Czemu chodzisz i prosisz o pieniądze?

Czemu chodzisz i prosisz o pieniądze?

„- Wy mówicie: „To mieszkanie jest moje”. Ale jeśli się dobrze przyjrzycie, jego podłoga to sufit mieszkania piętro niżej, a ścianę dzielicie z sąsiadem. Nic nie jest naprawdę wasze. Absolutnie nic… jeszcze mniej wasze ciało. Wiele osób może się upominać o jego własność: wasza matka, wasz ojciec, wasz współmałżonek w oparciu o sakrament małżeństwa, państwo, wobec którego wasze ciało ma obowiązki obywatelskie, sama ziemia, ogień, który utrzymuje was we właściwej temperaturze, woda i warzywa, które jecie. Wszyscy oni mogą powiedzieć: „To ciało jest moje”…

Wy sami nic nie posiadacie. Nie jest wasze nawet to, co wiecie. Dostaliście to z książek albo od nauczyciela. A jednak wciąż powtarzacie: „To jest moje ciało”. Wydaje się wam ono tak bardzo wasze, że się z nim identyfikujecie. Mówicie: ,ja” i myślicie o waszym ciele. Ale jeśli Ja” to ten, kto identyfikuje ciało, nie może więc być ciałem. Podmiot, który obserwuje przedmiot-ciało, nie może być ciałem.

Mówił też:
” A kto nie zważa na każdą chwilę swojego życia, ryzykuje, że skończy jak człowiek z historyjki, którą opowiedział z cudowną mimiką.”

Pewien człowiek wie, że na świecie istnieje kamień zdolny przemienić przez samo dotknięcie żelazo w złoto. Postanawia go odnaleźć. Przepasuje się w pasie łańcuchem i wyrusza w drogę. Podnosi każdy napotkany kamień i uderza nim w łańcuch. Żelazo pozostaje żelazem, a on wyrzuca kamień. Podnosi następny, uderza i wyrzuca. I tak przez kolejne tygodnie, miesiące – coraz mniej uważnie. Aż któregoś dnia zatrzymuje go jakieś dziecko. – Ej stary, gdzie znalazłeś ten piękny, złoty łańcuch? Mężczyzna patrzy na łańcuch. Naprawdę stał się złoty! Ale który z tysięcy podniesionych i odrzuconych kamieni okazał się tym właściwym?

T.Terzani


Pewnego dnia ojciec bardzo bogatej rodziny, zabrał swojego syna na wycieczkę na wieś, aby pokazać mu jak żyją biedni ludzie. Spędzili dwa dni na farmie, która należała do ludzi, których uważano za bardzo biednych. W drodze powrotnej z wycieczki ojciec zapytał syna:
” Jak ci się podobała nasza wyprawa?”
” Była wspaniała”
” Czy widziałeś jak żyją biedni ludzie?” – zapytał ojciec.
” O tak!” – syn odpowiedział…
” Czego więc nauczyłeś się na naszej wycieczce?”
Syn odpowiedział:

” Zauważyłem, że oni mają cztery psy a my tylko jednego. My mamy basen, który sięga do połowy naszego ogrodu a oni mają strumień, którego końca nie widać. My mamy importowane, sztuczne oświetlenie w naszym ogrodzie a oni mają gwiazdy w nocy. Nasze patio sięga tylko do połowy działki a oni mają cały horyzont. My mamy mały kawałek ziemi do życia o oni mają pole tak wielkie, że wzrok nie sięga. My mamy służących, którzy nam służą, a oni służą innym…My kupujemy nasze jedzenie a oni swoje uprawiają Dla naszej ochrony mamy mur dookoła naszej posiadłości, a oni mają przyjaciół, którzy ich chronią.

Ojciec chłopca stanął zdumiony i nie mógł powiedzieć żadnego słowa…

„Dzięki Tato, że pokazałeś mi jacy jesteśmy ubodzy”

Czy spojrzenie na życie z innej perspektywy nie jest cudowne? Pomyśl, co się stanie jeśli będziemy dziękować za wszystko co jest nam dane, zamiast martwić się o to, czego nie mamy. Doceń wszystko co masz, a szczególnie swoich przyjaciół!. Życie jest krótkie a przyjaciół ma się niewielu….

—————————–

Zdarza  się kazdemu z nas, że po wielu latach wracaja do nas przyjaciele, członkowie dawno zapomnianej rodziny, znajomi z „wczasów” , partenrzy z lat młodzieńczych etc. Oto niezły test:: „czy warto znajomość taką pogłębić, odnowić?

Poproś o porzyczkę lub o datek na…:

„Siedziałem w małej kawiarence w centrum Perth. W pewnym momencie podszedł do mnie stary Aborygen.
– Daj mi pół dolara – powiedział.
Nigdy nie lubiłem żebraków. Już miałem mu odmówić, ale uśmiechnął się tak szeroko i przyjaźnie, że sięgnąłem do portfela i wręczyłem mu dwa dolary. Uprzejmie podziękował i skierował się w stronę wyjścia. Dwa dni później byłem w tym samym miejscu i znowu się pojawił. Podszedł do mnie. Już sięgałem po portfel, ale powstrzymał mnie i powiedział: „dzisiaj ja stawiam”. Chyba wyglądałem na zdziwionego, bo dodał: „Przecież dzisiaj jest moja kolej”. Kupił mi piwo i usiadł koło mnie. Pomyślałem, że pewnie chce mnie dzisiaj naciągnąć na większą sumę.
– Skąd jesteś? – zapytał.
– Z Polski. A ty?
Popatrzył na mnie swoimi śmiejącymi się oczami.
– Dobry dowcip – powiedział, po czym powoli, jakby w zamyśleniu dodał:
– Skąd może być stary Aborygen? Widzisz – podniósł oczy – ludzie przybywają tu z całego świata, szukają swojego miejsca na ziemi, szukają szczęścia.
– Australia to piękny i spokojny kraj – powiedziałem – ja też przyleciałem, żeby tu zamieszkać.
– Czy wierzysz, że będziesz tu szczęśliwszy niż gdziekolwiek indziej?
– Tak, wierzę, że ja i moja rodzina będziemy tu szczęśliwi.
– Czemu odpowiadasz w imieniu innych, nawet jeżeli są Twoją rodziną?
– Przywiozłem ich tu, a więc czuję się za nich odpowiedzialny.
– Nie możesz być odpowiedzialny za niczyje szczęście oprócz własnego.
– Jesteś filozofem? – zapytałem.
– W pewnym sensie – odparł.
– Wyglądasz na inteligentnego – popatrzyłem na niego – czemu jesteś żebrakiem?
– Czy widziałeś, żeby żebrak stawiał komuś piwo?
– To czemu chodzisz i prosisz o pieniądze?
– To najlepszy test na jakość człowieka.
– Co w ten sposób testujesz?
– Czy warto z nim nawiązać bliższą znajomość.
– Widzę, że w Twoim teście wypadłem pozytywnie. Ile trzeba Ci dać, żeby zdać twój test?
– Nie ma znaczenia, czy ktoś mi coś da, czy nie. Znaczenie ma, jak to zrobi.
– A więc teraz, kiedy test zaliczony, jaki będzie następny krok?
– To zależy od ciebie. Zależy czy ja zaliczyłem test w twoich oczach. Każdy z nas bez przerwy testuje ludzi i świat wokoło. To, co w jego mniemaniu wypada pozytywnie, przyjmuje za swoje. Ale muszę już iść. Miło się z Tobą rozmawiało. Wpadnij do mnie przy okazji.
To mówiąc podał mi wizytówkę. Spojrzałem na nią i przeczytałem: Dr John Smith lekarz medycyny.

Przez kilka następnych dni byłem zajęty sprawami biznesowymi, lecz ten niezwykły człowiek często przychodził mi na myśl. Weekend zapowiadał się luźniejszy. W sobotę rano zadzwoniłem do niego.
– Cześć John, co u ciebie słychać?
– Cześć – odparł – wszystko OK. Dobrze, że dzwonisz. Dzisiaj wieczorem zaprosiłem kilka osób na barbeque. Wpadnij o siódmej. Miło będzie, jak zabierzesz ze sobą żonę.

Wieczór był ciepły po upalnym dniu. John przywitał nas w drzwiach. Zaprowadził do dużego salonu, gdzie było kilka osób. Przedstawił nas i poczęstował chłodnym napojem. Atmosfera była luźna, ludzie sympatyczni. Po pieczonej baraninie siedliśmy przed domem przy kawie. Wiatr od oceanu, jak zwykle pod wieczór, dawał ożywczy chłód. W pewnym momencie Judy – szczupła dziewczyna japońskiej urody – zapytała: „John, mam pewien problem. Czy mogłabym z Tobą porozmawiać na osobności?”.
– Oczywiście – odparł John i wyszli. Wrócili za ok. piętnaście minut. Wtedy Greg i Samantha – młoda para – poprosili o to samo. Gdy wrócili, okazało się, że wszyscy po kolei chcieli rozmawiać na osobności z Johnem. Wydawało się nam to trochę dziwne, ale widocznie takie tu mają zwyczaje. W końcu jest emerytowanym lekarzem, może zasięgają porad medycznych.
Potem John wyjął z barku szlachetnie wyglądającą butelkę i poprosił mnie, żebym czynił honory podczaszego. Gdy degustowaliśmy ten wytrawny trunek, Judy zapytała:

– John, powiedz nam, jak to naprawdę jest tam, w Twoim świecie.


W moim świecie? – uśmiechnął się – Ja nie mam swojego świata. To wy macie swoje światy i dlatego się wam wydaje, że wszyscy muszą je mieć. Kiedyś też miałem, ale zrezygnowałem, bo okazał się do niczego nie potrzebny. Wymagał ciągłej uwagi i aktywności, narzucał bezsensowne reguły i prawa, stresował przemijaniem czasu. Skończyłem z nim i radzę Wam zrobić to samo.
– Jak to skończyłeś? – zapytał Alex – młody prawnik – przecież jesteś tu z nami, istniejesz w świecie, nie umarłeś

– Żeby skończyć ze światem nie trzeba umierać, tylko zrozumieć. Albo nawet nie zrozumieć, bo to słowo wiąże się z rozumem, raczej powiedziałbym – uświadomić. To lepsze pojęcie, bo wiąże się ze świadomością.

– Jaka jest różnica między rozumem a świadomością, i co trzeba sobie uświadomić? – zapytał ponownie Alex.
– Świadomość, to szersze pojęcie niż rozum. Oczywiście chodzi mi o czystą świadomość, bo w potocznym rozumieniu słowo „świadomość” używa się zamiennie z pojęciem rozum czy umysł. Otóż czysta świadomość umożliwia istnienie wszystkiemu, co istnieje, sama nie będąc żadną z tych rzeczy. To tak jak światło słońca umożliwia życie na Ziemi, ale nim nie jest.

Popatrzyłem na Alexa i z wyrazu jego twarzy wywnioskowałem, że z wyjaśnienia Johna zrozumiał niewiele. Zwykle lubiłem różnego rodzaju rozważania filozoficzne i czułem, że to, co mówi John, ma swoistą logikę, ale nie łapałem jeszcze całości. Zapytałem więc:
– Rozumiem, że czysta świadomość jest jakimś rodzajem energii, który umożliwia istnienie światu. Jaka jest więc relacja pomiędzy naszą, ludzką świadomością a tą czystą?
– Podam ci przykład – powiedział – gdy pali się ognisko, to ogień trawi drewno, ale nie jest nim. Jego natura jest dużo subtelniejsza niż natura drewna. Drewno to materia, ogień to energia. RELACJA POMIEDZY TWOIM CIAŁEM A UMYSŁEM JEST ANALIGICZNA DO RELACJI POMIEDZY DREWNEM A OGNIEM.

Twoja świadomość jest płomieniem trawiącym twoje ciało. I tak jak trzeba dorzucać drewna do ogniska, żeby nie zgasło, tak musisz karmić swoje ciało i umożliwiać mu wszelkie potrzebne życiowe funkcje, żeby płomień świadomości nie zgasł. Podobna relacja zachodzi pomiędzy twoją świadomością, czyli rozumem, a czystą świadomością. Czysta świadomość, z kolei, to płomień trawiący świadomość każdego z nas.

Logicznie widziałem tu sens, ale w sensie technicznym nie byłem w stanie tego uchwycić. John chyba to wyczuł, bo dodał: nie staraj się tego zgłębiać umysłem, bo do czystej świadomości umysł nie ma wstępu. Ci, co chcą tam dotrzeć, muszą swój umysł zostawić w przedsionku do jej komnat. Zaśmiał się głośno, a my wszyscy za nim.

Nasuwało mi się wiele pytań, ale nie zadałem już wtedy żadnego więcej. Temat, o którym mówił John, nie był mi obcy. Był okres, że czytałem różne książki o Buddyzmie i Zenie i dostrzegałem tu wiele analogii. Umówiłem się z Johnem na następny dzień. Chciałem spokojnie z nim porozmawiać. Usiedliśmy z filiżanką kawy.
– John – zacząłem – niektóre z twoich wypowiedzi bardzo mnie zastanawiają. Sprawiasz wrażenie, jakbyś dostrzegał w świecie inne wartości niż my wszyscy.
Widzisz – popatrzył na mnie – spotkałem kiedyś kogoś, kto powiedział mi, że świat, w którym żyję, jest złudzeniem, i najlepiej przestać sobie nim zawracać głowę. Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłem tej osobie i zacząłem konsekwentnie stosować się do jej wskazówek. Po pewnym czasie doświadczyłem tego, że wszystko, co mi mówiła, było prawdą…”

Ciąg dalszy opowiadania „Stara Kobieta” (od naszej dzielnej B.B) kliknij http://www.eioba.pl/a/4ef5/stara-kobieta

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 Listopad 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: