Nigdy nie je­ste­śmy sami,

Nigdy nie je­ste­śmy sami,

„…Ból innych może przerażać nawet personel medyczny. Najprościej zatem jest go usunąć za pomocą środków pozbawiających pacjenta świadomości (znieczulenie), co jednocześnie pozbawia osobę cierpiącą własnego życia (wolę termin „cierpiącą” od „chorej”, ponieważ ta druga obejmuje wszystkich chorych, również tych, którzy nie czują bólu).

Innym, gorszym sposobem jest negowanie bólu, twierdząc, że jest wymyślony, że ma podłoże psychologiczne (lub też psychosomatyczne, bo brzmi to bardziej uczenie), zamieniając osobę cierpiącą w winną, niestabilną bądź egoistyczną, konfabulującą dla zdobycia uwagi. W tym przypadku również próbuje się taką osobę uspokoić za pomocą leków usypiających czy antydepresantów, niby jej pomagając, tak naprawdę w celu pozbycia się związanego z nią problemu.I w tym właśnie miejscu przed osobą cierpiącą otwierają się drzwi do piekła.

Ból to niesprawiedliwość

Osobiście uważam, że najważniejsze jest, aby otoczenie przyjęło bezdyskusyjny i obiektywny charakter zdarzeń. Wydaje mi się, że najgorszą rzeczą, jaką można zrobić osobie cierpiącej, jest oskarżenie jej o symulanctwo. Mogę porównać ofiary bólu z ofiarami niesprawiedliwości, ponieważ są to dwie podobne sytuacje. Ból jest niesprawiedliwością, a niesprawiedliwość bólem (moralnym, który jednak potrafi być niezwykle silny). Ofiary przestępstw proszą przede wszystkim, aby nie negować tego, co w rzeczywistości im się przydarzyło; aby nie mówić im, że to ich wina; aby nie tłumaczyć ich oprawcy czy znajdować dla niego wymówek. Jeśli zaczniesz umniejszać bądź negować fakty, sprawisz ofierze ból silniejszy od odczuwanego w momencie samego przestępstwa. Wprawisz ją w rozpacz, która może doprowadzić do szaleństwa lub samobójstwa (mówi się dużo o samobójstwach w więzieniach, jednak statystyki wykazują, że zdarzają się one znacznie częściej u ofiar napaści, szczególnie gdy wymiar sprawiedliwości nie mógł lub nie chciał sprawiedliwości oddać). Niestety, szukanie „wytłumaczenia” dla przestępstwa to niezwykle powszechna reakcja. Wyjaśnień doszukuje się w zachowaniu i osobowości ofiary, która nie powinna była być taka a taka, zachować się tak a tak, patrzeć na napastnika w taki a taki sposób, znajdować się w danym miejscu, w danym czasie, i która nie powinna przecież dziwić się, że została… pobita, zgwałcona, dźgnięta nożem.

Wykonaj na samym sobie ten eksperyment: gdy czytasz w prasie opisy przestępstw, mózg natychmiast poszukuje w szczegółach zdarzenia powodów, dla których podobny dramat nie mógłby Ci się przydarzyć. „Nie mieszkam w tej dzielnicy”. „Nigdy nie chodzę tą drogą”. „Jestem mężczyzną”, gdy ofiara jest kobietą, i odwrotnie. „Jestem dorosły”, kiedy ofiarą jest dziecko. „Moje dzieci nie chodzą do tej szkoły”. „Nigdy nie zdobył(a)bym się na taką nieostrożność…” Wydaje mi się, że istnieje wytłumaczenie takiego zachowania. Aby poczuć się bezpieczniej, człowiek potrzebuje myśleć, że ma pod kontrolą to, co dzieje się w jego życiu. Przekonuje się, że to, co się przydarza, nie jest zaledwie wynikiem zbieżności losu, a skutkiem podjętych wyborów i decyzji. To sprawia, że postrzega on ofiarę jako co najmniej częściowo odpowiedzialną za to, co się jej przydarzyło.

Problem polega na tym, że taka postawa – niewątpliwie wygodna – powoduje u ofiary okrutne rozdarcie. Aby pokonać ból, poskładać się na nowo, wybaczyć oprawcy, a w końcu odnaleźć spokój, ofiara najpierw musi wiedzieć, że niesprawiedliwość została uznana. Jest to pierwszy, niezbędny krok. Jeśli rzeczywistość jest negowana lub umniejszana, myśli o swoich przejściach będą prześladować ofiarę, zamykając ją w psychicznym piekle. Wydaje mi się, że podobnie rzecz ma się z bólem fizycznym. Osoba cierpiąca nie może nawet myśleć o uczeniu się życia z bólem, jeśli jest on negowany przez otoczenie.

Pierwszy krok do akceptacji cierpienia ma zatem wyjść nie ze strony samego pacjenta, lecz jego otoczenia, lekarzy, opiekunów i wszystkich innych obecnych, którzy muszą uznać rzeczywistość bólu.

Nie jesteś odosobniony w cierpieniu

Osoby cierpiące odczuwają silną potrzebę poznania innych osób doświadczonych podobną chorobą i opowiadających o swoich cierpieniach. Koniecznie chcą poznać ich historię, ponieważ wtedy wiedzą, że istnieje co najmniej jedna osoba, która wie, nie neguje, nie umniejsza, bo ten dramat przydarzył się również jej. Tak długo jak osoba cierpiąca nie ma pewności, czy ktoś przeżywał to samo, odczuwa lęk – przed samotnością, przed doświadczaniem czegoś, czego nikt nigdy nie znał, czego nie da się opisać.Z kolei lektura relacji lub spotkanie osoby, która poznała już to cierpienie, może przynieść pierwszą ulgę. To normalne, a wręcz podstawowe. Nie chodzi tu o sadyzm, chorą satysfakcję z cierpienia innych, lecz o głęboko ludzką potrzebę bycia zrozumianym (lub potencjalnie zrozumianym) przez drugą osobę. Już od tego momentu osoba cierpiąca może zaakceptować zaistniałą sytuację i zacząć zastanawiać się: „co mogę teraz zrobić, aby zacząć na nowo żyć z bólem?”

Bóle, na które nie poznano lekarstwa

Jeśli ból spowodowany jest uszkodzoną tkanką, na przykład w przypadku problemów z chrząstkami, przepukliną, złamaniem, poważnym oparzeniem itd., całą uwagę skupia się na przyczynie bólu. Bez gwarancji, że znalezione zostanie rozwiązanie. Istnieją jednak liczne sytuacje, w których przyczyny nie da się usunąć. Wiele chorób powoduje cierpienia, ponieważ układ nerwowy w nieprawidłowy sposób traktuje ból, na przykład w przypadku fibromialgii. Przy braku jakiegokolwiek zranienia czy widocznej choroby doświadcza się rozległego, dogłębnego, trwałego i nieustannego bólu mięśni, z okresami zaostrzenia. Bolesne punkty przy nacisku powodują cierpienie. Jest się zmęczonym, źle się sypia, traci się pamięć. Fibromialgia może być również przyczyną problemów z trawieniem (zespół jelita drażliwego itd.), zespołu niespokojnych nóg czy zespołu bolesnego pęcherza.

Powiedzmy zatem o tym najtrudniejszym przypadku – przypadku intensywnego bólu, na który medycyna nie zna lekarstwa, ponieważ źródło cierpienia znajduje się bezpośrednio w układzie nerwowym. Choroby te zamieniają życie w piekło. Bardzo często pacjent pogrąża się w depresji. Wskaźnik samobójstw jest 10 razy większy wśród osób dotkniętych fibromialgią niż u reszty społeczeństwa, a przyczyną tego jest nieznośny ból, pogarszający się jeszcze w okresach silnego stresu, zmęczenia, a nawet przy zmianie pogody. Medycyna konwencjonalna nie ma chorym nic do zaoferowania. Co więc robić? Na szczęście można bardzo wiele. I właśnie o tym będziemy mówić, a z podanych rad korzystać mogą wszyscy cierpiący.

Stać się realistą wobec medycyny

Chyba pisałem już kiedyś o syndromie autostopowicza, kiedy to pacjent biernie wyczekuje, aż terapeuta lub lekarz znajdą dla niego rozwiązanie. W przypadku wszystkich problemów zdrowotnych, a zwłaszcza w przypadku bólu, jest to najgorsze, co można sobie zafundować. Natychmiast trzeba skończyć z postrzeganiem lekarza jako jedynej osoby mającej kontrolę i samemu zająć miejsce kierowcy – to moje życie, mój problem i to ja go rozwiążę. Oczywiście, wciąż należy stawiać się na wizytach u lekarza czy terapeuty, którzy mogą okazać się przydatni w pewnych przypadkach, jednak musisz przestać spodziewać się, że rozwiążą problem za Ciebie.

„Naturalna siła uzdrawiająca w każdym z nas jest naszym najlepszym lekarzem”, mawiał Hipokrates 2500 lat temu. Twierdził też, że nie jest w stanie uleczyć osób, które same nie zdecydowały się wyzdrowieć! Jest to kwestia realizmu oraz przejścia w końcu do „dorosłości”. Trzeba przestać oczekiwać od innych, że wezmą Ciebie w opiekę oraz zrozumieć – nawet jeśli to trudne – że każdy jest kowalem własnego losu. Pokazałem Ci absolutne podstawy, przejdźmy teraz do konkretnych porad, jak pokonać lub zaakceptować ból i nauczyć się z nim żyć.

Wyrwać się z zaklętego koła stresu

Jakie by nie były przyczyny odczuwanego bólu, będziesz cierpieć w mniejszym stopniu, jeśli odejmiesz sobie trochę stresu. Może on być czynnikiem inicjującym w przypadku fibromialgii. Zdarza się tak często w przypadku perfekcjonistów, osób wymagających dużo zarówno od samych siebie, jak i od otoczenia, często bardzo pracowitych, hojnych, nieoszczędzających się. Powoduje to napięcie mięśni i problemy trawienne, które pogarszają ogólny stan chorych. Tworzy się zaklęte koło – stres wzmaga bóle, co z kolei potęguje stres. Ciało wydziela hormony stresu, które powodują napięcie mięśni i ścięgien do tego stopnia, że te przestają się rozciągać, blokują się i stają się bolesne. Bardzo powoli i niezauważalnie mogą też zużywać się mięśnie, rozwijać stany zapalne, powodując ból, a tym samym dodatkowy stres.

Układ pokarmowy człowieka również jest podatny na napięcie. Jak twierdzi dr Jean-Paul Curtay „całość układu pokarmowego, od jamy ustnej aż po odbyt, wysłany jest komórkami mięśniowymi ułożonymi okrężnie tworzącymi  warstwy, które mogą – tak jak każdy inny mięsień – się kurczyć. Dzieje się tak, kiedy jesteśmy zestresowani, co niesie za sobą wiele konsekwencji związanych z trawieniem: problemy z przełykaniem, aerofagia, wzdęcia, problemy z przetrawieniem pokarmu (kiedy coś „leży na żołądku”), rozstrój żołądka, nieżyt żołądka, wrzody układu pokarmowego, dyskomfort, tendencja do rozwolnień. Niektóre z powyższych dolegliwości mogą się zaostrzyć i przekształcić się w przewlekłe choroby zapalne układu pokarmowego, niekiedy bardzo poważne. Badania wykazują, że osoby dotknięte tego typu dolegliwościami są często perfekcjonistami z silnymi skłonnościami do obsesji, a więc też bardzo podatne na stres”. Należy zatem zminimalizować stres oraz nauczyć się go kontrolować. Wachlarz terapii jest niezwykle szeroki, począwszy od medytacji, przez jogę czy pływanie, aż po uzupełnianie braków w diecie (o tyrozynę, glutaminę, tryptofan).

Poprawa nastroju

Największym zagrożeniem ciążącym nad osobami cierpiącymi jest rezygnacja z życia i pogrążenie się w depresji. Okazuje się, że dziurawiec zwyczajny (Hypericum perforatum) wykazał skuteczność w walce z lekką i średnią depresją. W badaniu przeprowadzonym na 79 pacjentach stwierdzono poprawę objawów depresji przy jednoczesnym złagodzeniu bólu. Warto więc spróbować, jednak ostrożnie – roślina ma swoje przeciwwskazania, należy więc skonsultować się z lekarzem przed jej przyjęciem.

Równowaga neuroprzekaźników

Być może odczuwany ból zaostrza się w wyniku zachwiania równowagi neuroprzekaźników – substancji chemicznych, które przekazują impulsy elektryczne między komórkami nerwowymi. Kilka z nich zaangażowanych jest w ból i jego odczuwanie. Są to:

  • serotonina,
  • GABA,
  • noradrenalina,
  • dopamina,
  • kwas glutaminowy.

Istnieją sposoby, głównie związane z dietą, na odzyskanie równowagi neuroprzekaźników. ..

Nietolerancja pokarmowa

U niektórych osób ściana jelita staje się porowata i przepuszcza duże cząsteczki, które z reguły powinny być filtrowane. Owa porowatość rozwija się wskutek zapalenia nabłonka jelitowego. Proteiny zbożowe (gluten) oraz proteiny krowiego mleka (kazeina) przedostają się do krwi i mogą wywołać reakcję obronną i zapalną, jak również dostać się do mózgu i przyczyniać się do pogorszenia ogólnego złego samopoczucia. Jeśli dokuczają Ci już przewlekłe bóle, należy upewnić się, że nie cierpisz na żadne alergie pokarmowe, które pogarszają Twój stan.

Oczyszczanie organizmu

Podążając tym tokiem myślenia, zanieczyszczenia pokarmowe i atmosferyczne, pestycydy, azotany, środki czyszczące, tytoń, leki, cząsteczki powstałe podczas  gotowania w wysokiej temperaturze (białka po procesie glikacji) czy też substancje chemiczne z opakowań na pożywienie odbijają się na odporności i mogą niebezpiecznie zahamować naturalny proces zdrowienia ciała i zanikania bólów. Poddanie się oczyszczeniu organizmu przyniesie ulgę od bólu znacznie szybciej, niż myślisz.

Ćwiczenia fizyczne

Bóle, również bóle stawów, mają tendencję do zanikania przy regularnej aktywności fizycznej. Wydaje się to sprzeczne, gdyż zwykle naturalnym odruchem jest poruszanie się w jak najmniejszym stopniu, by złagodzić cierpienie. W rzeczywistości jednak sport wzmaga wydzielanie endorfin – hormonów, które zmniejszają wrażliwość na ból. Oczywiście należy wybierać czynności o średniej intensywności: spacery, rower stacjonarny, pływanie, taniec towarzyski. Bardzo dobre efekty osiągali pacjenci uprawiający sport w basenie z podgrzewaną wodą. Warto skorzystać też z wizyty w sanatorium lub wybrać się nad morze. Należy być cierpliwym, ponieważ poprawę odczuwa się głównie od ósmego tygodnia i stan chorego poprawia się aż do tygodnia dwudziestego….”

 Fragment  „Ból Cię przytłacza? Przeczytaj to!” Jean-Marc Dupuis

Fotki z zasobów internetu

****************************

Wywiad z Ma­ri­lyn Ros­sner

W świe­cie  nie ma śmier­ci, sa­mot­no­ści i wszyst­ko zda­rza się ce­lo­wo. Psy­cho­te­ra­peut­ka i me­dium z Ka­na­dy uważa, że to samo można po­wie­dzieć o każ­dym z nas: ży­je­my w naj­lep­szym miej­scu na ziemi, które sami dla sie­bie wy­bra­li­śmy, w do­bo­ro­wym to­wa­rzy­stwie bez­cie­le­snych istot.

Ma­ri­lyn Ros­sner: Chcia­ła­bym, żeby lu­dzie stali się świa­do­mi jed­ne­go: to, czego naj­bar­dziej się boją, czyli śmierć, nie ist­nie­je. To tylko zmia­na w na­szym życiu.

La Van­gu­ar­dia: Prze­ko­na­nie o tym to ra­czej kwe­stia wiary.

Nie dla mnie. Ży­je­my w wie­lo­wy­mia­ro­wym świe­cie, ist­nie­je wiele rów­no­le­głych po­zio­mów eg­zy­sten­cji, a ja po­tra­fię je do­strzec.

Cho­dzi pani o duchy?

Tak. Je­ste­śmy ucie­le­śnio­ny­mi du­cha­mi. Kiedy umie­ra­my, tra­ci­my ciało i wra­ca­my do tego czym je­ste­śmy na­praw­dę: sta­je­my się sub­tel­niej­szą formą ener­gii.

Duchy są teraz tu, z nami?

Tak, za­wsze są obec­ne. Kiedy zbli­ży się pani do okna, za­wsze ktoś tam na panią czeka. To nie tak, że je wzy­wa­my, wy­wo­łu­je­my, one już tu są. (…) Po­cho­dzę z ży­dow­skiej ro­dzi­ny, która pra­wie w ca­ło­ści zo­sta­ła zgła­dzo­na przez na­zi­stów. Moi ro­dzi­ce, któ­rzy byli ubo­gi­mi anal­fa­be­ta­mi, nie opo­wia­da­li mi o na­szej tra­gicz­nej prze­szło­ści, jed­nak pew­ne­go dnia, gdy mia­łam sześć lat, pod­czas po­sił­ku za­czę­łam opi­sy­wać wszyst­kich zmar­łych krew­nych, któ­rzy tam z nami byli i któ­rych tylko ja mo­głam zo­ba­czyć.

Jak za­re­ago­wa­li pani ro­dzi­ce?

Za­pro­wa­dzi­li mnie do ra­bi­na. Po­wie­dział im: “Strzeż­cie tego dziec­ka, ma nie­zwy­kły dar”. W wieku 14 lat mia­łam inną wizję: zo­ba­czy­łam śmierć jed­nej z ko­le­ża­nek, po­tra­fi­łam nawet wska­zać kon­kret­ną datę. Po­wie­dzia­łam o tym wielu oso­bom. Kiedy moja prze­po­wied­nia się spraw­dzi­ła, inni za­czę­li się mnie bać. Do­pie­ro wtedy zda­łam sobie spra­wę, że nie wszy­scy widzą duchy.

Tylko wy­bra­ni mogą je zo­ba­czyć?

Wszy­scy mo­że­my je do­strzec, zwłasz­cza w dzie­ciń­stwie, kiedy jesz­cze nie kie­ru­je­my się prze­są­da­mi i gdy strach przed tym, co po­wie­dzą inni, nie blo­ku­je ko­mu­ni­ka­cji.

Pro­szę mi o nich opo­wie­dzieć.

Przy­cho­dzi­my na świat z prze­wod­ni­kiem du­cho­wym, który to­wa­rzy­szy nam przez całe życie, po­ma­ga ro­zu­mieć świat, roz­wi­jać się, a kiedy umie­ra­my, wraz z nami opusz­cza ciało i umoż­li­wia przej­ście do świa­ta du­cho­we­go. Jed­nak zanim po­rzu­ci­my do­cze­sność, zo­sta­je­my przez jakiś czas na ziemi, bo chce­my uświa­do­mić naj­bliż­szym, że wciąż ży­je­my. I za­zwy­czaj wszy­scy je­ste­śmy obec­ni na wła­snym po­grze­bie. To wtedy co wraż­liw­si lu­dzie do­świad­cza­ją cze­goś nie­zwy­kłe­go, a ich wra­że­nie zwią­za­ne jest z tym, kto od­szedł: sły­szą jakąś spe­cjal­ną pio­sen­kę, głos, kroki, ha­ła­sy, śnią szcze­gól­ny sen albo przy­cho­dzi im do głowy jakaś ważna myśl…

Każdy z nas mógł­by coś ta­kie­go opo­wie­dzieć.

Bo każdy cze­goś ta­kie­go do­świad­czył. A jed­nak nie lu­bi­my się do tego przy­zna­wać. Po­win­ni­śmy jed­nak przy­jąć do wia­do­mo­ści, że wszy­scy je­ste­śmy du­cha­mi i kiedy umrze­my, dalej nimi bę­dzie­my. Tym­cza­sem na­praw­dę warto na­uczyć się do­świad­cza­nia świa­ta du­cho­we­go, po­czuć jego wpływ. Jak pani myśli, skąd się biorą in­tu­icje albo re­wo­lu­cyj­ne po­my­sły?

Z oso­bi­ste­go do­świad­cze­nia albo z do­świad­cze­nia in­nych ludzi.

Jeśli za­ak­cep­tu­je­my fakt, że śmierć jest je­dy­nie zmia­ną stanu, bę­dzie­my znacz­nie szczę­śliw­si. To wła­śnie pró­bu­ją nam prze­ka­zać nasi bli­scy zmar­li, zanim uda­dzą się do miej­sca od­po­czyn­ku. Pokój na­sta­nie, kiedy lu­dzie do­strze­gą ten du­cho­wy świat i go po­czu­ją.

Wie pani, jak wy­glą­da to miej­sce od­po­czyn­ku?

W rze­czy­wi­sto­ści jest to miej­sce ak­tyw­no­ści, w któ­rym dalej bę­dzie­my się uczyć i roz­wi­jać, a jeśli to bę­dzie ko­niecz­ne, wró­ci­my na zie­mię jako osoby cie­le­sne, gdyż wszy­scy przy­cho­dzi­my tu z jakąś misją do speł­nie­nia. Cza­sem, by to zro­bić, mu­si­my po­świę­cić temu za­da­niu wię­cej niż jedno życie.

Gdy­by­śmy o tym pa­mię­ta­li, by­ło­by nam znacz­nie ła­twiej.

Ro­śnie licz­ba tych, któ­rzy o tym pa­mię­ta­ją. Pro­szę po­my­śleć o zdol­no­ściach, jakie pani miała będąc dziec­kiem, o swo­ich ta­len­tach, to po­mo­że pani uświa­do­mić sobie, jakie jest pani za­da­nie tu, na ziemi. Dziś jedną z naj­po­pu­lar­niej­szych misji jest nie­sie­nie po­ko­ju.

Czy cza­sem duchy kła­mią?

Tak, to za­gu­bio­ne dusze. Lgną do osób osła­bio­nych przez różne uza­leż­nie­nia – w końcu po­do­bień­stwa się przy­cią­ga­ją.

Po­wszech­nie znane prawo i bar­dzo ziem­skie.

Lu­dzie, któ­rzy dziś za­bi­ja­ją i nisz­czą, kie­dyś będą mu­sie­li się z tym zmie­rzyć. Po­zo­sta­ną bli­sko tego świa­ta, by po­ma­gać i na­pra­wić swój błąd.

Mówi się, że sami wy­bie­ra­my, gdzie się uro­dzi­my.

Zga­dza się. Wy­bie­ra­my sobie ro­dzi­ców i spo­łecz­ność, w któ­rej się ro­dzi­my. Każdy z nas ma wszyst­ko, czego po­trze­bu­je, by przejść przez życie, a prze­wod­ni­cy du­cho­wi tylko nam po­ma­ga­ją – jedni zro­zu­mieć ota­cza­ją­cy nas świat, inni, uzdro­wić się.

Dla­cze­go więc czu­je­my się tak bar­dzo sa­mot­ni?

Nigdy nie je­ste­śmy sami, nikt nie rodzi się ani nie umie­ra sa­mot­nie.

Dla­cze­go nie czu­je­my wy­raź­niej obec­no­ści du­chów?

Mówmy o sub­tel­nych wi­bra­cjach, na które nie je­ste­śmy wy­czu­le­ni. Z dru­giej stro­ny przy­by­wa ludzi, któ­rzy zbli­ża­ją się do tej praw­dy, wśród nich są także na­ukow­cy. (…)

Co to zna­czy: do­brze umrzeć?

To samo co do­brze żyć: nie bać się śmier­ci. Nie trzy­mać się kur­czo­wo życia. Chwi­le każ­de­go z nas na tej ziemi są od po­cząt­ku po­li­czo­ne, ale trze­ba zro­zu­mieć, że życie trwa wiecz­nie, a kiedy umrze­my, znów spo­tka­my się ze swo­imi naj­bliż­szy­mi.

To, co pani mówi, wy­da­je się bar­dzo na­iw­ne.

Ale jest praw­dzi­we. Nie­ste­ty nie przyj­mu­je­my tego do wia­do­mo­ści, co spra­wia, że bar­dzo źle ży­je­my. Pra­co­wa­łam razem z Matką Te­re­są, zy­ska­łam uzna­nie Jana Pawła II, byłam przy­ję­ta przez Da­laj­la­mę. Wszy­scy wy­ra­ża­li się z uzna­niem o mojej pracy z upo­śle­dzo­ny­mi dzieć­mi, jed­nak wie­dzie­li też, że je­stem me­dium i za­wsze brali to na po­waż­nie.

Za­ra­bia tym pani na życie.

Moje pie­nią­dze prze­ka­zu­ję pię­ciu or­ga­ni­za­cjom zaj­mu­ją­cym się dzieć­mi z upo­śle­dze­nia­mi fi­zycz­ny­mi i psy­chicz­ny­mi.

Autor:

Ima Sanchís
Źródło: La Vanguardia
Fotki z zasobów internetu

 

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 Listopad 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: