Z małym dzieckiem w tajdze…

Z małym dzieckiem w tajdze…

POLANA

Polana -jezioro Studzieniczne

Polana – cypel

Widok z Polany na jezioro (świt)

Widok na Polanę – nad pomostem i schodkami

Widok z Polany na jezioro

Wiele lat temu prowadziłem nurkową szkołę nad jeziorem Studzienicznym. Między innymi zaprzyjaźniłem się z Proboszczem Maryjnego Sanktuarium w Studzienicznej oraz  z leśniczym z Przewięzi. Obaj byli zdania, ze po latach bytności na tych terenach powinienem kupić kawałek ziemi. I tak się stało… POLANA. Czytam teraz o projektach Anastazji i Władimira Megre… Rodowa ziemia? Wybudować dom? Ciekawe… Może  projekt Anastazji ma „ręce i nogi”? W wielu krajach powstały już takie rodowe posiadłości. Ciekawe… jak  dalej potoczy się realizacja projektu Anastazji?

Fragmenty z „Anastazja” – Władimira Megre

„…Dziwne rzeczy, można powiedzieć, zdarzają się w dzisiejszym świecie. Przez tysiąclecia ludzkość niby walczy o szczęście i dobro każdego człowieka. A tak naprawdę, jeśli się zastanowić, człowiek żyjący w społeczeństwie, w centrum nowoczesnego, cywilizowanego miasta, coraz częściej staje się bezbronny. To trafi na kolizję drogową, to go okradną, stale dopadają go różne bolączki, że bez apteki już żyć nie może, albo przez jakąś porażkę życiową popełni samobójstwo. Liczba samobójstw wzrasta  w świecie cywilizowanym, o wysokim poziomie życia. Matki z różnych regionów występują w telewizji, opowiadając o niemożności wyżywienia dzieci, o głodujących rodzinach.

Anastazja żyje z małym dzieckiem w tajdze, jakby w innym świecie. O nic nie prosi  społeczeństwo. Ani policja, ani ochrona nie jest jej potrzebna, by ją chronić. Ma się wrażenie, że na tej polance ani z nią, ani z dzieckiem nie ma prawa nic złego się stać. Oczywiście mamy różne cywilizacje, a Anastazja proponuje wziąć to, co najlepsze, z tych dwóch różnych światów. Wtedy się zmieni obraz życia wielu ludzi na ziemi, narodzi się nowe, szczęśliwe ludzkie społeczeństwo. Interesująca będzie ta ludzkość – nowa, niezwykła… „
„…Wszyscy gdzieś się spieszymy, do czegoś dążymy. Każdy z nas pragnie przeżyć szczęśliwe życie, spotkać miłość, założyć rodzinę. Czy ktoś z nas zdoła osiągnąć to upragnione? Od czego zależy nasza satysfakcja z życia lub jej brak, nasz sukces lub porażka? Na czym polega sens życia każdego z osobna i całej ludzkości razem? Co nas czeka w przyszłości?

Te pytania istnieją od dawna. Tylko nikt do tej pory nie dał na nie zrozumiałej odpowiedzi. Chciałoby się wiedzieć, w jakim państwie przyjdzie nam żyć za pięć lub dziesięć lat. W jakim świecie będą żyły nasze dzieci? Jednak nie wiemy i chyba nawet za bardzo nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie swojej przyszłości, gdyż cały czas gdzieś gnamy. Tylko dokąd?

Zdumiewające, ale to prawda: po raz pierwszy jasno sprecyzowaną przyszłość naszego państwa otrzymałem nie od naukowców analityków czy polityków, ale od  Anastazji z tajgi. Mało tego, nie tylko pokazała obraz wspomnianej przyszłości, ale argumentując, udowodniła możliwość jej realizacji już dla naszego pokolenia. A  obraz rozwoju państwa był jej własnym projektem.

Kiedy szedłem tajgą ku rzece od jej polanki, nie wiem dlaczego przylgnęła do mnie zdecydowana pewność, że jej projekt może wiele zmienić w świecie. .. Szedłem tak tajgą i rozmyślałem nad słowami Anastazji o wspaniałej przyszłości państwa, w którym być może jeszcze naszemu pokoleniu uda się pożyć. W którym nie doświadczymy już chorób, terroryzmu, wewnętrznych konfliktów. I chociaż nie zawsze jej myśli były dla mnie zrozumiałe, to tym razem nie umiałem podważać żadnej z nich. Nawet wręcz przeciwnie, pragnąłem udowodnić słuszność jej racji. Twardo postanowiłem uczynić wszystko, co w mojej mocy, aby urzeczywistnić ten projekt.

Na pierwszy rzut oka wydawał się bardzo prosty: każda rodzina powinna otrzymać dożywotnio hektar ziemi i stworzyć na nim swój rodzinny majątek, swoją małą Ojczyznę. Szczegóły tego projektu zniewoliły moje myśli. Były banalnie proste, a jednocześnie niesamowite. Jak to możliwe! Nie agronomi, ale z tajgi pustelnica udowodniła, że przy prawidłowym umiejscowieniu roślin na działce już po kilku latach ziemi nie trzeba będzie w ogóle nawozić. Mało tego, nawet nie bardzo płodna ziemia będzie stawać się coraz bardziej żyzna. Jako główny argument Anastazja podała sytuację w tajdze.

Tajga istnieje tysiące lat i wszystko rośnie tam bez jakiegokolwiek nawożenia. Według niej wszystko, co rośnie na ziemi, jest realizacją boskich myśli, a On tak to wszystko stworzył, żeby człowiek nie musiał obarczać się problemami zdobywania jedzenia. Wystarczy postarać się zrozumieć zamysł Stwórcy i tworzyć piękno razem z Nim.

Ja też mam dobry przykład. Na Cyprze, gdzie miałem szczęście przebywać, podłoże jest kamieniste. Ale nie zawsze takie było. Setki lat temu na wyspie rosły piękne cedrowe lasy, drzewa owocowe. Płynęło wiele rzek z czystą, słodką wodą, a cała wyspa była podobna do ziemskiego raju. Rzymscy Legioniści, gdy podbili wyspę, zaczęli wycinać cedrowe drzewa i budować z nich statki, aż zniszczyli wszystkie cedrowe mateczniki. Teraz na znacznym obszarze wyspy występuje skąpa, cherlawa roślinność, już wiosną wysycha trawa. Rzadkością jest letni deszcz i brakuje pitnej wody. A urodzajną glebę mieszkańcy Cypru zmuszeni są dostarczać barkami. I co z tego wynika: człowiek zamiast polepszyć to, co było stworzone, pogorszył swoim barbarzyństwem.

Kiedy Anastazja w szczegółach omawiała projekt, podkreślała, że na działce obowiązkowo powinno zostać posadzone rodowe drzewo, a zmarłego człowieka należy chować nie na cmentarzu, ale wyłącznie na zagospodarowanej przez niego samego wspaniałej działce rodowej ziemi.

Nie potrzeba stawiać żadnych nagrobków. Pamięć o człowieku powinna być żywa, a nie martwa. Dla krewnych pamięcią będą żywe twory tego człowieka i wtedy jego dusza będzie mogła znowu się urzeczywistnić w materii, w rajskim ogrodzie ziemskim. Pochowani na cmentarzu nie są w stanie trafić do raju, a dusze ich nie mogą urzeczywistnić się w materii, dopóki istnieją myśli krewnych i przyjaciół o ich śmierci. Płyta nagrobna -jest pomnikiem śmierci.

Rytuał pogrzebu został wymyślony przez ciemne siły, których celem było chociaż na jakiś czas uwięzić ludzką Duszę. Żadnego cierpienia ani żałoby nasz Ojciec nie wymyśliłby dla swoich kochanych dzieci. Wszystkie boskie stworzenia są wieczne, samowystarczalne i odradzają się.Wszystko, co żyje na ziemi, od zwykłej trawki aż do człowieka, jest harmonijną jednością i wiecznością. I w tym przypadku zgadzam się z Anastazją w całości.

Popatrzcie, naukowcy twierdzą, że myśl człowieka jest materialna, a jeśli tak właśnie jest, to znaczy, że rodzina zmarłego, myśląc o nim jak o zmarłym, więzi go w martwym świecie, dręcząc jego Duszę. Anastazja twierdzi, że człowiek, a dokładnie jego Dusza, może żyć wiecznie. Może się stale urzeczywistniać w nowym ciele, ale tylko przy odpowiednich warunkach. I właśnie rodowy majątek ziemski, zagospodarowany zgodnie z jej projektem, takie warunki stworzy. Ja w to po prostu uwierzyłem, ale do tego, by udowodnić stwierdzenia Anastazji o życiu i śmierci lub im zaprzeczyć, bardziej kwalifikują się naukowi ezoterycy.

– Ależ będziesz miała wielu oponentów – mówiłem do Anastazji, a ona w odpowiedzi tylko się śmiała.

– Przecież teraz bardzo łatwo wszystko zacznie się zmieniać, Władimirze. Myśl człowieka zdolna jest materializować i zmieniać oblicze przedmiotu, przepowiadać zdarzenia, budować przyszłość i właśnie z tego powodu oponenci, którzy będą starać się udowodnić kruchość tego świata, zniszczą sami siebie, ponieważ sami przez swoje myśli wywołają swój koniec. Ci, którzy zdołają zrozumieć swoje przeznaczenie i sens wieczności, będą żyli szczęśliwie, reinkarnując wiecznie, gdyż sami swoimi myślami wytworzą własną szczęśliwą nieskończoność.

Jeszcze bardziej spodobał mi się jej projekt, kiedy zacząłem obliczać jego racjonalność z ekonomicznego punktu widzenia. Wtedy się przekonałem, że każdy człowiek może zapewnić dobrobyt swoim dzieciom i wnukom dzięki stworzonemu przez siebie rodowemu majątkowi. Rzecz nie tylko w tym, żeby zagwarantować swoim dzieciom dobrą, odżywczą żywność, miejsce do życia.

Anastazja opowiadała, że ogrodzenie powinno sadzić się z żywych drzew, a ćwierć hektara powinien stanowić las. Dwadzieścia pięć arów lasu to około trzystu drzew. Za osiemdziesiąt, sto lat pewnie je zetną. Z tych drzew otrzymają około czterystu metrów sześciennych desek. A dobrze wysuszone i obrobione drewno już na dzień dzisiejszy kosztuje co najmniej dwa tysiące pięćset złotych za metr sześcienny. W rezultacie mamy milion złotych. Oczywiście nie trzeba od razu wycinać całego lasu, wystarczy ściąć niezbędną liczbę dorosłych drzew, a na ich miejsce natychmiast wsadzić nowe.

Ogólnie rzecz ujmując, wartość takiego rodzinnego dworu, wykonanego zgodnie z projektem Anastazji, może być oszacowana na milion euro, a zbudować go jest w stanie każda rodzina z przeciętnym dochodem. Dom na początek może być skromniutki, a najważniejszym skarbem będzie prawidłowe i piękne zagospodarowanie działki.

Majętni ludzie już dziś płacą duże pieniądze firmom zajmującym się projektowaniem przestrzennym. Za dobre i ładne urządzenie tylko stu metrów kwadratowych ziemi przylegającej do domu trzeba zapłacić od tysiąca pięciuset euro w górę. Sadzonka jednego iglastego sześciometrowego drzewa kosztuje pięćset euro, a ci, którzy chcą mieszkać w pięknie urządzonym ogrodzie, nie skąpią takich pieniędzy. Płacą tylko dlatego, że ich rodzicom nie przyszło do głowy zapewnić swoim dzieciom rodowego majątku. Wcale nie trzeba być bogatym, należy tylko prawidłowo poukładać sobie w głowie. Jakże możemy wychowywać swoje dzieci, jeśli sami nie rozumiemy takich prostych spraw.

Anastazja ma zupełną rację, mówiąc, że wychowanie należy zaczynać od samego siebie. I wtedy tak bardzo zapragnąłem mieć swój własny dwór: wziąć hektar ziemi, wybudować dom, a co najważniejsze, posadzić wkoło przeróżne rośliny i zagospodarować swój kawałeczek Ojczyzny, tak jak naszkicowała Anastazja, i żeby otaczały go równie pięknie urządzone działki innych ludzi.

Wtedy Anastazja z synem mogłaby tam zamieszkać lub przyjeżdżać w odwiedziny, a później wnuki, prawnuki…Możliwe, że prawnuki będą chciały pracować w mieście, ale zawsze będą mogły odpocząć w swoim rodzinnym majątku. A raz w roku, 23 lipca, w Święto Całej Ziemi, cała rodzina będzie mogła się zebrać w swoim domu. Mnie już wtedy nie będzie na tym świecie, ale pozostanie założony przeze mnie dwór, rosnące w nim drzewa i cały ogród. Wykopię nieduży staw, wpuszczę narybek, żeby zawsze była ryba. Drzewa będą wysadzone według specjalnego planu, tak jak mówiła Anastazja. Coś spodoba się potomkom, coś innego będą chcieli zmienić, ale tak czy inaczej zawsze mnie przy tym wspomną. Pochowany będę też na swojej ziemi i poproszę, żeby w żaden sposób nie wydzielano mojego grobu. I niech nikt nie stoi nad nim z obłudną żałobą. I w ogóle żeby nie było żadnej żałoby. I niech nie będzie żadnej kamiennej płyty nagrobnej, a jedynie niech wyrośnie z mojego ciała i wzejdzie nad ziemią świeża trawa i krzaki, a być może nawet jakieś jagody pożyteczne dla moich potomków i krewnych. Jaka korzyść płynie z kamiennych pomników? Żadna i tylko smutek. Niech wspominają mnie nie ze smutkiem, ale z radością, przyjeżdżając do założonego przeze mnie dworu. Och, jak ja im to wszystko urządzę, tak rozplanuję i tak wszystko wysadzę… Myśli plątały mi się w radosnym przeczuciu ogromnego zamierzenia. Trzeba jak najszybciej zaczynać działać, jak najszybciej dotrzeć do miasta, a ja przed sobą mam jeszcze dziesięć kilometrów do rzeki przez las. Ach, żeby jak najszybciej skończył się już ten las. ”

„Teraz tajga, po której szedłem sam jeden, nie wywoływała we mnie tak jak wcześniej uczucia trwogi. Czułem się tak, jakbym szedł bezpiecznym parkiem. Oczywiście nie ma tu alejek parkowych i czasami drogę zagradzają gęste krzaki lub zwalone drzewo, ale nie drażniło mnie to tym razem. Mimochodem zrywałem napotykane jagody, maliny, porzeczki, po raz pierwszy przyglądałem się z zaciekawieniem, jak niejednakowe z wyglądu są drzewa nawet tej samej odmiany. Jak różnorodnie jest umiejscowiona roślinność. Ani jednego podobnego obrazu. Po raz pierwszy patrzyłem wnikliwiej na tajgę i wydawała mi się bardziej łaskawa. Może takie uczucie powstało również z powodu myśli, że w tej tajdze urodził się i mieszka na swojej polance mój mały synek z Anastazją, kobietą, od której spotkania zmieniło się cale moje życie. W tej bezkresnej tajdze jest maleńka polanka Anastazji, której ona nie chce na długo pozostawiać i na żadne, nawet szykowne mieszkanie, jej nie zamieni. Niby zwykle, puste miejsce ta polana, ani domu, ani nawet szałasu, ani urządzeń niezbędnych do życia, a ona, jak tylko do niej podchodzi, od razu się raduje. Za trzecim razem przy okazji odwiedzin polanki Anastazji czułem się podobnie. Czułem się też tak, jakbym wrócił do domu po ciężkiej wędrówce.”

Droga z Polany na koniec cypla

Wejście na Polane od strony jeziora

Widok ze środka Polany na jezioro

Widok na Zatokę z Polany

Widok z cypla na wysepkę

Widok z Polany na jezioro

Widok z Polany na jezioro

Ścieżka przez las z Przewięzi na Polanę

Ścieżka przez las z Przewięzi na Polanę

Las

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 14 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: