Rodząc się i umierając

 

Rodząc się /umierając

„W snach Denis musiał często uciekać przed wampirami. Symbolizowały śmierć, która go ścigała. Zawsze budził się, zanim go dopadły, lecz pewnego dnia sen skończył się inaczej. Wampiry go dogoniły, zatopiły kły i szpony w jego ciele. Denis krzyczał przez sen i obudził się. Do chwili rozmowy ze mną nie myślał o tym, co udało mu się zrozumieć: „Boję się nie tylko śmierci, ale także tego, że będzie bolesna”.

Jako młodzi lekarze mieliśmy świadomość, że niewiele wiemy o umieraniu. Nie wiedzieliśmy nawet, czy ono naprawdę boli. W akademii medycznej uważano, że nie warto się tym zajmować. Obaj czytaliśmy więc książki o tym, jak ciało i umysł przechodzą fazę przygotowania do śmierci. Z ulgą dowiedzieliśmy się, że sama śmierć nie jest bolesna. W ostatnich dniach umierający nie odczuwają już głodu ani pragnienia. Organizm stopniowo się odwadnia. Nie ma już wydzielin, moczu ani stolca, flegmy w płucach. Oznacza to mniejszy ból w brzuchu, mniejsze mdłości. Zanikają wymioty i kaszel. Całe ciało spowalnia. Umierającemu zasycha w ustach, lecz łatwo temu zaradzić, dając mu do ssania bryłkę lodu lub mokrą szmatkę. Ogarnia go wyczerpanie, spogląda na wszystko jakby z daleka, czuje się dobrze, czasem nawet odczuwa lekkie uniesienie.Nie ma ochoty rozmawiać. Wystarczy, że trzyma kogoś za rękę, spogląda przez okno na słońce, słucha śpiewu ptaków albo pięknej muzyki. W ostatnich godzinach życia często słyszy się inny oddech, zwany śmiertelnym charkotem. Później następuje kilka niepełnych oddechów (ostatnie tchnienie) i mimowolne skurcze ciała i twarzy, które są czymś w rodzaju oporu przed utratą siły życia. Nie zdradzają one cierpienia, lecz stanowią oznakę braku tlenu w tkankach. Potem mięśnie dają za wygrane i wszystko się kończy.

Denis obawiał się, że jego liczne guzy nie pozwolą mu skonać w spokoju. Pewnego razu jego nerwy się ściągnęły i ten ból był przerażający. Pocieszyło go, kiedy wspólnie z onkologiem sporządziliśmy szczegółowy plan. Denis chciał, by w razie konieczności podawano mu tyle środków, ile potrzeba do całkowitego złagodzenia bólu. Miał świadomość, że mogą go one doprowadzić do takiego spokoju, który powstrzyma oddychanie. Jednak niebezpieczeństwo, że nieco skróci sobie życie, traciło znaczenie wobec pewności, że nie będzie cierpiał.

Później Denisowi przyśnił się kolejny sen, który dokładnie mi opisał. „Był koniec świata. Znajdowałem się na zadaszonym stadionie. Byli tai moi szkolni koledzy, staliśmy pośród ogromnego tłumu. Wiedzieliśmy, że zostało nam zaledwie kilka godzin, może noc. Ludzie błąkali się, wrzeszczeli jak opętani. Niektórzy kochali się z kim popadło, inni popełnia samobójstwo albo zabijali się nawzajem.Ten strach był nie do wytrzymani; Obudziłem się z poczuciem, że za chwilę pęknie mi głowa. Ledwie mogłem oddychać. Nigdy w życiu się tak nie bałem. A jednak ten sen wszystko zmienił, bo scena, którą ujrzałem, była o wiele gorsza niż myśli o mojej śmierci. Tak, ja umrę, ale to nie będzie koniec świata!”.

Denis był ateistą do cna, toteż poczucie ulgi, które go wówczas ogarnęło, wprawiło go w zdumienie. Zawsze wyobrażał sobie, że wraz z końcem jego świadomości świat także zniknie. „Jakie to ma znaczenenie, że będzie istniał po mnie? Skąd ta ulga?”.

Wspólnie przeczytaliśmy pracę Yictora Frankla, wiedeńskiego psychiatry, studenta Freuda i Adlera, który trafił jako więzień do obozu w Auschwitz i Dachau. Po wyzwoleniu opracował nową formę psychoterapii, którą nazwał logoterapią (logos oznacza „sens”, „znaczenie”) Miała ona ograniczać lęk, pomagając ludziom znaleźć sens w życiu, nawet w chwili śmierci. Pamiętam urywek z tej książki, poświęcony kobiecie umierającej w baraku, która spogląda przez maleńkie okno na gałąź kołyszącą się na tle nieba. „Widzisz ten listek? – mówi do swojej towarzyszki. – Nic nie jest ważne, bo życie toczy się dalej”.Ujrzała mały liść, nawet nie żywego człowieka. Poczucie jedności, opisane przez Frankla, sięga bardzo daleko, obejmując nie tylko ludzkość, ale całą przyrodę. Wielu ludzi stojących w obliczu bliskiej śmierci odkrywa, podobnie jak Denis, uniwersalny wymiar istnienia, dający głęboką pociechę. Zdarza się to nawet tym, którzy nigdy nie patrzyli na świat w ten sposób.

Denis odkrył to, co nazwał później swoją duszą. Wybory, których dokonywał, każdy jego uczynek odcisnęły się na zawsze na losie świata za pośrednictwem nieskończonych reperkusji. Tak jak przysłowiowy motyl w teorii chaosu, który poruszając skrzydełkami w Chinach, wywołuje nuragan w Ameryce. Denis uświadomił sobie wagę każdej myśli, każdego wypowiedzianego słowa – zwłaszcza okazywania miłości innym ludziom, a nawet ziemi. W każdym uczynku dostrzegał ziarno wiecznego zboża. Poraz pierwszy miał wrażenie, że żyje tu i teraz. Czuł pieszczotę promieni słonecznych na skórze, dotyk wody, która chłodziła mu gardło. Tego samego słońca, które dało kiedyś życie dinozaurom, tej samej wody, która gasiła ich pragnienie. Ta woda była częścią ich komórek, zanim znów stała się chmurami, potem oceanami. „Skąd bierze się ta wdzięczność we mnie, w człowieku, który stoi nad grobem?”.

Opowiadał o dotyku wiatru na twarzy. „Wkrótce ja też będę wiatrem, wodą i słońcem. A przede wszystkim iskrą w oczach mężczyzny, którego matką się opiekowałem, albo kobiety, Ntórej dziecko ocaliłem. Widzisz, to jest moja dusza. To, czym siebie uczyniłem, co już żyje wszędzie i będzie żyć zawsze”

Kiedy poczuł się naprawdę słaby, położył się do łóżka w domu, gdzie zapewniono mu opiekę. Siostra i garstka przyjaciół odwiedzali go regularnie. Dbali o to, by Denisowi było wygodnie. Wygładzali pościel, myli go, przynosili do pokoju kwiaty i nastawiali muzykę, którą lubił. Wchodziłem tam niczym do sanktuarium. Uśmiech Denisa był jak Błogosławieństwo.
W ostatnich dniach życia lubił rozmawiać o tym, co się dzieje po śmierci.

Żaden z nas nie był wierzący. Jednak wielkie wrażenie wywarły na nas doświadczenia niektórych naszych pacjentów, którzy byli w stanie śmierci klinicznej i wrócili do życia. Nikt naprawdę nie wie, jak traktować tak zwane NDE (near death experience), czyli relacje ludzi, którzy oowrócili zza granicy śmierci. Dowiedzieliśmy się, że ich najważniejsze cechy charakterystyczne występują na starożytnych malowidłach i średniowiecznych freskach. Okazało się również, że występuje zdumiewające podobieństwo w opisach NDE, niezależne od różnic kulturowych, religijnych i historycznych. Badania kliniczne, a także sławny artykuł w czasopiśmie „Lancet” wskazują, że są one bardzo częste (doświadcza ich niemal co piąta osoba, której serce przestało bić na jakiś czas i która była reanimowana za pomocą zabiegów medycznych). W Tybetańskiej księdze życia i umierania lamy Sogyala Rinpocze znaleźliśmy coś w rodzaju podręcznika przygotowującego człowieka na śmierć. Autor opisuje zapraszające białe światło i po prostu radzi, żeby się ku niemu zwrócić. Później wszystko dzieje się samo.

Te opisy przyniosły Denisowi pociechę. Zachował dystans do hipotetycznego „potem”, nie stał się wierzący. Nie patrzył już jednak na śmierć wyłącznie jako na potwierdzenie wielkiej nicości, o której rozprawiają nihiliści. Dla niego stała się ona tajemnicą, czymś bardziej otwartym, rodzajem powrotu do zagadki tego, czym był, zanim stał się embrionem w matczynym łonie.

Kiedy nadeszły ostatnie dni, Denis prawie przestał mówić. Zmarł późnym wieczorem. Jeden z moich przyjaciół masował mu akurat stopy. Nazajutrz rano znalazłem na biurku kartkę od mojego asystenta z informacją Denis M., CTB (ceased to breathe). W szpitalnym żargonie oznacza to „zaprzestał oddychać”. A mnie przyszło do głowy, że być może dopiero zaczął.”

Fragment książki Antyrak – David Servan-Schreiber

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 8 czerwca 2013, in Uncategorized and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: