Ratuj się, ratuj!

Raduj/ratuj się…

Istotą biurokracji jest to, że wszyscy musimy przystosować się do wzorca. Tracimy niezależność w zmechanizowanym świecie – świecie manipulacji i prania mózgów.

Wiele naszych opinii jest opiniami „skserowanymi”. Rób tak, jak robiono wczoraj. Innymi słowy, kopiuj przeszłość. Powtarzanie jest zbawieniem. I efekt jest gwarantowany. Wiele naszych zachowań jest zachowaniami „skserowanymi”. Wiele naszych mądrości jest mądrościami „skserowanymi”. Jeśli studenta przyłapie się na ściąganiu w czasie egzaminu, zostaje ukarany. Jeśli kopiuje w swoim umyśle z zapamiętanej strony, zostaje nagrodzony wysoką oceną. A przecież istota procesu w obu przypadkach jest taka sama: przeniesienie z jednej strony na drugą. Sprawa zresztą dotyczy nie tylko słów. Oryginalne dzieła sztuki wiszą w muzeach. Wszystko, co mamy w rękach, to kopie i kopie kopii.

Od kiedy komputery zaczęły opanowywać kolejne dziedziny życia publicznego, a teraz i prywatnego, egzystencja ludzka staje się coraz bardziej zorganizowana. Komputery są maszynami, a maszyny służą powtarzaniu. Ktokolwiek podporządkuje się temu powtarzaniu, znajdzie ulgę dzięki tej maszynie. I tak oto ludzie będą się coraz bardziej podporządkowywać wzorcom i sprawdzonym metodom. Niosą one poczucie bezpieczeństwa i wygodę. Ludzkość stoi wobec wieku stereotypów. Automaty uwolnią ludzi od czarnej roboty, ale wyznaczą za to cenę.

Aby przystosować się do zakładu pracy — a ostatecznie i do domu — trzeba samemu stać się po części robotem.

Zebrano w pokoju dwadzieścia pięć osób i przeprowadzono z nimi pewien eksperyment. Dano im mianowicie polecenie, by obserwowali pojawiające się na ekranie obrazy. Mieli orzec, który z dwóch jednocześnie pokazywanych przedmiotów jest dłuższy. Proste zadanie. Na pozór. Chwyt polega na tym, że dwudziestu osobom wcześniej polecono, aby — gdy przedmiot pojawi się na ekranie — mówiły, że dłuższym przedmiotem jest ten, który w rzeczywistości jest krótszy. Pięć pozostałych osób było nie wtajemniczonych w intrygę i miały wyrokować zgodnie z tym, co widziały. Na ekranie zostają wyświetlone dwa odcinki, z których odcinek A jest wyraźnie dłuższy niż odcinek B. Jednakże kiedy zaczynają się komentarze, dwadzieścia odpowiednio poinstruowanych osób zaczyna mówić — każda na swój własny sposób — że to B jest dłuższy od A. Swoje uwagi wcześniej przećwiczyli, tak iż teraz wydają się bardzo przekonujący. Powoduje to, że pięć nieświadomych osób zaczyna mieć wątpliwości. Nasze oczy widzą jakby inaczej, ale nie, mimo wszelkich pozorów odcinek B jest zdecydowanie dłuższy niż A. Wszyscy z tym się zgadzają.

Nikt nie chce ryzykować i wyjść na głupca. A więc na wszelki wypadek wszyscy robią tak jak większość i przyłączają się do wspólnego werdyktu. Kiedy dochodzi do głosowania, dwadzieścia osób stwierdza, że B jest dłuższe niż A. Pozostałe pięć osób wyraża taką samą opinię nawet wbrew wewnętrznemu przekonaniu. Presja grupy bierze górę nad osobistym przekonaniem jednostki.

Co się stanie, kiedy już nie dwadzieścia osób, ale całe społeczeństwo i nie podczas jednej sesji, ale przez całe życie będzie powtarzać, że B jest dłuższe niż A? I co się stanie, gdy problem nie będzie dotyczył długości dwóch odcinków, które można dokładnie zmierzyć i porównać, ale idei i opinii, które mogą przybierać różne kształty i być widziane pod różnymi kątami? Osobiste przeświadczenie jest wtedy dużo bardziej niepewne i można je łatwiej poświęcić na rzecz bezpieczniejszej opinii ogółu. Kiedy wszyscy mówią to samo, bardzo trudno pojedynczej osobie mówić co innego.

Niektóre komediowe seriale telewizyjne używają prostej metody, aby upewnić widzów, że śmieją się we właściwym momencie i aby nikt nie przegapił faktu, że program jest naprawdę zabawny. Kiedy postać na ekranie mówi coś, co reżyser uważa za dowcipne, w tle podkłada się śmiech niewidzialnej grupy „zawodowych śmiaczy”, którzy śmieją się dokładnie w tym samym momencie i dokładnie tak długo, jak tego wymaga dowcip. Ktoś może powie, że śmiech dochodzi tylko z taśmy, którą wprawia się w ruch przyciśnięciem klawisza podczas trwania dialogu. Mimo to efekt jest wyraźny, a cel określony — mówi się widzom, kiedy mają się śmiać.

Pranie mózgów – Terroryzm. Jak trzeba się „napracować” mentalnie by młodzi ludzie uwierzyli, że przez zabicie wielu cywilnych ludzi idzie się do Nieba i zostaje „świętym męczennikiem”.

Pranie mózgów – Lekarstwa. Jak można „naukowo” wcisnąć w głowy informacje, że im droższy lek tym lepszy. W cenie leków jest zysk dla właścicieli leków, łapówki dla naukowców i lekarzy oraz nie bagatelna suma na reklamę. To reklama „wciska” myśl o dobrodziejstwie lekarstwa i dlatego jest wielokrotnie powtarzana. Na końcu  reklamy  jest czynnik potęgujący  „wchłoniecie” przekazu.  Wprowadza się stan emocjonalny – zagrożenie – stwierdzeniem, że to lekarstwo mimo wszystko, że chociaż jest takie cudowne – zagraża pacjentowi… i trzeba iść do lekarza na konsultację ( i też mu zapłacić, rzecz jasna). Jeśli nie pójdziemy na konsultacje to oczywiście gdy lekarstwo nam zaszkodzi – nasza to wina. Ręka rękę myje.

Lekarstwa głównie, wg zdrowego rozsądku , działają jako placebo, uruchamiając w organizmie „wewnętrznego lekarza” i „wewnętrzną aptekę”.

Pranie mózgów – Władza. Jak można „naukowo” wcisnąć w głowy, że nic lepszego nie ma oprócz demokracji i wolnego rynku. I najciekawsze. Jak można „naukowo” wcisnąć w głowy, ze władza w ogóle jest potrzebna i koniecznie trzeba chodzić na wybory by wybierać tych co właściwie sami się wybierają – już przed wyborami.

Tych „prań mózgu” oczywiście doznajemy dzień po dniu dużo więcej.

Pranie mózgów” jest bezpośrednim niebezpieczeństwem zagrażającym postępowi ludzkości i komfortowi poczucia przeżywania życia w „pełni”. Jest przyczyną  utraty niezależności w zmechanizowanym świecie. Naszą nadzieją i jednocześnie zadaniem jest to, że w zrutynizowanym świecie zapragniemy ucieczki od wspólnego kursu, zapragniemy twórczej przygody. Poszukiwacze przygód odkrywali nieznane lądy i zdobywali odległe górskie szczyty; teraz i w przyszłosci będą oni z większym ryzykiem i jeszcze większym dreszczem emocji odkrywać dziewicze lądy osobowości i oryginalności oraz samotne szczyty niezależnej egzystencji. Pośród standardowego świata będziemy starali się w indywidualny sposób wyrazić różnorodność życia. Będziemy prorokami przyszłości. I niech tak się stanie. Bierzmy przykład z aktualnego Papieżą i podziwiajmy Jego wspaniałą , odważną decyzję przejscia na emeryturę – nareszcie stał sie człowiekiem niezależnym łamiąc swoją „mądrością” stary, bezsensowny zwyczaj…. To nie są czasy by sensem było „publiczne  ukrzyżowanie”…

Użyłem fragmenty z książki „Odwaga bycia sobą” Carlosa G.Valles

 

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 6 czerwca 2013, in Uncategorized and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: