Droga do serca

Droga do serca

 

 

„Przeczytałam gdzieś, kiedyś, że najdłuższa droga, jaką mamy do przebycia, wiedzie od głowy do serca. Mniej lub bardziej świadomie, wszyscy jesteśmy w tej podróży. Droga do serca to nasza przyszłość, to podążanie w stronę całości, integralności i współodczuwania.” (komentarz NOEMI)

Kochamy Ciebie Noemi i jesteśmy w trudnej chwili z Tobą

 

Wiatr ustał. Zamilkły ptaki. Dookoła zapanowała cisza. Widoczne poprzez trzciny odbicie wschodzącego słońca, rozsypało się w migoczącą gwiazdami konstelację. Trzciny wyglądały jak więzienne kraty a migocząca za nimi gwiezdna konstelacja przyciągała uwagę, emanowała niepowtarzalnością nastroju, kusiła przygodą, budziła pragnienie wolności. Z torby wyjąłem aparat fotograficzny, ustawiłem kadr i zrobiłem zdjęcie. Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Była przyjemnie ciepła. Płynąc wśród kłębów mgły po falującej, złudnej gwiezdnej konstelacji w kierunku fioletowego Słońca poczułem się istotą innej planety, innego Słońca.

Tyle jest wart człowiek ile pomaga innym. Mam tu na myśli raczej nie „wydumaną” i zaplanowaną a spontaniczną pomoc. My sami tworzymy, zachowujemy i unicestwiamy świat naszych własnych myśli. Pożądaniem – przywołujemy je do życia; uznaniem – zachowujemy i pobudzamy; przeczeniem – zabijamy. Myśli zachowane w umyśle ciągle działają wpływając na nasze i innych życie. Nawleczone na nić wspomnień, niektóre zdarzenia i myśli z nimi związane, są perełkami historii naszego życia. Przywołanie ich – dodaje otuchy w trudnych czasach. Można wracać do nich i dowoli w nich przebierać jak w różańcowych paciorkach. Czas weryfikuje czy jakieś spontaniczne działanie, objawione uczucie, przesłana myśl były istotnie pomocne.

Od kilku miesięcy razem pracowaliśmy przy realizacji serialu telewizyjnego. Reżyser okazał się wymagającym artystą a producent oszczędnym do przesady tyranem. Odczuwało się, że „ścieśnieni” w czasie i przestrzeni członkowie ekipy byli na granicy psychicznej i fizycznej wytrzymałości. Mnożyły się bezsensowne konflikty, wybuchały do niczego dobrego prowadzące ambicjonalne kłótnie. W takim emocjonalnym chaosie instynktownie szuka się pociechy u kogoś zaufanego, kogoś kto wysłucha, zrozumie, uspokoi do ostateczności napięte nerwy, przytuli i pokocha.

„Ostatnio sporo się zastanawiałam nad granicami wolności i zniewolenia w związkach.” – powiedziała.
Następnego dna przyjechał jej mąż i kilkuletni syn. Byli w separacji.  Zaczął się okres szkolnych wakacji. Wynajęli dom nad jeziorem. Poprosiła żebym ją tam odwiózł. Po drodze zboczyliśmy z szosy i zatrzymaliśmy się nad jeziorem.
„No cóż, teraz rodzina. Z deszczu pod rynnę. Wiesz, ten widok jeziora o swicie, te cuda przyrody poprawiają mi humor, rozmarzają mnie , dają siłę i moc przetrwania w najgorszych zyciowych sytuacjach – powiedziała.

 

Nie można pogodzić bezpieczeństwa i ładu. Bezpieczeństwa nie sposób znaleźć we wzajemnych związkach, w działaniach, a ponieważ go wciąż poszukujemy, wywołujemy chaos. Bezpieczeństwo rodzi nieład, a gdy stwierdzamy, że w nas on wciąż narasta, chcemy z tym wszystkim skończyć. W obszarze świadomości, w obrębie jej zewnętrznych i wewnętrznych granic, myśl nieustannie próbuje znaleźć bezpieczne miejsce. A zatem myśl stwarza chaos; ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje. gdy chaos niknie. Miłości nie ma w regionach dostępnych dla myśli. Tak jak piękna, miłości nie odda pędzel artysty. Musimy porzucić cały swój wewnętrzny chaos.

„Świadomość jest obszarem, na którym działa myśl. Na tym obszarze odnajdujemy wszystkie motywy, intencje, pragnienia, przyjemności, lęki i strachy, natchnienia, tęsknoty, nadzieje, smutki i radości.

Zajmujemy się małym zakątkiem świadomości, który dla większości z nas stanowi całe nasze życie. Co do reszty, którą nazywamy podświadomością, ze wszystkimi jej motywami, lękami, cechami dziedzicznymi i rasowymi, nawet nie wiemy, jak się do niej dostać. Ale – zapytam was – czy w ogóle istnieje coś takiego jak podświadomość? Posługujemy się tym słowem bardzo swobodnie. Przyjęliśmy, że istnieje coś takiego, i wchłonęliśmy do swego języka wszystkie powiedzenia i cały żargon psychoanalityków i psychologów. Czy jednak istnieje podświadomość? I dlaczego nadajemy jej aż takie znaczenie? (Wydaje mi się, że podświadomość jest równie banalna i ograniczona jak umysł świadomy – równie ciasna, fanatyczna, uwarunkowana, pełna trwogi i tandetna).

Czy możliwe jest pełne widzenie całego pola świadomości, a nie tylko jego części, fragmentu? Jeżeli potrafimy być świadomi całego pola, to działamy wówczas z pełną uwagą, a nie tylko z częściową uwagą. Jest to o tyle istotne, że nie ma wówczas tarcia – widzicie całe pole świadomości. Tarcie powstaje tylko wtedy, gdy świadomość, która jest całością myśli, uczuć i działań, dzielona jest na poziomy.

Żyjemy fragmentami. Jesteś kim innym w biurze, kim innym w domu. Mówisz o demokracji, a w głębi serca jesteś autokratą. Mówisz o miłości bliźniego, a zabijasz go konkurencją. Każda nasza część działa i spostrzega niezależnie od drugiej. Czy jesteśmy świadomi tej fragmentaryczności w swym życiu? Czy jest możliwe, aby umysł, który w działaniu swym, w myśleniu, rozpadł się na części, był w stanie dostrzec całe pole świadomości? Czy jest możliwe, by spojrzeć na całość świadomości w sposób zupełny, całkowity? Dopiero osiągnięcie tego stanu oznaczałoby, że jest się w pełni istotą ludzką.

Próbując zrozumieć całą strukturę swego „ja”, swej jaźni, całą jej niezwykłą złożoność, postępować będziemy krok za krokiem, odkrywając warstwę za warstwą, badając każdą myśl, każde uczucie i każdy motyw. Uwikłamy się wtedy w analityczny proces, który może nam zająć tygodnie, miesiące i lata. Zaś gdy w procesie zrozumienia siebie wprowadzimy element czasu, będziemy musieli rozpatrzyć każdą formę zniekształcenia, gdyż jaźń jest złożoną istotą, poruszającą się, żyjącą, walczącą, pragnącą, odrzucającą i pozostającą bezustannie pod ciśnieniem i wszelkiego rodzaju wpływami. Odkryjemy wtedy sami dla siebie, że nie tędy droga; zrozumiemy, że jedyny sposób patrzenia na siebie to spojrzenie zupełne, bezpośrednie, bez uwzględniania czynnika czasu. Możemy siebie widzieć całkowicie tylko wtedy, gdy umysł nie jest podzielony na części. To, co ujrzymy wtedy, jest prawdą.

Czy potrafimy to zrobić? Większość z nas tego nie potrafi, ponieważ większość z nas nigdy nie podeszła do problemu tak poważnie. Nigdy nie przyglądamy się sobie naprawdę. Nigdy. Spychamy winę na innych, usprawiedliwiamy siebie lub boimy się spojrzeć na siebie. Kiedy jednak popatrzymy na siebie w sposób pełny, wtedy skupimy całą swą uwagę, całą swą istotę – oczy, uszy, nerwy; będziemy obserwować w zupełnym zapomnieniu o sobie. Nie będzie wówczas miejsca na strach ani na sprzeczności. Dlatego też nie będzie i miejsca na konflikt.

 W tekście użyłem myśli z publikacji internetowych J.Krishnamurti

ciąg dalszy „Drogi do Serca” nastąpi…. będzie szczęśliwy

 
Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 8 czerwca 2013, in Uncategorized and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: