Jeśli nie teraz, to kiedy?

Jeśli nie teraz, to kiedy?

Zainspirował mnie  komentarz Eugena:

http://www.eioba.pl/a/4eyg/dobra-nowina-dla

@Marcin Sznajder: Dlatego Ciebie poparłem, albowiem jestem z tych do których „śmierć dochodziła” już kilkakrotnie – obserwatorzy sytuacji mieli odczucie ułamka sekundy, ja miałem bardzo dużo czasu aby wybrać wyjście z jak najmniejszym uszczerbkiem. W takiej chwili umysł przyspiesza – wyprzedza czas ziemski. Odczucie jak narkotyk – stajesz się kimś albo czymś innym. Cały czas mam na uwadze moje motto – to Coś” co nas stworzyło jest obok nas… Nie radziłbym pochopnie rezygnować z takiej opieki „zatapiając” się w nieautoryzowanych „opowieściach”. Decyzję odejścia podejmujesz sam ale masz wybór – wejść do „Świątyni Snu” czy żyć dalej…”(Eugen)

Oczywiście w mojej 20- letniej pracy kaskaderskiej i 40 latniej pracy instruktorskiej w nurkowaniu i ratownictwie wielokrotnie doświadczałem takich stanów umysłu (wspomina o nich Eugen) – gdy czas staje w miejscu a zmysły wyostrzają się i stajesz się kimś innym. Zgadzam się też z Eckhartem Tolle, że „Jeśli choć na sekundę wyślizgną się (ryzykanci!) obecnej chwili, grozi im śmierć. „. Z tej przyczyny zginęło lub odniosło poważne kontuzje   kilku moich przyjaciół.

Zgadzam się też z Eugenem, który napisał  „Cały czas mam na uwadze moje motto – to Coś” co nas stworzyło jest obok nas..”  W moim przypadku, nazwałem to Coś Aniołem. Oto opis jednego z wielu podobnych zdarzeń w których czułem to Coś bardzo blisko. (opisywałem już to zdarzenie przy innej okazji) Teraz może posłużyć za dodatkowe wyjaśnienie co to znaczy żyć w teraźniejszości i dlaczego wielu ludzi tak kocha żyć „na krawędzi”

Byłem w kilka minut na miejscu wypadku. Przy silnym wietrze, na jeziorze, jacht wywrócił się i zatonął.. Opadając na dno, na głębokość 20 m,  wbił się rufą na około metr w muł. Poproszono mnie o pomoc. Nie udało się wydostać go przez napuszczenie do jego wnetrza powietrza z butli nurkowej (dziób jachtu był nieszczelny ). Właścicielka jachtu poprosiła mnie o wyjęcie plecaka z dokumentami i pieniędzmi – miał leżeć na koi. (nie leżał) Zgodziłem się chociaz miałem juz niewiele powietrza w nurkowej butli.  Gdy wpłynąłem do wnetrza jachtu o mój sprzęt (zawór butli) zaczepiła się lina. Co było dalej?

„ Brak powietrza. Zginiesz”– błyska myśl. Szamoczę się próbując wyrwać się z plątaniny lin. Przerażone zniszczeniem neurony wyją z rozpaczy. Grzmot trwogi wstrząsa intelektem. Umysł w czerwień rozpala słowa „Ratuj się”. Miernik nie kłamie. Nie mam powietrza w butli. Krtań zaciska się. Duszę się. Utknąłem we wnętrzu zatopionego na 20 metrach kabinowego jachtu. „W sprzęt na plecach wplątała się lina! Przetnij ją!”- w panice wrzeszczy intelekt. Posłusznie sięgam po nóż. Spoglądam ku górze i widzę słońce jako rozmytą plamę. Tracę przytomność. Ogarnia mnie błogość. Cichnie umysł. Z tej cichości, z sennego wymiaru, spoza ziemskiego czasu i przestrzeni budzi się nadzieja. Błyska w oddali światełko. Wchodzę w jasność tunelu wewnętrznego słońca. Objawia się duchowa strona istnienia. Moja najwyższa istotność uaktywnia dawno zapomniane zmysły, włącza do tej pory nieznane świadomości programy. Ktoś, kto jest naprawdę mną emigruje poza ciało. Unosząc się swobodnie Ja – duch obserwuje siebie – ciało. Czuję, myślę i przenikam materie jasnym widzeniem. Przeżywam dramat i jednocześnie obiektywnie obserwuje go bez emocji. Świetlistą drogą nadciąga pełna jasności postać. Wola tej istoty nakazuje dłoniom otwierać kolejne klamry pasków mocujących nurkowy sprzęt do mego ciała. Jestem wolny. Wplątany w linę sprzęt pozostaje we wnętrzu jachtu.
Wynurzam się bezwładnie z czeluści jachtu. Żeby wypłynąć na powierzchnię wystarczy zrzucić ołowiany pas balastowy. Dłoń zaciska się na klamrze pasa. Świetlana postać swymi myślami przenika mnie, ogarnia współczuciem, wszystko wybaczającą miłością. Dociera do mnie pytanie.
„ Masz wybór, wolną wolę, masz wolność. Decyduj. Zostajesz? Wypływasz?” Ku własnemu zdziwieniu nie śpieszę się z odpowiedzią. W tym niezwykłym stanie, nie czuję żadnego zagrożenia, czas jakby przestał istnieć, więc mam go bez liku. Ogarnia mnie ciekawość dziecka, radość odkrywcy. Jestem otwarty na wszelkie zdarzenia, wszelkie pytania i odpowiedzi. Objawia mi się zarówno względność jak i ukryty sens przeszłych pomyłek, porażek, błędów, grzechów.
Z radością wybaczam sobie, wybaczam wszystkim. Ten proces nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku. Teraz wiem, że tu na Ziemi przejawiłem się wraz z innymi w wiecznej szkole życia. W szkole w której jest się zarówno uczniem jak i własnym nauczycielem. W Szkole Kosmicznej, w klasie Ziemia, w której wszyscy uczą się przebaczania i miłości. Nie powstrzymuje ciekawości, i pytam świetlaną postać:
„Jak to jest? Czy to wyuczone treningiem ruchy ratują mi życie? Czy też może, niewidzialny dla normalnego stanu zmysłów świat istnieje realnie, i właśnie „tu i teraz” w sytuacji pozornie bez wyjścia, mogę poznać Ciebie, realną istotę „nie z tego świata”, która pomaga mi z nieznanych mi pobudek? Kim jesteś? Zjawą generowaną przez przerażony mózg w którym procesowi śmierci, samo-eutanazji towarzyszy podświadoma projekcja znieczulająca cierpienie. Odpowiedz, proszę! Czy wyłącznie jesteś narkotycznym widziadłem zafundowanym mi przez mój mózg jak chce większość naukowców, czy też realnym bytem z którym mogę wejść w związek podobny do ludzkich?”

„ Masz wolną wole. Sam pytasz, sam odpowiadasz, sam podejmujesz decyzje. Nie lękaj się. Jesteś wieczny.” – przenika mnie myśl. „Czy ten strumień pojawiających się i odchodzących myśli, pytań i odpowiedzi, to jedynie wspomnienia utartych frazesów, strzępów przeczytanych książek, zasłyszanych opinii, czy też realny z Tobą dialog?- pytam dalej z uporem.

„Gdy uczeń jest gotowy, mistrz zawsze jest gotowy.”- przenika mnie myśl.„Jesteś więc moim Mistrzem? – pytam

„Ja Jestem. W „Ja” zawarta jest wieczność, w „Jestem” jedność z całym Istnieniem. W stanie świadomości, w którym się znalazłeś ja jestem tobą a ty jesteś mną. Czas i przestrzeń tak naprawdę to kategorie naszego poznania. Istnieje jedynie chwila obecna. Czas jest czynnością liczenia zdarzeń, kolejnością poznawania, a przestrzeń jest czynnością wskazywania, kierunkiem postrzegania w sieci przeglądanych zdarzeń.”- przenika mnie myśl.

Znika Jasna Postać. Odchodzi Mistrz . Rozpływa się moja Narkotyczna Wizja. Czuję się wolny bez krępującego ruchy podwodnego sprzętu i szczęśliwy bez ciała ograniczającego swobodę poruszania się. Moje myśli uwolnione z fizycznej struktury mózgu nabierają jasności. Jestem w sieci nieskończonej ilości zdarzeń. W ezoterycznym Matrix. W węźle – centrum, z którego rozbiegają się drogi. Widzę je, gdy kieruję na nie uwagę. Skupiam się na najbliższych zdarzeniach. Mogę to z łatwością uczynić. W stanie umysłu w którym się znalazłem jestem jasnowidzem. Ze swobodą poruszam się po łańcuchach zdarzeń. Przewijam swoją przeszłość zdarzenie po zdarzeniu jak taśmę filmową klatka po klatce, aż docieram do chwili obecnej. Mocą woli analizuję zdarzenie najbliższe z możliwych, i oto śledzę jak: „Zrzucam ołowiany pas, wynurzam się i jestem wśród przyjaciół”.

Gdy Niebo jest Niebytem a Niebyt nie istnieje,
To co powiedzieć o Niebie?
Często ten kto mówi jest głupcem, kto słucha oszukanym.
Gdzie i kiedy mądrości potrzebne są słowa?
W ciele jest się ciężarem, w myślach chaosem.
Czy w Niebie jest się Mędrcem?
Nowonarodzone dzieci pytam:
CO SŁYCHAĆ U BOGA?

Marcin Sznajder, Studzieniczna 2002

„Gdy zagrożone jest samo życie, skok świadomości z czasu w obecność może się zdarzyć całkowicie spontanicznie. Osobowość, która miała dotąd przeszłość i przyszłość, ustępuje na chwilę miejsca intensywnej, świadomej obecności -zupełnie nieruchomej, a jednocześnie bardzo uważnej. Odtąd wszelkimi posunięciami, jakich wymaga sytuacja, dyryguje ta właśnie świadomość
Niektórzy amatorzy niebezpiecznych sportów – wspinaczki wysokogórskiej, wyścigów samochodowych itp. -uwielbiają je właśnie dlatego (choć niekoniecznie świadomi są swoich motywacji), ze przemocą wpędzają ich one w teraźniejszość – tętniącą życiem sferę, w której wyczynowcowi nie ciąży czas, problemy, myślenie czy brzemię osobowości. Jeśli choć na sekundę wyślizgną się obecnej chwili, grozi im śmierć. Niestety, ludzie ci wpadają w swojego rodzaju nałóg i zaczynają oczekiwać, że niebezpieczny sport wprawi ich w pożądany stan.

Ty jednak nie musisz wspinać się od północnej strony na górę Eiger. Możesz znaleźć się w tym stanie teraz. Od niepamiętnych czasów mistrzowie duchowi wszystkich tradycji wskazują teraźniejszość jako klucz do wymiaru duchowego. Mimo to wiedza o nim najwyraźniej pozostaje tajemnicą. Z całą pewnością nie objawia jej się w kościołach ani w świątyniach.

W kościele możesz posłuchać takich oto cytatów z Biblii: „Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, on bowiem sam zadba o własne sprawy” lub „Kto rękę do pługa przykłada i wstecz się ogląda, do Królestwa Bożego się nie nada”. Usłyszysz tam też passus o pięknych kwiatach, które nie troszczą się o jutro, lecz zażywają swobody w ponadczasowym Teraz, a Bóg w obfitości im wszystkiego dostarcza. Głębia i radykalizm tych nauk wciąż pozostają nierozpoznane. Najwidoczniej nikt nie zdaje sobie sprawy, że wygłoszono je po to, aby ludzie wcielali je w życie i doznawali dzięki nim głębokiej przemiany wewnętrznej.

Istotą buddyzmu zen jest chodzenie po klindze teraźniejszości: rzecz w tym, aby być tak całkowicie, tak bez reszty obecnym, że żaden problem, żaden ból -nic oprócz tego, czym jesteś w samej swojej istocie – nie zdoła w tobie ocaleć. W teraźniejszości nie istnieje czas, więc wszystkie twoje problemy się ulatniają. Cierpienie nie może istnieć poza czasem, nie przetrwa zatem w teraźniejszości.

Gdy Rinzai, wielki mistrz zen chciał, żeby jego uczniowie przestali zawracać sobie głowę kwestią czasu, podnosił palec i pytał, wolno wymawiając słowa: „Czego brakuje w tej chwili?”. To doniosłe pytanie nie domaga się odpowiedzi na poziomie umysłu. Stawia się je po to, żebyś skupił uwagę i wniknął głęboko w teraźniejszość. Podobną funkcję ma inne zagadnienie z tradycji zen: „Jeśli nie teraz, to kiedy?”.

Teraźniejszość zajmuje też poczesne miejsce w naukach sufizmu, mistycznej gałęzi islamu. Wyznawcy tego kierunku powiadają: „Sufi jest synem teraźniejszości”. Rumi, wielki poeta i nauczyciel suficki, stwierdza: „Przeszłość i przyszłość zasłaniają nam Boga; spal je obie żywym ogniem”.

Mistrz Eckhart, nauczyciel duchowy z trzynastego wieku, pięknie podsumował tę kwestię: „To właśnie czas nie dopuszcza do nas światła. Nic tak jak on nie stoi Bogu na zawadzie”..

„Patrzę na drzewo za oknem. Już wcześniej parokrotnie na nie spoglądałem, ale tym razem odczułem to zupełnie inaczej. Odbiór zewnętrzny niewiele się zmienił tyle że barwy nabrały jaskrawości i życia. Pojawił się jednak pewien nowy wymiar. Trudno objaśnić to zjawisko. Nie wiem, jak to się stało, ale zdałem sobie sprawę z obecności czegoś niewidzialnego, co w moim odczuciu było istotą drzewa -rzec by można, jego wewnętrznym duchem. Ja sam też w jakiś sposób stanowiłem jego część. Teraz już wiem, ze ilekroć przedtem spoglądałem na drzewo, widziałem tylko płaski, martwy obraz. Kiedy teraz na nie patrzę, jakaś część tej świadomości, o której tu mówię, wciąż mi towarzyszy, ale czuję, że stopniowo się wymyka. „

” Przez chwilę byłeś wyzwolony z czasu. Wstąpiłeś w teraźniejszość i dzięki temu zobaczyłeś drzewo wprost, a nie przez ekran umysłu. Świadomość Istnienia stała się elementem twojej percepcji. Wraz z wymiarem niepodanym czasowi pojawia się odmienny rodzaj wiedzy czy też poznania. To nowe poznanie nie „zabija” ducha, żyjącego w każdej istocie i rzeczy. Nie unicestwia świętości i tajemnicy życia, lecz zawiera w sobie głęboką miłość i szacunek dla wszystkiego, co j e s t. O tym rodzaju wiedzy umysł nie wie nic. Umysł nie może poznać drzewa. Może najwyżej przyswoić sobie pewien zestaw wiadomości o drzewie. Mój umysł nie może poznać ciebie, tylko etykietki, osądy, informacje i opinie na twój temat. Jedynie Istnienie ma dar bezpośredniego poznania. Umysł i jego wiedza tez mają w życiu swoje miejsce: praktyczną codzienność. Lecz gdy umysł przejmuje władze nad wszystkimi aspektami życia i zaczyna decydować nawet o naszych związkach z ludźmi i z przyrodą, staje się potwornym pasożytem, który -jeśli go się nie powstrzyma -może z czasem zniszczyć wszelkie życie na Ziemi, a w końcu sam także się unicestwi, zabijając własnego Żywiciela.”

Eckhart Tolle – fragmenty tekstów

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: