Duchowe poszukiwania

Duchowe poszukiwania

„W zderzeniu z niebezpieczeństwem poszerza się nasza świadomość. Odmienność fizycznych warunków Głębi zmusza nasze zmysły do intensywnej pracy. Nasze ciało i psychika, po niewielkim treningu, znakomicie radzą sobie pod wodą z nieważkością, odmiennością w widzeniu, dotykaniu i słyszeniu. Taka elastyczność – nas ludzi; czy to nie jest jeden z dowodów, że jesteśmy w głębi swego jestestwa kosmitami i podróżujemy po całym Nieboskłonie odwiedzając to tu, to tam ciekawe planety? Może jest tak, jak twierdzą delfiny, że przybyliśmy razem z nimi na Ziemię z gwiazdozbioru Syriusza? Oddychanie sprężonym powietrzem, zmieniając parametry życiodajnej krwi, wywołuje niecodzienne stany umysłu. Z podświadomości, w głębinach wód, w kosmosie, w niezwykłych fizycznych i psychicznych warunkach, jak z worka Pandory, wynurzają się lęki, i wtedy przejmują władze nad nami przerażające senne straszydła. Po powrocie do domu uważajcie na swoje sny kochani.” – pół serio pół żartem powiedziałem na pożegnanie.

Czas na odpoczynek i „medytację w głębinie”

Wskakuję do wody. Płynę i czuję , że ktoś mnie dotyka. Jezu!! To delfin! Biały butelkonosy delfin! Kompletny odlot! Delfin w jeziorze! Jestem pewny, że zwariowałem. Słyszę, a raczej odbieram gdzieś w swoim wnętrzu jakiś śmiech i popiskiwania. – WITAJ! WITAJ! PRZECIEŻ O TYM MARZYŁEŚ PO NOCACH. CHCIAŁEŚ ZOSTAĆ DELFINEM. POBAW SIĘ ZE MNĄ. Czuję jak moje ciało rozkłada się na komórki. Szybuję w tęczowym tunelu. Barwy wirują z oszalałą prędkością. Jestem w jakiejś gigantycznej pępowinie. Dokąd ona prowadzi? Czy Delfin jest przy mnie? We mnie? Stapiam się z nim? Gdzie ja jestem? Chryste! Razem wpadamy w jasność pulsującą złotem. Stapiamy się w jedność. Nasze komórki wchłania gigantyczny wir. Zapada ciemność. Tracę przytomność. Budzę się czując nieznaną mi błogość i lekkość. Leżę na powierzchni wody. Widzę odległy brzeg. Chcę koniecznie dopłynąć do brzegu. Próbuję ruszyć rękami, potem nogami. Nic mogę. Nie mam ich. Obok wybucha radosny ludzki śmiech. Przede mną pojawia się człowiek. Przyglądam mu się uważnie. Podpływam do niego. Na miły Bóg ! Przecież TO JESTEM JA SAM. Na wprost mnie nurkuje MOJE CIAŁO, a gość zamieszkujący w nim uśmiecha się do mnie radośnie. Powoli kojarzę, przypuszczam, dociera do mnie, już wiem. Nastąpiła wymiana ciał. JESTEM w CIELE DELFINA!

Siup, chlup i jeszcze raz! Skok, obrót ,plusk, i jeszcze raz! O rany!! I w dół, i w górę, i do słońca, i trzask bokiem o wodę, i mach, mach płetwami i pach, pach ogonem. Wolny! Wolny! Szczęśliwy! Beztroski! Ha! Ha! i duży wydech i pac w górę i w dół strumieniem wody. Podpływam do swojego ludzkiego ciała, a ten ktoś w nim znów się uśmiecha. Klepie mnie po delfiniej twarzy. Łbie? Pokazuje OK! Oczekiwałem właśnie takiego zachowania! Nie jestem zaskoczony. Zdaję sobie sprawę, że wiem dokładnie co któryś z nas zrobi i powie za chwilę. – Ktoś ty? – pytam.

– Ja to Ty, a Ty to Ja. – odpowiada on, czyli ja. Chryste! – myślę. Moja jaźń się rozdwoiła. Piękny kąsek dla psychiatrii. Mnie – człowieka zamkną u czubków, mnie – delfina złapią w sieć. – Jacquez! Ty cholerny żartownisiu! Gdzie jesteś? – wołam. I nagle w mojej głowie, i ludzkiej, i delfiniej pojawia się On – Mayol. Prawdziwy z dziada – pradziada Grek. Smukła sylwetka, gęste siwe włosy zaczesane do tyłu i siwy wąs. Śmiech Zorby i błyski w oczach.

– Mam cię! – mówi wyraźnie rozbawiony – Umówmy się. Zawrzyjmy układ – dodaje. Puf! Uff! Zdążyłem. Jestem przy brzegu. Instruktorzy znoszą sprzęt z polany i układają na pomoście. Są w specjalnych suchych skafandrach koloru pomarańczowego. Wyglądają kosmicznie. Za nimi po schodkach nadchodzą w czarnych piankowych skafandrach moi uczniowie. Delfinie serce mi zamiera. Schowany w krzakach z niepokojem obserwuję jak na pomoście Jacquez w moim ciele przyjacielsko klepie po ramionach nurków. Słyszę jak mówi. – Kochani! To takie łatwe! Cud i odlot! Zanurkujcie, a wasz świat zmieni się na zawsze.. Jestem przerażony. Co on kombinuje? Czy zamieni ich w delfiny?

I nagle jasne światło błyska w mojej głowie. I widzę stado delfinów skaczących po falach oceanu. Widzę jak z radością wyskakują wysoko ponad powierzchnię. A może i ponad przeciętność? – przychodzi mi do głowy. Duży Biały Delfin , widocznie przywódca stada, podpływa do mnie i śmieje się. – Kochany! Nie miej żadnych złudzeń! Jacques zrobi z nich Homo Delfiny! A wtedy świat  stanie się piękniejszy….

Spokojnie opadam w Głębie Wewnętrznego Świata:

Medytacja

„Poszukiwanie duchowe jest poszukiwaniem poznania, a jedynym poznaniem, za jakim warto podążać, jest poznanie samego siebie – zagaił. – Sądzimy, że wiemy, ale wiemy tylko to, co widzimy, co słyszymy, czego doznajemy zmysłami. Tak naprawdę to wszystko, co jawi się nam jako rzeczywistość, nie jest rzeczywiste. Materia nie istnieje, tylko jawi się nam, jakby istniała…
Dobrze wiedział, do kogo się zwraca, i szybko zmierzył się, ze sporą dozą ironii, z tematem, który nas tam sprowadził. – Joga? Oczywiście, jest zdrowa dla ciała – powiedział -i przyjemnie jest móc się schylić, by podnieść kartkę, nie musząc nikogo prosić o pomoc. Jednak celem jogi nie jest ciało. Oznacza ona kontrolowanie umysłu, jedność między ciałem a umysłem; nie po to, żeby zostać atletą, ale by utrzymać ciało w zdrowiu. Ciało to środek transportu, podobnie jak samochód. Powinno być dobrze utrzymywane, żeby dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Nie należy jednak mylić celu ze środkiem.
Było oczywiste, że nie ma wiele respektu dla tego, czym się stała joga, ani dla tych, którzy ją dzisiaj praktykują. Wyraził to jasno, mówiąc o zachodniej obsesji pojęcia własności, owej potrzeby określania wszystkiego w kategoriach „ja” i „moje”. Miał zabawny sposób wyjaśniania różnych spraw.

Wy mówicie: „To mieszkanie jest moje”. Ale jeśli się dobrze przyjrzycie, jego podłoga to sufit mieszkania piętro niżej, a ścianę dzielicie z sąsiadem. Nic nie jest naprawdę wasze. Absolutnie nic… jeszcze mniej wasze ciało. Wiele osób może się upominać o jego własność: wasza matka, wasz ojciec, wasz współmałżonek w oparciu o sakrament małżeństwa, państwo, wobec którego wasze ciało ma obowiązki obywatelskie, sama ziemia, ogień, który utrzymuje was we właściwej temperaturze, woda i warzywa, które jecie. Wszyscy oni mogą powiedzieć: „To ciało jest moje”…Wy sami nic nie posiadacie. Nie jest wasze nawet to, co wiecie. Dostaliście to z książek albo od nauczyciela. A jednak wciąż powtarzacie: „To jest moje ciało”. Wydaje się wam ono tak bardzo wasze, że się z nim identyfikujecie. Mówicie: ,ja” i myślicie o waszym ciele. Ale jeśli Ja” to ten, kto identyfikuje ciało, nie może więc być ciałem. Podmiot, który obserwuje przedmiot-ciało, nie może być ciałem. Mówił też:

Swami był bardzo krytyczny w stosunku do zachodnich wartości, szczególnie amerykańskich. Mówił, że na Zachodzie wszystko musi być użyteczne, w przeciwnym wypadku nie ma żadnej wartości.

– To jest mentalność sępa, który lata wysoko, ale oczy ma zawsze skierowane w dół, w poszukiwaniu czegoś, co może złapać w szpony.
W gruncie rzeczy cały czas mówił o jodze i chciał, byśmy zrozumieli, że praktyka ta kryje w sobie dużo więcej niż tylko asany i pranajamę. Były to tylko dwa z ośmiu aspektów dyscypliny jogina. Jakby rzucając wyzwanie powadze uczestników, zaczai mówić o pozostałych sześciu: rezygnacji z przemocy, oderwaniu się od spraw materialnych, rezygnacji z fałszu, wyzwoleniu się z oków zmysłów, a także o koncentracji i medytacji. Tylko połączenie tych wszystkich elementów było jogą.

– Joga jest środkiem, drogą, poprzez którą człowiek łączy swoje ograniczone Ja” z Nieskończonym Bytem. To wewnętrzna podróż. Celem jest osiągnięcie doskonałości, jednak nie ma to nic wspólnego ze stanem fizycznym. Joga nie ma leczyć takiej czy innej patologii, takiej czy innej choroby, ale dzięki niej powinniśmy wyzwolić się od wszelkich cierpień świata materialnego, które rodzą się za każdym razem, kiedy odrywamy ją od siebie, aby skupić się na zmysłach i na przedmiotach zmysłów. Dlatego joga dąży do jedności Ja” z Absolutem jako lekarstwem na wszystko, jako wyzwoleniem od wszystkiego.”

Uzyłem przemysleń T. Terzaniego: fragmenty z „Nic nie zdarza się przypadkiem”

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: