Walec miłości

Walec miłości

Tajemnica jest największym naszym przeżyciem. Stanowi ona owo zasadnicze odczucie, które towarzyszy prawdziwej sztuce i wiedzy od samego jej zarania. Kto nie zna tego uczucia i nie umie się już dziwić, kto nie potrafi już zdobyć się na zdumienie, tego można uznać za martwego, ponieważ oko jego zgasło.

Prawdziwych tajemnic jest w naszym świecie coraz mniej, są niemodne, budzą zakłopotanie, niepokoją, wzbudzają pożądanie, aby natychmiast je rozwiązać, unieważnić. Nasza epoka na swych sztandarach wypisała dążenie do odkrycia i wyjaśnienia wszelkich tajemnic. Najważniejszym narzędziem w tym programie jest oczywiście tradycyjna nauka, która ze swej natury jest zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich tajemnic.

Jedna z teorii głosi, że archaiczny model rzeczywistości odrzucony został nie dlatego, że był nieprawdziwy, błędnie opisywał świat i nie był skuteczny w działaniach praktycznych. Odrzucono go, ponieważ przestał wystarczać przy budowie nowej, zracjonalizowanej, materialistycznej cywilizacji. Myśl pierwotna traktująca na równi to co racjonalne, możliwe do objęcia ludzkim rozumem i to co irracjonalne, pozostające tajemnicą, wprowadzała nadmierne szumy, nazbyt rozpraszała ludzkie umysły, które zamierzano skierować w jeden nurt – physis i praksis.

Opowiadanie

Był to czas „towarzyszy”. Po raz któryś wyleciałem z kolejnej pracy bo nie spodobałem się partyjnym szefom: „Nie chce pan objąć tej odpowiedzialnej funkcji więc czas na emeryturkę mój drogi.Przecież pan widzi, ze nasz kraj się harmonijnie rozwija”
No cóż, proponowana funkcja była z listy „samobójczych”. W wyobraźni zobaczyłem jak powiewa na moim życiowym statku kodowa flaga – podążasz ku zagładzie, zmień kierunek! Więc zdecydowałem: „Ster prawo na burt” i zostałem bez pracy, bez pieniędzy, w mgle uczuć i w umysłowym sztilu.

Była to czas jesiennych wichur. Następnego dnia, o rannej porze, poszedłem do Królewskich Łazienek by dogłębnie i w spokoju przemyśleć sytuację. Jaki teraz zawód wybrać? Czym się zająć żeby nie zgłupieć z bezczynności i nie głodować? Bo ku przestrodze znane porzekadło przestrzega: „Leniwy umysł to pracownia diabła” , a drugie porzekadło ironizuje: ” Najlepszym lekarstwem na głód jest najeść się do syta.

Siadłem na ławeczce, przy restauracji Belvedere, przy jednym z lekko uchylonych okien. „Niech coś się zdarzy tu i teraz bo szlag mnie trafi – pomyślałem. Po kilku minutach rzeczywiście zdarzyło się: spotkałem interesującą kobietę i za jej sugestią podsłuchałem rozmowę, która toczyła się we wnętrzu restauracji. Ale najpierw Alicja, tak się przedstawiła owa kobieta, po krótkiej rozmowie, zaprosiła mnie na wspólne nurkowania na Morzu Czerwonym. Odchodząc, z uśmiechem stwierdziła, że mam jasnowidzące zdolności i nic nie zdarza się przypadkiem a na pewno nie to , że znalazłem się tu na ławeczce i los dał mi możliwość słuchania bardzo ważnej rozmowy dla mnie i wielu ludzi na świecie.

Oto streszczenie tej podsłuchanej rozmowy w formie luźnego opowiadania:

W pustej sali o wczesnej godzinie , przy ich stoliku obsługiwanym przez kilku kelnerów siedział honorowy gość – jasnowidz Janusz Skroker. Fotele obite były materiałem w tęczowych kolorach a za oszkloną ścianą silny i porywisty wiatr tworzył wirujące kształty ze zrywanych z drzew liści, przesuwając je chaotycznie po alejkach i kwietnikach. Moc wichury wyładowywała się na potężnych krzewach , otaczających budynek restauracji. Wiatr i wiry trzęsły krzakami i Skrokerowi patrzącemu na nie przyszło skojarzenie ze stadem chichoczących misiaczków koala. Skroker miał 70 lat, władał biegle siedmioma językami, w przeszłości zdobył wiele prestiżowych nagród w kilku odległych od siebie dziedzinach naukowych i artystycznych. Był poetą, malarzem, muzykiem i wybitnym fizykiem. Miał w swoim naukowym olbrzymim dorobku nagrodę Fundacji Einsteina, która najbardziej cenił ze wszystkich innych nagród. Miał też wielu dostojnych przyjaciół na całym świecie , w tym również prezydentów krajów z zachodu i ze wschodu. Nie poważał specjalnie prezydentów własnego kraju, ale może był już za stary albo za mądry aby ich zrozumieć, Odstraszali go dwulicowością, arogancją i ignorancją . W każdym razie nie odpowiadał na ich ponawiane zaproszenia i nie odwiedzał ich Belwederu.
Siedział w białym garniturku z fasonem śródziemnomorskiego, starej daty gentlemana, ubrany tak lekko, jakby przed chwilą przechadzał się po plaży. Co prawda otaczały go zewsząd kwiaty i różnorakie palmy i wszystko by się zgadzało gdyby nie to, że był to wystrój wnętrza restauracji Belvedere w Łazienkach Królewskich. Jego siwiuteńkie ,długie włosy spięte były w kucyk z tyłu głowy . Spod dużego wścibskiego nosa odrastały sumiaste siwe wąsy a srogie skłębione brwi, prawie łącząc się pośrodku czoła, zasłaniały niezwykłe niebieskie o fioletowym odcieniu , bystro i przenikliwie patrzące oczy. Tak. To była twarz godna geniusza. Każdy kto go miałby możliwość spotkać w życiu bez wahania określiłby go od pierwszego spojrzenia: „To jest Geniusz”. Skrokera od urodzenia skazano na bycie geniuszem . W gwiazdach taką rolę miał zapisaną.
– Spójrzcie. Te niedźwiadki krztuszą się ze śmiechu.- powiedział Skroker wskazując ruchem głowy i wzrokiem na krzewy za oszklona ścianą. Ugryzł kęs zdrowego, czerwonego jabłka i uśmiechnął się do Firsta.
– Niedźwiadki ?- zapytał zdezorientowany Peter First rozglądając się dookoła.
– Ha! Ha! Zaraz będą z nich wielkie niedźwiedzie grizli – ryknął tubalnym głosem milioner Lew Rich, który znakomicie wyczuwał niuanse skojarzeń Skrokera gdyż był on jego jedynym autorytetem wśród żyjących. Wiele lat temu połączyli się więzią więcej niż rodzinną. Skroker był Mistrzem a Lew Rich Uczniem Towarzystwa Teozoficznego z siedzibą w Indiach.
– Hm! Niedźwiadki! Lew przyjacielu. Nie kpijcie ze mnie…- sapał First próbując złapać intelektualną równowagę.
– Ależ kochany!- ryczał dalej Lew – Panu Skrokerowi chodzi o te tłuściutkie i ogromniaste krzewy poruszane uderzeniami wiatru.
– A.. cha! Rzeczywiście… I z czego one się chichoczą? Jeśli można zapytać.
– Jasne synu. Z nas się chichoczą mój kochany. Z nas ludzi. – spokojnie odpowiedział Skroker Chichocząc zrzucają z siebie zgniliznę aby otworzyć się na nowe liście. Na nowe życie. Biorą impet wichury na siebie. Są wdzięczne nawałnicy i przyjmują ją z pokorą nawet narażając swe gałązki na zniszczenie. Oczyszczają się mój synu. Przez wielkie oczyszczenie w wirach życia rodzi się w każdej istocie zmiana, rozwój, geniusz. Uczniowie Arystotelesa błagali los o porażki by móc się rozwinąć. Drzewa dziękują ukłonem wichurze prosząc by strząsnęła z nich gnijące liście. A wiecie co wykombinowali naukowcy?
– Urządzenia z okularkami i słuchawkami do rozwoju w relaksie! Myślą , że wystarczy kilka razy wejść w stan alfa i uzyskać oświecenie. Drogi panie First .Oświecenie! To oszustwo. Forma narkotyku. Łatwizna. Draństwo kombinatorów a z drugiej strony naiwniactwo. To takie śmieszne uważać , że do wyższego poziomu rozwoju można dojść tak mechaniczną drogą korzystając tylko z ogłupiających: światła i dźwięku. Budda, Chrystus, Lao Tzu i Chuang Tzu, i inni pękają pewnie ze śmiechu, jeżeli można by tak powiedzieć. Naukowcy zapomnieli, że nie da się wejść w wyższe światy i wyższe zdolności bez pełnej czystości moralnej. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego albo… najpierw prawość w sercu Twoim. Tak… młodzi Usuńcie ze swojej osobowości złość, gniew, zazdrość i nienawiść… pragnienia władzy, sławy i pieniędzy…Jak Budda moi drodzy…jak Budda.

W następnej godzinie tego spotkania rozmawiano o duchowych i naukowych sprawach, obu Testamentach, teozofii, genetyce, kosmosie i ludzkiej kondycji. Kelnerzy nie zapominając o swoich powinnościach, na życzenie Skrokera i za zgodą właścicielki Belvedere przysiedli się do stolika i włączyli do rozmowy. Popijano wyszukanymi sokami i kryształowo czystą wodą, gryziono owoce ze wszystkich stron świata. Była to najwspanialsza świąteczna, wegetariańska ranna uczta.

Jednak dla kobiety , o której wspomniałem na początku, ważniejsza była odpowiedz co działo się wtedy w świecie astralnym podczas tego spotkania. A działo się dużo i to ważnych spraw. Przecież Skroker był uznanym w Teozoficznym Towarzystwie jasnowidzem. Był uczniem potężnego jasnowidza C. W. Leadbeatera. Okazało się, ze rzeczywiście byłem w stanie czytać wiele myśli tego znakomitego człowieka. Chociaż już teraz wiem, ze Skroker zdawał sobie sprawę z mojej obecności i sam te myśli do mnie wysyłał.

A więc, Skroker, w czasie kiedy prowadził rozmowę, jednocześnie przejrzał cały życiorys Firsta: jego emocje i myśli, jak w filmowym serialu,. W myślokształcie umieszczonym koło głowy Firsta obejrzał jego poskręcane drogi życia. Siedząc w tęczowym fotelu prześledził teraźniejszość , przeszłość i przyszłość zwinięte razem w Tu i Teraz w jakiś kosmiczny CD- ROM . Przed jego wewnętrznymi, jasnowidzącymi zmysłami, przepłynęła w szalonym mentalnym tempie historia niezwykle ciekawa i co najważniejsze prowadzącą, przy pewnych modyfikacjach, do wspaniałego finału. Finału w którym uzyskuje się jak to zwykł określać, rozwiązanie najlepsze dla wszystkich zainteresowanych. Do finału , który chociaż jest tylko etapem w całości Wielkiego Rozwoju  Życia  ale wnosi wielki postęp w rozwój i jedność istot na Ziemi. Skroker postanowił włączyć się do akcji. Miał do wyboru; zostawić sprawy normalnemu biegowi i spokojnie je kontrolować lub mógł przyśpieszyć i tak nieuchronny rozwój wypadków. Iluzjonista swoje cuda robi wyćwiczonym trickiem, prezydent- naciśnięciem guzika, ale mędrzec robi to mocą wypowiedzianych słów a najczęściej potęgą myśli trafnie i nieomylnie ześrodkowaną w sedno sprawy . Skroker przerwał miłą rozmowę wielkim westchnieniem i patrząc przenikliwie w oczy Firsta nieoczekiwanie powiedział:

– Panie First! Jest pan genialnym informatykiem. Ten wspaniały talent może pan użyć z pożytkiem dla siebie i dla całej ludzkości. Obecnie ma pan jednak myśli , że tak powiem bardzo przyziemne. Pani Alicja to pana problem. Prawda panie First?
Peter First siedział w milczeniu . Był kompletnie zaskoczony. Sprawa z Alicją była tylko jego tajemnicą. Słowa i wzrok Skrokera dosłownie wtłoczyły go w fotel. Nie był w stanie wydusić z siebie głosu.
– Panie First! Bardzo pana proszę , żeby pan teraz zadzwonił do niej , chyba się nie mylę jeśli chodzi o jej imię. Razem z panem Lwem porozumcie się nią i zabierzecie w podróż …hm…tam gdzie ona sama wymyśli i wskaże. Proszę mnie nie pytać o szczegóły panie First . Pan Lew pokryje wszystkie koszty tej …hm ..przypuśćmy rocznej wyprawy. To bardzo ważne panie First . Ważne dla nas wszystkich.

Zebrani w milczeniu obserwowali jak Peter First posłusznie wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy i po chwili oczekiwania uzyskał połączenie. Gdy First rozmawiał, Skroker przeprosił zebranych i wszedł pomiędzy palmy wyrastające z wielkich donic ustawionych pod ścianami i w głębi restauracji.

W pomieszczeniu zrobiło się ciemniej. Za oknami niewinne podmuchy wiatru przeistoczyły się w groźny huragan. Zaćmienie wschodzącego nad drzewami słońca stało się całkowite. Potężne uderzenia wiatru próbowały wyłamać okiennice a moc huraganu wtargnąć do środka. Kilku zebranym, po kręgosłupie przebiegł dreszczyk zgrozy i wtedy rozległ się chrapliwy głos papugi Pukpuk, ulubienicy personelu , „Do broni! Ruscy idą. Do broni! ” .Zebrani ryknęli śmiechem a najgłośniej śmiał się Lew Rich, Tylko on wiedział kim naprawdę jest Skroker i gdzie przed chwilą odszedł. Wspólny śmiech rozładował burzowe napięcie w sercach i w przyrodzie. Wichura jakby odeszła gdzieś dalej. Lew uśmiechnął się i zapytał używając znany koan:

„Moi kochani, czy ta wichura jest na zewnątrz , czy tylko w naszych głowach? Czy to krzew za oknem czy to wiatr się porusza? A może to tylko nasze myśli się poruszają? Wirują, kotłują, lecą… i Lew zaśpiewał przez siebie niedawno skomponowana piosenkę. Oto jej słowa:

Wirują, kotłują , lecą
Młócą, katują, nie chcą
Być zefirkiem, pasatem
Bo dla Złego są bratem

Cyklony, huragany, orkany, tajfuny
Niże, wyże , trąby z dołu i z góry
Znam waszą słabość i lęk spirali
Walec Miłości was zniszczy
i moc waszą obali.

Lew  śpiewając tą trochę posępną pieśń pogromców wichrów nie do końca zdawał sobie sprawę z genialnego pomysłu tkwiącego w słowach ” walec miłości zniszczy lęk spirali”. Słowa podpowiedziała mu podświadomość ale autorem pomysłu był zupełnie ktoś inny.

Skroker w swoim jasnym widzeniu, przechadzając się po skalistym brzegu Wyspy Delfinów leżącej na morzu Czerwonym, rozmyślał o czasoprzestrzeniach Einsteina. Tę wiedzę połączył z drugim prawem hermetycznym „Jak na górze, tak i na dole, jak na dole, tak i na górze”. Prześledził też proces uwalniania energii ognia w wiejskim piecu z kominem, ujrzał jak energię ulewy spadającej na wiejski dach, ujarzmia zwykła rynna. Potem sięgnął do kronik Akashy i prześledził ludzkie myśli na temat wirów i spiral w zetknięciu ze wszystkimi żywiołami. Gdy to wszystko uczynił doznał olśnienia:
I  wtedy wysłał drogą telepatyczną do swoich uczniów słowa tworzenia – WALEC MIŁOŚCI. Ponieważ był nie pozbawionym humoru jasnowidzem, do słów dołączył, tak jak haker do programu komputerowego dokłada wirusa,a poczytne dzienniki reklamy, obrazy tego co właśnie widział w głębinie morza patrząc ze skały na której przysiadł.

Na głębokości około 30 metrów, wrośnięty w rafie koralową wraz z bezcennym ładunkiem złota i innych bogactw, leżał stateczek królowej Hatszepsut – jedynej kobiety piastującej funkcję Faraona w Egipcie . Stateczek zatonął w tym miejscu podczas sztormu, który rozszalał się kiedy niewielka flota wracała z bogactwami z legendarnej krainy Punt. Tym bogactwem królowa miała przekonać swoich poddanych o swoim boskim pochodzeniu.

Tej nocy, podczas snu Lew odebrał genialny pomysł z „Walcem Miłości” wraz z sekwencjami obrazów historii zatonięcia stateczku przy koralowej wyspie. Poznał kształt wyspy, ale nie wiedział gdzie ona się znajduje. Poznał słowo tworzenia „Walec Miłości” , ale nie wiedział jak i gdzie ma go użyć.

Kilka godzin po powrocie do domu posłaniec przyniósł mi lotniczy bilet na popołudniowy lot do Hurghady. W samolocie siadłem koło tajemniczej Alicji, która przedstawiła mnie panom Rich i First…

Ciąg dalszy nastąpi…

Hurghada

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 Listopad 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: