Monthly Archives: Marzec 2014

Potrzeba Tajemnicy

 

Potrzeba tajemnicy

 

„…Don Juan, indiański szaman i bohater wieloksięgu Carlosa Castanedy, mówi: „Świat jest niezrozumiały. Nigdy go nie zrozumiemy, nigdy nie odkryjemy jego sekretów. Dlatego musimy go widzieć takim jakim jest, po prostu traktować go jak tajemnicę! Przeciętny człowiek jednak nie robi tego. Dla niego świat nigdy nie jest tajemnicą. Kiedy dobiega starości, jest przekonany, że nie ma już po co żyć. Stary człowiek nie zgłębił świata. Zgłębił jedynie to, co robią ludzie, l tkwiąc w swoim głupim zamęcie, wierzy, że świat nie ma już przed nim tajemnic. Wojownik jest świadomy tego zamętu i uczy się traktować rzeczy właściwie. To, co robią ludzie, w żadnym wypadku nie może stać się ważniejsze od świata. Dlatego wojownik uważa świat za niekończącą się tajemnicę, a to, co robią ludzie, za niekończące się szaleństwo”.

My uważamy inaczej. Prawdziwych tajemnic jest w naszym świecie coraz mniej, są niemodne, budzą zakłopotanie, niepokoją, wzbudzają pożądanie, aby natychmiast je rozwiązać, unieważnić. Nasza epoka na swych sztandarach wypisała dążenie do odkrycia i wyjaśnienia wszelkich tajemnic. Najważniejszym narzędziem w tym programie jest oczywiście tradycyjna nauka, która ze swej natury jest zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich tajemnic. Jedna z teorii tłumaczących jej narodziny głosi, że archaiczny model rzeczywistości odrzucony został nie dlatego, ze był nieprawdziwy, błędnie opisywał świat i nie był skuteczny w działaniach praktycznych. Odrzucono go, ponieważ przestał wystarczać przy budowie nowej, zracjonalizowanej, materialistycznej cywilizacji. Myśl pierwotna traktująca na równi to co racjonalne, możliwe do objęcia ludzkim rozumem i to co irracjonalne, pozostające tajemnicą, wprowadzała nadmierne szumy, nazbyt rozpraszała ludzkie umysły, które zamierzano skierować w jeden nurt – physis i praksis.

Nevill Drury, badacz szamanizmu, pisze: „nasz świat opiera się raczej na zaufaniu do świadectw, zmysłów, natomiast świat brujo (szaman meksykański ) pełen jest nieuchwytnego. Jego wszechświat jest bezkresną tajemnicą, której nie można zamknąć w racjonalnych kategoriach i schematach”. Tajemnica ta jest jego największym bogactwem.”

Dlatego też Andrea Alberto de Chirico (1891-1952), publikujący pod pseudonimem Alberto Savinio brat sławnego malarza Giorgia de Chirico zauważa, że: „O tajemnicę trzeba dbać, chronić ją, spowijać mgłą, czynić jeszcze bardziej tajemniczą. Ludzie potrzebują tajemnic. Dla zdrowia. Dla równowagi. Potrzebują jej jak statek, który nie może obejść się bez balastu. Mało ludzi umie sobie radzić z brakiem tajemnic. Jak nietoperze w blasku dnia, zostają oślepieni i odruchowo poszukują przyjaznego mroku tajemnicy”….

…Przez dwa i pół tysiąclecia, doskonaląca coraz bardziej swój krytyczny rynsztunek, nauka poczyniła rozległe spustoszenia w obszarach ludzkich tajemnic. Dlatego racjonalność i poznawalność budowy wszech-świata pozostała jedną i niewielu, być może ostatnią wielką tajemnicą ludzkości. A przecież przez tysiąclecia żyliśmy w kręgu tajemnic, w ich nieustannym zasięgu, pod ich intrygującym urokiem. Tajemnice były wszędzie. Nie zapominali o tym najwybitniejsi przedstawiciele prawdziwej, „nienaturalnej” nauki, Albert Einstein pisał: „Tajemnica jest największym naszym przeżyciem. Stanowi ona owo zasadnicze odczucie, które towarzyszy prawdziwej sztuce i wiedzy od samego jej zarania. Kto nie zna tego uczucia i nie umie się już dziwić, kto nie potrafi już zdobyć się na zdumienie, tego muszą uznać za martwego, ponieważ oko jego zgasło. […]. Życie wydawałoby mi się puste, gdyby nie pociąg do tego, co jest wiekuiście nieosiągalne w dziedzinie sztuki i badań naukowych”.

Z.S

„Gdy dorastamy, nasze poglądy na wiele spraw zmieniają się przez wpływ społeczeństwa. Z drugiej strony niektórzy pozostają otwarci na Ducha mimo wpływu otoczenia. …Wszyscy, już od najmłodszych lat, znajdujemy się pod wpływem opinii otaczających nas osób. Gdy byliśmy mali,  zostaliśmy poddani obróbce przez naszych rodziców, opiekunów i inne osoby, które znajdowały się w naszym otoczeniu. Mieli zdecydowane poglądy i o nich rozmawiali, często wyrażając przy rym swoje emocje. W ten sposób nauczyliśmy się, co jest -.dobre”, a co „złe”. Sądziliśmy, że to, co mówią dorośli, musi być prawdą, bo się nami opiekowali i nie mieliśmy żadnego powodu, żeby im nie wierzyć.

Gdy mowa o Życiu po życiu, dorośli często mają bardzo zdecydowane poglądy, przez co dzieci mogą poczuć się bardzo zdezorientowane. Małe dzieci mają najczystsze wibracje i nie są skażone wartościami innych, więc są naturalnie otwarte na świat duchowy oraz Życie po życiu. Jeszcze nie mają własnych poglądów i są wciąż niewinne i czyste. Dopiero szukają swojej drogi na świecie i pochłaniają go z szeroko otwartymi z zachwytu oczami. W oczach dorosłych nie dostrzeżesz już tego zachwytu.

Ponieważ ich postrzeganie jest tak nieskażone, dzieci często pamiętają swoje poprzednie wcielenie, a także wydarzenia, które wydarzyły się w Życiu po życiu, zanim nastąpiła ich reinkarnacja. Mogą nawet pamiętać swoje rozmowy z Bogiem oraz inne dyskusje, które miały miejsce przed ich urodzeniem. Maluchy często dysponują wiedzą i mądrością, która zaskakuje głębią, a my dziwimy się, skąd się wzięła ta wiedza. Dzieje się tak, ponieważ dzieci są bardzo zestrojone ze swoimi duszami, a to właśnie dusza jest nośnikiem wiedzy o wszystkim, co powinniśmy wiedzieć.

Każde dziecko trafia w nasze ramiona prosto ze Źródła, które znajduje się w Życiu po życiu w miejscu, z którego wszyscy pochodzimy. Jego ciało może i jest nowe, ale dusza, która je zamieszkuje, jest często bardzo stara. Dzieci mieszkały wcześniej na naszej planecie i posiadają wiedzę ze świata duchowego, która jest nam potrzebna do naprawy wielu sytuacji, takich jak gniewne prowokacje, emocjonalne dołki czy rękoczyny i awantury.

Każdy trafia na Ziemię z celem albo lekcją, której musi się nauczyć, ale niektóre dzieci przychodzą na świat z pięknym darem duchowości i uzdrawiania. Niedawno pojawiły się o nich książki, w których nazywa się je dziećmi „Indygo” albo „kryształowymi”, podkreślając, że mają specjalny dar przyspieszania ewolucji ludzi na naszej planecie. Takie dusze zatrzymują swoją wiedzę o Życiu po życiu w świadomości i wiedzą, jakiej lekcji muszą się nauczyć. Ale nawet takie dzieci czasami mają trudność z przekazaniem tej wiedzy, bo są zbyt małe i nie znają słów, by ją wyrazić. Ze względu na bliskość ze Źródłem, wibracje wszystkich dzieci są wyższe niż dorosłych.

Matki często zauważają, że ich dzieci wpatrują się w dany kąt pokoju, jakby porozumiewały się z kimś, kogo nie widać. Gdy matka podchodzi do takiego miejsca, może poczuć zimne powietrze, od którego zadrży. To znak, że dziecko patrzyło na ducha, którego obecność można poznać po nagłym ochłodzeniu powietrza, niemal jak po otwarciu lodówki. Innym sposobem, w jaki dzieci dają nam znać o swojej łączności z Życiem po życiu, jest informowanie nas, że mają inaczej na imię niż tak, jak nazywają je rodzice…

 …Bóg mi powiedział, żebym przyszedł i się o ciebie troszczył, bo tata cię nie kocha i potrzebujesz więcej miłości. 

…Dzieci mogą stać się bardzo zagubione w temacie duchowości, jeżeli otaczający je dorośli nie reagują w pozytywny sposób. Chłopcy i dziewczynki często walczą z tym, co wiedzą i w co wierzą, zwłaszcza gdy stoi to w sprzeczności z tym, co słyszą od rodziców, opiekunów lub innych autorytetów. Często dorośli nie słuchają dzieci, gdy przez nie przemawia wewnętrzna, duchowa mądrość. ..

Bez względu na poglądy w tej kwestii, należy bezwzględnie szanować dzieci, gdy wyrażają swoje przekonania…Dzieci są bliżej Źródła niż my, dorośli, zatem ich myśli i doświadczenia zasługują na wysłuchanie. Dzieci mogą zacząć blokować swoje zmysły, żeby odciąć się od kontaktów z Duchem, jeśli będą się bały negatywnych reakcji i nie będą chciały zdenerwować dorosłych. Mówienie o swoich doświadczeniach może zająć im nieco czasu, zatem należy utrzymywać otwarte kanały komunikacji oraz słuchać ich bez zwątpienia czy kategoryzowania.”

Żródła: „Madrość prawieków” Zdzisław Skrok oraz  Lisa Willams „Nieśmiertelność duszy”

 

Reklamy

Spacer po Warszawie


 

Warszawa, ul. Nowy Świat

„Starzejąc się, instynktownie wygłaszamy kazania innym, próbujemy na nich wpływać i nakłaniać ich do obrania naszego kierunku. Ten wysiłek przekonania innych może się powieść lub nie, ale z pewnością powiedzie się wobec nas samych — to znaczy, utwierdzimy się jeszcze bardziej w naszych ideach i działaniach. Usiłując przekonać innych, w rezultacie przekonujemy samych siebie.”

 

Wilanów

 

Łazienki Królewskie

„Stara opowieść o mulle Nasruddinie głosi, że pewnego razu został on napadnięty przez dzieci z wioski, które wymyślały mu i w końcu zaczęły rzucać w niego kamieniami. Ponieważ dzieci było dużo, a on nie był zbyt silny, musiał szybko wymyślić jakieś wyjście z sytuacji. Nagle wpadł na pewien pomysł. „Czy wiecie — krzyknął do dzieci — co dzisiaj za dzień?” „Nie — odparły — i nic nas to nie obchodzi, ponieważ ty tylko chcesz się od nas uwolnić dzięki jakiejś swojej sztuczce”. „Sztuczka czy nie — odparł — ale dzisiaj są urodziny króla i rozdaje on za darmo jedzenie i słodycze każdemu, kto przyjdzie do niego do pałacu”. Potem zaczął opisywać jedzenie i słodycze z takimi szczegółami, że dzieci jak szalone popędziły do pałacu. Mułła ujrzał, jak znikają za narożnikiem. Nagle zawahał się, z pośpiechem zakasał tunikę i zaczął biec w tym samym kierunku. „Lepiej pójdę i sam sprawdzę — wymruczał biegnąc — być może jest w tym jednak jakaś prawda”. Żarliwość jego własnego opisu sprawiła, że sam za nimi popędził.”

Wilanów

„Człowieka warunkują najbardziej nie jego rodzice czy nauczyciele, nie społeczeństwo czy otoczenie, lecz on sam. Sami siebie warunkujemy. A to dlatego, że nasza przeszłość warunkuje naszą przyszłość. Na samym początku powinienem uświadomić sobie, że moja przeszłość była dobra, potrzebna, konieczna, szczęśliwa; że jest nieodłączną częścią mnie samego i zawsze nią będzie. Jednakże nie mogę dopuścić do tego, aby przeszłość zaczęła rządzić teraźniejszością, a wspomnienia tłumiły obecną rzeczywistość.

Życie składa się z przyzwyczajeń; w krótkim czasie wytwarzamy swój obraz, który towarzyszy nam do końca życia jako nasza karta wizytowa, nasz list wprowadzający, nasze dane. Ludzie poznają moje przyzwyczajenia i wkrótce zapamiętują mnie jako niezwykle punktualną osobę, która nie spóźni się nawet minuty, lub, przeciwnie, za beznadziejnie niesolidnego włóczęgę, który nigdy nie dociera na umówione spotkanie na czas. Punktualność jest tu tylko przykładem. To samo odnosi się do sposobu myślenia i postępowania, do moich słabości i zalet. Moje postępowanie kreśli ludziom zupełnie dokładny obraz mojej osoby, to, jak się zachowuję i wyglądam w ich towarzystwie, i od czasu do czasu komentują moje zachowanie powiedzeniem: „O, tak, cały on. On właśnie by tak postąpił”.

To, że inni mają jakiś mój obraz, nie jest tu najważniejsze. Ważne jest to, że ja sam go mam, i ten obraz warunkuje później mój sposób postępowania. Znam siebie jako osobę punktualną, a więc uważam za ważne przybyć na czas, aby dostosować się do oczekiwań innych, a co więcej, nie zawieść siebie samego. Rozpatrzmy sytuację w szczegółach. Punktualność jako taka jest rzeczą dobrą (przynajmniej ja tak uważam), podobnie jak zwyczaj bycia punktualnym. Niedobry jest natomiast przymus bycia punktualnym, ponieważ zawsze taki byłem, i jeśli teraz zawiodę, będę czuł się tak, jakbym sam siebie zdradził, zniszczył swój obraz, przestał być sobą. To są więzy. To jest bałwochwalczy kult glinianego wizerunku. To utrata wolności pod pozorem surowego przestrzegania ustalonego porządku. Jeśli przybędę punktualnie, ponieważ chcę tak zrobić, dobrowolnie i chętnie, gdyż jestem wrażliwy na wygodę innych i odpowiedzialny w dysponowaniu swym czasem — jest to dobre i zdrowe. Jeśli jednak przychodzę na czas, ponieważ inaczej nie potrafię, ponieważ czułbym się winny i zagubiony, gdybym spóźnił się choć o pięć minut, ponieważ muszę być na czas, aby czuć się bezpiecznie — wtedy moja punktualność nie jest ozdobą charakteru, ale smutnym wyrazem niepewnego umysłu.

Dobry wizerunek dostarcza poczucia bezpieczeństwa i poważania, dlatego tak przy nim trwamy. Jednak (ta idea pojawia się po raz trzeci czy czwarty na tych stronicach) bezpieczeństwo zapewniamy sobie tylko w przypadku otwarcia, spontaniczności i wolności. Zburzenie czyjegoś obrazu przeraża, gdyż przypomina opuszczenie domu, kraju, znajomego otoczenia. Jest to odrzucenie wszelkich podpórek i szablonów. Trudno się na to zdobyć. Jednak pisklę nigdy nie urośnie, jeśli nie stłucze skorupki. Odłożenie, łagodnie i z miłością, swojego obrazu — choćby na chwilę — może stać się ćwiczeniem odwagi i rozwoju. Może nie będzie się chciało do niego potem wrócić.

Jak dotąd mówiłem o dobrym obrazie. Nawet ten może zniewalać i dlatego warto go zniszczyć. Jednak jeszcze bardziej prawda ta odnosi się do złego obrazu. W tym przypadku zniewolenie jest podwójne, jeśli chodzi o obraz i o to, co robi on ze swą ofiarą. Przyda się w tym miejscu trochę świętego obrazoburstwa. Znałem mężczyznę, który słynął z tego, że opowiadał wciąż nowe dowcipy, nie zawsze przyzwoite. Kiedy się pojawiał, ludzie prosili: „Powiedz jakiś nowy kawał!” I musiał spełniać prośbę. Ten obraz zaczął go przysłaniać. Mój znajomy czuł niesmak i chciał pozbyć się tej nieszczęsnej sławy, ale nie mógł. Ludzie byli niemiłosierni. Znali go z tego nie świętego charyzmatu, i chcąc nie chcąc musiał zgodnie z nim żyć. Opowiadał swój najnowszy żart. Ludzie śmiali się głośno, a on posępniał w środku. Społeczeństwo potrafi być okrutne. Może się mylę, ale mam wrażenie, że ludzi nie interesowały jego żarty. Pragnęli raczej uwięzić go w wizerunku, który sam stworzył.

Potrzeba wielkiej odwagi i determinacji, aby przełamać obraz budowany przez lata.

Widać, że nawet odmowa opowiedzenia sprośnego kawału wymaga czasem odwagi. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że doświadczenie jednostki, przeciwne zewnętrznemu autorytetowi, jest niepowtarzalnym źródłem wolnej osobowości i niezależnego charakteru. Rzeczywiście to prawda, ale jest w tym też mały haczyk. Kiedy przyjmuję jakiś pogląd albo zaczynam doceniać jakąś praktykę ze względu na własne doświadczenie, a nie przez przejęcie jej z zewnątrz — działam z większym przekonaniem. Wtedy taki pogląd czy praktyka nabierają dla mnie głębszej wartości i powodują większe zaangażowanie. Jest to bardzo przekonujące i podkreśla wagę doświadczania rzeczy samemu zamiast ślepego przejmowania ich od innych. Ale jak powiedziałem, jest w tym pewien haczyk. Moje przeszłe doświadczenie, jakkolwiek przekonujące w danym czasie, może teraz stać się dla mnie „autorytetem”, czymś obcym wobec mojego dzisiejszego „ja”. Moje stare poglądy, przekonania, wartości, doświadczenia były wspaniałe wtedy, gdy się zdarzały; stanowią część mojej istoty i ukształtowały moje życie; ale jeśli staną się surowymi normami, które zmuszają mnie do postępowania dziś według tego, jak myślałem wczoraj — nie są lepsze od sił wywierających na mnie presję z zewnątrz. W obecnym czasie, a może i w przestrzeni, są wobec mnie zewnętrzne — to znaczy nie pochodzą z zewnątrz, ale pochodzą z przeszłości — i jako takie są obcą materią i balastem.

Nasze doświadczenia są tak cenne, że uważamy je za przekonujące na zawsze, a sprzeciwienie się im — za stratę i zdradę.

Powiadamy: Widziałem to, czułem, doświadczałem tego, jak mogę teraz to odrzucić, wyprzeć się tego, zapomnieć o tym? Moje doświadczenie naznacza moje życie i dlatego muszę zatrzymać je do końca życia żywe i świeże, jak wtedy, gdy je przeżywałem. Taka jest nasza reakcja, w pełni zrozumiała, ale też niepotrzebna. To doświadczenie było świeżym kwiatem, kiedy przytrafiło mi się po raz pierwszy, ale żadne podlewanie i nawożenie nie zatrzyma na zawsze świeżości kwiatu. Kwiat więdnie, opada i umiera. Konkretne doświadczenie było ważne w konkretnym czasie i dlatego tak, jak pozwoliliśmy mu przyjść, musimy również pozwolić mu odejść, kiedy jego znaczenie osłabnie. Trzeba zrobić miejsce dla życia. Oczyścić ogród. Wyrzucić zwiędłe kwiaty, aby nasadzić świeżych. Minione doświadczenie zmienione w teraźniejszy autorytet jest tym bardziej niszczące, gdy pochodzi z nas, gdyż jesteś-my bardziej skłonni jemu się podporządkować.

Na nic się zda moje uwolnienie się od innych, jeśli nie uwolnię się od siebie. Jest to najsubtelniejsza i najbardziej niebezpieczna pułapka, ponieważ znajduje się we mnie i stanowi cząstkę mnie samego. Mam być gotowy, czujny, wciąż wzrastać i być zdolny do zrozumienia, że dzisiejszy wieniec stanie się jutrzejszym łańcuchem, a wczorajsze chwalebne doświadczenie jest dzisiaj szanowaną, ale martwą przeszłością.

To jest dobry moment, aby powtórzyć, że moje obecne normy zachowania i przekonań nie mają być odrzucone tylko dlatego, że pochodzą z przeszłości czy z zewnątrz. Trzeba brać siebie takim, jakim się jest teraz, i swobodnie i odpowiedzialnie rozpatrzyć, które z tych norm są w zgodzie ze mną takim, jakiego znam i jakim chciałbym być, a które z tych norm są sztuczne, przestarzałe i nie mają już żadnego uzasadnienia w moim obecnym stanie; które stały się żywą tkanką w moim ciele i krwi poprzez wewnętrzne przekonanie, praktykę i asymilację, a które są tylko przelotnym wrażeniem — zrobiły co trzeba w swoim czasie i teraz mogą być łagodnie i z wdzięcznością usunięte, by nie blokowały nowych przeżyć i rozwoju. W taki właśnie sposób funkcjonuje każdy zdrowy organizm.

Nie tylko posiadamy swój własny obraz, ale także usiłujemy projektować go na innych i namawiać ich, aby szli tam, gdzie my, i postępowali jak my, ponieważ nic nie dostarczy nam większego poczucia bezpieczeństwa niż to, że ujrzymy, jak inni postępują według naszego sposobu życia.

 

Źródło i inspiracja do rozmyślań: Carlos G.Valles (Odwaga bycia sobą)

Łazienki Królewskie