Mgła

Mgła

Zakpić z umysłu?

Mnich do mnicha;

Jak wygląda Stwórca? – Odpowiem gdy wypijesz całą wodę z rzeki. – Już wypiłem. – Więc już ci odpowiedziałem.

Wszyscy tu na Ziemi uczymy się uczucia Miłości. Głównie przez doświadczenie – „obijanie” swoich uczuć i myśli o uczucia i myśli innych ludzi. Prawdopodobnie, gdy cierpimy , chorujemy – oznacza to, że zeszliśmy z drogi rozwoju. Uczymy się miłości do siebie i do wszystkich istot na Ziemi – do Królestw Ludzi, Zwierząt, Roślin. Wszelkie żądze – nałogi alkohol, narkotyki, seks etc, żądze władzy, sławy i fortuny – oddalają nas od  poznania Potęgi Miłości. Bez poznania Miłości nie ma Wolności….


Umysł nigdy nie znajduje rozwiązania. – szokujące? Umysł protestuje gdy chcesz go wyręczyć,( Ty jako Istota kontrolująca swoje myśli)  ponieważ sam jest nieodłączną częścią każdego „problemu”, który rozpatrujesz.. To tak, jakby podpalacza szukał komendant policji, który sam jest podpalaczem.

Opowiadanie:

Dawno temu, jadąc o świcie żwirową drogą wzdłuż Biebrzy „dopadło” mnie takie sprzężenie zwrotne emocji i myśli. Myśl była bardzo prosta: „Serdecznie mam dosyć kontaktów z kobietami! One mnie wykorzystują! Muszę uciec…gdzie pieprz rośnie” A towarzyszące tej myśli emocje? Oto one:

Uciekam. Nie widzę już drogi. Wytaszczam się z samochodu z poczuciem wewnętrznego niepokoju i rozdrażnienia. Otacza mnie bezkresna gęsta mgła. Mgła sunie i nadciąga nie wiadomo skąd. Gdzieś z bezkresów wyłaniają się ciemne zarysy kęp krzaków i drzew. Ich cienie podchodzą coraz bliżej i bliżej. Strasznie. W głowie mam zamęt, w sercu lęk.
Paranoja! Mgła zniewala ukrytą mocą i ma swój rozum?! Ma podstępny, wilgotny plan? Uwieść…uwieść, wydusić wszystko z trzewi, porzucić, zdeptać jak robaka, obwinąć zmiętym i mokrym od strachu prześcieradłem, zepchnąć do rowu by zgnił, sczezł i w garstkę prochu przemienił się: gnojek, zdechlak, moczymorda, rycerz – zakuty męski łeb! Tak to czuję, tak odbieram mgłę.
Kładę się na trawie. Zamykam oczy. Zgodnie z książkowymi zaleceniami, uwalniam napięcia każdej części ciała:
„Jestem spokojny i radosny. Jestem zdrów na ciele i umyśle. Uwalniam umysł od denerwujących i natrętnych myśli i otwieram się na zdrowie. Przybywaj zdrowie! Przybywajcie myśli pełne przebaczenia, miłości, szczęścia, radości, spokoju, mądrości”.
Aż tu, nagle słyszę głośne, choć niewyraźne:
„Fakt Och!”, a może było to jednak: ” Fuck off”?
Przez przymrużone oczy obserwuję jak z gęstej mgły wyłania się istota o ludzkim kształcie. Od środka rozświetla ją wielobarwne, lekko pulsujące światło. Duch? Zjawa? Omam? Rusałka? Elf? Coś? Ciało tej Istoty tworzą kłęby świecącej mgły i to jedynie odróżnia ją od szarego mglistego, szarego otoczenia. O przynależności do jakiegoś gatunku ziemskiego mógłby przemawiać fakt, że posiada oczy. Są owalne, czerwono – pomarańczowe z trójkątna czarną źrenicą w środku. Oczy te ciągle zmieniają położenie, wielkość i rozstawienie. A rozszerzające się źrenice zdają się wchłaniać wszystko co pojawia się w ich polu widzenia. Teraz wchłaniają mnie – moje ciało, uczucia i myśli. Istota wlepia we mnie te swoje tańcujące oczy i mówi:
„Jesteś mój!”
Rzuca się na mnie, otacza, wnika, wtapia i zniewala rozkoszą wibracji mokrego dotyku. Oszałamia i omamia chwilowymi impulsami ciepła z jej oczu i wschodzącego właśnie słońca. Czuję jakbym wylądował w ciepłym łóżeczku a ktoś kochający karmił mnie podtykając do ust łyżeczka za łyżeczką syrop pachnący sosnowym lasem. Otwieram szeroko oczy i widzę wszystkie kobiety z przeszłości.

Owe kobiety kolejno wynurzając się z wibrującego delikatnym tęczowym światłem ciała Zjawy, wtapiają się we mnie i biorą mnie w posiadanie. Przerażony rychłą klęską wynikającą z mnogości wyzwań ciała i ducha krzyczę – A Kysz! – i strzelam palcami stosując powszechnie znaną i najbardziej skuteczną metodę na uwalnianie się od duchów.
– A kysz zjawy! A ty Mgło, kimkolwiek jesteś zlituj się i oddal swoje służki. A kysz! A kysz! Znikajcie! Mam grypę. Nie jestem już taki młody i jurny jak kiedyś. Sam nie dam wam rady. A kysz!

A one? Zawłaszczają moje ciało i odpowiadają chórem, raz to gaworząc jak niemowlęta, chichocząc jak nastolatki, śmiejąc się dziewczęco, nucąc jak staruszki. Robią to bezwstydnie, szepcząc:
Znasz nas przecież dobrze. Pieściłeś każda nasza cząsteczkę, znasz każdy pieprzyk, każda nasza słodkość. Nie lękaj się. Kochaj się z nami wszystkimi. W świecie mgieł czas nie istnieje. Tu moce masz nieograniczone. Ciała przecież mamy z mgły. Nie ma tu grawitacji. Nie ma śmierci. Jest tylko życie, radość, szczęście i rozkosz.

Wypuście mnie na litość Boską! Chcę do łóżka. Mam katar. Kicham. A to może być niezdrowe dla waszej delikatnej urody – błagam. Ale one nie dają za wygraną.
Drżę całym ciąłem. Mam gęsią skórkę. Szczekam zębami. Zimno mi i już nie wiem czy to uniesienie, czy zwykłe zapalenie płuc. A tuląca mnie mgła gęstnieje, staje się groźna i okrutnie namiętna. A w niej coraz więcej kobiecych ciał. Koszmar! O co tu chodzi? O mglistą, bezwstydną prokreację czy o wieczną miłość do wszystkich kobiet?

O biedaku najdroższy. Jesteś potrzebny. Zawsze tylko na chwilkę. Niezbędny na jeden moment. Wolność wyboru jest dla mądrych. Ty go nie masz. Wybacz, ale sam widzisz , że w tłumie kobiet jesteś ślepcem. I teraz, i tu, i z tobą, chociaż nie stworzyliśmy nowego życia to jednak uratowałyśmy piękne istotki, uchroniliśmy je przed tobą, przed bezsensowną zagładą. Ale ty nic nie zauważyłeś. Ale ty nic z tego nie rozumiesz – głupku!

Słonce nieśmiałymi promyczkami przebiło się w końcu przez kłęby otaczającej nas mgły. I wtedy Zjawa zamilkła. Pomogła mi się podnieść. Wzięła mnie za rękę. Gdy minęliśmy przód samochodu, pokazała mi tuż przed szerokimi oponami kół, rodzinkę bawiących się jeżyków. Rodzinkę stanowiły mama i dwa maluchy. Maluchy zabawiały się beztrosko. Ich błyszczące oczka mówiły to samo co wszystkie oczka dzieciaków. Kochamy się bawić. Kochamy życie. To nasz świat i nic nam tu nie grozi. Bo mama jest przy nas. Mama, mamusia, maminka, matuś – ochroni, nakarmi, nauczy, ogrzeje, pocieszy, rozbawi.

A tata? Gdzie jest jeżyków tata? – pytam uśmiechniętą Zjawę, rozbawioną sielskim widoczkiem rodzinki jeżyków.
Odszedł. Nie był już potrzebny. Czy zadałeś sobie trud, zajęty myślami o sobie, o swojej grypie, tęsknocie za łóżkiem i syropem by pojąć dlaczego wrzasnęłam do ciebie: „Jesteś mój”
Chciałaś mieć przyjemność? – przymilnie wtulając się w nią – zapytałem. Ale ona nagle stała się nieprzyjemnie mokra.
Głupcze! – powiedziała z uśmiechem przenikniętym odwieczną mądrością wiedźm, wróżek, rusałek, nimf i żon.

Mój kochany głuptasie! – poprawiła się – Gdybyśmy się nie kochali, wsiadłbyś do samochodu, ruszył i rozjechał rodzinkę jeżyków. A po chwili dodała: W mgle i w miłości wy ludzie bywacie ślepi. A wy mężczyźni przodujecie w tej ślepocie.

I kiedy to rzekła, rozpłynęła się. Nie od razu. Zrobiła to powolutku. Ciągle się uśmiechając tym tęczowym uśmiechem. A jej oczy? Tez rozpłynęły się w czerwono – pomarańczowym świcie i tylko sobie znanym tajemniczym sposobem nie uległy budzącemu się dniu. Połączyły się ze swoim Bóstwem – wtopiły się w Słońce.

Chcesz poznać swój umysł?

Ciało zawsze ukaże ci jego wierne lustrzane odbicie. Przyjrzyj się więc emocji, a raczej poczuj ją w ciele. Gdy wyda ci się, że dostrzegasz konflikt między myślą a emocją, myśl będzie kłamać, a emocja powie prawdę. Nie prawdę ostateczną o tym, kim jesteś, ale względną prawdę o twoim aktualnym stanie ducha.  Konflikt między powierzchownymi myślami a nieświadomymi procesami umysłowymi jest oczywiście zjawiskiem codziennym. Nie łatwo jest wprowadzić swoją nieświadomą działalność umysłową w obszar świadomy, nadając jej postać myśli. Działalność umysłowa zawsze jednak odzwierciedli się w ciele, przybierając formę e m o c j i, – a już emocje z łatwością potrafimy sobie uświadomić. Obserwowanie ich polega w gruncie rzeczy na tym samym, co słuchanie lub obserwacja myśli – z tą tylko różnicą, że myśl krąży w głowie, podczas gdy emocja ma wyraźną składową fizyczną, odczuwa się ją zatem głównie w ciele. Kiedy ją obserwujesz, możesz pozwolić, żeby sobie po prostu była, ale nie poddawać się jej władzy. Nie jesteś już wtedy emocją, lecz obserwatorem, uważnym świadkiem.

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: