Znamy się z poprzednich wcieleń?

Znamy się z poprzednich wcieleń?

Yoo Ye Eun jest małą dziewczynką z Korei Południowej,

Zauważono w  jej sposobie gry  ( wideo)   podobieństwo do gry  Williama Kapell  –  pianisty z USA, który zginął w katastrofie lotniczej w 1953 roku, w wieku 31.

Fotki z zasobów internetu

 

„.. Yoo Ye Eun… po­cho­dzi z Korei i zo­sta­ła ad­op­to­wa­na z domu dziec­ka. Nie­wi­do­ma od uro­dze­nia zo­sta­ła po­rzu­co­na przez ro­dzi­ców. W wieku dwóch lat wy­da­rzył się za­dzi­wia­ją­cy in­cy­dent. Ro­dzi­ce za­uwa­ży­li, że mała ma dziw­ną za­ba­wę: rusza pal­ca­mi po bla­cie stołu tak, jakby to był for­te­pian i udaje, że na nim gra! Nie­zwy­kłe było to, że jako dziec­ko nie­wi­do­me nie miała szans zo­ba­czyć, jak wy­glą­da nie tylko for­te­pian, ale też jak się na nim gra. Rok póź­niej ro­dzi­ce po­ży­czy­li od zna­jo­mych pia­ni­no i wtedy zo­ba­czy­li coś, czego – jak po­wie­dzie­li – nie zro­zu­mie­li wtedy i nie zro­zu­mie­ją już nigdy do końca swo­ich dni.

Dziew­czyn­ka po­de­szła do in­stru­men­tu, po­ło­ży­ła ręce na kla­wi­szach i nagle, ku bez­gra­nicz­ne­mu zdu­mie­niu obec­nych w po­ko­ju osób, po­praw­nie za­gra­ła dwa krót­kie frag­men­ty utwo­rów, któ­rych ro­dzi­ce dziec­ka nie byli w sta­nie roz­po­znać. Do­pie­ro dwa lata póź­niej oka­za­ło się, że były to znane mo­ty­wy mu­zycz­ne, jeden Lu­dwi­ga van Beetho­ve­na, a drugi na­sze­go ro­da­ka – Cho­pi­na. To wzbu­dzi­ło en­tu­zjazm nowej ro­dzi­ny dziew­czyn­ki, która mimo jej ka­lec­twa uwie­rzy­ła, że mała zo­sta­nie wiel­ką pia­nist­ką. To, co się dzia­ło póź­niej, można tylko wy­ja­śnić fe­no­me­nem wy­kra­cza­ją­cym poza wszyst­ko, co świat wi­dział do tej pory.

Jej ro­dzi­ce nie mają za bar­dzo po­ję­cia o mu­zy­ce. Za­kli­na­ją się, że mała na­uczy­ła się wszyst­kie­go sama! We­dług ro­dzi­ców można od­nieść wra­że­nie, że ona uro­dzi­ła się z wie­dzą, jak grać na for­te­pia­nie!

Oka­za­ło się, że dziew­czyn­ka nie tylko po­tra­fi bez­błęd­nie grać ze słu­chu do­wol­ną, raz usły­sza­ną me­lo­dię, ale także akom­pa­nio­wać do nie­sły­sza­nych wcze­śniej pio­se­nek. Do gry na pia­ni­nie Yoo po­tra­fi także dodać pięk­ny śpiew, co spra­wia, że wy­słu­cha­nie jej wy­stę­pu to nie­sa­mo­wi­te do­świad­cze­nie.

Ta hi­sto­ria ma jed­nak pe­wien aspekt, na który na­le­ży zwró­cić uwagę, gdyż po­ka­zu­je on ów fe­no­men fi­zycz­ne­go „po­do­bień­stwa ko­lej­nych in­kar­na­cji”. Dzię­ki por­ta­lo­wi youtu­be film z małą stał się po­pu­lar­ny w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Przy­pad­kiem zo­ba­czył go jeden z ame­ry­kań­skich pia­ni­stów, któ­re­go po­ru­szy­ła gra małej Yoo Ye Eun. I nie cho­dzi­ło o to, że mała nie­wi­do­ma dziew­czyn­ka gra le­piej niż całe rze­sze na­sto­let­nich adep­tów szkół mu­zycz­nych, ale o… spo­sób ude­rza­nia w kla­wi­sze. Bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ny, który wpraw­ne ucho znaw­cy wy­ła­pa­ło bły­ska­wicz­nie. Pro­blem w tym, że iden­tycz­nie grał nie­ży­ją­cy już ge­nial­ny pia­ni­sta ame­ry­kań­ski, Wil­liam Ka­pell. W wieku 31 lat zgi­nął tra­gicz­nie w ka­ta­stro­fie lot­ni­czej. Po­do­bień­stwo gry Ka­pel­la i małej Ko­re­an­ki po­dob­no za­pie­ra dech w pier­siach, jeśli wia­do­mo, na co trze­ba zwra­cać uwagę. Czy to moż­li­we, że mała Yoo Ye Eun jest in­kar­na­cją Wil­lia­ma Ka­pel­la? Prze­waż­nie po­win­no być pewne po­do­bień­stwo w ge­stach, uło­że­niu głowy, nawet ry­sach twarzy. Czy tak jest w tym przy­pad­ku? …”

***

Inna historia:

„…Opi­szę hi­sto­rię mojej mamy, którą kilka razy ana­li­zo­wa­ły­śmy. Pa­mię­ta­ła swoje na­ro­dzi­ny z lu­te­go 1926 roku. Ka­za­no jej wejść w ciało ro­dzą­ce­go się dziec­ka. Nie chcia­ła, bo uwa­ża­ła, że ma już ro­dzi­ców i chce do nich wró­cić, ko­cha­ła ich i było jej z nimi bar­dzo do­brze. Tę­sk­ni­ła za nimi. Pa­mię­ta­ła dzień w któ­rym zgi­nę­ła – miała ok. 9 lat, cze­ka­ła na ro­dzi­ców na dro­dze przed domem, ład­nie ubra­na, było lato, cie­pło, sło­necz­nie, we­so­ło, pięk­na zie­leń, kwia­ty, cie­szy­ła się, że zaraz pój­dzie z ro­dzi­ca­mi do ko­ścio­ła. Na­je­chał na nią ro­we­rzy­sta, prze­wró­ci­ła się, ude­rzy­ła o coś głową, umar­ła. Była nie­szczę­śli­wa, smut­na, że każą jej uro­dzić się w ro­dzi­nie, któ­rej nie chce. Jako isto­ta du­cho­wa, młoda, sie­dzia­ła na ławce przed domem i z nie­za­do­wo­le­niem przyj­mo­wa­ła nowe oto­cze­nie, rów­nież przez okno ob­ser­wo­wa­ła przy­szłych ro­dzi­ców. Nie po­do­ba­ła się jej matka, która zło­ści­ła się, zdana tylko na sie­bie pod­czas po­ro­du. Oj­ciec pró­bo­wał ją uspo­ko­ić, pomóc, wes­przeć, on wzbu­dził jej sym­pa­tię. Mówił, że po­bie­gnie po pomoc, po kobietę, która po­ma­ga przy po­ro­dach na wsi i tak zro­bił.

Mojej mamie ka­za­no wnik­nąć w dziec­ko, bo już pora, tak musi być, a ona upie­ra­ła się, że nie chce żyć w tym obcym domu, który wydał się jej po­nu­ry. Była noc, zimno, wokół śnieg, brzyd­ko. Chcia­ła wró­cić do swo­je­go domu, do uko­cha­nych ro­dzi­ców… Ob­ser­wo­wa­ła tę kobietę i nagle uro­dzi­ła się. Mimo że po­ko­cha­ła tych no­wych ro­dzi­ców, szcze­gól­nie ojca, który był bar­dzo dobry dla dzie­ci, cier­pli­wy i po­god­ny, my­śla­ła o po­przed­niej ro­dzi­nie. Chcia­ła ich od­szu­kać, jed­nak nie mogła przy­po­mnieć sobie na­zwi­ska i miej­sco­wo­ści, ale, jak mó­wi­ła, po­zna­ła­by dom i oto­cze­nie…”

***

„…Ana­li­zu­jąc hi­sto­rie pa­mię­ci re­in­kar­na­cyj­nej z po­przed­nie­go życia warto wspo­mnieć o przy­pad­ku, o któ­rym opo­wie­dział nam miesz­ka­niec Szcze­ci­na. Od dziec­ka pa­mię­tał on mo­ment roz­strze­la­nia pod­czas Po­wsta­nia War­szaw­skie­go w 1944. Ten dra­mat po­wra­cał bar­dzo czę­sto w jego snach, ale także… po pro­stu wszyst­ko pa­mię­tał, jakby to było wczo­raj. Naj­cie­kaw­sze jest to, że na pier­siach ma bli­zny po po­ci­skach. Uro­dził się już z tymi śla­da­mi i ro­dzi­na nie była w sta­nie tego w żaden spo­sób wy­tłu­ma­czyć do mo­men­tu, kiedy jako trzy­la­tek oznaj­mił im, że kie­dyś zo­stał „za­bi­ty przez Niem­ców”. Razem z in­ny­mi ludź­mi zo­stał usta­wio­ny pod ścia­ną i roz­strze­la­ny pod­czas walki o War­sza­wę…”

He­le­na (Źródło: Fundacja Nautilus – wybrane fragmenty)

 

Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 17 listopada 2014, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: