Monthly Archives: Sierpień 2013

Niedokończone historie

 

„Często najlepszym sposobem, by się pożegnać, jest podjęcie jeszcze jednej próby. Napisanie wierszy, które zawsze chcieliśmy napisać, wybranie się w podróż, o której marzyliśmy, póki to jeszcze możliwe. Są to ostatnie próby, więc nawet jeśli coś nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli, nie zwracajmy uwagi na drobne niedociągnięcia”

 

Fragment książki „Zdrowiej!- Pokonaj stres i depresję” Dr David Servar – Schreiber 

Bycie wśród żywych

” Często się słyszy, że ludzie, którzy doznali nagłego ataku serca, mieli dobrą śmierć. Jednak taki koniec życia nie daje nam szansy przygotowania się, wymiany lub podzielenia się swoimi doświadczeniami, okazji domknięcia niespełnionego związku. Ja bym tak nie chciał. Dziś rak nie jest już synonimem śmierci, lecz niesie ze sobą jej cień. Dla wielu pacjentów ów cień staje się okazją do refleksji nad swoim życiem, nad tym, co pragniemy z nim zrobić. Okazją, by zacząć przeżywać je w taki sposób, żebyśmy w dniu śmierci mogli spojrzeć na nie godnie i dojrzale. Żebyśmy mogli się żegnać, mając spokój w sercu. Ten swoisty realizm odnalazłem w postawie nieomal wszystkich ludzi, którzy żyli z rakiem dłużej, niż wynikało to ze statystyk. „Tak, może umrę wcześniej, niż powinienem. Ale jest też możliwe, że będę żył dłużej. Cokolwiek się zdarzy, od tej chwili będę żył najlepiej jak umiem. To najlepszy sposób, by przygotować się na to, co mnie czeka”.

„Śmierć to ostateczne odejście. Żeby odejść w pokoju, musimy się pożegnać. Bardzo trudno jest odwrócić stronę z niespełnionymi ambicjami, marzeniami o podróżach lub związkach, które kiedyś były ważne, lecz zostały przedwcześnie zerwane. Często najlepszym sposobem, by się pożegnać, jest podjęcie jeszcze jednej próby. Napisanie wierszy, które zawsze chcieliśmy napisać, wybranie się w podróż, o której marzyliśmy, póki to jeszcze możliwe. Są to ostatnie próby, więc nawet jeśli coś nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli, nie zwracajmy uwagi na drobne niedociągnięcia.

Najtrudniejsze bywa jednak rozstanie ze związkiem, który boleśnie naznaczył nasze życie.

Jennifer miała trzydzieści sześć lat i cierpiała na wyjątkowo złośliwą odmianę raka piersi, który nie reagował już na leczenie. Ojciec zostawił rodzinę, kiedy Jennifer miała sześć lat, a jej brat jedenaście. Mieszkał w Meksyku i nigdy nie próbował się z nimi zobaczyć. Długo się wahała, nim postanowiła do niego napisać. Jak zareaguje? Czy po trzydziestu latach nieobecności będzie się wstydził odpisać? A może okaże obojętność i w ogóle się nie odezwie? Czy, jeśli tak się stanie, Jennifer poczuje się zdruzgotana?

Śmierć otwiera jednak nawet najbardziej zatwardziałe serca. Ojciec Jennifer przyjechał. Bał się, wstydził, ale mimo wszystko przyjechał. W czasie jedynej rozmowy, którą odbyli jako dorośli ludzie, powiedziała mu, że zawsze chciała go poznać, pragnęła, by ją chronił i nauczył tego, co wiedział o życiu. Pokazała mu zdjęcia syna i swoje jeszcze sprzed choroby, gdy promieniała radością. Patrząc na zmizerowane ciało i twarz córki, ojciec nie miał sumienia bronić się i usprawiedliwiać. Słuchał. Na koniec powiedział, że on też żałuje. Że zrobił to, co mógł w tamtych okolicznośach, poddany emocjom i rozterkom wieku, w którym wtedy był, że teraz pewnie postąpiłby inaczej, ale jest już za późno. Błagał córkę o przebaczenie. Jennifer zmarła wkrótce potem, z nieco większym spokojem w sercu.”

 

Fragment ksiązki T.Terzaniego „Nic nie zdarza się przypadkiem”

„Moje sporadyczne wizyty w świecie, szczególnie w Nowym Jorku, gdzie nie tylko ukochany szpital, ale także cała reszta reprezentowała najbardziej zaawansowany etap tego, co cywilizacja zachodnia była w stanie wyprodukować, utwierdziły mnie w przekonaniu, że rozwiązanie ludzkich problemów nie może pochodzić z rozumu, ponieważ to właśnie on stanowi źródło wielu z nich.
Rozum stoi za skutecznością, a ta dehumanizuje stopniowo nasze życie i niszczy ziemię, od której zależymy. Rozum stoi za przemocą, za pomocą której, jak nam się zdaje, położymy kres przemocy. Rozum stoi za bronią, którą produkujemy i sprzedajemy w coraz większej ilości, a potem się zastanawiamy, jak to się dzieje, że jest tyle wojen i tyle zabitych dzieci. Rozum stoi za cynicznym okrucieństwem ekonomii, która każe wierzyć biedakom, że pewnego dnia staną się bogaci, podczas gdy świat tak naprawdę coraz wyraźniej dzieli się na tych, którzy mają coraz więcej, i tych, którzy mają coraz mniej.
Rozum, który był nam przecież bardzo pomocny i przyczynił się do naszego dobrobytu – przede wszystkim materialnego – teraz uwięził nas w łańcuchach. Pozbawił jakiejkolwiek roli nasze emocje i intuicję, uczynił ze snów martwy język, a teraz narzuca nam myślenie i mówienie wyłącznie na swój sposób.
Rozum odebrał życiu tajemnicę, wymazał z pamięci bajki, uczynił zbędnymi wróżki i czarownice, które uzupełniały przecież naszą, w innym wypadku jałową, panoramę egzystencjalną.
Jaka była alternatywa? Ja sam czułem pod tym względem ograniczenia. Wobec takich słów, jak „serce”, „intuicja”, „energia”, przechodziłem zawsze obojętnie, a przecież, zważywszy na katastrofę wywołaną przez obiektywne prawdy rozumu, uważałem za właściwe zbadać ten – choć niepewny – teren prawd subiektywnych. Żeby poszukać nie alternatywy dla rozumu, ale – jak w przypadku medycyny – czegoś komplementarnego.”

 

 

 

Reklamy

Newsy zrujnują ci zdrowie

Rolph Dobelli (1) przedstawił interesującą tezę, zgodnie z którą informacje medialne o bieżących wydarzeniach, a mówiąc krócej – newsy, są szkodliwe dla zdrowia. Dlaczego? Otóż wywołują one poczucie strachu, budzą agresję, wpływają hamująco na kreatywność i zdolność myślenia. I są na to dowody. Bylibyśmy zatem szczęśliwsi, gdybyśmy… w ogóle ich nie poznawiali…

Newsy są dla Twojego mózgu tym, czym słodkości dla ciała. Łatwo je „przełknąć”, przynoszą odrobinę przyjemności, nie wymagają wysiłku, ale w ostatecznym rozrachunku sprawiają, że gnuśniejesz. Zamiast dostarczać informacji, tylko przepełniają Ci głowę faktami, które nie znajdują żadnego praktycznego ani teoretycznego zastosowania w życiu. Nie masz na nie żadnego wpływu ani w żaden sposób Cię nie dotyczą.

W przeciwieństwie do książek, możesz wchłonąć wiele takich bieżących doniesień wpływających na Twoje samopoczucie podobnie jak kolorowe cukierki.

Newsy są toksyczne
Wyobraź sobie taką informację: samochód przejeżdża po moście, który nagle łamie się wpół. Jak przekaże Ci to prasa? Jeżeli kierowca nadal żyje, z pewnością będziesz słyszał o tym wypadku jeszcze przez najbliższe kilkanaście godzin. Dlaczego? Ponieważ czytelnicy ekscytują się przeżywaniem takich emocji, chcą poznać jak najwięcej szczegółów od świadków zdarzenia (na przykład dokąd jechał kierowca, o czym myślał, co czuł), a także dlatego, że jest to prosta, krótka wiadomość, którą dziennikarzowi łatwo przygotować. Dotarcie do informacji, które mogłyby być w takim przypadku dla Ciebie przydatne (takie jak konstrukcja mostu i jego wytrzymałość oraz wskazanie wszystkich miejsc, w których istnieje ryzyko podobnego zdarzenia), byłoby zbyt skomplikowane i kłopotliwe.

Takie podejście do informacji wiąże się z ogromnym niebezpieczeństwem utraty lub zafałszowania naszej zdolności do oceny ryzyka. Bardzo boimy się ataku terrorystycznego, ale nie doceniamy ryzyka zgonu spowodowanego przewlekłym stresem. Przeceniamy szczęście wynikające z bycia bogatym. W zamian za to nie doceniamy tego, jak bardzo można zniszczyć sobie życie, wybierając nieodpowiednią osobę jako małżonka.

Nadmiar newsów jest więc toksyczny dla Twojego mózgu, a jedynym sposobem na ochronę przed nim jest całkowite zaprzestanie czytania, ogladania i słuchania newsów.

Poza tym ciągły kontakt z mediami sprawia, że przestajesz myśleć racjonalnie. Kiedy widzisz drastyczne zdjęcia katastrofy lotniczej, zaczynasz uporczywie myśleć tylko o tym, jakie jest prawdopodobieństwo, że takie nieszczęście może przydarzyć się Tobie.

Nawet ludzie, którzy inwestują duże pieniądze, nie są w stanie oprzeć się takiemu wpływowi newsów. Często reagują na różne informacje zbyt emocjonalnie, podejmując decyzje, które mają wpływ na ich życie.

Newsy są bezużyteczne
„Spróbuj wymienić jeden z 10 000 newsów, które przeczytałeś w ciągu ostatniego roku, który – tylko dlatego, że go przeczytałeś – pozwolił Ci podjąć lepszą decyzję dotyczącą jakiejś ważnej kwestii związanej z Twoim życiem, karierą zawodową czy firmą” – prowokuje do przemyśleń Rolph Dobelli (2).

Wniosek jest taki, że konsumowanie informacji nie ma żadnego praktycznego zastosowania. Twój mózg musi dokonać ogromnego wysiłku, aby przyswoić sobie to, co może okazać się przydatne. A samo pochłanianie newsów nie wymaga wysiłku.

Wydaje Ci się, że gromadzenie tysięcy informacji pozwala Ci lepiej zrozumieć otaczający Cię świat. Tymczasem jest dokładnie na odwrót. To nie newsy są ważne, lecz głębokie przemyślenia i mądrość, która z nich wynika. Odnosi się to zarówno do Twojego życia osobistego, jak i zawodowego. Gdyby bycie na bieżąco było kluczowe dla kariery, dziennikarze znajdowaliby się na samym szczycie piramidy zawodowej. Jednak wcale tak nie jest.

Wynika to stąd, że dziennikarskie newsy nie pozwalają na refleksję, a tylko wzmagają obawy. Myślenie wymaga bowiem nieprzerwanej koncentracji. Tymczasem newsy przygotowane są dokładnie w taki sposób, aby Ci przeszkadzać.

A jeśli coś Ci ciągle przeszkadza w rozmyślaniach, to przedmiot tych rozważań pozostaje jedynie w Twojej pamięci krótkotrwałej. Oznacza to, że nie ma on najmniejszych szans na przedostanie się do pamięci długotrwałej, zarezerwowanej dla przemyśleń.

Co ciekawe, przeszkadzać w przemyśleniach mogą nawet… hiperłącza, czyli linki.

Artykuły publikowane w Internecie pełne są linków, więc za każdym razem, kiedy je otwierasz, odrywasz się od głównego wątku. Naukowcy kanadyjscy stwierdzili, że już sama ich obecność w tekście obniża zdolność do zrozumienia go, ponieważ mózg ciągle koncentruje się na tym, czy kliknąć którykolwiek z nich, co odwraca uwagę od treści artykułu (3.)

Wyjaśnia to wrażenie utraty zdolności koncentracji i zapamiętywania, którego doświadcza wielu młodych ludzi.

Newsy są trucizną dla ciała
Newsy wpływają na układ limbiczny Twojego mózgu. Pełne dramatycznych doniesień nagłówki gazet, przekazy radiowe i telewizyjne powodują gwałtowne uwalnianie glikokortykosterydów (czyli kortyzolu). Zaburza to działanie układu odpornościowego i hamuje wydzielanie hormonu wzrostu – hormonu pozwalającego na regenerację organizmu. Newsy są w stanie doprowadzić osobę wiodącą spokojne życie do stanu przewlekłego stresu. Wysokie stężenie glikokortykosterydów zaburza procesy trawienia, hamuje wzrost komórek skóry, włosów i kości oraz sprawia, że osoba taka jest podenerwowana i bardziej podatna na infekcje. Może również odczuwać strach, agresję, a także zaburzenia pola widzenia.

Newsy działają jak narkotyk. Śledzisz (świadomie lub nie) niezliczoną liczbę spraw, poczynając od skandali z życia celebrytów, a kończąc na problemach komunistycznej Korei. Media nieustannie zachęcają Cię do bycia „na bieżąco”.

Naukowcy uważali kiedyś, że w mózgu dorosłej osoby znajduje się 100 miliardów neuronów połączonych w trwały sposób. Obecnie wiemy, że to nieprawda. Komórki nerwowe nieustannie zrywają stare połączenia, zastępując je nowymi. Czym więcej newsów czytasz, tym więcej połączeń tworzy się na potrzeby banalnych informacji, a tym mniej wykorzystujesz na sprawy naprawdę potrzebne, na przemyślenia i skupienie podczas czytania.

Większość konsumentów newsów, w tym również tych, którzy wydają się czytać najwięcej, utraciła zdolność do czytania ze zrozumieniem książek i długich artykułów. Po pierwszych czterech czy pięciu stronach nie potrafią się dalej skupić, mają ochotę gdzieś wyjść albo… zasypiają. I nie wynika to z tego, że się zestarzeli lub że mają ważniejsze rzeczy do roboty. Wynika to ze zmian, które zaszły w strukturze ich mózgu.

Szczególnie bolesny jest fakt, że zalewają Cię informacje o tragicznych zdarzeniach, na które nie masz żadnego wpływu. Robisz się więc pasywny, odczuwasz negatywne emocje, nabierasz pesymistycznego podejścia do życia, stajesz się fatalistą. Może Cię to nawet doprowadzić do całkowitego zaniku: emocji czy współczucia dla bliźnich, jak również entuzjazmu i optymizmu w myśleniu o przyszłości. A pierwszą niezamierzoną ofiarą newsów stanie się… Twoja kreatywność.

„Nie znam ani jednej kreatywnej osoby, która namiętnie czyta newsy. Nie ma wśród nich pisarzy, kompozytorów, matematyków, fizyków, naukowców, muzyków, projektantów, architektów czy malarzy. Z drugiej strony, znam mnóstwo ludzi wyzbytych kreatywności, którzy konsumują newsy na ogromną skalę” – zauważył Rolph Dobelli.

Oczywiście to wszystko nie oznacza, że nie potrzebujemy dziennikarzy. Wręcz przeciwnie. Są nam potrzebni, aby informować nas o ważnych wydarzeniach, które dotyczą naszej wspólnej przyszłości na poziomie lokalnym czy światowym. Jednakże lepszym sposobem na zrozumienie otaczającego świata byłaby zamiast newsów lektura artykułów lub książek pisanych przez dziennikarzy śledczych.

Życzę zdrowia!
Jean-Marc Dupuis

Źródła:

(1), (2), (3) „News is bad for you – and giving up reading it will make you happier”, The Guardian, vendredi 12 avril, 2013; http://www.guardian.co.uk/media/2013/apr/12/news-is-bad-rolf-dobelli

 

 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4cui/newsy-zrujnuja-ci-zdrowie#ixzz2ccbQNSGK

Miód i Cynamon

** Fakty na temat miodu i cynamonu ***

Mieszanka miodu i cynamonu leczy większość chorób. Miód jest wytwarzany w większości krajów na świecie. Obecnie naukowcy uznają, ze miód jest bardzo skutecznym lekiem na każdego rodzaju schorzenia. Miód może być stosowany bez skutków ubocznych przy każdego rodzaju chorobie. Obecnie naukowcy podają, ze chociaż miód ma słodki smak, jeśli przyjmowany we właściwej dawce jako lekarstwo, nie zaszkodzi on pacjentom cierpiącym na cukrzycę.

Kanadyjskie pismo Weekly World News w wydaniu z 17 stycznia 1995 r. podaje listę schorzeń, które można leczyć miodem i cynamonem według badan przeprowadzonych przez naukowców z krajów zachodnich.

*** CHOROBY SERCA ***

Z miodu i cynamonu zrób pastę, nałóż na chleb zamiast dżemu i jedz codziennie na śniadanie. Obniża ona cholesterol i chroni przed atakiem serca. Również osoby po zawale przy codziennym jedzeniu miodu z
cynamonem są chronione przed kolejnym zawałem. Regularne stosowanie łagodzi zadyszkę oraz wzmacnia uderzenia serca. Wiele domów opieki w Ameryce i Kanadzie leczyło z powodzeniem pacjentów i według nich, wraz z wiekiem arterie i żyły tracą elastyczność i zatykają się. Miód i cynamon uaktywnia arterie i żyły.

*** ZAPALENIE STAWÓW ***

Osoby cierpiące na zapalenie stawów mogą; przyjmować codziennie rano i wieczorem szklankę; cieplej wody z 2 łyżkami miodu i 1 łyżeczką cynamonu. Przyjmując je regularnie nawet chroniczne zapalenie stawów może być wyleczone. Ostatnie badania przeprowadzone przez Copenhagen University podają, że u pacjentów, którym podawano mieszankę: 1 łyżeczka miodu i pół łyżeczki cynamonu przed śniadaniem w przeciągu tygodnia spośród 200 pacjentów u 73 z nich zniknął ból, a w przeciągu miesiąca prawie wszyscy pacjenci, którzy nie mogli chodzić lub poruszać się ze względu na zapalenie stawów zaczęli chodzić bez oznak bólu.

*** INFEKCJE PĘCHERZA: ***

Rozpuść 2 łyżeczki cynamonu i 1 łyżeczkę miodu w szklance letniej wody iwypij. Taka mieszanka niszczy drobnoustroje pęcherza.

*** CHOLESTEROL ***

2 łyżeczki miodu i 3 łyżeczki cynamonu wymieszane z 16 uncjami wody, podane pacjentom z podwyższonym cholesterolem obniżają poziom cholesterolu we krwi o 10% w ciągu 2 godzin. Jak w przypadku pacjentów cierpiących na zapalenie stawów przyjmowane trzy razy dziennie może wyleczyć każde chroniczne podwyższenie cholesterolu. Jak podaje wspomniane wcześniej pismo, codzienne jedzenie miodu ogranicza problemy z cholesterolem.

*** PRZEZIĘBIENIE ***

Osoby cierpiące na przeziębienie o różnym nasileniu powinny przyjmować codziennie przez 3 dni 1 łyżeczkę letniego miodu z ? łyżki cynamonu. Wyleczy on większość chronicznego kaszlu, przeziębienia orazprzeczyści zatoki.

 

*** ROZSTRÓJ ŻOŁĄDKA ***

Miód i cynamon łagodzą ból brzucha oraz usuwają wrzody żołądka.

*** WZDĘCIA ***

Jak podają; badania przeprowadzone w Indiach i Japonii miód przyjmowany wraz z cynamonem łagodzi wzdęcia.

*** UKŁAD ODPORNOŚCIOWY ***

Codzienne przyjmowanie miodu i cynamonu wzmacnia układ odpornościowy i chroni organizm przed bakteriami i wirusami. Naukowcy podają, ze miód zawiera dużo witamin oraz żelaza. Regularne stosowanie miodu wzmacnia białe krwinki do walki z bakteriami i chorobami wirusowymi.

** * NIESTRAWNOŚĆ ***

2 łyżeczki miodu posypane cynamonem przed jedzeniem obniżają kwasowość i ułatwiają trawienie ciężko strawnych potraw.

*** GRYPA ***

Naukowcy z Hiszpanii dowiedli, że miód zawiera pewien naturalnyskładnik, który zabija drobnoustroje grypy i chroni przed tą chorobą.

*** DLUGOWIECZNOŚĆ ***

Regularne picie herbaty z miodem i cynamonem zatrzymuje zniszczenia organizmu spowodowane procesem starzenia. Weź 4 łyżki miodu, 1 łyżkę cynamonu i 3 szklanki wody, wszystko razem zagotuj. Pij ? szklanki, 3-4 razy dziennie. Dzięki temu twoja skora będzie świeża, a proces starzenia zatrzymany. Również długość życia wydłuża się, a stulatek czuje się prawie jak dwudziestolatek.

*** PIEGI ***

Zrób papkę z 3 łyżeczek miodu i 1 łyżeczki cynamonu. Nałóż ja na piegi przed snem i zmyj następnego dnia rano ciepłą wodą. Codzienne stosowanie przez 2 tygodnie, całkowicie usunie piegi.

*** INFEKCJE SKÓRNE ***

Nałóż równomiernie miód i cynamon na chore miejsce. Można leczyć wypryski, grzybice oraz wszystkie rodzaje infekcji skórnych.

*** UTRATA WAGI ***

Pij ugotowany w szklance wody miód i cynamon, codziennie rano pół godziny przed śniadaniem na pusty żołądek i wieczorem przed snem. Przyjmowane regularnie obniżają wagę nawet u bardzo otyłych ludzi.
Nie pozwalają na gromadzenie się tłuszczu w organizmie nawet przy wysokokalorycznej diecie.

*** NOWOTWÓR ***

Ostatnie badania przeprowadzone w Japonii i Australii wykazały, ze udało się wyleczyć zaawansowane stadium raka żołądka i kości. Osoby cierpiące na tego rodzaju nowotwory powinny przyjmować 1 łyżeczkę
miodu z 1 łyżeczką cynamonu przez jeden miesiąc trzy razy dziennie.

*** ZMĘCZENIE ***

Badania wykazały, że cukier zawarty w miodzie ma działanie dobroczynne, a nie szkodliwe dla organizmu. Starsze osoby, przyjmujące miód i cynamon w takich samych ilościach są bardziej ożywione i sprawniejsze. Dr Milton, autor badania, zaleca pół łyżeczki miodu na szklankę wody i troszkę cynamonu. Codzienne picie po umyciu zębów i po południu ok. 15.00, kiedy obniża się aktywność organizmu, a w ciągu tygodnia odzyskamy witalność.

 

*** NIEŚWIEŻY ODDECH ***

Ludzie w Południowej Afryce codziennie rano płuczą gardło taką mieszanką: 1 łyżeczka miodu i cynamonu z ciepłą woda, a ich oddech pozostaje świeży przez cały dzień.

Tekst z zasobów Internetu

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4cvg/miod-i-cynamon#ixzz2ccaPHn00

Ku Oświeceniu

Ku oświeceniu

 

„Jeśli ktoś pójdzie do lekarza i powie, że słyszy w głowie jakiś głos, lekarz najprawdopodobniej odeśle go do psychiatry. Sęk w tym, że prawie ze wszystkimi ludźmi dzieje się coś bardzo podobnego: przez cały czas słyszą w głowie jakiś głos albo kilka głosów. Są to przejawy mimowolnych procesów myślowych, które możemy w każdej chwili zatrzymać, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nieustanne monologi lub dialogi. Zdarzało ci się pewnie spotykać na ulicy ludzi, którzy ciągle do siebie gadają czy mamroczą. Nie tak znów bardzo różni się to od tego, co robisz ty sam i wszyscy inni „normalni” osobnicy, tyle że wy nie przemawiacie do siebie na głos. Wewnętrzny mówca komentuje, snuje domysły, osądza, porównuje, narzeka, lubi, nie lubi i tak dalej. To, co mówi, niekoniecznie ma jakikolwiek związek z sytuacją, w której właśnie się znajdujesz; może to być wspomnienie bliskiej lub dalekiej przeszłości, przymiarka do hipotetycznych przyszłych sytuacji bądź fantazje na ich temat.”

„Gdy w grę wchodzą przyszłe zdarzenia, wewnętrzny mówca często wyobraża sobie, że coś idzie nie po jego myśli, powodując fatalne skutki; popada wtedy w tak zwane zatroskanie. Czasem tej ścieżce dźwiękowej towarzyszą wizje lub „filmy mentalne”. Nawet jeśli głos wewnętrzny mówi coś, co wyraźnie się wiąże z bieżącą sytuacją, interpretuje ją w kategoriach przeszłości. Dzieje się tak dlatego, że głosem tym przemawia ten aspekt twojego umysłu, który jest owocem gruntownej tresury, ukształtowany przez całą twoją przeszłość i przez zbiorową, odziedziczoną po przodkach umysłowość kulturową. Widzisz zatem i osądzasz teraźniejszość przez pryzmat czegoś, co już przeminęło, uzyskujesz więc całkowicie wypaczony obraz.

Nierzadko się zdarza, że głos wewnętrzny jest najgorszym wrogiem tego, w kim się gnieździ.”

„Wiele osób żyje, nosząc we własnej głowie dręczyciela, który nieustannie je atakuje, poddaje rozmaitym karom i wysysa energię życiową. Bywa to źródłem nieopisanych cierpień i nieszczęść, a także chorób.”

„Mam jednak dobrą wiadomość: możesz się uwolnić od swojego umysłu. Jest to jedyna szansa prawdziwego wyzwolenia. Pierwszy krok możesz zrobić choćby teraz. Postaraj się jak najczęściej wsłuchiwać w głos, przemawiający z wnętrza głowy. Zwracaj szczególną uwagę na wszelkie powtarzające się schematy, myślowe refreny -stare płyty gramofonowe, które grają ci w głowie być może od wielu lat. To właśnie nazywam „obserwowaniem myśliciela”. Innymi słowy -słuchaj głosu, rozbrzmiewającego w twojej głowie, bądź w niej jako przytomny świadek.”

„Kiedy słuchasz tego głosu, zachowaj bezstronność. Nie osądzaj ani nie potępiaj niczego, co słyszysz, jeśli bowiem postanowisz zostać sędzią, będzie to dowód, że ten sam głos zakradł się z powrotem kuchennymi drzwiami. Wkrótce zobaczysz, jak się sprawy mają: tam jest głos, a tu jestem ja słucham go i obserwuję. Ta świadomość własnego jestestwa, poczucie własnej obecności, nie jest myślą, lecz wyłania się spoza granic umysłu. Gdy więc wsłuchujesz się w myśl, nie tylko jej jesteś świadom, ale i samego siebie jako świadka tej myśli. Pojawia się zatem nowy wymiar świadomości.”

„Wsłuchując się w myśl, wyczuwasz świadomą obecność, swoje głębsze ,Ja”, gdzieś — rzec by można – w tle czy też pod tą myślą. Traci ona wtedy władzę nad tobą i szybko ustępuje, ponieważ nie zasilasz już umysłu poprzez utożsamianie się z nim. Jest to początek końca mimowolnego, natrętnego myślenia. Kiedy myśl ustępuje, czujesz, że mentalny nurt na chwilę traci ciągłość -pojawia się luka, w której umysłu po prostu nie ma. Chwile te będą zrazu krótkie, najwyżej kilkusekundowe, stopniowo jednak zaczną się wydłużać. W takich chwilach czujesz w sobie pewien szczególny rodzaj nieruchomej ciszy i spokoju. Tak właśnie wkraczasz w swój naturalny stan bezpośrednio odczuwalnej jedni z Istnieniem, którą zwykle przesłania umysł. Gdy nabierzesz wprawy, wyrażenie cichego bezruchu i spokoju jeszcze się pogłębi. Tak naprawdę jest ono bezdenne. Poczujesz też subtelną emanację radości, wyłaniającą się z głębokich warstw twojego wnętrza: będzie to radość Istnienia. Stan ten nie ma nic wspólnego z transem.”

„Świadomość nie ponosi wtedy najmniejszego uszczerbku. Wręcz przeciwnie. Gdyby spokój trzeba było przypłacić obniżeniom poziomu świadomości, a cichy bezruch -osłabioną witalnością i czujnością, gra nie byłaby warta świeczki. W tym stanie uaktywnienia wewnętrznych łączy jesteś dużo czujniejszy, dużo bardziej przebudzony, niż gdy utożsamiasz się z umysłem. Jesteś w pełni obecny. Wzrasta też wówczas częstotliwość wibracji pola energetycznego, któremu ciało fizyczne zawdzięcza życie. Wnikając coraz głębiej w tę sferę „bez-umysłu”, jak ją czasem nazywają ludzie Wschodu, osiągasz stan czystej świadomości. Własną obecność odczuwasz wtedy z taką siłą i radością, ze w porównaniu z nią stosunkowo mało ważne staje się wszelkie myślenie, emocje, twój organizm i cały świat zewnętrzny. Nie jest to jednak egoizm, lecz brak ego. Stan ten pozwala ci przekroczyć granice tego, co dotychczas uważałeś za „swoje ja”. To, czego obecność wyczuwasz, jest w zasadzie tobą samym, a jednocześnie czymś nieopisanie od ciebie ogromniejszym. Ważenia, które próbuję tu przekazać, wydają się może paradoksalne lub nawet wewnętrznie sprzeczne, ale nie znajduję na nie innych słów.”

„Zamiast „obserwować myśliciela”, możesz też stworzyć lukę w mentalnym nurcie, jeśli po prostu skupisz się na teraźniejszości. Wystarczy, że z całą mocą uświadomisz sobie obecną chwilę. Da ci to głębokie zadowolenie. W ten sposób odwodzisz świadomość od zajmowania się działalnością umysłową i tworzysz lukę, w której umysł znika, ty zaś jesteś bardzo czujny i świadomy, ale nie myślisz.Jest to sedno medytacji.”

„Jeśli chcesz ćwiczyć tę umiejętność w życiu codziennym, to wykonując jakąkolwiek trywialną czynność, która zazwyczaj jest wyłącznie środkiem wiodącym do celu, poświęć jej całą uwagę, tak aby sama w sobie stała się celem. Na przykład gdy idziesz po schodach, zważaj na każdy krok, każdy ruch, nawet na to, jak oddychasz. Bądź w pełni obecny. Kiedy myjesz ręce, zwracaj uwagę na wszystkie doznania zmysłowe: plusk wody i jej dotyk na skórze, ruch dłoni, zapach mydła itd. Kiedy wsiadasz do auta, po zamknięciu drzwiczek posiedź chwilę bez ruchu, obserwując, jak płynie twój oddech. Uświadom sobie poczucie bezdźwięcznej, lecz wyraźnej obecności. Istnieje niezawodne kryterium, za pomocą którego możesz zmierzyć poczynione postępy: jest nim głębia twojego spokoju wewnętrznego.”

„Najważniejszy krok ku oświeceniu polega więc na tym, żeby wyzbyć się poczucia tożsamości z własnym umysłem. Ilekroć udaje ci się stworzyć lukę w mentalnym nurcie, świadomość pała silniejszym blaskiem.”

„Pewnego dnia możesz złapać się na tym, że głosu, który odzywa się w twojej głowie, słuchasz z uśmiechem – tak jakbyś uśmiechał się na widok dziecinnych figli. Będzie to dowód, że przestałeś traktować zawartość swojego umysłu całkiem serio, bo twoje poczucie ,ja” już od niej nie zależy.”

Fragmenty z – „Potęga teraźniejszości”  Eckhart Tolle

źródło   http://www.eioba.pl/a/2v2a/potega-terazniejszosci-eckart-tolle#post261275 

 

 

Potęga Teraźniejszości

Potęga teraźniejszości

Fragment ze strony: http://www.eioba.pl/a/2v2a/potega-terazniejszosci-eckart-tolle 

Jesteś tu, aby mógł się ziścić boski plan wszechświata. Jesteś aż tak ważny!

POTĘGA TERAŹNIEJSZOŚCI

Eckhart Tolle

Prawda, która jest w tobie

W książce tej zawarta jest sama istota działalności -o tyle, o ile daje się ją przekazać w słowach którą od dziesięciu lat prowadzę w Europie i w Ameryce Północnej, pracując już to z pojedynczymi osobami, już to z niewielkimi grupkami poszukiwaczy, penetrujących sferę ducha. Chciałbym z głębokim uczuciem i uznaniem podziękować tym wyjątkowym ludziom za ich odwagę, za gotowość sprostania przemianie wewnętrznej, za trudne pytania, jakie mi zadają, i za chęć słuchania. Bez nich książka ta nigdy by nie powstała. Należą do nielicznej jak dotąd, lecz na szczęście rosnącej mniejszości duchowych pionierów: osiągnąwszy pewien etap rozwoju, potrafią zerwać odziedziczone więzy kolektywnych schematów umysłowych, które od całych eonów trzymają ludzkość we władzy cierpienia. Wierzę, że książka ta trafi w ręce ludzi, którzy dojrzeli już do radykalnej przemiany wewnętrznej, a tym samym przemianę tę przyspieszy. Mam też nadzieję, że dotrze do wielu innych osób, którym jej treść wyda się godna zastanowienia, choć może nie będą jeszcze gotowe żyć w pełnej zgodzie z zawartym tu przesłaniem, stosując je w praktyce. Być może kiedyś, później, w nich także ziarno zasiane podczas lektury połączy się z ziarnem oświecenia, które każdy nosi w sobie, i nagle zakiełkuje, ożyje.
Książka ta w swojej obecnej postaci wyłoniła się -w znacznej mierze spontanicznie -jako odpowiedź na pytania, które zadawali uczestnicy rozmaitych seminariów, kursów medytacji i prywatnych sesji terapeutycznych, toteż w ostatecznej redakcji zachowałem formę pytań i odpowiedzi. Wspomniane kursy i sesje nauczyły mnie i dały mi wcale nie mniej niż pytającym. Niektóre pytania zapisałem prawie słowo w słowo. Inne są syntetyczne: każde powstało z połączenia kilku często zadawanych pytań pewnego typu, natomiast odpowiedź na nie utworzyłem, wydobywając samo sedno z paru rozmaitych odpowiedzi. Niekiedy w trakcie pisania nasuwała mi się zupełnie nowa odpowiedź, głębsza i wnikliwsza niż wszystko, co wcześniej zdołałem sformułować. Pewne dodatkowe pytania zadał mi wydawca, pragnąc dokładniej wyjaśnić niektóre kwestie.
Sam zauważysz, że od pierwszej do ostatniej strony dialogi te toczą się na przemian na dwóch różnych poziomach. Na jednym poziomie zwracam ci uwagę na to, co jest w tobie fałszem. Mówię o naturze ludzkiej
nieświadomości i zaburzeń funkcjonowania, a także o tym, jak zjawiska te zazwyczaj się przejawiają w zachowaniu, począwszy od konfliktów w relacjach międzyludzkich, a skończywszy na wojnach między plemionami czy państwami. Znajomość tych zagadnień jest nieodzowna, dopóki bowiem nie nauczysz się dostrzegać fałszu w tym, co fałszywe -innymi słowy: widzieć, co nie jest naprawdę tobą -nie dokona się trwała przemiana i zawsze prędzej czy później dasz się wciągnąć z powrotem w sferę iluzji i takiego czy innego rodzaju bólu. Na tym poziomie pokazuję ci też, jak należy postępować, żeby z tego, co w tobie fałszywe, nie budować sobie rzekomego ,ja” ani nie stwarzać osobistych problemów, gdyż tym właśnie sposobem fałsz w nieskończoność się powiela. Na drugim poziomie dyskursu mówię o głębokiej przemianie ludzkiej świadomości, przedstawiając tę przemianę niejako odległą i niepewną perspektywę, lecz jako coś, co już teraz znajduje się w twoim zasięgu, niezależnie od tego, kim i gdzie jesteś. Pokazuję ci, jak możesz się wyrwać ze zniewolenia, w którym trzyma cię umysł, jak przejść na poziom świadomości oświeconej i zachować ją w życiu codziennym.
W partiach książki poświęconych temu drugiemu poziomowi nie zawsze dobieram słowa z myślą o przekazaniu konkretnych informacji; niekiedy chodzi mi głównie o to, żeby wciągnąć cię w ten nowy stan świadomości. Raz po raz próbuję zabrać cię ze sobą w tę nie poddaną czasowi sferę intensywnej, świadomej obecności w Teraźniejszej Chwili, żeby dać ci przedsmak oświecenia. Dopóki sam go nie zaznasz, fragmenty te mogą ci się wydawać nieco monotonne. Lecz gdy tylko poznasz z ważnego doświadczenia to, o czym mówię, na pewno zrozumiesz, że w passusach tych zawarty jest ogrom mocy duchowej, a wtedy uznasz je może za najwartościowsze z całej książki. Jeszcze jedno: ponieważ każdy człowiek nosi w sobie ziarno oświecenia, często zwracam się wprost do tego kogoś, kto wie, o co mi idzie -do tego kogoś, kto mieszka w tobie, chociaż przesłania go myśliciel; zwracam się do tej głębszej jaźni, która natychmiast rozpoznaje prawdę duchową, wpada z nią w rezonans i czerpie z niej siłę. Pojawiający się tu i ówdzie znak wskazuje, że warto może przerwać lekturę, trochę pomilczeć, naprawdę poczuć i przeżyć prawdziwość tego, co przed chwilą zostało powiedziane. Przy innych fragmentach pomysł ten może ci się nasunąć naturalnie i spontanicznie. Kiedy zaczniesz czytać tę książkę, znaczenie takich słów, jak „Istnienie” czy „obecność”, niekoniecznie będzie dla ciebie od razu całkiem jasne. Jeśli tak się zdarzy, po prostu czytaj dalej. W trakcie lektury mogą ci się nasuwać pytania lub wątpliwości. Odpowiedź na niektóre z nich znajdziesz zapewne w dalszych rozdziałach, inne zaś okażą się nieistotne, gdy głębiej wnikniesz w tę naukę – i w siebie.
Nie czytaj samym umysłem. ZAUWAŻ, czy w odpowiedzi na to, co czytasz, nie pojawia się w tobie odczucie, wrażenie, że to spotykasz się z czymś, co w głębi duszy już wiesz. Nie mogę ci oznajmić żadnej prawdy duchowej, której gdzieś głęboko w sobie wcześniej byś nie znał. Mogę ci jedynie przypomnieć coś, o czym zapomniałeś. A wtedy odzywa się i swobodnie wyłania z wnętrza każdej komórki twojego ciała żywa wiedza – pradawna, a zarazem wiecznie nowa. Umysł wciąż chce wszystko szufladkować i porównywać, ale z tej akurat książki więcej skorzystasz, jeśli użytej tutaj terminologii nie będziesz porównywał z terminologią innych nauczycieli; jeśli nie powstrzymasz się od tych porównań, zapewne zamącisz sobie w głowie. Takich określeń, jak „umysł”, „szczęście” i „świadomość” używam niekoniecznie w tym samym sensie, co inni nauczyciele. Nie przywiązuj się do żadnych słów. To tylko szczeble, które należy jak najszybciej zostawić za sobą.
Jeśli czasem cytuję słowa Jezusa czy Buddy, fragmenty Lekcji cudo w lub innych nauk, robię to nie dla porównania, lecz aby zwrócić ci uwagę na fakt, że w gruncie rzeczy istnieje i zawsze istniała tylko jedna nauka duchowa, chociaż przekazywano ją w wielu różnych formach. Niektóre z nich -na przykład formy przekazu, stosowane w religiach o długiej tradycji — tak już obrosły zewnętrznością, że ich duchowa esencja prawie zupełnie się zatraca, toteż głębszy sens tych religii w znacznej mierze przestał być dostrzegany, a ich przeobrażająca moc zanikła. Ilekroć więc czerpię cytaty z tych pradawnych religii lub z innych nauk, staram się odsłonić ich głębsze znaczenie, aby wskrzesić w ten sposób ich przeobrażającą moc -zwłaszcza na użytek czytelników, którzy są owych religii czy też nauk wyznawcami. Mówię im: nie musicie szukać prawdy nigdzie indziej. Pozwólcie, że pokażę Wam, jak możecie głębiej wniknąć w to, co już macie. Zazwyczaj staram się jednak zużywać terminologii możliwie najbardziej neutralnej, żeby dotrzeć do jak najszerszego kręgu czytelników. Książkę tę można traktować jako nowy wykład ponadczasowej nauki duchowej, esencji wszystkich religii, sformułowanej tutaj zgodnie z potrzebami naszych czasów. Treść wykładu nie została zaczerpnięta ze źródeł zewnętrznych, lecz z jedynego prawdziwego Źródła, które mieści się w ludzkim wnętrzu, nie ma w niej więc żadnych teorii ani spekulacji. Mówię na podstawie wewnętrznego doświadczenia, a jeśli chwilami przemawiam z naciskiem, to tylko po to, żeby przebić się przez grube warstwy oporu, jaki stawia umysł, i dotrzeć do tego miejsca w tobie, w którym już dawno wiesz to wszystko równie dobrze jak ja – do miejsca, w którym słysząc prawdę, natychmiast ją się rozpoznaje. Człowiek wpada wtedy w uniesienie i nagle żyje mocniej niż przedtem, jak gdyby coś w nim mówiło: „Tak. Wiem, że to prawda”.

Rozdział pierwszy

NIE JESTEŚ SWOIM UMYSŁEM

Największa przeszkoda na drodze do oświecenia

Oświecenie – co to takiego?

Pewien żebrak od ponad trzydziestu lat siedział przy drodze. Aż tu któregoś dnia nadszedł jakiś nieznajomy. „Ma pan trochę drobnych?” -wymamrotał żebrak, machinalnie wyciągając rękę, w której trzymał starą czapkę do baseballu. „Nie mam niczego, co mógłbym ci dać” -odparł przechodzień, a po chwili spytał: „Ale na czym ty właściwie siedzisz?”. „Och, to tylko stara skrzynka” -odpowiedział żebrak. „Siedzę na niej, odkąd pamiętam”. „A zajrzałeś kiedyś do środka?”-zapytał nieznajomy. „Nie” -odrzekł żebrak. „Po co miałbym zaglądać? Tam nic nie ma”. „Może jednak zajrzyj” -powiedział przechodzień. żebrak zdołał podważyć wieko. Ze zdumieniem, niedowierzaniem i uniesieniem stwierdził, że skrzynka jest pełna złota.

Jestem właśnie tym nieznajomym, który nie ma ci nic do ofiarowania i radzi sprawdzić, co jest w środku. Nie w żadnej skrzynce, tak jak w przypowieści, lecz jeszcze bliżej: w tobie samym. „Ale przecież ja nie jestem żebrakiem” – odpowiesz. Ci, którzy nie odnaleźli swojego prawdziwego bogactwa, czyli promiennej radości Istnienia wraz z towarzyszącym jej głębokim, niewzruszonym spokojem, są żebrakami, nawet jeśli opływają -we wszelkie materialne dostatki. W świecie zewnętrznym rozglądają się za ochłapami przyjemności, spełnienia, potwierdzenia swoich racji, szukają bezpieczeństwa lub miłości, a tymczasem we własnym wnętrzu noszą skarb, który nie tylko zawiera w sobie komplet wymienionych dóbr, lecz jest nieskończenie cenniejszy niż wszystko, co świat ma do zaofiarowania. Słowo „oświecenie” przywodzi na myśl jakieś nadludzkie osiągnięcie, a ego owszem, chętnie podtrzymuje to przekonanie, lecz tak naprawdę wyraz ten oznacza twój naturalny stan autentycznie odczuwanej jedności z Istnieniem.

Pozostając w tym stanie, jesteś połączony z czymś niezmierzonym i niezniszczalnym, z czymś, co -choć zakrawa to na paradoks -w istocie jest tobą, a zarazem jest od ciebie znacznie większe. Oświecenie to inaczej odnalezienie własnej natury, która wymyka się wszelkim nazwom i formom. Jeśli nie czujesz tej więzi, masz złudne wrażenie osobności oddzielenia od samego siebie i od otaczającego cię świata. Widzisz wtedy siebie -świadomie czy nieświadomie -jako osobny fragment. Budzi się lęk, a konflikty wewnętrzne i zewnętrzne stają się normą.

Uwielbiam tę prostą definicję, w której Budda stwierdza, że oświecenie to „koniec cierpienia”. Nic w tym nadludzkiego, prawda? Oczywiście jest to definicja niepełna. Określa ona jedynie, czym oświecenie nie jest: otóż nie ma w nim miejsca na cierpienie. Ale cóż pozostaje, kiedy już nie ma cierpienia? W tej kwestii Budda się nie wypowiada, a jego milczenie znaczy, że musisz rozstrzygnąć ją sam. Budda podaje definicję negatywną, żeby umysł nie mógł stworzyć z niej przedmiotu wiary ani nadludzkiego osiągnięcia -czyli celu, którego osiągnąć nie zdołasz. Lecz mimo tego środka ostrożności większość buddystów do dziś wierzy, że oświecenie to coś w sam raz odpowiedniego dla Buddy, a nie dla nich, przynajmniej nie w obecnym wcieleniu.

Użyłeś słowa „Istnienie”. Czy możesz wyjaśnić, co ono dla ciebie znaczy?

Istnieniem jest wieczne, stale obecne Jedno życie, ukryte w niezliczonych formach, które podlegają narodzinom i umieraniu. Nie tylko jednak ma ono swoją siedzibę gdzieś dalej, niż sięgają wszelkie formy, lecz zarazem trwa, utajone głęboko w każdej z tych form, będąc jej najbardziej wewnętrzną, niewidzialną i niezniszczalną esencją. Znaczy to, że jest ci dostępne w tej oto chwili jako twoja własna najgłębsza jaźń, prawdziwa natura. Ale nie próbuj ogarnąć Istnienia umysłem. Nie próbuj go zrozumieć. Możesz je poznać jedynie wtedy, gdy umysł znieruchomieje. Kiedy jesteś przytomny, kiedy twoja uwaga bez reszty i z całą mocą skupiona jest na obecnej chwili, Istnienie daje się odczuć, lecz nie sposób pojąć je rozumowo. Kto na powrót uświadomi sobie Istnienie i stale przebywa w owym stanie „czującego uświadomienia”, ten jest oświecony.

Kiedy mówisz Istnienie, czy masz na myśli Boga? A jeśli tak, czemu nie powiesz po prostu „Bóg”?

Słowa tego przez całe tysiąclecia nadużywano, jest więc dziś wyprane z wszelkiego znaczenia. Owszem, czasem i ja go używam, ale oszczędnie. Przez nadużywanie rozumiem fakt, że ludzie, którym sfera świętości -cały przeogromny bezmiar, ukryty za tym słowem – nigdy choćby przelotnie nie zaświtała, z wielką pewnością siebie szermują słowem Bóg, jak gdyby wiedzieli, o czym mówią. Lub też wytaczają argumenty przeciwko temu słowu – tak jakby wiedzieli, czym jest to, co tym sposobem negują. Z takich właśnie nadużyć biorą się rozmaite absurdalne wierzenia, twierdzenia i egocentryczne urojenia, jak chociażby przeświadczenie, że „mój czy też nasz Bóg jest jedynym prawdziwym Bogiem, a twój (w a s z) – to zaledwie fałszywy bożek”, albo słynne oświadczenie Nietschego: „Bóg umarł”. Słowo „Bóg” stało się pojęciem zamkniętym. Sam jego dźwięk natychmiast tworzy w umyśle pewien obraz; dziś może niekoniecznie będzie to wizja siwobrodego starca, powstaje jednak myślowe wyobrażenie kogoś lub czegoś zewnętrznego wobec ciebie; w dodatku ten ktoś (lub coś) prawie zawsze jest – a jakże – rodzaju męskiego.
„Bóg”, „Istnienie” ani żaden inny rzeczownik nie pozwala zdefiniować ani objaśnić ukrytej za nim niewysłowionej rzeczywistości, jedyną istotną kwestią jest więc to, czy dane słowo ułatwia ci, czy leź raczej utrudnia bezpośrednie odczuwanie Tego, ku czemu kieruje twoją uwagę. Czy służy jako strzałka, celująca gdzieś poza zasięg samego słowa, w stronę owej transcendentalnej rzeczywistości? A może aż nazbyt łatwo poddaje się obróbce, w wyniku której zostaje z niego tylko tkwiąca w głowie idea, przedmiot wiary, mentalny bożek?

Słowo „Istnienie” niczego nie wyjaśnia -podobnie jak słowo „Bóg”. Ma jednak tę wyższość, że jest pojęciem otwartym. Nie wtłacza niewidzialnej nieskończoności w kształt bytu skończonego. Nie sposób wytworzyć sobie jakiegokolwiek umysłowego wyobrażenia o Istnieniu. Nikt nie może twierdzić, ze ma do Istnienia wyłączne prawo własności. Istnienie stanowi samą esencję ciebie i jest ci bezpośrednio dostępne jako odczuwanie twojej własnej obecności, świadomość ja jestem, bardziej pierwotna od świadomości, że ja jestem tym czy owym. Zaledwie mały kroczek dzieli więc słowo „Istnienie” od bezpośredniego odczucia Istnienia.

Co głównie przeszkadza nam w bezpośrednim odczuwaniu tej rzeczywistości?

Utożsamienie z własnym umysłem, które sprawia, że myślenie staje się rodzajem przymusu. Nie móc przestać myśleć to straszliwa przypadłość, nie zdajemy sobie jednak z niej sprawy, bo prawie wszyscy na nią cierpią, więc uchodzi ona za stan normalny. Ten nieustanny zgiełk umysłu uniemożliwia nam dotarcie do sfery wewnętrznego bezruchu i ciszy, nieodłącznie związanej z Istnieniem. Stwarza też fałszywe, z umysłu zrodzone ,Ja”, rzucające cień lęku i cierpienia. W dalszych partiach książki dokładniej przyjrzymy się tej kwestii. Kartezjusz był przekonany, że odkrył najbardziej podstawową prawdę, gdy wygłosił swoje słynne twierdzenie: „Myślę, więc jestem”. W rzeczywistości dał jedynie wyraz najbardziej podstawowemu
spośród błędnych przekonań: poglądowi, zrównującemu myślenie z Istnieniem, a tożsamość -z myśleniem. Ktoś, kto ulega przymusowi myślenia -czyli prawie każdy -Żyje w stanie pozornej odrębności, w obłędnie zawiłym świecie ciągłych problemów i konfliktów. Świat ten jest zwierciadłem umysłu, rozpadającego się na coraz drobniejsze cząstki. Natomiast Oświecenie to stan, w którym jest się całością, osiąga się „jednię”, a więc i spokój: jednię z Życiem w jego jawnej postaci, którą jest świat; a także jednię z własną najgłębszą jaźnią i z Życiem nie przejawionym: jednię z Istnieniem. Oświecenie to nie tylko kres cierpienia oraz ciągłych konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych, lecz zarazem wyrwanie się z kołowrotu nieustannego myślenia. Coś za niesłychane wyzwolenie! Gdy człowiek utożsamia się z własnym umysłem, powstaje nieprzejrzysty ekran, utkany z pojęć,
etykietek, wyobrażeń, słów, osądów i definicji, który przeszkadza tworzeniu jakichkolwiek autentycznych więzi. Odgradza cię od ciebie samego, wcina się między ciebie a twoich bliźnich, między ciebie a przyrodę, między ciebie a Boga. Właśnie ten myślowy ekran stwarza złudzenie odrębności, zgodnie z którym istniejesz z jednej strony ty sam, z drugiej zaś -całkowicie od ciebie
odrębna „inność”. Zapominasz wtedy o tym zasadniczym fakcie, że na poziomie głębszym niż wszelka fizyczna powierzchowność, niż wszelka odrębność form, stanowisz jedność ze wszystkim, co jest. Zapominasz, czyli przestajesz odczuwać tę jednię jako oczywisty fakt. Możesz w nią, owszem, wierzyć, ale już nie wiesz, Że jest to prawda. Wiara dodaje czasem otuchy, lecz wyzwolić cię może jedynie wtedy, gdy potwierdzi ją twoje własne doświadczenie. Myślenie stało się chorobą. Choroba to coś, co pojawia się, ilekroć następuje zachwianie równowagi. Weźmy choćby taki przykład: nic w tym złego, że komórki w żywym ciele dzielą się i mnożą, lecz gdy proces ten trwa bez względu na to, co się dzieje z całym organizmem, następuje nadmierny rozrost komórek i dochodzi do patologii. Zauważ: umysł jest wspaniałym narzędziem, jeśli ktoś odpowiednio nim się posługuje. Gdy jednak zastosowania są niewłaściwe, narzędzie zaczyna działać straszliwie niszczycielsko. Mówiąc ściślej, nie chodzi o to, że robisz z umysłu niewłaściwy użytek: zazwyczaj w ogóle go nie używasz. To on używa ciebie. I na tym właśnie polega choroba. Wierzysz, że j e s t e ś swoim umysłem. A to już jest urojenie. Znaczy ono, że narzędzie przejęło nad tobą władzę.

Niezupełnie się z tym zgadzam. Owszem, przez znaczną cześć czasu snują mi się po głowie bezcelowe myśli. Jestem pod tym względem podobny do większości ludzi. Zawsze jednak mogę postanowić, że użyję swojego umysłu do jakichś konkretnych zadań. Raz po raz tak robię.

To, że umiesz rozwiązać krzyżówkę albo zbudować bombę atomową, wcale jeszcze nie znaczy, że używasz swojego umysłu. Psy lubią ogryzać kości, a umysł lubi wgryzać się w problemy. Właśnie dlatego rozwiązuje krzyżówki i buduje bomby atomowe. Ciebie ani trochę one nie obchodzą. Zadam ci jedno pytanie:  czy potrafisz w każdej chwili uwolnić się od swojego umysłu? Czy już wiesz, gdzie masz wyłącznik? Mówisz o tym, Żeby całkiem przestać myśleć? Nie, udaje mi się osiągnąć ten stan najwyżej na parę chwil. Czyli umysł cię używa. Bezwiednie utożsamiasz się z nim, więc nawet nie zdajesz sobie sprawy, Że tkwisz w jego niewoli. To prawie tak, jakbyś był opętany, nic o tym nie wiedząc, i uważał, że dybuk, który cię opętał, jest właśnie tobą. Wolność zaczyna się od uświadomienia sobie, Że nie jesteś dybukiem -czyli myślicielem. Świadomość ta pozwala ci obserwować dybuka. Gdy zaczynasz obserwować myśliciela, uruchamia się wyższy poziom świadomości. Odtąd stopniowo dociera do ciebie to, Że gdzieś poza zasięgiem myśli otwierają się niezmierzone rejony inteligencji, a myśl jest tylko jej znikomym aspektem. Uświadamiasz też sobie, Że wszystko, co naprawdę ważne -piękno, miłość, twórczość, radość, spokój wewnętrzny -ma źródło w czymś głębszym niż umysł. Zaczynasz się budzić.

Uwalnianie się od swojego umysłu

Co właściwie rozumiesz przez „obserwowanie myśliciela”?

Jeśli ktoś pójdzie do lekarza i powie, Że słyszy w głowie jakiś głos, lekarz najprawdopodobniej odeśle go do psychiatry. Sęk w tym, że prawie ze wszystkimi ludźmi dzieje się coś bardzo podobnego: przez cały czas słyszą w głowie jakiś głos albo kilka głosów. Są to przejawy mimowolnych procesów myślowych, które możemy w każdej chwili zatrzymać, ale nie zdajemy
sobie z tego sprawy. Nieustanne monologi lub dialogi. Zdarzało ci się pewnie spotykać na ulicy ludzi, którzy ciągle do siebie gadają czy mamroczą. Nie tak znów bardzo różni się to od tego, co robisz ty sam i wszyscy inni „normalni” osobnicy, tyle Że wy nie przemawiacie do siebie na głos. Wewnętrzny mówca komentuje, snuje domysły, osądza, porównuje, narzeka, lubi, nie lubi i tak dalej. To, co mówi, niekoniecznie ma jakikolwiek związek z sytuacją, w której właśnie się znajdujesz; może to być wspomnienie bliskiej lub dalekiej przeszłości, przymiarka do hipotetycznych przyszłych sytuacji bądź fantazje na ich temat. Gdy w grę wchodzą przyszłe zdarzenia, wewnętrzny mówca często wyobraża sobie, że coś idzie nie po jego myśli, powodując fatalne skutki; popada wtedy w tak zwane zatroskanie. Czasem tej ścieżce dźwiękowej towarzyszą wizje lub „filmy mentalne”. Nawet jeśli głos wewnętrzny mówi coś, co wyraźnie się wiąże z bieżącą sytuacją, interpretuje ją w kategoriach przeszłości. Dzieje się tak dlatego, Że głosem tym przemawia ten aspekt twojego umysłu, który jest owocem gruntownej tresury, ukształtowany przez całą twoją przeszłość i przez zbiorową, odziedziczoną po przodkach umysłowość kulturową. Widzisz zatem i osądzasz teraźniejszość przez pryzmat czegoś, co już przeminęło, uzyskujesz więc całkowicie wypaczony obraz. Nierzadko się zdarza, Że głos wewnętrzny jest najgorszym wrogiem tego, w kim się gnieździ. Wiele osób Żyje, nosząc we własnej głowie dręczyciela, który nieustannie je atakuje, poddaje rozmaitym karom i wysysa energię życiową. Bywa to źródłem nieopisanych cierpień i nieszczęść, a także chorób.

Mam jednak dobrą wiadomość: możesz się uwolnić od swojego umysłu. Jest to jedyna szansa prawdziwego wyzwolenia. Pierwszy krok możesz zrobić choćby teraz. Postaraj się jak najczęściej wsłuchiwać w głos, przemawiający z wnętrza głowy. Zwracaj szczególną uwagę na wszelkie powtarzające się schematy, myślowe refreny -stare płyty gramofonowe, które grają ci w głowie być może od wielu lat. To właśnie nazywam „obserwowaniem myśliciela”. Innymi słowy -słuchaj głosu, rozbrzmiewającego w twojej głowie, bądź w niej jako przytomny świadek. Kiedy słuchasz tego głosu, zachowaj bezstronność. Nie osądzaj ani nie potępiaj niczego, co słyszysz, jeśli bowiem postanowisz zostać sędzią, będzie to dowód, Że ten sam głos zakradł się z powrotem kuchennymi drzwiami. Wkrótce zobaczysz, jak się sprawy mają: tam jest głos, a tu jestem ja słucham go i obserwuję. Ta świadomość własnego jestestwa, poczucie własnej obecności, nie jest myślą, lecz wyłania się spoza granic umysłu. Gdy więc wsłuchujesz się w myśl, nie tylko jej jesteś świadom, ale i samego siebie jako świadka tej myśli. Pojawia się zatem nowy wymiar świadomości. Wsłuchując się w myśl, wyczuwasz świadomą obecność, swoje głębsze ,Ja”, gdzieś — rzec by można -w tle czy też pod tą myślą. Traci ona wtedy władzę nad tobą i szybko ustępuje, ponieważ nie zasilasz już umysłu poprzez utożsamianie się z nim. Jest to początek końca mimowolnego, natrętnego myślenia. Kiedy myśl ustępuje, czujesz, Że mentalny nurt na chwilę traci ciągłość -pojawia się luka, w której umysłu po prostu nie ma. Chwile te będą zrazu krótkie, najwyżej kilkusekundowe, stopniowo jednak zaczną się wydłużać. W takich chwilach czujesz w sobie pewien szczególny rodzaj nieruchomej ciszy i spokoju. Tak właśnie wkraczasz w swój naturalny stan bezpośrednio odczuwalnej jedni z Istnieniem, którą zwykle przesłania umysł. Gdy nabierzesz wprawy, wyrażenie cichego bezruchu i spokoju jeszcze się pogłębi. Tak naprawdę jest ono bezdenne. Poczujesz też subtelną emanację radości, wyłaniającą się z głębokich warstw twojego wnętrza: będzie to radość Istnienia. Stan ten nie ma nic wspólnego z transem. Świadomość nie ponosi wtedy najmniejszego uszczerbku. Wręcz przeciwnie. Gdyby spokój trzeba było przypłacić obniżeniom poziomu świadomości, a cichy bezruch -osłabioną witalnością i czujnością, gra nie byłaby warta świeczki. W tym stanie uaktywnienia wewnętrznych łączy jesteś dużo czujniejszy, dużo bardziej przebudzony, niż gdy utożsamiasz się z umysłem. Jesteś w pełni obecny. Wzrasta też wówczas częstotliwość wibracji pola energetycznego, któremu ciało fizyczne zawdzięcza Życie. Wnikając coraz głębiej w tę sferę „bezumysłu”, jak ją czasem nazywają ludzie Wschodu, osiągasz stan czystej świadomości. Własną obecność odczuwasz wtedy z taką siłą i radością, że w porównaniu z nią stosunkowo mało ważne staje się wszelkie myślenie, emocje, twój organizm i cały świat zewnętrzny. Nie jest to jednak egoizm, lecz brak ego. Stan ten pozwala ci przekroczyć granice tego, co dotychczas uważałeś za „swoje ja”. To, czego obecność wyczuwasz, jest w zasadzie tobą samym, a jednocześnie czymś nieopisanie od ciebie ogromniejszym. Ważenia, które próbuję tu przekazać, wydają się może paradoksalne lub nawet wewnętrznie sprzeczne, ale nie znajduję na nie innych słów.
Zamiast „obserwować myśliciela”, możesz też stworzyć lukę w mentalnym nurcie, jeśli po prostu skupisz się na teraźniejszości. Wystarczy, że z całą mocą uświadomisz sobie obecną chwilę. Da ci to głębokie zadowolenie. W ten sposób odwodzisz świadomość od zajmowania się działalnością umysłową i tworzysz lukę, w której umysł znika, ty zaś jesteś bardzo czujny i świadomy, ale nie myślisz. Jest to sedno medytacji. Jeśli chcesz ćwiczyć tę umiejętność w życiu codziennym, to wykonując jakąkolwiek trywialną czynność, która zazwyczaj jest wyłącznie środkiem wiodącym do celu, poświęć jej całą uwagę, tak aby sama w sobie stała się celem. Na przykład gdy idziesz po schodach, zważaj na każdy krok, każdy ruch, nawet na to, jak oddychasz. Bądź w pełni obecny. Kiedy myjesz ręce, zwracaj uwagę na wszystkie doznania zmysłowe: plusk wody i jej dotyk na skórze, ruch dłoni, zapach mydła itd. Kiedy wsiadasz do auta, po zamknięciu drzwiczek posiedź chwilę bez ruchu, obserwując, jak płynie twój oddech. Uświadom sobie poczucie bezdźwięcznej, lecz wyraźnej obecności. Istnieje niezawodne kryterium, za pomocą którego możesz zmierzyć poczynione postępy: jest nim głębia twojego spokoju wewnętrznego. Najważniejszy krok ku oświeceniu polega więc na tym, Żeby wyzbyć się poczucia tożsamości z własnym umysłem. Ilekroć udaje ci się stworzyć lukę w mentalnym nurcie, świadomość pała silniejszym blaskiem. Pewnego dnia możesz złapać się na tym, Że głosu, który odzywa się w twojej głowie, słuchasz z uśmiechem -tak jakbyś uśmiechał się na widok dziecinnych figli. Będzie to dowód, że przestałeś traktować zawartość swojego umysłu całkiem serio, bo twoje poczucie ,ja” już od niej nie zależy.

Oświecenie: wznieść się ponad myśl

Czy myślenie nie jest niezbędnym warunkiem przetrwania w tym świecie?

Twój umysł to instrument, narzędzie. Istnieje po to, żebyś go używał do konkretnych zadań, a kiedy zadanie wykonasz, pora narzędzie odłożyć. Zaryzykowałbym twierdzenie, że u większości ludzi osiemdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent myślenia polega na bezużytecznym międleniu w kółko tego samego; co więcej, ponieważ myślenie to ma charakter zaburzony, a często też negatywny, jest w znacznej mierze szkodliwe. Stąd duży ubytek energii życiowej. Obserwuj swój umysł, a przekonasz się, Że tak właśnie sprawy się mają. Takie natrętne myślenie jest w istocie nałogiem. A na czym polega nałóg? To proste: nałogowiec nie czuje już, Że w każdej chwili może przestać. Wydaje mu się, Że przyzwyczajenie jest od niego silniejsze. Czerpie też z nałogu pozorną  przyjemność, z której nieuchronnie rodzi się ból.

Dlaczego ulegam nałogowi myślenia?

Ulegasz mu, ponieważ utożsamiasz się z myśleniem, toteż podstawą twojego poczucia własnego Ja” staje się zawartość i działanie twojego umysłu. Ulegasz temu nałogowi, ponieważ wierzysz, że gdybyś przestał myśleć, unicestwiłoby cię to. W miarę, jak dorastasz, wyrabiasz sobie pewien myślowy obraz tego, kim jesteś. Powstaje on w wyniku tresury, jakiej poddaje cię twój krąg prywatny i kulturowy. Temu widmowemu ,ja” możemy nadać miano „ego”. Jego tworzywem jest działalność umysłu i tylko nieustanne myślenie trzyma je przy życiu. Słowo „ego” używane bywa w rozmaitych znaczeniach, ja jednak określam nim fałszywe Ja”, powstałe wskutek nieświadomego utożsamiania się z umysłem. Z punktu widzenia ego obecna chwila prawie nie istnieje. Tylko przeszłość i przyszłość są dla niego ważne. Następuje przez to całkowite odwrócenie rzeczywistego obrazu sytuacji i właśnie z tej przyczyny umysł nastrojony na tryb egotyczny działa w sposób tak zaburzony. Nieustannie zaprząta go wskrzeszanie przeszłości, kim bowiem jesteś bez niej? Umysł egotyczny stale wybiega w przyszłość, Żeby zapewnić sobie dalsze trwanie, i szuka w niej ulgi lub spełnienia. „Pewnego dnia, kiedy zdarzy się to, tamto czy owo -mówi -będzie mi wreszcie dobrze. Znajdę szczęście i spokój”. Nawet wtedy, gdy ego pozornie zajmuje się teraźniejszością, tak naprawdę wcale jej nie dostrzega. Widzi całkowicie fałszywy jej obraz, bo patrzy na nią oczami przeszłości. Lub też wyznacza teraźniejszości rolę narzędzia, służącego jedynie do osiągnięcia celu, ten zaś nieodmiennie leży gdzieś w przyszłości, którą umysł wyświetla sobie jak przeźrocza. Przyjrzyj się swojemu umysłowi, a zobaczysz, Że tak on właśnie pracuje. Klucz do wyzwolenia tkwi w bieżącej chwili. Nie możesz jej jednak znaleźć, dopóki jesteś swoim umysłem. Nie chcę utracić zdolności analizowania i rozróżniania. Chętnie nauczyłbym się myśleć klarowniej, z większą koncentracją, ale nie chcę zrezygnować z umysłu. Dar myślenia to najcenniejsze, co mamy. Bez niego bylibyśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt. Dominacja umysłu jest zaledwie kolejnym etapem rozwoju świadomości. My zaś musimy teraz przejść do następnego etapu, i to szybko; w przeciwnym razie zniszczy nasz umysł, ten przerośnięty potwór. Omówię jeszcze potem tę kwestię bardziej szczegółowo. Myślenie i świadomość to bynajmniej nie synonimy. Myślenie stanowi zaledwie znikomy aspekt świadomości. Myśl bez świadomości istnieć nie może, natomiast świadomość znakomicie potrafi obejść się bez myśli. Oświecenie polega na tym, Żeby wznieść się ponad myśl, a nie cofnąć do poziomu niższego niż myślenie -zwierzęcego lub roślinnego. Człowiek oświecony nadal umie się posługiwać swoim umysłem, i to ze znacznie większą koncentracją i skutecznością niż przedtem. Używa go głównie do celów praktycznych, ale nie jest już uwikłany w mimowolny dialog wewnętrzny i ma w sobie nieruchomą ciszę. Ilekroć zaś korzysta z usług umysłu -zwłaszcza w sytuacjach, gdy potrzebne jest twórcze rozwiązanie -oscyluje między myśleniem a cichym bezruchem, między umysłem a bez-umysłem, na przemian spędzając kilka minut to w jednym, to w drugim z tych stanów. Bez-umysł to świadomość bez myśli. Jedynie w tym stanie można myśleć twórczo, bo tylko wtedy myślenie ma jakąkolwiek prawdziwą moc. Natomiast sama myśl, oderwana od wielekroć rozleglejszej sfery świadomości, szybko jałowieje, popada w obłęd i nabiera cech niszczycielskich. Umysł jest w gruncie rzeczy narzędziem przetrwania. Atakowanie innych umysłów i obrona przed nimi, zbieranie, gromadzenie i analizowanie danych -do tego akurat się nadaje. Ale twórczy nie jest ani trochę. Twórczość wszystkich prawdziwych artystów -niezależnie od tego, czy oni sami o tym wiedzą -powstaje ze stanu, w którym umysł znika, z wewnętrznej nieruchomej ciszy. Dopiero potem umysł nadaje kształt twórczemu impulsowi lub przebłyskowi natchnienia. Nawet wielcy uczeni często twierdzą, Że najbardziej przełomowe pomysły nawiedzały ich w chwilach umysłowego wyciszenia. Ankieta, którą objęto najwybitniejszych matematyków amerykańskich (a wśród nich Einsteina), aby zbadać ich metody pracy, dała zaskakujący wynik: okazało się mianowicie, Że myślenie „odgrywa jedynie podrzędną rolę w krótkiej, rozstrzygającej fazie samego aktu twórczego”. Może zatem to, Że większość naukowców niczego nie tworzy, ma całkiem prostą przyczynę: nie są oni twórczy wcale nie dlatego, Że nie umieją myśleć, tylko dlatego, Że nie potrafią zaniechać myślenia! To nie umysł, nie myśl stworzyła ten cud, jakim jest Życie na Ziemi i twoje ciało. W powstaniu i trwaniu tego cudu wyraźnie widać udział inteligencji, bez porównania przewyższającej inteligencję umysłu. Jak bowiem wyjaśnić to, Że pojedyncza komórka ludzka o średnicy jednej pięćsetnej centymetra zawiera w swoim DNA wskazówki, którymi można by wypełnić tysiąc tomów, każdy grubości sześciuset stron? Im więcej dowiadujemy się o funkcjonowaniu ciała, tym jaśniej zdajemy sobie sprawę z ogromu inteligencji, która działa w ciele, a zarazem z naszej niewiedzy. Kiedy umysł na powrót łączy się z tą wielką inteligencją, staje się przecudownym narzędziem. Służy wtedy czemuś większemu od siebie.

Emocja: reakcja ciała na poczynania umysłu

A emocje? Omotują mnie częściej niż myśli.

Umysł w znaczeniu, jakie nadaję temu słowu, to nie tylko myśl. W jego obręb wchodzą również emocje, a także wszystkie nieświadome myślowo-emocjonalne schematy reakcji. Emocja powstaje w punkcie styczności umysłu z ciałem. Jest reakcją ciała na to, co robi umysł; można ją też nazwać odzwierciedleniem umysłu w ciele. Na przykład myśl napastliwa lub wroga wytworzy w organizmie spiętrzenie energii, które określamy mianem gniewu. Ciało szykuje się do walki. Pod wpływem myśli o fizycznym lub psychicznym nagrożeniu całe się spręża: jest to fizyczny aspekt tego, co nazywamy strachem. Z badań naukowych wynika, że silne emocje zmieniają nawet biochemię ciała. Te zmiany biochemiczne stanowią fizyczny czy też materialny aspekt emocji. Na ogół oczywiście nie uświadamiasz sobie wszystkich schematów własnego myślenia i często dopiero dzięki obserwowaniu emocji możesz te klisze ogarnąć świadomością. Im bardziej utożsamiasz się ze swoim myśleniem, z sympatiami i antypatiami, osądami interpretacjami (inaczej mówiąc: im mniej jesteś obecny jako świadomość obserwująca), tym silniejszy powstaje ładunek emocjonalny – czy o tym wiesz, czy nie. Jeśli nie czujesz własnych emocji, jeśli jesteś od nich odcięty, prędzej czy później dadzą one o sobie znać na poziomie czysto cielesnym w formie fizycznych dolegliwości bądź objawów. W ciągu ostatnich lat wiele o tym pisano, nie musimy więc zapuszczać się tutaj w to zagadnienie. Silny, a zarazem nieuświadomiony schemat emocjonalny może nawet przejawić się w postaci zewnętrznego zdarzenia, które na pozór przytrafia ci się czystym przypadkiem. Zauważyłem na przykład, że ludzie noszący w sobie wiele nieuświadomionego i nie-wyrażonego gniewu są bardziej narażeni na słowną albo nawet fizyczną napaść ze strony innych gniewnych ludzi i często bywają atakowani bez widocznego powodu. Pałają tak silnym gniewem, że pewne osoby podświadomie odbierają tę emanację, ona zaś katalizuje z kolei ich własny ukryty gniew. Jeśli trudno ci jest poczuć własne emocje, skup najpierw uwagę na wewnętrznym polu energetycznym swojego ciała. Poczuj ciało od wewnątrz. Pozwoli ci to nawiązać kontakt z emocjami. W dalszych partiach książki zajmiemy się tą kwestią bardziej szczegółowo.

Zdefiniowałeś emocję jako odzwierciedlenie umysłu w ciele. Czasem jednak wybucha między nimi konflikt: umysł mówi „tak”, a emocja „nie” lub na odwrót.

Jeśli naprawdę chcesz poznać swój umysł, ciało zawsze ukaże ci jego wierne lustrzane odbicie, przyjrzyj się więc emocji, a raczej poczuj jaw ciele. Gdy wyda ci się, że dostrzegasz konflikt między myślą a emocją, myśl będzie kłamać, a emocja powie prawdę. Nie prawdę ostateczną o tym, kim jesteś, ale względną prawdę o twoim aktualnym stanie ducha. Konflikt między powierzchownymi myślami a nieświadomymi procesami umysłowymi jest oczywiście zjawiskiem codziennym. Na razie może jeszcze nie umiesz wprowadzić swojej nieświadomej działalności umysłowej w obszar świadomy, nadając jej postać myśli, owa działalność umysłowa zawsze jednak odzwierciedli się w ciele, przybierając formę e m o c j i, – a już emocje z pewnością potrafisz sobie uświadomić. Obserwowanie ich polega w gruncie rzeczy na tym samym, co omówione już wcześniej słuchanie lub obserwacja myśli – z tą tylko różnicą, że myśl krąży ci w głowie, podczas gdy emocja ma wyraźną składową fizyczną, odczuwa się ją zatem głównie w ciele. Kiedy ją obserwujesz, możesz pozwolić, żeby sobie po prostu była, ale nie poddawać się jej władzy. Nie jesteś już wtedy emocją, lecz obserwatorem, uważnym świadkiem. Jeśli będziesz się w tym ćwiczyć, wszystko, co w tobie nieświadome, wejdzie w krąg światła świadomości.

Czyli obserwowanie własnych emocji jest równie ważne jak obserwacja myśli?

Tak. Naucz się pytać: „Co w tej akurat chwili dzieje się we mnie?”. Pytanie to popchnie cię we właściwym kierunku. Ale niczego nie analizuj, tylko obserwuj. Skup całą uwagę we własnym wnętrzu. Poczuj energię emocji. Jeśli żadna emocja się nie pojawia, jeszcze bardziej skieruj uwagę w głąb wewnętrznego pola energetycznego swojego ciała. Tam właśnie jest brama Istnienia. W postaci emocji zazwyczaj przejawia się uwydatniony i wzmocniony schemat myślowy, ponieważ zaś często niesie ona z sobą potężny ładunek energii, z początku niełatwo jest zachować wystarczającą przytomność, Żeby emocję tę obserwować. Chce ona tobą zawładnąć i zwykle jej się to udaje – chyba że jesteś dostatecznie przytomny, obecny tu i teraz. Jeśli jednak z powodu niedostatku przytomności dajesz się wciągnąć w nieświadome utożsamienie z emocją – co jest zresztą zjawiskiem zupełnie normalnym – emocja chwilowo staje się „tobą”. Nierzadko powstaje błędne koło, sprzężenie zwrotne między myśleniem a emocją. Schemat myślowy stwarza swoje wzmocnione echo w formie emocji, a jej wibracja dostarcza energię schematowi myślowemu, który całemu temu procesowi dał początek. Myśl zaprzątnięta sytuacją, zdarzeniem lub osobą, w których
upatruje źródła emocji, zasila tę emocję, ta zaś napędza schemat myślowy i w ten sposób koło się zamyka. Wszystkie emocje są w gruncie rzeczy wariantami jednej pierwotnej, niezróżnicowanej emocji, której źródłem jest utrata świadomości tego, kim jesteś poza konkretnym imieniem i formą. Ponieważ ta pierwotna emocja ma charakter niezróżnicowany, trudno ją zdefiniować. Słowo „lęk” byłoby dość trafne, gdyby nie to, że prócz nieustannego poczucia zagrożenia zawiera się w niej głębokie poczucie opuszczenia i braku pełni. Najlepiej może będzie posłużyć się terminem równie pojemnym jak owa pierwotna emocja i nazwać ją po prostu bólem. Jednym z głównych zadań umysłu jest zwalczanie czy też wypieranie tego emocjonalnego bólu i między innymi dlatego umysł stale się krząta, udaje mu się jednak najwyżej chwilowo zakamuflować ból. Wręcz można powiedzieć, że im bardziej umysł stara się pozbyć bólu, tym bardziej boli. Umysł nigdy nie znajdzie rozwiązania, ale nie może też sobie pozwolić na to, żebyś go wyręczył, ponieważ sam jest nieodłączną częścią „problemu”. To tak, jakby podpalacza szukał komendant policji, który sam jest podpalaczem. Nie uwolnisz się od bólu, dopóki nie przestaniesz czerpać poczucia własnego ,ja” z utożsamienia z umysłem – czyli z ego. Dopiero wtedy umysł runie z tronu, a Istnienie objawi się jako twoja prawdziwa natura.

Owszem, wiem, o co teraz spytasz.

Miałem zamiar spytać o emocje pozytywne, takie jak miłość czy radość.

Są one nierozerwalnie związane z twoim naturalnym stanem wewnętrznej jedni z Istnieniem. Przebłyski miłości czy radości lub krótkie chwile głębokiego spokoju mogą się zdarzać, ilekroć w strumieniu myśli następuje pauza. Większości ludzi pauzy takie przytrafiają się rzadko i tylko przypadkiem, kiedy umysłowi „odbiera mowę” – już to w obliczu wyjątkowego piękna, już to pod wpływem wysiłku fizycznego albo oko w oko z wielkim niebezpieczeństwem. W ludzkim wnętrzu zapada nagle nieruchoma cisza, w niej zaś pojawia się subtelna, lecz potężna radość, miłość, spokój. Chwile takie zazwyczaj krótko trwają, ponieważ umysł wznawia hałaśliwą działalność, zwaną myśleniem. Miłość, radość i spokój nie rozkwitną, dopóki nie wyzwolisz się spod władzy umysłu. Nie zaliczyłbym ich jednak do kategorii emocji. Pochodzą z rejonów emocjom niedostępnych, z dużo głębszego poziomu. Musisz więc w pełni uświadomić sobie własne emocje i nauczyć się je czuć, zanim poczujesz to, co mieści się w dalszych rejonach. „Emocja” dosłownie znaczy „zakłócenie”. Wyraz ten pochodzi od łacińskiego emovere — „zakłócać”.

Miłość, radość i spokój to głębokie stany Istnienia, a raczej trzy aspekty wewnętrznej jedni z Istnieniem. Nie mają więc negatywnych odpowiedników, ponieważ wyłaniają się z rejonów niedostępnych umysłowi. Natomiast emocje należą do sfery umysłu, który jest z natury dwoisty, i jako takie podlegają prawu przeciwieństw. Znaczy to po prostu, że każdemu dobru odpowiada jakieś zło. Dopóki więc człowiek trwa w nieoświeconym stanie – czyli utożsamia się z umysłem – tak zwana radość bywa zazwyczaj krótkim, przyjemnym odcinkiem cyklu, nieustannie wahającego się między bólem a przyjemnością. Przyjemność zawsze czerpiesz z zewnątrz, podczas gdy radość wyłania się z twojego wnętrza. Dzisiejsze źródło przyjemności jutro sprawi ci ból albo cię porzuci, będziesz zatem cierpiał z powodu jego braku. Uczucie często nazywane miłością potrafi być przez pewien czas, owszem, przyjemne i ekscytujące, lecz tak naprawdę jest nałogowym lgnięciem, silnym łaknieniem, które w mgnieniu oka może ustąpić miejsca swojemu przeciwieństwu. Gdy mija początkowa euforia, wiele związków „miłosnych” zaczyna oscylować między „miłością” a nienawiścią, przyciąganiem i agresją.

Prawdziwa miłość nie zadaje cierpień. Bo i jak miałaby je zadawać? Nie zmienia się raptownie w nienawiść, podobnie jak prawdziwa radość nie przeistacza się w ból. Jak już powiedziałem, nawet zanim jeszcze osiągniesz oświecenie (innymi słowy, zanim wyzwolisz się spod władzy umysłu), mogą ci się zdarzać przebłyski prawdziwej radości, prawdziwej miłości lub głębokiego spokoju nieruchomego, lecz wibrującego Życiem. Wszystko to są aspekty twojej prawdziwej natury, którą
umysł zazwyczaj przesłania. Nawet w niejednym związku „normalnym”, czyli mającym charakter nałogowego uzależnienia, daje się niekiedy odczuć obecność czegoś prawdziwszego, czegoś, co nie ulega zepsuciu. Będą to jednak w najlepszym razie przebłyski, które szybko znikną pod warstwą pozorów, gdy tylko w sprawę wmiesza się umysł. Może ci się wtedy wydawać, że miałeś przez chwilę coś bardzo cennego i zaraz to utraciłeś, lub też twój umysł przekona cię, że od początku było to jedynie złudzenie. Prawda jest taka, że ani nie było to złudzenie, ani nie możesz tego skarbu stracić. Jest on bowiem elementem twojego naturalnego stanu; umysł może go przesłonić, ale zniszczyć nie zdoła. Nawet na zachmurzonym niebie świeci słońce. Wciąż jest obecne, tyle że ukryte za warstwą chmur. Budda powiada, że przyczyną bólu czy też cierpienia jest pragnienie, łaknienie, a jeśli chcemy od bólu się uwolnić, musimy przeciąć więzy pragnień.

Przyczyną wszystkich pragnień jest to, że umysł szuka zbawienia bądź spełnienia w sprawach zewnętrznych i w przyszłości, próbując zapewnić sobie w ten sposób namiastkę radości Istnienia. Dopóki jestem swoim umysłem, dopóty jestem też pragnieniami, potrzebami, zachciankami, przywiązaniem, wstrętami, i nie ma prócz nich żadnego „mnie”: jest jedynie pewna nieziszczona możliwość, niespełniona szansa, nie wzeszłe ziarno. W stanie tym nawet moja tęsknota za wolnością czy oświeceniem to tylko jedno z wielu pragnień przyszłego spełnienia czy też zaspokojenia. Nie staraj się więc uwolnić od pragnień, nie próbuj „osiągnąć” oświecenia. Bądź obecny tu i teraz. Bądź obserwatorem umysłu. Zamiast cytować Buddę, bądź buddą, bądź „przebudzonym”, bo słowo buddha znaczy właśnie „przebudzony”. Ludzie tkwią w szponach bólu od całych eonów – odkąd ze stanu łaski upadli w sferę czasu i umysłu, tracąc świadomość Istnienia. Właśnie wtedy zaczęli postrzegać samych siebie jako nic nieznaczące drobiny w obcym wszechświecie, pozbawione związku ze Źródłem i z sobą nawzajem. Ból jest nieunikniony, dopóki utożsamiasz się z umysłem; innymi słowy – dopóki trwasz w nieświadomości ducha. Mówię tu głównie o bólu emocjonalnym, który jest zarazem główną przyczyną bólu fizycznego i schorzeń cielesnych. Uraza, nienawiść, litowanie się nad sobą, poczucie winy, gniew, depresja, zazdrość i tym podobne, ba! choćby najlżejsza irytacja – wszystko to jest bólem w rozmaitych postaciach. Wszelka przyjemność czy wzlot emocjonalny także zawiera ziarno bólu: swoje nieodłączne przeciwieństwo, które z czasem się ujawni. Każdy, kto próbował narkotyków, bo chciał „odlecieć”, wie, że zawsze potem następuje zjazd, zejście, a przyjemność przeistacza się w taki czy inny ból. Wiele osób wie też z własnego oświadczenia, jak łatwo i szybko związek intymny może ze źródła przyjemności zmienić się w źródło bólu. Gdy patrzy się na to z wysoka, widać, że oba bieguny – negatywny i pozytywny – to tylko dwie strony tego samego medalu, składowe fundamentalnego bólu, nieodłącznie towarzyszącego egotycznemu stanowi świadomości, w którym utożsamiasz się z umysłem.

Są dwa rodzaje bólu: jeden stwarzasz w tej oto chwili, drugim zaś jest ból niegdyś powstały, wciąż żywy w twoim umyśle i ciele. W następnym rozdziale chcę mówić o tym, jak można zaniechać stwarzania bólu teraźniejszego i rozpuścić ból wyniesiony z przeszłości.”

Emocje

 

Emocja: reakcja ciała na poczynania umysłu

 

„Umysł w znaczeniu, jakie nadaję temu słowu, to nie tylko myśl. W jego obręb wchodzą również emocje, a także wszystkie nieświadome myślowo-emocjonalne schematy reakcji. Emocja powstaje w punkcie styczności umysłu z ciałem. Jest reakcją ciała na to, co robi umysł; można ją też nazwać odzwierciedleniem umysłu w ciele. Na przykład myśl napastliwa lub wroga wytworzy w organizmie spiętrzenie energii, które określamy mianem gniewu. Ciało szykuje się do walki. Pod wpływem myśli o fizycznym lub psychicznym nagrożeniu całe się spręża: jest to fizyczny aspekt tego, co nazywamy strachem. Z badań naukowych wynika, że silne emocje zmieniają nawet biochemię ciała. Te zmiany biochemiczne stanowią fizyczny czy też materialny aspekt emocji. Na ogół oczywiście nie uświadamiasz sobie wszystkich schematów własnego myślenia i często dopiero dzięki obserwowaniu emocji możesz te klisze ogarnąć świadomością. Im bardziej utożsamiasz się ze swoim myśleniem, z sympatiami i antypatiami, osądami interpretacjami (inaczej mówiąc: im mniej jesteś obecny jako świadomość obserwująca), tym silniejszy powstaje ładunek emocjonalny – czy o tym wiesz, czy nie. Jeśli nie czujesz własnych emocji, jeśli jesteś od nich odcięty, prędzej czy później dadzą one o sobie znać na poziomie czysto cielesnym w formie fizycznych dolegliwości bądź objawów. W ciągu ostatnich lat wiele o tym pisano, nie musimy więc zapuszczać się tutaj w to zagadnienie. Silny, a zarazem nieuświadomiony schemat emocjonalny może nawet przejawić się w postaci zewnętrznego zdarzenia, które na pozór przytrafia ci się czystym przypadkiem. Zauważyłem na przykład, że ludzie noszący w sobie wiele nieuświadomionego i nie-wyrażonego gniewu są bardziej narażeni na słowną albo nawet fizyczną napaść ze strony innych gniewnych ludzi i często bywają atakowani bez widocznego powodu. Pałają tak silnym gniewem, że pewne osoby podświadomie odbierają tę emanację, ona zaś katalizuje z kolei ich własny ukryty gniew. Jeśli trudno ci jest poczuć własne emocje, skup najpierw uwagę na wewnętrznym polu energetycznym swojego ciała. Poczuj ciało od wewnątrz. Pozwoli ci to nawiązać kontakt z emocjami.”

 Czasem jednak wybucha między nimi konflikt: umysł mówi „tak”, a emocja „nie” lub na odwrót.

„Jeśli naprawdę chcesz poznać swój umysł, ciało zawsze ukaże ci jego wierne lustrzane odbicie, przyjrzyj się więc emocji, a raczej poczuj jaw ciele. Gdy wyda ci się, że dostrzegasz konflikt między myślą a emocją, myśl będzie kłamać, a emocja powie prawdę. Nie prawdę ostateczną o tym, kim jesteś, ale względną prawdę o twoim aktualnym stanie ducha. Konflikt między powierzchownymi myślami a nieświadomymi procesami umysłowymi jest oczywiście zjawiskiem codziennym. Na razie może jeszcze nie umiesz wprowadzić swojej nieświadomej działalności umysłowej w obszar świadomy, nadając jej postać myśli, owa działalność umysłowa zawsze jednak odzwierciedli się w ciele, przybierając formę e m o c j i, – a już emocje z pewnością potrafisz sobie uświadomić. Obserwowanie ich polega w gruncie rzeczy na tym samym, co omówione już wcześniej słuchanie lub obserwacja myśli – z tą tylko różnicą, że myśl krąży ci w głowie, podczas gdy emocja ma wyraźną składową fizyczną, odczuwa się ją zatem głównie w ciele. Kiedy ją obserwujesz, możesz pozwolić, żeby sobie po prostu była, ale nie poddawać się jej władzy. Nie jesteś już wtedy emocją, lecz obserwatorem, uważnym świadkiem. Jeśli będziesz się w tym ćwiczyć, wszystko, co w tobie nieświadome, wejdzie w krąg światła świadomości.”

Czyli obserwowanie własnych emocji jest równie ważne jak obserwacja myśli?

„Tak. Naucz się pytać: „Co w tej akurat chwili dzieje się we mnie?”. Pytanie to popchnie cię we właściwym kierunku. Ale niczego nie analizuj, tylko obserwuj. Skup całą uwagę we własnym wnętrzu. Poczuj energię emocji. Jeśli żadna emocja się nie pojawia, jeszcze bardziej skieruj uwagę w głąb wewnętrznego pola energetycznego swojego ciała. Tam właśnie jest brama Istnienia. W postaci emocji zazwyczaj przejawia się uwydatniony i wzmocniony schemat myślowy, ponieważ zaś często niesie ona z sobą potężny ładunek energii, z początku niełatwo jest zachować wystarczającą przytomność, Żeby emocję tę obserwować. Chce ona tobą zawładnąć i zwykle jej się to udaje – chyba że jesteś dostatecznie przytomny, obecny tu i teraz. Jeśli jednak z powodu niedostatku przytomności dajesz się wciągnąć w nieświadome utożsamienie z emocją – co jest zresztą zjawiskiem zupełnie normalnym – emocja chwilowo staje się „tobą”. Nierzadko powstaje błędne koło, sprzężenie zwrotne między myśleniem a emocją. Schemat myślowy stwarza swoje wzmocnione echo w formie emocji, a jej wibracja dostarcza energię schematowi myślowemu, który całemu temu procesowi dał początek. Myśl zaprzątnięta sytuacją, zdarzeniem lub osobą, w których
upatruje źródła emocji, zasila tę emocję, ta zaś napędza schemat myślowy i w ten sposób koło się zamyka. Wszystkie emocje są w gruncie rzeczy wariantami jednej pierwotnej, niezróżnicowanej emocji, której źródłem jest utrata świadomości tego, kim jesteś poza konkretnym imieniem i formą.”

„Ponieważ ta pierwotna emocja ma charakter niezróżnicowany, trudno ją zdefiniować. Słowo „lęk” byłoby dość trafne, gdyby nie to, że prócz nieustannego poczucia zagrożenia zawiera się w niej głębokie poczucie opuszczenia i braku pełni. Najlepiej może będzie posłużyć się terminem równie pojemnym jak owa pierwotna emocja i nazwać ją po prostu bólem. Jednym z głównych zadań umysłu jest zwalczanie czy też wypieranie tego emocjonalnego bólu i między innymi dlatego umysł stale się krząta, udaje mu się jednak najwyżej chwilowo zakamuflować ból. Wręcz można powiedzieć, że im bardziej umysł stara się pozbyć bólu, tym bardziej boli. Umysł nigdy nie znajdzie rozwiązania, ale nie może też sobie pozwolić na to, żebyś go wyręczył, ponieważ sam jest nieodłączną częścią „problemu”. To tak, jakby podpalacza szukał komendant policji, który sam jest podpalaczem. Nie uwolnisz się od bólu, dopóki nie przestaniesz czerpać poczucia własnego ,ja” z utożsamienia z umysłem – czyli z ego. Dopiero wtedy umysł runie z tronu, a Istnienie objawi się jako twoja prawdziwa natura.”

A emocje pozytywne, takie jak miłość czy radość.

„Są one nierozerwalnie związane z twoim naturalnym stanem wewnętrznej jedni z Istnieniem. Przebłyski miłości czy radości lub krótkie chwile głębokiego spokoju mogą się zdarzać, ilekroć w strumieniu myśli następuje pauza. Większości ludzi pauzy takie przytrafiają się rzadko i tylko przypadkiem, kiedy umysłowi „odbiera mowę” – już to w obliczu wyjątkowego piękna, już to pod wpływem wysiłku fizycznego albo oko w oko z wielkim niebezpieczeństwem. W ludzkim wnętrzu zapada nagle nieruchoma cisza, w niej zaś pojawia się subtelna, lecz potężna radość, miłość, spokój. Chwile takie zazwyczaj krótko trwają, ponieważ umysł wznawia hałaśliwą działalność, zwaną myśleniem. Miłość, radość i spokój nie rozkwitną, dopóki nie wyzwolisz się spod władzy umysłu. Nie zaliczyłbym ich jednak do kategorii emocji. Pochodzą z rejonów emocjom niedostępnych, z dużo głębszego poziomu. Musisz więc w pełni uświadomić sobie własne emocje i nauczyć się je czuć, zanim poczujesz to, co mieści się w dalszych rejonach. „Emocja” dosłownie znaczy „zakłócenie”. Wyraz ten pochodzi od łacińskiego emovere — „zakłócać”.”

„Miłość, radość i spokój to głębokie stany Istnienia, a raczej trzy aspekty wewnętrznej jedni z Istnieniem. Nie mają więc negatywnych odpowiedników, ponieważ wyłaniają się z rejonów niedostępnych umysłowi. Natomiast emocje należą do sfery umysłu, który jest z natury dwoisty, i jako takie podlegają prawu przeciwieństw. Znaczy to po prostu, że każdemu dobru odpowiada jakieś zło. Dopóki więc człowiek trwa w nieoświeconym stanie – czyli utożsamia się z umysłem – tak zwana radość bywa zazwyczaj krótkim, przyjemnym odcinkiem cyklu, nieustannie wahającego się między bólem a przyjemnością. Przyjemność zawsze czerpiesz z zewnątrz, podczas gdy radość wyłania się z twojego wnętrza. Dzisiejsze źródło przyjemności jutro sprawi ci ból albo cię porzuci, będziesz zatem cierpiał z powodu jego braku. Uczucie często nazywane miłością potrafi być przez pewien czas, owszem, przyjemne i ekscytujące, lecz tak naprawdę jest nałogowym lgnięciem, silnym łaknieniem, które w mgnieniu oka może ustąpić miejsca swojemu przeciwieństwu. Gdy mija początkowa euforia, wiele związków „miłosnych” zaczyna oscylować między „miłością” a nienawiścią, przyciąganiem i agresją.”

„Prawdziwa miłość nie zadaje cierpień. Bo i jak miałaby je zadawać? Nie zmienia się raptownie w nienawiść, podobnie jak prawdziwa radość nie przeistacza się w ból. Jak już powiedziałem, nawet zanim jeszcze osiągniesz oświecenie (innymi słowy, zanim wyzwolisz się spod władzy umysłu), mogą ci się zdarzać przebłyski prawdziwej radości, prawdziwej miłości lub głębokiego spokoju  nieruchomego, lecz wibrującego Życiem. Wszystko to są aspekty twojej prawdziwej natury, którą
umysł zazwyczaj przesłania. Nawet w niejednym związku „normalnym”, czyli mającym charakter nałogowego uzależnienia, daje się niekiedy odczuć obecność czegoś prawdziwszego, czegoś, co nie ulega zepsuciu. Będą to jednak w najlepszym razie przebłyski, które szybko znikną pod warstwą pozorów, gdy tylko w sprawę wmiesza się umysł. Może ci się wtedy wydawać, że miałeś przez chwilę coś bardzo cennego i zaraz to utraciłeś, lub też twój umysł przekona cię, że od początku było to jedynie złudzenie. Prawda jest taka, że ani nie było to złudzenie, ani nie możesz tego skarbu stracić. Jest on bowiem elementem twojego naturalnego stanu; umysł może go przesłonić, ale zniszczyć nie zdoła. Nawet na zachmurzonym niebie świeci słońce. Wciąż jest obecne, tyle że ukryte za warstwą chmur. Budda powiada, że przyczyną bólu czy też cierpienia jest pragnienie, łaknienie, a jeśli chcemy od bólu się uwolnić, musimy przeciąć więzy pragnień.”

„Przyczyną wszystkich pragnień jest to, że umysł szuka zbawienia bądź spełnienia w sprawach zewnętrznych i w przyszłości, próbując zapewnić sobie w ten sposób namiastkę radości Istnienia. Dopóki jestem swoim umysłem, dopóty jestem też pragnieniami, potrzebami, zachciankami, przywiązaniem, wstrętami, i nie ma prócz nich żadnego „mnie”: jest jedynie pewna nieziszczona możliwość, niespełniona szansa, nie wzeszłe ziarno. W stanie tym nawet moja tęsknota za wolnością czy oświeceniem to tylko jedno z wielu pragnień przyszłego spełnienia czy też zaspokojenia. Nie staraj się więc uwolnić od pragnień, nie próbuj „osiągnąć” oświecenia. Bądź obecny tu i teraz. Bądź obserwatorem umysłu. Zamiast cytować Buddę, bądź buddą, bądź „przebudzonym”, bo słowo buddha znaczy właśnie „przebudzony”. Ludzie tkwią w szponach bólu od całych eonów – odkąd ze stanu łaski upadli w sferę czasu i umysłu, tracąc świadomość Istnienia. Właśnie wtedy zaczęli postrzegać samych siebie jako nic nieznaczące drobiny w obcym wszechświecie, pozbawione związku ze Źródłem i z sobą nawzajem. Ból jest nieunikniony, dopóki utożsamiasz się z umysłem; innymi słowy – dopóki trwasz w nieświadomości ducha. Mówię tu głównie o bólu emocjonalnym, który jest zarazem główną przyczyną bólu fizycznego i schorzeń cielesnych. Uraza, nienawiść, litowanie się nad sobą, poczucie winy, gniew, depresja, zazdrość i tym podobne, ba! choćby najlżejsza irytacja – wszystko to jest bólem w rozmaitych postaciach. Wszelka przyjemność czy wzlot emocjonalny także zawiera ziarno bólu: swoje nieodłączne przeciwieństwo, które z czasem się ujawni. Każdy, kto próbował narkotyków, bo chciał „odlecieć”, wie, że zawsze potem następuje zjazd, zejście, a przyjemność przeistacza się w taki czy inny ból. Wiele osób wie też z własnego oświadczenia, jak łatwo i szybko związek intymny może ze źródła przyjemności zmienić się w źródło bólu. Gdy patrzy się na to z wysoka, widać, że oba bieguny – negatywny i pozytywny – to tylko dwie strony tego samego medalu, składowe fundamentalnego bólu, nieodłącznie towarzyszącego egotycznemu stanowi świadomości, w którym utożsamiasz się z umysłem.”

Fragmenty z – „Potęga teraźniejszości”  Eckhart Tolle

źródło   http://www.eioba.pl/a/2v2a/potega-terazniejszosci-eckart-tolle#post261275 

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/4cjd/emocje#ixzz2bFRtX65J

Njaważniejszy krok ku oświeceniu

Najważniejszy krok ku oświeceniu

 

Dziękując Noemi i Elbie za ścieżkę do Eckhart Tolle

„Jeśli ktoś pójdzie do lekarza i powie, że słyszy w głowie jakiś głos, lekarz najprawdopodobniej odeśle go do psychiatry. Sęk w tym, że prawie ze wszystkimi ludźmi dzieje się coś bardzo podobnego: przez cały czas słyszą w głowie jakiś głos albo kilka głosów. Są to przejawy mimowolnych procesów myślowych, które możemy w każdej chwili zatrzymać, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nieustanne monologi lub dialogi. Zdarzało ci się pewnie spotykać na ulicy ludzi, którzy ciągle do siebie gadają czy mamroczą. Nie tak znów bardzo różni się to od tego, co robisz ty sam i wszyscy inni „normalni” osobnicy, tyle że wy nie przemawiacie do siebie na głos. Wewnętrzny mówca komentuje, snuje domysły, osądza, porównuje, narzeka, lubi, nie lubi i tak dalej. To, co mówi, niekoniecznie ma jakikolwiek związek z sytuacją, w której właśnie się znajdujesz; może to być wspomnienie bliskiej lub dalekiej przeszłości, przymiarka do hipotetycznych przyszłych sytuacji bądź fantazje na ich temat.”

„Gdy w grę wchodzą przyszłe zdarzenia, wewnętrzny mówca często wyobraża sobie, że coś idzie nie po jego myśli, powodując fatalne skutki; popada wtedy w tak zwane zatroskanie. Czasem tej ścieżce dźwiękowej towarzyszą wizje lub „filmy mentalne”. Nawet jeśli głos wewnętrzny mówi coś, co wyraźnie się wiąże z bieżącą sytuacją, interpretuje ją w kategoriach przeszłości. Dzieje się tak dlatego, że głosem tym przemawia ten aspekt twojego umysłu, który jest owocem gruntownej tresury, ukształtowany przez całą twoją przeszłość i przez zbiorową, odziedziczoną po przodkach umysłowość kulturową. Widzisz zatem i osądzasz teraźniejszość przez pryzmat czegoś, co już przeminęło, uzyskujesz więc całkowicie wypaczony obraz.

Nierzadko się zdarza, że głos wewnętrzny jest najgorszym wrogiem tego, w kim się gnieździ.”

„Wiele osób żyje, nosząc we własnej głowie dręczyciela, który nieustannie je atakuje, poddaje rozmaitym karom i wysysa energię życiową. Bywa to źródłem nieopisanych cierpień i nieszczęść, a także chorób.”

„Mam jednak dobrą wiadomość: możesz się uwolnić od swojego umysłu. Jest to jedyna szansa prawdziwego wyzwolenia. Pierwszy krok możesz zrobić choćby teraz. Postaraj się jak najczęściej wsłuchiwać w głos, przemawiający z wnętrza głowy. Zwracaj szczególną uwagę na wszelkie powtarzające się schematy, myślowe refreny -stare płyty gramofonowe, które grają ci w głowie być może od wielu lat. To właśnie nazywam „obserwowaniem myśliciela”. Innymi słowy -słuchaj głosu, rozbrzmiewającego w twojej głowie, bądź w niej jako przytomny świadek.” 

„Kiedy słuchasz tego głosu, zachowaj bezstronność. Nie osądzaj ani nie potępiaj niczego, co słyszysz, jeśli bowiem postanowisz zostać sędzią, będzie to dowód, że ten sam głos zakradł się z powrotem kuchennymi drzwiami. Wkrótce zobaczysz, jak się sprawy mają: tam jest głos, a tu jestem ja słucham go i obserwuję. Ta świadomość własnego jestestwa, poczucie własnej obecności, nie jest myślą, lecz wyłania się spoza granic umysłu. Gdy więc wsłuchujesz się w myśl, nie tylko jej jesteś świadom, ale i samego siebie jako świadka tej myśli. Pojawia się zatem nowy wymiar świadomości.”

„Wsłuchując się w myśl, wyczuwasz świadomą obecność, swoje głębsze ,Ja”, gdzieś — rzec by można – w tle czy też pod tą myślą. Traci ona wtedy władzę nad tobą i szybko ustępuje, ponieważ nie zasilasz już umysłu poprzez utożsamianie się z nim. Jest to początek końca mimowolnego, natrętnego myślenia. Kiedy myśl ustępuje, czujesz, że mentalny nurt na chwilę traci ciągłość -pojawia się luka, w której umysłu po prostu nie ma. Chwile te będą zrazu krótkie, najwyżej kilkusekundowe, stopniowo jednak zaczną się wydłużać. W takich chwilach czujesz w sobie pewien szczególny rodzaj nieruchomej ciszy i spokoju. Tak właśnie wkraczasz w swój naturalny stan bezpośrednio odczuwalnej jedni z Istnieniem, którą zwykle przesłania umysł. Gdy nabierzesz wprawy, wyrażenie cichego bezruchu i spokoju jeszcze się pogłębi. Tak naprawdę jest ono bezdenne. Poczujesz też subtelną emanację radości, wyłaniającą się z głębokich warstw twojego wnętrza: będzie to radość Istnienia. Stan ten nie ma nic wspólnego z transem.”

„Świadomość nie ponosi wtedy najmniejszego uszczerbku. Wręcz przeciwnie. Gdyby spokój trzeba było przypłacić obniżeniom poziomu świadomości, a cichy bezruch -osłabioną witalnością i czujnością, gra nie byłaby warta świeczki. W tym stanie uaktywnienia wewnętrznych łączy jesteś dużo czujniejszy, dużo bardziej przebudzony, niż gdy utożsamiasz się z umysłem. Jesteś w pełni obecny. Wzrasta też wówczas częstotliwość wibracji pola energetycznego, któremu ciało fizyczne zawdzięcza życie. Wnikając coraz głębiej w tę sferę „bez-umysłu”, jak ją czasem nazywają ludzie Wschodu, osiągasz stan czystej świadomości. Własną obecność odczuwasz wtedy z taką siłą i radością, ze w porównaniu z nią stosunkowo mało ważne staje się wszelkie myślenie, emocje, twój organizm i cały świat zewnętrzny. Nie jest to jednak egoizm, lecz brak ego. Stan ten pozwala ci przekroczyć granice tego, co dotychczas uważałeś za „swoje ja”. To, czego obecność wyczuwasz, jest w zasadzie tobą samym, a jednocześnie czymś nieopisanie od ciebie ogromniejszym. Ważenia, które próbuję tu przekazać, wydają się może paradoksalne lub nawet wewnętrznie sprzeczne, ale nie znajduję na nie innych słów.”

„Zamiast „obserwować myśliciela”, możesz też stworzyć lukę w mentalnym nurcie, jeśli po prostu skupisz się na teraźniejszości. Wystarczy, że z całą mocą uświadomisz sobie obecną chwilę. Da ci to głębokie zadowolenie. W ten sposób odwodzisz świadomość od zajmowania się działalnością umysłową i tworzysz lukę, w której umysł znika, ty zaś jesteś bardzo czujny i świadomy, ale nie myślisz.Jest to sedno medytacji.”

„Jeśli chcesz ćwiczyć tę umiejętność w życiu codziennym, to wykonując jakąkolwiek trywialną czynność, która zazwyczaj jest wyłącznie środkiem wiodącym do celu, poświęć jej całą uwagę, tak aby sama w sobie stała się celem. Na przykład gdy idziesz po schodach, zważaj na każdy krok, każdy ruch, nawet na to, jak oddychasz. Bądź w pełni obecny. Kiedy myjesz ręce, zwracaj uwagę na wszystkie doznania zmysłowe: plusk wody i jej dotyk na skórze, ruch dłoni, zapach mydła itd. Kiedy wsiadasz do auta, po zamknięciu drzwiczek posiedź chwilę bez ruchu, obserwując, jak płynie twój oddech. Uświadom sobie poczucie bezdźwięcznej, lecz wyraźnej obecności. Istnieje niezawodne kryterium, za pomocą którego możesz zmierzyć poczynione postępy: jest nim głębia twojego spokoju wewnętrznego.” 

„Najważniejszy krok ku oświeceniu polega więc na tym, żeby wyzbyć się poczucia tożsamości z własnym umysłem. Ilekroć udaje ci się stworzyć lukę w mentalnym nurcie, świadomość pała silniejszym blaskiem.”

„Pewnego dnia możesz złapać się na tym, że głosu, który odzywa się w twojej głowie, słuchasz z uśmiechem – tak jakbyś uśmiechał się na widok dziecinnych figli. Będzie to dowód, że przestałeś traktować zawartość swojego umysłu całkiem serio, bo twoje poczucie ,ja” już od niej nie zależy.”

 

Fragmenty z – „Potęga teraźniejszości”  Eckhart Tolle

źródło   http://www.eioba.pl/a/2v2a/potega-terazniejszosci-eckart-tolle#post261275 

Oświecenie: wznieść się ponad myśl

Oświecenie: wznieść się ponad myśl

Dziękując Noemi i Elbie za ścieżkę do Eckhart Tolle

” Twój umysł to instrument, narzędzie. Istnieje po to, Żebyś go używał do konkretnych zadań, a kiedy zadanie wykonasz, pora narzędzie odłożyć. Zaryzykowałbym twierdzenie, że u większości ludzi osiemdziesiąt do dziewięćdziesięciu procent myślenia polega na bezużytecznym międleniu w kółko tego samego; co więcej, ponieważ myślenie to ma charakter zaburzony, a często też negatywny, jest w znacznej mierze szkodliwe. Stąd duży ubytek energii życiowej. Obserwuj swój umysł, a przekonasz się, że tak właśnie sprawy się mają. Takie natrętne myślenie jest w istocie nałogiem. A na czym polega nałóg? To proste: nałogowiec nie czuje już, że w każdej chwili może przestać. Wydaje mu się, że przyzwyczajenie jest od niego silniejsze. Czerpie też z nałogu pozorną przyjemność, z której nieuchronnie rodzi się ból.”

” Ulegasz mu, ponieważ utożsamiasz się z myśleniem, toteż podstawą twojego poczucia własnego Ja” staje się zawartość i działanie twojego umysłu. Ulegasz temu nałogowi, ponieważ wierzysz, że gdybyś przestał myśleć, unicestwiłoby cię to. W miarę, jak dorastasz, wyrabiasz sobie pewien myślowy obraz tego, kim jesteś. Powstaje on w wyniku tresury, jakiej poddaje cię twój krąg prywatny i kulturowy. Temu widmowemu ,ja” możemy nadać miano „ego”. Jego tworzywem jest działalność umysłu i tylko nieustanne myślenie trzyma je przy życiu. Słowo „ego” używane bywa w rozmaitych znaczeniach, ja jednak określam nim fałszywe Ja”, powstałe wskutek nieświadomego utożsamiania się z umysłem.”

” Z punktu widzenia ego obecna chwila prawie nie istnieje. Tylko przeszłość i przyszłość są dla niego ważne. Następuje przez to całkowite odwrócenie rzeczywistego obrazu sytuacji i właśnie z tej przyczyny umysł nastrojony na tryb egotyczny działa w sposób tak zaburzony. Nieustannie zaprząta go wskrzeszanie przeszłości, kim bowiem jesteś bez niej? Umysł egotyczny stale wybiega w przyszłość, żeby zapewnić sobie dalsze trwanie, i szuka w niej ulgi lub spełnienia. „Pewnego dnia, kiedy zdarzy się to, tamto czy owo -mówi – będzie mi wreszcie dobrze. Znajdę szczęście i spokój”.

„Nawet wtedy, gdy ego pozornie zajmuje się teraźniejszością, tak naprawdę wcale jej nie dostrzega. Widzi całkowicie fałszywy jej obraz, bo patrzy na nią oczami przeszłości. Lub też wyznacza teraźniejszości rolę narzędzia, służącego jedynie do osiągnięcia celu, ten zaś nieodmiennie leży gdzieś w przyszłości, którą umysł wyświetla sobie jak przeźrocza. Przyjrzyj się swojemu umysłowi, a zobaczysz, że tak on właśnie pracuje.”

„Klucz do wyzwolenia tkwi w bieżącej chwili. Nie możesz jej jednak znaleźć, dopóki jesteś swoim umysłem –  Nie chcę utracić zdolności analizowania i rozróżniania. Chętnie nauczyłbym się myśleć klarowniej, z większą koncentracją, ale nie chcę zrezygnować z umysłu. Dar myślenia to najcenniejsze, co mamy. Bez niego bylibyśmy tylko jednym z wielu gatunków zwierząt.”

„Dominacja umysłu jest zaledwie kolejnym etapem rozwoju świadomości. My zaś musimy teraz przejść do następnego etapu, i to szybko; w przeciwnym razie zniszczy nas umysł, ten przerośnięty potwór. Omówię jeszcze potem tę kwestię bardziej szczegółowo.Myślenie i świadomość to bynajmniej nie synonimy. Myślenie stanowi zaledwie znikomy aspekt świadomości. Myśl bez świadomości istnieć nie może, natomiast świadomość znakomicie potrafi obejść się bez myśli.”

„Oświecenie polega na tym, żeby wznieść się ponad myśl, a nie cofnąć do poziomu niższego niż myślenie – zwierzęcego lub roślinnego. Człowiek oświecony nadal umie się posługiwać swoim umysłem, i to ze znacznie większą koncentracją i skutecznością niż przedtem. Używa go głównie do celów praktycznych, ale nie jest już uwikłany w mimowolny dialog wewnętrzny i ma w sobie nieruchomą ciszę. Ilekroć zaś korzysta z usług umysłu -zwłaszcza w sytuacjach, gdy potrzebne jest twórcze rozwiązanie -oscyluje między myśleniem a cichym bezruchem, między umysłem a bez-umysłem, na przemian spędzając kilka minut to w jednym, to w drugim z tych stanów. Bez-umysł to świadomość bez myśli. Jedynie w tym stanie można myśleć twórczo, bo tylko wtedy myślenie ma jakąkolwiek prawdziwą moc.”

„Natomiast sama myśl, oderwana od wielekroć rozleglejszej sfery świadomości, szybko jałowieje, popada w obłęd i nabiera cech niszczycielskich. Umysł jest w gruncie rzeczy narzędziem przetrwania. Atakowanie innych umysłów i obrona przed nimi, zbieranie, gromadzenie i analizowanie danych -do tego akurat się nadaje. Ale twórczy nie jest ani trochę.”

„Twórczość wszystkich prawdziwych artystów – niezależnie od tego, czy oni sami o tym wiedzą – powstaje ze stanu, w którym umysł znika, z wewnętrznej nieruchomej ciszy. Dopiero potem umysł nadaje kształt twórczemu impulsowi lub przebłyskowi natchnienia. Nawet wielcy uczeni często twierdzą, że najbardziej przełomowe pomysły nawiedzały ich w chwilach umysłowego wyciszenia. Ankieta, którą objęto najwybitniejszych matematyków amerykańskich (a wśród nich Einsteina), aby zbadać ich metody pracy, dała zaskakujący wynik: okazało się mianowicie, że myślenie „odgrywa jedynie podrzędną rolę w krótkiej, rozstrzygającej fazie samego aktu twórczego”.

„Może zatem to, że większość naukowców niczego nie tworzy, ma całkiem prostą przyczynę: nie są oni twórczy wcale nie dlatego, że nie umieją myśleć, tylko dlatego, że nie potrafią zaniechać myślenia! To nie umysł, nie myśl stworzyła ten cud, jakim jest Życie na Ziemi i twoje ciało. W powstaniu i trwaniu tego cudu wyraźnie widać udział inteligencji, bez porównania przewyższającej inteligencję umysłu. Jak bowiem wyjaśnić to, że pojedyncza komórka ludzka o średnicy jednej pięćsetnej centymetra zawiera w swoim DNA wskazówki, którymi można by wypełnić tysiąc tomów, każdy grubości sześciuset stron? Im więcej dowiadujemy się o funkcjonowaniu ciała, tym jaśniej zdajemy sobie sprawę z ogromu inteligencji, która działa w ciele, a zarazem z naszej niewiedzy.”

„Kiedy umysł na powrót łączy się z tą wielką inteligencją, staje się przecudownym narzędziem. Służy wtedy czemuś większemu od siebie.”

Fragmenty z – „Potęga teraźniejszości”  Eckhart Tolle

źródło   http://www.eioba.pl/a/2v2a/potega-terazniejszosci-eckart-tolle#post261275 

Istnienie i oświecenie

Istnienie i Oświecenie

Dziękując Noemi i Elbie za ścieżkę do Eckhart Tolle 

„Słowo „Istnienie” niczego nie wyjaśnia – podobnie jak słowo „Bóg”. Ma jednak tę wyższość, że jest pojęciem otwartym. Nie wtłacza niewidzialnej nieskończoności w kształt bytu skończonego. Nie sposób wytworzyć sobie jakiegokolwiek umysłowego wyobrażenia o Istnieniu. Nikt nie może twierdzić, że ma do Istnienia wyłączne prawo własności. Istnienie stanowi samą esencję ciebie i jest ci bezpośrednio dostępne jako odczuwanie twojej własnej obecności – świadomości „ja jestem”, bardziej pierwotnej od świadomości, że ja jestem tym czy owym. Zaledwie mały kroczek dzieli więc słowo „Istnienie” od bezpośredniego odczucia Istnienia.”

” Ci, którzy nie odnaleźli swojego prawdziwego bogactwa, czyli promiennej radości Istnienia wraz z towarzyszącym jej głębokim, niewzruszonym spokojem, są żebrakami, nawet jeśli opływają – we wszelkie materialne dostatki. W świecie zewnętrznym rozglądają się za ochłapami przyjemności, spełnienia, potwierdzenia swoich racji, szukają bezpieczeństwa lub miłości, a tymczasem we własnym wnętrzu noszą skarb, który nie tylko zawiera w sobie komplet wymienionych dóbr, lecz jest nieskończenie cenniejszy niż wszystko, co świat ma do zaofiarowania.”

„Słowo „oświecenie” przywodzi na myśl jakieś nadludzkie osiągnięcie, a ego owszem, chętnie podtrzymuje to przekonanie, lecz tak naprawdę wyraz ten oznacza twój naturalny stan autentycznieodczuwanej jedności z Istnieniem. Pozostając w tym stanie, jesteś połączony z czymś niezmierzonym i niezniszczalnym, z czymś, co – choć zakrawa to na paradoks -w istocie jest tobą, a zarazem jest od ciebie znacznie większe. Oświecenie to inaczej odnalezienie własnej natury, która wymyka się wszelkim nazwom i formom. Jeśli nie czujesz tej więzi, masz złudne wrażenie osobności oddzielenia od samego siebie i od otaczającego cię świata. Widzisz wtedy siebie – świadomie czy nieświadomie – jako osobny fragment. Budzi się lęk, a konflikty wewnętrzne i zewnętrzne stają się normą.”

„Uwielbiam tę prostą definicję, w której Budda stwierdza, że oświecenie to „koniec cierpienia”. Nic w tym nadludzkiego, prawda? Oczywiście jest to definicja niepełna. Określa ona jedynie, czym oświecenie nie jest: otóż nie ma w nim miejsca na cierpienie. Ale cóż pozostaje, kiedy już nie ma cierpienia? W tej kwestii Budda się nie wypowiada, a jego milczenie znaczy, że musisz rozstrzygnąć ją sam. Budda podaje definicję negatywną, żeby umysł nie mógł stworzyć z niej przedmiotu wiary ani nadludzkiego osiągnięcia – czyli celu, którego osiągnąć nie zdołasz. Lecz mimo tego środka ostrożności większość buddystów do dziś wierzy, że oświecenie to coś w sam raz odpowiedniego dla Buddy, a nie dla nich, przynajmniej nie w obecnym wcieleniu.”

„Istnieniem jest wieczne, stale obecne Jedno Życie, ukryte w niezliczonych formach, które podlegają narodzinom i umieraniu. Nie tylko jednak ma ono swoją siedzibę gdzieś dalej, niż sięgają wszelkie formy, lecz zarazem trwa, utajone głęboko w każdej z tych form, będąc jej najbardziej wewnętrzną, niewidzialną i niezniszczalną esencją. Znaczy to, że jest ci dostępne w tej oto chwili jako twoja własna najgłębsza jaźń, prawdziwa natura. Ale nie próbuj ogarnąć Istnienia umysłem. Nie próbuj go zrozumieć. Możesz je poznać jedynie wtedy, gdy umysł znieruchomieje. Kiedy jesteś przytomny, kiedy twoja uwaga bez reszty i z całą mocą skupiona jest na obecnej chwili. Istnienie daje się odczuć, lecz nie sposób pojąć je rozumowo.

Kto na powrót uświadomi sobie Istnienie i stale przebywa w owym stanie „czującego uświadomienia”, ten jest oświecony.

Fragmenty z – „Potęga teraźniejszości”  Eckhart Tolle

źródło http://www.eioba.pl/a/2v2a/potega-terazniejszosci-eckart-tolle#post261275 

W pajeczynie życia

 

W Pajęczynie Życia

Zapomnij o świętości, odrzuć wiedze,
a ludzie skorzystają stokrotnie. 
Odrzuć ludzkość, odrzuć sprawiedliwość, 
a ludzie powrócą do braterskiej miłości i dobroci.

Zapomnij o wielkiej sztuce, odrzuć korzyść 
a znikną złodzieje.

Oto prawdziwy fundament:

Bądź naturalny. 
Zachowaj prostotę. 
Nie wynoś się nad innych. 
Nie żądaj wiele.

 Tao

Ach, rak! – powiedział, znów z towarzyszeniem chrapliwego śmiechu palacza, po czym zadał mi pytanie, które od tamtej pory – jak myślę – powinno być stawiane wszystkim studentom medycyny w pierwszym dniu ich pobytu na uniwersytecie: – Czy to choroby powodują śmierć, czy też śmierć powoduje choroby?

Według niego również moja choroba miała sens. Ważne, żebym zdał sobie z tego sprawę i podjął ostatnią podróż: podróż powrotną, jak ją nazywał, podróż każdego człowieka, który budzi się ze snu życia zmysłowego.
-Rozumiesz? To chwila powrotu do domu, cofnięcia się do początków. A te, wiedz o tym, są boskie, bo jeśli na skali czasu pochodzimy od małpy, to na skali bytu – od Boga. Powrócić oznacza upomnieć się o nasze boskie pochodzenie.
W jaki sposób?
Dokopując się do własnego wnętrza, eliminując stopniowo całą otoczkę swojej osobowości, swojej wiedzy, żeby dotrzeć do istoty swojego bytu. Potrzeba na to odwagi – mówił – chodzi bowiem o to, żeby odrzucać jedną rzecz za drugą, aż już nie ma nic więcej, czego możesz się uchwycić, i odkrywasz, że istnieje coś, co podtrzymuje ciebie. Dopiero wtedy rozumiesz, że to właśnie ta rzecz jest tym wszystkim, czego szukałeś.

Widzisz? We wszystkich kulturach drzewo życia przedstawiane jest jak ten cedr: korzenie w ziemi, a gałęzie w powietrzu. To samo można powiedzieć o życiu: rodzi się z ciemności i szuka światła. Ale jest też inne drzewo, opisane przez ryszich w upaniszadach. Jego korzenie są w niebie, a gałęzie opadają ku ziemi. To drzewo życia duchowego, które wychodzi od materii, żeby wznieść się do nieba, właśnie do swoich boskich korzeni.
Starzec wciąż mówił bardzo powoli, robiąc długie pauzy, jakby chciał dać czas, żeby jego słowa weszły mi nie tylko do uszu.
-I właśnie to życie duchowe się liczy. Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Chodzi o to, żeby oderwać się od ziemi, od pewników, jakie mamy. Należy uniknąć pułapki intelektu, choć zawdzięczamy mu wiele. Pomaga nam analizować, wybierać, oceniać i poszerzać pole poznania. Ale co na koniec? Człowiek może dokonać wielkich odkryć, pójść daleko do przodu w wiedzy, ale jakikolwiek będzie ten postęp, na horyzoncie znanego zawsze znajdzie nieznane. I owo nieznane będzie zawsze dużo rozleglejsze od tego wszystkiego, co zdoła kiedykolwiek poznać. A zatem? Tak czy owak warto zmierzyć się z tym nieznanym. Przyznajmy to: istnieje tajemnica, a nasz umysł nie jest w stanie jej rozwikłać.

Spędzałem godziny przed świecą, próbując uspokoić wodę zmąconą wokół problemu “Ja”. Pewnego dnia zapytałem Starca, co myśli o tych praktykach, których celem jest zniszczenie owego “Ja” – czasem z katastrofalnym skutkiem.
Jak zwykle odpowiedź przybrała formę historii. Tej używał sam Ramakryszna, aby odpowiedzieć właśnie na pytanie dotyczące “Ja”.
Tuż za wioską żyje straszliwy wąż, który atakuje i kąsa każdego, kto się do niego zbliży, a nawet z daleka terroryzuje ludzi swoim sykiem. W wiosce nie wiedzą, co robić. Na szczęście pewnego dnia przechodzi tamtędy sadhu, proszą go więc o interwencję. Sadhu idzie do węża i bardzo grzecznie do niego przemawia.
– Musisz zostawić tych chłopów w spokoju. Nie są twoim pożywieniem. Nie zagrażają ci. Dlaczego więc ty im grozisz? – mówi sadhu. – Rozumiem, że musisz jeść myszy i małe zwierzęta z lasu, ale czemu straszysz tych biednych wieśniaków? Zrób to dla mnie: przestań. Wzruszony wąż się zgadza.
Rok później sadhu przechodzi podczas swoich wędrówek w pobliżu wioski i spotyka węża. Jest naprawdę w opłakanym stanie: jedno oko dynda mu na głowie, krwawi z pyska, a całe ciało ma pokryte ranami.
– Co ci się stało? – pyta sadhu.
– Twoje słowa, Mistrzu, naprawdę mnie zmieniły. Uczyniłem dokładnie to, o co prosiłeś, i teraz wszyscy przychodzą mnie okładać. Nawet dzieci zabawiają się rzucaniem we mnie kamieniami. Ale ja, Mistrzu, wciąż postępuję tak, jak powiedziałeś.
– Kretyn! – wybuchnął sadhu. – Przecież nie powiedziałem, żebyś przestał też syczeć!
Ramakryszna chciał przez to powiedzieć – zakończył Starzec – że “Ja” może być też pożyteczne. Potem dodał od siebie:
– Lepiej uczynić, by dojrzało, niż je niszczyć. Żeby żyć na świecie, odrobina “Ja” jest niezbędna do obrony. Wystarczy tylko, żeby “Ja” nie brało się zbyt na serio, a ty musisz wiedzieć, że to tylko maska.

Pewnego dnia Budda jest w podróży i chce przejść przez las. Wszyscy mu to odradzają. Las jest bardzo niebezpieczny. Ukrywa się w nim groźny bandyta, zabawiający się napadaniem na wędrowców, okradaniem ich i obcinaniem im palców, które doczepia do noszonego na piersi naszyjnika. Jego imię to właśnie Angulimal: anguli (palce), mala (naszyjnik). Budda nie daje się odwieść od zamiaru i rusza sam do lasu. Kiedy tylko bandyta go dostrzega, rzuca się za nim w pościg, ale nie jest w stanie dogonić mędrca. Angulimał idzie w jedną stronę, a Budda jest z drugiej, biegnie tu, a Budda jest tam. Wyczerpany Angulimal krzyczy:
Kim ty jesteś? Człowiekiem czy nadczłowiekiem? Bogiem czy diabłem? Biegnę za tobą i nie mogę cię dogonić. Jak to się dzieje, że jesteś znacznie szybszy ode mnie? 
To ty biegniesz. Ja się nawet nie ruszyłem odpowiada Budda. – Oto jestem.
Angulimal na to się zatrzymuje i w końcu “dogania” Buddę. Rozumie, pada mu do stóp i zostaje jego uczniem.
Wniosek z tej historii płynie taki – zakończył Starzec – iż trzeba się zatrzymać, żeby się poznać, żeby być sobą.

Kto się poświęca i rezygnuje z przyjemności świata, po czym rozwija, jakby na zasadzie kompensacji, poczucie wyższości, jeśli nie jest głęboko pokorny, w końcu też zaczyna się uważać za świętego.

Fragment z T.Terzaniego „Nic nie zdarza się przypadkiem”

Wpatruje się w oczy kota…

 

“Na rubieżach zanikają utarte drogi, a na krańcach poznania myślenie zawodzi.” – jak na ekranie komputera pojawia się napis w mojej wyobraźni. Przenikam przez pomarańczowe źrenice szeroko otwartych kocich oczu i jestem w ezoterycznej sieci wiecznego życia – w Matrix. Czyżbym odnalazł bramę do spokojniejszego świata? Gdzie naprawdę jest mój dom?  Aniele Stróżu oświeć mnie. Odpowiedz, proszę, kim jestem i co tu robię. Chcę znać prawdę. Gubię się – zasypiając, w świat snu, wysyłam pytania.
 
“Wdarłeś się oczami kota do świata snu. Kot ci wszystko wyjaśni po swojemu.” – słyszę szept. Usypiając czuje ciepło kociego ciałka. Kot wtula się w moją szyję i tak do mnie cichutko mruczy:
 
Posłuchaj człowieku o ludziach i ich lękach i bezsensownych działaniach w poszukiwaniu Prawdy.”
Otóż, diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować.”
 
Człowieku! Prawda jest krainą bez dróg i  nie można zbliżyć się do niej po żadnej drodze. Nie zbliża do niej ani nauka ani żadna religia. Prawdy nauki są jedynie hipotezami. Prawda, będąc nieograniczoną, bezwarunkową, nieosiągalną na jakiejkolwiek drodze, nie może zostać zinstytucjonalizowana. Tworzenie organizacji, która by wiodła, czy siłą prowadziła ludzi po pewnej drodze – jest skazane na niepowodzenie i wyrządza wielu ludziom krzywdę.”Kocie! Chcę wierzyć tak jak wielu ludzi…
 
“Człowieku! Wierzysz, że w proch się obrócisz? Wierzysz w zbawienie? Wierzysz, że jesteś jedynie chwilowym kaprysem Stwórcy? Wierzysz, że nauka rozwiąże wszystkie twoje problemy? To wszystko śmiechu warte. 
 
Weźmy wiarę. Jest sprawą czysto osobistą – nie wiemy więc wierzymy. Jeśli się prawdę o Stwórcy zinstytucjonalizuje to umiera ona i ulega stagnacji. Staje się wyznaniem, sektą, religią, którą narzuca się innym. Tak czynią wybrane grupy oświeconych zbawicieli na całym świecie. Zawężają oni prawdę i czynią z niej zabawkę dla ludzi słabych, dla tych, którzy są chwilowo niezadowoleni.Prawdy nie da się sprowadzić w dół, to raczej jednostka zdobyć się musi na wysiłek, by się do niej wznieść.
 
Nie można sprowadzić szczytu góry w dolinę. Jeśli chce się zdobyć szczyt góry, trzeba przejść przez dolinę i wspiąć się na zbocze nie lękając się niebezpiecznych przepaści. Prawdy nie można obniżyć. To przede wszystkim organizacje podtrzymują zainteresowanie ideami, ale organizacje te budzą jedynie zainteresowanie zewnętrzne. A zainteresowanie, które nie jest zrodzone z miłości do Prawdy, a jedynie wzbudzone przez organizację – jest bezwartościowe.Organizacja staje się szkieletem, do którego jej członkowie mogą się wygodnie dopasować.
 
Oni nie pożądają już Prawdy, czy szczytu góry, ale raczej wyszukują sobie wygodne miejsce lub pozwalają, by umieściła ich tam organizacja i uważają, że organizacja ta będzie w ten sposób wiodła ich do Prawdy.I najważniejsze! To nie my znajdujemy Prawdę – to Prawda znajduje nas. Musimy się tylko przygotować.
 
Czy można zaprosić gościa, którego się nie zna? Nie. Ale można wysprzątać dom tak, że kiedy ten przyjdzie, będziemy gotowi przyjąć go i poznać. Gdy się jest cierpliwym dostrzega się Prawdę – przez chwilę gdy przemawia Głos. Ale owa chwila wystarcza, aby mieć pewność, że nie pochodziła ona z wiary, a z doświadczenia. Nie z doświadczenia innych, a własnego. To owa pewność podtrzymuje poszukiwania i rozwój.””Dam ci kilka rad. Przede wszystkim umysł – uspokój go. Rozluźnij wszystkie mięśnie tak jak to my koty potrafimy. I słuchaj Głosu, który jest w każdej stworzonej istocie. Nie możesz być niecierpliwym, gdyż intuicja, która otwiera wyższą świadomość, przychodzi rzadko. Może to być tylko kropla, ale kiedy się pojawia, jest jak ocean. Głos, który wtedy przemówi do ciebie, to głos wewnętrzny. Nazwać go można dowolnie Umiłowanym, jak czynią to sufiowie; kamieniem filozoficznym, jak alchemicy; Bogiem, Buddą; nazwać go można On albo Ona. Ale ten Głos, istnieje. Jest Tym prawdziwym, ponieważ Ty i To nie jesteście osobno.
 
Ty jesteś Tym. Pamiętaj – jesteś w relacji ze Stwórca jak promień ze Słońcem. Nie jesteś Słońcem, nie jesteś Bogiem – uważaj na pychę.