Nie zabijaj „złego”


Nie zabijaj „złego”

Marzy mi się by Papież Franciszek wiernym zakazał zabijania zwierząt; zgodnie zresztą z przesłaniem Biblii; ludzie mają się opiekować zwierzętami a do jedzenia mają rośliny

———————————–

Z przyjacielem , poszukiwaczem kontaktu z duchami, odwiedziliśmy pewien dom w małym miasteczku na północy Polski. Oto co tam się zdarzyło.

Pewnego dnia pies „zobaczył” w kącie pokoju „złego”. Szczekał , wył, szczerzył zęby i nie można go było uspokoić. Rodzina, która tam mieszkała, znana była z hulaszczego trybu życia. Dochodziło tam do burd, kłótni i pijaństw. Byli katolikami więc po pomoc w odstraszeniu „złego” udali się do księdza. Ksiądz nakazał im się wyspowiadać – za grzechy zaaplikował srogą pokutę. Rodzina zmieniła swoje złe przyzwyczajenia i wróciła harmonia do domu. „Zły” odszedł. ale…. „nie dał za wygraną.”

Otóż, ksiądz był zamiłowanym myśliwym i smakoszem dziczyzny. Strzelał dużo i celnie. Ludzie z miasteczka dumni byli z tego księdza – „swój chłop” – mówiono o nim. Kilka dni po wypędzeniu „złego” z domu rodziny, ksiądz usłyszał podejrzane odgłosy na plebani. Nocą ktoś próbował dostać się do jego skarbu – gabloty w której pod kluczem trzymał swoje drogie strzelby. Interpretacja tego zdarzenia przez księdza i oczywiście wiernych była następująca. Przepędzony „zły” chciał się na księdzu zemścić za sprowadzenie na „dobrą drogę” upadłej w obyczajach rodziny.

Mój przyjaciel – znawca duchów – po usłyszeniu tej relacji zaśmiał się i powiedział do mnie:

„Wiesz, to bardzo dziwne, ale ksiądz egzorcysta – byłby jednocześnie specem od zabijania zwierząt? Może ten „zły” nie był taki jednak zły… Postraszył i grzeszną rodzinę i grzesznego księdza!! Marzy mi się – dodał mój przyjaciel – by Papież Franciszek wiernym zakazał zabijania zwierząt; zgodnie zresztą z przesłaniem Biblii, która jasno powiada: ludzie mają się opiekować zwierzętami a do jedzenia mają rośliny”

A może to ten pies, który szczekał i wył, był mędrcem wcielonym w ciało zwierzaka? Może w kącie pokoju nie było żadnego ducha? Przyjacielu ! Psy i koty szybko się uczą od ludzi . Może znają juz i wykorzystują efekt placebo!!! – dodałem

No cóż, wystarczyło pieskowi obszczekać pusty  kąt pokoju by w rodzinie zapanował spokój. Ale kto postraszył księdza? Może domowy kotek?

Oczywiście zgodziłem się z moim Przyjacielem, że już nadszedł czas by „królestwo zwierząt” zaczęło się bronić przed okrucieństwem „królewstwa ludzi”.  Po przyjściu do domu odszukałem taki oto fragment z tekstów T. Terzaniego. Moja historia odrzucenia mięsa jako pokarmu jest podobna do tu poniżej opisanej.

„Pewnego wieczora stary milioner chciał, żebym zjadł z nim i jego rodziną kolację. Zaprosił mnie do jednej ze słynnych restauracji przy Wellington Street, które zawieszają przy wejściu ociekające tłuszczem pieczone prosięta, natomiast na ulicę wystawiają, jakby to były akwaria, szklane wanny, w których pływają najlepsze ryby, homary i langusty, w oczekiwaniu, aż przechodzący klient powie: „To!”, i zwierzę zostanie wyłowione oraz przyrządzone zgodnie z zamówieniem.
Nieprawdą jest, jak twierdzą niektórzy, że to Biblia poprzez swoją boską zachętę, żeby człowiek się rozmnażał w świecie, nad którym on, tylko on, ma „władzę”, stworzyła przemoc ludzkiej rasy wobec innych stworzeń. Chińczycy doszli do tego samego bez Biblii. Przez tysiąclecia gotowanie każdego zwierzęcia z zastosowaniem wyrafinowanych tortur było częścią ich kultury, której zresztą żadna władza ani ideologia nie odważyła się nigdy przeciwstawić.
Patrzyłem na te piękne ryby w wodzie, na prosięta zawieszone na hakach i myślałem o tym, jak to człowiek, i to nawet nie cierpiący nędzy i głodu, zawsze znajdował dziwne usprawiedliwienia dla swojej przemocy w stosunku do innych żyjących istot. Dziś jeszcze dla uzasadnienia corocznej masakry setek milionów kurczaków, jagniąt, świń i krów wysuwa się na Zachodzie argument, że do życia potrzebne są proteiny. A słonie? Skąd one biorą proteiny?

Tego samego rodzaju był argument, za pomocą którego jeden z przyjaciół próbował przekonać Gandhiego, aby porzucił ortodoksyjnie wegetariańską tradycję swojej rodziny. Powiedział mu, że niewielu Anglików było w stanie zdominować miliony Hindusów właśnie dlatego, że jedli mięso. To czyniło ich silnymi. Jedynym sposobem, aby ich pokonać, było zostać jak oni mięsożercami. 
Tak więc pewnej nocy dwaj przyjaciele idą nad brzeg rzeki i po raz pierwszy Gandhi zjada kęs koziego mięsa, zdradzając w ten sposób wiarę swoich rodziców i całej swojej kasty. Ale czuje się bardzo źle. Nie trawi i za każdym razem, kiedy próbuje zasnąć, wydaje mu się, że słyszy w żołądku beczenie zjedzonej kozy. Opowiada o tym w swojej autobiografii. Przez całe dalsze życie Gandhi nie tknął więcej kawałka mięsa, nawet w latach swoich studiów w Anglii, gdzie wszyscy mówili mu, że bez tego nie będzie w stanie znieść zimna.

Ja – przez moje wychowanie – nigdy się nie zastanawiałem, czy jestem wegetarianinem, czy też nie. Kiedy byłem dzieckiem, w moim domu jedzenie mięsa było czymś normalnym, jeśli mogliśmy sobie na to pozwolić. Zdarzało się to zwykle w niedzielę. Kiedy Angela i ja przyjechaliśmy w 1994 roku do Indii, obydwoje byliśmy mięsożerni i trwało to jeszcze przez jakiś czas. Raz w tygodniu pojawiał się w drzwiach naszego domu muzułmanin z nieskazitelną walizką, z której wyciągał zakrwawione paczki z wołowymi polędwicami i befsztykami. Pewnego dnia Dieter, nasz niemiecki przyjaciel, fotograf, pokazał mi na ulicy stado krów otaczających śmietnik z zamiarem zjedzenia plastikowych toreb, kartonowych pudełek oraz gazet, i powiedział:
– Oto, co jesz wraz z pięknym mięsem, dostarczanym przez twojego muzułmanina. I pomyśl o ołowiu z całego tego zadrukowanego papieru!
Miał absolutną rację. Choć nasz muzułmanin pozwalał sobie na ubój krów, które wyznawcy hinduizmu uznają za święte, na pewno nie miał specjalnego pastwiska ze świeżą trawą, na które mógłby posyłać swoje ofiary. To, co nam przynosił, było kawałkami słabowitych krów z ulicy, odżywiających się odpadkami.
To był bodziec, żeby przestać jeść mięso. Potem, z upływem czasu, zdałem sobie sprawę, że nie traktując już zwierząt jak pożywienie, zacząłem inaczej na nie patrzeć i postrzegać je coraz bardziej jako inne żyjące istoty, jako na swój sposób część tego samego życia zaludniającego i budującego świat. W tej chwili odrzuca mnie już sam widok befsztyka, zapach przyrządzanego mięsa wywołuje mdłości, natomiast myśl, że ktoś może hodować zwierzęta tylko po to, żeby je zabijać i zjadać, sprawia mi ból.

Doskonale „racjonalny” sposób, w jaki my, ludzie, hodujemy zwierzęta po to, by je zabijać – obcinając ogony świniom, tak żeby te idące z tyłu nie odgryzały ich tym z przodu, natomiast dzioby kurczakom, aby, oszalałe z niemożności poruszenia się, nie atakowały innych – stanowi znakomity przykład barbarzyństwa rozumu.
Ale przecież również warzywa to życie! – słyszę od zagorzałych mięsożerców, głuchych na wszelkie argumenty, jakby przy zrywaniu pomidora sprawiało się roślinie taki sam ból, jak przy duszeniu kurczaka, albo jakby można było posadzić z powrotem udziec jagnięcy tak, jak sadzi się kapustę lub sałatę. Warzywa są po to, żeby je jeść. Zwierzęta nie! Najbardziej naturalnym pożywieniem dla człowieka jest to wyprodukowane przez ziemię i słońce.

Milioner nie nadchodził. Patrzyłem na prosięta i pytałem w duchu tych, którzy mieli je zjeść: „Czy słyszeliście kiedykolwiek krzyki dochodzące z rzeźni?”. Trzeba, żeby wszyscy je usłyszeli, zanim wbiją widelec w befsztyk. W każdej komórce tego mięsa jest potworność tej przemocy, trucizna tego nagłego, ostatniego strachu umierającego zwierzęcia. Moja babcia była, jak wszyscy, mięsożerna, ale pamiętam, że mówiła, aby nigdy nie jeść dopiero co ubitego mięsa. Trzeba było zaczekać. Dlaczego? 
Być może starzy ludzie wiedzieli, jaki to ból wkładać sobie do brzucha czyjąś agonię. Przecież to. co eufemistycznie nazywamy mięsem, to tak naprawdę są kawałki zwłok, części nieżyjących, zamordowanych zwierząt. Dlaczego robić z własnego żołądka cmentarz?
Jeśli nadarza się okazja, Angela wciąż jada mięso. Dla mnie to niemożliwe. Ale nie jest to już kwestia zdrowia, pochłaniania ołowiu z gazet przeżuwanych przez krowy na ulicy. To problem moralny. Oto mały, piękny sposób zrobienia czegoś przeciw przemocy: postanowić nie jeść więcej innych żyjących istot.”

 

—————

„Tylko na nas spójrzcie. 
Wszystko jest na wspak, 
wszystko jest do góry nogami. 
Lekarze niszczą zdrowie, 
prawnicy niszczą sprawiedliwość, 
uniwersytety niszczą wiedzę, 
rządy niszczą wolność, 
główne media niszczą informacje 
a religie niszczą duchowość.”

Michael Ellner:

Dodam od siebie: Zabijanie zwierząt i ich zjadanie niszczy zdrowie i cofa w duchowym rozwoju.

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 4 grudnia 2013, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: