Jezuici i odwaga bycia sobą

 

Jezuici i odwaga bycia sobą

 

Oto prorocze (w jakimś sensie) uwagi Jezuity do Jezuity Papieża

Carlos G.Valles jest hiszpańskim Jezuitą. Dzięsiątki lat  pracował w Indiach. Był bliskim przyjacielem i współpracownikiem Ojca Anthony de Mello. Oto fragment:

„Zasada uwalniania się od przeszłości — której jestem tu rzecznikiem — wymaga szczególnej delikatności w odniesieniu do religijnego doświadczenia jednostki. Prawdą jest, że nasze religijne doświadczenie jest uwarunkowane przez czas, miejsce, rodzinę, w której przyszliśmy na świat. Lecz prawdą jest również i to, że poprzez te okoliczności objawia się wobec mnie wola Boża, a zatem nie mogę być obojętny względem swojego wychowania. Ogólny pogląd, który wcześniej przedstawiłem, pasuje także do tego przypadku. Wolność od przeszłości w żadnym razie nie oznacza wyparcia się czy odrzucenia przeszłości; oznacza natomiast przesianie w sposób wolny i odpowiedzialny swoich obecnych poglądów, aby rozpoznać obiektywnie, które naprawdę stały się moimi dzięki osobistemu przekonaniu i autentycznemu uwewnętrznieniu, a które są zewnętrzne, sztuczne, narzucone.

W religii również musimy rozróżnić istotne przesłanie od ubocznych mód, którym poddaje się ona w ciągu wieków. Nawet w obrębie tego samego wyznania zmieniają się obyczaje, a formy wyrażania wiary doskonalą się przez wieki. Proces doskonalenia dokonuje się w instytucjach religijnych przez setki lat, a w człowieku przez całe życie. Ten rozwój jest dobry i pozwala mu lepiej zrozumieć i głębiej żyć swymi religijnymi przekonaniami.

Taki proces jednakże nie jest łatwy, tak samo jak niełatwo przyjmuje się odpowiednią postawę. Lęk przed odejściem od tradycji i potrzeba utrzymywania ciągłości często skłania pobożną osobę do powtarzania rytuałów i przywiązania do utartych zwyczajów. Woli ona bowiem znajdować poczucie bezpieczeństwa w powtarzaniu, aniżeli szukać rozwoju w zmianach. Instytucje religijne słusznie w sposób ostrożny podchodzą do wszelkich zmian, a niektórzy sprawujący w nich władzę o wiele częściej oglądają się w przeszłość, niż spoglądają w przyszłość.

Proroków zazwyczaj słuchano z dużą rezerwą i nieufnością, podczas gdy kapłanów biernie oddanych tradycji — z przyjemnością i wdzięcznością.

A oto konkretne zjawisko, które poprzez swą skrajność może pomóc nam zrozumieć niebezpieczeństwa zorganizowanej wiary, praktykowanej być może w dobrych intencjach, ale nie zawsze kierowanej przez ludzi do tego się nadających. Chodzi mianowicie o powstawanie sekt religijnych różnorakiego autoramentu i w różnych zakątkach globu. Szerzenie się obecnie sekt religijnych na Wschodzie i Zachodzie stanowi powód do obaw ludzi dbających o prawdziwe religijne wartości. W sektach tych posłuszeństwo wobec nauczyciela jest cenione ponad wszystkie inne wartości i z reguły intelektualna niezależność ucznia jest uznawana za błąd i wykroczenie przeciw lojalności.

To dążenie, doprowadzone do przesady przez niektórych członków sekt, może być także obecne w łagodniejszej formie u ludzi o pobożnej mentalności; może to czasami stać się przyczyną trudności w ich wewnętrznym rozwoju i integracji. Środowisko ludzi wierzących jest w przeważającej mierze konserwatywne, a ich nadmiernie surowa interpretacja doktryny może niekiedy doprowadzić do stagnacji w rozwoju czyichś ideałów i praktyk.

Ojciec Daniel A, Helminiak w swoim interdyscyplinarnym studium na temat rozwoju duchowego twierdzi, że „staje się on możliwy dopiero, gdy ktoś zaczyna wychodzić z fazy konformizmu”, którą definiuje jako spójną, racjonalną, zapożyczoną, wspieraną przez zewnętrzny autorytet ideologie, osadzoną w świecie rodziny, rówieśników, szkoły , pracy.„Jednak wyjście to jest trudne i ryzykowne — kontynuuje. — Wielu ludzi nigdy nie wykracza poza fazę konformizmu, aby wejść w fazę sumienia charakteryzującą się całkowitym osobowym uzewnętrznieniem zasad oraz idei. Przeważnie zatrzymują się w pół drogi i stają się według precyzyjnego sformułowania Loevingera, «sumiennymi konformistami». W ten sposób dla większości ludzi rozwój duchowy szybko staje się kwestią sporną.

Niestety, ten komentarz bardzo często odnosi się nawet do ludzi profesjonalnie zaangażowanych w religię, a także wobec tych, którzy zajmowanie się tematyką religijną traktują jako pasjonujące zajęcie, lub którym niedawne «charyzmatyczne» doświadczenie nawrócenia dało nowy sens życia i zaowocowało zmianą religijnej przynależności. Natchnieni przez opowieści o «świętych», wzory <<świętości», «objawienia» czy sprawozdania z cudownych zjawisk stają się tylko wiernymi naśladowcami. Za bardzo chcąc być «uduchowieni», naśladują mistrza, przestrzegają reguł, akceptują nauczanie bez pytań czy odpowiedzialnej krytyki. Dobra wola staje się niewolą. Cieszą się z tego instytucje, do których przynależą, gdyż żadnej z nich nie stać na to, aby zachęcać ludzi do rozwoju, myślenia i podejmowania samodzielnych decyzji. Tak więc ludzie «w sposób autentyczny są na usługach nieautentyczności». Pozostają do końca posłusznymi dziećmi i nigdy nie doświadczają zjawiska dorosłości — duchowego rozwoju”.

Rozwój duchowy jest ważny nie tylko dla jednostki, ale i dla społeczeństwa i samej religii. Jeśli chcemy, aby religia w naszych czasach rozwijała się i kwitła z nową siłą i nowym życiem, musimy się zdobyć na osobistą refleksję oraz dojrzałą świadomość religijnej wiary i praktyki.

Wysiłek człowieka przyniesie korzyść nie tylko jemu, ale i całej wspólnocie religijnej, do której należy. Jednakże jest faktem, że nawet ludzie głęboko religijni także ulegają ciasnej postawie ukierunkowanej na normy i rytuały, które są dla nich sensowne, ale niekoniecznie dla innych.

Oto zabawna historia, jakiej sam doświadczyłem.

Pewien nad wyraz szczery lider prężnej sekty religii niechrześcijańskiej po moim wykładzie w jego instytucie odwołał mnie na bok i kiedy byliśmy sami, spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział uduchowiony: „Od pewnego czasu czytam twoje książki i przyglądam się twemu życiu, a dziś z wielkim zainteresowaniem wsłuchiwałem się w twoje myśli i doświadczenia, o których opowiadałeś. Wszystko, co mówiłeś, spotkało się z mą pełną aprobatą. Wierzę, że jest w tobie Bóg i że jesteś osobą oświeconą. Ale dla pełnego oświecenia brakuje ci wciąż jednej rzeczy i właśnie dlatego, że tak cię cenię i tak ci ufam, czuję się natchniony przez Boga, by ci o tym powiedzieć. Doświadczyłem w moim życiu w nieomylny sposób siły i radości, która przyszła do mnie poprzez błogosławieństwo mego guru. I wiem, że gdyby to błogosławieństwo i ta siła przyszły do ciebie, twoje życie i praca nabrałyby zupełnie nowej głębi i wymiaru, tak że byłbyś w stanie skuteczniej dotrzeć do o wiele większej liczby osób dla ich dobra i dla chwały Boga na ziemi. A teraz wszystko, co musisz zrobić, to powtarzać za mną świętą formułę, którą wypowiem, skłonić się na imię guru i nosić zawsze na szyi medalion z jego podobizną. Nikt nie musi o tym wiedzieć, i ja ze swej strony nikomu o tym nie powiem. Nie robię tego dla jakiejś marnej nagrody, nie jest też to żadna prozelicka sztuczka kuglarska, to wszystko tylko dla twego własnego dobra i dobra tych, do których docierasz swoim pisaniem i wykładami. Pomyśl o duchowych dobrach, jakie osiągną, jeśli zdecydujesz się na ten krok, który — wierzę — jest Bożą wolą wobec ciebie. Czy jesteś gotów zrobić to przez wzgląd na nich?”

Miałem szacunek dla przekonań i gorliwości tego człowieka, więc odpowiedziałem mu łagodnie. Chciał dobrze i był przekonany, że postępuje słusznie, prosząc mnie, bym poszedł za jego guru. Jest też prawdą, że nie jestem w żaden sposób doskonały i mam wiele braków. Ale jednej rzeczy, której z pewnością nie potrzebuję, to powtarzania formuły, kłaniania się czy noszenia medalika z nie znanym mi guru. Mogę dobrze pracować i bez tego. Powiedziałem temu człowiekowi, że doceniam jego gest, który dla niego był wyrazem głębokiego szacunku dla mnie, i że sam czuję w życiu zapał i radość, jakie daje mi moja wiara w Jezusa Chrystusa, i że czuję w duszy świętą potrzebę dzielenia się z innymi tym, co tak wiele dla mnie znaczy. Powiedziałem, że choćby dla tej jednej przyczyny nie poddałbym się temu rytuałowi, i że jeśli w swoim mniemaniu on uczynił dobrze, składając mi tę propozycję, to ja w swoim czynię dobrze, odmawiając mu. Mam nadzieję, że uszanuje moje przekonania, jak ja — mam nadzieję — uszanowałem jego. Jego milczenie zdradzało rozczarowanie. Ze swej strony tłumiłem poczucie gniewu, rozdrażniło mnie nie tyle jego pragnienie wzbogacenia mego życia duchowego jego życiem duchowym, ile uwaga o formule i podobiźnie guru. Gdyby powie-dział mi, że chce, abym poznał lepiej jego religię, i dałby mi jakieś książki albo zaproponował dialog, z wdzięcznością przyjąłbym propozycję i otworzyłbym umysł bez lęku na nowe doświadczenie.

Ale wszystko, czego chciał, to abym powtórzył magiczne słowa i nosił talizman. A był on świątobliwym człowiekiem w swej religijnej wspólnocie, poważanym nauczycielem i szanowanym autorytetem! Jeśli to wszystko, co ma do zaoferowania religia, pomyślałem, nie dziwi wówczas, że jesteśmy w kryzysie i dzielące nas różnice wciąż się pogłębiają. Powtórz słowa i załóż ostrożnie ten łańcuszek. To wszystko, co musisz zrobić. Naśladuj mego guru i będziesz wówczas bezpieczny. Pokłoń się. Poddaj swój umysł. Ktoś inny będzie myślał za ciebie. Wszystko, co musisz zrobić, to powtórzyć, co ci kazano. Jeśli to nazywa się oświeceniem, to nie ma w nim zbyt wiele światła, i jeśli to jest religia, to musi to być bardzo smutna religia.

Ten mały epizod, który był raczej komiczny niż poważny, pozostawił we mnie pewien smutek. Jeśli ludzie wierzący instytucjonalizują swe praktyki aż do takiego stopnia, w ich religii pozostanie niewiele życia. Musimy praktykować naszą religię nie tylko sercem, ale także umysłem, nie tylko wiernością wobec przeszłości, ale także wyobraźnią na przyszłość. Światu potrzeba wiary, a wiara potrzebuje szczerego zaangażowania współczesnych ludzi w życie nią w sposób odpowiedni do naszych czasów. Młode wino w nowych bukłakach.”

Autor Carlos G. Valles (fragmenty  z ksiażki „Odwaga bycia sobą”)

Zdjęcia z zasobów internetu

Zolnierze znalezli małą wiewiórkę i przynieśli ją do  oficera pełniącego służbę.  Zwierzatko było bardzo wyczerpane i prawie nieżywe.  Oficer zajął się nim troskliwie i karmił  jak niemowlaka.  Trzy miesiące poźniej  skonczył słuzbę wojskową i pracuje jako  taksówkarz.  Wiewiorka  przebywa z nim w kazdym miejscu. 

Zaprzyjaźnić się z „dziką” wiewiórką człowiekowi jest łatwiej niż zmienić poglądy…

 

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 6 czerwca 2013, in Uncategorized and tagged , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: