Wybryki ludzi i natury

Wybryki natury i człowieka

Wybryki ludzi

rzadkie, efektowne, a nie zawsze naukowo wyjaśnione

 

 

 

Wybryki natury –

rzadkie, efektowne, a nie zawsze naukowo wyjaśnione

 

 

 

 

1. Roll cloud

Chmura jaka jest, każdy widzi. Rzecz w tym, że nie każda. Oprócz typowych cirrusów i cumulusów na niebie od czasu do czasu pojawiają się znacznie mniej znane, ale nie mniej efektowne zjawiska. Jednym z nich jest roll cloud, chmura pozostająca dla naukowców sporą zagadką. Wygląda jak poziomo ułożona rura o długości od kilku do nawet tysiąca kilometrów, częstokroć zawieszona zaledwie na 100-200 metrach nad ziemią, a szczegóły jej powstawania nie są jasne.

Co ciekawe, istnieje na świecie jedno specyficzne miejsce, w którym częściej niż gdziekolwiek indziej – zwłaszcza w okresie od września do listopada – można spodziewać się wystąpienia roll cloud. To zatoka Karpentaria w północnej części Australii, dokąd ściągają między innymi miłośnicy szybownictwa skuszeni możliwością obserwacji zjawiska.

2. Piramidy ziemne

 

Większość osób, które po raz pierwszy widzą piramidy ziemne, przeciera oczy ze zdumienia. No bo – po pierwsze – komu by się chciało kłaść kamyki na tych wszystkich ziemnych stożkach? I – po drugie – skąd się wzięły owe stożki, które miejscami sięgają nawet kilkunastu metrów wysokości, a ich liczba gdzieniegdzie sięga tysięcy?

Piramidy ziemne powstają w rzeczywistości wskutek intensywnych opadów deszczu na terenach o nietrwałym podłożu. Opadająca woda wypłukuje drobne ziarna, aż wreszcie natrafi na odpowiednio duży okruch skalny, którego nie jest w stanie „strącić”. Wówczas słup ziemi, na której leży kamień, zostaje osłonięty jak parasolem, podczas gdy materiał wokół dalej jest wymywany. Jeżeli proces zachodzi z odpowiednią siłą, można zaobserwować tworzące się mniejsze lub większe piramidy. Bardzo wyraźne przykłady znajdują się w Turcji, Bułgarii i Rumunii.

3. Penitenty

Z wyglądu przypominające nieco piramidy ziemne, penitenty nie mają tak naprawdę z nimi nic wspólnego. Penitenty są bowiem zbudowane nie z ziemi, a ze śniegu i lodu. Osiągają niekiedy nawet dwa metry wysokości. Jak powstają? Nie ma co do tego pewności.

Specyficzne warunki – klimat, nasłonecznienie, suche powietrze – sprawiają, że minimalne z początku ubytki w powierzchni lodu lub firnu pogłębiają się wskutek zachodzącego topnienia. Powstałe zagłębienia skupiają promienie słoneczne, przez co cały proces topnienia przyspiesza („dziura” topnieje szybciej niż lód położony dalej, na powierzchni), aż wreszcie „rodzą się” zauważalne penitenty, na przykład te najbardziej znane w Andach. Mimo iż niezwykle malownicze, są zgryzotą nie tylko dla naukowców, ale i podróżników. Przejście przez „zasłonę” z penitentów jest w wielu wypadkach niemal niewykonalne.

4. Zwierzęcy deszcz

„Pogoda dla rybaków” to coś, o czym Jarek Kret jeszcze w prognozie nie opowiadał, a zdarzały mu się bardzo odległe dygresje. Aby więc go wyręczyć: od czasu do czasu w niektórych miejscach na świecie z nieba spadają zwierzęta. Najczęściej ryby i inne niewielkie organizmy morskie, ale czasem też lądowe kreatury – na przykład żaby. Jak to się dzieje?

Wyjaśnienie przez długi czas stanowiło dla naukowców zagadkę, podejrzewano nawet, że aby zobaczyć ryby spadające z nieba, trzeba zbyt długo przebywać na słońcu. Ostatecznie jednak świat nauki przychylił się do oskarżenia trąb powietrznych, które mają jakoby „zasysać” niewielkie zwierzęta, windować je na duże wysokości, a następnie – razem z całymi masami powietrza – przenosić w stosunkowo odległe rejony, by potem zapoczątkować zrzut. Ostatnio na przykład – w styczniu 2012 roku rybi desant nawiedził Filipiny.

5. Błyskawice z Catatumbo

Burza z piorunami to malownicze zjawisko, które od czasu do czasu przybiera nieoczekiwane kształty. Niejedna osoba przekonała się już o dosłowności powiedzenia „niech mnie piorun trzaśnie”, niejeden dom i niejedna stodoła spłonęła od wznieconego wyładowaniem ognia. Po dziś dzień niektórzy na pierwsze oznaki nadciągającej burzy rzucają się po różaniec. Tym osobom raczej nie proponuję przeprowadzki do Wenezueli.
Jest bowiem w Wenezueli takie miejsce, położone u ujścia Catatumbo do Maracaibo, gdzie piorunów jest znaaacznie więcej niż w Polsce. Statystyka wskazuje, że na 365 dni w roku w tym regionie Wenezueli przypada aż 160 dni burzowych. Co najbardziej osobliwe, obserwuje się jedynie błyski, nie słychać zaś charakterystycznego huku. Boże, widzisz i nie grzmisz…

Dlaczego wyładowania są tu tak częste? Ma to związek ze zderzeniem dwóch skrajnie różnych mas powietrza – ciepłej znad jeziora Maracaibo oraz lodowatej spływającej znad Andów.

6. Pororoca – niebo i piekło surferów

Chyba ostatnim, z czym kojarzy się amazońska dżungla, jest tłum surferów, charakterystyczny bardziej dla wybrzeży Australii czy Stanów Zjednoczonych. Tymczasem rekordowe fale pojawiają się regularnie właśnie u ujścia Amazonki i nazywane są pororoca, co znaczy „niszczący huk”. Z końcem lutego, kiedy poziom wody podnosi się, następuje zderzenie mas spływających Amazonką z „oczekującymi” wodami oceanicznymi, przez co w głąb rzeki wdziera się wielka fala, sięgająca nawet 4-5 metrów wysokości. To właśnie pororoca, która – aby ulec wygaszeniu – potrzebuje nieraz nawet kilkudziesięciu kilometrów. To dzięki niej na jednej fali utrzymać się można nawet przez pół godziny! Niebo dla surferów.

 

Jednak surfowanie po Amazonce wiąże się ze sporym ryzykiem. Na sportowców, którym powinie się noga, czekają bowiem liczne krokodyle i aligatory, piranie, anakondy, a nawet zapuszczające się w górę Amazonki agresywne żarłacze. W rzece żyją też candiru, ryby, które – uwaga, drastyczne – wciskają się w cewkę moczową, a z powodu kolców niemożliwe jest ich bezstratne usunięcie. Zwabia je zapach moczu. A gdyby tego było mało, południowoamerykańskie tropiki to siedlisko najpodlejszych chorób, którymi bez szczepienia niezwykle łatwo się zarazić. Na domiar złego wody Amazonki pełne są mułu, przez co bardziej przypominają brunatny ściek. Piekło dla surferów.

Na zdjęciu powyżej widać przezroczyste, „czarne” wody Rio Negro w miejscu, w którym rzeka ta uchodzi do zamulonej Amazonki. Potrzeba przynajmniej kilkudziesięciu kilometrów, by wody wymieszały się do tego stopnia, że niemożliwe jest odróżnienie ich gołym okiem.

7. Kule Naga

Przyzwyczailiśmy się już, że zwykle coś spada nam na głowę. Jak nie deszcz, to meteoryt albo inne nieszczęście. Znacznie rzadziej coś odrywa się od powierzchni Ziemi, aby odlecieć ku górze. W Tajlandii nie jest to aż tak niespotykane, jak mogłoby się wydawać. Od czasu do czasu, zwłaszcza w październiku, ale i w innych miesiącach, z wody „wyskakują” ogniste kule, które z początku wolno, a potem coraz szybciej unoszą się do nieba, by po jakimś czasie zniknąć tak niespodziewanie, jak się pojawiły. Jednej nocy można wtedy zaobserwować nawet kilka tysięcy takich zdarzeń.

Geneza powstawania kul Naga nie jest znana. Jeden z tajlandzkich naukowców zasugerował, jakoby za „wystrzały” odpowiedzialne były soczewki metanu powstające przy dnie rzeki, które to – w specyficznych warunkach unoszone ku powierzchni – miały zapalać się w obecności tlenu. Problem w tym, że nie udało się wyjaśnić, skąd na dnie Mekongu miałoby znaleźć się aż tyle metanu oraz jak jego pęcherze – mimo licznych zawirowań wody – miałyby „w całości” dotrzeć do powierzch

8. Czerwone zakwity

O takich efektach specjalnych nawet nie śniło się scenarzystom „Szczęk”. Woda, która z dnia na dzień staje się jadowicie czerwona, budzi strach u osób, które widzą ją po raz pierwszy. Trudno zresztą nie mieć katastroficznych skojarzeń. Doświadczenie pokazuje jednak, że skojarzenia te wcale nie są nieuzasadnione, bo zakwity wód w skrajnych wypadkach okazują się fatalne w skutkach. Pierwszy powszechnie znany przypadek z 1793 roku z Kolumbii kosztował życie ponad 100 osób, a kolejne kilka tysięcy zdrowie. Jeden z najświeższych – na Borneo w styczniu 2013 – przyczynił się do śmierci dwóch osób, które zjadły skażone owoce morza.

Dlaczego woda tak gwałtownie zmienia kolor? Dzieje się tak z powodu glonów, które w specyficznych, sprzyjających warunkach masowo rozmnażają się, trując wodę i zabijając żyjące w niej organizmy. Niekiedy niebezpieczne jest również przebywanie w sąsiedztwie skażonej rzeki – istnieje ryzyko chorób układu oddechowego wywołanych wdychaniem toksyn.

9. Burzowe ognie św. Elma

Radio Łódź nie jest jedyną rozgłośnią, której prezenter pogody w samym środku ogromnej śnieżycy opowiadał o bezchmurnym niebie i słonecznym dniu. Mimo że do meteorologów można mieć nieco więcej zaufania niż do wróżb wróża Macieja, warto zachować przynajmniej zdrowy dystans (i kiedy Jarosław Kret zapowiada bezchmurny tydzień z 30-stopniowymi upałami, wziąć sztormiak, puchową kurtkę i falochron). Tymczasem istnieją przesłanki, które pozwalają ze znacznie większym prawdopodobieństwem przewidywać zmianę pogody. To między innymi ognie św. Elma, niewielkie iskierki pojawiające się późnym wieczorem i nocą, kiedy najłatwiej je zaobserwować.

Ponoć tak wyglądają PRAWDZIWE ognie św. Elma :).

Powstają na krawędziach przedmiotów, gdzie różnica ładunków elektrycznych jest duża, co pozwala z dużą dozą prawdopodobieństwa spodziewać się burzy. Same ognie św. Elma są zupełnie niegroźne, a zobaczenie iskier wyskakujących z własnej ręki (bez uprzedniego umieszczenia drugiej dłoni w kontakcie) to niezwykle interesujące doświadczenie.

10. Zorza polarna

W sprzyjających warunkach – zwłaszcza imprezowych – na niebie zobaczyć można różne cuda. Na szczęście zorze polarne równie dobrze obserwować można na trzeźwo co pod wpływem, bo nie dość, że są naukowo zrozumiałym zjawiskiem, to jeszcze zdarzają się na tyle często, by ich obserwacja nie stanowiła większego problemu. Mimo że powstają na skrajnych szerokościach geograficznych, nieraz zaobserwować je można z Polski. Czym są i jak powstają zorze polarne?

Zorze polarne to zjawiska świetlne o najczęściej zielonkawym lub czerwonawym zabarwieniu, zmieniające się dynamicznie i rozciągające się na setkach kilometrów. Powstają w wyniku przepływu ładunków elektrycznych w jonosferze, nasilającego się m.in. w konsekwencji rozbłysków na Słońcu.

 

Tekst – z zasobów internetu – Jerzy Ociepa (Fotki z zasobów internetu)

 

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 6 czerwca 2013, in Uncategorized and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: