Monthly Archives: Lipiec 2013

Zbierzcie to, co posialiście

„Tak już jesteśmy ukształtowani, że nie możemy świadomie czynić złego innym, bez zranienia siebie samych. Jeśli pragniemy dobra dla siebie, musimy być dobrzy dla innych.”

 

„Czyż nie dziwne, że ludzie wiedząc z absolutną pewnością, iż zbiorą to, co posiali lub zasadzili, iż zasiew żyta nie może żadną miarą wydać pszenicy — ludzie ci nie chcą uwzględnić tej oczywistej prawdy, gdy chodzi o siew duchowy? Na jakiej zasadzie możemy spodziewać się zbiorów szczęścia i radości, gdy przez całe lata sialiśmy coś wręcz przeciwnego? Jak możemy się spodziewać żniw zdrowia, gdy siew myślowy obejmował tylko chorobę? Za obłąkanego uważalibyśmy gospodarza, który obsiawszy pole ostem, oczekiwałby zbiorów pszenicy. My jednak siejemy myśli pełne strachu, smutku, zgnębienia, wątpliwości i dziwimy się, że one nie wydają szczęścia. Nasze żniwo myślowe zależne jest jednak od tych samych praw, co siew na roli. Tylko ze zboża może wyrosnąć zboże. Celem człowieka jest właśnie żniwo, a bujność lub lichość, piękno lub marność zbioru, świadczy o charakterze siewu. Siejąc myśli pełne strachu, nie można się spodziewać, że zbierze powodzenie, podobnie jak gospodarz nie może oczekiwać zbiorów pszenicy, zasiawszy oset. Jeśli siew zawierał harmonię, zdrowie, czystość, myśli o szczęściu i powodzeniu, żniwo odpowie tym zasiewom; lecz jeśli zasiał myśli rozstrajające, zbierać musi dysharmonię.
Harmonia jest potęgą, siłą twórczą; rozstrój — słabością. Myśli pesymistyczne są ostem, zachwaszczającym i niszczącym zboże.

Nasze wielkie zagadnienia życiowe zostałyby w znacznej mierze uproszczone, gdybyśmy sobie uświadomili, że prawa duchowe podlegają regułom równie ścisłym jak prawa fizyczne. Każda myśl zrodzona w mózgu jest siewem, z którego wzejdzie plon — róża lub oset, chwast lub pszenica. Życie nasze jest żniwem naszego duchowego siewu. Kto sieje wiatr, zbierze burzę. Jeśli nasz siew zawiera myśli pełne bogactwa, pełni, nadmiaru, żniwo będzie odpowiednie; natomiast z myśli wyjałowionej, skąpej, nikłej, może wyrosnąć jedynie plon ubogi. Innymi słowy: Plon życia zależny jest od siewu myśli. Widząc twarz samolubną, odtrącającą, wiemy, że jest ona plonem wydanym przez siew samolubny, marny; natomiast twarz pełna spokoju, uduchowienia, świadczy o siewie harmonii i pogody. Jeśli w ogóle istnieje jakieś uniwersalne prawo, dające się wszędzie zastosować, to jest nim zasada powinowactwa; siły równoimienne nawzajem się przyciągają, gdyby ktoś chwycił za nóż i zadawał sobie rany, uważano by go za wariata; a jednak my ciągle kaleczy swą duszę jak ostryrni narzedziami myśli, jak: nienąwiść, zemsta, gniew, zazdrość; a jednak uważamy się za całkiem normalnych.

Każda myśl jest ziarnem, z którego wyrasta odpowiednia roślina duchowa. Jeśli siew Ducha jest zatruty, owoc będzie również mieścił w sobie jad, który zatruje życie i zniszczy szczęście oraz energię Ducha.
Poddając się swej żądzy, zbierzesz odpowiedni plon. Człowiek opierający swe istnienie na samolubstwie, który zawsze bierze, a nigdy nie daje, nie powinien się użalać, że jego plonem będą osty i inne chwasty. Życie jest sprawiedliwe — oddaje zawsze równą miarką. Wielu ludzi nie chce jednak płacić pełnej ceny; otrzymują więc tylko to, za co zapłacili, gdyż natura prowadzi bardzo ścisłe rachunki. Daje wszystko, za co zapłaciliśmy — nic ponadto.

 

Przyszły człowiek doskonale zaznajomi się z niewzruszoną prawdą, że pragnąc zbierać szczęście, nie może siać nasion klęski, ubóstwa i zniechęcenia. Jeśli zechce osiągnąć charakter pełen piękna, szlachetności i słodyczy, będzie siać miłość, dobroć, współczucie, wiedząc dobrze, że siew goryczy, zawiści i gniewu, musi wydać ohydny plon — zbiór chwastów.
Człowiek przyszłości będzie się trzymał ścisłych praw. Będzie wiedział, że jedna tylko droga wiedzie do wytworzenia harmonii, zdrowia, siły, a jest nią odpowiedni siew. Będzie przekonany, że podobnie jak gospodarz siejąc pszenicę, tylko pszenicę może zbierać, tak on z siewu myśli pięknych zbierze dodatni plon — i odwrotnie.

Ciało jest jedynie odbiciem Ducha; niczym innym być nie może. Nie sposób też, by człowiek żywiący jedynie myśli dobra i miłości, nie upodobnił się do nich fizycznie — nie doprowadził swego ciała do harmonii z Duchem. Jest to tylko kwestia czasu, lecz musi nastąpić nieodwołalnie. Niewzruszona zasada, wykluczająca wszelką dowolność i przypadek.

Złodziej okradający kogoś, większą szkodę wyrządza sobie, niż temu, kogo okrada. Okradzionemu czyni przykrość, lecz sobie zadaje śmiertelną ranę. Tak już jesteśmy ukształtowani, że nie możemy świadomie czynić złego innym, bez zranienia siebie samych. Jeśli pragniemy dobra dla siebie, musimy być dobrzy dla innych. Nie sposób zadać ciosu sąsiadowi, a samemu wyjść cało.

Na tym polega nowość nauki Chrystusa. Przed jego wystąpieniem istniała zasada: „Ząb za ząb, oko za oko” — zło za zło, cios za cios. On jednak nauczał, by nie odpłacać policzkiem za policzek. „Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. A ja wam powiadam, żebyście się nie sprzeciwiali złu; ale jeśli ktoś cię uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i lewy”. „Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół swoich, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, módlcie się za prześladowców i oprawców”.

Człowiek przyszłości zrozumie, że słowa te są tak samo ścisłe jak prawa chemii lub matematyki. Zrozumie, że pragnienie odwetu za doznane krzywdy, poddawanie się myślom nienawiści i zemsty, osłabi tylko jego własną energię i siłę.

Dziecko przykłada rękę do płomienia, dopóki doświadczenie nie nauczy go ostrożności. Zamęczywszy się myślami, które szarpały i raniły naszego Ducha, nauczeni długim doświadczeniem, powinniśmy sobie nareszcie uświadomić, że „załatwianie rachunków” z innymi, jest zabawką zbyt kosztowną, za którą musimy płacić — zdeprawowaniem swej własnej istoty.

Wolno nam się skarżyć na nasze obecne położenie; niemniej musimy pamiętać, że zbieramy po prostu to, co posialiśmy. Chcąc doczekać się jutro innego plonu, musimy przede wszystkim inaczej obsiać swą duchową glebę. Każde nasze uczucie, każda myśl, powstająca w naszym umyśle, jest ziarnem rzuconym w ziemię, które musi wydać odpowiedni owoc. Wielu ludzi uskarża się, że zbierają tyle chwastów i cierni, a jednak przeanalizowawszy dokładnie swoje życie, przekonaliby się, że siew ich zawierał również ziarna samolubstwa i nienawiści. Gdyby siali ziarna dobroci, miłości, harmonii, inne były by też ich żniwa.
Przyjdzie czas, gdy człowiek inteligentny będzie tak daleki od żywienia do bliźnich uczuć nienawiści lub zemsty, jak daleki jest od włożenia np. ręki do ognia.

Człowiek przyszłości nie będzie sobie zadawał ran występnymi myślami. Nie będzie się szarpał zazdrością i nienawiścią, strachem i wątpieniem, gdyż podobnie jak dziecko nauczone przykładem, z dala trzyma się od ognia, tak on unikać będzie cierpień spowodowanych złymi myślami.”

Fragment z „Siła Ducha i Spokój Życia” – Orison S.Marden

„Myśl jest innym losu mianem — wybierz więc swe przeznaczenie; z miłości miłość — z gniewu gniew się rodzi.”
Ella Wheeler Wilcom

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4cam/zbierzcie-to-co-posialiscie#ixzz2aLP5qfDC

Reklamy

Miej tylko radosnych Przyjaciół

Najlepszy naturalny środek przeciwbólowy

Ludzki organizm potrafi wytwarzać bardzo skuteczne substancje o właściwościach przeciwbólowych – endorfiny. Są to naturalne opiaty, czyli substancje zbliżone do opium, wytwarzane przez mózg i wywołujące efekt podobny do działania morfiny. Co więcej, istnieje naturalny i prosty sposób zwiększania poziomu endorfin, a tym samym uśmierzania bólu: wystarczy śmiech, a jeszcze lepiej – śmiech w grupie.

Śmiech to aktywność fizyczna

Wydaje nam się, że śmiech jest rodzajem emocji, która występuje głównie w mózgu i widoczna jest na twarzy, a zaczyna się od uśmiechu na ustach. Tymczasem w rzeczywistości śmiech zaczyna się od silnego skurczu przepony, dużego mięśnia zlokalizowanego pomiędzy jamą brzuszną a klatką piersiową. W wyniku tego skurczu dochodzi do ściśnięcia płuc, które wywołuje gwałtowny wyrzut powietrza.
Uchodzące z płuc powietrze powoduje niekontrolowane drgania strun głosowych. W ten sposób wydobywa się z nas tak nam dobrze znane „Ha!”, po którym natychmiast następuje kaskada innych „ha, ha, ha”, „ho, ho, ho, ho” i „hi, hi, hi”, ponieważ skurcze przepony występują seriami. Przy przedłużającym się śmiechu z płuc uchodzi całe powietrze, a Ty zginasz się w pół lub w skrajnym przypadku tarzasz się po podłodze i zwijasz ze śmiechu. Niepohamowany śmiech powoduje utratę kontroli nad mięśniami. Pod wpływem ucisku mięśnie brzucha zaczynają nas boleć, jak przy wyczerpującej serii ćwiczeń. Można też zauważyć, że człowiek ogarnięty szaleńczym śmiechem zaczyna się pocić. Jego żyły oraz mięśnie szyi i twarzy pęcznieją i kurczą się jak przy silnym bólu. Zamieszanie dodatkowo potęguje fakt, że z oczu pękającej ze śmiechu osoby tryskają fontanny łez. W końcu rozbawienie otoczenia może ustąpić miejsca zaniepokojeniu otoczenia: „Właściwie to ty się śmiejesz, czy płaczesz?”

I jest to pytanie zasadne, ponieważ na tym etapie już bardzo mało brakuje do popsucia zabawy, gdy parcie na pęcherz lub – co gorsza – na jelita, wymknie się spod kontroli…Tak czy inaczej, po solidnej dawce śmiechu nie jesteś już tą samą osobą. To dlatego, że ból i napięcie mięśni wywołane śmiechem, podobnie jak ogromny wysiłek u żołnierzy lub sportowców, powodują wzmożoną produkcję endorfin.

Daje to następujące efekty:

1. Czujesz się szczęśliwszy
Endorfiny poprawiają Twój nastrój. Zauważ, że to sam śmiech wywołuje u nas szczęście, a niekoniecznie sytuacja, która go sprowokowała.
2. Zmniejsza się ból
Jeśli przed wybuchem śmiechu odczuwałeś ból, z pewnością zauważysz, że uległ on złagodzeniu. Zjawisko to zaobserwowali w warunkach laboratoryjnych naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, którzy właśnie opublikowali swoje badanie w periodyku medycznym Proceedings of the Royal Society B1.
3. Odprężasz się
Podobnie jak opium, endorfiny wywołują uczucie wewnętrznego spokoju i odprężenia. To dlatego śmiech uśmierza ból i wprawia Cię w błogi nastrój.
Śmiech grupowy jest skuteczniejszy
Czy trzeba było badań szacownych naukowców z Oksfordu, by dowieść rzeczy tak oczywistej?
Osobiście powiedziałbym, że nie, chociaż, czytając te wyniki, i ja dowiedziałem się czegoś ciekawego.
Czy zauważyłeś kiedyś, jakie szczęście, a nawet egzaltację, wywołuje wspólna praca fizyczna?

Kopanie okopu, przenoszenie kamieni, ścinanie drzewa, ciągnięcie liny: o ile praca umysłowa w zespole jest frustrująca (i zawsze kończy się tym, że jedna osoba odwala robotę za resztę), o tyle wspólna praca fizyczna daje satysfakcję i w niewyjaśniony sposób wytwarza więź pomiędzy członkami grupy.
Na tej samej zasadzie wspólne uprawianie sportu dużo łatwiej wywołuje poczucie radości i entuzjazmu niż kiedy trenujemy w samotności. Będąc w parku, przyjrzyj się osobom wspólnie uprawiającym jogging. Wyglądają na szczęśliwe, prowadzą – jak się wydaje – ciekawą rozmowę, podczas gdy samotny biegacz ma na twarzy wymalowaną melancholię (lub wręcz cierpienie). Można to wyjaśnić tym, że przebywając w grupie, łatwiej wytwarzamy endorfiny.

Zjawisko to było przedmiotem badań doktora Dunbara z Uniwersytetu Oksfordzkiego. W 2009 r., przeprowadzając eksperyment na oksfordzkiej osadzie wioślarskiej, zaobserwował, że sportowcy wiosłujący w grupie słabiej odczuwają ból niż wtedy, gdy taki sam wysiłek podejmują w pojedynkę.
Wiosłując wspólnie, osiągali znacznie wyższy poziom endorfin2!
Ten efekt jest jeszcze potężniejszy w przypadku śmiechu, który – jak wiemy – jest wielce „zaraźliwy”. Mamy znacznie większe szanse, by zaśmiewać się do łez przy komediach, gdy oglądamy je w towarzystwie. Niestety, mechanizm opisany powyżej nie działa, jeśli śmiech jest wymuszony. „Nieszczery śmiech nie wywołuje serii powtarzających się, niekontrolowanych wydechów, niezbędnych do uruchomienia produkcji endorfin”, wyjaśnia doktor Dunbar.
W ramach ćwiczeń praktycznych proponuję kilka klasycznych żartów zapożyczonych od Michela Dogny3.

Nowa choroba: TOSTA
Jeśli…
– po jednej kawie nie możesz zasnąć,
– po jednym piwie zaraz pędzisz do toalety,
– wszystko wydaje Ci się za drogie,
– byle głupstwo doprowadza Cię do furii,
– niewielkie łakomstwo oznacza natychmiastowy przyrost wagi,
– zaczęła się dla Ciebie era metalu (srebrne włosy, złote zęby, tytanowy rozrusznik),
– od mięsa boli Cię brzuch, a pieprz stał się zbyt ostry,
– od soli skacze Ci ciśnienie,
– w restauracji prosisz o stolik z dala od muzyki i ludzi,
– od wiązania butów łamie Cię w krzyżu,
– zasypiasz przed telewizorem,
– masz kilka par okularów (do bliży, do dali, przeciwsłoneczne…),
– wszyscy zwracają się do Ciebie per „Pan” (lub per „Pani”),
– odczuwasz bóle niewyjaśnionego pochodzenia,
– płaczesz bez powodu…

jeśli więc masz te wszystkie objawy… UWAGA! Wiem, co Ci dolega! TOSTA!
Nie ma wątpliwości, TO-STA-rość!

Problem z wiekiem
– Panie doktorze, kiedy uprawiam seks słyszę pogwizdywania…
– A czego się Pan spodziewał w Pana wieku?! Oklasków???

Dziura w pamięci
Gdy byłem mały, Bóg dał mi wybór pomiędzy doskonałą pamięcią a gigantycznym członkiem. Tylko nie pamiętam, co wybrałem!!!

Życzę zdrowia!
Jean-Marc Dupuis

Źródła:

1. Proc. R. Soc. B 22 March 2012 vol. 279 no. 1731 1161-1167

2. Biol. Lett. 23 February 2010 vol. 6 no. 1 106-108

3. Extrait de : Rigolothérapie, dans le Journal de Michel Dogna

 

Nadejdzie czas gdy każdy inteligentny człowiek będzie zaznajomiony z „chemią duchową” by umieć dla każdej formy zatrucia duchowego znaleźć odpowiedni środek neutralizujący. Zrozumiemy, że równie łatwo jest przeciwdziałać myślom przykrym, dręczącym za pomocą myśli przeciwnych – jak chłodzić wrzącą wodę przez dodanie do niej zimnej. Czując, że umysł nasz unosi się gniewem powinniśmy zwrócić go do miłości i harmonii a płomień gniewu natychmiast zostanie unicestwiony.
Innymi słowy jest rzeczą zupełnie możliwą, a nawet niezbyt trudną, zbadać dokładnie istotę naszych myśli. Posiąść nad nimi władzę a następnie regulować stan naszego usposobienia i zachować równowagę spokój i pogodę nawet wśród najtrudniejszych okoliczności. Żaden fizyczny wysiłek, żadna namiętność czy przykrość – nie potrafią wytrącić z równowagi człowieka przyszłości – nie potrafią zakłócić jego dostojnego spokoju.

 

 

 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4ca2/miej-tylko-radosnych-przyjaciol#ixzz2aK1asynl

Pożądanie przyrody.

Pożądanie przyrody.

 

 Fotki w lesie i nad jeziorem robiłem pewnego lipcowego dnia . Zimne powietrze nadciągnęło nocą nad okolice jeziora Studzieniczne. O świcie w puszczy i na jeziorze pojawiła się mgła.  Na wspólne Foto – Safari zapraszam jesienią 

——————-
 
Gdy jestem na „safari” tak  gadam do siebie…
 
Niektórzy twierdzą, że głównym celem naszego  przybycia na Ziemię jest  nauczyć się kochać. Czy psychologia, psychoanalityka potrafi coś w tej „materii” uczynić? A może trzeba powrócić do żródeł? Moze Pani  Przyroda jest tą wspaniałą Uzdrowicielką?

Różyczki w podzięce dla czytających dalszy tekst.

 

Pomądrzę się troszkę (na safari – milczę) –   więc fotkami różyczek proszę o wybaczenie.

Słówko o „inkarnacj” i  ” karmie” – o prawach Stwórcy, Ewolucji, Kosmosu:

Otóż, gdy w poprzednich żywotach mieliśmy problemy – wracamy na Ziemię by znaleźć dla nich rozwiązania. Po ich rozwiazaniu możemy przejść w rozwoju do „następnej  klasy Stwórcy”. Na przykład  rozwinąć zmysły astralne i mentalne  dające nam większy wgląd w Rzeczywistość. Za każdym powrotem na Ziemię, podświadomość pod kierownictwem naszej wyższej świadomości, pokieruje nami tak byśmy wykonywali  odpowiedni zawód (praca, zainteresowania,hobby) , i skieruje nas, najczęściej  bez udziału świadomosci,  do osób w towarzystwie których problemy karmiczne (zadośćuczynień wzajemnych) będziemy mogli najskuteczniej rozwiązać. Mozna przyjąć, ze nasi najbliżsi (rodzina, przyjaciele) są z nami zwiazani „mocną” karmą. 

Prawo karmy w materialnym świecie to bardzo proste prawo mechaniki (prawo przyczyn i skutków): jeżeli uderzysz ręką w stół to zaboli i to błyskawicznie. Jest przyczyna i jest skutek w łańcuchu kolejnych zdarzeń.  W swiatach uczuciowym i myślowym (astralnym, mentalnym) jest podobnie: „uderzysz” siebie lub inną istotę złym uczuciem, złą myślą a  oberwiesz – ale nie od razu. Na odpowiedz i  bolesny rewanż muszą w tych swiatach (wymiarach)  powstać odpowiednie okolicznosci. Podobneokolicznosci  do źródłowej sytuacji i dlatego najbardziej skuteczne dla własnego rozwoju. Co byśmy nie „kombinowali” we własnych głowach jestesmy kowalami własnego losu.  Dlatego też rezultaty prawa karmy w tych wyższych swiatach są  trudne do przewidzenia i skojarzenia – przyczyn ze skutkami. Najczęściej przyczyn własnych porażek szukamy w świecie zewnętrznym zapominając o tym, że wszystkie decyzje podejmujemy sami.

Prawa Stwórcy, Ewolucji, Kosmosu – dają nam szansę na rozwój!

Musimy spotkać się z osobami, którym należy się nasze zadośćuczynienie za (błędy) krzywdy im wyrządzone przez nas i osobami od których  należy się nam zadośćuczynienie za krzywdy wyrządzone nam.  Znajdziemy się też w podobnych życiowych sytuacjach, po raz któryś, by znależć najlepsze rozwiązania problemów dla wszystkich zainteresowanych i dla siebie. 

Nic więc nie zdarza się przypadkiem! Chociaż swiadomość nasza moze uważać, że jest inaczej. Swoimi problemami możemy pomóc lub pomieszać w głowach innym – Bogu Ducha winnym.

Psycholog, psychoanalityk może być znakomitym „narzędziem” prawa karmy. Może działać swoimi myślami (radami) – wzmocnionymi modnymi teoriami naukowców. Może działać też na podobieństwo antybiotyku na pacjenta –  w aurze wiedzy naukowej rzecz jasna,  aplikująć pacjentowi „wirusa” myślowego.   Diagnozy a raczej hipotezy chorób to to te wstrzykiwane w głowę „zarazki” antybiotyku.  Często wzmacnia sie ten myslowy wirus pastylką  –  jako remedium. Ale to nie materia pigułki leczy . Do zdrowia przywraca myśl, że owa pigułka znakomicie nas uzdrowi.  Wierzymy, ze wrócimy do zdrowia i jest to sygnał dla podświadomosci do uruchomienia procedury leczenia w naszym organiźmie. 

Najmilsi Uzdrowiciele!

 Pomagajcie nieborakom nawet rozdając im „wirusy” lub „clean’ery” na lewo i na prawo – myśli i pastylki uspakajające. Oszczędzajcie, na Miły Bóg, ludzi rozsądnych… jeśli ich spotkacie. Dajcie im najprostrzą i najskuteczniejszą receptę:  masz Przyjacielu  problem –  więc zmień się sam a problem zniknie. Zmień swoje uczucia i myślenie a problem, zmartwienie, lęk , choroba odejdą nie proszone.

A najważniejsze – przed leczeniem, spróbujcie rozwiązać wszystkie własne problemy uczuciowe i mentalne. W przeciwnym razie będziecie wśród pacjentów i przyjaciół siali niepokój zamiast spokoju, smutek zamiast radości, złość zamiast przebaczenia i miłości, chorobę zamiast zdrowia.

Rolą mędrca, nauczyciela, opiekuna, lekarza jest obudzenie w chorym  mocy samo uleczenia zarówno w chorobach ciała jak i psychiki. We wszelkie „lekarstwa” materialne i „psychiczne” każdy z nas od urodzenia jest znakomicie wyposażony. Organizm jest najwspanialszą apteką. Przecież nosimy też w sobie „iskierkę” – boskiego pochodzenia – księgę natychmiastowych uzdrowień. Warto nauczyc się ją czytac.

  Impuls budzący do samo rozwoju, samo uleczenia jest  nie materialny. Przebudzenie odbywa się w sferze duchowej a nie w materialnej. Oczywiście może taki akt być poprzedzony remedium materialnym lub werbalnym – lekarstwem, czy też pomocną radą.

——————————-

 Fragmencik z ulubionego J.K

„Nie wiodła tędy żadna droga. Musiałeś zostawić w dole samochód i pójść ścieżką usłaną sosnowymi igłami. Sójka ostrzegła wszystkich, że nadchodzi człowiek, widać skutecznie, albowiem odnosiło się wrażenie, iż zwierzęta zamarły w bezruchu i uważnie patrzą. Promienie słońca prawie tu nie przenikały . Panował niemal dotykalny spokój.

Dwie czerwone wiewiórki, o długich, gęstych ogonach, zeszły z sosny, popiskując i chrobocząc pazurkami. Goniły się wokół pnia, w dół i w górę, oszalałe z radości. Panowało między nimi szczególne napięcie, jakby połączenie zabawy. seksu i figli. Naprawdę radowały się sobą. Ta na górze nagle się zatrzymała i spojrzała na drugą. która nadal biegła, a wtedy i ona zatrzymała się. Patrzyły na siebie, unosząc ogony w górę. kierując zmarszczone noski ku sobie. Ich bystre oczka śledziły siebie nawzajem i każde poruszenie wokół. Fuknęły na siedzącego pod drzewem obserwatora i natychmiast o nim zapomniały. Były zaabsorbowane sobą, niemal czuć było ogromną rozkosz, którą czerpią z bycia razem. Ich gniazdo zapewne znajdowało się gdzieś wysoko. Wreszcie wiewiórki zmęczyły się; jedna wdrapała się na górę, a druga pobiegła po ziemi i zniknęła za pniem innego drzewa. Sójka, czujna i ciekawska, przyglądała się wiewiórkom i człowiekowi siedzącemu pod drzewem, wreszcie i ona odfrunęła, głośno krzycząc. Pojawiły się chmury. Zapewne za godzinę lub dwie miała nadejść burza.

Pracowała jako psychoanalityk w dużej klinice, miała stopień naukowy. Była młoda, modnie ubrana. Sprawiała wrażenie bardzo napiętej, widać było, że jest ogromnie zdenerwowana. Przy stole wciąż bez potrzeby coś mówiła, wypowiadając w kategorycznej formie swoje opinie, a chyba ani razu nie spojrzała na kwiaty, na podmuchy powietrza wśród liści i na wysoki, potężny dąb. Jadła co popadło, nie interesując się zbytnio stojącymi na stole potrawami. Siedząc wieczorem przy ognisku powiedziała: 

My, psychoanalitycy, pomagamy chorym ludziom przystosować się do społeczeństwa, które staje się chore coraz bardziej. Czasem, choć bardzo rzadko, to się nam udaje. Ale faktycznie każdy sukces jest dziełem samej natury. Przebadałam wielu ludzi. Nie lubię tego co robię, ale muszę zarabiać na życie, a tylu ludzi jest chorych. Nie wierzę, że można im wiele pomóc, choć oczywiście wciąż sięgamy po nowe leki, metody i teorie. Ale, nie mówiąc już o chorych, ja sama usiłuję być inna niż zwykli, przeciętni ludzie.

A czy w samej tej walce o własną odmienność nie jest pani podobna do innych? I czemu ma ona służyć?

Jeśli nie będę walczyć, nie będę się starać, to stanę się zwykłą, drobnomieszczańską żoną. Chcę być inna i dlatego nie chcę wychodzić za mąż. Ale naprawdę jestem bardzo samotna i ta moja samotność właśnie skłoniła mnie do podjęcia takiej pracy.

Tak więc samotność wiedzie panią krok za krokiem, do samobójstwa, prawda?

Kiwnęła głową; była bliska łez.

Czyż wszystkie poruszenia świadomości nie prowadzą do izolacji, do lęku i do tej nieustannej walki o własną inność? Wszystko to stanowi część owego dążenia do tego, by czegoś dokonać, by utożsamić się z czymś innym lub z tym, czym się jest. Większość psychoanalityków postępuje zgodnie z teoriami swych nauczycieli lub wpływowych szkół, modyfikując je jedynie lub dodając nowe akcenty.

Należę do nowej szkoły; obywamy się bez symboli i faktycznie stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością. Odrzuciliśmy dawnych mistrzów i ich symbole, i widzimy człowieka takim jakim jest. Ale to wszystko znów przeobraża się w nowego rodzaju szkołę, ja zaś nie przyszłam tu po to, aby omawiać te wszystkie typy szkół, teorie i mistrzów, ale raczej by pomówić o sobie. Nie wiem, co robić?

Czy nie jest pani równie chora jak pacjenci, których próbuje pani leczyć? Czy nie należy pani do społeczeństwa, które jest może jeszcze bardziej chore, które znajduje się w stanie jeszcze większego zamętu niż pani? A zatem chodzi o kwestię o wiele bardziej podstawową, prawda?
Jest pani wytworem ogromnej społecznej presji, kultury i religii społeczeństwa. w którym pani żyje i to ono panią kieruje, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i duchowym. Musi pani albo pogodzić się ze społeczeństwem, czyli żyć w nim, akceptując jego choroby, albo całkowicie odrzucić je i znaleźć nowy sposób życia. Jednak niemożliwe jest odnalezienie nowego sposobu bez porzucenia starego.

 

 Tym, czego pani faktycznie pragnie, jest bezpieczeństwo, prawda? Oto czego poszukuje myśl – być innym, sprytniejszym, bardziej bystrym i pomysłowym. Czyż w trakcie tego procesu nie próbuje pani znaleźć trwałego bezpieczeństwa? Ale czy coś takiego w ogóle istnieje? Nie można pogodzić bezpieczeństwa i ładu. Bezpieczeństwa nie sposób znaleźć we wzajemnych związkach, w wierze, w działaniach, a ponieważ go wciąż poszukujemy, wywołujemy chaos. Bezpieczeństwo rodzi nieład, a gdy stwierdzamy, że w nas on wciąż narasta, chcemy z tym wszystkim skończyć. W obszarze świadomości, w obrębie jej zewnętrznych i wewnętrznych granic, myśl nieustannie próbuje znaleźć bezpieczne miejsce. A zatem myśl stwarza chaos; ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje. gdy chaos niknie. Miłości nie ma w regionach dostępnych dla myśli. Tak jak piękna, miłości nie odda pędzel artysty. Musimy porzucić cały swój wewnętrzny chaos.

Umilkła, zamknęła się w sobie. Nie mogła powstrzymać łez, które płynęły jej po policzkach.”

 

 

 

 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4c8d/pozadanie-przyrody#ixzz2a8sP7aqN

Jak rozpoznać GMO w polskich sklepach? Poradnik

Jak rozpoznać GMO w polskich sklepach? Poradnik

Posted by Jarek Kefir w dniu 27 Maj 2013

Cyt. “Na pewno zauważyłaś/eś, że na jabłkach, cytrusach, bananach i innych owocach, ale również niektórych warzywach kupowanych w supermarkecie, widnieją naklejki. Na tej naklejce (bądź opakowaniu) widnieje rząd cyfr, zgrupowanych w 4- lub 5-cyfrowy kod. Kod nazywa się PLU od Price Look-Up, i jest nadawany w celu łatwiejszej idetyfikacji produktu. Co to dla nas oznacza? Pozwala na natychmiastowe odróżnienie roślinności hodowanej konwencjonalnie od żywności biologicznej i transgenicznej (GMO). Numer mówi nam ponadto o pochodzeniu produktu, jego rodzaju i rozmiarze. Zainteresowani mogą sprawdzić swoje ulubione owoce czy warzywa tutaj:

http://plucodes.com/search_wizard.aspx?s=1

Warto jednak zapamiętać podstawowe zasady wyszczególnione na fotografii:

Podziel się ze znajomymi:

 
 

Krąg miłości

 
 

Krąg miłości

Bóg jest Wielką Tajemnicą i Stworzycielem tego wszystkiego co istnieje. Ludzie tworzą własnego Boga z najlepszych swoich uczuć i myśli (miłości, dobroci, tolerancji…) a jego przeciwność ze swoich najgorszych uczuć i myśli (nienawiści, zazdrości, braku tolerancji…). Poznawanie Boga może zaistnieć przez rozszerzenie własnego „kręgu miłości” – miłością obejmując początkowo najbliższych, potem przyjaciół, potem ludzi nam obojętnych a potem – co najtrudniejsze – wrogów. Następną fazą rozwoju jest objęcie miłością wszystkich zwierząt. Tak rozszerzając krąg miłości aż do pokochania wszystkich istot, które nas otaczają, stajemy się szczęśliwi. Wszyscy, jako samoświadome istoty, dążymy do szczęścia i unikamy cierpienia. Rozwój duchowy to walka ze sobą – z najgorszymi swoimi cechami: nienawiścią do innych ludzi, z brakiem tolerancji, zazdrością , krytykanctwem ….

Niezależnie od miejsca urodzenia, w pierwotnym znaczeniu, rodzimy się jako ludzie. Drugorzędnym znaczeniem jest to, czy jesteśmy biali, czy kolorowi, Polakami czy Żydami, wyznawcami tej czy też innej religii, czy też ateistami . Dążymy do szczęścia i nie chcemy cierpieć. Chodzi o to byśmy nauczyli się być DOBRYMI DLA SIEBIE, DLA INNYCH i POMAGALI INNYM. Jedynym rodzajem z przyjemności, które nie kończą się bólem i cierpieniem jest szczęście wynikające z pomocy innym. Człowiek dobry dla innych, pracowity i odpowiedzialny za swoje działania, uczucia i myśli jest godny szacunku i podziwu niezależnie czy jest ateistą czy tez wierzącym.

Miłość,

Czym jest miłość? Zwykłym pragnieniem, a zatem zależnością? A może jednym z najwyższych wyrazów wolności? Miłość do drugiego człowieka – to związek, który nie wiąże, i dlatego jest silny?

Kto się poświęca i rezygnuje z przyjemności świata, po czym rozwija poczucie wyższości, jeśli nie jest głęboko pokorny, w końcu zaczyna się uważać za świętego.

Hindusi dobrze znają ten mechanizm. Żeby się mieć na baczności, opowiadają historię jogina, który – po latach ciężkich prób i wyrzeczeń – czuje w końcu, że zyskał „moc”, do której dążył.

Przygotowuje się do opuszczenia swojej pustelni w lesie, kiedy ptaszek siedzący na gałęzi dokładnie nad nim… plaf, robi mu na głowę. Jogin jest wściekły, spogląda na biedne stworzenie, i to spada na ziemię spopielone. Jogin jest zadowolony. Ma dowód, że jego zamiar się powiódł. Przepełniony pychą, schodzi do doliny i w pierwszej wiosce puka do drzwi, żeby poprosić o jedzenie. Kobiecy głos mówi mu ze środka, żeby zaczekał. Jogin się irytuje i kiedy w końcu kobieta otwiera, aby podać mu ryż, ten patrzy na nią złym wzrokiem.
– Ej, ja nie jestem jak ten ptaszek, którego dopiero co spopieliłeś – mówi kobieta. Zaszokowany jogin uprzytamnia sobie, że istnieją różne sposoby zyskania „mocy”.

„Jak na górze tak i na dole.” to objawiona przez mędrców prawda. Jeżeli istnieją Istoty Niewidzialne dla naszych zmysłów i o wyższym poziomie świadomości niż nasza, i które z sobie wiadomych powodów przyjmują naszą świadomość jako cześć swojej, można powiedzieć wtedy , że żyjemy w ich myślach. W ten sposób poznają naszą przyszłość.

Czy mogą tę przyszłość kontrolować, wpływać na nią? Czy mogą to czynić również ludzie? A może jednak mamy wolną wolę i sami podejmujemy wszelakie decyzje i nie podlegamy żadnym wpływom? Jesteśmy kowalami swojego losu , czy nie? Czy te Wyższe Istoty, czy też ludzi zdecydowanie wpływających na nasz los, można nazwać „hakerami”? Czy tak można nazwać ludzi tworzących reklamę, posługujących się socjotechniką, manipulacją , polityków, dziennikarzy, proroków – ludzi tak zwanych publicznych, z charyzmą – można nazwać hakerami?

Skąd w nas gniew, nienawiść, zazdrość, krytykanctwo? Czy zaszczepili nam te uczucia „hakerzy” niewidzialni i widzialni? Może rodzice, wychowawcy , znajomi? Nic więcej w sobie nie mamy oprócz uczuć i myśli . Nasz rozwój polega na tym by zgromadzić w sobie jak najwięcej najlepszych uczuć i myśli i usunąć naleciałości umysłu. Istotą wszak naszego umysłu jest czystość i światło, reszta to naleciałości, które zgromadziliśmy od urodzenia. Te naleciałości jako przemijające zawsze możemy usunąć.

– dobrymi uczynkami, najpiękniejszymi uczuciami i mądrymi myślami. Można powiedzieć: pracownią zła jest ortodoksyjny , pełen pychy i egoizmu umysł z naleciałościami złożonymi z nienawiści, zazdrości, gniewu, krytykanctwa.

Umysł jest naturalnym protektorem ciała. Każda myśl dąży do objawienia się na zewnątrz, a ponure widziadła choroby, zmysłowości i wszelkiego występku, wytwarzają trąd duszy. Gniew zamienia chemiczne składniki śliny w jad trucizny. Jest rzeczą wiadomą, że gwałtowne wstrząsy wywołują nagłe osłabienie serca, a nawet natychmiastową śmierć lub obłęd umysłowy. Dowiedzione zostało naukowo, że pot zbrodniarza posiada zupełnie odmienne składniki od zwykłych wydzielin przeciętnego człowieka. Strach zabił już wielu ludzi. Przeciwnie, odwaga stanowi krzepiący bodziec dla ciała. Szorstkie odezwanie się do konia przyspiesza jego puls o kilkanaście uderzeń na minutę. Gwałtowne uniesienie bywa często przyczyną omdlenia lub śmierci. Smutek, zazdrość i trawiący niepokój przyprawia nieraz o pomieszanie zmysłów. Ponure i zgryźliwe usposobienie wytwarza choroby, a myśl zbrodni powstaje i rozwija się w chorobliwie rozstrojonym umyśle.

Wszelkie wstrząsy i namiętności wywierają zawsze odnośne następstwa na ciele i wywołują w nim rozstrój który z czasem staje się chroniczny. Człowiek w chwili gwałtownego uniesienia wywołuje w swoim organizmie fizycznym burzę, której następstwem jest zatrucie normalnych, zdrowych wydzielin ciała: te gromadząc się wewnątrz, powodują jego chorobę. Przeciwnie, wzruszenia dobroci, życzliwości, miłosierdzia i dobrej woli, oczyszczają żywotne kanały, otwierając je napływowi zdwojonej energii i siły.

„Kochaj i służ całej ludzkości. Pomagaj wszystkim. Bądź szczęśliwy. Bądź uprzejmy. Bądź sprawcą trwałego szczęścia. Rozpoznaj dobro w każdym obliczu. Nie ma świętego bez przeszłości i grzesznika bez przyszłości. Błogosław wszystkim. Jeśli komuś nie możesz błogosławić – pozwól mu odejść z twojego życia. Bądź oryginalny, bądź pełen inwencji. Nie bój się, nie lękaj się. Nigdy się nie lękaj. Nie naśladuj. Nie bądź uzależniony od wsparcia innych. Bądź wzniosły. Bądź wzburzony. Myśl swoim umysłem. Bądź sobą. Wszystkie doskonałości i cnoty Boga ukryte są wewnątrz ciebie – odszukaj je. Mędrzec jest także wewnątrz ciebie – odszukaj Go. Pozwól Jego łasce wyzwolić cię.”

 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4c5c/po-rozum-w-pole-wyobrazni-obrazu#ixzz2ZvlBnASD

Warzywa: świeże, mrożone czy z puszki?

Warzywa: świeże, mrożone czy z puszki?

 

Jedzenie warzyw jest dobre dla zdrowia z wielu względów, jednak przede wszystkim z powodu wysokiej zawartości antyoksydantów.

Antyoksydanty to substancje wytwarzane przez warzywa w celu ochrony przed agresywnymi cząsteczkami zwanymi wolnymi rodnikami.

Jedzenie warzyw chroni Cię więc przed wolnymi rodnikami, zarówno tymi wytwarzanymi przez Twój organizm, jak i pochodzącymi z zewnątrz (poprzez zanieczyszczenie środowiska, dym papierosowy i  toksyny znajdujące się w żywności).

Nadmiar wolnych rodników w organizmie (lub niewystarczająca ilość naturalnych antyoksydantów) prowadzi do niszczenia komórek, a co za tym idzie – przyspiesza starzenie i wywołuje choroby. Wolne rodniki są nawet w stanie spowodować śmierć komórek nerwowych w mózgu (neuronów). To z kolei  przyczynia się do chorób neurodegeneracyjnych (powiązanych z niszczeniem komórek nerwowych), takich jak na przykład choroba Parkinsona.

Wraz z wiekiem działanie wolnych rodników nasila się, co oznacza, że musisz wprowadzać do diety więcej antyoksydantów. Ale w jakiej formie zacząć spożywać warzywa, aby dostarczyć organizmowi ich jak najwięcej.

Oczywiście nietrudno sobie wyobrazić, że najwięcej antyoksydantów zawierają warzywa zbierane bezpośrednio jak dojrzeją. Jednak niewielu z nas może cieszyć się świeżymi warzywami prosto z własnego ogródka. Poza tym niektórych warzyw, takich jak bakłażany, fasola czy brukselka, nie można jeść na surowo.

Warto również zastanowić się nad tym, jaki wpływ na zawartość antyoksydantów w warzywach ma ich przechowywanie i gotowanie. Przedstawiam więc garść pożytecznych informacji, opublikowanych w czasopiśmie „Food Research International”1 i opartych na badaniu wpływu metod przechowywania na warzywa. Porównywano warzywa świeże z warzywami:

  • przechowywanymi w lodówce w temperaturze 4°C,
  • mrożonymi w temperaturze -20°C i 
  • konserwowanymi (z terminem przydatności 18 miesięcy).

W badaniu wykorzystano podstawowe warzywa, które można kupić w supermarkecie (takie jak: marchewki, kalafiory, rzodkiewki, selery, ogórki, buraki, brokuły, brukselki, bakłażany, czosnek, fasolka szparagowa, pory, cukinie, sałaty, kukurydza, cebule, groszek, szpinak, boćwina, karczochy, szparagi, endywie, bób oraz papryka). Zwróć uwagę na to, że nie badano pomidorów oraz że nie podano koloru papryki.

Wszystkie świeże warzywa zawierają dużo antyoksydantów

Na uwagę zasługują trzy najważniejsze grupy.

Grupa pierwsza to warzywa, które posiadają silne właściwości hamujące działanie wolnych rodników (ponad 75%). Są to: buraki, szpinak, boćwina, bób, karczochy, czyli warzywa o ciemnej barwie, które zawierają dużo barwników będących antyoksydantami.

Do drugiej grupy należą warzywa, które hamują działanie wolnych rodników w zakresie od 50 do 75%. Są to: czosnek, endywia, brukselka, groszek, kukurydza, brokuły, cukinia, bakłażan, marchewka, cebula, szparagi, sałata, seler, ogórek, fasolka szparagowa i rzodkiewka.

Trzecia grupa warzyw ma najsłabsze działanie antyoksydacyjne (od 25 do 50%). Są to: kalafior, por i papryka.

Jednakże celem badania było stwierdzenie, co dzieje się z warzywami podczas ich przechowywania.

Niektórym warzywom nie szkodzi żaden sposób przechowywania

Pierwszym zaskakującym odkryciem był fakt, że niektórym warzywom nie szkodzi żaden ze sposobów przechowywania.

Niezależnie od tego, czy były one przechowywane w lodówce, czy były mrożone czy konserwowane, swoje właściwości antoksydacyjne zachowywały: karczochy, cykoria, bakłażan, cebula, rzodkiewka, papryka, i co ciekawe, sałata, której jednak nie widziałem jeszcze mrożonej ani konserwowej (chociaż nigdy nie jest za późno na eksperymentowanie…).

Co się dzieje w lodówce?

Trzymanie warzyw w lodówce ma sens pod warunkiem, że nie trzymasz ich tam dłużej niż jeden dzień, ponieważ większość z nich traci wtedy od 0,3 do 8% swoich właściwości. Wyjątkiem są ogórek i cukinia, które już w pierwszym dniu tracą odpowiednio 24% i 35% swoich właściwości antyoksydacyjnych.

Z kolei brokuły, brukselka i por tracą od 30 do 40% swoich właściwości po siedmiu dniach przechowywania w lodówce.

Mrożone warzywa

Już po jednym dniu mrożone brokuły tracą 15% swoich właściwości, boćwina – 20%, fasolka szparagowa – 23%, a groszek – 26%.

Po ośmiu miesiącach w zamrażarce szparagi tracą 40% swoich właściwości, natomiast brokuły, brukselka, szpinak i czosnek – odpowiednio 48%, 31%, 21% i 19%.

Okazuje się więc, że rzeczywiście mrożenie nie jest najlepszym sposobem przechowywania żywności, pozwalającym na zachowanie ich właściwości odżywczych. Te warzywa, które przechowujesz w zamrażarce, zjedz możliwie jak najszybciej.

Warzywa konserwowe

Puszkowanie warzyw to najgorszy z możliwych sposobów przechowywania, ponieważ powoduje on znaczną utratę ich właściwości antyoksydacyjnych.

Pomimo tego, że producenci zazwyczaj dodają do puszkowanych warzyw antyoksydanty takie jak witamina C (kwas askorbinowy) oraz kwasek cytrynowy, niektóre z warzyw (np. seler) tracą po zapuszkowaniu 100% swoich właściwości antyoksydacyjnych. Buraki tracą 64% swoich właściwości, natomiast groszek, szpinak, boćwina i bób, szparagi i fasolka szparagowa – odpowiednio 32%, 29%, 25% i 13%. Czosnek traci aż 60% właściwości.

Jedyną zaletą puszkowanych warzyw jest ich długa przydatność do spożycia.

Na zdrowie!

Jean-Marc Dupuis

 

Gdy kamień na sercu ciężki

„Gdy kamień na sercu ciężki”

 

„Czasami to, co się dzieje jest tak trudne, że zasłania wszystko inne, a kamień na sercu tak ciężki, ze nie można oddychać. A ponieważ praca w moim przypadku przenika się z życiem osobistym, wiec próby wyciszenia w jednym obszarze są nieskuteczne całościowo. Jak już sobie przemyśle, co i jak, to może zwrócę się o pomoc z „góry”. Wydaje mi się jednak, że „góra” pomaga nam wtedy, kiedy spełnione są jednocześnie dwa warunki: sami dobrze wiemy, czego chcemy oraz to, o co prosimy, jest w porządku wobec innych. I w tym cały szkopuł, bo nawet jak wiemy, co byłoby najlepsze dla nas, to często nie wiemy, czy „to” najlepsze dla nas, uratuje, czy tez zgubi tych, którzy są w ten, czy inny sposób z nami związani. Moje „dziwne” doświadczenia dotyczą nie tylko interwencji (znaków) z „góry”, ale również kreacji rzeczywistości poprzez mentalne starania, i chyba nie jest w tym przypadku ważna skala tej kreacji, która może być skromna, istotne jest to, że jest. Te wszystkie „dziwne” zdarzenia nauczyły mnie przede wszystkim zaufania do życia. Ostatnio sporo się zastanawiałam nad granicami wolności i zniewolenia w związkach. Co zrobić, jeżeli zawarcie porozumienia wydaje się niemożliwe?”- tak do mnie napisałaś w liście.

Tamtego dnia Ducha Okolicy dopadł twórczy stres. Podlegle mu duszki wzięły się do pracy. I jak to się zwykle dzieje w ciasnocie i tłumie, w harmonie zdarzeń wkradł się Chaos. Zapaliły się pokłady torfu w dolinie biebrzańskiej. Wiatrem przygnany dym popiołem opadał na las i jezioro.  Po szybie okna spływał szary deszcz. Za lasem zachodziło słońce.  Kropelki deszczu połączyły się z drobinkami dymu. Promienie z wielkim trudem przebijały wysycane dymem powietrze. Wodna zawiesina wchłonęła czerwoną i pomarańczową barwę światłą. Dookoła było szaro-niebiesko. Zszedłem schodkami nad jezioro i usiadłem na pomoście. Panowała cisza. Wiatr ustał. Milczały ptaki. Widoczne poprzez trzciny odbicie w wodzie zachodzacego słońca rozsypało się w gwiezdną konstelację. Trzciny wyglądały jak więzienne kraty. Ustawiłem kadr i zrobiłem zdjęcie. Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Była przyjemnie ciepła. Płynąc przez gwiezdną konstelację wśród kłębów mgły w kierunku fioletowego Słońca poczułem się istotą innej planety, innego Słońca. Wszedłem w Kosmiczną Medytacje.

W stanie zauroczenia fioletowym swiatem moja głowa wypełniła się zupełnie nieznanymi mi myślami. Czułem, że Ktoś podrzuca mi te myśli jako „kukułcze jajka”. I co się z tych jajo – myśli wylęgło?

Kochamy mózgiem, nie sercem. Intelekt może się zmieniać i dopasowywać, ale nie miłość. Intelekt może stać się nieprzystępny i niewrażliwy na cierpienie, ale miłość tego nie zdoła. Intelekt potrafił zawsze wycofać się i zabezpieczyć; może być wyłączny, zaborczy, osobisty, lub bez osobisty. A miłości nie można do niczego przystosować, nie da się jej zamknąć w żadne opłotki i niczym zabezpieczyć. Smutek naszego życia polega na tym że nazywamy miłością to, co właściwie należy do intelektu. Przepełniamy serce tym, co pochodzi z dziedziny myśli więc serca nasze są wciąż puste i głodne.

To intelekt rodzi zaborczość i zazdrość, to on chwyta, trzyma, zagarnia, i on też niszczy i pustoszy. Życiem naszym rządzą intelekt i nerwy. Pragniemy wciąż aby nas kochano; a nie znamy miłości która niczego nie żąda; dajemy tylko po to, aby coś w zamian otrzymać, a to jest hojnością typowo intelektualną, nic z sercem nie mającą wspólnego. Myśl wciąż szuka pewności i zabezpieczenia się, a czyż można upewnić się myślą w miłości? Czy może intelekt, którego podłożem jest pamięć, jest czas, pochwycić miłość która jest sama w sobie wiecznością?

Myśl, z całą swą emocjonalną zawartością, to nie miłość. Myśl nieodmiennie miłości zaprzecza, gdyż podstawą jej jest pamięć, a miłość nie ma nic z pamięcią wspólnego. Gdy myślimy o kimś kochanym, owa myśl nie jest miłością. Możemy sobie przypominać przyzwyczajenia, ruchy, sposób bycia, upodobania czy antypatie przyjaciela, i myśleć o miłych lub smutnych chwilach czy zdarzeniach w naszym wzajemnym stosunku, ale obrazy, które nam pamięć podsuwa, to nie miłość. Myśl z samej swej natury zawsze dzieli i wyodrębnia. Poczucie czasu i przestrzeni, rozłąki i bólu rodzę się wszystkie z myślowego procesu, a miłość może istnieć tylko tam, gdzie len proces ustaje.

Medytacja rozkwita w czystości i ogromnej przestrzeni. Bez przestrzeni nie ma czystości. Czystość nie jest niedojrzałością. Można być fizycznie dojrzałym, ale ta ogromna przestrzeń, pojawiająca się wraz z miłością, nie jest dostępna, jeśli umysł nie uwolnił się od licznych śladów pozostałych po przeżytych doznaniach. To te blizny niweczą czystość. Uwolnienie umysłu od tej nieustannej presji doznań jest medytacją.

W miarę jak słońce zachodzi, pojawia się ta przedziwna cisza i uczucie, że wszystko wokół ciebie znikło, choć samochody jadą dalej, a zgiełk nadal trwa. To Poczucie oddalenia wydaje się przenikać cały wszechświat. Zapewne i wy to kiedyś odczuliście. Często to poczucie pojawia się zupełnie nieoczekiwanie; przedziwny spokój i cisza zdają się spływać z nieba i okrywać ziemię. To jest błogosławieństwo, a sprawia ono, że piękno wieczoru staje się bezgraniczne.

Droga na Zawróć

 

Nie wywyższając się nad innych.

Niebo jest odwieczne, a Ziemia długowieczna. Dlaczego znoszą się tak cierpliwie? Gdyż nie muszą współistnieć. Mędrzec wyznacza sobie miejsce na końcu i dzięki temu znajduje się przed wszystkimi. Nie wynosi się nad innych, więc jest bezpieczny. Nie zabiegając o swoje „ja”, urzeczywistnia się w pełni. Mądry człowiek podobny jest do wody. Woda przynosi pożytek, nie wadząc się z nikim. 

Mieszkaj blisko ziemi. Bądź otwarły na nowe idee. Bądź przyjazny. Mów prawdę i bądź wiarygodny. Sprawując władzę, okazuj prawość. Działaj sprawnie w codziennych rzeczach. Podejmując działanie, wybierz właściwy czas. Pozostaniesz nieskazitelny

Trzydzieści szprych jednoczy się w piastę koła; pusty otwór sprawia, że staje się użyteczne. Lepimy naczynie z gliny, dzięki pustce w środku można go używać. Wstawiamy drzwi i okna, budując dom. To pustka wewnątrz czyni go mieszkaniem.

Korzyść jest z tego, co istnieje, A pożytek z tego, czego nie ma.

Tao

Ambicja w jakiejkolwiek formie – żywiona w imieniu grupy, czy z pragnienia osobistego zbawienia lub duchowych osiągnięć – jest tłumieniem i odwlekaniem bezpośredniego czynu. Pragnienie wybiega zawsze w przyszłość; chęć stania się czymś jutro, kiedyś, w przyszłości, hamuje czyn w „dziś”. A właśnie „dzisiaj” o wiele więcej znaczy aniżeli jutro; chwila obecna zawiera całość czasu.

Dogłębne zrozumienie tego wyzwala nas z więzów czasu.

Stawanie się czymś dokonuje się zawsze w czasie, jest jego przedłużaniem, a więc i przedłużaniem męki. Stawać się jest czymś zgoła innym aniżeli być. Być można tylko w teraz, a wejść w stan bytu (bycia) jest największą z przemian. Stawanie się czymś jest  jedynie formą ciągłości, przedłużaniem czasu.

 Przemiana dogłębna i całkowita, może dokonać się tylko w „teraz”; tylko w teraz można być.

Odwiedzają mnie w snach Dwaj Panowie….

Pierwszy jest wyznawcą Jedynego Boga, drugi orientalistą, a zarazem wyznawcą wszechludzkiego braterstwa. Każdy z nich jest całkowicie oddany swej pracy i patrzy z góry na działalność i postawę życiową innych ludzi. Obaj też czerpią natchnienie i siły z własnych przekonań – są namiętnie przywiązani do swych poglądów .  W obu na swój sposób zaznacza się dziwna bezwzględność.

Są na pozór łagodni i skromni – najbardziej ten od braterstwa – a jednak jest w nich jakaś twardość, nieczułość serca i owa szczególna nietolerancja, właściwa ludziom którzy się czują czymś lepszym od innych. Uważają się za wybranych, którzy są powołani do wskazywania drogi innym bowiem sami posiedli wiedzę i są pewni swej słuszności.

Wyznawca Jedynego Boga, wyznawca braterstwa  obaj  żyją dla jutra, dla przyszłości. Nie mają, w zwykłym tego słowa znaczeniu, wygórowanych ambicji, nie pragną zaszczytów, bogactwa, sławy czy uznania.

Ambicje ich są o wiele subtelniejsze.

 Wyznawca braterstwa utożsamił się z pewną grupą i wierząc w jej siłę był pewien iż jest zdolna nadać nowy kierunek życiu całego świata; a wyznawca Jedynego Boga o osiągnięciu swego celu – doskonałości. Obaj są pochłonięci swym własnym stawaniem się, rozwojem i ekspansją swego „ja”.

Nie dostrzegają że właśnie te pragnienia są zaprzeczeniem pokoju, braterstwa i prawdziwego szczęścia. 

Wyznawca Jedynego Boga poprosił mnie bym się modlił, gdy się obudzę ze snu.

Otóż, modlę się: Panie, Pobłogosław Ziemie i wszystkie istoty na niej żyjące. Ześlij ludziom radość, szczęście i miłość. Dziękuję Ci za prawość serc, harmonie w rodzinach, spokój w narodach i Pokój na Ziemi.

Moim Panem jest Zdrowy Rozsądek i Miłość do każdej Istoty. I niech to trwa jak najdłużej.

 

Bulwersujące fakty na temat współczesnej medycyny

Bulwersujące fakty na temat współczesnej medycyny

Czy nie szokują Ciebie – tak jak mnie – następujące fakty:

  1. Wciąż wydłuża się lista leków wywołujących niebezpieczne, a nawet śmiertelne skutki uboczne
    Całkiem niedawno w trybie pilnym wycofywano z rynku europejskiego sprzedawany również w Polsce lek przeciwzapalny Vioxx (który tylko w USA spowodował blisko 
    60 000 zgonów, a w Wielkiej Brytanii – ponad 10 000), a także stosowany przy leczeniu cukrzycy Mediator (liczbę spowodowanych przez niego zgonów we Francji szacuje się już na 2000; w Polsce na szczęście ten lek nie był nigdy stosowany). 
    W tej chwili około stu często przepisywanych i powszechnie stosowanych leków znajduje się pod ścisłym nadzorem.
  2. Coraz powszechniejsze stają się różne choroby przewlekłe (cukrzyca, choroba zwyrodnieniowa stawów, zapalenie wątroby, depresja i inne), a współczesna medycyna nie potrafi zahamować ich ekspansji. Chorym proponuje się wyłącznie dożywotnie leczenie, bez realnych szans na remisję.
  3. Doszło do prawdziwej eksplozji chorób cywilizacyjnych (nowotwory, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, alergie pokarmowe, choroby wirusowe, fibromialgia itd.) i nie wiemy, czemu tak się dzieje. Od dziesięciu lat w tym zakresie nie dokonał się żaden znaczący postęp terapeutyczny mimo setek milionów dolarów, funtów i euro wydanych na badania.
  4. Szpitale są prawdziwym siedliskiem bakterii. 
    W szpitalu łatwiej niż gdziekolwiek indziej „złapać” jakąś chorobę, ponieważ z łatwością rozmnażają się tam bakterie uodpornione na antybiotyki. Tzw. zakażenia szpitalne (czyli takie, do których dochodzi w miejscu udzielania świadczeń zdrowotnych) we Francji są przyczyną ponad 9000 zgonów rocznie. I z roku na rok nie widać żadnej poprawy w tej kwestii. 
    W Polsce aktualne dane nie są publicznie dostępne. W 1999 r. w badaniu przeprowadzonym w 120 szpitalach spośród ogólnej liczby pacjentów z zakażeniami (10 107 osób) aż u 699 osób stwierdzono zgon związany z zakażeniem szpitalnym!
  5. Medycyna tradycyjna nie skupia się na wysłuchaniu pacjentów: pacjent w szpitalu jest po prostu kolejnym numerem, a wchodząc do gabinetu, często można odnieść wrażenie, że lekarz włącza licznik zupełnie jak taksówkarz…

Widoczny gołym okiem kryzys współczesnej medycyny staje się naglącym problemem. Co kilka dni wybuchają kolejne skandale. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że coraz więcej pacjentów poszukuje alternatywnych sposobów leczenia.

Setki tysięcy osób wędrują od lekarza do lekarza, wykonują kolejne badania, zwykle czekając na nie miesiącami, a ostatecznie i tak nie znajdują rozwiązania swojego problemu. Czy mamy się na to godzić!?

Moim zdaniem nie. Dlatego stworzyłem Dossier Naturalnych Terapii. Ten cykl raportów ma pomóc Czytelnikom wziąć sprawy zdrowia w swoje ręce. We Francji jego oryginalna edycja cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Listy, które dostajemy, dowodzą, że Czytelnicy cenią sobie naszą niezależność i odwagę wypowiedzi. 

Właśnie dlatego pozwalam sobie zaproponować Ci inne podejście do leczenia dolegliwości trapiących Ciebie i Twoich bliskich. Podejście, które przekazujemy w kolejnych raportach Dossier Naturalnych Terapii.

W każdym raporcie mamy odwagę:

  • opisywać w prostych słowach różne choroby, ich przyczyny i objawy: na naszych łamach naukowy bełkot nie ma racji bytu;
  • wskazywać najskuteczniejsze naturalne leki, podając wszystkie niezbędne informacje (dawkowanie, sposób użycia lub przygotowania, nazwę producenta itp.), aby umożliwić naszym czytelnikom ustalenie z lekarzem ich przyjmowania;
  • dopuszczać do głosu lekarzy i terapeutów, którzy ośmielają się nie podzielać ortodoksyjnego podejścia, jakie się im powszechnie narzuca;
  • ujawniać cyniczne kłamstwa rozpowszechniane przez medyczno-farmaceutyczne lobby oraz stosowane przez nie zabiegi, które mają doprowadzić do sprzedaży coraz większej liczby leków po coraz wyższej cenie;
  • sygnalizować naszym Czytelnikom szkodliwość bardzo wielu powszechnie stosowanych produktów (dezodorantów, produktów kosmetycznych, gotowych dań, produktów mlecznych, cukru i słodzików syntetycznych, telefonów komórkowych itd.).

Uważam, że w przypadku wielu problemów medycyna naturalna potrafi być równie, a nawet bardziej skuteczna niż medycyna konwencjonalna.

Wiele osób radzi mi zachowywanie większej ostrożności, unikanie publikowania jednoznacznych opinii i szczegółowych rad. Osoby te wiedzą, że moim podejściem mogę we Francji przysporzyć sobie wielu kłopotów. Coraz częściej dowiadujemy się o kolejnych przypadkach zawieszenia prawa wykonywania zawodu lekarzy zajmujących się medycyną naturalną, o nalotach policji na producentów suplementów oraz leków. Medyczno-farmaceutyczne lobby nie lubi wichrzycieli…

Można jednak zachować ostrożność, nie będąc tchórzem. Niebezpiecznie jest  kwestionować rozwiązania, które proponuje medycyna konwencjonalna. Ale czy to znaczy, że mamy potulnie godzić się na taką formę ucisku? Osobiście uważam, że jest to nieakceptowalne. Sądzę, że należy publicznie, wszelkimi możliwymi sposobami, bronić prawa pacjentów i lekarzy do swobodnego wyboru najlepszych terapii.

  • Masz podwyższony poziom cholesterolu? W takim razie lekarz zapewne przepisze Ci statyny, aby podwyższony poziom cholesterolu nie doprowadził do choroby serca. Tyle tylko, że statyny niszczą Twoje mięśnie, a serce nie jest niczym innym niż właśnie mięśniem… Kto zdoła zrozumieć logikę tego działania?
  • Wszędzie na świecie władze zdrowotne ostrzegają kobiety cierpiące na zaburzenia związane z menopauzą przed hormonalną terapią zastępczą(HTZ), która może powodować nowotwory. We Francji mówi się kobietom, by nie stosowały terapii przez zbyt długi czas! Lecz leki te są cały czas produkowane i sprzedawane bez przeszkód. Czy mamy tolerować takie podejście?
  • Coraz więcej lekarzy i naukowców potwierdza zależność między szczepionką przeciwko WZW typu B a chorobami takimi jak stwardnienie rozsiane, fibromialgia czy autoimmunologiczne zapalenie mięśni i powięzi (Macrophagic myofasciitis MMF). Tymczasem ministerstwo zdrowia nakazuje masowe szczepienie noworodków tą właśnie szczepionką. To już działanie karalne!
  • Istnieje podejrzenie, że leki przeciwdepresyjne takie jak Prozac i inne podobne preparaty powodują u pacjentów różne zaburzenia psychiczne: myśli samobójcze, agresję, zaburzenia osobowości… A jednak lekarze szczodrą ręką przepisują je pacjentom! Równie dobrze mogliby rzucać ich w paszczę lwa!

Równocześnie medycyna tradycyjna zakazuje stosowania dziurawca (który rośnie w każdym ogródku)… Bije na alarm, ostrzegając przed takimi ziołami jak przęśl, żywokost, przed drożdżami z czerwonego ryżu i wieloma innymi roślinami leczniczymi, jeśli tylko pojawia się choć cień obaw, że mogą być toksyczne.

Dwie wagi, dwie miary… Dość tego!

Co można zrobić, aby przeciwdziałać wszechobecnej dezinformacji medycznej?

Dossier Naturalnych Terapii powstało z myślą o tych, którzy – podobnie jak ja – uważają, że rozwiązania, zalecane przez oficjalny nurt medycyny nieuchronnie prowadzą zdrowie publiczne w ślepy zaułek.

Dossier Naturalnych Terapii oddaje na użytek Czytelników doświadczenie wielu ludzi zawodowo zajmujących się lecznictwem. Lekarze, terapeuci, biolodzy, naukowcy są przekonani, że medycyna naturalna może stanowić skuteczną alternatywę.

Dossier Naturalnych Terapii wskazuje dziesiątki naturalnych metod, które nie powodują skutków ubocznych, a mogą rozwiązać wiele problemów zdrowotnych, które dotykają każdego z nas.

Znajdziesz w nim proste rozwiązania, szybkie i skuteczne, a także bardziej złożone receptury medycyny naturalnej, które są w stanie poradzić sobie z najgroźniejszymi patologiami. Dossier Naturalnych Terapii ukazuje organizm ludzki jako skomplikowaną maszynę, co pozwala zrozumieć prawdziwe przyczyny różnych chorób.

Wreszcie znajdziesz sposób, by wziąć sprawy zdrowia we własne ręce.

W każdym numerze Dossier Naturalnych Terapii:

  • przypominamy proste sposoby, które szybko hamują rozwój choroby (jak np. ssanie kostek lodu, aby załagodzić anginę, wpuszczenie do ucha dwóch kropli soku z cytryny, aby w ciągu kilku godzin pozbyć się zapalenia czy wzięcie 20-minutowej „wrzącej” kąpieli, która położy kres grypie).
  • wybieramy dla naszych Czytelników naturalne i najbardziej skuteczne produkty, których efekty działania są widoczne gołym okiem (krzem organiczny jako lek na egzemę, glukozamina jako sposób na chorobę zwyrodnieniową stawów, nasiona griffonii na bezsenność, koenzym Q10 naniewydolność serca itd…).
  • z myślą o naszych Czytelnikach śledzimy badania prowadzone przez najlepszych specjalistów od medycyny naturalnej. Jest wśród nich wielu lekarzy, farmaceutów, biologów, naukowców… Badają oni kolejne potencjalne źródła naturalnego leczenia.
  • poruszamy problemy sygnalizowane w listach naszych Czytelników. Pytań jest wiele i często są one wołaniem o pomoc pacjentów, którym nie pomogła medycyna konwencjonalna.
  • a ponadto bijemy na alarm, kiedy tylko odkryjemy nowe zagrożenie dla zdrowia. I nie należy sądzić, że główne zagrożenie niesie hipotetyczna epidemia H1N1 czy chikungunya, bo przemysł rolno-spożywczy i chemiczny czasem okazuje się znacznie bardziej groźny: teflon, bisfenol A, fluor… 
    Gdy tylko pojawia się kolejne zagrożenie dla zdrowia, natychmiast ostrzegamy Czytelników. Ale wiele innych skandali zdrowotnych wciąż pozostaje niewykrytych, jak choćby obecność pewnych leków w wodzie z kranu, niebezpieczeństwo związane ze spożywaniem jodowanej soli, odpady radioaktywne ze szpitali… W każdym raporcie Dossier Naturalnych Terapii zajmujemy się takimi tematami.

Tysiące osób, które mają dosyć kolejnych rozczarowań i katastrof, wybrało inną drogę:  ochrony zdrowia w sposób naturalny. Wielu z nich jest dzisiaj zagorzałymi zwolennikami takiej medycyny. Przyjmują taką samą postawę jak my: nie podważają z założenia sensu dokonującego się w medycynie postępu, ale wiedzą, że należy podchodzić do niego z rezerwą, i że istnieje naturalna, bardziej bezpieczna alternatywa.

Coraz więcej osób prenumeruje raporty Dossier Naturalnych Terapii. Mają oni odwagę przeciwstawienia się „poprawności medycznej” mimo powszechnej presji. Mają dowód, że naturalne rozwiązania, jakie im proponujemy, naprawdę „działają”. I dlatego właśnie bez wahania wspierają nas w walce, którą prowadzimy.

Istnieją oczywiście inne serwisy poświęcone medycynie naturalnej. Ale tylko nieliczne naprawdę wiedzą, o czym piszą, a wśród nich jest zaledwie kilka naprawdę wyjątkowych. Jednak chciałbym tu szczególnie podkreślić trzy aspekty, które czynią właśnie Dossier Naturalnych Terapii periodykiem szczególnym:

  1. Dossier Naturalnych Terapii odmawia zamieszczania jakichkolwiek reklam komercyjnych dotyczących leczenia lub terapii. Wszystkie środki, jakimi dysponujemy, pochodzą wyłącznie od naszych Prenumeratorów. Ani miejsce na naszych łamach, ani nasza bezstronność nie są na sprzedaż.
  2. Dossier Naturalnych Terapii  jest periodykiem wydawanym przez niezależną firmę. Nie jesteśmy częścią żadnej grupy nacisku. To wierność naszych Prenumeratorów jest gwarantem naszej niezależności finansowej. Dlatego nic nas nie powstrzymuje przed mówieniem całej prawdy – nawet jeśli okazuje się ona szokująca czy oburzająca.
  3. Dossier Naturalnych Terapii nie boi się żadnych tematów. Nie ma dla nas chorób „odrażających” czy stanowiących tabu. Niektóre schorzenia są wstydliwe i wiele pism poświęconych zdrowiu starannie ich unika. My patrzymy na to inaczej.

Z tych trzech ważnych powodów proponuję Ci na próbę tę roczną terapię – terapię przeciwko praniu mózgu przez koncerny farmaceutyczne i powiązanych z nimi urzędników i lekarzy.

 

Życzę zdrowia
Jean-Marc Dupuis

 

Rozumieć siebie

 

Rozumieć siebie.

 

 

Szedłem ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeliśmy przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Odparłem: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł mój przyjaciel. Ależ nie – odparłem chichocząc – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować. (Szatan)

Prawda jest krainą bez dróg i nie można zbliżyć się do niej po żadnej drodze.

Nie zbliża do niej żadna religia, żadna sekta. Prawda, będąc nie ograniczoną, nie uwarunkowaną nie może zostać zinstytucjonalizowana. Tworzenie organizacji, która by wiodła, czy siłą prowadziła ludzi do niej – jest skazane na niepowodzenie i wyrządza wielu ludziom krzywdę. Wiara jest sprawą czysto osobistą. Jeśli się ją instytucjonalizuje to umiera ona i ulega krystalizacji, staje się wyznaniem, sektą, religią, którą narzuca się innym. Tak czynią „wybrane” grupy na całym świecie. Zawęża się prawdę i czyni z niej zabawkę dla ludzi słabych, dla tych, którzy są chwilowo niezadowoleni.

Prawdy nie da się sprowadzić w dół, to raczej jednostka zdobyć się musi na wysiłek, by się do niej wznieść. Nie można sprowadzić szczytu góry w dolinę. Jeśli chce się zdobyć szczyt góry, trzeba przejść przez dolinę i wspiąć się na zbocza nie lękając się niebezpiecznych przepaści. Prawdy nie można „obniżyć”. To przede wszystkim organizacje podtrzymują zainteresowanie ideami, ale organizacje te budzą jedynie zainteresowanie zewnętrzne. Zainteresowanie, które nie jest zrodzone z miłości do Prawdy dla niej samej, a jedynie wzbudzone przez organizację – jest bezwartościowe. Organizacja staje się szkieletem, do którego jej członkowie mogą się wygodnie dopasować. Oni nie pożądają już Prawdy, czy szczytu góry, ale raczej wyszukują sobie wygodne miejsce lub pozwalają, by umieściła ich tam organizacja i uważają, że organizacja ta będzie w ten sposób wiodła ich do Prawdy.

To nie my znajdujemy Prawdę. To Prawda znajduje nas. Musimy się tylko przygotować.

Czy można zaprosić gościa, którego się nie zna? Nie. Ale można wysprzątać dom tak, że kiedy ten przyjdzie, będziemy gotowi przyjąć go i poznać. Gdy się jest cierpliwym dostrzega się Prawdę – przez chwilę gdy przemawia Głos. Ale owa chwila wystarcza, aby mieć pewność, że nie pochodziła ona z wiary, a z doświadczenia. Nie z doświadczenia innych, a własnego. To owa pewność podtrzymuje poszukiwania i rozwój. Przede wszystkim trzeba uspokoić umysł. Tylko wtedy będzie można słuchać Głosu, który jest w nas. Nie można być niecierpliwym, gdyż intuicja, która otwiera świadomość, przychodzi rzadko. Może to być tylko kropla, ale kiedy się pojawia, jest jak ocean. Głos, który wtedy przemawia, to Głos Wewnętrznego Człowieka, Człowieka Kosmicznego, Głos „Ja”. Nazwać go można dowolnie Umiłowanym, jak czynią to sufiowie; kamieniem fi-lozoficznym, jak alchemicy; Bogiem, Buddą, Parśwą; nazwać go można On albo Ona.

Ale To ,ten Głos, istnieje i jest, jest Tym prawdziwym, ponieważ Ty i To nie jesteście osobno. Ty jesteś Tym. Tak więc pozostawieni jesteśmy samym sobie – i taka jest sytuacja człowieka, który traktuje ten problem poważnie. Gdy już nie oglądasz się na nikogo i od nikogo nie oczekujesz pomocy, wtedy jesteś na tyle wolny, by dokonywać odkryć. Wolność wyzwala też energię; ale wolność nie może zrobić nic złego. Wolność jest zupełnie różna od buntu. Gdy w kimś jest wolność, nie ma mowy o czynieniu dobra i zła. Jesteśmy wolni i z tego centralnego punktu działamy.

Od tej chwili nie ma strachu, a umysł, który się nie boi, jest zdolny do wielkiej miłości. A miłość może czynić, co zechce. Toteż wypada nam teraz uczyć się siebie samych – nie opinii jakiegoś psychoanalityka lub filozofa, bowiem gdy uczymy się siebie według kogoś innego, uczymy się tylko jego, a nie siebie. Przystępujmy zatem do uczenia się tego, czym aktualnie jesteśmy. Zrozumiawszy, że chcąc dokonać całkowitej przemiany w strukturze swej psychiki, nie możemy opierać się na żadnym zewnętrznym autorytecie, spotykamy się z nieskończenie większą trudnością odrzucenia swego własnego wewnętrznego autorytetu, autorytetu swych odrębnych, drobnych doświadczeń i nagromadzonych opinii, wiedzy, pojęć i ideałów.

Jeśli wczorajsze doświadczenie czegoś nas nauczyło, to staje się ono nowym autorytetem – ten autorytet dnia wczorajszego jest równie szkodliwy jak autorytet sprzed tysięcy lat. Aby zrozumieć siebie, nie potrzeba wcale ani autorytetu dnia wczorajszego ani autorytetu sprzed tysięcy lat, ponieważ jesteśmy żywymi istotami zawsze w ruchu, nigdy w spoczynku. Gdy patrzymy na siebie podług martwego autorytetu z dnia wczorajszego, nie udaje nam się zrozumieć żywego ruchu ani piękna i wartości tego ruchu.

Aby być wolnym od wszelkiego autorytetu, własnego i cudzego, trzeba umrzeć dla wszystkiego co wczorajsze tak, aby nasz umysł był zawsze świeży, zawsze młody, nieskalany – pełen energii i pasji. Tylko w tym stanie człowiek się uczy i obserwuje. Do tego potrzeba wielkiego stopnia czujnej świadomości, świadomości tego, co się w nas dzieje, bez poprawiania czegokolwiek i bez osądzania, co być powinno, albowiem w chwili, gdy cokolwiek poprawiamy, stanawiamy zarazem nowy autorytet, nową cenzurę.

Tak więc przystępujmy do badania siebie samych, ale nie w ten sposób, że jedna osoba wyjaśnia, a my w miarę słuchania zgadzamy się lub nie zgadzamy z nią; chodzi o to, by podjąć podróż, odkrywczą podróż do najtajniejszych zakątków swego umysłu. By podjąć taką podróż, musimy czuć się lekko; nie możemy dźwigać brzemienia opinii, przesądów i wniosków – całego starego wyposażenia, zgromadzonego w ciągu ostatnich dwóch lub wielu tysięcy lat. Zapomnimy o wszystkim, co wiemy o sobie; zapomnijmy o wszystkim, co kiedykolwiek myśleliśmy o sobie; startujmy z miejsca, w którym nic o sobie nie wiemy.  Zacznijmy swą podróż, pozostawiwszy poza sobą wszelkie wspomnienie dnia wczorajszego – zacznijmy rozumieć siebie po raz pierwszy.