Rejs i niezłomny żeglarz


Rejs i niezłomny żeglarz

Przeglądając stare zdjęcia i rozmyślając o marzeniach…

Niezłomny Żeglarz

Jacht „Rairewa III i Narcyz w Calais (Francja)

Przeglądając stare zdjęcia i rozmyślając o marzeniach… niespełnionych i spełnionych, o powrotach, rozstaniach – zadaje sobie pytanie: Dlaczego gdy było tak źle było tak dobrze?

No cóż,  może po latach „wariackich pomysłów młodości” domyślam się odpowiedzi. Otóż, gdy podejmuje się trudne wyzwania i dostaje się „w kość” , nie ma wyjścia –  żyje się w teraźniejszości (w Tu i Teraz) .  Zmusza się umysł by  przyszłość i przeszłość nie odgrywały już żadnej zasadniczej roli (to co było i będzie w sztormie nie ma żadnego sensu). Jedynie w terażniejszości, kiedy uwalniamy się od zniewolenia przez czas (który jest pomysłem Ego- umysłu),   czuje się posmak wolności, szczęścia… i rozwija się  nad -zmysły. Warunek jest jeden – trzeba wierzyć , że w każdej ekstremalnej sytuacji ma się przy sobie Anioła Stróża – cierpliwego i rzecz jasna domyślać się. „że na nas jeszcze nie przyszedł czas”. Staszek Cisek? Pokochałem tego człowieka…

.

Stanisław Cisek

Stanisław Cisek

Urodził się we Lwowie, gdzie przeżył okupację sowiecką i niemiecką. Wkrótce po wybuchu II Wojny Światowej zmuszony był przerwać naukę w gimnazjum, ponieważ po tym, jak jego ojciec zginął w bombardowaniu, spadł na niego obowiązek utrzymywania rodziny. Po wkroczeniu Niemców i powstaniu Armii Krajowej wraz z braćmi zaangażował się w działalność w Narodowej Organizacji Wojskowej i Szkole Podchorążych. Życie Stanisława Ciska toczyło się od jednej akcji bojowej do drugiej. W kwietniu 1944 przeszedł do partyzantki i walczył w niej do końca wojny, w momencie jej zakończenia służył w stopniu plutonowego podchorążego. Za swe zasługi otrzymał Krzyż Walecznych.
Po wojnie wyjechał na Dolny Śląsk i jako były AK-owiec musiał wciąż się ukrywać, by uniknąć aresztowania przez UB. Następnie z powodzeniem kierował gospodarstwem rolnym pod Zgorzelcem, choć, jak przyznawał, na początku nie umiał rozróżnić pszenicy od żyta. Przeniósł się potem do Gliwic, gdzie skończył studia Politechnice Śląskiej na wydziale budowlanym.
W 1958 roku zdecydował się kupić w Gdyni nowy, pełnomorski jacht. Krok ten podjął w wyniku fascynacji morzem, która zrodziła się w nim pod wpływem opowieści kolegi z gimnazjum, Bogumiła Pierożka. Pierożek był jednym z pierwszych kapitanów AZS-u i prowadził dalekie rejsy morskie. Jacht Stanisława Ciska nosił nazwę „Narcyz”, miał długość 6,5 metra, szerokość 2,05 m, wyporność wynosiła mniej niż 1,5 tony, niósł 18 m2 żagla. (Dla porównania „Opty” Leonida Teligi miał wyporność 5 ton a „Polonez” Krzysztofa Baranowskiego ponad 11,6 tony.) Po kupnie jachtu Stanisław Cisek rozpoczął szkolenie żeglarskie, zdobywając kolejne stopnie, najpierw żeglarza, następnie sternika, potem sternika morskiego, co umożliwiło mu pływanie z dzieckiem po Zalewie Wiślanym i Zatoce Gdańskiej. W 1971 r. zdał egzaminy kapitańskie i otrzymał patent jachtowego kapitana żeglugi bałtyckiej.
W 1972 r. rozpoczął przygodę swojego życia, pełny perypetii rejs niewielkim jachtem „Narcyz” do Ameryki Południowej. Wyruszył ze Świnoujścia 27 sierpnia 1972, mając świadomość faktu, że przekracza wiele przepisów Polskiego Związku Żeglarskiego. Jako kapitan bałtycki miał bowiem ograniczony zakres pływania, jacht również miał kartę bezpieczeństwa zezwalającą na jedynie na żeglugę przybrzeżną, czyli nie dalej niż 20 mil morskich od brzegu. Wyruszył całkiem prywatnie, samodzielnie przygotowując wyprawę, nie korzystał z pomocy sponsorów, nie miał też żadnego wsparcia instytucjonalnego. Pytany, co skłoniło go do rozpoczęcia wyprawy, nie potrafił dać jednoznacznej odpowiedzi. -To prozaiczna sprawa. Ot, zachciało mi się i tyle. – mówił. Podróż na pewno nie wynikała z chęci sprawdzenia się, gdyż, jak twierdził, sprawdził się już wcześniej, podczas wojny. Dzięki podróży mógł przede wszystkim wyjechać za granicę i poznać świat.
Podczas wyprawy nie zabrakło przygód i dramatycznych momentów. Na Morzu Północnym Stanisław Cisek doznał urazu ręki, nie był w stanie postawić żagli a silnik się zatarł. Zmusiło go to do wezwania pomocy. Został przyholowany do Dover, gdzie czekała już na niego karetka. Gdy trafił do szpitala, okazało się, że miał zerwane ścięgna i pękniętą kość. Gdy tylko opuścił szpital, czyli po dziesięciu dniach, musiał niezwłocznie opuścić port z powodu braku wizy. Dotarł do Calais i po dwumiesięcznej kuracji zaopatrzony w mapę samochodową kanałami ruszył na Morze Śródziemne. W tej części podróży towarzyszył mu Marcin Sznajder, inżynier elektronik i płetwonurek z Warszawy, którego spotkał w Calais. Przeprawa kanałami odbywała się w spartańskich warunkach. Żeglarzom brakowało niemal wszystkiego: pieniędzy, żywności i gazu w butlach. Kanały były częściowo zamarznięte (był już grudzień), w nocy temperatura spadała do -10 stopni. Był to najtrudniejszy etap rejsu. W śluzach, których pokonano 253, trzeba było rozmrażać liny mocząc je w wodzie. 16 I 1973 „Narcyz” dotarł na Morze Śródziemne, temperaturę +5 stopni żeglarze odczuwali jako upał. W ciągu 47 dni Marcin Sznajder stracił 23 kilogramy.
Kolejne etapy podróży prowadziły przez Algierię (skąd do Polski wrócił Marcin Sznajder), Casablankę i Las Palmas do Bridgetown na Barbados. W Las Palmas spotkały się aż trzy polskie jachty: harcerski „Odkrywca”, „Maria” Ludomira Mączki, na której przygotowywał się do przejścia przez Atlantyk z Wojciechem Jakobsonem i „Narcyz”.
Czterdziestodniowy przelot przez Atlantyk odbył się bez problemów, mimo niewielkiej wielkości „Narcyza”. Jego kapitan przez wszystkie noce spał, a jacht niemal cały czas był sterowany samosterem. Jedyną przerwą w pracy tego urządzenia była awaria, powstała prawdopodobnie w wyniku kontaktu z delfinem, płetwy samosteru. Po trzech dniach ręcznego sterowania udał się jednak Ciskowi skonstruować urządzenie, które przenosiło ruchy statecznika bezpośrednio na rumpel. Dni mijały na nawigowaniu, wypełnianiu dziennika jachtowego, spotkaniach z rekinami, delfinami i latającymi rybami. Upał sprawiał, że najdogodniejszą porą do przyrządzania i spożywania posiłków były noce.
Po zakotwiczeniu na Barbados, 1.02.1974, Stanisław Cisek został przywitany przez Anglika z sąsiedniego jachtu butelką zimnego piwa. Wspomina, że nigdy przedtem ani potem tak dobrze mu nie smakowało. Na lądzie wydał ostatnie pieniądze na telegram do Polski. Wysłana do żony depesza była zresztą wyjątkowo lakoniczna, brzmiała „Barbados okay!”, razem z podpisem zamykała się w trzech słowach. W celu podreperowania budżetu przez dwa tygodnie pracował na amerykańskim jachcie „Cecilia”. Miał zamiar sprzedać jacht i wrócić samolotem do Polski, nie znalazł jednak kupca. Popłynął więc do Wenezueli przez Grenadyny i Trynidad. W La Guaira spotkał polski statek „Wyspiański”, jednak jego kapitan nie był zbyt chętny, by wziąć na pokład pasażera. Dzięki staraniom kolegów z wrocławskiego AZS-u cztery godziny przed odpłynięciem statku przyszedł teleks ze zgodą na zabranie go wraz z jachtem do kraju.
W Gdyni Stanisława Ciska oczekiwały tylko dwie osoby: żona i Stanisław Teliga, brat Leonida. Prasa milczała na temat rejsu, władze PZŻ stanęły przed dylematem, czy ukarać czy nagrodzić kapitana za daleki rejs, w którym przekroczył swe formalne uprawnienia. W końcu podjęto przychylną decyzję, Cisek został wyróżniony w corocznym konkursie na rejs roku organizowanym przez „Głos Wybrzeża”, uhonorowano go też Złotą Odznaką Zasłużonego Działacza Żeglarstwa Polskiego, niemniej przez wiele lat PZŻ unikał wspominania jego dokonań.
Stanisław Cisek był człowiekiem bardzo skromnym, niechętnie udzielał wywiadów stronił od rozgłosu. Przez wiele lat pozostawał niemalże w zapomnieniu, mimo, że jego wyczyn był jednym z bardziej znaczących w dziejach polskiego żeglarstwa.

Informacja z internetu źródło: Ewa Mróz

Calais (Francja) . Pierwsza fotka – Jacht „Narcyz” Stasia Ciska zacumowany do jachtu „Rairewa IIi” (kpt. Jerzy Knabe)
                                Druga fotka – Stanisław Cisek i „Narcyz”

Kanał koło Saint Dizier – tu zastały nas Świeta (kanał zamarzł)

Na Rodanie w drodze na m.Śródziemne (kanałami i rzekami Francji – około 1600 km i 253 śluzy)

Trzy fotki z Port Sait Louis (ujście Rodanu do m.Śródziemnego. Odwiedził nas kapitan i oficerowie z radzieckiego statku z Oddesy (otrzymaliśmy pomoc – kąpiel w gorącej wodzie – prysznic na statku „Makarenko”, uczta z kapitanem, torby żywności na dalszą drogę)

Baleary – rybacki porcik w Mahon

(po opuszczeniu porciku przeżyliśmy sztorm 10 B w drodze do Algerii)

Algier i spotkanie z samotną żeglarką … która również przeżyła ten sam sztorm 10 B (w jej jacht uderzyła fala rozbijając nadbudówkę. ( noc i dzień wylewała wiadrami wodę z wnętrza jachtu) W sztormie tym zatonął polski statek Wrocław (dzięki przytomności kapitana wszyscy się uratowali – zdecydował  o wczesnym szalupowym alarmie)

Narcyz w porcie Algier
Przepraszam za kiepską jakość zdjęć..  i odwócone napisy na jachtach.
Po powrocie z Algieru do Polski kupiłem  podobny do Narcyza jacht. Marzeniem Stasia Ciska było samotne przepłynięcie Atlantyku w pasacie – dokonał tego. W Polsce nieobecny był  trzy lata. Tak sobie myślę i kombinuję… może to i na mnie czas by poszaleć pasatowo? Prowadze trudne rozmowy z Aniołem… wspomina o emeryturze i ciepłych kapciach.

Mój jachcik „Our” (na jeziorze) – wymaga przygotowania do morskich podrózy
Pasat – stały, ciepły wiatr o umiarkowanej sile (3~4°B), wiejący w strefie międzyzwrotnikowej między 35° szerokości północnej i 35° szerokości południowej; w epoce żaglowców miał duże znaczenie. Na półkuli północnej pasat wieje z kierunku NE, a na południowej z SE (zgodnie z działaniem siły Coriolisa, powodującej odchylenie kierunku ruchu ciał poruszających się prosto na półkuli północnej w prawo, a na południowej – w lewo). Wieją one ze strefy wyżów zwrotnikowych ku strefie niżów równikowych znajdujących się w tzw.komórce cyrkulacyjnej Hadleya. Miejsce, gdzie pasaty z obu półkul spotykają się ze sobą, nazywa się Międzyzwrotnikową Strefą Zbieżności (Konwergencji) lub bruzdą niskiego ciśnienia. Pasat to wiatr, a więc poziomy ruch powietrza. Aby mógł wiać, musi istnieć różnica ciśnień między obszarami na powierzchni Ziemi, która najczęściej spowodowana jest różnicami w nagrzaniu powierzchni naszej planety.
Reklamy

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 26 Maj 2017, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: