Druga połowa (4)

Druga połowa (4)

Gdy jedzie się pociągiem i miarowo stukają koła, a za oknem przelatują krajobrazy pełne cudów przyrody, zmęczony w końcu wzrok prosi o odpoczynek.
„Gdybyś wiedział coś, w co nikt by nie uwierzył, to czy próbowałbyś to powiedzieć innym?” – przypomniało mi się pytanie z pięknego i mądrego filmu „Deja Vu”.
Przymykam oczy a niespokojny umysł przywołuje strumień przedziwnych myśli o jasnowidzach i innych światach. Fizycy teoretyczni, mistycy i jasnowidzący w swoich poglądach na Wszechświat mają dużo wspólnego. Interesują ich inne światy w innych wymiarach. Fizycy umieścili te światy w  Hiperprzestrzenni i podali prawa matematycznie panujące w wielowymiarowości. Mistycy przeczuwają, że światy te zamieszkują myślące istoty. Jasnowidzący – te istoty po prostu widzą. Zasypiam a myśli płyną spokojnym strumieniem jedna za drugą…

Może się okazać, że nie jesteśmy na Ziemi i we Wszechświecie sami, że nikt z nas nie umiera a tylko podróżujemy po wielu wymiarach ukrytych przed naszymi ograniczonymi zmysłami. W Kole Życia, któremu podlegamy, każdy koniec jest równocześnie początkiem. Umierając rodzimy się w innym wymiarze. Oczywiście Inne wymiary, inne wszechświaty przenikające nasz wszechświat zaludnione są  na podobieństwo naszego, ale my i wszystkie istoty (kosmici) też są  w relacji ze Stwórcą – jak promyk do Słońca. Opuszczając kolejne ciała: fizyczne, astralne, mentalne, rodzimy się (świadomie lub nieświadomie) w coraz wyższych wymiarach.

Podróżujemy w wielowymiarowości?

Otóż to. A tam spotykamy swoich najbliższych z którymi od wielu żywotów związani jesteśmy prawem przyczyn i skutków a także naszych Kosmicznych Opiekunów i Nauczycieli. I nie tylko… bo i spotykamy Anioły, Elfy, Gnomy, Rusałki i całą plejadę wszelakich Duszków Natury. Ale tu uwaga: Przejawiają tam się też Duchy z „górnej, niebiańskiej półki” – prorocy, ale też i mniej przyjemne duchy …te inne, te złe… ale o nich lepiej na razie milczeć.. „Nie wywołuje się wilków z lasu”- tak mówi przysłowie.

Po co żyjemy?

Odwieczne to pytanie każdej myślącej Istoty. No cóż, pewien jasnowidz tak to mi wyjaśnił: Stwórca jako Najpotężniejszy i Najmądrzejszy, krótko mówiąc – Absolut, jest bardzo Najsamotniejszy, więc oddziela z siebie cząstki – Iskierki, duszyczki – i posyła je do stworzonej również przez siebie materii. Trudnej do życia materii – bo tej – fizycznej. Takiej z jakiej zbudowany jest nasza Ziemia i materialny Wszechświat. „Idźcie dzieci. Daje wam…” i to i tamto. Wszyscy wiemy co nam dał – same wyzwania i kłopoty ale też radość, szczęście i miłość i cudowną przyrodę: Królestwa Roślin i Zwierząt. Każdej duszyczce wyszeptał: do odnowy materialnego ciała macie rośliny ; warzywa i owoce a moimi zwierzętami opiekujcie się jak swoimi dziećmi.

My, duszyczki, rzecz jasna nieśmiertelne bo boskie dzieciaki, wylądowały na planecie Ziemia. W jakim  celu?

Otóż, by przeżyć w cudownej ale trudnej przyrodzie i doskonalić się przez  doświadczenia w relacjach z innymi duszami i przyrodą. . Ale też i cierpieć za zejścia, odstępstwa z drogi rozwoju prowadzącej do Ojca – do Stwórcy. Rodząc się i żyjąc, my jako dusze stopniowo „ubieramy się” w kolejne ochronne szaty: materialną, uczuciową, mentalną – w ten sposób dopasowując się do ewolucyjnych zmian na Planecie Ziemia. Te szaty, jak wiemy, nie są i jeszcze dzisiaj doskonałe. W ich „tkaninie” mocno szwankuje uczuciowość i myślenie. Ale wszystko jest przed nami duszyczkami. Uzyskujemy coraz wyższe poziomy świadomości. Prze wieloma z nas już bliska jest świadomość intuicyjna – bezpośredniego poznania. Pytasz (kosmicznych wyżej rozwinięte Istoty i uzyskujesz odpowiedz na każde pytanie bez analizy, naukowego stawiania hipotez

Nasuwają się pytania:

Po co tak Stwórca uczynił? Po co oddzielił z siebie cząstki – duszyczki – i “wrzucił”… w kłopoty?
Otóż, jak twierdził wspomniany Jasnowidz – “Uczynił to żeby mieć kogo kochać”. Przyznaje, że trochę zapachniało mi tu egoizmem Stwórcy. Ale nie będę wybrzydzał pomyślałem – istnieje przecież dzięki Niemu.

Koła pociągu cichutko postukiwały. Myśl leniwie płynęła. Przez błogi spokój, nieoczekiwanie,
przebiła się taka oto refleksja:

Przecież na podobieństwo tego co uczynił Stwórca z istotami –duszami, kobiety rodzą dzieci i mają jak Stwórca kogo kochać. Zacząłem się uśmiechać do tej myśli. Ale? Czy Stwórca mógłby faworyzować tylko jedną płeć? Czy może same kobiety , jako mądre dusze, wyczuwają jego pomysł wybierając kobiecą płeć? I nagle, jak to w medytacji:
Wielki Duch otulił mnie swoją światłością a mając wybór w wyobrażeniu go sobie przywołałem
postać swego Mistrza – Starca.

Powoli, wszystko dookoła nas się zmieniło. Znaleźliśmy się w lesie u stóp potężnego drzewa.
Pod nim, z twarzą zwróconą na wschód ujrzałem Kapłankę spoczywającą na podium
ukwieconym nieznanymi mi roślinami, przepięknymi w barwie i kształcie. Usłyszałem jej śpiew,
a raczej powtarzane rytmicznie pojedyncze dźwięki, głoski. W kręgu, dookoła, siedziało
kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, zasłuchanych w te dźwięki ze wzrokiem zagubionym gdzieś we
wnętrzu siebie. Po chwili tony dźwięków, które wydobywała z siebie Kapłanka, nabrały mocy i
zniewalającej potęgi. Zebrani dookoła ludzie zaczęli się poruszać w tańcu. W ruchach ich czuło
się rytmy przyrody. Wyraźnie odczuwali jedność z przyrodą i z rządzącymi w niej mocami.
“To są nasi przodkowie szepnął mój Przewodnik. Nie zdziw się. Byłeś jednym z nich. Sporo już
wiesz o reinkarnacji i łańcuchach zdarzeń” – i dodał uśmiechając się promiennie- “Tu zobaczysz,
na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić – śpiewając. Mężczyźni w tamtych
czasach tylko głupawo porykiwali.
A Kapłanka? Kim obecnie jest Kapłanka? – zapytałem. Ale nie otrzymałem odpowiedzi.
Przewodnik zniknął.
Przechadzając się wśród tańczących ludzi zbliżyłem się do Kapłanki i chociaż wydawało mi się
że powinniśmy być z Przewodnikiem dla niej niewidzialni, kobieta przerwała śpiew i spojrzała
mi prosto w oczy. To co wydarzyło się po chwili było dla mnie niezwykłe. Otóż, jej
uduchowiona twarz poczęła zmieniać rysy. Wyglądało na to, że oglądam w ułamku sekundy
wiele inkarnacji owej tajemniczej kobiety. Jej oczy tylko pozostawały niezmienione. Jasno
niebieskie oczy? Nagle w mojej głowie wyświetlił się, jak na ekranie komputera, tekst: Kto go
wypowiedział, kiedy i dlaczego?
“Biorę postać pięknej, młodej, wrażliwej kobietki, która poznaje kandydata na zakonnika w
przypadkowych, zdumiewających okolicznościach. Zachwyca się nim, jego wewnętrzna siłą,
odwagą, mądrością, wrażliwością i poprzez przyjaźń z nim, próbuje wznieść się ponad swoje
dotychczasowe doświadczenia. Próbuje tez go wspierać w jego decyzji poświecenia się Bogu i
ludziom przez służbę w zakonie. Jednak odczuwa cały czas jakiś wewnętrzny dyskomfort i nie
rozumie, na czym on polega. Wydaje się jej, że pogłębienie przyjaźni z nim i zrozumienie
przyczyn jego decyzji może usunie ten dręczący niepokój. Pokonuje lęk i nieśmiałość i zaczyna
odkrywać przed nim nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice,

niepewności, słabości. Nieoczekiwanie on odpowiada jej tym samym. Maski spadają, pojawia
się “PRAWDA”, pojawia się PIĘKNO. Już nic nie jest takie same, jak przedtem, a ta relacja,
spotkanie z nim staje się dla niej ważniejsze, niż inne sprawy, którymi żyła dotąd. Zastanawia
się, do czego prowadzi ją ta droga. On próbuje ja namówić do wstąpienia do zakonu żeńskiego.
Sprawia jej to ból i wtedy zdaje sobie sprawę, ze… nagle On znika i nikt nie wie, co się zdarzyło.
Ona, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważa, ze to przez nią, ze może cos nie tak powiedziała,
cos nie tak zrobiła, ze on ją karze bo nie potrafiła się wznieść tak jak on, albo dlatego, ze
odczytał jej uczucia. Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Mroczna tajemnica z jego
życia, jedyna, o której jej nie powiedział, upomniała się o niego…”

“Mistrzu! – krzyknąłem – ! Wiem kim kapłanka jest w życiu doczesnym . Muszę
wrócić w swoje czasy i naprawić błędy!” Ale z siebie wydobyłem jedynie nieartykułowany,
pojedynczy dźwięk – zaryczałem jak swiniak. A Kapłanka wyciąga do mnie ręce i przywołuje mnie do siebie na podium.
Boże Miłosierny! – pomyślałem – Wszedłem w swoje dawne ciało i naprawdę porykuje i przeżywam to co kiedyś przeżyłem w którejś z inkarnacji.
“I nic więcej nie możesz zrobić, tylko przeżywać dokładnie to co zdarzyło ci się kiedyś. Boskie
prawa wykluczają jakąkolwiek ingerencję w przeszłość. Co było to było i jest nienaruszalne.” –
Jak gdyby przez mgłę dotarły do mnie słowa Mistrza – “Uważaj! Nie pozostań w tym stanie zbyt
długo bo nie wrócisz…”
Słowa Mistrza zamilkły, bo oto wśród zebranych podniosła się wielka wrzawa. Zauważam , że
otaczają nas olbrzymie palmy i niebotyczne paprocie. Wszyscy patrzą w jedną stronę. Nagle, z
za rozłożystej palmy wyskakuje olbrzymia małpa i w susach zbliża się do Kapłanki…
Pierwszą moją myślą w tej sytuacji było oczywiście – zwiać jak najszybciej w swoje czasy.
Małpolud pół metra wzrostem górował nade mną. Desperacko zamachnąłem się, ale Kapłanka
zdążyła podciąć moje nogi i zanim małpia pięść rozwaliła mi głowę , leżeliśmy oboje bezpieczni
na posłaniu z kwiatów. Poczułem jak po grzbiecie leci mi krew. Małpi pazur zdążył przejechać
po mojej lewej łopatce (do tej pory mam tam znamię – pamiątkę). Kapłanka wtuliła się we mnie.
Małpa wpadła miedzy ludzi. Mężczyźni próbowali ją zatrzymać. Kobiety zbiły się w gromadkę i
głośno lamentowały. Bezradni, obserwowaliśmy z Kapłanką, jak małpa zadawała straszliwe
ciosy, od których padali mężczyźni. Krok po kroku z łatwością przebijała się przez tłum. Wtedy
ujrzałem główny cel tej małpiej agresji. Otóż, za kręgiem ludzi, oparty o konar wielkiej paproci,
siedział w pozycji lotosu cały bielusieńki Staruszek. Muszę w tym miejscu wyjaśnić, że wszyscy
byliśmy nadzy, a nasze ciała pokrywała ciemnego koloru sierść. Jednak w odróżnieniu od nas,
sierść Staruszka i jego włosy i długa broda lśniły nieskalaną bielą. Patrzył on na zbliżającą się
wielką małpę bez poruszenia i nie okazywał strachu.
Nagle na małpę padł strumień ostrego światła przebijając się przez liście drzew. Dookoła jej nóg
zaczęły w błyskawicznym tempie kiełkować paprocie i obwijać się dookoła ciała. Po kilku, coraz
wolniejszych krokach, małpa stanęła “jak wrośnięta”. Paprocie skrępowały jej ruchy. Stanęła jak
posąg kilka kroków od Staruszka i tylko jej wybałuszone oczy pełne nienawiści błyskały
białkami.
Spojrzałem w piękne, jasno niebieskie, oczy Kapłanki. Odwzajemniła mi się uśmiechem.
Położyła swoją rękę na krwawiącej ranie i piekący ból ustąpił. W podzięce chcąc ją pocałować
nachyliłem się do niej, i nagle…
Kapłanka i całe jej otoczenie roztopiło się w mgle. Widocznie takich gestów, jak pocałunek, nie
znano w tamtych czasach i naruszyłem boskie prawo. – pomyślałem.
Obudź się!” – usłyszałem czyjś stanowczy głos i poczułem mocne szarpanie za ramie. Za to,
które uszkodziła mi małpa. Jęcząc z bólu, pół przytomny, wyrwany nagle z dramatycznego snu,
otworzyłem oczy i ujrzałem nad sobą nachyloną Zakonnicę. Młodą i bardzo ładną… i mającą coś
z urody Kapłanki.
“Boże! Gdzie ja jestem!” – wrzasnąłem cofając ręce obejmujące przed chwilą Kapłankę. Nie
będąc jeszcze w pełni świadomy, i kompletnie zdezorientowany szybkością zmian, zupełnie bez

sensu, szepnąłem do niej: “Kochanie, to ty?” Zakonnica odskoczyła i chlusnęła w moją twarz
wodą z trzymanego, dużego kubka. Oprzytomniałem zupełnie.
“Przepraszam Siostro – powiedziałem, myśląc, że powróciłem do swoich czasów. “Miałem
koszmarny sen. Proszę mi wybaczyć…”Zakonnica uśmiechnęła się ironicznie. Patrząc na nią z
dystansu, mogłem podziwiać jaka jest zgrabna i zwinna w ruchach.
“ Dlaczego nazywasz mnie siostrą. Zapomniałeś kim jestem obwiesiu. Gdzieś się włóczył tej
nocy. Przyszłam po świętą wodę dla chorego i zobaczyłam cię hultaju śpiącego na ławce. Gdy
nabierałam wodę ze studzienki, nagle zacząłeś krzyczeć, płakać i wymachiwać rękoma. Jakbyś
bronił się przed złymi duchami. Grzeszniku! Przyznaj! Kogoś chciał całować! Wyciągnęła w
moją stronę kubek ;“Napij się i pomódl do Dobrych Duchów to może pamięć i rozum ci wrócą!
Jesteś moim niewolnikiem… kupiłam cię kilka dni temu na targu w Atenach. Robota czeka! Rusz
się leniuchu!”
No nie! Niewolnikiem być? Mistrzu! Pomocy! – krzyczę z zalanymi wodą oczami..
Czuje znów mocne szarpanie za ramie. Otwieram oczy. Patrzę w niebieskie oczy nachylającej
się nade mną kobiety. “Dobrze się pan czuje? “Doskonale!” – odpowiadam jąkając się. “Pomóc
panu wstać?”, “Sam dam radę. Dziękuję.” Zasnął pan i spadł na podłogę. Pociąg nagle
zahamował. ”, “ Kim pani jest?” – pytam.
Ja? Siostrą miłosierdza – odpowiada wpatrując się we mnie niebieskimi oczami z
rozbrajającym uśmiechem.
Serce mi wali… Podejrzewam lekki zawał… Miarowo stukają koła pociągu. Nie wiem od czego
Zacząć rozmowę z tą kobieta. Tym razem nie mogę tego przegapić. To przecież ona… moja druga połowa.

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: