W pajeczynie życia

 

W Pajęczynie Życia

Zapomnij o świętości, odrzuć wiedze,
a ludzie skorzystają stokrotnie. 
Odrzuć ludzkość, odrzuć sprawiedliwość, 
a ludzie powrócą do braterskiej miłości i dobroci.

Zapomnij o wielkiej sztuce, odrzuć korzyść 
a znikną złodzieje.

Oto prawdziwy fundament:

Bądź naturalny. 
Zachowaj prostotę. 
Nie wynoś się nad innych. 
Nie żądaj wiele.

 Tao

Ach, rak! – powiedział, znów z towarzyszeniem chrapliwego śmiechu palacza, po czym zadał mi pytanie, które od tamtej pory – jak myślę – powinno być stawiane wszystkim studentom medycyny w pierwszym dniu ich pobytu na uniwersytecie: – Czy to choroby powodują śmierć, czy też śmierć powoduje choroby?

Według niego również moja choroba miała sens. Ważne, żebym zdał sobie z tego sprawę i podjął ostatnią podróż: podróż powrotną, jak ją nazywał, podróż każdego człowieka, który budzi się ze snu życia zmysłowego.
-Rozumiesz? To chwila powrotu do domu, cofnięcia się do początków. A te, wiedz o tym, są boskie, bo jeśli na skali czasu pochodzimy od małpy, to na skali bytu – od Boga. Powrócić oznacza upomnieć się o nasze boskie pochodzenie.
W jaki sposób?
Dokopując się do własnego wnętrza, eliminując stopniowo całą otoczkę swojej osobowości, swojej wiedzy, żeby dotrzeć do istoty swojego bytu. Potrzeba na to odwagi – mówił – chodzi bowiem o to, żeby odrzucać jedną rzecz za drugą, aż już nie ma nic więcej, czego możesz się uchwycić, i odkrywasz, że istnieje coś, co podtrzymuje ciebie. Dopiero wtedy rozumiesz, że to właśnie ta rzecz jest tym wszystkim, czego szukałeś.

Widzisz? We wszystkich kulturach drzewo życia przedstawiane jest jak ten cedr: korzenie w ziemi, a gałęzie w powietrzu. To samo można powiedzieć o życiu: rodzi się z ciemności i szuka światła. Ale jest też inne drzewo, opisane przez ryszich w upaniszadach. Jego korzenie są w niebie, a gałęzie opadają ku ziemi. To drzewo życia duchowego, które wychodzi od materii, żeby wznieść się do nieba, właśnie do swoich boskich korzeni.
Starzec wciąż mówił bardzo powoli, robiąc długie pauzy, jakby chciał dać czas, żeby jego słowa weszły mi nie tylko do uszu.
-I właśnie to życie duchowe się liczy. Najtrudniejszy jest pierwszy krok. Chodzi o to, żeby oderwać się od ziemi, od pewników, jakie mamy. Należy uniknąć pułapki intelektu, choć zawdzięczamy mu wiele. Pomaga nam analizować, wybierać, oceniać i poszerzać pole poznania. Ale co na koniec? Człowiek może dokonać wielkich odkryć, pójść daleko do przodu w wiedzy, ale jakikolwiek będzie ten postęp, na horyzoncie znanego zawsze znajdzie nieznane. I owo nieznane będzie zawsze dużo rozleglejsze od tego wszystkiego, co zdoła kiedykolwiek poznać. A zatem? Tak czy owak warto zmierzyć się z tym nieznanym. Przyznajmy to: istnieje tajemnica, a nasz umysł nie jest w stanie jej rozwikłać.

Spędzałem godziny przed świecą, próbując uspokoić wodę zmąconą wokół problemu “Ja”. Pewnego dnia zapytałem Starca, co myśli o tych praktykach, których celem jest zniszczenie owego “Ja” – czasem z katastrofalnym skutkiem.
Jak zwykle odpowiedź przybrała formę historii. Tej używał sam Ramakryszna, aby odpowiedzieć właśnie na pytanie dotyczące “Ja”.
Tuż za wioską żyje straszliwy wąż, który atakuje i kąsa każdego, kto się do niego zbliży, a nawet z daleka terroryzuje ludzi swoim sykiem. W wiosce nie wiedzą, co robić. Na szczęście pewnego dnia przechodzi tamtędy sadhu, proszą go więc o interwencję. Sadhu idzie do węża i bardzo grzecznie do niego przemawia.
– Musisz zostawić tych chłopów w spokoju. Nie są twoim pożywieniem. Nie zagrażają ci. Dlaczego więc ty im grozisz? – mówi sadhu. – Rozumiem, że musisz jeść myszy i małe zwierzęta z lasu, ale czemu straszysz tych biednych wieśniaków? Zrób to dla mnie: przestań. Wzruszony wąż się zgadza.
Rok później sadhu przechodzi podczas swoich wędrówek w pobliżu wioski i spotyka węża. Jest naprawdę w opłakanym stanie: jedno oko dynda mu na głowie, krwawi z pyska, a całe ciało ma pokryte ranami.
– Co ci się stało? – pyta sadhu.
– Twoje słowa, Mistrzu, naprawdę mnie zmieniły. Uczyniłem dokładnie to, o co prosiłeś, i teraz wszyscy przychodzą mnie okładać. Nawet dzieci zabawiają się rzucaniem we mnie kamieniami. Ale ja, Mistrzu, wciąż postępuję tak, jak powiedziałeś.
– Kretyn! – wybuchnął sadhu. – Przecież nie powiedziałem, żebyś przestał też syczeć!
Ramakryszna chciał przez to powiedzieć – zakończył Starzec – że “Ja” może być też pożyteczne. Potem dodał od siebie:
– Lepiej uczynić, by dojrzało, niż je niszczyć. Żeby żyć na świecie, odrobina “Ja” jest niezbędna do obrony. Wystarczy tylko, żeby “Ja” nie brało się zbyt na serio, a ty musisz wiedzieć, że to tylko maska.

Pewnego dnia Budda jest w podróży i chce przejść przez las. Wszyscy mu to odradzają. Las jest bardzo niebezpieczny. Ukrywa się w nim groźny bandyta, zabawiający się napadaniem na wędrowców, okradaniem ich i obcinaniem im palców, które doczepia do noszonego na piersi naszyjnika. Jego imię to właśnie Angulimal: anguli (palce), mala (naszyjnik). Budda nie daje się odwieść od zamiaru i rusza sam do lasu. Kiedy tylko bandyta go dostrzega, rzuca się za nim w pościg, ale nie jest w stanie dogonić mędrca. Angulimał idzie w jedną stronę, a Budda jest z drugiej, biegnie tu, a Budda jest tam. Wyczerpany Angulimal krzyczy:
Kim ty jesteś? Człowiekiem czy nadczłowiekiem? Bogiem czy diabłem? Biegnę za tobą i nie mogę cię dogonić. Jak to się dzieje, że jesteś znacznie szybszy ode mnie? 
To ty biegniesz. Ja się nawet nie ruszyłem odpowiada Budda. – Oto jestem.
Angulimal na to się zatrzymuje i w końcu “dogania” Buddę. Rozumie, pada mu do stóp i zostaje jego uczniem.
Wniosek z tej historii płynie taki – zakończył Starzec – iż trzeba się zatrzymać, żeby się poznać, żeby być sobą.

Kto się poświęca i rezygnuje z przyjemności świata, po czym rozwija, jakby na zasadzie kompensacji, poczucie wyższości, jeśli nie jest głęboko pokorny, w końcu też zaczyna się uważać za świętego.

Fragment z T.Terzaniego „Nic nie zdarza się przypadkiem”

Wpatruje się w oczy kota…

 

“Na rubieżach zanikają utarte drogi, a na krańcach poznania myślenie zawodzi.” – jak na ekranie komputera pojawia się napis w mojej wyobraźni. Przenikam przez pomarańczowe źrenice szeroko otwartych kocich oczu i jestem w ezoterycznej sieci wiecznego życia – w Matrix. Czyżbym odnalazł bramę do spokojniejszego świata? Gdzie naprawdę jest mój dom?  Aniele Stróżu oświeć mnie. Odpowiedz, proszę, kim jestem i co tu robię. Chcę znać prawdę. Gubię się – zasypiając, w świat snu, wysyłam pytania.
 
“Wdarłeś się oczami kota do świata snu. Kot ci wszystko wyjaśni po swojemu.” – słyszę szept. Usypiając czuje ciepło kociego ciałka. Kot wtula się w moją szyję i tak do mnie cichutko mruczy:
 
Posłuchaj człowieku o ludziach i ich lękach i bezsensownych działaniach w poszukiwaniu Prawdy.”
Otóż, diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować.”
 
Człowieku! Prawda jest krainą bez dróg i  nie można zbliżyć się do niej po żadnej drodze. Nie zbliża do niej ani nauka ani żadna religia. Prawdy nauki są jedynie hipotezami. Prawda, będąc nieograniczoną, bezwarunkową, nieosiągalną na jakiejkolwiek drodze, nie może zostać zinstytucjonalizowana. Tworzenie organizacji, która by wiodła, czy siłą prowadziła ludzi po pewnej drodze – jest skazane na niepowodzenie i wyrządza wielu ludziom krzywdę.”Kocie! Chcę wierzyć tak jak wielu ludzi…
 
“Człowieku! Wierzysz, że w proch się obrócisz? Wierzysz w zbawienie? Wierzysz, że jesteś jedynie chwilowym kaprysem Stwórcy? Wierzysz, że nauka rozwiąże wszystkie twoje problemy? To wszystko śmiechu warte. 
 
Weźmy wiarę. Jest sprawą czysto osobistą – nie wiemy więc wierzymy. Jeśli się prawdę o Stwórcy zinstytucjonalizuje to umiera ona i ulega stagnacji. Staje się wyznaniem, sektą, religią, którą narzuca się innym. Tak czynią wybrane grupy oświeconych zbawicieli na całym świecie. Zawężają oni prawdę i czynią z niej zabawkę dla ludzi słabych, dla tych, którzy są chwilowo niezadowoleni.Prawdy nie da się sprowadzić w dół, to raczej jednostka zdobyć się musi na wysiłek, by się do niej wznieść.
 
Nie można sprowadzić szczytu góry w dolinę. Jeśli chce się zdobyć szczyt góry, trzeba przejść przez dolinę i wspiąć się na zbocze nie lękając się niebezpiecznych przepaści. Prawdy nie można obniżyć. To przede wszystkim organizacje podtrzymują zainteresowanie ideami, ale organizacje te budzą jedynie zainteresowanie zewnętrzne. A zainteresowanie, które nie jest zrodzone z miłości do Prawdy, a jedynie wzbudzone przez organizację – jest bezwartościowe.Organizacja staje się szkieletem, do którego jej członkowie mogą się wygodnie dopasować.
 
Oni nie pożądają już Prawdy, czy szczytu góry, ale raczej wyszukują sobie wygodne miejsce lub pozwalają, by umieściła ich tam organizacja i uważają, że organizacja ta będzie w ten sposób wiodła ich do Prawdy.I najważniejsze! To nie my znajdujemy Prawdę – to Prawda znajduje nas. Musimy się tylko przygotować.
 
Czy można zaprosić gościa, którego się nie zna? Nie. Ale można wysprzątać dom tak, że kiedy ten przyjdzie, będziemy gotowi przyjąć go i poznać. Gdy się jest cierpliwym dostrzega się Prawdę – przez chwilę gdy przemawia Głos. Ale owa chwila wystarcza, aby mieć pewność, że nie pochodziła ona z wiary, a z doświadczenia. Nie z doświadczenia innych, a własnego. To owa pewność podtrzymuje poszukiwania i rozwój.””Dam ci kilka rad. Przede wszystkim umysł – uspokój go. Rozluźnij wszystkie mięśnie tak jak to my koty potrafimy. I słuchaj Głosu, który jest w każdej stworzonej istocie. Nie możesz być niecierpliwym, gdyż intuicja, która otwiera wyższą świadomość, przychodzi rzadko. Może to być tylko kropla, ale kiedy się pojawia, jest jak ocean. Głos, który wtedy przemówi do ciebie, to głos wewnętrzny. Nazwać go można dowolnie Umiłowanym, jak czynią to sufiowie; kamieniem filozoficznym, jak alchemicy; Bogiem, Buddą; nazwać go można On albo Ona. Ale ten Głos, istnieje. Jest Tym prawdziwym, ponieważ Ty i To nie jesteście osobno.
 
Ty jesteś Tym. Pamiętaj – jesteś w relacji ze Stwórca jak promień ze Słońcem. Nie jesteś Słońcem, nie jesteś Bogiem – uważaj na pychę.

 

 
Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 6 sierpnia 2013, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: