Doceń swój ród i swoją płeć

Doceń swój ród i swoją płeć

Mój przyjaciel ze studenckiej ławy, będąc już na emeryturze, przeprowadził się do swojego rodzinnego domu na wsi – pracował w informatyce długie lata w różnych miastach po ukończeniu Wydziału Elektroniki na PW. Mając dużo wolnego czasu zajął się sadem ale i drzewem genealogicznym swojej rodziny. Odnalazł wielu swoich przodków i tym samym „sprowadził„ ich do swojej posiadłości. Stał się specjalistą w poszukiwaniach przodków.

Rodowa Polana – nad schodkami

Leśniczy z Przewięzi

Sprzed laty inny mój przyjaciel- leśniczy z Przewięzi –  namówił mnie bym kupił kawałek ziemi – łąkę nad jeziorem. Zasadziłem – sosny, świerki, modrzewie. Nie ma tam płotu . Polanę odgradzają od lasu zasadzone krzewy – żywopłot. Dookoła Polany rosną olbrzymie dęby i wiekowe sosny. W zależności od pory roku Polana pachnie konwaliami, poziomkami i dzikimi różami. Dawno temu na Polanie stała Strażnica Wodna i leśniczówka. Nie odnalazłem już śladów po tych zabudowaniach. Przetrwały jednak drzewa owocowe: jabłonie , śliwki mirabelki. Na ich konarach i gałęziach wyrosły obronne kolce – przed dzikami. Rosną tu różnorakie grzyby – też prawdziwki i rydze. Eldorado dla tych, którzy polubili życie w lesie.

Lata mijają. Rozmyślam : może nadszedł już czas na założenie rodowej siedziby? Czy taki pomysł ma sens w dzisiejszym świecie jeśli mieszka się w dużym mieście i przyzwyczaiło się do wygód – ogrzewanie, woda, elektryczność?

Rodowy Skarb – córka

Lubie fotografować córkę – ale ona tego nie znosi

Zbieracze swego rodu.

…„Człowiek, który założył swoją rodową siedzibę, może zebrać w niej Dusze ludzi ze swojego rodu, a one będą mu wdzięczne za tak wspaniały uczynek. Jako anioły stróże będą strzec rodowej siedziby i człowieka, który ją zbudował. Nic we Wszechświecie nie ginie, lecz przechodzi z jednego stanu w inny. Kiedy człowiek umrze, a jego ciało pochowa się w ziemi, to z niego wyrosną drzewa, kwiaty, trawa. Ciało przeszło z jednego stanu w następny.

– A co się stało z jego Duszą? W co przekształciła się Dusza człowieka?

Tuż po śmierci ciała Dusza jest w tym samym miejscu, gdzie znajduje się ciało. W niektórych religiach rozumieją to i nie przekazują ciała od razu do ziemi. Kiedy ciało ludzkie już się połączy z ziemią, kiedy zostanie pochowane, Dusza unosi się nad tym grobem. Przez pewien czas krewni są przy tym grobie. Dusza – pozbawiona ciała, a więc słuchu i wzroku – nie może ani słyszeć, ani widzieć, ale może odczuwać, gdy krewni myślą albo mówią. Jeśli mówią o zmarłym dobrze, to i Duszy jest błogo, jeśli źle, to i jej jest źle. Ludzie odchodzą z cmentarza. Dusza jeszcze przez jakiś czas pozostaje nad świeżo usypaną ziemią, ale niczego już nie odczuwa, tylko pustkę.

Współcześni ludzie pochłonięci codzienną krzątaniną bardzo szybko zapominają o swoich zmarłych. Często jest tak, że w ich mieszkaniach nic nie przypomina o krewnych, którzy opuścili ten świat. Po roku, pięciu, dziesięciu latach już nikt ich w ogóle nie wspomina, a Dusze zmarłych pozostają w całkowitej pustce. Mówimy o tych, którzy odeszli niedawno, ale przecież mamy krewnych, którzy zmarli sto, tysiąc, a nawet milion lat temu. Oni wszyscy pogrążyli się w całkowitym zapomnieniu. Człowiek tworzący rodową siedzibę jest w stanie zgromadzić w niej cały swój ród.

W tym celu należy pomyśleć o swoich krewnych, wyobrażając ich sobie. Wtedy każda Dusza zadrży, odczuje to, że ktoś o niej myśli, i podąży po promyku tej myśli ku jej źródłu, w jakimkolwiek zakątku Wszechświata by się znajdowała. Człowiek nie jest w stanie pamiętać wszystkich swoich przodków, nie może również nieustannie o nich myśleć, ale może zasadzić lasek, najlepiej z drzew rodowych, które długo żyją, na przykład z dębów, cedrów. Podczas sadzenia koniecznie powinien uwolnić swoją rodową myśl, mówiąc do siebie:
„Tworzę rodową siedzibę, w której niech się zbierają członkowie mojego rodu: ci z przeszłości i ci, którzy będą żyć w przyszłości”.

Sadząc każde drzewko, należy wspominać imię kogoś, kto odszedł nie tak dawno. Wyobrazić sobie każdego z nich, opisać dobrymi słowami. Człowiek nie może co chwilę wspominać zmarłych, ale drzewa, otrzymawszy takie informacje, zachowają je w sobie na zawsze. Dusze twoich krewnych odczują to i będą istnieć na terenie twojej rodowej siedziby w drzewach, krzewach i kwiatach. Promienie schodzące z drzew są słabsze od tych schodzących z ludzi, ale za to bardziej stałe. Dusze odczują to i wtedy Dusza twojego najbliższego krewnego, którego wspomniałeś, przyjdzie do tego miejsca, a za nią podążą następne. Po dziewięciu latach lasek podrośnie, a drzewa w nim będą niezwykłe, ponieważ posiądą kolosalną energię, dającą życiodajną moc. Żaden obcy nie będzie odczuwał tej mocy, tylko ten zbieracz rodu i jego najbliżsi krewni. Wyobraź sobie, jak niezwykła i dobra praca zostanie wykonana przez człowieka! On, niczym sam Stwórca, od nowa zbiera swój rozsypany w czasie ród.

– Dusze są energetycznymi kompleksami. Czy niektóre z nich po śmierci się rozpadają na cząstki, oddając swoją energię różnym żyjątkom, roślinom i zwierzętom?

Tak się zdarza, kiedy podczas życia na Ziemi Dusza – ów energetyczny kompleks – jest w stanie dysharmonii z otoczeniem, do takiego stopnia, że stanowi niebezpieczeństwo dla ziemskich istnień. Całość energii zostaje zachowana w Duszy zmarłego, jeśli dysharmonia nie osiągnie stopnia krytycznego. A w ziemskie ciało na nowo wcielają się w pierwszej kolejności te, które były w większej harmonii. Niestety, jest ich coraz mniej we Wszechświecie i „niebiański program” zmuszony jest wybierać te lepsze spośród złych…”

„…Czy w przeszłości ludzie o tym wiedzieli, rozumieli to?

Oczywiście, że wiedzieli. Nawet w nie tak dalekiej przeszłości wielu ludzi posiadało swoje grobowce rodowe. A w jeszcze wcześniejszych czasach cmentarze w ogóle nie istniały. Zaczęto je tworzyć dopiero wtedy, gdy pojawili się ludzie, którzy nie mieli własnej ziemi rodowej: rzemieślnicy w miastach, służący, żołnierze najemni. Gdy umierali ludzie z tych grup, należało ich gdzieś pochować. Początkowo wywożono ciała zmarłych i grzebano je w wykopach, w których grzebano też chore zwierzęta. Dopiero później, w miarę rozrastania się miast, gdy zwiększała się liczba bogatych rodzin, zaczęły powstawać cmentarze. Zamożni mieszkańcy kupowali nieduże działki ziemi i chowali tam swoich zmarłych. Podobnie postępowali też ich sąsiedzi. Potem zaczęły się wyodrębniać cmentarze dla elity, dla średnio zamożnych oraz dla ludzi prostych i biedoty…”

Fragmenty z „Anastazja”- Zbieracze swego rodu. autor Władimir Megre

Fotki – widoki z Polany i z okolic Polany

Patrząc nocą w ciemność czujesz, że
W sercu nosisz lęk i jest Ci źle
Dobrze wiesz, co ból, co głód i łzy
Na bezdrożach pogubiłaś swoje sny…

Czasem z nieba spada jedna z gwiazd
Niech nie będzie jedną z Twych straconych szans
Przestań płakać, wstań i otrzyj łzy
Masz przed sobą jeszcze wiele pięknych dni

Bo Twoje życie, to największy świata cud
Chwila wieczności, którą dał Ci dobry Bóg
Więc nie rozpaczaj, wybierz jedną z wielu dróg
Gdy serce bije, możesz świat mieć u swych stóp

Wznieść się wysoko i szybować pośród gwiazd
Dopóki żyjesz, znajdziesz jeszcze na to czas
Bo Twoje życie, to największy świata cud
Szansa na szczęście, którą dał Ci dobry Bóg…

Henryk Rynkowski – Największy świata cud

Mapka jeziora Studzienicznego z zaznaczonym miejscem „akcji” (Polana Marcina)
Spotkanie

Kilka lat temu mój przyjaciel – leśniczy z Przewięzi (okolice Augustowa) – obdarował mnie buteleczką smakowitej nalewki. Był piękny, letni dzień. Postanowiłem odwiedzić Polanę. Gdy dojechałem na miejsce, przysiadłem na deskach pomostu, i patrząc w jeziorną toń obserwowałem odbicia chmur, które płynąc po powierzchni wody  zmieniały kształty rozpływając się w  nicość. Wiatr marszczył powierzchnie wody i zacierał widok stadka nurkujących rybek pośród odbić chmur i rosnących przy brzegu trzcin. Rybki pływające w chmurach? Niezły widok…

Błogość, spokój i uzdrawiająca umysł i duszę nalewka – niezła mieszanka! Cud życia… i w konsekwencji „twórczy” sen.

Trwałem w tej zadumie nad pięknem życia, w pół śnie pół jawie, do około północy. Gdy się ocknąłem powierzchnia jeziora zalana była jasnym światłem księżyca – był w pełni. Z góry, gdzieś z Polany słychać było kobiecy śpiew. Powlokłem się tam schodami . Gdy moja głowa znalazła się na poziomie polany, ze zdumienia otworzyłem oczy. Wśród drzew płonęło wielkie ognisko a dookoła niego w roztańczonym korowodzie przesuwały się pół nagie kobiety. Wesoła muzyka, w tak której tańczono, dobiegała gdzieś z góry, z pośród koron drzew. Koncentrując wzrok na gałęziach rozłożystego dęby ujrzałem grajków. Były to również roznegliżowane kobiety. Tuż przy ognisku, w środku korowodu z rękoma wzniesionymi do góry obracała się dziwaczna postać – ni to człowiek, ni zwierze. Jeszcze nie zdążyłem ochłonąć ze zdumienia, kiedy za sobą usłyszałem delikatny plusk i ciche stąpnięcia. Od strony jeziora, w moim kierunku, szła cudownej urody: młoda, skąpo odziana niewiasta. Zbliżała się błyskając tęczowymi odbiciami księżycowego światła w kroplach wody spływającej po jej nagim ciele. Spoglądając z rozbawieniem na mnie objęła mnie obiema rękami przybliżając równocześnie swoje usta do mojego ucha. Powiedziała szeptem:  „Mój drogi. Na ciebie już czas.” – wzięła mnie pod rękę i poprowadziła do ogniska. To co opowiedziała mi po drodze tylko częściowo zapamiętałem…

Rankiem obudził mnie leśniczy. Przyjechał by zapytać o  „mistyczną moc nalewki”., W koszyczku przywiózł kawę w termosie, bułeczki z białym serem i miodem i rzecz jasna – następną „ buteleczkę” do przetestowania. Eldorado!! Test udał się wybornie… Rzecz jasna, przekazałem mu przedziwny sen … Powiedział, że miałem szczęście bo to był starodawny obrządek – bardzo niebezpiecznych kobiet – rusałek.

Nie miał racji – ożeniłem się z nią. Jej kot ma mnie stale „na oku”….

„Rusałka – w mitologii słowiańskiej demoniczna istota zamieszkująca lasy, pola i zbiorniki wodne. Rusałki zwane były też boginkami. Ukazywały się zazwyczaj jako piękne, nagie dziewczęta z rozpuszczonymi zielonymi włosami, rzadziej jako stare i odrażające kobiety. Rusałkami stawały się panny, które zmarły przed zamążpójściem. Rusałki pojawiały się w czasie nowiu i wabiły do siebie młodzieńców, których zabijały poprzez łaskotanie lub opętańczy taniec.”

Dlaczego Rusałki wybrały tę właśnie Polanę? Nie mam „zielonego” pojęcia. Ale może kiedyś dowiem się od Rusałek  – może już nie w śnie a na jawie? Bo:

Moja Polana niewiele się różni od innych w lesie, może jest tylko bardziej zadbana i bardziej kolorowa z powodu dużej ilości róż , wrzosów, łąkowego kwiecia i ziół.. Nie ma tam żadnych zabudowań, palenisk. Łąka nigdy nie była koszona.

Kobieta , która wyłoniła się z jeziora uważała Polanę za swoją rodową przestrzeń. Uroda jej była niezwyczajna. Miała smukłą sylwetkę – nie wychudzoną jak u modelki, ale smukłą i elastyczną jak u gimnastyczki – ładne, regularne rysy twarzy, szaroniebieskie oczy i gęste, złociste jak kłosy pszenicy, sięgające talii włosy. Z pewnością można spotkać kobiety o podobnym wyglądzie zewnętrznym, jednak pewne cechy wewnętrzne czyniły ja niespotykanie piękną. Jej wygląd, płynność i lekkość ruchów, sprężystość kroków? Ona jakby unosiła się nad ziemią!  Świadczyło to o idealnym zdrowiu. Odnosiłem wrażenie, że w jej ciele nagromadziła się duchowa energia, a jej nadmiar emanował niewidzialnymi promieniami i ogrzewał otaczającą przestrzeń. Pod jej spojrzeniem moje ciało jak gdyby się rozgrzewało. Ona czyniła to lekko – przymykając oczy.

Gdy wspomniałem jej, że jestem właścicielem polany … roześmiała się. „Mój drogi, trafiłeś na rodową ziemię moich przodków… i nie jest to przypadek. Jesteś nasz, jesteś mój…” – powiedziała. „Przyjdzie taki czas, że opowiem ci o tym.” – dodała.

Posiadała jeszcze pewną niezwykłą zdolność: kiedy opowiadała, w świadomości mojej lub w przestrzeni powstały obrazy opisywanych przez nią zdarzeń. Obrazy te były doskonalsze niż obrazy TV – były trójwymiarowe, wzbogacone zapachami i dźwiękami czasu, o którym opowiadała.  Próbując ująć jej zdolności, powiedziałbym, że zachowała ona w swojej pamięci wiedzę, doświadczenie, emocje i odczucia wszystkich pokoleń swoich przodków. Potrafiła, formując obrazy, ukazać zdarzenia z życia ludzi różnych epok choć najczęściej były to zdarzenia związane z przodkami….

Ciąg dalszy nastąpi

Nasza Graża   podczas fotograficznego safari – jezioro Studzieniczne

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: