Gdy dręczy wewnętrzne ubóstwo.

Gdy dręczy wewnętrzne ubóstwo.

Dźwięk kościelnych dzwonów niósł się przez lasy, ponad wodą i nad łąką. Różnił się w zależności od tego, czy płynął przez las, czy ponad otwartymi łąkami, czy też ponad taflą o tej porze spokojnego jeziora. Dźwięk kształtowany jest przez ciszę; im ona głębsza, tym lepiej słyszalne jest jego piękno. Tego wieczoru, gdy słońce wędrowało właśnie ponad zachodnim brzegiem jeziora, dźwięk kościelnych dzwonów miał zgoła niezwykły ton. Było to tak, jakbym słyszał dzwony po raz pierwszy. Nie były one tak stare jak te wiszące w średniowiecznych katedrach, ale wyrażały nastrój tego wieczoru.

Prawie nigdy nie słuchamy szczekania psa, płaczu dziecka czy śmiechu mijającego nas człowieka. Odseparowujemy się od wszystkiego, a potem patrzymy na każdą rzecz i słuchamy jej z perspektywy tego odosobnienia. Właśnie takie izolowanie się ma destruktywny charakter, w nim bowiem tkwi cały konflikt i zamęt. Gdy słucham się dźwięku tych dzwonów w całkowitej ciszy, to ten dźwięk przenosi mnie ponad jeziorami i lasami. Można odczuć jego piękno, gdy nie jest się od tego dźwięku odrębnym, gdy stanowi się jego część.

Medytacja kładzie kres rozszczepieniu, nie w wyniku aktów woli lub pragnień, nie poprzez poszukiwanie przyjemności w czymś, czego jeszcze nie posmakowaliśmy. Medytacja nie jest czymś odrębnym od życia; jest samą jego istotą, jest jądrem codziennej egzystencji. Słuchać dzwonów, słuchać śmiechu wieśniaka przechodzącego z żoną nie opodal, słuchać odgłosu dzwonka roweru, na którym jedzie mała dziewczynka: medytacja otwiera pełnię życia, a nie tylko jego część.

Gdy rzeczy zewnętrzne nabierają wielkiego znaczenia, nas dręczy wewnętrzne ubóstwo.

Bez miłości nie ma piękna; są one splecione, nierozdzielne. Oczywiście słowo nie jest tym, co rzeczywiste, podobnie jak cień nie jest drzewem, które go rzuca. Nie zdołamy odkryć, czym jest miłość, jeśli nie zstąpimy z wyżyn naszego sprytu, intelektualnego wyrachowania, jeśli nie poczujemy lśniącej wody i nie zauważymy nowej trawy.

Czy można miłość znaleźć w muzeach, w kwiecistym pięknie kościelnych rytuałów, w kinie lub w kobiecej twarzy? Czy nie powinniśmy zastanowić się nad tym, jak bardzo wyobcowaliśmy się z powszednich, życiowych spraw’? Nie chodzi o to, byśmy neurotycznie czcili przyrodę, ale jeśli utracimy z nią kontakt, to czyż nie utracimy także kontaktu z ludźmi i ze sobą? Szukamy piękna i miłości poza nami, w ludziach, w posiadanych rzeczach. One stają się o wiele ważniejsze niż sama miłość. Posiadanie oznacza przyjemność, a ponieważ lgniemy do przyjemności, miłość zostaje skazana na banicję.

Piękno jest w nas, a niekoniecznie w otaczających nas rzeczach. Kiedy one stają się ważniejsze i w nich lokujemy piękno, to w nas ono maleje. Tak więc im bardziej świat staje się okrutny i materialistyczny, tym bardziej usiłujemy okryć własną nagość i wypełnić własną pustkę zbiorami muzeów i wszystkimi posiadanymi rzeczami.

Wszelka zależność wywołuje w nas pragnienie posiadania i stajemy się posiadaną rzeczą. Posiadam ten dom – j e s t e m tym domem. Tak więc zależność od piękna sylwetki lub urody twarzy nieuchronnie musi zubożyć samego obserwatora, co nie znaczy, że musimy wyrzec się tego wszystkiego. Chodzi o to, że gdy rzeczy zewnętrzne nabierają wielkiego znaczenia, nas dręczy wewnętrzne ubóstwo.
Gdy panuje wewnętrzne ubóstwo, pojawia się usilne pragnienie wypełnienia go. To jest bezdenne piekło przeciwieństw wypełniających nasze żywoty i wywołujących codzienną walkę. Wszystkie te przeciwieństwa są tożsame, są bowiem gałęziami wyrastającymi z jednego korzenia. Miłość nie jest wytworem zależności, nie ma ona swego przeciwieństwa.

Skorzystałem z tekstów J.Krishnamurti ( Jedyna Rewolucja)
Piękna, podobnie jak miłości, nie można z niczym porównać, a gdy powiada się „Kocham tego bardziej niż tamtego”, przestaje to być miłością.

 

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: