„Książka o Niej” (rozdział drugi)

Pisane razem z B.B.

 

Ta kobieta to chyba pierwowzór kobiety-kapłanki owianej tajemnicą i sekretem, to przyjaciółka i muza jednocześnie… Na tym etapie trudno wyczuć czy Anioł to czy klasyczna Femme fatale, ale czekam z niecierpliwością na c.d.n:-) Pozdrawiam serdecznie B.B, a może byś zagościła na portalu osobiście, znasz tu już przecież mnóstwo ludzi:-):) (Noemi)

@Noemi*: B.B rzeczywiscie jest tajemniczą kobietą.. pojęcia nie mam jak potoczy się dalej ta historia. Mam nadzieje, ze B.B „rozwinie” w książce potęgę wyobrażni i będzie nas zaskakiwać. Według mnie w życiu juz to robi… Pozdowienia Noemi – wędrowniczko. Gdzie to dzisiaj zawitasz? (Marcin)

 

 Rozdział drugi

Naprawdę czysta jest pełnia serca.

Nim zdołałem zebrać myśli i coś sensownie odpowiedzieć spotkanej kobiecie, nagle z gęstwiny świerczków wyłonił się brodaty mężczyzna. Ubrany był w strój lesniczego.

– A cóż to Pana sprowadziło w tę ostoję leśną? – zapytał ze śmiechem  i dłonią wielką jak bochen chleba uścisnął moją rękę, instynktownie wyciągniętą w obronnym geście.

Gdy starzec dowiedział się, że fotografuje przyrodę i przed chwilą zepsuł mi się samochód, uśmiechnął się i powiedział zwracając się do stojacej obok niego  kobiety:.

– Sama widzisz córeczko! Nic nie zdarza się przypadkiem. To takie zadziwiające i zastanawiające, kiedy to trzy osoby spotykają się nieoczekiwanie o świcie w lesie. Biegnij, kochanie do domu i przygotuj śniadanie. A my tymczasem wolniutko przespacerujemy się i porozmawiamy.

Gdy córka leśniczego znikła za zakrętem dróżki, starzec przenikliwie popatrzył mi w oczy,  objął mnie ramieniem i zapytał:
– Źle się tam Pan czuł… tak jak kiedyś i ja. Porzucił Pan miasto, prawda?

– Ma Pan racje. – odpowiedziałem – Jakiś czas pracowałem tam naukowo. Czułem zamęt; a choć nie jestem już młody, ogarnęło mnie zniechęcenie. Widziałem wokół siebie własne pokolenie, ludzi zdesperowanych, zgorzkniałych, wdziałem okrucieństwo, hipokryzję, kompromisy, asekuranctwo. To pokolenie niczego nie ma do zaoferowania i niczego od nich nie chcę. Zapragnąłem żyć życiem bogatym, pełnym treści. Z pewnością nic chcę pracować w biurze i utrzymywać zdobytą pozycję, wiodąc tą bezkształtną, bezsensowną egzystencję. Chce się odnaleźć w  życiu. Stałem się poszukiwaczem prawdy… o sobie… i o innych.

Przysiedliśmy na konarze zwalonego drzewa. Zapachniało żywicą. Czas jakiś siedzieliśmy w ciszy, a powiew wiatru poruszał gałęziami świerków. Po rannej mgle nie pozostało śladu.

– Poszukujesz więc Pan prawdy? Chce Pan żyć pełnią życia? Drogi chłopcze. Lot skowronka i orła nie pozostawiają śladów; naukowiec, podobnie jak każdy specjalista, ślad pozostawia. Można iść za naukowcem krok za krokiem i dodać kolejne kroki do tego, co on odkrył i zgromadzili. Wiadomo, lepiej lub gorzej, dokąd to wszystko prowadzi.

Ale prawda to coś zupełnie innego; ona rzeczywiście jest krainą bez dróg; być może leży na następnym zakręcie tej ścieżki, a może tysiące kilometrów stąd. Musisz iść nieprzerwanie, a wówczas znajdziesz ją tuż obok. Jeśli jednak zatrzymasz się, by wytyczyć drogę dla siebie lub innych lub po to, by zaplanować tą własną drogę życia, to prawda nigdy się do ciebie nie zbliży.

– Więc co w życiu jest warte zachodu? Więc w co uwierzyć?

– Uwierzyć? Jeśli przyniesie Pan do domu patyk, położy go na półce i będzie co dzień kładł przed nim kwiat, to po paru dniach nabierze on dla Pana ogromnego znaczenia. Tak tworzy się wiara a z niej między innymi religia. Umysł może nadać sens wszystkiemu, ale sens, jaki on nadaje, jest sensu pozbawiony.

– Więc jak żyć nie określając celu, żyć bez celu?

– Mój drogi Panie, pytanie o cel życia jest niczym oddawanie czci patykowi.Tragedia polega na tym, że umysł wciąż wymyśla nowe cele, nowe sensy, nowe radości i ciągle je niszczy. Nigdy się nie uspokaja. Umysł, który ma w sobie bogactwo ciszy, nigdy nie szuka czegoś poza tym, co jest.

– Więc co można uczynić by choć trochę mieć radości z życia?

– Trzeba być jednocześnie orłem i naukowcem, wiedząc, że jeden z drugim nigdy się nie spotkają. To nie znaczy, że żyją w różnych światach. Obaj są niezbędni. Ale gdy naukowiec chce stać się orłem, a orzeł pozostawia odciski pazurów, świat pogrąża się w niedoli. Zachowuj zawsze swą czystość i związaną z nią bezbronność. To jest jedyny skarb, który człowiek mieć może i musi.

– Bezbronność? Czy jest to jedyny bezcenny klejnot, który można znaleźć?

– Nie ma bezbronności bez czystości. Choćby miał Pan tysiące doznań, tysiące razy się uśmiechał i wylał tysiące łez, to jakże umysł może być czysty, jeśli Pan nie umrze i tego wszystkiego się nie wyzbędzie? Tylko czysty umysł pomimo tysięcy swych doznań – może ujrzeć prawdę..
A jedynie prawda czyni umysł bezbronnym, czyli wolnym.

– Powiada Pan, że nie można ujrzeć prawdy, nic będąc czystym, a nie można być czystym, nie ujrzawszy prawdy. Czy to nie jest błędne koło?

– Czystość może zaistnieć tylko wtedy, gdy umiera dzień wczorajszy. Ale my nigdy nie umieramy, nie wyzbywamy się przeszłości. Zawsze pozostaje nam jakaś resztka, strzęp dnia wczorajszego. Właśnie to sprawia, że umysł pozostaje więzieniem czasu. A zatem czas jest wrogiem czystości. Człowiek musi każdego dnia umierać, wyzbywać się wszystkiego, co umysł pochwycił i czego się trzyma. W przeciwnym razie nie ma wolności. Gdy istnieje wolność, istnieje bezbronność. One nie następują po sobie — to wszystko stanowi jeden ruch, zarówno pojawianie się, jak i przemijanie. Naprawdę czysta jest pełnia serca.

Zamyśliłem się. Leśniczy wstał: 

– Chodźmy. Śniadanie już pewnie na nas czeka i czeka moja córka, którą pan spotkał. Założę się, że nie przypadkowo – powiedział zerkając na mnie i uśmiechając się porozumiewawczo. Po chwili zapytał: 

– Wierzy Pan w miłość od pierwszego spojrzenia?

Nie odpowiedziałem. Poczułem jak przed chwilą spotkana kobieta wypełnia moje serce. Czy aby to moje serce jest czyste? – pomyślałem.

Szliśmy jakiś czas w milczeniu wsłuchując się w odgłosy lasu. Po chwili marszu usłyszałem szum spadającej wody. Weszliśmy na mostek będący równocześnie jazem dla rzeczki wypływającej z niewielkiego jeziorka. Za mostkiem, na niewielkim wzniesieniu, stał drewniany dom. Zapachniało pieczonym chlebem. Poczułem głód, ten zwyczajny i ten uczuciowy – miłości. Przypomniał mi się cel, który sobie postawiłem dawno , dawno temu:

Najważniejsze to rozszerzać na innych własny krąg miłości. Każdy człowiek pragnie chwil szczęścia i  stara się mało cierpieć…

 

Spojrzałem znowu przed siebie, dom wyglądał jak z pocztówki, wszędzie rosły kwiaty i roztaczał się ich upojny zapach pomieszany z zapachem ziół. Z komina leniwie snuł się dym, a  chlebem zapachniało intensywniej. Myśli wróciły do snu o kobiecie. Byłem oszołomiony i upojony zapachami i widokami. Gdy byliśmy już na ganku dobiegły nas wesołe głosy dochodzące z  domu.

Starzec otworzył gościnnie drzwi do przestronnego pomieszczenia wpuszczając mnie pierwszego. Była to kuchnia połączona z jadalnią z dużym stołem na chyba dwanaście osób i masywnymi  krzesłami. W głębi jadalni, tuż przy kominku, stała skórzana kanapa, dwa fotele i drewniany stolik. Na wprost nas, w odległości kilku metrów, na oścież otwarte, przeszklone drzwi, prowadziły na duży, drewniany taras otoczony ozdobną balustradą, na której stały skrzynki z pelargoniami, bujnie kwitnącymi i  zalewającymi swoją czerwienią tę część domu. Były tam też zachwycajace kształtami , wiklinowe, bujane fotele.

Czy jeden z nich czeka na mnie?- pomyślałem

W domu było gwarno i wesoło, a pierwszą osobą, która zwróciła moją uwagę był wysoki, szczupły mężczyzna, który przyglądał mi się z zainteresowaniem. Podszedł do mnie żwawym, pełnym energii krokiem, wyciągnął rękę na przywitanie i powiedział:

– Będziesz pisał książkę o niej, prawda? Uważaj Marcinie, ostrzegam Cię, to może źle się dla Ciebie skończyć? Ona zawładnie Twoją duszą tak jak zawładnęła nami, rozejrzyj się, przyjrzyj się nam, wskazał ręką na pozostałe osoby znajdujące się w pokoju.

Po chwili rozmowy odszedłem na bok. Wyszedłem na taras.

Co ci wszyscy mężczyźni tu robią? – pomyśałem. Pomieszczenie wypełniali mężczyźni w różnym wieku. Niektórzy rozmawiali ze sobą, inni siedzieli przy stole i spożywali posiłek, kilku stało na tarasie. Starzec gdzieś zniknął.. Widok z tarasu, który ukazał się moim oczom z tej strony domu był jeszcze piękniejszy niż od strony frontu. Ubarwiona kwieciem polnym zielona łąka, a za nią sosnowy las na tle błękitnego nieba i mała dziewczynka biegająca boso po łące. W milczeniu i zachwycie chłonąłem tę wizualną symfonię, gdy usłyszałem głos.
– To dziewczynka z lasu, powiedział Starzec, który znalazł się znowu koło mnie. Czy ma Pan dzieci? – zapytał.
Odpowiedziałem, że mam dorosłą córkę i bardzo chciałbym mieć wnuki.
– To dziecko, które Pan podziwia przychodzi codziennie rano z tamtego sosnowego lasu, bawi się radośnie, śmieje promiennie i zachęca nas do zabawy, zarażając śmiechem. Jeśli chce Pan zobaczyć jak wygląda niebo, wystarczy zajrzeć w jej błękitne oczy. Ale nie każdy je zobaczy, niebo w jej oczach ujrzy tylko ten, kto ma je w sobie. Pan zapewne wie o co mi chodzi, Pan dużo wie.
Tymczasem dziewczynka tańczyła dalej, a ja poczułem, jak w moją dłoń wsunęła się delikatna dłoń kobieca i dreszcze przeszły po moim ciele.

Stała obok mnie nic nie mówiąc, a ciepło jakie od niej czułem, dawało uczucie ogromnej rozkoszy i rozlewało się po całym moim ciele. Już wiedziałem, ona miała niezwykłą, kobiecą moc. Kazdy z mężczyźn musiał  zapłonąć pożądaniem przy niej. Kątem oka spojrzałem na wiklinowy fotel…

Cdn )) B.B.

 
 
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 21 lipca 2013, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: