagraża małym, lokalnym producentom.
Dlatego bardzo ważne jest żebyś podpisał petycję! 
Tylko podejmując aktywną walkę o nasze prawa, będziemy w stanie powstrzymać wspólną inicjatywę koncernów farmaceutycznych i Unii Europejskiej.
W polityce funkcjonuje stare powiedzenie: „ Milczenie oznacza zgodę ”.
Jeśli nie wyrazisz swojego zdania, podpisując petycję, europejscy biurokraci zrozumieją to jako przyzwolenie na ten niekorzystny dla wszystkich w Polsce przepis. Pomyślą, że ta ogromna przysługa, jaką wyświadczają przemysłowi farmaceutycznemu i spożywczemu, nie wzbudziła niczyjego zainteresowania ani oburzenia i mają zielone światło w działaniu. Dlatego wszyscy liczymy na Twój podpis bo nadeszła chwila prawdy. Twój podpis będzie bardzo ważnym i demokratycznym gestem dla działań podejmowanych przez Instytutu Obrony Zdrowia Naturalnego. A po podpisaniu petycji przekaż tą wiadomość wszystkim swoim znajomym.

Powiedz im, że trzeba działać.Naprawdę nie ma czasu do stracenia.Serdecznie dziękuję.Będziemy na bieżąco informować o rozwoju sytuacji.
Krzysztof
Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego
Instytut Obrony Zdrowia Naturalnego – 253A Waversesteenweg – 1050 Bruksela – Belgia

http://iozn.pl/petycja/petycja.html

Stowarzyszenie o celach niezarobkowych zgodne z prawem z dnia 27 czerwca 1921.

 

 

 

Reklamy

MIliarder i polityka

Miliarder i polityka

 

Miliarder Richard Branson w rozmowie z korespondentem TV na temat polityki i polityków, taktownie stwierdził, że nie miesza się w ich sprawy ale wpadł na pomysł by powołać zespół dwunastu mędrców, których zebrał z całego swiata. Obecnie znajdują się oni w Egipcie i pomagają w rozwiazaniu problemów obszaru blisko- wschodniego.

„…Czy zauważyliście ile miejsca poświęca się w gazetach i czasopismach polityce, oraz słowom i czynom różnych politycznych działaczy ? Oczywiście podaje się też i inne wiadomości, ale polityczne są zawsze na pierwszym miejscu; ekonomiczne życie stało się dla nas najważniejsze. 
Zewnętrzne warunki – wpływy, stanowiska, pieniądze, dobrobyt – mają, jak widać, przemożną nad nami władzę, one to kształtują nasze życie. Zewnętrzne formy – ubiory, tytuły, sztandary i specjalny ich kult – nabrały ogromnego znaczenia; a zapomina się o całokształcie życia, albo się odeń świadomie odwraca.

O wiele łatwiej rzucić się w działalność polityczną i społeczną, aniżeli usiłować zrozumieć życie w jego całości. Związek nasz z jakąś wyraźnie sformułowaną ideologią, z polityczną czy religijną zorganizowaną działalnością daje nam wielce „szanowną” ucieczkę od uciążliwej i męczącej drobnostkowości codziennego życia. Nawet będąc ciasnym i małego serca można mówić o wielkich rzeczach, o szeroko znanych i popularnych przywódcach, można pokrywać swa płytkość zdawkowymi frazesami o zagadnieniach światowych; a nieopanowany i rozproszony umysł może z dużym własnym zadowoleniem i ogólną aprobatą oddać się propagowaniu ideologii jakiejś dawnej czy nowej religii.

Polityka jest uzgadnianiem skutków; a że większość z nas obchodzą tylko skutki, przeto zewnętrzność nabrała dla nas tak wielkiego, dominującego znaczenia. Przez sprytne manipulowanie różnymi skutkami spodziewamy się zaprowadzić pokój i ład; niestety nie jest to takie proste.

Życie jest procesem integralnym, ogarniającym zarówno zewnętrzną jak i wewnętrzną stronę; zewnętrzność wpływa bez wątpienia na stronę wewnętrzną, ale ta nieodmiennie zwycięża i zdobywa przewagę. W zewnętrznych przejawach wyrażamy to, czym jesteśmy. Nie da się oddzielić tego co jest wewnątrz od tego co jest zewnątrz i nie można ich utrzymać w oddzielnych przegródkach, gdyż nieustannie wzajemnie na siebie oddziałują; ale wewnętrzne tęsknoty, pożądania, ukryte motywy i zamysły są zawsze silniejsze.

Życie nie jest zależne tylko od polityki i ekonomii, podobnie jak pojedynczy liść, gałąź, nie stanowią drzewa. Życie jest procesem olbrzymim i wszechogólnym, a piękno jego można odkryć tylko ogarniając je w jego całkowitości i pełni. To scalenie, ta integracja nie dokonuje się w powierzchniowej sferze politycznych i ekonomicznych uzgodnień, można je odkryć tylko w dziedzinach ponad-przyczynowych…”

Uzyłem fragmenty z J.Krisnamurti „Życie – Polityka”

 

Wróg miłosci

Wróg miłości

 

 

Szum lasu , rzeczki szemranie, brzęczenie pszczół dwóch uli, śpiew ptaków… i podszept niewidzialnych Istot.
Lubię odwiedzać pustelnie. Ta na fotkach jest oficjalna, chociaż nie zawsze tak było. Upór Pustelnika przełamał wątpliwości Biskupa. Rzadko można spotkać tam Pustelnika. Pomedytujmy o miłości ….

Myśl nie jest nigdy drogą do miłości; nie może budzić jej ani rozwijać, bowiem miłości nie da się hodować jak roślin w ogrodzie. Sama chęć jej przywoływania i kultywowania jest procesem myślowym.

Kochać to przeżywać wszystko; ale przeżywać bez miłości to żyć daremnie. Miłość jest bezbronna, ale przeżywanie bez tej bezbronności tylko zasila pożądanie. A pożądanie nie jest miłością i nigdy nie może jej utrzymać. Pożądanie wypala się rychło; a w jego zaniku tkwi smutek. Pożądania nie można zagasić, powstrzymywanie go wolą, lub innym wymyślonym przez intelekt środkiem, wiedzie do zastoju i cierpienia. Tylko miłość może ujarzmić żądzę, a miłość nie należy do umysłu. Aby miłość mogła zaistnieć, umysł musi ucichnąć.

 

Miłości nie można kultywować, ani się jej spodziewać; nie można jej kupić za cenę poświęceń i nabożności. Nie istnieją żadne do miłości drogi, ani sposoby jej przywołania. Szukanie sposobów i dróg musi ustać, aby mogła ona zaistnieć. Ludzie bezpośredni poznają piękno miłości, ale gonić za nią to niweczyć wolność.

Poczucie czasu i przestrzeni, rozłąki i bólu rodzę się wszystkie z myślowego procesu, a miłość może istnieć tylko tam, gdzie len proces ustaje. Intelekt wytwarza poczucie własności, ów zmysł posiadania, z którego świadomie lub nieświadomie rodzi się zazdrość; a gdzie jest zazdrość tam nie może być miłości; a jednak większość ludzi uważa właśnie zazdrość za wyraz miłości. Zazdrość i zawiść są zawsze wytworem myśli, reakcją emocjonalnych składników intelektu. Gdy poczucie posiadania lub bycia posiadanym, napotyka zaporę i zahamowanie, tworzy się pustka, którą wypełnia zazdrość zamiast miłości.

Tyle zawiłych komplikacji i cierpienia powstaje właśnie dlatego że myśl chce grać rolę miłości. 

Gdy nie myślimy często o kimś bliskim jesteśmy skłonni przypuszczać że go nie kochamy; ale czy myślenie o kimś jest miłością? Gdybyśmy na przykład spostrzegli że nie myślimy o przyjacielu, którego – wedle naszego przekonania – kochamy, bylibyśmy tym niemal przerażeni, nieprawdaż? Podobnie gdybyśmy nie zwracali się myślą do kogoś drogiego który umarł, wyrzucalibyśmy sobie oziębłość, obojętność, brak wierności. W tym poczuciu staralibyśmy się specjalnie zwracać ku niemu myśl, stawialibyśmy przy sobie i wpatrywali się w jego fotografie, lub we własne o nim wspomnienia – czyli obrazy myślą lub ręką ludzką stworzone. Ale wypełniać serce obrazami wyobraźni to nie zostawiać w nim miejsca na miłość.

Gdy przyjaciel jest z nami nie myślimy o nim, prawda? Tylko w jego nieobecności pamięć przywołuje sceny i zderzenia przeżytych z nim, a minionych chwil; czyli poczyna odtwarzać to, czego już nie ma, co umarło. I to ożywianie nieistniejącej, martwej przeszłości, jakże często nazywamy miłością.

Czyli dla wielu ludzi miłość jest ożywianiem tego, co jest już martwe; a to jest zaprzeczaniem samemu życiu. Żyjemy więc wciąż martwą przeszłością, tym czego nie ma, toteż sami jesteśmy jakoby martwi, choć nazywamy to miłością.
Wszelkie procesy myślowe zaprzeczają zawsze miłości. To myśl, a nie miłość, stwarza różne komplikacje emocjonalne. Myśl jest największym wrogiem miłości.

 

 

 

On na powrót się urodzi

On na powrót się urodzi

Medytowałem w nocy wpatrując się w zapaloną świeczkę oświetlającą fotografie mojego Przyjaciela. Widzisz?- powiedział Głos – Śmierć nie jest negatywna. Może być Wielką Nauczycielką. Dzięki niej zadajemy sobie wielkie pytania na temat życia. A jeśli dobrze się zastanowisz to właśnie Śmierć nas tu na Ziemie przywiodła.

Nie odczuwałeś  strachu przed śmiercią – zapytałem. Ostatnimi czasy byłem raczej ciekaw śmierci. I nie chodzi o to, żeby zrozumieć ją głową. Jedynym sposobem poznania jej – jest umrzeć.
Łzy popłynęły mi po policzkach. Więc On już wie jak tam jest…

 

Wspomnienie

Odwiedziłem przyjaciela – leśniczego z Przewięzi. Wraz z żoną zamieszkał w małym domku nad jeziorem Studzienicznym. Gdy wygodnie rozsiedliśmy się przed domem, usłyszałem:
Zapewne znasz – zaczął leśniczy – to dziwne uczucie kiedy nocą przechodzi się obok cmentarza lub też nieoczekiwanie bezksiężycowa noc zaskoczy cię gdy znajdujesz się w środku lasu. Ciarki przebiegają wtedy po plecach, serce mocniej bije i przyśpieszasz kroku. Takie właśnie uczucie zawładnęło mną kilka dni temu.
Całą noc przesiedziałem  na kilkanaście metrów nad ziemią na ambonie, wypatrując zwierzyny. Od lat już nie poluje. Ale lubie posiedzieć na ambonie w samotności i pomyśleć sobie w spokoju.  Nad ranem, gdy z odległych zabudowań leśniczówki doszło do mnie ujadanie psów i lekko już świtało, zszedłem na dół i usiadłem na szczeblu drabiny. Próbowałem uspokoić myśli i pogodzić się ze stratą czasu. Nic nie wymyśliłem genialnego. Bolała mnie głowa i czułem , że łapie mnie grypa.  Potężny łyk z piersiówki ukoił żal i poprawił mi humor. Otworzyłem nową paczkę papierosów. Rozejrzałem się dookoła.
Gonione wiatrem poszarpane, ciemne chmury co chwila przysłaniały tarczę księżyca wyblakłą od światła wschodzącego słońca. Z pobliskiej lipy usłyszałem przenikliwy krzyk sowy. I nagle poczułem czyjąś obecność. Dotarł do mnie ostry zapach kawy takiej jak lubię. Wiesz przecież jakiej – takiej mielonej we własnym młynku, zalanej wrzątkiem i postawionej na gorącej blasze.
” Kogo to po nocy niesie!” – krzyknąłem w ciemność.
W odpowiedzi usłyszałem chichot i szelest traw. Zimny powiew wiatru zmroził mi krew w żyłach. Zapachniało bagnem. W trzęsawisku zabulgotały bąble gazu. Podniosłem dubeltówkę i krzyknąłem:
” Ktoś ty za jeden! Pokaż się”
„Panie leśniczy, to ja Jasiek” – usłyszałem po chwili ciszy.
„Jasiek! Jaki do cholery Jasiek. Odpowiadaj!” – wrzasnąłem.
„Znacie mnie panie leśniczy. Jestem z Wojciecha. Pracowałem u pana – odpowiedział ktoś świszczącym i przeciągającym sylaby głosem.
„Jasiek? Jasiek z Wojciecha! – krzyknąłem
„Tak to ja.” –  zaświstało a raczej zabulgotało bardzo blisko mnie
“Kłamiesz!! Jasiek zmarł kilka lat temu. Nie wygłupiaj się pan! Wyłaź stamtąd!” – krzyknąłem w ciemność.
” Błądzę po tych bagnach. Chce pogadać.Zapalić.Napić się z panem.Jak dawniej…”
Pomyślałem, że to jakiś żartowniś podszył się pod zmarłego Jaśka Kłusownika aby mnie nastraszyć. Ale ten zapach kawy? Na środku bagna? Ten świszczący głos? Ciarki mi przechodziły po krzyżu kiedy go słuchałem . I nagle zobaczyłem kilka metrów przed sobą wynurzający się z głębi bagna cień. Kępy traw zaczęły zapadać się dookoła mnie. Nie wiele myśląc…
Leśniczy przerwał nagle i spojrzał w niebo jakby tam szukał odpowiednich słów.
„I co było dalej?” – zapytałem.
 Leśniczy nagle chwycił leżąca na stole dubeltówkę i specjalnie nie mierząc strzelił w kierunku nieba.
„Jezu!”- krzyknąłem – „Co ci stało! Na miłość Boską.”
Gospodarz śmiał się:
„Popatrz w górę. Przegoniłem jastrzębia. Miał drań ochotę na moje gołębie.”
Rzeczywiście. Jastrząb odlatywał a rozpierzchnięte stadko gołębi lądowało na dachu drewutni tuż za plecami leśniczego. Huk wystrzału zaalarmował leśniczynę. Otworzyły się drzwi domu i na naszym stoliku wylądowała taca z talerzem pełnym ziemniaczanych placków oraz kawa w kubkach – taka jaką obaj lubimy: mielona w domowym młynku, zalana wrzątkiem i wygrzana na blasze. Leśniczyna przysiadła się do nas:

„Ale powiedz szczerze, mój kochany mężusiu; jaką to nalewkę wtedy popijałeś?” – zapytała.
Leśniczy wybuchnął śmiechem:
„Otóż, piłem nalewkę z winogron. A winogrona dostałem od wróżki. Znacie ją przecież.”
” Jestem pewna, że tam objawił się jakiś eliksir wywołujący duchy.” – powiedziała leśniczyna a zwracając się bezpośrednio do mnie dodała:
„Od kilku dni mój mąż popija nalewkę w sporych ilościach. Chce pogadać z duchami”
Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać. Leśniczy pogrzebał za pazuchą i z wewnętrznej kieszeni kurtki wyjął piersiówkę.
„Ależ to prawda. Gadam z nimi ile tyko zechcę. Nalewkę nazwałem – Smak Nieba. Weź na drogę.” – powiedział.
Podziękowałem za podarek i gościnę ale leśniczyna, jak się okazało, miała jeszcze coś do opowiedzenia o duchach.
„Jeszcze nie czas na ciebie. Zjedz jeszcze jeden placek i dopij kawę a ja ci opowiem o zdarzeniu z duchem w stu procentach prawdziwym” – powiedziała podsuwając mi talerz z plackami.
„Otóż, Pomyśl tylko. Ile to pokoleń, ilu ludzi tu żyło przed nami. Każdy kawałek ziemi dookoła jezior ma tu swoją magiczną historię. Tak jak gdzie indziej każda dolina, wąwóz, strumień. W naszej okolicy magie wyczuwa się dosłownie wszędzie. Tu mieszkały czarownice, tam wilkołaki, w lasach duchy leśne a w jeziorach i na bagnach rusałki. Dawniej ludzie żyli nie telewizją, lecz fantazją. Spędzali wieczory opowiadając sobie historie przekazane ich rodzicom przez ich dziadków, pradziadków. Opowiem ci co zdarzyło się w mojej rodzinnej wiosce, w Wojciechu.
Padał śnieg, a wiatr hulał po lesie. W starej wiejskiej chacie gdzie mieszkała moja babcia kobiety przędły przy ogniu.
„Wy boicie się wszystkiego – powiedziała najmłodsza – ale ja nie wierzę w czarownice!”
Żeby je przekonać, wyszła sama w noc. W kieszeni zapaski miała motek wełny i wrzeciono. Weszła w ciemny las. Nagle poczuła, że coś ją ciągnie do tyłu. Chciała zrobić krok, ale nie mogła się ruszyć. Następnego ranka znaleziono ją martwą.
Okazało się, że wrzeciono wypadło z kieszeni jej zapaski i wbiło się w śnieg. Dziewczyna, czując, że coś ją przytrzymuje w miejscu, pomyślała, że to czarownica, i zmarła ze strachu i zimna.”
Leśniczyna pozbierała naczynia i wróciła do domu. Pogrążeni w zadumie wpatrywaliśmy się obaj w stadko gołębi szybujące beztrosko nad nami. Wstrzymałem się od pytań o zakończenie przygody z Jaśkiem.  Niedokończone opowieści są najciekawsze.

Wsiadłem do samochodu i dróżkami leśnymi pojechałem nad jezioro.  Było późne popołudnie. Zszedłem po schodkach nad jezioro. Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Spokojna i orzeźwiająca woda, puste jezioro otoczone lasami, odgłosy ptaków i dochodzący z daleka odgłos dzwonów kościelnych a po chwili ledwo słyszalna modlitwa. Mój Boże, tak wiele na tym świecie jest cudowności – płynąc, leniwie myślałem.

Po powrocie na brzeg zdecydowałem, że zostanę na noc na polanie. Rozłożyłem koc na trawie..Z piersiówki ofiarowanej przez leśniczego pociągnąłem tęgi łyk. Po chwili zasnąłem.
Pije Twoje zdrowie Przyjacielu. Pije czując smak Nieba. Będzie mi Ciebie bardzo brakowało.
Śniło mi się, że  siedzę na ławce koło Przyjaciela. On łowi ryby. Słońce wschodzi. On uśmiecha się do mnie i mówi:
Nie martw się. Tu Tam jest cudownie…

Jak ziarno Człowiek dojrzewa,
Jak ziarno On na powrót się rodzi.
 

Widzieć i działać

Widzieć i działać

 

Dopóki rozpieszczamy zwierzę, jego reakcje są łagodne, z chwilą jednak gdy je uderzymy, ujawnia całą gwałtowność swej natury. Gdy wszystko wokół układa się szczęśliwie, gdy partner cię kocha, a ty kochasz go, gdy mamy ładny dom, dzieci, dużo pieniędzy – wówczas nie jesteśmy wcale świadomi swoich uwarunkowań. Gdy jednak pojawiają się kłopoty – partner zaczyna oglądać się za kimś innym, tracimy pieniądze, pojawia się zagrożenie wojną, dotyka nas ból czy niepokój – wtedy zauważamy, że jesteśmy uwarunkowani.

Życie, polityka, sytuacja ekonomiczna, strach, brutalność, smutek zarówno świata, jak i własny – wszystko to sprawia nam kłopot, a wskutek tego uświadamiamy sobie, jak bardzo jesteśmy uwarunkowani. I cóż mamy począć? Pogodzić się z kłopotami i niepokojem i żyć z nimi, jak czyni to większość z nas? Przyzwyczaić się do nich tak, jak człowiek przyzwyczaja się do bólu w krzyżu? Znosić je cierpliwie?

W każdym z nas istnieje skłonność do znoszenia cierpliwie trudności, przyzwyczajania się do nich i potępiania za nie okoliczności. „Ach, gdyby sytuacja była normalna, byłbym inny” – powiadamy. Albo mówimy: „Dajcie mi szansę, a pokażę wam, na co mnie stać”. Mówimy także: „Jestem przygnieciony niesprawiedliwością tego wszystkiego”.  Zawsze zrzucamy winę za swoje niepowodzenia na innych, na środowisko lub sytuację ekonomiczną.

Jeśli człowiek przyzwyczaja się do kłopotów, znaczy to, że jego umysł stał się przytępiony. Podobnie można przyzwyczaić się do otaczającego piękna w takim stopniu, że się go już nie zauważa. Człowiek staje się obojętny, twardy i gruboskórny, a umysł jego tępieje coraz bardziej. Jeśli przyzwyczailiśmy się już do kłopotów, to staramy się od nich uciec:  zażywając leki lub narkotyki,  przystępując do jakiejś grupy politycznej,  lub tez krzycząc, pisząc, udając się na mecz piłki nożnej, do świątyni albo znajdując sobie jeszcze inną formę spędzenia czasu.

Dlaczego uciekamy przed faktami? Boimy się śmierci – na przykład – i wynajdujemy sobie wszelkiego rodzaju teorie, wierzenia i nadzieje, aby ukryć fakt śmierci, lecz fakt ten nadal istnieje. Aby zrozumieć fakt, musimy mu się przyjrzeć, a nie uciekać od niego. Większość z nas boi się zarówno żyć, jak i umrzeć. Boimy się o swoją rodzinę, obawiamy się opinii publicznej, utraty pracy, lękamy się o swoje bezpieczeństwo. Boimy się jeszcze stu innych rzeczy. Po prostu: boimy się – a nie: boimy się tego czy tamtego.

Dlaczego jednak nie możemy stawić czoła temu faktowi? Stawić czoło faktowi można tylko w teraźniejszości. Jeśli nigdy nie pozwalamy mu być obecnym, bo zawsze przed nim uciekamy, tym samym nie możemy stawić mu czoła. Ponieważ zaś wytworzyliśmy całą sieć sposobów uciekania, przeto jesteśmy w niej uwięzieni.

Jeżeli jednak jesteśmy choć trochę wrażliwi i poważni, musimy sobie uświadomić nie tylko swoje uwarunkowania, ale także niebezpieczeństwa, jakie z tego wynikają. Skutkiem tych uwarunkowań jest brutalność i nienawiść. Dlaczego zatem nie działamy, skoro dostrzegamy niebezpieczeństwo swego uwarunkowania? Czy dlatego, że jesteśmy leniwi? A lenistwo jest brakiem energii?

Skoro dostrzegamy niebezpieczeństwo swego uwarunkowania  jako pojęcia intelektualnego, nigdy nic przeciw niemu nie zrobimy. Gdy widzi się zagrożenie tylko jako pojęcie, powstaje konflikt między pojęciem a działaniem. Ten konflikt pochłania  energię. Będziemy działać tylko wtedy, gdy uwarunkowanie i wynikające z niego zagrożenie będzie widoczne bezpośrednio, tak jak widzi się przepaść.

Widzieć w ten sposób, to zarazem działać.

 

Użyłem myśli J. krishnamurti. 

Działanie uwalnia od „pajęczyny” uwarunkowań. Trzy wazne atrybuty człowieka to: wola, mądrość i działanie. 

                                                                                                                   ————–

Po awarii PC-ta przeczytałem z uwaga komentarze. Artykuł jest o „zniewoleniu” przez uwarunkowania. Osobiście, na Eioba, pisząc od dwóch lat i zamieszczając zdjęcia, nie chodziło mi o popularność i ranking – chodziło mi o odnalezienie Przyjaciół. I takich odnalazłem tu bardzo wielu – z tego powodu jestem bardzo szczęśliwy. Te przyjaźnie owocują w życiu prywatnym. Koresponduje i radzę się wielu z nich. Czy przyjaźń też jest uwarunkowaniem? Otóż – jest. Ale jest to uwarunkowanie pozytywne – tak jak pozytywnym jest rodzina żyjąca w harmonii. Zachwycony tez jestem, ze w rankingach Eioba na czołowych miejscach utrzymują się piszący o sprawach życiowych, duchowych lub też piszący wspaniałe opowiadania (takie jak Hussair). Polityki i krytykanctwa mamy dość w życiu codziennym.

Pewien mędrzec zauważył: gdy krytykujesz po trzykroć czynisz źle: pogarszasz siebie, tego , którego krytykujesz , wiec cały świat.

Zdecydowanie zgadzam się z tym mędrcem. Pogadałem o tym z naszym kotem Peri przed niedzielnym obiadkiem. On też tak uważa.

 

 

Gniewliwi

Gniewliwi

Marcinie, to co piszesz powyżej to święta prawda, tylko tej prawdy sami zainteresowani nie są w stanie przyjąć do zawężonej świadomości. Obserwując otoczenie, ale również i ten portal widzę, że niektórzy ludzie przeżywają złość chroniczną. Żyją wciąż napięci, wyszukują powody do złości, przedłużają wyrażanie i odczuwanie złości, nakręcają emocje złości, rozdrażnienia i irytacji, poprzez myślenie, mówienie o tym. Złość jest niekiedy wyrażana w tak intensywny i gwałtowny sposób, że zostaje przekroczona granica między złością a agresją. Niektórzy dążą do zniszczenia lub uszkodzenia obiektu wywołującego złość. Chodzi nie tylko o agresję fizyczną, ale też o psychiczną, dla przykładu: słowną, czego mamy tu niechlubne przykłady. (komentarz Noemi)

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/429w/-czlowiek-czlowiekowi-jest-aniolem#post224844#ixzz2CnuhvR58

 

„W czym mogę Ci pomóc?” – często takie pytanie odsłania problemy ludzi, którzy „ostro krytykują” tylko po to by na siebie zwrócić uwagę. „Ruskie zaloty” – mocne szturchańce w żebra, klepnięcia w pupę, arogancja i obrażanie ludzi „Bogu ducha winnych” bardzo często okazują się wołaniem o pomoc – „zauważcie mnie za wszelka cenę i akceptujcie bo wyczerpałem już wszystkie inne środki ”.

Kazdy z nas, oprócz jedzenia, „żywi się” uczuciami i myślami. Ciągle przebywamy w trzech strumieniach: materii, uczuć i myśli. Sami decydujemy o tym co  zostawimy w sobie. Ale przebywając i wychowując się w trudnych warunkach można krzyczeć z głodu uczucia. Gdy w najbliższym otoczeniu brak jest uczuć przyjaźni, miłości, współczucia – to klęska. Gdy krzyk nie jest wysłuchany i odpowiednio zrozumiany,  prowadzi do agresji, do naruszenia praw konkretnej społecznosci i często po „odrzuceniu” i odizolowaniu do samobójstwa. Ten krzyk potężnieje teraz,  kiedy skąpo u nas z życiodajną energią  Słońca – stąd jesienne depresje i nie kontrolowane przez zdrowy rozsądek agresywne zachowania.

Złość i gniew mają zawsze cechę izolowania ludzi. Podobnie jak smutek oddzielają nas od innych, i przynajmniej na pewien czas, przecinają wszelką możliwość porozumienia. Gniew daje nam chwilowo swoista siłę i żywotność, właśnie dzięki temu oddzieleniu się i jakby odrzuceniu. Ale tai się w gniewie także jakaś dziwna rozpacz. Odosobnienie jest zawsze rozpaczą. Złość wyrażająca się rozczarowaniem, zazdrością, chęcią dokuczenia komuś, jest gwałtownym wyładowaniem energii, które nam chwilowo sprawia przyjemność bo usprawiedliwiamy w nim siebie.

Gdy potępiamy innych kryje się w tym zwykle usprawiedliwianie siebie. Bez pewnego rodzaju zadowolenia z własnej osoby – cnoty swojej, czy prawości – lub też odwrotnie: bez poniżania czy niedoceniania siebie, czymże jesteśmy? Używamy wszelkich środków dla samo – utwierdzenia; a gniew jak i nienawiść są jednym z najłatwiejszych po temu sposobów. Zwykłe rozgniewanie się – nagły wybuch gniewu o którym w chwilę później się zapomina – jest jednak czymś zupełnie innym aniżeli świadomie żywiona i myślą zasilana złość, która szuka sposobności by dokuczyć, zranić, zaszkodzić. Zwykłe zirytowanie się może mieć po prostu fizjologiczne przyczyny, które łatwo usunąć; ale złość wyrastająca z psychologicznego podłoża jest o wiele bardziej złożona i trudniejsza do zrozumienia, a co za tym idzie i do pozbycia się jej.

Każdemu zdarza się popełnić błąd, ale głupcem można nazwać człowieka, który popełnia ten sam błąd wielokrotnie. Daj Boże żeby nie zdarzyło się to tym , których administracja – „urlopuje” i którzy powracają do społeczności Eioba . Policzek wymierzeony w odpowiedniej chwili często przywraca zdrowy rozsądek , zmusza do przemyśleń a niekiedy ratuje z większych opresji w życiu codziennym.

Mają rację Ci, którzy często medytują: Dziękuję za Prawość Serca, Harmonie w Rodzinie, Spokój w Kraju i Pokój na Świecie –  i niech tak się stanie…

 

 

Dziękując za komentarze – Tęcza

(podobno po tęczy Anioły schodzą na Ziemię)

 

 

Odpowiedz na list

Odpowiedz na list:

Medytacja jest działaniem ciszy. Paradoks?

Działamy na podstawie opinii, wniosków i wiedzy, zgodnie z wydumanymi zamiarami. To nieuchronnie wiedzie w działaniu do powstawania sprzeczności między tym, co jest, a tym, co powinno być, lub tym, co było. 
Takie działanie motywowane przeszłością, znaną wiedzą, jest mechaniczne, a choć podlega ulepszeniom i modyfikacjom, zawsze jego korzenie tkwią w czasie minionym.  Tak więc cień przeszłości pada nieodmiennie na teraźniejszość. Takie działanie we wzajemnym związku stanowi wytwór obrazu, symbolu, wniosku. Więź nie jest wtedy rzeczą żywą, ale czymś minionym, wspomnieniem. Działalność wypływająca z tego zgiełku, zamętu, z tej sprzeczności rozpada się na kulturowe wzorce, na wspólnoty, instytucje społeczne i religijne dogmaty. W tym nieustannym zgiełku rewolucja tworząca nowy ład społeczny sprawia wrażenie czegoś naprawdę nowego, ale ponieważ wiedzie od tego, co znane, ku temu, co znane, więc niczego w ogóle nie zmienia.

Odpowiedz na list:

Życie nasze jest wielobarwne i piękne, niekiedy szare a niekiedy dramatyczne. Wszyscy spleceni jesteśmy w Warkocz Zdarzeń – a w nim i my cieplutko się przytulamy do siebie. Dobrze sobie radzimy. Nie zawładnęły nami żądze władzy, pieniądza, sławy. Dbamy o rodzinę i przyjaciół i rzecz jasna ciągle rezygnujemy z wielu naszych własnych „marzeń” i już nas to specjalnie nie boli. Zgadzasz się ze mną?

Niekiedy rozśmieszam cię swoimi akcjami. Nowe wyzwania! Malarz, muzyk w moim wieku? A i ja się uśmiecham do tych zwariowanych pomysłów. Kochamy przyrodę i życie wśród drzew, krzewów. Kochany życie proste – w jedzeniu, przeżywaniu. Chyba jesteśmy normalnymi , porządnymi istotami. A co z szaleństwami? Czy są już za nami? Brak nam wrogów a mamy wielu przyjaciół. Podziwiam Ciebie i bardzo szanuję. Tu wspomnę, że jesteśmy umówieni na wieczną przyjaźń.

Od wielu lat rozwijam „bezpośrednie poznanie”. Żeby uzyskać takie – usilnie pracuje nad panowaniem nad tak zwanym logicznym myśleniem. Używam go niechętnie, bo zdaje sobie sprawę jak jest ułomne. Wszystko co stworzyli  ludzie – naukowo, do szpiku kości logicznym myśleniem, okazuje się chwilową hipotezą a w zastosowaniach psychicznych najczęściej prowadzi na manowce.

Mamy niewielką możliwość w pełni wykorzystania tego co można nazwać Wewnetrznym Głosem, Kosmiczną Świadomością lub tez Świadomością Stwórcy. Stwórcy – nas i wielu innych istot oraz Wszechświata. Ograniczoność ta wynika z poziomu naszego rozwoju – budowy naszych zmysłów. Jesteśmy uwięzieni w takim a nie innym ciele materialnym. Można wyobrazić sobie zupełnie łatwo dużo lepsze ciało, piękniejsze uczucia, mądrzejsze myśli.

Bezpośrednie poznanie jest nadzwyczaj proste: pytasz i oczekujesz odpowiedzi od Świadomości Stwórcy, Kosmosu – nie ważna tu nazwa. Tak jak już wielu z nas, pytam i wiem co w danej chwili uczynić. Nie zawsze to się sprawdza. Daleko nam do idealnego „odbiornika” i zrozumienia odpowiedzi. Ciagle w nas plącze się egoizm przekształcony z instynktu samozachowawczego i mąci, gmatwa przekaz. Odpowiedzi, które uzyskuje nie wynikają ani z mojego doświadczenia życiowego ani z wiedzy. Może mają trochę wspólnego z czymś co można nazwać „zdrowym rozsądkiem”. Chociaż często zdarza się, że nasz zdrowy rozsadek zawodzi bo nie obejmuje i nie dotrzymuje kroku wartkiemu nurtowi życia i zmianom naszej, na wyższą, świadomość – a raczej wynika z doświadczeń. „Zdrowy rozsądek” Wewnetrznego Głosu, Świadomosci Kosmicznej, Stwórcy zazwyczaj zaskakuje.

Można wyobrazić sobie tą tajemniczą Wielką Świadomość Kosmiczną i jej nieskończoną potęgę. Wystarczy wyjść w nocy i spojrzyć w rozgwieżdżone Niebo. Ogrom Stworzenia zwala z nóg i czujemy Wielką Pokorę. Zdajemy wtedy sobie sprawę z tego jak mało tej Świadomości Kosmicznej do nas dociera – jak mało w nią wnikamy.

Uczymy się aktualnie na Ziemi uczucia – miłości. Ale…

Miłość nie może istnieć w polu działania intelektu. Umysł jest polem lęków i kalkulacji, zawiści i żądzy władzy, porównań i sprzeciwów, więc dla miłości nie ma tam miejsca. Zarówno zazdrość jak i pycha należą do intelektu, ale one – to nie miłość. Miłość i procesy intelektualne nie mają żadnego punktu stycznego więc nigdy nie mogą się spotkać. Gdzie wrażenia przeważają tam nie ma miejsca na miłość. Wówczas tylko ruchy myślowe wypełniają serce, a miłość staje się „niewiadomą”, nieznanym za którym się tęskni, które się czci. Zostaje uznana za ideał, a w ideały się wierzy i ich się używa. I oto intelekt zapanowuje wszechwładnie, a miłość to już tylko słowo, wrażenie, mit. Można ja wówczas porównywać, mówić: „ja kocham więcej, ty kochasz mniej” itd. Prawdziwa miłość nie jest osobista, ani też bez osobista; miłość jest stanem bytu w którym wrażenie jako myśl nie istnieje. 

Radzisz mówić „prosto z mostu” Niewielu jest takich ludzi , którzy by przed poważną operacją  powiedzieli: „Nie poddaj się operacji, zmień cechy charakteru i osobowość. Codziennie pij litr soków z marchwii i selera i nic ci nie będzie?”
Oczywiście pojęcia nie mam  co by się zdarzyło gdyby powiedzieć to prosto z mostu. Dlatego zawsze, w takich trudnych sytuacjach: przymykam oczy, uspokajam oddech, wygaszam myśli i pytam. Pytam z wielką pokorą: Panie Boże, co mam w tej sytuacji uczynić? Często się zdarza, że słyszę „ciszę” .

Wtedy nic nie czynie, nie mówie, ale w medytacji przekazuje miłość i myśli pełne wsparcia.  Okazuje się, że czesto najlepszym rozwiazaniem dla wszystkich zainteresowanych problemem jest „niedziałanie” – nie przeszkadzanie w działaniu sił Natury, Świadomości Kosmicznej, Stwórcy – i nie ważna tu nazwa.

Brak odpowiedzi to też odpowiedz, ale miłość i myśli pełne wsparcia zawsze uzdrawiają. Stajemy się wtedy „kanałem” dla sił Natury, Świadomości Kosmicznej, Głosu Wewnętrznego, Stwórcy – i nie wazna tu nazwa.

Pomagamy…

 

Globalna świadomość

Globalna Świadomość

 

Szukając przemyśleń na temat wpływu negatywnych uczuć i myśli wszystkich istot żyjących na Ziemi na katastroficzne zjawiska pogodowe trafiłem na  skarb -poniższy artykuł. Pierwsze zdanie tego artykułu – „Jeśli zastanowisz się nad ciałem, przypomnisz sobie, że składa się ono z miliardów komórek.” – zamieniłem na : Jeśli spojrzysz z oddali na Ziemie, zobaczysz miliardy istot. Popatrzyłem z oddali na Ziemie w Google Earth i cóż?

Ziemia Maja objawiła mi się jako żywa Istota, której zdrowie i piękno integralnie zostało związane z Królestwem Samoświadomych Ludzi. Wygląda na to, że to ludzie – ich myśli i uczucia – zasadniczo wpływają na powstawanie dramatycznych i katastroficznych zjawisk pogodowych. Odważna hipoteza, prawda?

Przyjrzałem się bliżej krajom USA i Japonii. Wyobraziłem sobie na tych terenach tornada, trzęsienia ziemi, powodzie, zamiecie, wybuchy wulkanów, tsunami – i skojarzyłem te kataklizmy z historią zachowań mieszkających tam ludzi. Przypomniałem sobie wojny prowadzone przez te narody i eksplozje wzajemnych nienawiści, okrucieństw do siebie i innych narodów.

Czy w tych obszarach Ziemi , i rzecz jasna nie tylko w tych, choruje Ziemia – Istota Maja? Czy kataklizmy można nazwać chorobami Ziemi? Czy za te choroby odpowiadamy my ludzie będący chorymi  komórkami  umysłu Mai? Jak można te choroby wyleczyć? 
Z dużym prawdopodobieństwem odpowiedz jest znana. Wszyscy musimy zmienić uczucia i myśli i wtedy uleczymy Umysł Mai. Warto jest zmienić uczucia na miłość do siebie samych i do wszystkich istot, a myśli na mądrzejsze – biorące pełną odpowiedzialność za nas i za Nasz Wspólny Dom – za „wszystko co na Ziemi”. Ciekawe – czy taka zmiana w nas uspokoi huragany, powodzie, trzęsienia i inne kataklizmy? Czy Słońce częściej by się do nas uśmiechało? Czy żyło by się nam radośniej? Kto to wie?

Dróżki dla Noemi i Amicusa

Oto wspomniany artykuł:

Jeśli zastanowisz się nad ciałem, przypomnisz sobie, że składa się ono z miliardów komórek. Każda komórka jest żywą, zależną od ciebie istotą. Jesteś odpowiedzialny za wszystkie te istnienia. Dla tych wszystkich bytów, jakimi są komórki twojego ciała, ty jesteś Bogiem. Ty im dostarczasz wszystkiego, czego potrzebują, możesz je kochać, być wobec nich szczodry albo bardzo skąpy. Komórki twojego ciała są całkowicie lojalne względem ciebie i pracują dla ciebie w idealnej harmonii.
Jeśli uznasz tę prawdę, powiesz:

„Przepraszam, że o tobie zapomniałem, będę się o ciebie troszczyć”.

Układ między tobą a twoim ciałem, między tobą a tymi miliardami żywych, zależnych od ciebie komórek, może stać się najpiękniejszym związkiem. Twoje ciało wraz ze wszystkimi żywymi komórkami jest doskonałe dla tej połowy związku, która go dotyczy. Dokładnie tak jak pies jest doskonałym partnerem w swojej połówce związku. Drugą połową jest twój umysł.
Twoje ciało troszczy się o swoją połowę związku, natomiast umysł jest tą częścią, która skąpi ciału swoich względów, obraża je, wykorzystuje i nadużywa. Spójrz, jak traktujesz swego psa lub kota. Gdybyś potrafił traktować swoje ciało tak samo jak swego pupila, zobaczyłbyś, że to jest rodzaj miłości. Twoje ciało bardzo pragnie miłości ze strony twego umysłu, ale umysł mówi: „Nie. Nie lubię tego fragmentu mojego ciała. Popatrz na mój nos, nie cierpię swego nosa. A moje uszy! – są za duże. Jestem za gruby. Mam za krótkie nogi”. Umysł potrafi wymyślać najprzeróżniejsze rzeczy na temat swego ciała. Tymczasem twoje ciało jest doskonałe takie, jakie jest. Niestety, mamy wpojone poglądy na temat tego, co jest słuszne, a co niesłuszne, dobre i złe, ładne i brzydkie. To są tylko poglądy, ale my w nie wierzymy i w tym tkwi problem. Z powodu wyobrażenia o doskonałości, jakie nam przekazano, spodziewamy się, że ciało będzie wyglądać w pewien szczególny sposób i tak samo działać. Odrzucamy swoje ciało, choć jest ono całkowicie lojalne wobec nas. Nawet jeśli nasze ciało czegoś nie może z powodu swych ograniczeń, poszturchujemy je, przymuszamy i ono stara się nam dogodzić.

Popatrz tylko, co wyprawiasz ze swoim własnym ciałem! Jeśli odrzucasz nawet swoje ciało, to czego mogą się po tobie spodziewać inni ludzie? Jeśli akceptujesz swoje własne ciało, będziesz mógł zaakceptować niemal każdego i niemal wszystko.
To bardzo ważna zasada w sztuce budowania związków. Związek, jaki masz z samym sobą, odzwierciedla się w twoich związkach z innymi. Jeśli odrzucasz swoje ciało, dzieląc miłość ze swym partnerem, stajesz się nieśmiały. Myślisz:

„Wystarczy spojrzeć na moje ciało… Jak mógłby mnie kochać, skoro jest takie, jakie jest…”

Odrzucasz siebie i spodziewasz się, że inni też cię odrzucą z tego samego powodu, dla którego ty się nie akceptujesz. Także kiedy odrzucasz kogoś innego, robisz to głównie dlatego, że dostrzegasz w nim „wady”, których nie lubisz w sobie.

Aby zbudować związek, który zabierze was oboje do nieba, musisz całkowicie akceptować swoje ciało. Musisz kochać je i dać mu swobodę, aby mogło po prostu być, miało możność dawania i brania bez onieśmielenia, ponieważ nieśmiałość jest rodzajem lęku. Pomyśl o tym, jak patrzysz na swego psa. Widzisz go oczyma miłości i cieszysz się jego urodą. Nie ma żadnego znaczenia, czy ten pies rzeczywiście jest piękny. Nawet patrzenie na niego sprawia ci przyjemność, ponieważ nie chodzi o piękno. Już stwierdziliśmy, że piękno to tylko jedna z koncepcji; zawsze jest względne.

Czy uważasz, że żółw albo żaba są brzydkie? Spójrz na żabę, a stwierdzisz, że żaba jest piękna, a nawet zachwycająca. Popatrzysz na żółwia – on także jest piękny. Wszystko, co istnieje, jest piękne. Absolutnie wszystko.
Ty jednak myślisz:

„Och, to jest takie brzydkie!”,

tylko dlatego że ktoś ci wmówił i ty teraz wiesz, co jest piękne, a co brzydkie, dokładnie tak samo jak narzucił ci swoje pojęcia o tym, co jest dobre, a co złe. Problem nie leży w tym, że się jest pięknym czy brzydkim, wysokim czy niskim, chudym czy grubym. Nie ma problemu w tym, że się jest wspaniałym. Jeśli idziesz ulicą i tłum ludzi mówi ci:

„Och, jesteś piękny!”, odpowiadasz: „Dziękuję, wiem”.

I idziesz dalej. Nie robi to na tobie wrażenia. Jest ci to obojętne. Ale nie jest obojętne, kiedy nie wierzysz, że jesteś piękny, a ktoś ci to powie. Wtedy rumienisz się:

„Naprawdę?”

Miłe słowa, dobra ocena tego kogoś, wywierają na tobie wrażenie i oczywiście stajesz się łatwą zdobyczą.
Pozytywna ocena jest tym, czego, jak ci się wydaje, potrzebujesz, ponieważ wierzysz, że nie jesteś piękny. Czy pamiętasz opowieść o magicznej kuchni? Jeśli masz dość pożywienia, a ktoś zaproponuje ci jedzenie w zamian za władzę nad tobą, powiesz:

„Nie. Dziękuję”.

Jeżeli chcesz być piękny, a nie wierzysz, że jesteś, i ktoś zaproponuje:

„Będę ci stale powtarzać, jaki jesteś piękny, w zamian za władzę nad tobą”, odpowiadasz: „Tak, proszę, mów mi, jaki jestem piękny”.

Zgodzisz się na to, ponieważ wydaje ci się, że potrzebujesz pozytywnej oceny. Tymczasem nie są ważne opinie innych ludzi, lecz twoja samoocena. Jesteś piękny, bez względu na to, co twierdzi twój umysł. To fakt. Nie musisz niczego robić, ponieważ już masz całe piękno, jakiego potrzebujesz. Aby być pięknym, nie musisz nikomu podlegać. Inni mają prawo widzieć, co zechcą. Czy uważają, że jesteś piękny czy nie, nie ma to żadnego wpływu na ciebie, jeśli masz świadomość swojej własnej urody i jeśli ją akceptujesz. Mogło się zdarzyć, że wyrosłeś w przekonaniu o swej nieatrakcyjności i zazdrościsz innym urody. Wtedy, aby usprawiedliwić swoją zawiść, mówisz sobie:

„Wcale nie chcę być piękny”.

Możesz nawet bać się piękna. Ten lęk może przychodzić z różnych stron, nie będzie taki sam dla każdego, ale często jest to lęk przed swoją własną potęgą. Piękne kobiety mają władzę nad mężczyznami i nie tylko nad nimi. Mają władzę także nad innymi kobietami. Inne kobiety, które nie są tak piękne jak ty, mogą ci zazdrościć powodzenia u mężczyzn. Jeśli ubierasz się w pewien sposób i mężczyźni szaleją za tobą, co powiedzą o tobie inne kobiety?

„Ona prowadzi zbyt lekki tryb życia”.

Tak oto zaczynasz bać się tych wszystkich ocen. A przecież to znowu tylko puste słowa, fałszywe wyobrażenia, które ranią twoje uczucia i emocje. Potem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko przykrywać owe rany kłamstwami i systemem negacji.
Zawiść również jest poglądem, który łatwo rozbić za pomocą świadomości. Naucz się radzić sobie z zawiścią w stosunku do innych kobiet czy mężczyzn, ponieważ prawda jest taka, że każdy jest piękny. Jedyną różnicą pomiędzy pięknem tej a tamtej osoby jest ogólna, przyjmowana przez ludzi koncepcja urody.
Piękno jest tylko abstrakcją, przekonaniem, koncepcją, możesz w nią jednak wierzyć i budować na jej fundamencie swoją potęgę. Mija czas i widzisz, że się starzejesz. Prawdopodobnie z twojego punktu widzenia nie jesteś już tak piękna, jak byłaś kiedyś. Pojawia się młodsza kobieta i teraz ona jest tą piękną. Czas na operację plastyczną! Za wszelką cenę próbujesz utrzymać władzę, ponieważ wierzysz, że piękno to potęga. Starzenie się staje się bolesne.

„Boże, moja uroda przemija! Czyż mój mężczyzna będzie mnie nadal kochał, skoro już nie jestem atrakcyjna? Nie, przecież widzi inne kobiety, które są bardziej pociągające ode mnie”.

Staramy się przeciwdziałać starzeniu. Myślimy, że jeśli ktoś jest stary, to już nie może być piękny. To nieprawda. Patrząc na nowo narodzone, pomarszczone, sinoczerwone dziecko, wiemy, że jest piękne. Stary człowiek też jest piękny. Błędy tkwią w emocjach, które rządzą naszymi oczyma i które klasyfikują, co jest piękne, a co nie. Za dużo jest tych wszystkich opinii i sądów, tych wszystkich koncepcji, które ograniczają nasze szczęście, prowadzą do samoodrzucenia i do odtrącania również innych ludzi. Czy widzisz, w jaki sposób rozgrywamy swój dramat, jak kierując się takimi przekonaniami, zmierzamy do porażki?
Starzenie się jest tak samo piękne jak dorastanie. Wyrastamy, rozwijamy się od dziecka poprzez nastolatka do młodego mężczyzny czy kobiety. To jest piękne. Stanie się starą kobietą lub starym mężczyzną też jest piękne. W życiu ludzkim jest parę lat, kiedy pragniemy potomstwa. W ciągu tych lat chcemy być atrakcyjni seksualnie, ponieważ natura tak nas ukształtowała. Po tym okresie nie musimy już być seksualnie atrakcyjni z tego punktu widzenia, ale to nie znaczy, że przestaliśmy być piękni.
Jesteś tym, czym wierzysz, że jesteś. I nie musisz robić nic więcej. Wystarczy, że jesteś, czym jesteś. Masz prawo czuć się pięknym i cieszyć się z tego. Powinieneś szanować swoje ciało i zaakceptować je takie, jakie jest. Nie potrzebujesz nikogo, żeby cię kochał. Miłość przychodzi od wewnątrz. Żyje wewnątrz nas i jest tam zawsze, ale nie czujemy tego poprzez zasłonę z dymu i mgły fałszywych przekonań. Możesz odbierać piękno, które jest poza tobą, i czuć piękno, które żyje w tobie.
Wiesz, co jest piękne, a co brzydkie, i jeśli się sobie nie podobasz, możesz zmienić poglądy, a twoje życie również się zmieni. Łatwo napisać takie zdanie, ale wiem, że realizacja wcale nie jest prosta. Każdy, kto rządzi przekonaniami, włada też snem. Kiedy śniący przejmie w końcu kontrolę nad swoim własnym snem, sen stanie się dziełem sztuki.

 

Ruiz Don Miguel – Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków

 

Mgły dla Ulmed

 

 

Marzenie senne

Marzenie senne

Otóż rasa ludzka to jednak wieczny optymista. Potrafi obmyślić nowe szanse dla nadziei, nawet w najstraszniejszych okolicznościach; potrafi również wynajdować pomysłowe sposoby wymazania ciemnej lub bolesnej strony życia. W naszej epoce, z wszechobecną rozrywką, staliśmy się w tym szczególnie biegli. Ale uważaj! Osoba, która pragnie wyłącznie przyjemności i odrzuca ból wydatkuje olbrzymie ilości energii i myli się… Opierając się życiu, idąc na łatwiznę, jednocześnie w wielkim stopniu to życie traci, przegrywa, przegapia. Traci szansę na swój rozwój. Kiedy unikamy pewnych postaci cierpienia, nieuchronnie stajemy się ofiarami innych. U podstaw naszej modnej współczesnej kultury konsumpcji leży głębokie duchowe niedożywienie, którego skutkami są: zaburzenia nerwowe, samotność, alienacja, bezcelowość…oto niektóre przykłady. Brakuje nam strawy duchowej. Zapewniliśmy sobie jedzenie. Zapewniliśmy sobie informacje i cóż? Nasze serca i mózgi skręcają się z głodu duchowego! 
 
 
 

Sen:

Płynę w stadzie delfinów.

W błękitnej toni oceanu moje fizyczne, astralne i mentalne ciała rozpadają się na komórki. Chmura komórek wraz z delfinami znika w złotej jasności Głębi. Wysyłam komórki swoich ciał do Uniwersum – po odnowę. Czekam. Przywołuje postacie swoich najbliższych i wszystkich tych, którym chcę zadośćuczynić. Każdemu z osobna przekazuje miłość, radość, jednoczę się. Czekam, aż z Uniwersum napłyną, otoczone rozbawionymi delfinami, iskrzące się wszystkimi barwami zmienione i odnowione komórki moich ciał. Układam je w postać, którą zaplanowałem dla siebie. Komórki są mi posłuszne.

Słyszę Głos:

Stój samotny poza światem zewnętrznym, gdyż nic, co nie ma ciała, nic za coś oddzielnego się uważające, nic co stoi poza Wiecznym, nie może ci pomóc. Rośnij, jak rośnie kwiat, nieświadomie, lecz całą duszą rwący się ku górze. Podobnie i ty dąż naprzód, by swoją duszę otworzyć temu co Wieczne. Lecz wzrost mocy i twojego piękna, tylko Wieczne powinno wywoływać, a nie pożądanie wzrostu. W przypadku pierwszym, rozwijać się będziesz w promieniach czystości, natomiast w drugim, stwardniejesz pod wpływem pragnienia wzrostu osobistego. 

Znasz dużo naukowych mądrości o komórkach, chromosomach, sprężynach, spiralach, atomach, jądrach, elektronach, kwarkach, mgławicach, wszechświatach etc.. i Bóg jedyny wie jeszcze o innych cząstkach, które nie wiadomo po co wirują, rodzą się, żyją i znikają. Użyj w medytacji swojej wiedzy. Medytacją możesz ze swoim ciałem zrobić co zechcesz. Zarówno je oszpecić jak uzdrowić. Nasz wygląd zawdzięczamy naszym myślom, uczuciom i działaniu. Myślenie ma na nasz wygląd największy wpływ. Bądź ostrożny i mądry. Uczony zna innych, mędrzec zna siebie. Jeśli jakaś negatywna cecha nie podoba ci się w zachowaniu jakiegokolwiek człowieka, pamiętaj! To jest też twoja cecha. Zmień ją w sobie. Gdy pokochasz , bez wyjątku, wszystkie istoty na świecie i świat ukaże ci się idealny, wrócą do ciebie miłość, radość i szczęście. Odpowiem Ci anegdotką Mistrza Richarda Bacha:

Mistrz rzekł do zebranych:

– Gdyby człowiek powiedział Bogu, że chce pomóc cierpiącemu światu, bez względu na cenę, jaką musiałby zapłacić, i gdyby Bóg pouczył go, jak ma to zrobić, czy człowiek ten powinien zrobić, jak mu kazano?
– Oczywiście, mistrzu! – krzyknął tłum. – Gdyby Bóg go o to prosił, radością byłoby dlań znosić nawet piekielne męki!
– Bez względu na to, jakie to męki i jak trudne byłoby to zadanie? – pytał dalej mistrz.
– To honor zawisnąć. Chwała do krzyża być przybitym. Chwała spłonąć na stosie, jeśli tego właśnie oczekiwałby Bóg. – odpowiedział tłum.
– A gdyby Bóg – zapytał mistrz – powiedziałby wam prosto w oczy: NAKAZUJĘ WAM, BYŚCIE NA TYM ŚWIECIE DO KOŃCA DNI SWOICH BYLI SZCZĘŚLIWI, co byście wtedy zrobili?
I wtedy tłum pogrążył się w ciszy; na zboczach gór, w dolinach, gdzie zgromadzili się wszyscy, nie było słychać głosu żadnego.

 

Postanowiam zostać delfinem.

 

Schodzę po stromych schodkach na pomost nurkowy. Wskakuję do wody. Płynę i czuję , że ktoś mnie dotyka. Jezu!! To delfin! Biały butelkonosy delfin! Kompletny odlot! Jestem pewny, że zwariowałem. Słyszę, a raczej odbieram gdzieś w swoim wnętrzu jakiś śmiech i popiskiwania. – WITAJ! WITAJ! PRZECIEŻ O TYM MARZYŁEŚ PO NOCACH. CHCIAŁEŚ ZOSTAĆ DELFINEM. POBAW SIĘ ZE MNĄ. Czuję jak moje ciało znów rozkłada się na komórki. Szybuję w tęczowym tunelu. Barwy wirują z oszalałą prędkością. Jestem w jakiejś gigantycznej pępowinie. Dokąd ona prowadzi? Czy Delfin jest przy mnie? We mnie? Stapiam się z nim? Gdzie ja jestem? Chryste! Razem wpadamy w jasność pulsującą złotem. Stapiamy się w jedność. Nasze komórki wchłania gigantyczny wir. Zapada ciemność. Tracę przytomność. Budzę się czując nieznaną mi błogość i lekkość. Leżę na powierzchni wody. Widzę odległy brzeg. Chcę koniecznie dopłynąć do brzegu. Próbuję ruszyć rękami, potem nogami. Nic mogę. Nie mam ich. Obok wybucha radosny ludzki śmiech. Przede mną pojawia się człowiek. Przyglądam mu się uważnie. Podpływam do niego. Na miły Bóg ! Przecież TO JESTEM JA SAM. Na wprost mnie nurkuje MOJE CIAŁO, a gość zamieszkujący w nim uśmiecha się do mnie radośnie. Powoli kojarzę, przypuszczam, dociera do mnie, już wiem. Nastąpiła wymiana ciał. JESTEM w CIELE DELFINA! Siup, chlup i jeszcze raz! Skok, obrót ,plusk, i jeszcze raz! O rany!! I w dół, i w górę, i do słońca, i trzask bokiem o wodę, i mach, mach płetwami i pach, pach ogonem. Wolny! Wolny! Szczęśliwy! Beztroski! Ha! Ha! i duży wydech i pac w górę i w dół strumieniem wody. Podpływam do swojego ludzkiego ciała, a ten ktoś w nim znów się uśmiecha. Klepie mnie po delfiniej twarzy. Łbie? Pokazuje OK! Oczekiwałem właśnie takiego zachowania! Nie jestem zaskoczony. Zdaję sobie sprawę, że wiem dokładnie co któryś z nas zrobi i powie za chwilę. – Ktoś ty? – pytam. – Ja to Ty, a Ty to Ja. – odpowiada on, czyli ja. Chryste! – myślę. Moja jaźń się rozdwoiła. Piękny kąsek dla psychiatrii. Mnie – człowieka zamkną u czubków, mnie – delfina złapią w sieć. – Jacquez! Ty cholerny żartownisiu! Gdzie jesteś? – wołam. I nagle w mojej głowie, i ludzkiej, i delfiniej pojawia się On – Mayol. Prawdziwy z dziada – pradziada Grek. Smukła sylwetka, gęste siwe włosy zaczesane do tyłu i siwy wąs. Śmiech Zorby i błyski w oczach. – Mam cię! – mówi wyraźnie rozbawiony – Umówmy się. Zawrzyjmy układ – dodaje. Puf! Uff! Zdążyłem. Jestem przy brzegu. Instruktorzy znoszą sprzęt i układają na pomoście. Są w specjalnych suchych skafandrach koloru pomarańczowego. Wyglądają kosmicznie. Za nimi po schodkach nadchodzą w czarnych piankowych skafandrach ich uczniowie. Delfinie serce mi zamiera. Schowany w krzakach z niepokojem obserwuję jak na pomoście Jacquez w moim ciele przyjacielsko klepie po ramionach uczniów. Słyszę jak mówi. – Kochani! To takie łatwe! Cud i odlot! Zanurkujcie, a ZMIENICIE SIĘ a  SWIAT ZMIENI SIĘ NA LEPSZE. Jestem przerażony. Co on kombinuje? Czy zamieni ich w delfiny? I nagle jasne światło błyska w mojej głowie. I widzę stado delfinów skaczących po falach oceanu. Widzę jak z radością wyskakują wysoko ponad powierzchnię. A może i ponad przeciętność? – przychodzi mi do głowy. Duży Biały Delfin , widocznie przywódca stada, podpływa do mnie i śmieje się. – Kochany! Nie miej żadnych złudzeń! Jacques zrobi z nich HOMO DOLPHINUS!  

Budzę się. Wschodzi Słońce…

Żal, ze to tylko sen…

Ale jest inne stado – muzyczne – CUDOWNI MUZYCY

http://www.youtube.com/watch?v=KtLYp83pqfo&feature=related oraz  http://www.youtube.com/watch?v=S0gvDw-Hd_M

Cafe Mocha -Jesse Cook oraz „One Night at the Metropolis – integral”

 

„This is a hypnotic music. I can not stop listening to it. It flows through my blood, bones, muscles, veins. I just can NOT stop listening to it…I am just flowing with it..”

„beautiful music. Heavenly. can hear his music without getting tired. At last found someone whose music I can enjoy to my hearts content. Thanks.”

 

Nie zabijaj delfina nawet we śnie.
Słońce nie zajdzie – ty nie zaśniesz.
Nie zabijaj!
Trzepot płetw huragan zrodzi.
Oś Ziemi zmieni.
Słońce nie zajdzie – ty nie zaśniesz.
Nie zabijaj!

PS „HOMO DELPHINUS” Jacques Mayol.  Kultowa książka tych, którzy pokochali podwodny świat:

„Homo Delphinus odniósł wielki sukces we Włoszech, Francji, Rosji, a później także w Japonii, gdzie stał się prawdziwym bestsellerem i uważany jest za biblię wszystkich nurkujących na wstrzymanym oddechu. Mayol był badaczem i światowej sławy nurkiem, któremu szerokie uznanie przyniosły pionierskie prace w zakresie głębokościowego nurkowania na wstrzymanym oddechu oraz jego historyczne, rekordowe nurkowanie na głębokość 100 metrów, dokonane podczas programu eksperymentalnych i medycznych badań nad nurkowaniem. Osiągnął tę zadziwiającą głębokość jako pierwszy człowiek w historii, nurkując w taki sam sposób jak delfiny, na jednym oddechu, i zadając w ten sposób kłam opiniom fizjologów! W książce Jacques Mayol rozwija koncepcję „HOMO DELPHINUS”, której jest jedynym i prawdziwym twórcą. Odkrywanie jego miłości do morza i naszych morskich „kuzynów”, waleni, pozwala obudzić w naszej podświadomości pytania, nad którymi nigdy dotąd się nie zastanawialiśmy: Czy człowiek naprawdę pochodzi od stworzeń wodnych? Jak może na nowo obudzić uśpione zdolności ciała i ducha oraz mechanizmy psychologiczne, jak może sięgnąć do głębi swego psyche i genetycznego make-upu, by wykorzystać potencjał swego wodnego pochodzenia, by stać się „HOMO DELPHINUS”? Mayol odważnie próbuje wyjaśnić zamiłowanie człowieka do wody, a w szczególności morza i oceanów, i ukazuje podobieństwo „wewnętrznego oceanu” człowieka do pierwotnego oceanu. Jako wizjoner wykazuje słuszność koncepcji narodzin w wodzie. Jako badacz Mayol zabiera nas w różne strony świata, by pokazać nam ludzi, którzy szukając zarobku lub pożywienia wciąż nurkują w sposób, w jaki robiono to od tysięcy lat, w „bezdechu”. Jako poeta przywołuje wiele mitów i legend związanych z morzem. Książka „HOMO DELPHINUS.” opisuje „drogę” duchowej więzi człowieka z morzem.
To książka nie tylko dla pasjonatów nurkowania, ale i dla wszystkich ciekawych świata i wielkich ludzi tworzących historię. A takim był bez wątpienia Jacques Mayol”.

 

 

 

 

Sen w śnie

Sen w śnie

Gdy jedzie się pociągiem i miarowo stukają koła, a za oknem przelatują krajobrazy pełne cudów przyrody, zmęczony w końcu wzrok prosi o odpoczynek.

 
„Gdybyś wiedział coś, w co nikt by nie uwierzył, to czy próbowałbyś to powiedzieć innym?” 

Gdy przymykam oczy, niespokojny umysł przywołuje strumień przedziwnych myśli o jasnowidzach i innych światach. Oto one:

fizycy teoretyczni, mistycy i jasnowidzący w swoich poglądach na Wszechświat mają dużo wspólnego. Interesują ich inne światy w innych wymiarach. Fizycy umieścili te światy w Hiperprzestrzenni i podali prawa matematycznie panujące w wielowymiarowości. Mistycy przeczuwają, że światy te zamieszkują myślące istoty. Jasnowidzący – te istoty po prostu widzą. Może się okazać, że nikt z nas nie umiera, że każdy koniec życia na Ziemi jest równocześnie początkiem życia w innym wymiarze. Inne wszechświaty przenikające nasz wszechświat i zaludnione są prawdopodobnie tak jak nasz, bo też są w relacji ze Stwórcą – jak każdy promyk ze Słońcem. Opuszczając kolejne ciała: fizyczne, astralne, mentalne, rodzimy się mniej lub bardziej świadomie w coraz wyższych wymiarach. Podróżujemy w wielowymiarowości, w innych światach? A tam spotykamy swoich najbliższych a także naszych Opiekunów i Nauczycieli. I nie tylko, bo i Anioły, Elfy, Gnomy, Rusałki i całą plejadę wszelakich Istot. Przejawiają tam się też Istoty  z górnej, niebiańskiej półki – prorocy, i mniej przyjemne duchy …te inne… ale o nich lepiej nie wspominać. Nie wywołuje się wilka z lasu.

Koła pociągu stukają teraz bardzo miarowo. Są w koherencji z uderzeniami mojego serca. Skupiam na nim uwagę, oddycham dwa razy bardzo głęboko i zapadam w sen w śnie:

Po co żyjemy? – odwieczne pytanie każdej Istotki. Pewien jasnowidz tak to ujrzał w błysku światłości:

Stwórca jako Najpotężniejszy i Najmądrzejszy, krótko mówiąc – Absolut, był też bardzo Najsamotniejszy. Więc oddzielił z siebie cząstki – Iskierki, duszyczki nasze – i posłał je do materii stworzonej zawczasu. Do trudnej do życia materii – bo tej – grubej -fizycznej. Do takiej z jakiej zbudowany jest nasz Wszechświat.

„Idźcie dzieci. Daje wam… i to i tamto”.

Wszyscy wiemy co nam dał. Nasze duszyczki, rzecz jasna nieśmiertelne bo stanowiace czasteczki Stwórcy, wylądowały na planecie Ziemia. Z celem? – by prztrwać, by przeżyć, a raczej doskonalić się przez własne doświadczenia uzyskane w kontakcie z przyroda Ziemi i innymi istotami. Ale też i cierpieć za „zejścia” z drogi rozwoju – powrotnej drogi do Stwórcy. Duszyczki zaczęły stopniowo „ubierać się” w szaty: materialną, uczuciową, mentalną – w ten sposób dopasowując się do ewolucyjnych zmian na Planecie Ziemia. Te szaty, jak wiemy, nie są i jeszcze dzisiaj doskonałe. W ich tkaninie mocno szwankuje uczuciowość i myślenie. Ale wszystko jest przed duszyczkami – coraz wyższe poziomy świadomości, coraz lepsze panowanie nad uczuciami – emocjami i coraz mądrzejsze myślenie. Nasuwają się pytania: 
Po co tak Stwórca uczynił? Po co oddzielił z siebie nas – cząstki – duszyczki – i wrzucił w kłopoty? Otóż, jak twierdzi Jasnowidz: “Uczynił to żeby mieć kogo kochać – bo był Najsamotniejszy a to, jak sie domyslami, nie daje poczucia Najszczęśliwości.
.

Koła pociągu cichutko postukują. Myśl leniwie płynie. Serce spokojnie pracuje .Przez błogi spokój, nieoczekiwanie, przebija się taka oto refleksja :

Przecież na podobieństwo?! Kobiety rodzą dzieci i mogą tak jak Stwórca –  kochać swoje duszyczki, dziciaczki. Ale? Czy Stwórca mógłby faworyzować tylko jedną płeć? Czy może same kobiety kiedyś odczytały jego pomysł na szczęśliwe życie? Szybciej się rozwinęły niż mężczyźni i Stwórca to docenił i dał im przywilej rodzenia ? I nagle, jak to podczas snu w śnie:

Wielki Duch otulił mnie swoją światłością a mając wybór w wyobrażeniu go sobie przywołałem postać swego Mistrza – Starca z Himalajów. 
Powoli, wszystko dookoła nas się zmieniło. Znaleźliśmy się w lesie u stóp potężnego drzewa. Pod nim, z twarzą zwróconą na wschód ujrzałem kapłankę spoczywającą na podium ukwieconym nieznanymi mi roślinami, przepięknymi w barwie i kształcie. Usłyszałem jej śpiew, a raczej powtarzane rytmicznie pojedyncze dźwięki, głoski. W kręgu, dookoła, siedziało kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, zasłuchanych w te dźwięki ze wzrokiem zagubionym gdzieś we wnętrzu siebie. Po chwili tony dźwięków, które wydobywała z siebie Kapłanka, nabrały mocy i zniewalającej potęgi. Zebrani dookoła ludzie zaczęli się poruszać w tańcu. W ruchach ich czuło się rytmy przyrody. Wyraźnie odczuwali jedność z przyrodą i z rządzącymi w niej mocami.

“To są nasi dalecy przodkowie szepcze mój przewodnik. Nie zdziw się. Byłeś jednym z nich. Sporo już wiesz o reinkarnacji i łańcuchach zdarzeń” – i dodaje uśmiechając się promiennie – “Tu zobaczysz, na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić -śpiewając. Mężczyźni w tamtych czasach tylko porykiwali jak zwierzęta. 
„A ta kapłanka? Kim obecnie jest kapłanka? ” – pytam. Ale nie otrzymuje odpowiedzi. 
Przechadzam się wśród tańczących ludzi. Zbliżam się do kapłanki i chociaż wydaje mi się, że powinienem być dla niej niewidoczny, kobieta przerywa śpiew i patrzy mi prosto w oczy. Jej uduchowiona twarz zaczyna zmieniać rysy. Jej oczy tylko pozostają niezmienione – jasno niebieskie oczy? Nagle w mojej głowie wyświetla się, jak na ekranie komputera, tekst. Kto go wypowiedział, kiedy i dlaczego?

“Biorę postać pięknej, młodej, wrażliwej kobietki, która poznaje kandydata na zakonnika w przypadkowych, zdumiewających okolicznościach. Zachwyca się nim, jego wewnętrzna siłą, odwagą, mądrością, wrażliwością i poprzez przyjaźń z nim, próbuje wznieść się ponad swoje dotychczasowe doświadczenia. Próbuje tez go wspierać w jego decyzji poświecenia się Bogu i ludziom przez służbę w zakonie. Jednak odczuwa cały czas jakiś wewnętrzny dyskomfort i nie rozumie, na czym on polega. Wydaje się jej, że pogłębienie przyjaźni z nim i zrozumienie przyczyn jego decyzji może usunie ten dręczący niepokój. Pokonuje lęk i nieśmiałość i zaczyna odkrywać przed nim nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice, niepewności, słabości. Nieoczekiwanie on odpowiada jej tym samym. Maski spadają, pojawia się prawda, pojawia się piękno. Już nic nie jest takie same, jak przedtem, a ta relacja, spotkanie z nim staje się dla niej ważniejsze, niż inne sprawy, którymi żyła dotąd. Zastanawia się, do czego prowadzi ją ta droga. On próbuje ja namówić do wstąpienia do zakonu żeńskiego. Sprawia jej to ból i wtedy zdaje sobie sprawę, ze nagle On znika i nikt nie wie, co się zdarzyło. Ona, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważa, że to przez nią, że może coś nie tak powiedziała, coś nie tak zrobiła, że on ją karze bo nie potrafiła się wznieść tak jak on, albo dlatego, że odczytał jej uczucia. Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Mroczna tajemnica z jego życia, jedyna, o której jej nie powiedział, upomniała się o niego…”

 

“Mistrzu! Znam kapłankę! Wiem kim ona jest obecnie . Muszę wrócić w swoje czasy i naprawić błąd!” – krzyczę. Ale z siebie wydobywam jedynie nieartykułowany, pojedynczy dźwięk. A kapłanka wyciąga do mnie ręce i przywołuje do siebie, na podium.

Mistrzu! – pytam – Wszedłem w dawne ciało i naprawdę przeżywam to co kiedyś przeżyłem w którejś z inkarnacji? 
“I nic więcej nie możesz zrobić, tylko przeżywać dokładnie to co zdarzyło ci się kiedyś. Boskie prawo wyklucza jakąkolwiek ingerencję w przeszłość. Co było to było i jest nienaruszalne.Uważaj! Nie pozostań w tym stanie zbyt długo bo nie wrócisz w swoje czasy” – jak przez mgłę docierają do mnie słowa Mistrza.“

Słowa Mistrza milkną, bo oto wśród zebranych podnosi się wielka wrzawa. Wszyscy patrzą w jedną stronę. Nagle, z za rozłożystej palmy wyskakuje olbrzymia małpa i w susach zbliża się do kapłanki. Pierwszą moją myślą w tej sytuacji jest zwiać – jak najszybciej w swoje czasy. Małpolud pół metra wzrostem góruje nade mną. Desperacko próbuje go uderzyć, ale Kapłanka podcina moje nogi ratujac mmie przed smiertelnym uderzeniem małpy.. Leżymy oboje bezpieczni na posłaniu z kwiatów. Czuje jak po grzbiecie leci mi krew. Małpi pazur przejechał po mojej łopatce. Kapłanka wtula się we mnie.

Małpa wpada między ludzi. Mężczyźni próbują ją zatrzymać. Kobiety zbite w gromadkę głośno lamentują. Bezradni, obserwujemy z Kapłanką, jak małpa zadaje straszliwe ciosy, od których padają mężczyźni. Krok po kroku z łatwością przebija się przez tłum. Wtedy widzę główny cel tej małpiej agresji. Otóż, za kręgiem ludzi, oparty o konar wielkiej paproci, siedzi w pozycji lotosu cały bielusieńki Staruszek. (Muszę w tym miejscu wyjaśnić, że wszyscy byliśmy nadzy, a nasze ciała pokrywała ciemnego koloru sierść. Jednak w odróżnieniu od nas, sierść Staruszka i jego włosy i długa broda lśniły nieskalaną bielą.)

Staruszek patrzy na zbliżającą się wielką małpę bez poruszenia i nie okazuje strachu. Nagle na małpę pada strumień ostrego światła. Dookoła jej nóg w błyskawicznym tempie kiełkują paprocie i obwijają się dookoła ciała. Po kilku, coraz wolniejszych krokach, małpa staje skrępowana pędami roślin. Stoi jak posąg; kilka kroków od Staruszka. I tylko jej wybałuszone oczy pełne nienawiści błyskają białkami. 
Patrzę w piękne, jasno niebieskie, oczy kapłanki. Odwzajemnia mi się uśmiechem. Kładzie rękę na krwawiącej ranie i piekący ból ustępuje. W podzięce chcę ją pocałować nachylam się do niej… Nagle, całe otoczenie roztapia się w mgle.

Obudź się!” – słyszę czyjś stanowczy głos i czuję mocne szarpanie za ramie – za to, które uszkodziła mi małpa. Jęczę z bólu, pół przytomny, wyrwany nagle z dramatycznego snu, otwieram oczy i widzę nad sobą nachyloną kobietę. Młodą i bardzo ładną, i mającą coś z urody kapłanki. “Boże! Gdzie ja jestem!” – wrzeszczę cofając ręce obejmujące przed chwilą kapłankę. Nie będąc jeszcze w pełni świadomy, i kompletnie zdezorientowany szybkością zmian, zupełnie bez sensu, szepcze: “Kochanie, to ty?” Kobieta odskakuje i chlusta w moją twarz wodą z trzymanego, dużego kubka. Przytomnieje zupełnie. 
“Przepraszam – mówię, myśląc, że powróciłem do swoich czasów. “Miałem koszmarny sen. Proszę mi wybaczyć…” 
Zakonnica uśmiecha się ironicznie. Patrzę na nią teraz z dystansu. Jest zgrabna i zwinna w ruchach i ubrana w przeźroczysta, grecka tunikę. 
“ Dlaczego nazywasz mnie siostrą. Zapomniałeś kim jestem obwiesiu. Gdzieś się włóczył tej nocy. Przyszłam po świętą wodę dla chorego i zobaczyłam cię hultaju śpiącego na ławce. Gdy nabierałam wodę ze studzienki, nagle zacząłeś krzyczeć, płakać i wymachiwać rękoma. Jakbyś bronił się przed złymi duchami. Grzeszniku! Przyznaj! Kogoś chciał całować! Mnie! Kapłankę! „
Kobieta wyciąga w moją stronę kubek ;
“Napij się i pomódl do Dobrych Duchów to może pamięć i rozum ci wrócą! Od dwóch lat jesteś moim niewolnikiem. Kupiłam cię na targu w Atenach. Robota czeka! Rusz się leniuchu!” 
„No nie! Protestuje Mistrzu! Niewolnikiem być kobiety? Mistrzu! Pomocy! Chce do domu! – krzyczę z zalanymi wodą oczami..

Czuje znów mocne szarpanie za ramie. Otwieram oczy. Patrzę w niebieskie oczy nachylającej się nade mną kobiety. 
“Dobrze się Ojciec czuje?- dociera do mnie pytanie.
“Doskonale!” – odpowiadam jąkając się. 
“Pomóc Ojcu wstać? Zasnął Ojciec i spadł na podłogę. Pociąg nagle zahamował. ”, 
“ Kim pani jest?” – pytam. 
„ Ja? Siostrą…” – odpowiada wpatrując się we mnie niebieskimi oczami z rozbrajającym uśmiechem. 
Serce mi wali. Palpitacja!? Podejrzewam lekki zawał serca. Nie wiem co odpowiedzieć. Miarowo stukają koła pociągu. Trące świadomość…
” Słyszy mnie Ojciec!? Proszę głęboko oddychać” …