Dopóki nie otrzemy się o śmierć…

 

 

Dopóki nie otrzemy się o śmierć, życie wydaje się nie mieć granic – właśnie tak wolimy o nim myśleć. Wydaje się, że zawsze będziemy mieć czas na szukanie szczęścia. Najpierw muszę skończyć studia, spłacić raty, wychować dzieci, przejść na emeryturę… O szczęściu pomyślę później. Gdy odkładamy na jutro poszukiwania rzeczy najważniejszych, możemy się przekonać, że życie przeciekło nam przez palce, nim poczuliśmy jego smaku.

To było wiele lat temu. Spadałem głową w dół z pomostu wybudowanego na stoku góry. Tam gdzie miałem za chwile upaść, pirotechnik odpalił wybuch. Na chwile straciłem przytomność. To był nieszczęśliwy splot wydarzeń. Nie powinienem spadać w to miejsce. Jednak spadałem a jak zwykle to bywa w momentach zagrożenia, zmysły moje wyostrzyły się a czas jakby stanął w miejscu:

Czy odkryłeś, kto umiera, kiedy się umiera? – zapytał Wewnętrzny Głos

Słowami mogłem udzielić wszelkich słusznych odpowiedzi, ponieważ ostatnio bardzo wiele czytałem i rozmyślałem na ten temat. Interesowały mnie ćwiczenia podpowiadane przez różne tradycje, żeby przygotować się do “umierania żyjąc”. Ale szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy to wszystko zmieniło coś we mnie. Dla mnie było jasne, że przy narodzinach zaczyna się żyć, ale też i umierać. Życie i śmierć są przejawami tego samego istnienia. Intelektualnie rozumiałem, że wraz ze śmiercią umiera też wszystko, z czym się identyfikujemy: ciało, myśli, nasze związki międzyludzkie, doświadczenie i owo “Ja”, któremu przypisujemy tak wielkie znaczenie. Dlatego każdego dnia, by nie przywiązywać się zbytnio do tego, czym nie jesteśmy, należy sobie powtarzać: Ja tym nie jestem. Ja jestem świadomością, Ale czy to wszystko wystarczało, żeby uwolnić mnie od strachu przed śmiercią?

A czy ty nigdy nie odczuwasz tego strachu? – zapytałem

Jestem raczej ciekaw śmierci. – odpowiedział Wewnętrzny Głos. Powiedział też, że mam rację: nie chodzi o to, żeby śmierć zrozumieć głową. Jedynym sposobem poznania jej naprawdę było umrzeć. Przecież znasz to przesłanie, powiedział: 
„Wszystko, co się rodzi, umiera, wszystko, co umiera, się odradza. Pozostaje tylko Dusza, czysta świadomość, która nigdy się nie narodziła i jest poza czasem. Jak ziarno Człowiek dojrzewa, jak ziarno on na powrót się rodzi.”
Widzisz? – dodał – Śmierć nie jest negatywna. Może być Wielką Nauczycielką. W istocie, dzięki niej zadajemy sobie wielkie pytania na temat życia. A jeśli dobrze się zastanowisz: to właśnie ona nas tu na Ziemie przywiodła.

Miał rację. Zacząłem się modlić. Pomyślałem o rozpaczy najbliższych. Zacząłem walczyć o życie; już nie dla siebie – dla nich. Otrzeźwiałem, zwinąłem się w powietrzu w kulkę i w ten sposób ominąłem wbitą w ziemie metalową osłonę ochraniającą pomost przed wybuchem. Gdybym tego nie zrobił, metal odciął by mi głowę. Uff.. uderzenie o ziemie było mocne ale przyjazne…

Po tym zdarzeniu nastąpiła we mnie zmiana, jak sądzę, nieodwracalna. Zagadnienia prestiżu, sukcesu naukowego, status finansowy – to wszystko stało się dla mnie nieistotne. W ciągu pierwszych godzin po uświadomieniu sobie, że mogłem zginąć, ani przez chwilę nie myślałem o rachunku bankowym czy o przeznaczeniu wolnego świata. 
Od tego czasu ani razu nie kłóciłem się z żoną. Przedtem często zwracałem jej uwagę, że cos nie robi tak jak według mnie powinna: wyciska pastę do zębów od góry tubki, zamiast od dołu, nie dba dostatecznie o zaspokojenie mojego wybrednego apetytu, zaprasza gości, nie konsultując się ze mną, za dużo wydaje na ubrania. Teraz albo nie zwracam uwagi na takie sprawy, albo wydają mi się nieważne.

Zamiast tego zacząłem doceniać rzeczy, które kiedyś wydawały mi się oczywiste — spotkanie z przyjacielem, podrapanie kota za uchem i słuchanie jego mruczenia, towarzystwo żony, czytanie książki lub gazet przy nocnej lampce, wypad do kuchni po szklankę soku z marchwi. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że dopiero teraz czuję smak życia. Czuje wstrząs na myśl o tych wszystkich okazjach, które sam zmarnowałem z powodu fałszywej dumy sztucznych wartości i wydumanych uraz.

Perspektywa bliskiej śmierci może zatem doprowadzić do swoistego wyzwolenia. W jej cieniu życie nagle nabiera intensywności, wibracji i smaku, jakich nie znaliśmy nigdy wcześniej. Oczywiście, gdy nadchodzi kres, czujemy rozpacz z powodu konieczności odejścia, tak jakbyśmy żegnali się z kimś kochanym, wiedząc, że nigdy już go nie zobaczymy. Większość z nas lęka się tego smutku. Czy jednak nie byłoby czymś jeszcze gorszym odejść, nie znając pełnej radości życia? Czy nie byłoby gorzej, gdybyśmy w chwili rozstania nie mieli powodu do smutku?

 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 21 lipca 2013, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: