Dość tych upałów

 

Dość tych upałów…

Siła wyobraźni i uśmiechu

(pisane w proteście – Tu nie Afryka ! Precz z upałami !!) 

Warszawa !7.00  Wyszedłem z domu by  zrobić zakupy. Słońce dało mi po oczyach…. Piekło dużego miasta otoczyło  temperaturą około 40 st. Koszmar – coś z tym trzeba zrobić… Chociaz w wyobraźni… Idę i kombinuje jak tu się ochłodzić i przypomniałem sobie pewne zdarzenie w górach i stało się duzo chłodniej…. Pot zamienił się w kropelki lodu. Jakiś młody chłopak  otarł się o mnie gdy wchodziłem do warzywnego sklepu. 

O rany! – krzyknął – Pan z zamrażarki?

Po zejściu lawiny mokry śnieg zastygł dookoła mnie w bezruchu. Gdy cofnąłem lewą rękę, poczułem dopływ świeżego powietrza. Mogłem oddychać ale nie mogłem się ruszyć. Znalazłem się w śnieżnej – śmiertelnej pułapce. Wewnętrzny głos przekonywał mnie, uspakajał, przygotowywał na najgorsze.

Mijały minuty a ja mogłem oddychać. Masa śniegu uwięziła mnie z lewa dłonią i lewa stopą wystającą nad powierzchnie – w pozycji rozkrzyżowanych rąk i rozstawionych nóg, umożliwiając swobodny przepływ powietrza.. Poczułem zimno i strach, że zamarznę. Dziwne, ale w takich sytuacjach własna głowa – myślenie – płata najczęściej figle. Najpierw umiera się ze strachu by po chwili śmiać się z siebie i z sytuacji. Może ta najwyższa w człowieku istota znająca przyszłość uśmiecha się do nieszczęśnika, ucząc cierpliwości, ufności w Stwórcę i czyniąc radosnymi ostatnie chwile na Ziemi? Kto to wie?
To dziwne, ale wtedy, w sytuacji kompletnie beznadziejnej, przypomniała mi się historia pewnego trapera, który wybrał się na Kasprowy Wierch z zamiarem zjechania na nartach do Kuźnic. Usłyszałem ją od znajomego goprowca przed laty w wagoniku kolejki linowej.

Otóż, z samego rana, tak zwaną zerową kolejką, wraz z grupą zawodników-narciarzy, zabrał się ów traper na Kasprowy Wierch. Gdy tam dojechali, traper przypiął rzemykami drewniane narty, odepchnął się bambusowymi kijkami i powoli w swoim starodawnym harcerskim stroju, łagodnymi trawersami zaczął zjeżdżać po stoku. Była piękna, słoneczna pogoda. Wyciąg narciarski z doliny Gąsienicowej jeszcze nie ruszył. Wśród zawodników, obserwujących z tarasu poczynania samotnego na stoku trapera był jeden niecierpliwy – słabo widzący. Przypiął narty i poszusował ostro w dół. Po chwili obie sylwetki narciarzy zbliżały się do siebie i… zderzyły.

Okrzyk: Gopr! Gopr! wywołał goprowców.

Z toboganem zjechali na miejsce zderzenia. Okazało się, ze traper ucierpiał i ma złamaną nogę.
Zawodnik pomógł goprowcom umieścić swoja ofiarę w toboganie i zjechał do dolnej stacji wyciągu, który niebawem miał go zawieść na Kasprowy Wierch. Nie było w tych czasach śmigłowca. Goprowcy po lekkim podejściu w dolinie Gąsienicowej powieźli trapera nartostradą przez zalesione zbocza w kierunku Kuźnic. Ale los chciał by zatrzymali się za potrzebą. 
Zawodnik, w tym czasie, dotarł do swoich kolegów na szczycie. Był dobrym człowiekiem, więc zwolnił się z treningu i poszusował by zaopiekować się traperem. Na nartostradzie zauważył w poprzek stojący tobogan. Po obu stronach były drzewa więc próbował tobogan przeskoczyć. Niestety, końcami nart zawadził leżącego trapera. Okazało się, że złamał mu drugą nogę. Gdy nachylił się nad nieszczęśnikiem, traper słabym głosem zapytał:

Dlaczego? Co ja panu zawiniłem!

Jak wspomniałem, historię tę opowiadał goprowiec w kolejce jadącej na Kasprowy Wierch. Wtedy wszyscy słuchający go wybuchnęli gromkim śmiechem. Teraz, leżąc pod śniegiem i ja się śmiałem.
Nie wiem do tej pory, czy lawina ruszyła dalej przez uruchomiona tym śmiechem, czy szczękaniem z zimna zębami czy może przez to, że „tak miało być”. W każdym razie, gdy zjeżdżałem ze śniegiem w dół udało mi się rozpaczliwymi ruchami żabki wydobyć na powierzchnię. Gdy śnieg znowu zastygł w bezruchu zauważyłem, ze nie mam plecaka i rękawiczek. Ale żyłem, więc nie wiele myśląc poderwałem się na nogi by oddalić się jak najszybciej od niebezpiecznego miejsca . Po chwili zawierucha oblepiła mi oczy mokrym śniegiem.
Pamiętałem z mapy, że idę teraz po polanie zwanej karczmisko i że po prawej stronie stok góry powinien się wznosić. Z uporem, na ślepo, szedłem tak po kolana w mokrym śniegu około godziny.
Niestety, sprawdziło się, ze bez widoczności, z dużym prawdopodobieństwem, chodzi się w kółko.
Ale w tym nieszczęściu był promyk nadziei – zalazłem plecak i rękawiczki.

Prawa Boskie są pełne wybaczenia, miłości i wszystko można zacząć od początku i to w każdym momencie. Mgławice a nawet chromosomy rozwijają się jak nasze życie – spiralnie. Chodzi o to by, gdy wróci się do tego samego miejsca nie powtarzać tych samych błędów – warto odrzucić stare przyzwyczajenia, uwolnić się z leków przeszłości i przyszłości i zmienić radykalnie myślenie i uczucia – rzecz jasna na lepsze. I poczuć – wielką chęć do życia.

Z plecaka wyjąłem aluminiową cienką folię i rozsiadłem się na niej w grajdołku w śniegu.. Zmieniłem mokre skarpety, koszulę i bieliznę na suche. Na buty i spodnie do kolan założyłem stuptuty. Zjadłem kawałek gorzkiej czekolady i byłem gotowy do drogi.

Pomyślałem o modlitwie do Świętego, ale… przypomniałem sobie, że:

Pewien nieszczęśnik – hazardzista, wpadł w tarapaty: miał oddać mafii 10 tyś. $ następnego dnia. Przyjaciele odmówili pożyczki więc zdesperowany poszedł do kościoła i modlił się gorliwie: Panie Boże, daj mi te dziesięć tysięcy. Ratuj mnie. Gdy wychodził z kościoła – potrącił go samochód. Doznał złamania dwóch nóg. Ubezpieczenie wypłaciło mu równo dziesięć tysięcy.

W modlitwie zapomniał dodać …daj mi te 1o tyś. dolców …ale w opiece mnie miej.

 
Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 6 sierpnia 2013, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: