Wewnętrzne rozmowy

Wewnętrzne rozmowy

„Spotkałem” siebie:

„Nic nie jest naprawdę nasze. Absolutnie nic… jeszcze mniej nasze ciało. Wiele osób może się upominać o jego własność: matka, ojciec, współmałżonek w oparciu o sakrament małżeństwa, państwo, wobec którego nasze ciało ma obowiązki obywatelskie, sama ziemia, ogień, który utrzymuje was we właściwej temperaturze, woda i warzywa, które jemy Wszyscy oni mogą powiedzieć: „To ciało jest moje”…My sami nic nie posiadamy.

Nie jest też nasze to, co wiemy. Dostaliśmy to z książek albo od nauczyciela. A jednak wciąż słyszymy, mówimy, piszemy w artykułach i komentarzach: „To są moje myśli moje ciało, mój umysł”. Wydają się one tak bardzo nasze, że się z nimi identyfikujemy. Mówimy: ,ja” i myślimy o naszym ciele i umyśle. Ale kto to jest ten w nas, kto identyfikuje ciało i umysł?

Trzeba osobiście doświadczyć, żeby zrozumieć kim jesteśmy w swojej prawdziwej istocie. W przeciwnym razie zostaje się tylko przy słowach, które same w sobie nie mają żadnej wartości, nie czynią ani dobrze, ani źle.”

„Spotkałem” w sobie Starca:

– To nie jest jedyny świat – powiedział, wskazując szerokim gestem ręki cały horyzont.
– To nie jest jedyny czas – i wycelował palcem w zegarek.
– To nie jest jedyne życie – i pokazał na siebie, na mnie, na psa i na wszystko, co nas otaczało.
Umilkł na chwilę, jakby chciał mi dać czas na refleksję.
– A to nie jest jedyna świadomość. – Dotknął  piersi i zakończył: – To, co jest na zewnątrz, jest także w środku; a tego, czego nie ma w środku, nie ma nigdzie.
Potem, jakby dla rozładowania atmosfery, wybuchnął gromkim śmiechem i  dodał:

Dlatego podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie. Uderzyło to mnie. Miał rację.

„Spotkałem” autora książki – przyjaciela , którego noszę w sercu

„…Droga do przebycia jest oczywista: musimy żyć w sposób bardziej naturalny, mniej pragnąć, więcej kochać, a wtedy liczba takich schorzeń jak moje też się zmniejszy. Zamiast szukać lekarstw na choroby, spróbujmy żyć tak, żeby nie powstawały. A przede wszystkim: dosyć wojen, dosyć broni! Koniec z „wrogami. Chwilowo to my jesteśmy wrogami samych siebie.
Należy przywrócić duchowy wymiar naszemu życiu, uwięzionemu teraz w sidłach materii. Musimy być nie tak egoistyczni, mniej się kierować osobistym interesem, a bardziej poświęcać dobru ogółu. Należy odkryć na nowo sens tego wspaniałego, lapidarnego przesłania: „Małe jest moje, wielkie nasze”.

Rozwiązanie ludzkich problemów nie może pochodzić z rozumu, ponieważ to właśnie on stanowi źródło wielu z nich. Rozum stoi za skutecznością, a ta dehumanizuje stopniowo nasze życie i niszczy ziemię, od której zależymy. Rozum stoi za przemocą, za pomocą której, jak nam się zdaje, położymy kres przemocy. Rozum stoi za bronią, którą produkujemy i sprzedajemy w coraz większej ilości, a potem się zastanawiamy, jak to się dzieje, że jest tyle wojen i tyle zabitych dzieci. Rozum stoi za cynicznym okrucieństwem ekonomii, która każe wierzyć biedakom, że pewnego dnia staną się bogaci, podczas gdy świat tak naprawdę coraz wy-raźniej dzieli się na tych, którzy mają coraz więcej, i tych, którzy mają coraz mniej. Rozum, który był nam przecież bardzo pomocny i przyczynił się do naszego dobrobytu – przede wszystkim materialnego – teraz uwięził nas w łańcuchach. Pozbawił jakiejkolwiek roli nasze emocje i intuicję, uczynił ze snów martwy język, a teraz narzuca nam myślenie i mówienie wyłącznie na swój sposób. Rozum odebrał życiu tajemnicę, wymazał z pamięci bajki, uczynił zbędnymi wróżki i czarownice, które uzupełniały przecież naszą, w innym wypadku jałową, panoramę egzystencjalną. Jaka była alternatywa? Ja sam czułem pod tym względem ograniczenia. Wobec takich słów, jak „serce”, „intuicja”, „energia”, przechodziłem zawsze obojętnie, a przecież, zważywszy na katastrofę wywołaną przez obiektywne prawdy rozumu, uważałem za właściwe zbadać ten – choć niepewny – teren prawd subiektywnych. Żeby poszukać nie alternatywy dla rozumu, ale – jak w przypadku medycyny – czegoś komplementarnego. Jeśli rozum ze swoimi wytworami, takimi jak ideologie i religie, działając w świecie zewnętrznym, poniósł porażkę w dziele poprawy ludzkiej kondycji, coraz bardziej zdominowanej przez poczucie odseparowania i przemoc, sensowne się wydawało zajrzeć do wnętrza człowieka w poszukiwaniu tani innego rozwiązania. Być może to my jesteśmy rozwiązaniem, dopóki potrafimy uciec przed niewolą ustalonej z góry myśli, doświadczenia, tego, co – jak nam się zdaje – wiemy, aby móc odzyskać swobodę wyobraźni i przestrzeń, w której możemy puścić wodze fantazji. Czasami zdaje się i oczywiście tak zdawało się również mnie, że porzucenie pewnego gruntu rozumu dla grząskiej gleby nie-rozumu stanowi ryzyko, ale jest to ryzyko, które -jeśli się dobrze zastanowić – już znamy, choć mamy skłonność o tym zapominać.Czymże jest miłość, jeśli nie zaprzeczeniem rozumu? A zatem dlaczego nie spróbować nie rozumować, jak w przypadku miłości? Dlaczego nie odrzucić automatyzmu racjonalnego umysłu, który stoi u podstaw całego naszego sposobu widzenia świata?

Powiedz mi, czym jest Prawda – pewien mnich prosi swojego opata.Najpierw musisz wypić jednym haustem całą wodę z rzeki – rzecze zapytany.Już to uczyniłem.Dobrze, a więc ja już ci odpowiedziałem.

Poza tym, gdyby całe życie było usłane różami, uważalibyśmy to za błogosławieństwo czy karę? Być może za karę, bo jeśli ktoś żyje, nie zastanawiając się nad tym, dlaczego, marnuje wielką okazję.

A tylko ból skłania do zadawania sobie pytań. Urodzenie się człowiekiem, ze wszystkim, co to ze sobą niesie, jest być może przywilejem. Według puran, starożytnych indyjskich opowieści ludowych, nawet stworzenia niebiańskie, którym wszystko było dane i które znały jedynie piękno, dobro i radość, musiały w pewnym momencie narodzić się jako ludzie. One również musiały bowiem odkryć przeciwieństwo tego wszystkiego i pojąć znaczenie życia. Próba zaś może zostać przeprowadzona tylko na sobie samym. Trzeba osobiście doświadczyć, żeby zrozumieć. W przeciwnym razie zostaje się tylko przy słowach, które same w sobie nie mają żadnej wartości, nie czynią ani dobrze, ani źle.

Gandhi znał tę prawdę i ją praktykował. Któregoś dnia pewna matka przyprowadziła do niego swojego syna. Miał piętnaście lat i lekarz zalecił mu, żeby nie jadł więcej cukru, bo inaczej jego życie znajdzie się w niebezpieczeństwie. Jednak chłopiec wciąż opychał się słodyczami i matka miała nadzieję, że Gandhi będzie mógł jej pomóc. Mahatma wysłuchał jej, po czym rzekł:
– Teraz nie mogę nic z tym zrobić. Przyjdźcie za tydzień. Kiedy wrócili, Gandhi wziął chłopaka na bok i porozmawiał z nim. Od tamtej pory nie tknął on więcej nic słodkiego.- Gandhi – ji, jak tego dokonałeś? – zapytali jego zwolennicy. – To proste – odparł Wielki Duchem. – Przez tydzień sarn nie tknąłem cukru i w ten sposób, kiedy rozmawiałem z tym chłopcem, wiedziałem, co to znaczy nie jeść go, więc byłem przekonujący. Ach, Gandhi!

Krótko przed śmiercią Gandhiego z rąk zamachowca ktoś zapytał, jakie jest przesłanie jego życia. Odparł: – Moje życie jest moim przesłaniem. Bardzo niewielu może tak stwierdzić, a przecież każdy z nas na swój sposób dąży do czegoś, co stanowiłoby podsumowanie własnej egzystencji..”

Użyłem myśli z T.Terzaniego „Nic nie zdarza się przypadkiem” – lobię go słuchać


„..Proszę powiedzieć prawdę, one są namalowane! – zwróciłem się do Starca, Roześmiał się głośno.
– Oczywiście. To Boski Artysta je namalował. I codziennie maluje inaczej – powiedział. Po czym, patrząc mi prosto w serce, dodał: – Prawdę? Czy jesteś tu na Ziemi w poszukiwaniu prawdy? Nie mogłem zaprzeczyć. Powiedział:  Prawda jest jak piękno. Nie ma granic. Nie może być uwięziona w słowach czy w formach. Jest bezkresna…”

 

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: