Sądzić, iż ktoś może nam dać pełnię jest ułudą

Sądzić, iż ktoś może nam dać pełnię jest ułudą.

„Od chwili fatalnego wypadku czułam iż powinnam jakby zatracić się w mej rozpaczy i zasilać mą beznadziejność, ale było to jakoś ponad moje siły. Rozumiem teraz iż muszę spojrzeć temu w twarz bez lęku, bez poczucia niewierności w stosunku do niego. Czułam gdzieś bardzo głęboko że nie byłabym mu jakiś sposób wierna gdybym mogła być nadal szczęśliwa. Ale w tej chwili ciężar zdaje się już znikać, zdaje się jawić szczęśliwość która jest ponad czasem.”

Wypadek

„0n dawał mi pełnię. Znałam piękno tego i radość.”

… Co nie jest pełnią kończy się zawsze. Zjednoczenie z drugim człowiekiem jest zawsze kruche; w pewnej chwili się urywa. Jednolitość, scalenie musi dokonać się w nas samych i tylko wówczas zjednoczenie z drugim człowiekiem jest trwałe i niezniszczalne. Drogą do scalenia naszej istoty jest proces biernej a czujnej myśli, która jest najwyższym rozumieniem. Czy chodzi pani o jednolitość i scalenie?

„Nie wiem sama o co mi chodzi; chciałabym zrozumieć czym jest nadzieja; gdyż zdaje mi się iż ma ona w naszym życiu wielkie znaczenie. Gdy on żył nie myślałam nigdy o przyszłości, o nadziei, o szczęściu; nie istniało dla mnie jutro. Po prostu żyłam nie troszcząc się o nic.”

Bo była pani szczęśliwa. Ale teraz cierpienie, nieszczęście stwarza przyszłość, nadzieję – albo jej odwrotność rozpacz i beznadziejność. Dziwne to jest, prawda? W szczęściu czas nie istnieje, nie ma wczoraj ani jutra; nie ma myśli o tym, co przeszłe lub przyszłe. Ale nieszczęście stwarza nadzieję oraz rozpacz.

„Wszak z nadzieją przychodzimy na świat i zabieramy ją ze sobą w śmierć.”

Tak, właśnie tak czynimy, a raczej rodzimy się w cierpieniu, a nadzieja towarzyszy nam aż w śmierć. Co pani rozumie przez słowo nadzieja?

„Nadzieja to jutro, przyszłość, tęsknota do szczęścia, do ulepszenia naszego dziś, do postępu, do wzniesienia się; jest to chęć aby mieć ładniejsze mieszkanie, lepszy fortepian czy radio, to marzenia o naprawie społecznej, o polepszeniu świata.”

Czy nadzieja istnieje w stosunku do przyszłości, czy nie ma jej i w tym co przeminęło? Nadzieja istnieje zarówno w ruchu myśli wprzód, jak i wstecz. Nadzieja jest procesem w czasie, nieprawdaż?

Jest to chęć przedłużenia tego, co było przyjemne, tego co można poprawić, ulepszyć; a jej odwrotnością jest rozpacz i beznadziejność. Rzucamy się z jednej odwrotności w drugą. Mówimy iż żyjemy dzięki nadziei; a jest ona w przeszłości, lub częściej w przyszłości. Przyszłość jest nadzieją każdego polityka-reformatora, rewolucjonisty, każdego kto dąży do nabycia cnót, do znalezienia tego, co zwie Bogiem. Mówimy iż żyjemy nadzieją; czyż tak jest naprawdę? Czy jest życiem pozostawanie pod władzą przeszłości lub przyszłości? Czy ruch od przeszłości w przyszłość jest życiem? Czy ciągła troska o jutro jest życiem? Rozpacz i beznadzieja panują właśnie dlatego że „jutro” stało się dla nas tak ważne. Gdy przyszłość nabiera wszechwładnego znaczenia, dla niej i w niej żyjemy, wówczas przeszłość staje się rozpaczą. Poświęcamy „dziś” dla nadziei jutra; a przecie szczęście jest zawsze w teraz.

To tylko ludzie nieszczęśliwi wypełniają życie troską o jutro, i to zwą nadzieją. Żyć szczęśliwie to żyć nie myśląc o żadnej nadziei. Człowiek żyjący nadzieją nie jest na pewno człowiekiem szczęśliwym, wie czym jest rozpacz. Stan beznadziejności rzutuje jako swą projekcję, nadzieję lub gorycz, rozpacz lub marzenia o szczęśliwej przyszłości.

„Czy chcecie przez to powiedzieć że mamy żyć nie żywiąc żadnych nadziei?”

Czy nie istnieje stan który nie jest ani nadzieją ani beznadziejnością, stan szczęśliwości? Wszak gdy czuła się pani szczęśliwa nie żywiła wszak pani żadnych nadziei, prawda?

„Zaczynam rozumieć co chcecie powiedzieć. Nie miałam nadziei, gdyż on był przy mnie i wystarczało mi szczęście każdego dnia. Ale teraz on odszedł. Jesteśmy wolni od nadziei tylko w szczęściu. A gdyśmy w nieszczęściu, zagubieniu, schorowani, jutro staje się dla nas ważne; a jeśli jutro jest niemożliwe, ogarnia nas rozpacz i mrok. Ale jakże się można utrzymać w stanie szczęścia?”

 

Przede wszystkim trzeba ujrzeć prawdę nadziei i beznadziejności. Niech pani po prostu tylko spojrzy na fakt, iż pani była zniewolona przez nieprawdę, przez ułudę nadziei, a potem rozpaczy. Niech pani czujnie, ale niejako biernie, zda sobie sprawę z całego tego procesu, a nie jest to tak łatwe jak się na podstawie słów może wydawać. Zapytuje pani jak można utrzymać w stanie szczęścia. Czyż samo to pytanie nie ma u swego podłoża nadziei? Chciałaby pani odzyskać utracone, lub jakimkolwiek sposobem posiąść to na nowo. Pytanie to zdradza chęć uzyskania czegoś, dotarcia gdzieś, lub stania się czymś, czyż nie? Gdy się ma jakiś cel przed sobą jawi się nadzieja; czyli wpada pani znów w cierpienia. Nadzieja jest sprawą przyszłości. Droga nadziei jest długa, ale szczęście nie zależy od czasu. Gdy była pani szczęśliwa nie powstało nigdy pytanie jak ten stan przedłużyć; a gdyby było powstało oznaczałoby już posmak cierpienia.

„Czy chcecie przez to powiedzieć że całe to zagadnienie powstaje tylko gdyśmy w rozterce i cierpieniu? Ale wszak gdy znajdujemy się w udręce, zgnębieni, chce się oczywiście z tego stanu wyjść, jest to tak naturalne.”

 

Chęć znalezienia wyjścia stwarza nowy problem. Nie zrozumiawszy pierwszego, stwarzamy wiele innych. Problemem jest cierpienie; aby je zrozumieć trzeba być wolnym od wszelkich innych zagadnień.
Proszę zauważyć błąd w podejściu, w chęci uchylenia się, ucieczki, a wówczas staniecie twarzą w twarz z samym problemem. To zostanie jakby sam na sam z problemem wywołuje kryzys, którego wciąż chcemy uniknąć, a przecie tylko w pełni i intensywności napięcia takiego wewnętrznego kryzysu może się problem rozwiązać i zniknąć.

„…czułam iż powinnam jakby zatracić się w mej rozpaczy i zasilać mą beznadziejność, ale było to jakoś ponad moje siły. Rozumiem teraz iż muszę spojrzeć temu w twarz bez lęku, bez poczucia niewierności w stosunku do niego. Widzicie, czułam gdzieś bardzo głęboko że nie byłabym mu jakiś sposób wierna gdybym mogła być nadal szczęśliwa. Ale w tej chwili ciężar zdaje się już znikać, zdaje się jawić szczęśliwość która jest ponad czasem.”

Tekst z opowiadań „Życie” J.Krishnamurti

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: