Zagrożenie i przemiana

Zagrożenie i przemiana

 

Nigdy dotychczas nie było tak łatwo rozstawać się ze współmałżonkiem który okazał się nie całkiem odpowiedni…

Po przeczytaniu artykułu ewfor http://www.eioba.pl/a/43xc/niewolnice-milosci-zwiazku-czy-siebie naszły mnie takie refleksje:

„…Dopóki nie otrzemy się o śmierć, życie wydaje się nie mieć granie – właśnie tak wolimy o nim myśleć. Wydaje się, że zawsze będziemy mieć czas na szukanie szczęścia. Najpierw muszę skończyć studia, spłacić raty, wychować dzieci, przejść na emeryturę… O szczęściu pomyślę później. Gdy odkładamy na jutro poszukiwania rzeczy najważniejszych, możemy się przekonać, że życie przeciekło nam przez palce, nim poczuliśmy jego smak…”

————–

Po omacku, wieczorowa porą, w śnieżycy, w śniegu po kolana, wspinałem się stromo pod górę. Gdy poczułem, że zdobyłem szczyt góry i schodzę już w dół, tafla śniegu po której szedłem zaczęła się obsuwać. Po chwili śnieg przykrył mnie całego. Spadając rozpaczliwie wymachiwałem rękoma we wszystkie strony szukając powierzchni. Mokry śnieg zastygł dookoła mnie w bezruchu. Gdy cofnąłem wysunięta rękę poczułem dopływ świeżego powietrza. Mogłem oddychać ale nie mogłem się ruszyć. Znalazłem się w śnieżnej pułapce. Wtedy wewnętrzny głos zapytał:

Czy odkryłeś, kto umiera, kiedy się umiera?

Słowami mogłem udzielić wszelkich słusznych odpowiedzi, ponieważ ostatnio bardzo wiele czytałem i rozmyślałem na ten temat. Interesowały mnie ćwiczenia podpowiadane przez różne tradycje, żeby przygotować się do „umierania żyjąc”. Ale szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy to wszystko zmieniło coś we mnie. Dla mnie było jasne, że przy narodzinach zaczyna się żyć, ale też i umierać. Życie i śmierć są przejawami tego samego istnienia. Intelektualnie rozumiałem, że wraz ze śmiercią umiera też wszystko, z czym się identyfikujemy: ciało, myśli, nasze związki międzyludzkie, doświadczenie i owo „Ja”, któremu przypisujemy tak wielkie znaczenie. Dlatego każdego dnia, by nie przywiązywać się zbytnio do tego, czym nie jesteśmy, należy sobie powtarzać:

Ja tym nie jestem. Ja jestem świadomością, Ale czy to wszystko wystarczało, żeby uwolnić mnie od strachu przed śmiercią?

A czy ty nigdy nie odczuwasz tego strachu? – zapytałem

Jestem raczej ciekaw śmierci. – odpowiedział wewnętrzny głos. Powiedział też, że mam rację: nie chodzi o to, żeby zrozumieć ją głową. Jedynym sposobem poznania jej naprawdę było umrzeć. Wszystko, co się rodzi, umiera, wszystko, co umiera, się odradza. Pozostaje tylko Dusza, czysta świadomość, która nigdy się nie narodziła i jest poza czasem. Jak ziarno Człowiek dojrzewa, jak ziarno on na powrót się rodzi.

Widzisz? – dodał – Śmierć nie jest negatywna. Może być Wielką Nauczycielką. W istocie, dzięki niej zadajemy sobie wielkie pytania na temat życia. A jeśli dobrze się zastanowisz: to właśnie ona nas tu na Ziemie przywiodła.

Miał rację. Zacząłem się modlić. Odnajdą mnie na wiosnę!! Pomyślałem o rozpaczy rodziców po stracie syna. Zacząłem walczyć o życie; już nie dla siebie, dla nich. Nagle tafla śniegu zaczęła spadać po stoku. Znalazłem się na powierzchni ..

——————-

„…Nastąpiła we mnie zmiana, jak sądzę, nieodwracalna. Zagadnienia prestiżu, sukcesu naukowego, status finansowy – to wszystko stało się dla mnie nieistotne. W ciągu pierwszych godzin po uświadomieniu sobie, że mogłem zginąć, ani przez chwilę nie myślałem o rachunku bankowym czy o przeznaczeniu wolnego świata. Ani razu nie kłóciłem się z żoną. Przedtem często zwracałem jej uwagę, że wyciska pastę do zębów od góry tubki, zamiast od dołu, nie dba dostatecznie o zaspokojenie mojego wybrednego apetytu, zaprasza gości, nie konsultując się ze mną, za dużo wydaje na ubrania… Teraz albo nie zwracam uwagi na takie sprawy, albo wydają mi się nieważne.
Zamiast tego zacząłem doceniać rzeczy, które kiedyś wydawały mi się oczywiste — spotkanie z przyjacielem, podrapanie kota za uchem i słuchanie jego mruczenia, towarzystwo żony, czytanie książki lub gazet przy nocnej lampce, wypad do kuchni po szklankę soku pomarańczowego z lodówki lub kawałek ciasta. Po raz pierwszy pomyślałem, że dopiero teraz czuję smak życia, w końcu uświadomiłem sobie, że nie jestem nieśmiertelny. Czuje wstrząs na myśl o tych wszystkich okazjach, które sam zmarnowałem z powodu fałszywej dumy sztucznych wartości i wydumanych uraz.

Perspektywa bliskiej śmierci może zatem doprowadzić do swoistego wyzwolenia. W jej cieniu życie nagle nabiera intensywności, wibracji i smaku, jakich nie znaliśmy nigdy wcześniej. Oczywiście, gdy nadchodzi kres, czujemy rozpacz z powodu konieczności odejścia, tak jakbyśmy żegnali się z kimś kochanym, wiedząc, że nigdy już go nie zobaczymy. Większość z nas lęka się tego smutku. Czy jednak nie byłoby czymś jeszcze gorszym odejść, nie znając pełnej radości życia? Czy nie byłoby gorzej, gdybyśmy w chwili rozstania nie mieli powodu do smutku?…”

 

Zagrożenie,

„Pamiętam jedno z tych ulotnych zdarzeń, które sprawiają, że odczuwamy kruchość życia i doceniamy cud, jakim jest związek z innymi śmiertelnikami. To nie było nic ważnego – krótkie spotkanie na parkingu na dzień przed moją pierwszą operacją. Dla zewnętrznego obserwatora mogłoby się wydać banalne, ale dla mnie miało ono szczególne znaczenie.
Anna i ja przyjechaliśmy do Nowego Jorku. Zaparkowałem przed szpitalem. Stałem na parkingu, wdychając świeże powietrze. Zostało mi kilka minut wolności przed przyjęciem do szpitala, badaniami i salą operacyjną. Zauważyłem starszą kobietę, która niewątpliwie wracała do domu po hospitalizacji. Była sama, niosła torbę; poruszała się o kulach, bez pomocy nie będzie mogła wsiąść do samochodu. Spojrzałem na nią: byłem zdziwiony, że pozwolili jej wyjść w takim stanie. Ona też mnie zauważyła. Wyraz jej twarzy mówił, że niczego się po mnie nie spodzieała. Niczego. Byliśmy przecież w Nowym Jorku, gdzie każdy musi sobie radzić sam. Poczułem, że ciągnie mnie do niej coś, co wynikało z naszej wspólnoty – oboje byliśmy pacjentami. To nie było współczucie, ale głębokie poczucie braterstwa. Czułem, że jestem jej bliski, że jestem zrobiony z tej samej materii, co ta osoba, która potrzebowała pomocy, choć o nic nie prosiła. Włożyłem jej torbę do bagażnika, wyjechałem jej samochodem z miejsca parkingowego, pomogłem usiąść za kierownicą. Z uśmiechem zatrzasnąłem drzwi. Przez kilka minut nie była sama. Byłem szczęśliwy, że mogę udzielić tej skromnej pomocy. W rzeczywistości to ona pomogła mnie, ponieważ potrzebowała mnie właśnie w tej chwili. Dzięki temu miałem szansę poczuć, że oboje należymy do ludzkości. Nawzajem się obdarowaliśmy. Wciąż widzę jej oczy, w których obudziłem coś w rodzaju zaufania do innych, poczucie, że życiu można ufać, skoro w odpowiedniej chwili na jej drodze pojawił się ktoś, kto gotów był pomóc. Prawie nie odzywaliśmy się do siebie, ale jestem pewien, że ona również czuła, jak cenne było to spotkanie. Poczułem ciepło w sercu. My, bezbronni, zagrożeni ludzie, możemy sobie pomagać i wspierać się uśmiechem. Udałem się na operację z wszechogarniającym uczuciem spokoju…”

Przemiana,

„…Po operacji wróciłem do pracy naukowej i szpitalnej. Odkryłem, że wbrew temu, co wcześniej sądziłem, to właśnie praca kliniczna interesowała mnie najbardziej. Zupełnie tak, jakbym sam odczuwał ulgę, ilekroć udawało mi się pomóc pacjentowi cierpiącemu na bezsenność lub którego chroniczne bóle głowy skłaniały do myśli o samobójstwie. Było tak, jakbym wreszcie się z nimi zjednoczył. Z tego punktu widzenia praca lekarza nie wydawała mi się już obowiązkiem, lecz wspaniałym przywilejem. Poczułem, że w swoim życiu osiągnąłem stan łaski…”

„..”W Ziemi, planecie ludzi” Saint-Exupery opowiada, jak samolot pilotowany przez Henri Guillaumeta zagubił się gdzieś wśród łańcuchów Andów. Przez trzy dni pilot szedł na piechotę prosto przed siebie w lodowatym zimnie. Aż upadł wymęczony twarzą w śnieg. W tej krótkiej chwili wytchnienia zrozumiał, że jeśli nie podniesie się natychmiast, to nie podniesie się już nigdy. Ale wyczerpany do granic możliwości, nie miał już na to siły. Wolał spokojną, bezbolesną śmierć. W myślach pożegnał się już z żoną i dziećmi, po raz ostatni serce przepełniła mu miłość do nich. Nagle naszła go niespodziewana myśl: jeśli jego ciało nie zostanie odnalezione, żona będzie musiała czekać aż cztery lata na wypłacenie pieniędzy z ubezpieczenia. Kiedy otworzył oczy, ujrzał sto metrów przed sobą wystającą ze śniegu skałę.
Gdyby zdołał się do niej dowlec, stałby się bardziej widoczny dla ekip poszukiwawczych. Uczucie do najbliższych kazało mu podnieść się i iść dalej. I co więcej, już wcale się nie zatrzymał. pokonał dalsze sto kilometrów przez śniegi, aż dotarł do jakiejś wsi. Potem powiedział: 
„Tego, czego dokonałem, nie dokonało żadne zwierzę na świecie”. 
Kiedy wola przeżycia okazała niewystarczającą motywacją, miłość i poczucie odpowiedzialne za innych dodały mu sił do dalszej walki o życie…”

„…W obecnych czasach jesteśmy świadkami ogólnoświatowej tendencji do indywidualizmu „psychicznego” czy „rozwoju osobowości”. Uznanymi wartościami są autonomia, niezależność, wolność, wyrażanie własnego „ja”. Wartości te stały się w tak stopniu nadrzędne, że nawet agencje reklamowe wykorzystują je aby namówić nas do zakupu tej samej rzeczy, którą ma nasz sąsiad, jednocześnie wmawiając nam, że uczyni to z nas kogoś wyjątkowego i niepowtarzalnego. „Bądź sobą” – nawołują reklamy ubrań i perfum. „Uzewnętrzniaj własne ja” – sugeruje reklama marki kawy. „Myśl inaczej” – poleca ogłoszenie producenta komputerów. 
Lecz im bardziej posuwamy się na tej drodze, tym wyraźniej zdajemy sobie sprawę, że musimy również zapłacić za tę niezależność. A ceną, którą płacimy, jest osamotnienie, cierpienie i utrata sensu istnienia. Nigdy dotychczas nie było tak łatwo rozstawać się ze współmałżonkiem który okazał się nie całkiem odpowiedni…”

Uzyłem fragmenty z książek „Antyrak” i „Zdrowiej” – autor David Serwan-Schreiber oraz „Nic nie zdarza sie przypadkiem” Tizjano Terzani

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 8 czerwca 2013, in Uncategorized and tagged , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. robi Pan niezwykłe zdjęcia! pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: