Czakra Serca -Maui

Czakra Serca -Maui

Człowiek używa około 10% możliwości w połączeniach mózgowych (w sieci neuronów) , a delfin około – 20% . Czyli  Delfin wyżej stoi niż człowiek w rozwoju. Delfin opanował uczucie miłości. Żadne z uczuć nękające ludzi; nienawiść, zazdrość, żądza władzy, sławy , dobrobytu materialnego   i innych   kiepskich uczuć  nie są przeszkodą u delfina w przekazywaniu informacji pomiędzy umysłem (świat mentalny)  a mózgiem (świat materialny) . HARMONIA taka  nie jest osiągalna przez większość ludzi.

Ktoś zauważył ( na przykład w filmie „Lucy”) , że dla Delfina najważniejsze jest „ISTNIENIE” a dla człowieka „POSIADANIE”. Zgadzam się ..bo to jest oczywiste.  Dawno temu  (hipoteza) delfiny i ludzie byli tożsamymi istotami . Ale delfiny  rozwinęły się szybciej.  My zostaliśmy w tyle… mamy duży kłopot z oswojeniem się z uczuciem miłości (pokochaniem wszystkich istot zamieszkujących Ziemię). Ale uczymy się tego … często cierpiąc gdy schodzimy z tej drogi rozwoju.    http://www.eioba.pl/a/4o4u/przeciw-wojnie

http://www.joanocean.com/ z tej strony  (Joan Ocean) są zamieszczone fotki

Fragment książki Ashleea „Tribe” (Plemie)

„WSTĘP
Pisząc teraz te słowa w zalanym deszczem Maui, cały czas myślę o tym, jak wiele zmieniło się w moim życiu, odkąd rozpoczęłam pisać tę książkę przeszło trzy lata temu. Mieszkałam wówczas w Laguna Niguel w Kalifornii, kilka mil od oceanu i odczuwałam silną potrzebę przekazania swojej wiedzy i wrażeń na temat waleni oraz komunikowania międzygatunkowego. Skończyłam książkę i odłożyłam ją na półkę. Aż do dnia dzisiejszego…
Z jakichś powodów ani sam temat ani też mój sposób podejścia do niego nie spotkały się z zainteresowaniem. Wszystko, co napisałam w książce lub powiedziałam w rozmowach z ludźmi, pozostało bez echa. „Co tutaj nie gra?”, zadawałam sobie pytanie. Dlaczego dzieje się tak, iż wydawcy, przyjaciele czy wspólnicy nie traktują z zainteresowaniem delfinów oraz wielorybów i pozostają obojętni wobec perspektyw komunikowania międzygatunkowego?
Ja z pewnością nie zaliczałam się do tej grupy! Namacalnie wyczuwałam nadchodzący przełom w historii naszej znękanej wojnami planety, na której nie byłoby już dłużej żadnych podziałów między gatunkami czy plemionami. Świt był tuż za rogiem, a ja chciałam ogłosić wszem i wobec tę nowinę!
Być może wyprzedziłam swój czas. Mówiąc krótko, dokonałam w swoim życiu kilku istotnych zmian . . . geograficznych, mojej kariery, przyjaciół, oraz ukochanych! Wylądowałam w końcu na hawajskiej wyspie Maui, całkowicie odmieniając swoje życie. I to na lepsze!
Maui uważane jest przez wiele osób za czakrę serca naszej planety oraz za znakomite miejsce uzdrowień. Ludzie instynktownie gromadzą się tutaj aby uzdrawiać i być uzdrowionym.
Do Maui przypływają nawet olbrzymie wieloryby garbate, które zawiązują w tym miejscu przyjaźnie lub powijają młode. One wiedzą, co je tu przyciąga. Ja również wiedziałam, dlaczego tu się znalazłam. Wiedzą to też liczni goście, nawet jeśli ich wiedza jest podświadoma. Maui leczy i zmienia cię. Jeżeli chcesz przeżyć powalający na kolana kurs rozwoju świadomości, gdzie życie jest twoim nauczycielem, Maui jest miejscem, którego szukasz!
Mimo wszystkich zmian w świadomości (i w szerokości geograficznej), ciągle szukam członków mojego wyjątkowego plemienia. Wielu z nich spotkałam na Maui, ale wiem, że jesteśmy jeszcze więksi i potężniejsi. Naszą naturą jest wolność. Jesteśmy miłośnikami przygody i odkryć.
Mam nadzieję, że książka ta dotrze do was, do ludzi należących do tego plemienia. Jestem przekonana, że wypuszczając w świat tę informację, z pewnością napotkam odzew z waszej strony, od was, którzy nadajecie na tych samych falach co delfiny i wieloryby, i którym nieobca jest idea międzygatunkowej komunikacji.
Skąd wiadomo, że należycie do tego plemienia? Czy delfiny i wieloryby sprawiają, że wasze serce bije szybciej? Czy odczuwacie nagłe, wewnętrzne uderzenie, będąc na oceanie lub w jego pobliżu, w środku „Wielkiego Błękitu”? Czy umiecie się porozumiewać z wszystkimi ludźmi i zwierzętami? Czy wolność jest dla was najważniejsza? Czy czujecie sympatię do gwieździstego, nocnego nieba? Czy od zawsze wiedzieliście, że istnieją wróżki i anioły? Czy lubicie się bawić? Czy ludzie zawsze mówią wam, żebyście dorośli i przestali zachowywać się jak dzieci?
Jeżeli odpowiedzieliście na te pytania głośnym TAK!, sugerowałabym, iż należycie do plemienia delfinów-wielorybów. Ponowne odkrycie tej przynależności sprawi, że poczujecie się wspaniale, ekstatycznie. Świętujcie ponowne połączenie, bowiem rozpoczęła się dla was podróż do Domu.
Powitania i aloha od kumpla, który nazywa się dol-fun!
ASHLEEA
MAUI, MARZEC 1993
ROZDZIAŁ I:
Znajomość z Delfinami

Delfiny są przewodnikami po zmieniającej się rzeczywistości.
Są one łącznikami między mieszkańcami Królestwa Baśni a dziećmi Ziemi.

Kiedy miałam dwadzieścia jeden lat, nadarzyła mi się wspaniała okazja pracy z delfinami. Pracowałam z samcem o imieniu Maui i samicą Puka. Byłam wtedy asystentką tresera delfinów. Oznaczało to, że musiałam taszczyć ciężkie wiadra pełne małych ryb, żeby nakarmić delfiny w ciągu dnia, brałam udział w ćwiczeniach komunikacji z delfinami, zapisywałam też nasze spostrzeżenia w dzienniku. Towarzyszyłam zatem delfinom każdego dnia. Czułam się jak w niebie! Wciąż zadawałam sobie pytanie, cóż bardziej idealnego mogłoby mi się przydarzyć niż życie i mieszkanie na Hawajach z moimi przyjaciółmi delfinami?
Od zawsze uwielbiałam delfiny, toteż było to spełnienie mojego marzenia. Od dziecka marzyłam o tym, żeby z nimi pływać i figlować. Wyrosłam na Środkowym Zachodzie, ale kiedy tylko poczułam wezwanie oceanu, od razu po ukończeniu uniwersytetu w Teksasie udałam się na Zachód. Nie zrobiłam tego kierując się ambicją. Czekał tam na mnie „Wielki Błękit”.
Kiedy zobaczyłam film pt. Dzień Delfina, ogarnął mnie głęboki smutek, którego nie byłam w stanie dokładnie wyjaśnić. Rozmawiałam o tym z innymi ludźmi, których również wzruszył przekaz filmu. Poczuliśmy się tak, jak gdyby delfiny były naszą rodziną, a ten film przypomniał nam, że w rzeczywistości bardzo tęsknimy za naszymi korzeniami. Wiedziałem już, że należę do nich.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, iż moje dni w tej pracy minęły błogo. Zrozumieć to może jedynie ktoś, kto spędził trochę czasu z delfinami. Niosą one ze sobą błogosławieństwo, a ja czuję, że otworzyły one moje serce i pozwoliły mi kochać. Jak wielu z nas, pochodziłam z rozbitej rodziny i byłam kompletnie zamknięta wobec miłości. Po raz pierwszy w życiu naprawdę czułam, że kocham i że jestem kochana. Patrząc na to z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że nie przez przypadek właśnie w tym momencie mojego życia zrozumiałam, że zakochałam się w tych magicznych stworzeniach.
Każdego ranka kiedy przychodziłam nad lagunę, w której trzymano delfiny, pozdrawiałam je. Czasami podpływały do mnie, czasami pozostawały na uboczu. Wiedząc to, co wiem teraz i czując to, co czuję obecnie, nie zniosłabym widoku zamkniętych delfinów, nawet w oceanicznej lagunie. Jednak wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że delfiny potrzebują wolności. Teraz wiem, że wolność i delfin świetnie do siebie pasują, zupełnie tak jak sól i pieprz.
Naszą bazą wypadową była łódź mieszkalna. Używaliśmy hydrofonów (mikrofonów podwodnych) oraz wyposażenia nagrywającego, aby emitować ustne polecenia skierowane do delfinów. Naszym celem było nauczenie delfinów odpowiednich reakcji na poszczególne polecenia, które po pewnym czasie były przez nie wykonywane w sposób perfekcyjny. Z mojego punktu widzenia badanie zakończyło się sukcesem i otworzyło nam możliwości wzmożonej komunikacji między gatunkami.
Kiedy mnie zatrudniano, powiedziano mi o twardej zasadzie: absolutnie żadnego pływania z delfinami! Na szczęście zauważyłam, że głaskanie delfinów i zabawa z nimi w basenie zaspokajały moją tęsknotę za bliższym kontaktem. Mimo to kilka razy zdarzyło mi się, że zrządzeniem losu znajdowałam się w wodzie!

Według naukowców osiągamy wyższy poziom świadomości nerwowej w obliczu zagrożenia i w momencie pokonywania go. Taki moment nastąpił, kiedy w końcu dotknęłam języka delfina. Nie zgadlibyście: delfiny mają mnóstwo dużych, ostrych zębów! Przełamanie strachu i zaspokojenie ciekawości co do miękkości języka delfinów zajęło mi dobrą chwilę. Warto było to zrobić. Język delfina był najbardziej miękką i najbardziej magiczną rzeczą, jaką kiedykolwiek dotknęłam.

Po tej przygodzie, mój świat urósł. Poczułam, że nie ma rzeczy, której nie mogłabym zrobić. Podobnie, jak to słyszałam z opowiadań ludzi, którzy chodzili po rozżarzonych węglach nie ponosząc żadnego uszczerbku na zdrowiu. Poprzez konfrontację ze strachem uwalnia się nowa energia i zmienia się osobowość.
Pewnego dnia do naszej laguny przybył gość. Był nim szanowany naukowiec, dr Batteau, który kierował projektem. Wyglądał na bardzo zmęczonego człowieka i miał przekrwione oczy. Po krótkiej pogawędce, zostawiliśmy go na zewnątrz stojącego przy basenie, a sami weszliśmy do środka naszej łodzi, żeby nanieść w dzienniku wyniki całodziennej pracy.
Nagle usłyszeliśmy plusk i wołanie o pomoc. Wybiegliśmy na zewnątrz i zobaczyliśmy ogarniętego przerażeniem Batteau rzucającego się w wodzie. Delfiny lekko go potrącały, co wywoływało w nim jeszcze większą histerię. Szybko go wyłowiliśmy. Cały trząsł się ze strachu, a na jego twarzy malowała się wyraźna ulga. Wkrótce po tym incydencie usłyszałam w radio wiadomość o jego śmierci spowodowanej utonięciem. Projekt badawczy został zamknięty.

Dokładnie dwadzieścia lat później znowu miałam do czynienia z delfinami, tym razem jednak stało się to zupełnie przypadkowo. Medytowałam w swoim opuszczonym domu, tak jak zwykłam była to robić od wielu lat, kiedy nagle odkryłam, że nawiązałam kontakt telepatyczny ze stadem delfinów. Byłam zdumiona i zastanawiałam się, czy przypadkiem nie postradałam zmysłów. Czułam to bardzo wyraźnie, ale jak coś takiego mogło się wydarzyć tak daleko od oceanu i dlaczego spotkało właśnie mnie? Kiedy teraz przypominam sobie to wydarzenie, wyraźnie czułam się jakbym była w innym, zmienionym wymiarze. Powrót do normalnego stanu świadomości zabrał mi dłuższą chwilę.

Otrzymana wiadomość przyszła w formie obrazów. Poczułam jasno, że nadchodzi dla mnie olbrzymia zmiana, że mam przenieść się z powrotem na Hawaje. Krótko po tym wypadku, zatelefonował do mnie stary przyjaciel, który zapraszał mnie na Hawaje. Początkowo byłam temu niechętna. Jednakże po dziwnej kombinacji zbiegów okoliczności i wydarzeń, rzeczywiście doszło do przeprowadzki. Sprzedałam większość swoich rzeczy i wyjechałam ze swoją córką i swoją przyjaciółką Sue, aby rozpocząć nową, hawajską przygodę. Nie miałam pracy, nie czekało tam na mnie praktycznie nic. Czułam się po prosu zmuszona do powrotu na Hawaje.

Chociaż nie przyznałabym się do tego wielu ludziom, wiedziałam, że delfiny miały dla mnie coś w zanadrzu i że moja przeprowadzka była wyraźnie z nimi związana. Nie byłam pewna szczegółów, ale zrozumiałam, że dano mi zaproszenie do poszerzenia świadomości.

Nie zaprzeczam istnieniu zjawisk paranormalnych i sama doświadczyłam wielu niewytłumaczalnych zbiegów okoliczności, ale to wydarzenie był naprawdę wyjątkowe. Kto by mi uwierzył, że rozmawiałam z delfinami będąc na pustyni?
Zaczęłam szukać odpowiedzi. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, przyszła ona nieoczekiwanie z wielu stron. Zauważyłam, że pojawiło się wiele książek, artykułów prasowych oraz osób przynoszących odpowiedź na wiele moich pytań. Poznałam wielu rozsądnych i zrównoważonych ludzi, którzy również odbierali sygnały od delfinów na środku pustyni. Wkrótce potem utworzyliśmy organizację o nazwie Pustynne Delfiny.
Był to naprawdę zwrotny punkt mojego życia, ponieważ ponownie zdałam sobie sprawę, że poza tym, co znałam dotychczas, istniało o wiele, wiele więcej. Podniecała mnie myśl o nowych możliwościach. Była to dla mnie próba zmiany wyobrażenia o moim dotychczasowym świecie, którego częścią stały się marzenia o czymś potężniejszym.
Myśl o kontakcie telepatycznym z delfinami bardzo mnie zaintrygowała. Zaczęłam sugerować innym (tym, którzy byli zainteresowani problemem), aby spróbowali następującego eksperymentu: Skomunikuj się z delfinami, gdziekolwiek byś nie był i poczekaj na to co się stanie. Chciałam uzyskać jakąś odpowiedź, jakiś odzew.
Uczestniczyłam w konferencji poświęconej komunikowaniu się z waleniami, na której wystąpiło wiele bardzo różnych osób. Ludzie ci z pewnością nie byli dziwakami. Byli natomiast wrażliwi, jasno się wyrażali, byli szczerzy i emocjonowali się rozwojem własnej świadomości. Mówili o tym, w jaki sposób delfiny i wieloryby przekazywały im różnego rodzaju informacje.

Najczystszy i najbardziej natarczywy przekaz delfinów brzmiał: „Czas wracać do domu.” Wiadomość tą można zinterpretować na wiele różnych sposobów. Czy chodziło im o dom w dosłownym tego słowa znaczeniu, a jeżeli tak, to gdzie on się znajdował? Czy też użyły pojęcia „dom” jako miejsca, w którym znajduje się nasze serce, jako powrotu do związku z naszą wewnętrzną istotą? Według mnie była to najbardziej prawdopodobna interpretacja.
Przyszedł czas na pracę nad samo-uzdrowieniem, zwłaszcza zaś nad uzdrowieniem mojego serca. Jak wielu innych ludzi wzniosłam w moim sercu wiele blokad i barier, aby chronić się od wszelkiego rodzaju bólu emocjonalnego. Mam tutaj na myśli czakrę mojego serca.

Czakry (słowo pochodzące z sanskrytu i oznaczające „koła”) są to specjalne centra energetyczne, istniejące w naszych ciałach subtelnych. Centra te przypominają wirujące wiatraki bądź kwiaty. Pobierają one wyższą energię i zamieniają ją w formę, której może używać nasze ciało. Inaczej mówiąc, działają one jak transformatory, zamieniając energię wyższą w energię niższego rzędu, użyteczną dla naszego ciała.
Czwartą czakrą jest czakra serca. Znajduje się ona dokładnie nad sercem i gruczołem tymiankowym [sic! – przyp. tłum.]. W obrębie tej czakry znajduje się siedem otworów lub inaczej wylotów. W zależności od osoby, jeden, dwa, a nawet wszystkie wyloty mogą zostać zablokowane. Sami budujemy takie blokady i zwykle dzieje się to nieświadomie. Chronią nas one przed bólem emocjonalnym. Biorąc pod uwagę zaburzenia w funkcjonowaniu społeczeństwa, w którym żyjemy, bezpiecznie można założyć, że większość ludzi ma jakieś blokady serca.

Czakra serca jest niezmiernie ważna. Mówi ona o indywidualnej zdolności do wyrażania miłości: zarówno miłości do samego siebie jak i w stosunku do innych. Lekcje miłości są prawdopodobnie najważniejszą rzeczą, jakiej uczymy się w czasie naszego pobytu na Ziemi. Niezdolność lub trudność w przyswojeniu tych lekcji wpływa w ostatecznym rozrachunku na serce fizyczne. Nie dziwi mnie fakt, że jest tak wiele zgonów spowodowanych chorobami serca. W wielu publikacjach naukowych mówi się o związku między zdolnością do kochania a chorobą serca.
Miłość może przejawiać się na wiele sposobów: jako miłość platoniczna, romantyczna, bezwarunkowa itd. Kiedy rozwijamy naszą zdolność do bezwarunkowej miłości w stosunku do nas samych oraz do innych, nasza czakra serca zaczyna się otwierać, blokady znikają, a my widzimy świat w zupełnie innym świetle.

Wynikiem blokady w przepływie energii w jednej czakrze może być zbyt duży lub zbyt mały przepływ energii do innych czakr i w rezultacie zaburzenie równowagi w całym systemie fizycznym. W ostateczności wszystkie problemy emocjonalne muszą być poddane uważnej obserwacji, bowiem dopiero ich rozwiązanie pozwoli na sprawne funkcjonowanie całego systemu.
Od kiedy zaczęłam otrzymywać wiadomości od delfinów wiele lat temu, pilnie pracowałam nad usunięciem blokad z czakry serca. Z pewnością zrobiłam w tym względzie duży postęp i bardzo posunęłam się do przodu, ale jeszcze nie jestem w „domu”! Nieustannie muszę rozwijać miłość do samej siebie. Brałam udział w seminariach i warsztatach wszelkiego rodzaju. Eksperymentowałam w zasadzie ze wszystkimi rodzajami aktywności fizycznej – korzystałam nawet z masaży w świątyni Hawajskiej. Medytowałam, modliłam się i obcowałam z delfinami oraz wielorybami. Dokonały się we mnie istotne zmiany, które zauważyłam sama oraz otaczający mnie ludzie.
Jestem teraz bardziej spójna wewnętrznie i pewna tego, że podążam właściwą drogą. Pewnego pięknego dnia stuknę trzykrotnie obcasami moich lśniących czerwonych butów, prześlę buziaka delfinom i znajdę się w końcu w Domu!”… 

with Joan Ocean, MS and Jean-Luc Bozzoli at Sky Island Ranch

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: