Na czym w istocie polega życie?

Na czym w istocie polega życie?

„Czy trzeba gdzieś tak gnać, tak miotać się i zamartwiać?. Wsłuchajmy się w tę prastarą mądrość i zobaczmy nasze życie z tej perspektywy. Nie ma niczego, do czego musielibyśmy tak intensywnie, bez umiaru dążyć. Wszystko będzie w swoim czasie, w swoim rytmie wyznaczonym przez porządek dużo większy niż ten, który my ludzie ustanawiamy. Cały czas jesteśmy zależni od tego porządku i dobrze byłoby, gdybyśmy potrafili się z nim zestroić i zgodnie z nim żyć. Ten rytm niezmiennie od miliardów lat powtarza „nie ma lęku”, „nic się nie kończy i nie zaczyna.”(Noemi)

„I Radomir objął Lubomiłę niczym swoje dziecko. Pogładził delikatnie jej włosy, dotknął sprężystej piersi, gładził ramiona, całował dłonie. A ona dotykała rękoma jego twarzy i ramion. Ująwszy go delikatnie za szyję, jak dziecko przytuliła do swej piersi…
Jest mnóstwo opisów i ludzi starających się zgłębić tajniki intymnego zbliżenia. Lecz nie było i nigdy nie będzie traktatu, mogącego przedstawić wedruskie poczęcie.

Ciała zakochanych nie odgrywały w nim głównej roli. Ciała jedynie wolę i pragnienia ludzi wypełniały. W  czasie intymnego zbliżenia ludzie znajdowali się w innym wymiarze. Po dokonaniu się tego wielkiego dzieła wracali na Ziemię. Doznana satysfakcja nie była ulotna. Owocowała  poznawaniem Wszechświata. Pozostawała ona z ludźmi na wieczność, wznosząc ich o jeden poziom wyżej ku doskonałości.

Po spełnieniu Radomir, jakby w zapomnieniu jakby nie wróciwszy z nie znanego mu wcześniej wymiaru, pocałował Lubomiłę niby nowo narodzone dziecię i zasnął błogim snem. Mężczyźni nie mogą nie zasnąć chociażby z tego powodu, że chcą znowu wrócić – do innego wymiaru.

Lecz Lubomiła nie spała. Odczuwała w sobie jakby cząsteczkę niezwykłą. Wstała z posłania, podeszła do okna. W okno świeciło słoneczko i rozdzielało parapet na część jasną i zacienioną. Lubomiła powiodła palcem w miejscu zetknięcia się światła i cienia. Wedrusowie zawsze dzień i moment poczęcia zaznaczali.

Później w miejscu, gdzie odbyły się zaślubiny, sadzano drzewko, którego pień był prosty. Naprzeciwko sadzono drugie drzewo wtedy, kiedy granica światła i cienia na parapecie nakładała się na lnianą taśmę. To drugie drzewo sadzano w linii cienia pnia pierwszego drzewa.Takie działanie pozwalało zawsze pamiętać moment poczęcia dziecka. A i horoskop odczytywany od tego momentu zawsze będzie dokładniejszy. Chociaż ludzie okresu wedruskiego znali położenie planet i wiedzieli o ich wpływie na ciało, mogli też wbrew planetom dokonywać z powodzeniem różnych działań, bo władali potężną energią. Pomiędzy te drzewa po narodzinach zlewano wody płodowe i zakopywano w ziemi łożysko. W tym miejscu dorosły już człowiek w dzień swojego poczęcia kładł się spać. Położenie planet nieco zmieniało się z roku na rok, ale człowiek wszelkie informacje płynące z Kosmosu mógł odczuć w noc takiego snu. Nie umysłem, ale raczej podświadomością, zmysłami, uczuciami. Aż na wskroś przenikał wszelkie ziemskie istnienie stworzone przez Boga. I jeżeli było w nim jakieś cierpienie czy smutek, sen w tym miejscu je przepędzał. Chociaż niezmiernie rzadko cierpienia dosięgały ciała ludzi epoki wiedyzmu. Miejsce poczęcia służyło do snu, ale przede wszystkim do świadomego pojmowania Wszechświata.”

Fragment z „Anastazja” – Władimir Megre

„Nasi przodkowie potrafili namacalnie doświadczyć przynależności do kosmicznego porządku. Mogli poczuć, że Słońce jest ich Ojcem, który troszczy się o nich i który dzieli się prawdziwą mądrością ucząc życia wolnego od lęku z pełnym zaufaniem do cyklicznego procesu będącego podstawą życia. Dzisiaj wydaje się, że to wszystko są naiwne zabobony. Utraciliśmy tę kolistą, słoneczną mądrość na rzecz linearnego, progresywnego porządku. Nasz świat przestał być kołem, stał się linią prostą, która prowadzi nasze myślenie na manowce. Trzeba się rozwijać, trzeba iść do przodu, trzeba mieć więcej, trzeba, by wskaźniki rosły (najlepiej w nieskończoność). W tym linearnym, ludzkim porządku ciągle czai się lęk i niepewność. Gdzie mamy dojść, gdzie jest koniec, z pewnością jest jakiś koniec, który napawa nas przerażeniem. Początek i koniec to dwa pojęcia, które odbierają nam spokój umysłu i fabrykują ciągły lęk.” (Noemi)

„Dlatego tak ważne jest, abyśmy codziennie praktykowali wschody i zachody słońca, byśmy przypominali sobie, na czym w istocie polega życie, nabrali większego dystansu i pokory wobec tego, co się wokół nas dzieje. ” (Noemi)

B.B przesłała mi taką oto rozmowę z:

„Na tle błękitu przesuwają się lekkie chmury. Wybieram jedną, śledzę ją, utożsamiam się z nią. Szybko sam staję się tą chmurą i jak ona, bez ciężaru, bez myśli, bez emocji, bez pragnień, bez oporu, bez kierunku, pozwalam sobie płynąć po ogromnej powierzchni nieba. Nie ma tam ścieżek ani celu do osiągnięcia. Po prostu błądzenie, unoszenie się jak pusta chmura. I jak chmura zmieniam kształt, przyjmuję różne formy, potem się zacieram, dematerializuję, znikam. Chmury już nie ma. Mnie już nie ma. Pozostaje tylko świadomość -swobodna, bez związków – świadomość, która się rozprzestrzenia.”

„Jeśli rozum ze swoimi wytworami, takimi jak ideologie i religie, działając w świecie zewnętrznym, poniósł porażkę w dziele poprawy ludzkiej kondycji, coraz bardziej zdominowanej przez poczucie odseparowania i przemoc, sensowne się wydawało zajrzeć do wnętrza człowieka w poszukiwaniu tam innego rozwiązania. Być może to my jesteśmy rozwiązaniem, dopóki potrafimy uciec przed niewolą ustalonej z góry myśli, doświadczenia, tego, co – jak nam się zdaje – wiemy, aby móc odzyskać swobodę wyobraźni i przestrzeń, w której możemy puścić wodze fantazji.”
„Czasami zdaje się i oczywiście tak zdawało się również mnie, że porzucenie pewnego gruntu rozumu dla grząskiej gleby nierozumu stanowi ryzyko, ale jest to ryzyko, które -jeśli się dobrze zastanowić – już znamy, choć mamy skłonność o tym zapominać. Czymże jest miłość, jeśli nie zaprzeczeniem rozumu?A zatem dlaczego nie spróbować nie rozumować, jak w przypadku miłości? Dlaczego nie odrzucić automatyzmu racjonalnego umysłu, który stoi u podstaw całego naszego sposobu widzenia świata?”

Fragmenty z tekstów T.Terzaniego

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: