Rak, marszałek Żukow i rzadzący

Rak, marszałek Żukow i rządzący

23 styczeń 2013 świt-  Studzieniczna

koło Augustowa

Samo sedno -” wschód słońca to cud, do którego się przyzwyczailiśmy”. Marcinie, nasze ludzkie życie jest cudem do którego się przyzwyczailiśmy. Kiedy podziwiasz świat, zawsze jestem przy Tobie. :))) ( komentarz Greenway)

Dzisiaj o wschodzie Słonća byłem na środku jeziora, Wschodziło za lesem – dostojnie grając w swoim teatrze z chmur. Stałem w śniegu po kostki. Temperatura około minus 20 st. Pusto.. Tylko ślady – chyba lisów. W lesie nie mają co jeść…? Cudowny moment – wschód Słońca. Ciepło na twarzy i radość w sercu. Jeszcze raz wzeszło… To cud.. do którego się przyzwyczailismy. A gdyby nie wzeszło? Strach? Pozdrawiam Serdecznie i buziak…

Gdy wróciłem do domu: napaliłem w piecu i popijając ciepłą zbożową i dobrze zaparzoną kawę czytałem opowieść o blaskach i cieniach bycia  odkrywcą 

Na rubieżach nauki

„Rak to fascynujące i przewrotne zjawisko. Zapożycza swą niepokojącą nteligencję od naszych funkcji życiowych, żeby je
opanować i w końcu wkorzystać przeciw nim samym. Przeprowadzone ostatnio badania ujawniły, jak przebiega ten proces. Niezależnie od tego, czy rak powoduje zapalenie, czy powstawanie nowych naczyń krwionośnych, naśladuje naszą zdolność do regeneracji, zmierzając do przeciwnego celu. Niszczy nasze zdrowie, osłabia witalność. Nie oznacza to jednak, że jest niezwyciężony. Przeciwnie ­ ma słabości, które nasz system odpornościowy potrafi wykorzystywać w naturalny sposób. Stojące na swoich posterunkach komórki układu odpornościowego ­ w tym nasze komórki NK ­ stanowią potężną chemiczną armię, która niestrudzenie niszczy raka w zarodku . Wszystkie fakty potwierdzają ten wniosek; wszystko, co wzmacnia cenne komórki systemu odpornościowego, wstrzymuje tym samym rozwój raka eliminując działanie tych komórek, walcząc z zapaleniami (przestrzegając diety, uprawiając ćwiczenia fizyczne i zachowując równowagę emocjonalną, hamując angiogenezę, hamujemy też ekspansję raka. Działając równolegle do konwencjonalnych metod medycznych, możemy wzmocnić naasze ciała. Cena, jaką trzeba za to zapłacić, to bardziej świadome, zrównoważone i ­ w ostatecznym rachunku ­ piękniejsze życie.”

Zajść od tyłu… i odciąć zaopatrzenie

„Walka z rakiem często skłania do stosowania wojskowych metafor. Według mnie szczególnie adekwatne jest porównanie jej z największą bitwą, jaką stoczono w Europie podczas drugiej wojny światowej. Jest sierpień 1942 roku. Na przedpolach Stalingradu, miasta położonego nad Wołgą, Hitler koncentruje najpotężniejsze siły zniszczenia w ludzkiej historii. Ponad milion doświadczonych żołnierzy, którym nie sprostał dotąd żaden wróg. Dywizje pancerne, dziesięć tysięcy armat, tysiąc dwieście samolotów. Opór stawia wyczerpana i źle wyposażona armia rosyjska, w której służy wielu nastolatków lub nawet uczennic. Większość z nich nigdy wcześniej nie widziała broni palnej, ale wszyscy bronią swego kraju, swoich domów i rodzin. Toczy się niesłychanie zaciekła walka, a rosyjscy żołnierze, wspomagani przez ludność cywilną, bronią się przez całą jesień. Walczą bohatersko, ale przeciwnik ma ogromną przewagę liczebną. Zwycięstwo nazistów wydaje się tylko kwestią czasu. W tym momencie marszałek Gieorgij Żuków całkowicie zmienia strategię. Zamiast ataku frontalnego, który nie rokuje szans na zwycięstwo, kieruje resztki swojej armii na niemieckie tyły, gdzie stacjonują oddziały odpowiedzialne za utrzymanie linii zaopatrzeniowych. To wojska rumuńskie i włoskie, znacznie mniej wojownicze, niezdyscyplinowane. Nie stawiają długo oporu. W ciągu kilku dni Żuków radykalnie zmienia sytuację na polu bitwy, choć jeszcze niedawno zwycięstwo Niemców wydawało się nieuchronne. Po przecięciu linii zaopatrzeniowych 6. armia generała Paulusa nie może dłużej walczyć i w końcu kapituluje. W lutym 1943 roku niemiecka ofensywa zostaje odparta. Stalingrad był punktem zwrotnym w przebiegu drugiej wojny światowej. Od tej bitwy rak nazizmu w Europie zaczął się cofać Żołnierze dobrze rozumieją znaczenie zaopatrzenia armii na froncie, natomiast uczeni zajmujący się rakiem bardzo długo uważali, że taki siosób myślenia o walce z nowotworami jest dziwaczny. Być może nie było przypadkiem, że na ten pomysł jako pierwszy wpadł właśnie chirurg wojskowy.”

Intelektualna przygoda – radość odkrywcy

„Pomysł chirurga marynarki wojennej .Doktor Judah Folkman w latach sześćdziesiątych służył w marynarce wojennej. Powierzono mu opracowanie metody przechowywania zapasów krwi potrzebnych do operacji podczas wielomiesięcznych rejsów pierwszych atomowych lotniskowców. W celu sprawdzenia swojego systemu konserwacji krwi Folkman przeprowadził eksperyment: chciał zbadać, czy ksrew zaspokaja potrzeby małego, żywego organu. Wyizolował tarczycę królika w szklanej komorze, tzn. in vitro, po czym nasączył ją zachowaną krwią. Przekonał się, że krew utrzymała tarczycę przy życiu. Nasuwało się pytanie, czy ten system będzie działał również w przypadku szybko mnożących się komórek, na przykład podczas procesu gojenia się rany? Żeby to sprawdzić, Folkman wstrzyknął w wyizolowany gruczoł tarczycy komórki raka, znany z szybkiego cyklu reprodukcji. Wtedy spotkała go niespodzianka. Komórki rakowe utworzyły wprawdzie guzy, ale żaden z nich nie przekroczył rozmiarów główki od szpilki. Początkowo sądził, że te komórki rakowe były martwe, ale gdy wstrzyknął je myszom, bardzo szybko zmieniły się w potężne, śmiertelne guzy. Na czym zatem polegała różnica między tarczycą królika in vitro i żywą myszą? Jedna różnica była dla Folkmana zupełnie oczywista: w przeciwieństwie do guzów w tarczycy umieszczonej w szklanej komorze przez guzy rosnące w organizmie myszy przenikały naczynia krwionośne. To spostrzeżenie prowadziło do hipotezy, że złośliwy nowotwór po prostu nie może się rozwinąć, jeśli nie zdoła wykorzystać ich naczyń krwionośnych. Ta hipoteza stała się dla Folkmana prawdziwą obsesją. W swojej chirurgicznej praktyce znalazł wiele potwierdzających ją dowodów. Wszystkie nowotworowe guzy. które operował, były obficie ukrwione przez delikatne i poskręcane naczynia krwionośne. Zupełnie jakby naczynia te powstawały zbyt pośpiesznie. Folkman szybko doszedł do wniosku, że żadna żywa komórka nie może długo przetrwać, jeśli nie ma kontaktu z maleńkimi, cienkimi jak ludzki włos naczyniami krwionośnymi – tak zwanymi naczyniami kapilarnymi. Kapilary dostarczają komórkom tlen i substancje odżywcze oraz odprowadzają odpady z procesów metabolicznych zachodzących w komórkach. Komórki rakowe również muszą importować pożywienie oraz eksportować odpady. Guz może przetrwać tylko wtedy, gdy przenikają go liczne naczynia kapilarne. Skoro guzy rosną bardzo szybko, to również nowe naczynia krwionośne muszą się szybko rozwijać. Folkman nazwał ten proces „angiogenezą” – od greckich słów angio – naczynie i genesis -narodziny. Naczynia krwionośne stanowią na ogół stabilną infrastrukturę. Komórki ich ścian nie rozmnażają się i, poza szczególnymi sytuacjami, nie tworzą nowych kapilar. Nowe naczynia krwionośne powstają wtedy, gdy konieczne jest zaleczenie rany lub po menstruacji. Ten mechanizm „normalnej” angiogenezy sam się ogranicza i pozostaje pod ścisłą kontrolą. Naturalne ograniczenia angiogenezy nie pozwalają na powstawanie delikatnych naczyń, które mogłyby zbyt łatwo pękać i krwawić. Komórki rakowe przejmują kontrolę nad procesem powstawania nowych naczyń, żeby go wykorzystać do wzrostu guza. Folkman argumentował, że można zapobiegać rozwojowi raka, uniemożliwiając mu przejmowanie naczyń krwionośnych. Guzy nie mogłyby osiągnąć wówczas większych rozmiarów niż główka szpilki. Atakując naczynia krwionośne komórek rakowych, zamiast samych komórek, powinniśmy „zasuszyć” guz, a może nawet spowodować jego regresję.”

W koleinach nauki – nie po drodze jest fachowcom

„Nikt ze środowiska uczonych nie chciał mieć nic wspólnego z tą „hydrauliczną” teorią wymyśloną przez chirurga. Judah Folkman był tylko fizycznym robolem, przyzwyczajonym do naprawiania ścieków, który prawdopodobnie nie miał zielonego pojęcia o biologii komórek rakowych. Był jednak również profesorem Szkoły Medycznej Uniwersytetu Haryarda i szefem oddziału chirurgii znanego Szpitala Dziecięcego. W 1971 roku redakcja „New England Journal of Medicine” zgodziła się na publikację artykułu o jego ekscentrycznej hipotezie. Później Folkman przytoczył rozmowę, jaką odbył z sąsiadem ze szpitalnego laboratorium, profesorem Johnem Enderem, laureatem Nagrody Nobla. Folkman zastanawiał się,, czy nie mówił za wiele o swoich koncepcjach i czy publikując ten artykuł, nie spowodował, że rywalizujące laboratoria skopiują jego program badawczy. „Jesteś całkowicie zabezpczony przed intelektualnym złodziejstwem ­ odpowiedział z uśmiechem Ender, pykając fajką. ­ Nikt ci nie uwierzy”. Rzeczywiście artykuł Folkmana nie wywołał żadnej reakcji. Co gorsza, koledzy zaczęli okazywać mu dezaprobatę. Gdy występował na konferencjach, hałaśliwie podnosili się z krzeseł i wychodzili z sali. Szeptali, że naciąga wyniki, tak aby pasowały do teorii. Nazywali go szarlatanem, co dia lekarza jest najgorszą obelgą. Twierdzili, że zmarnował wspaniałą ­ karierę chirurga i zszedł na złą drogę. Studenci, którzy są potrzebni, aby laboratorium mogło żyć i funkcjonować, zaczęli go unikać. Nie chcieli kompromitować się jakimikolwiek związkami z wariatem. Pod koniec lat siedemdziesiątych Folkman stracił nawet stanowisko kierownika oddziału chirurgii. Mimo tych oznak lekceważenia Folkman nie rezygnował. Dwadzieścia lat później wyjaśnił to w ten sposób: „Wiedziałem coś, czego nikt inny nie wiedział. W sali operacyjnej spędziłem całe życie. To nie chirurdzy mnie krytykowali, tylko uczeni zajmujący się badaniami podstawowymi, a wielu z nich widziało komórki rakowe tylko na płytce. Wiedziałem, że nie widzieli tego, co ja. Pomysł, że guz rozwija się w trzech wymiarach i potrzebuje naczyń krwionośnych ­ w oku, otrzewnej, tarczycy i wielu innych miejscach, cała koncepcja nowotworów in situ i uśpionych guzów ­ to wszystko widziałem na własne oczy. Dlatego powtarzałem: Moim zdaniem te koncepcje są słuszne, ale trzeba czasu, żeby ludzie to zrozumieli. Folkman wytrwale eksperymentował i formułował podstawowe idee nowej teorii raka:

1. Mikroguzy nie mogą zmienić się w groźne nowotwory bez utworzenia nowej sieci naczyń krwionośnych, które zapewniają im pożywienie.
2. W tym celu wytwarzają związek chemiczny, tak zwany „angiogenin”, który zmusza naczynia krwionośne do zbliżenia się do guza i wytworzenia nowych odgałęzień.
3. Nowe komórki rakowe, które rozprzestrzeniają się w całym ciele -przerzuty ­ są groźne tylko wówczas, gdy również spowodują powstanie nowych naczyń krwionośnych.
4. Duże, pierwotne guzy są źródłem przerzutów, ale ­ podobnie jak kolonialne imperium ­ dążą do tego, aby takie odległe kolonie nie stały się zbyt ważne. W tym celu produkują inną substancję, która hamuje rozwój nowych naczyń krwionośnych ­ „angiostatynę”. (wyjaśnia to dlaczego przerzuty po operacyjnym usunięciu głównego guza zaczynają czasem rosnąć).

Coraz więcej danych doświadczalnych potwierdzało teorię Folkmai ale dla większości uczonych wydawała się ona zbyt prosta. Przede wszystkim, jak to się często dzieje w środowisku naukowym, i traktowano jej poważnie, ponieważ nie był znany mechanizm, który pozwala guzom przejąć kontrolę nad naczyniami krwionośnymi. Konieczny był dowód, że rzeczywiście istnieją takie substancje jak „angiogen” i „angiostatyna”.

Judah Folkman nie załamał się z powodu krytyki. Nigdy nie stacił pewności, że jego koledzy uznają dowody, gdy już zobaczą dostatecznie dużo danych. Zapewne myślał o powiedzeniu Schopenhauera:

„Wielka prawda przechodzi przez trzy fazy: najpierw jest wyśmiewa, potem krytykowana, wreszcie uznawana za oczywistą.”

Folkman postano udowodnić istnienie czynników zdolnych do blokowania rozwoju nówych naczyń krwionośnych.
Jak jednak miał je znaleźć wśród tysięcy różnych białek produkowanych przez rozwój tkanki rakowej? Przypominało to szukanie igły w stogu siana. Po wielu latach i porażkach Judah Folkman był już bliski rezygnacji ale w końcu dopisało mu szczęście. Michael O’Reilly był młodym chirurgiem i naukowcem, który podjął pracę w laboratorium Folkmana. Zamierzał szukać angiostatyny w moczu myszy odpornych na przerzuty. Był równie wytrwały jak jego szef. Przez dwa lata filtrował setki litrów mysiej uryny. (Później narzekał, że okropnie śmierdzi). Wreszcie znalazł białko, hamujące rozwój naczyń krwionośnych w embrionach kurczaków (w których normalnie naczynia krwionośne powstają bardzo szybko). Nadeszła chwila prawdy. Teraz mogli wypróbować tę potencjalną angiostatynę na żywych zwierzętac

Chwila prawdy i oklaski…

Później Folkman zdołał wykazać, że angiostatyna powstrzymuje rozwój wielu odmian raka, między innymi trzech rodzajów ludzkiego raka wszczepianego myszom. Ku powszechnemu zaskoczeniu społeczności uczonych i lekarzy wstrzymanie powstawania nowych naczyń krwionośnych może nawet wywołać regresję raka. Podobnie jak naziści po ataku marszałka Żukowa na ich linie zaopatrzeniowe, guzy pozbawione zaopatrzenia zaczynały się kurczyć. Zredukowane
do mikroskopijnej wielkości, stawały się zupełnie niegroźne. Ponadto angiostatyna atakuje szybko rosnące naczynia krwionośne, ale w najmniejszej mierze nie wpływa na istniejące już naczynia. Nie atakuje również zdrowych komórek ciała, w przeciwieństwie do tradycyjnych metod leczenia, takich jak chemioterapia i radioterapia. Mówiąc językiem wojskowym, nie powoduje : ubocznych skutków laboratoryjnych, żeby sprawdzić, czy rozwój naczyń krwionośnych w żywym organizmie zostanie zablokowany. O’Reilly wszczepił w grzbiety dwudziestu myszy złośliwe nowotwory, które agresywnie przerzucają się do płuc i szybko rosną po usunięciu pierwotnego guza. Natychmiast po usunięciu tego guza zastrzyknął połowie myszy angiostatynę. Druga połowa stanowiła grupę kontrolną ­ O’Reilly pozwolił, żeby u tych myszy choroba rozwijała się bez przeszkód. Kilka dni później niektóre myszy miały już symptomy choroby nowotworowej.nadeszla chwila ostatecznego testu teorii.

Happy end

„Folkman wiedział, że jeśli wyniki będą pozytywne, nikt mu nie uwierzy, dlatego zaprosił do laboratorium wszystkich kolegów z piętra. W obecności świadków O’Reilly otworzył klatkę piersiową pierwszej myszy, która nie otrzymała zastrzyku angiostatyny. Płuca były czarne,z licznymi przerzutami. Następnie otworzył klatkę piersiową myszy,
która dostała angiostatynę. Płuca były zdrowe, różowe, bez żadnych oznak raka. 0’Reilly nie wierzył własnym oczom. Wszystkie myszy, którym nie wstrzyknął lekarstwa, zostały wręcz pożarte przez raka. Wszystkie, którym wstrzyknął angiostatynę, były całkowicie zdrowe. W 1994 roku, po dwudziestu latach ataków krytyków, wyniki jego zostały opublikowane w piśmie „Celi”. Z dnia na dzień angiogeneza stała się jednym z głównych celów w badaniach nowotworów i afektów ubocznych. Można je doskonale łączyć z konwencjonalną terapią. Są to:

1. Specyficzna dieta (niedawno odkryto wiele naturalnych rodzajów jedzenia, które hamują angiogenezę – jadalne grzyby, niektóre rodzaje zielonej herbaty, korzeni i ziół)
2. Wszystko, co przyczynia się do eliminacji stanów zapalnych, będących bezpośrednią przyczyną rozwoju nowych naczyń krwionośnych.”

Użyłem fragmenty z książek Davida Sevan-Schreibera  (lekarza i naukowca}

Zamyśliłem się i wróciłem myślami do komentarza Noemi: Oto on:

Bytem rządzi nieznane prawo, które spycha człowieka z bezdroża na tor lepszego, szlachetniejszego życia. Myśl refleksyjna zrodzona w samotności, w medytacji staje się dla niejednego punktem zwrotnym w życiu. …”
Wiecej: http://www.eioba.pl/a/44pf/medytujacy-umysl#ixzz2IlvqD3qx

Paralela

Zacząłem się uśmiechać czytajac słowa „nieznane prawo”. A gdyby temu ogólnemu prawu pomóc i wykorzystać (oczywiscie znany od dawna) „pomysł marszałka Żukowa” o odcięciu „zaopatrzenia”  tym rządzacym, którzy tak jak rak ciało, niszczą – korupcią, żądzami władzy, sławy i pieniadza, głupotą i egoizmem – nasza wspólnotę państwową.. Więc kto i jaki ma pomysł by odciąć im „drogi zaopatrzenia? Które drogi? Bojkotować wybory? Obniżyć znacząco wysokie, ponad miarę w stosunku do „szarego obywatela” uprawnienia i wynagrodzenia? A może –  Niepoprawnych odsyłać  na ławkę rezerwowych? W tym celu zmienić prawo? Wygląda na to, że po społu: i zgodnie jak nigdy w przeszłości  – zasiedziali bogacze komunistyczni i nowo-bogadzcy solidarnościowcy chcą na naszych oczach,  zrobić z naszego kraju,  obóz pracy dla zachodnich panów. Protestujmy!!! Nasze dzieci nam podziękują….

Ławka

 

 

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 8 Czerwiec 2013, in Uncategorized and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: