Druga połowa cz.2

Druga połowa cz.2

Cichnie stukot kół na szynach…zapadam w głęboki sen.

Powoli, wszystko dookoła nas się zmienia. Znajdujemy się ze Starcem w lesie, u stóp potężnego drzewa. Pod nim, z twarzą zwróconą na wschód, widzę kapłankę spoczywającą na podium ukwieconym nieznanymi mi roślinami, przepięknymi w barwie i kształcie. Słyszę też jej śpiew, a raczej powtarzane rytmicznie pojedyncze dźwięki, głoski. W kręgu, dookoła, siedzi kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, zasłuchanych w te dźwięki i ze wzrokiem zagubionym gdzieś we wnętrzu siebie. Po chwili tony dźwięków, które wydobywa z siebie Kapłanka, nabierają mocy i zniewalającej potęgi. Zebrani dookoła ludzie zaczynają się poruszać w tańcu. W ruchach ich czuje się rytmy przyrody. Wyraźnie czują jedność z przyrodą i z rządzącymi w niej mocami.

“To są nasi dalecy przodkowie szepcze mój Przewodnik. Nie dziw się ich wyglądowi. Raczej przypominają małpoludy.. Byłeś jednym z nich. Sporo już wiesz o reinkarnacji i łańcuchach zdarzeń” – i dodał uśmiechając się promiennie- “Tu zobaczysz, na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić – śpiewając pieśni skierowane do Stwórcy. Mężczyźni w tamtych czasach tylko głupawo porykiwali.
A Kapłanka? Kim w naszych czasach jest kapłanka? – pytam. Ale Przewodnika nie maj koło mnie..
Przechadzając się wśród tańczących ludzi zbliżam się do kapłanki i chociaż , wydawało mi się, że powinniśmy być z przewodnikiem dla niej niewidzialni, kobieta przerywa śpiew i patrzy mi prosto w oczy. To co wydarza się po chwili jest dla mnie niezwykłe. Otóż, jej uduchowiona twarz zaczyna zmieniać rysy. Wygląda na to, że oglądam w ułamku sekundy wiele osobowości (inkarnacji) owej tajemniczej kobiety. Tylko jej oczy  pozostają niezmienione. Jasno niebieskie oczy?

Nagle w mojej głowie wyświetla się, jak na ekranie komputera, tekst: Kto go wypowiedział, kiedy i dlaczego? Nie mam pojęcia…

“Biorę postać pięknej, młodej, wrażliwej kobiety, która poznaje kandydata na zakonnika w przypadkowych, zdumiewających okolicznościach. Zachwyca się nim, jego wewnętrzną siłą, odwagą, mądrością, wrażliwością i poprzez przyjaźń z nim, próbuje wznieść się ponad swoje dotychczasowe doświadczenia. Próbuje tez go wspierać w jego decyzji poświecenia się Stwórcy i ludziom przez służbę w zakonie. Jednak odczuwa cały czas jakiś wewnętrzny dyskomfort i nie rozumie, na czym on polega. Wydaje się jej, że pogłębienie przyjaźni z nim i zrozumienie przyczyn jego decyzji może usunie ten dręczący niepokój. Pokonuje lęk i nieśmiałość i zaczyna odkrywać przed nim nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice, niepewności, słabości. Nieoczekiwanie on odpowiada jej tym samym. Maski spadają, pojawia  się prawda, pojawia się piękno. Już nic nie jest takie same, jak przedtem, a ta relacja, spotkanie z nim staje się dla niej ważniejsze, niż inne sprawy, którymi żyła dotąd. Zastanawia się, do czego prowadzi ją ta droga. On próbuje ja namówić do wstąpienia do zakonu żeńskiego. Sprawia jej to ból i wtedy zdaje sobie sprawę, ze nagle on znika z jej życia i nikt nie wie, co się zdarzyło. Ona, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważa, że to przez nią, że może coś nie tak powiedziała, coś nie tak zrobiła, że on ją karze bo nie potrafiła się wznieść tak jak on w rozwoju duchowym, albo dlatego, że odczytał jej uczucia…”

„Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Mroczna tajemnica z jego życia, jedyna, o której jej nie powiedział, upomniała się o niego…”

“Mistrzu! – krzyczę, a raczej porykuję! Wiem kim kapłanka jest w życiu doczesnym . Muszę wrócić w swoje czasy, odszukać ją i naprawić błędy!”

A kapłanka wyciąga do mnie ręce i przywołuje do siebie, na podium. Boże Miłosierny! – myślę – Wszedłem w swoje dawne ciało i naprawdę porykuje i przeżywam to co kiedyś przeżyłem w którejś tam z kolei inkarnacji!?

“I nic więcej nie możesz zrobić, tylko przeżywać dokładnie to co zdarzyło ci się kiedyś. Prawa Stwórcy  wykluczają jakąkolwiek ingerencję w przeszłość. Co było to było i jest nienaruszalne.” – jak gdyby przez mgłę docierają do mnie słowa Mistrza – “Uważaj Marcinie! Nie pozostań w tym małpim stanie zbyt długo bo nie wrócisz do obecnych czasów …”

Słowa Mistrza milkną, bo oto wśród zebranych podnosi się wielka wrzawa. Zauważam dopiero teraz, że otaczają nas olbrzymie palmy i niebotyczne paprocie.

Wszyscy patrzą w jedną stronę. Nagle, z za rozłożystej palmy wyskakuje olbrzymia małpa i w susach zbliża się do kapłanki. Pierwszą moją myślą w tej sytuacji było oczywiście – zwiać jak najszybciej w swoje czasy. Małpolud wzrostem góruje nade mną. Jest tuż, tuż… Unosi rękę do ciosu… kapłanka podcina moje nogi i małpia pięść nie trafia w moja głowę. Leżymy na posłaniu z kwiatów. Czuję jak po grzbiecie leci mi krew. Małpi pazur przejechał po mojej lewej łopatce . Kapłanka wtula się we mnie. Obserwujemy jak: małpa wpada między ludzi. Mężczyźni próbują ją zatrzymać. Kobiety zbite w gromadkę głośno lamentują. Bezradni, obserwujemy jak małpa zadaje straszliwe ciosy, od których padają mężczyźni. Krok po kroku z łatwością przebija się przez tłum. Wtedy widzę cel tej małpiej agresji.

Otóż, za kręgiem ludzi, oparty o konar wielkiej paproci, siedzi w pozycji lotosu cały bielusieńki Staruszek. Wszyscy jesteśmy nadzy, a nasze ciała pokrywa ciemnego koloru sierść. Jednak w odróżnieniu od nas, sierść Staruszka i jego włosy i długa broda lśnią nieskalaną bielą. Patrzy on na zbliżającą się wielką małpę bez poruszenia i nie okazuje strachu. Nagle na małpę pada strumień ostrego światła. Dookoła jej nóg, w błyskawicznym tempie, kiełkują paprocie i obwijają się dookoła jej ciała. Po kilku, coraz wolniejszych krokach, małpa staje. Stoi jak posąg kilka kroków od Staruszka a jej wybałuszone oczy błyskają białkami. Są pełne nienawiści
Spoglądam w piękne, jasno niebieskie, oczy kapłanki. Odwzajemnia uśmiechem. Kładzie swoją rękę na krwawiącej ranie i piekący ból ustępuje. W podzięce chcę ją pocałować … nachylam się do niej, i nagle…

Kapłanka i całe jej otoczenie roztapia się jak w mgle. Widocznie takich gestów, jak pocałunek, nie znano w tamtych czasach i naruszyłem boskie prawo. – z rozbawieniem myślę.

Obudź się!” – słyszę czyjś stanowczy głos i czuję mocne szarpanie za ramie. Za to, które uszkodziła mi małpa. Jęczę z bólu, i pół przytomny, wyrwany nagle z dramatycznego snu, otwieram oczy. Nade mną nachyla się kobieta. .. młoda i bardzo ładną… i mającą coś z urody kapłanki. Nie będąc jeszcze w pełni świadomy, i kompletnie zdezorientowany szybkością zmian, zupełnie bez sensu, szepcze :

“Kochanie, to ty? Gdzie ja jestem!?”
Kobieta chlusta w moją twarz wodą z trzymanego, dużego kubka. Przytomnieję zupełnie.

“Przepraszam siostro. Miałem koszmarny sen. Proszę mi wybaczyć…”– mówię, myśląc, że powróciłem do swoich czasów i mam przed sobą kobietę – zakonnicę. Kobieta w dziwnym stroju w rodzaju greckiej tuniki, uśmiecha się ironicznie:

“ Dlaczego nazywasz mnie siostrą! Zapomniałeś kim jestem obwiesiu. Jesteś mój. Gdzieś się włóczył tej nocy. Przyszłam po świętą wodę dla chorego do studzienki i zobaczyłam cię hultaju śpiącego na ławce. Gdy nabierałam wodę nagle zacząłeś krzyczeć, płakać i wymachiwać rękoma, jakbyś bronił się przed złymi duchami. Grzeszniku! Przyznaj! Kogoś to chciał całować? Mnie swoją panią? Napij się wody i pomódl do Dobrych Duchów to może pamięć i rozum ci wrócą! Jesteś moim niewolnikiem… Kupiłam cię kilka dni temu na targu w Atenach. Robota czeka! Rusz się leniuchu!”

No nie! Niewolnikiem być? Mistrzu! Pomocy! – krzyczę z zalanymi wodą oczami..

Czuję znów mocne szarpanie za ramie. Otwieram oczy. Patrzę w niebieskie oczy nachylającej się nade mną kobiety. “Dobrze się pan czuje?
“Doskonale!” – odpowiadam jąkając się.
“Pomóc panu wstać?”,
“Sam dam radę. Dziękuję.
” Zasnął pan i spadł na podłogę. Pociąg nagle zahamował. ”,
“ Kim pani jest?” – pytam.
Ja? Siostrą miłosierdzia – odpowiada wpatrując się we mnie niebieskimi oczami z rozbrajającym uśmiechem.
Serce mi wali… Podejrzewam lekki zawał… Miarowo stukają koła pociągu. Nie wiem od czego zacząć rozmowę z tą kobieta. Poprawiam na szyi koloratkę. Tym razem nie mogę tego przegapić. To przecież ona… moja druga połowa.

Ciąg dalszy nastąpi…

Autorka fotki – Noemi

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: